Forum Psychologia

Boję się angażować w związek bardziej i nie wiem czemu

~Amelliaa

~Amelliaa

Chciałabym dowiedzieć się co o tym myślicie i może doradzić co mam robić dalej..
Jestem w związku od lekko dwóch lat. Nie mieszkamy razem jeszcze. Każdy ma pracę i mijamy się w zasadzie bo ta kariera jak to mówią.. poza tym tworzymy chyba normalny w miarę związek. Tak bym to określiła gdybym miała ocenić. Włącznie z kłótniami czy sprzeczkami bo to też się zdarza.
Ta sytuacja tak sobie trwa i trwa. A ja czuje że nie potrafię dać od siebie nic więcej no przynajmniej teraz. Nie potrafię zmienić obecnej sytuacji. Boję się chyba czegoś. Wytłumaczylam sobie to tak że chyba boję się bardziej zaangażować. Nie wiem czy trafnie.
Wcześniej byłam już w związku ale to była totalna klapa i dlatego nie biorę tego w ogóle pod uwagę.
Teraz nie wiem.. czy mam taki charakter naturę czy może kiedyś mi się odmieni. Boję się że jeśli to drugie to przyjdzie moment że będę chciała zmienić coś na szybko na już a tak się nie da. Nie w życiu prywatnym i tymbardziej nie w związku z drugim człowiekiem.
Na razie jest mi dobrze jak jest. Aż mnie to przeraża bo super młoda już nie jestem. Naprawdę mnie to przerażać zaczęło od paru lat. Czegoś się boję. Już teraz a co będzie potem?

Odpowiedzi znajdują się poniżej

Javiolla

Javiolla

Lęki nas strasznie ograniczają. Boisz się prawdo podobnie zranienia, porzucenia i uczuć jakie będą temu towarzyszyć gdy się zaangażujesz.
Moim zdaniem to nie jest charakter/natura- jeśli w poprzednim zwiazku potrafiłaś się zaangażować. Zwyczajnie się zablokowałaś i jeśli czujesz, ze Ci z tym źle, to się odblokuj.

Umiesz określić czy kochasz partnera?

--

"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

214141 javiolla Kobieta, 44 lata, Kaszuby
~Amelliaa

~Amelliaa

Javiolla owszem boję się zranienia ale to chyba każda z nas się tego po części choć boi. Myślę że to nie do końca w tym rzecz.
Tak jak pisałam, poprzedni związek był totalna pomyłka w którym tkwilam choć nie powinnam była. To było nieporozumienie a nie związek . W dodatku facet mnie dręczyl psychicznie. To była toksyczna osoba. I też nie mieszkaliśmy razem.
Tak, myślę że kocham partnera. Jest dla mnie dobry. Ma swoje wady jak każdy ale ogólnie jest ok. Nie jest to związek idealny przyznaję. Ale czy takie są?

Javiolla

Javiolla

~Amelliaa
Javiolla owszem boję się zranienia ale to chyba każda z nas się tego po części choć boi. Nie jest to związek idealny przyznaję. Ale czy takie są?

Wiesz... nie do końca tak jest jak piszesz. Niby każdy się boi zranienia, ale bać się można tysiąca innych rzeczy i chodzi o to, aby nimi nie żyć. Czyli żyć, ale o tym lęku nie myśleć. Mieć świadomość odrzucenia, ale nie myśleć o nim codziennie.
Tak więc zależy co Ty czujesz? Czy jakaś próba zaangażowania wywołuje w Tobie lęk?

Czy umiesz okazywać uczucia i mówisz partnerowi, że go kochasz? Jeśli go kochasz, bo piszesz "myślę, że go kocham". Byłaś pewna, że kochasz tego poprzedniego?

Inna kwestia, która mi się nasuwa. Piszesz, że kłótnie i sprzeczki się zdarzają. Jak często i jak one wyglądają? Moze to przez nie czujesz blokadę.

--

"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

214141 javiolla Kobieta, 44 lata, Kaszuby
~Amelliaa

~Amelliaa

Javiolla wiesz co, mój poprzedni związek był fikcja. To tylko z początku wyglądało jako tako. Wówczas myślałam że się zakochałam. Wszystko na to wskazywało. To był pierwszy facet i wszystko z tym związane a więc tak wtedy myślałam.
Odpowiadając Ci na pytanie to może z początku byłam w nim zadłużona ale to tyle. To nie była miłość.
Teraz jest inaczej. Tak kocham go z wzajemnością. Chodzi o obecnego partnera.
Druga kwestia którą poruszyłaś. Tak mamy kłótnie. W sumie rzadko. Choć ostatnio się to nasililo przyznaję. Chodzi o sprawy typu że mamy odmienne zdanie na jakiś temat. Bo mu coś narzucilam. Albo jeszcze inny przykład. Denerwuje mnie gdy mnie nie słucha. Nie słucha moich rad gdy mówię mu zrób coś albo spotkaj się z kimś, kup sobie coś itp. Może to błahe ale pogarsza związek. Przynajmniej ja to tak odczuwam. Jest typem który lubi się denerwować co z kolei mnie złości . Trochę tak to wygląda.
Javiolla dzięki za odzew w ogóle.

kikunia55

kikunia55

A moze masz charakter "kierowniczki" i wg Ciebie to jest za duzo z jego strony "samowoli"?

