Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość Vebi

Czy samotne życie może być szczęśliwe?

Rekomendowane odpowiedzi

Gość Vebi

Mam 32 lata i od 12 lat jestem w niezbyt udanym związku, który za chwilę pokrótce opiszę. Poza tym nie mamy dzueci a ja jestem jedynaczką, mój ojciec nie żyje a mama mieszka ze swoim partnerem w innym mieście. Oczywiście mam znajomych itd jednak jak wiadomo to w tym wieku większość z nich mają juz pozakladane rodziny lub przynajmniej do tego dążą. Tak się więc  składa, że mój partner jest obecnie jedyna bliska mi osobą. Jego atutem jest to, że w pewnym sensie wiem, że w jakimś stopniu mogę na niego liczyć w trudnej sytuacji. Np jeśli zepsułby mi się samochód w innym mieście to na pewno przyjechałby mi pomóc, gdybym zachorowała to pobiegłby do apteki po leki itd. Z drugiej jednak strony ten związek bardzo mnie wyczerpuje. Muszę dodać, że jestem mało ugodową osobą i czasem się zastanawiam czy nie przesadzam? Tak więc przejdę do minusów. W tym związku czuję się wykorzystywana na całej linii i uważam, że gdybym żyła sama miałabym zdecydowanie łatwiej. Mój partner prowadzi "firmę" która tak naprawdę nie przynosi żadnych dochodów, tzn wystarcza mu tylko na jego własne wydatki związane z firmą, splata rat samochodu (który oczywiście musiał kupić nowy z salonu), opłaty jego kosztownego hobby, alkohol, papierosy no i czasami zrobi jakieś zakupy do domu. Cała reszta spoczywa na mnie czyli  rachunki, jakieś wakacje a jeśli dochodzi do jakichkolwiek większych wydatków to on zawsze jest spłukany. Ostatnio "pożyczyłam" mu  duża ilość pieniedzy żeby mógł spłacić swoje firmowe długi. To jednak nie wszystko. Mój partner pracuje w domu a ja jestem w ciągłych rozjazdach, do domu wracam późnym wieczorem i dopada wtedy mnie depresja. W tym domy jest wieczny bałagan. Odnoszę wrażenie, że on całymi dniami oglada tylko seriale. Oczywiście kiedy dochodzi do kłótni to on twierdzi, że codziennie sprząta, gotuje, robi zakupy i pracuje zawodowi a ja tego nie widzę bo mnie nigdy nie ma. Tak naprawdę to popadłam trochę w pracoholizm między innymi dlatego bo popadam w depresję kiedy muszę przebywać z nim w domu, poza tym naprawdę nie nam ochoty cały dzień  sprzatac i gotować, jyz wolę pójść do pracy i zostać za to wynagrodzona. Tak więc w ten oto sposób nue mam praktycznie w ogóle życia prywatnego. Kwestia finansowo-obowiązkowa nie jest jedynym naszym problemem. W tym związku nie ma prawie w ogóle seksu czy namiętności a jeśli jyz dochodzi do zbliżenia to mój partner myśli tylko o swojej przyjemności. Nie mamy też wspólnych tematów do rozmów (poza tymi prozaicznymi) różnica zdań występuje prawie pod każdym względem, mamy zupełnie inna mentalność. Zbierając to wszystko do kupy wszystko wskazuje na to, że osobno byłoby mi na pewno lżej pod niektórymi względami, ale czy samotność nie jest na tyle straszna, że moglaby mnie zjeść? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa

Pisałaś już, sama musisz o sobie stanowić. Nie oczekuj odpowiedzi na tak zadane pytanie. 

Każdy jest inny, nikt Ci nie powie czy sama będziesz szczęśliwa. Można być nieszczęśliwym w związku jak Ty i szczęśliwym bez partnera i odwrotnie. 

Za bardzo nie ma sensu tkwić w tak nie satysfakcjonującym związku, nie jest powiedziane, że jak się rozejdziecie, zostaniesz na zawsze sama. Ale musisz się z tym liczyć ze względu na Twój charakterek 😏 Ale to nie jest powiedziane, faceci przecież kochają zołzy😀

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Agu

jesteś z nim od 20 r życia, czyli jako dorosła osoba nie masz doświadczenia bycia bez związku jako formalnie samotna.

zastanwwisz się jakby to było, ale Ty jesteś już samotna tak naprawdę. Seks Cie nie cieszy, do tego on wykorzystuje Cie finansowo. Osiadł a Ty nie możesz pozwolić sobie na relaks bo zasuwasz poza domem. Wasz związek się zatrzymał.

Ten facet to Twoja wymówka. Z wraz wejściem w samotność- przyjdzie wszystko to co sobie wymawiasz - co do siebie nie dopuszczasz razem ze wszystkimi potrzebami które upychasz w sobie niewypowiedziane.

Będzie źle, ale już jest źle -  tylko robisz póki co wszystko by to od siebie odsunąć, nie przezyć i nie wyciągnąć zatem konstruktywnych wniosków Zasuwasz, uciekasz z domu i co tu dużo mówić nie masz swojego zycia poza pracą.

wiec nie wiem czy nie trzeba w końcu , zdemaskować ta fasade i stawic wszystkiemu czoła.