154416 kikunia55 Kobieta, 105 lat, wygwizdów
Javiolla

Javiolla

Z powodu błahostek nigdy się nie kłóćcie, to Was daleko nie zaprowadzi. Moi rodzice potrafili się żreć za takie głupstwa, że szkoda pisać. Skoro drobnostka wywołuje w Was kłótnie, to co będzie z poważnym problemem? Awantura na cały blok i rękoczyny?
Jaki sens ma stawianie na swoim? Tak serio pytam... poza satysfakcją, że moja racja jest najmojsza.
Myśle, że Ty mówisz mu dyrygująco, on się irytuje. Chcesz mu mamusiowac, a facet tego nie lubi. Mój mąż wiele razy mówił, ze nie jestem jego matką żeby mu mówić np. co ma ubrać, albo nie jest niepełnosprawny psychicznie żeby go poprawiać, wyręczać lub tłumaczyć.
Do faceta trzeba podchodzić w sposób przebiegły. Polecam 2 części książki "Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus". Pokazuje różnice między płciami i wyjaśnia z czego wynikają.

Jeśli kochacie się, to dlaczego dążycie do kłótni? Myślę, ze brak komunikacji między Wami spowodował jeszcze większe obawy u Ciebie.

--

"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

214141 javiolla Kobieta, 44 lata, Kaszuby
~Amelliaa

~Amelliaa

Javiolla mieliśmy już poważny problem. Była kłótnia. Duża kłótnia.. ale nie ma nigdy rękoczynow. Bez przesady.
Ja nie stawiam na swoim w tym wszystkim. Po prostu myślę że jak mu coś nie odpowiada to się denerwuje. Z tym mamusiowaniem a to masz rację. Parę razy powiedzial nawet że mówię jak jego matka. Ale co poradzę jeśli mam takie samo myślenie jak jego matka.
Nie dążymy do kłótni. Czasem po prostu tak wychodzi. No co poradzić. Kiedyś było lepiej z tą komunikacją ale z początku to on był hmm nieco nieśmiały.

TakaJakaś7

TakaJakaś7

Mi wygląda na to że Ty jesteś osobą temperamentą, otwartą na nowości, zapewne introwertyczką która najchętniej by działała. On natomiast domator który siedział by w domu bez większych wrażeń. Prawdopodobnie też nie jest zbyt otwarty, lubi ponarzekać jednak nie dąży do rozwiązania tego. Mam rację?

187477 takajakas7 Kobieta, 35 lat, Sokołów Podlaski
ka-wa

ka-wa

Wszystko zależy od tego jak się mówi, jakim tonem i na co kładziemy nacisk.

Partner to nie dziecko, żeby nim kierować, mówiąc zrób to i to, idź tu i tu, itp., chociaż mamy takie tendecje.

Radzić możesz, ale to nie znaczy, że partner ma Cię słuchać, może je wziąć pod uwagę lub nie, na siłę nic nie zdziałasz.

Jest duża różnica, jak powiesz kup sobie spodnie, bo chodzisz jak...,i wchodzisz z nim w niepotrzebne dyskusje, które i tak są nieefektywne,
a powiesz, nie uważasz, że by Ci się przydały nowe spodnie, może się wybierzemy do sklepu.
Jeśli powie nie, musisz to uszanować.

Generalnie chodzi o to, że jak coś chcemy "wymóc" na partnerze, potrzebna jest dyplomacja, żeby wyszło, że to jego decyzja, choć trzeba mieć na względzie, że nie da się przekonać żadnymi argumentami, pozostaje wtedy akceptować.

Jeśli nie akceptujemy wyborów partnera w różnych mniejszych i większych sprawach, pozostaje się rozstać.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 104 lata, Toruń
~Amelliaa

~Amelliaa

TakaJakaś masz rację ale nie we wszystkim. Nie jestem temperamentna ani zbyt przesadnie otwarta na nowości. Poza tym się zgadza.
Kawa zgadzam się z Tobą. Trzeba odpowiednio coś powiedzieć zwłaszcza jeśli chce się coś wyegzekwować. Problem w tym że ja tak nie umiem..
A co do przykładu z zakupem spodni.. żebyś wiedziała że taki też był. Ale on mówi że nie będzie kupował i już. Co już z resztą uszanowalam... Wielokrotnie jesteśmy w galerii to tylko ja coś kupuje jeśli już.
Wracając do tematu.. nie wiem dlaczego ale nie potrzebuje żadnych zmian w związku. Sama tego nie rozumiem. Przecież zawsze chciałam wyjść za mąż, mieszkać razem itp.. A naprawdę mam już swoje lata zegar tyka czas ucieka.

Javiolla

Javiolla

~Amelliaa

Nie dążymy do kłótni. Czasem po prostu tak wychodzi. No co poradzić.

Mozna poradzić, jeśli się chce. Mozna zmienić ton głosu, zapanować nad mimiką, gestykulacją, opanować swoje "mądrości". Jesteśmy istotami myślącymi i umiemy to zrobić.
Myślę, że nie tylko on był na początku bardziej nieśmiały. Sądzę, że Ty tez nie miałaś takiej odwagi, aby od początku mu matkować. Masz takie zdanie jak jego matka, ale jesteś jego partnerką a nie matką. To oznacza, że przekazujesz mu coś jak partnerka a nie matka.

Ka-wa podała dobre porównanie. Dyplomacja w związku jest bardzo ważna i można się jej nauczyć. Dlatego nie przemawia do mnie, ze nie potrafisz.

Sama piszesz, że nie chcesz zmian w związku i niby tego nie rozumiesz, a napisze Ci dlaczego. Bo to oznacza, że musiałabyś się zmienić, a przecież nie chcesz!

Wielka awantura z powodu poważnych problemów... hmmm, a wiesz, ze one się dopiero zaczną? Zegar tyka, przyjdą dzieci i przy dzieciach będą wielkie awantury (nie daj Boże z wyzwiskami)? Nie można do tego dopuścić.

Moze Twoja obawa i to co czujesz jest po prostu ostrzeżeniem z Twojej własnej podświadomości. Dopóki nie nauczycie się komunikować, to nie będziesz miała poczucia bezpieczeństwa i będzie Ci towarzyszyć obawa.

--

"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

214141 javiolla Kobieta, 44 lata, Kaszuby
ka-wa

ka-wa

Związek to nie jest bułka z masłem, nie mówiąc o dużym ryzyku, czasem wydaje się, że kogoś znamy, a często przychodzi rozczarowanie.
Niewiedza pcha nas w objęcia partnera i dobrze, bo jakby można było wszystko przewidzieć, mało kto by się pakował w takie układy:D

Nie każdy też nadaje się /nie potrafi funkcjonować w związku, jeśli uważasz, że wszystko ma tak być jak Ty chcesz, to musisz być sama.
Jak już na tym etapie facet tak Ci działa na nerwy, to im dalej będzie tylko gorzej, bo problemy dopiero przed Tobą, samo zamieszkanie razem będzie dla Ciebie wyzwaniem.
Dlatego jeśli myślisz z nim być, powinniście mieszkać razem, wtedy okaże się czy chcesz/możesz z nim im iść przez całe życie, czy się nie da.

Podchodzisz też do tego związku rozsądkiem, jak byś była zakochana, nie miała byś takiego dylematu, jak w tytule.
Dlatego zadaj sobie pytanie, czy jest sens w nim tkwić, tylko dlatego, że lata lecą i trzeba kogoś mieć, bez miłości i tak to nie przetrwa.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 104 lata, Toruń
~Amelliaa

~Amelliaa

Dziękuję wam za te wypowiedzi powyżej. Czytam je i myślę o tym wszystkim. Trochę prawdy w tym jest. Przyznaję. Tylko nie myślcie że to ja jestem jakaś apodyktyczna, że nie potrafię liczyć się z drugą osobą. To nie tak. Skoro jestem w związku to rozmawiam, doradzam, proszę go ...
To jest przecież ta ważna komunikacja.
Może i podchodzę z rozsądkiem bo swoje już przeszłam i wolę już tak. Nie jestem niewiadomo jak doświadczna ale mam trochę dystansu.
Może to moja podświadomość. Może. Nie wiem tego. Ale mam jakiś znak stopu w głowie.
Poza tym javiolla, umieć komunikować się, powinien też on nie tylko ja. Ja sama nic nie wskoram. A zauważam że on do rozmów specjalnie skory nie jest. Może nie to że nie potrafi ale nie chce. Nie lubi tego chyba. Tak to widzę. I to mnie martwi trochę nie ukrywam.
Kawa Przecież nie mówiłam że uważam związek za bułkę z masłem. To milion razy trudniejsze niż bycie samej. To zobowiązanie w pewnym sensie i dosłownie nawet bez ślubu już. No przynajmniej dla mnie. I do tego to ryzyko. Nie, nie jestem w związku bo boję się być sama. Nic podobnego. Zakochaliśmy się i zdecydowaliśmy się na związek. Tylko że on nie ma takich rozterek jak ja. Typu że widzę że nie lubi rozmawiać. Najlepiej gdyby było zawsze ok. A tak nie jest. Zaczynam myśleć że jedyne co mi powie realnie, czy dalej możemy być razem i na zawsze to zamieszkanie wspólne. A boję się tego.