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość aneta_w

nie poddawaj się 🙂 jeśli ułożysz sobie wszystko w głowie będzie dobrze!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
12 godzin temu, Gość Agu napisał:

Zasuwasz, uciekasz z domu i co tu dużo mówić nie masz swojego zycia poza pracą.

wiec nie wiem czy nie trzeba w końcu , zdemaskować ta fasade i stawic wszystkiemu czoła.

Zgadzam się z powyższym. Ty już uciekasz od niego. Nie widzisz tego ale wolisz pracę od domu gdzie on jest. Ten związek figuruje jedynie w teorii. Żyjecie obok siebie. Od wielu lat, być może. Myślę że wbrew temu co myślisz, nie byłoby Ci trudno go zakończyć. Ja uważam że powinnaś. Powinnaś zakończyć ten związek. To nie jest życie. Nie ma przyszłości.  

Nie bój się samotności. Często jest ona znacznie lepsza niż nam się wydaje.


L'amore non ha un senso, L'amore non ha un nome , L'amore bagna gli occhi, L'amore riscalda il cuore
L'amore batte i denti, L'amore non ha ragione
L'amore esiste...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Vebi

Dziękuję za odpowiedzi.

Chcialabym się odnieść do tej samotności. Kiedyś nigdy się jej nie obawiałam, tak naprawdę to miałam wizję, że zostanę stara panna i jakos mnie to niespecjalnie smuciło. Byłam i myślę, że nadal jestem zamknięta na głębsze relacje damsko-męskie, a to że mój obecny partner swoim uporem do mnie jakoś dotarł jest dużym wyczynem. Dlatego też nie widzę możliwości żebym zbliżyła się do kogoś innego. Poza tym jestem bardzo krytyczna pod względem facetów. Np patrząc na partnerów moich koleżanek stwierdzam, że są jeszcze gorsi od mojego. Tu właśnie wychodzi moja niska ugodowość... Czego się jednak obawiam? Tego, że nie byłoby osoby na tym świecie, której na mnie zależy. Że gdybym zgubiła się w środku lasu to nikomu nie przyszłoby do głowy żeby mnie szukać. Że nie wiedzialabym do kogo zadzwonić gdybym w nocy  zakopała się samochodem itp. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa

Jeśli sama ze sobą się nie nudzisz, to raczej lepiej by Ci było samej, bo ten związek Cię męczy. Jeśli boisz się samotności i mimo wszystko chcesz z nim spędzić resztę życia, to go zaakceptuj jakim jest. 

Cały czas szarpiesz się sama że sobą, może czas najwyższy skorzystać z pomocy psychologa. 

11 minut temu, Gość Vebi napisał:

gdybym zgubiła się w środku lasu to nikomu nie przyszłoby do głowy żeby mnie szukać. Że nie wiedzialabym do kogo zadzwonić gdybym w nocy  zakopała się samochodem itp. 

To akurat żaden argument, zawsze można zadzwonić po pomoc do służb, znajomych, sąsiadów. 

Nie masz żadnej koleżanki, nikogo bliskiego, oprócz partnera? Dlaczego? 

Wychodzi, że czy z partnerem czy bez, będziesz niezadowolona i popadała w depresję. Coś musisz z tym zrobić, dlatego terapia by Ci się przydała, żebyś mogła się określić, nie bała się decydować o swoim życiu. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Vebi

Owszem, szarpię się ze sobą. Co ciekawe to kiedys poszłam "w tej sprawie" do psychologa, który stwierdził, że czeka mnie długa terapia. Przerwałam ją jednak ponieważ trudno było mi ją pogodzić z pracą. Niedługo  po mojej chwilowej terapii było między nami lepiej a ja nabrałam większej pewności co do tego związku. Koleżanki mam. Najlepsza mieszka za granicą i utrzymujemy stały kontakt telefoniczny, druga prowadzi życie podobne do mnie - ucieka w pracę, w której nieustannie przebywa. Trzecia ma męża i dzieci przez co również ma mało czasu. W konsekwencji jest tak, że jakbym faktycznie ktorejkolwiek  pilnie potrzebowała to byłyby fizycznie niedostepne. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Vebi

W jakimś tam stopniu go akceptuje ale raz na jakiś czas dopada mnie taki dołek jak wczoraj czy dzisiaj kiedy czuję się przeciążona tym wszystkim. Wtedy uważam, że nie chce żeby tak wyglądało moje życie, że chciałabym wrócić do czystego domu i w spokoju wypić herbatę i poczytać książkę czy obejrzeć film. Niestety nawet tak prozaiczne czynności w moim życiu nie istnieją, ponieważ  wracam do domu bardzo późno a kiedy mam wolne to sprzątam, gotuję, piorę itd. Brakuje mi regularnego relaksu a nie potrafię się zrelaksować kiedy mam przed sobą ogrom pracy i pusta lodówkę. Zarabiam pieniądze z myślą żeby gdzieś pojechać i odpocząć, a kiedy już gdzieś pojadę to się denerwuje, że te wszystkie przyjemności są za moje pieniądze. Że naginam od rana do nocy a on się byczy i ma z tego tytułu darmowe wakacje. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa

Wiesz już chyba, że o pomoc można poprosić każdego, tym bardziej za pieniądze i nie do tego potrzebny Ci partner, co sobie wmawiasz. 