ka-wa

ka-wa

To by oznaczało, że z nim Ci nie po drodze, dlatego obawiasz się zamieszkania razem.
Trudno być z kimś, kto nie chce rozmawiać, działa nam na nerwy.
Nie widzisz z nim przyszłości, dlatego się boisz, innego wytłumaczenia nie ma.
Jakie i czy on ma rozterki, nie wiesz i się nie dowiesz, bo on tego nie powie.
Wspólne mieszkanie jeszcze o niczym nie przesądza.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 104 lata, Toruń
~Amelliaa

~Amelliaa

Czyli jednoznacznie sugerujesz mi żeby się z nim rozstać? No bo na to wychodzi.

ka-wa

ka-wa

Sama musisz rozważyć, sama musisz podejmować decyzję, tak jak sama musisz odpowiedzieć sobie na pytanie, co Cię blokuje.
To co my piszemy, ma tylko dać Ci do myślenia.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 104 lata, Toruń
TakaJakaś7

TakaJakaś7

Nie do końca miałam na myśli to co napisałam, chciałam się upewnić czy to faktycznie różnica charakterów. W tej chwili widzę to tak: potrzebujesz poczucia akceptacji. Facet akurat na to jest, przynajmniej w jakiejś części, na to zamknięty. Ma jakieś niemiłe doświadczenia w dotychczasowym życiu przez co zamknął się na siebie a więc i na innych. Ty poprzez dotychczasowe doświadczenia również się na Niego zblokowałaś. Wzajemnie nie jesteście w stanie dać sobie nawzajem poczucia akceptacji więc tak dryfujecie w tym tzw. związku.
Czy macie szansę na przyszłość? To już decyzja Was dwojga, Ty widać że jesteś skłonna to ratować więc teraz kwestia tego czy On się otworzy na tyle aby wytrwać. Ciężka sprawa, jednak możliwa.

187477 takajakas7 Kobieta, 35 lat, Sokołów Podlaski
Javiolla

Javiolla

Owszem, do tanga trzeba dwojga. Jednak wiem po swoim związku, że czasem wystarczy, ze jedna osoba się nieco zmieni, troszkę dostosuje nie tracąc wiele, a już się sytuacja poprawia.
Ja to widzę tak: wiesz, że on nie jest skory do uległości, do rozmów i czujesz, ze to trochę niesprawiedliwe, że Ty masz się kajać i zmieniać. Moze duma Ci nie pozwala, bo to by było jakby umniejszenie sobie samej. Myślisz może: dlaczego to ja mam się zmieniać, a on nie? Choćby dlatego, że zmiany są skuteczne tylko wtedy gdy zaczynamy je od siebie. Choćby dlatego, że to jest tylko Twoje wydumane ego, a nie okazanie słabości (chyba masz pod tym względem mały kompleks). Choćby dlatego, że skoro masz obawy, a można jeszcze coś zrobić by je rozwiać, to trzeba to zrobić bezwzględnie. Aby potem nie żałować, ze nie zrobiłaś wszystkiego co mogłaś, by ratować związek.
Nie zmusisz go do rozmów, bo mężczyźni chyba z natury nie są zbyt wylewni. Przynajmniej z tego co zauważyłam większość nie chce rozmawiać, ale tu nie chodzi o nakłanianie go do długiej rozmowy, ale o formę Twoich wypowiedzi. Może mniej matkującą, może mniej apodyktyczną... nie wiem dokładnie w czym jest problem. Wnioskuję z tego co piszesz. Miałam podobny problem do Twojego pod wzgl. komunikacji i książka, o której pisałam wcześniej bardzo mi rozjaśniła dlaczego facet nie chce rozmawiać, czego oczekuje, jak się do niego zwracać. Odkąd to stosuję jest znacznie lepiej w naszej komunikacji.

Nie masz nic do stracenia, a możesz zyskać inną formę komunikacji i spokój.

--

"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

214141 javiolla Kobieta, 44 lata, Kaszuby
~Amelliaa

~Amelliaa

Akurat książek za specjalnie nie lubię. Ale jeśli mówisz że Tobie pomogła w komunikacji i lepszym zrozumieniu to może się skuszę. Mimo że nie lubię żadnych niby książkowych poradników. Uważam że najlepiej uczy życie.
Masz rację co do tego że należy zrobić wszystko co możliwe żeby później nie żałować albo nie mieć wyrzutów.