15 minut temu, Gość Vebi napisał:

stwierdził, że czeka mnie długa terapia. Przerwałam ją jednak ponieważ trudno było mi ją pogodzić z pracą. Niedługo  po mojej chwilowej terapii było między nami lepiej a ja nabrałam większej pewności

W takim razie powinnaś kontynuować terapię tak długo jak to będzie konieczne, przynajmniej w tym czasie nie będziesz miała oddech od pracy, musisz pogodzić terapię z pracą, bo Twoje zdrowie psychiczne jest najważniejsze. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
2 godziny temu, Gość Vebi napisał:

Wtedy uważam, że nie chce żeby tak wyglądało moje życie, że chciałabym wrócić do czystego domu i w spokoju wypić herbatę i poczytać książkę czy obejrzeć film. Niestety nawet tak prozaiczne czynności w moim życiu nie istnieją, ponieważ  wracam do domu bardzo późno a kiedy mam wolne to sprzątam, gotuję, piorę itd. Brakuje mi regularnego relaksu a nie potrafię się zrelaksować kiedy mam przed sobą ogrom pracy i pusta lodówkę. Zarabiam pieniądze z myślą żeby gdzieś pojechać i odpocząć, a kiedy już gdzieś pojadę to się denerwuje, że te wszystkie przyjemności są za moje pieniądze. Że naginam od rana do nocy a on się byczy i ma z tego tytułu darmowe wakacje. 

Skup się na tym co tu napisałaś. A widać wyraźnie że to życie jak teraz nie odpowiada Ci. Wygląda na to że się zmuszasz do tego by z nim żyć. W imię czego? W imię tego że boisz się samotności? To sobie przemyśl czy to Ci się opłaca jeśli nie trafiają inne argumenty. Weź na przykład swoje zdrowie psychiczne. Czy warto żyć w ten sposób skoro to Cię tyle kosztuje.


L'amore non ha un senso, L'amore non ha un nome , L'amore bagna gli occhi, L'amore riscalda il cuore
L'amore batte i denti, L'amore non ha ragione
L'amore esiste...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość mózg

Samotność powinna być okresem przejściowym bo każdy zdrowy człowiek potrzebuje drugiej połówki ale to nie znaczy że jest się wtedy nieszczęśliwym. Jedna z najgorszych motywacji z jaką ludzie wchodzą w związek jest strach przed samotnością. Związki powinny być z miłości a jeśli to niemożliwe to przynajmniej z namiętności. Jeżeli tego nie ma i związek nie spełnia swojej roli to już teraz czujesz się samotna mimo związku bo nie ma między Wami wymiany uczuć.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
W dniu 26.11.2020 o 12:26, Gość Vebi napisał:

Np patrząc na partnerów moich koleżanek stwierdzam, że są jeszcze gorsi od mojego. Tu właśnie wychodzi moja niska ugodowość...

Ale przeciez to wcale nie wskazuje na Twoja niska ugodowosc, tylko na to, ze potrafisz krytycznie myslec i ocenic rowniez sytuacje innych. A jestes za bardzo ugodowa, skoro jestes z takim facetem 12 lat i dopiero teraz myslisz o odejsciu. Niepojete. Co Cie tak dlugo przy nim trzymalo? 😮

Przeciez on Cie wykorzystuje. Skoro to on jest przez wieksza czesc dnia w domu, a Ty poza domem, to jego obowiazkiem jest dopilnowanie zdecydowanej wiekszosci prac domowych. A on co? Robi lache, ze zakupy zrobi i oklamuje Cie, ze sprzata, skoro po powrocie do domu zastajesz balagan. Masakra.

W dodatku zamiast uprawiac z Toba seks, to wykorzystuje Cie seksualnie. Traktuje Cie jak wibrator-bo jak inaczej nazwac to, ze mysli w czasie seksu tylko o sobie?

Naprawde uwazasz, ze zaslugujesz na takie zycie? W szczegolnosci 12 lat takiego zycia? Nic dziwnego, ze Cie to wykancza.

Nie zgadzam sie z tym, ze kazdy czlowiek potrzebuje drugiej polowki, byli i sa przeciez ludzie swietnie funkcjonujacy bez niej. Samotnosc moze byc rownie satysfakcjonujaca co dobry zwiazek. I na pewno jest lepsza od takiego zwiazku, jak Twoj.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość mózg
1 godzinę temu, franca napisał:

 

Nie zgadzam sie z tym, ze kazdy czlowiek potrzebuje drugiej polowki, byli i sa przeciez ludzie swietnie funkcjonujacy bez niej. Samotnosc moze byc rownie satysfakcjonujaca co dobry zwiazek. I na pewno jest lepsza od takiego zwiazku, jak Twoj.

Każdy dąży do związku co nie znaczy że samotność jest zła. Zgadzam się że lepsza samotność niż taki związek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...