Skocz do zawartości
Forum

Mam dosyc


Rekomendowane odpowiedzi

Nie wiem jak juz mam sobie z tym radzic...3tyg temu pisalam o swoich myslach klopotach myslach i problemach z partenerem....na weekend byl w domu niby mialo byc wszystko powoli naprawiane razem...mialam juz nadzieje ze moze teraz uda sie....
Pojechal znowu w ta delegacje w poniedzialek...a od wtorku wieczora on kaxzyl prace a ja zaczynalam i zaczynal swoje chore akcje...znowu zaczelam sie denerwowac lekac sie ze atakowana jestem...a on cpal pil a gdy pora do spania przychodzila okolo 23atak oskarzenia wymysle z jego strony....ja nigdy nie potrafie spokojnie bronic sie ani tlumaczyc...wtedy krzyki budzily sie dzieci...i jeszcze bardziej mnie wtedy trzeslo wybuchalam....i tak widzac te dzieci placzace budzace sie w nocy wkoncu wyciszylam telefony i nie czytalam ani nie odbieralam polaczen w nocy od lulasza.Rano ich bylo kilkadziesiac...i ostatni ze przeprasza
W dzien okey i znowu sroda czwartek powtorka woeczorem zaczynala sie jal wypil nacpal sie...nie dawalam juz rady 3dnia psychicznie...a moje dzieci cierpiace....za duzo stalo sie...jeszcze slyszac jak inne osoby mowia jak krzywdzimy dzieci...
Po 3nocy po ostatnim ataku...wkoncu rano postanowilam juz skaczyc by dzieci nie cierpialy ...bo stalam sie juz klepiem nerwow:-(zero checi do zycia
Ale rano zadzwonil w piatek ze zjezdza ze nie bedzie pic cpac ze ja nie mam i sprobujemy dla nas i dla dzieci.
Po 21 odebral mnie z pracy...wrocilismy do domu i okazalo sie ze karty znowu gdzies zgubilam ale wydaje mi sie ze wyleciala mi w pracy...ale to nic chial na zaklady co obstawia nie raz 5f oczywiscie pozwolilam bo mialam na koncie okolo 110f ale znowu jak bym albo za duzo wydala albo cos mi znowu prali z konta...ale to moja wyplata raczej reszta pieniedzy...i zaczelo soe ze klamie gdzie mam pieniadze?sam dostal wyplate tego dnia co jeszze powoedzial ze 170f mu zostalo a ja mam mu dac rodzinne dzieci bo musi bartoszowi oddac...a ja z 698f z wyplaty potrafilam zrobic zakupy do jedzenia wziasc dla mojej wiki 320f odlozyc by miec na pieska jej co na urodziny obiecanego miala...za obiady za zalegly obiad musialam zaplacic...i to ja a on mi powiedzial ze myslal ze jeszcze mu piers z kurczaka kupie a wszsto ja sam z malej wyplaty a on z takiej duzej potrafil oddac i nic nie pomyslala by dziecia buty kupic obojetnie co bo ja na psa musze tyle pieniedzy dac...to zostalam zwyzywana ze klamie a tak nie.jest...wiem ze moja.wina wiem ze kiedys klamalam ale teaz oszczednie a on tak wobec mnie.
Oczywiscie wybuchlam dzieci pobudzone...a on zaczol mnie w kuchni szarpac ze mam go sluchac...na sile trzymal mn8e za szyje...nie uderzyl ale bolalo i jak nie on....i znowu dodatkowo jego oskarzenia chore znowu prowokacje po pijaku....teraz siedze cicho bo szuka nie woem narkotykow bo pewnie ubzdural sobie a i papierosow i piwa...mam dosyc bo to jest nie do pojecia...a wiem ze jak zaczne odzywac sie bedzie wojna agresja mysli samobujelcze i dzieci pobudza sie znowu...pomozcie co mam robic bo mnie to juz od srodka trzesie nie daje rady uciec wyjsc?

Odnośnik do komentarza

Dla tych, którzy próbują poznać Twój problem- tu jest cos co pisałas 3 tyg temu:

"Pisalam wczoraj bo noe mialam sil nie wiedzialam co robic...opisalam swoja sytuacje w skrocie.
I dzis w dzien wieczorem moj partner napisal mi ze zjedzie z londynu dla mnie dla nas zeby pomoc mi wyjsc z nalogu z tych klamstw i pomoc w polowie poradzic sobie z moim bolem po usunieciu ciazy...
Powoedzial i przeprosil ze juz nie bedzie wkrecal sobie nie winnie osadzajac.
Ucieszylam sie bo wiem ze nie dala bym rade sama gdyby tam byl w londynie ja sama z dziecmi...bo ledwo co moge sobie wybaczyc moje klamstwa krzywdzace jego i najblizszych i dzieci bo w nocy budza sie jak placze.
Dzis wrocilam z pracy po 22giej polozylam sie kolo dzieci przeczytalam bajke i zasnely...napisalam do niego ze ciesze sie ze wroci dla mnie ze pomoze mi i wyjde z tych nalogow i w polowie jakos wybacze co zrobilam ze zabilam...i zasnelam z dziecmi bo spie z nimi od kiedy wyjechal bo boje sie sama.
O 1 w nocy pisze bym wyslala zdjecia a ze spalam to nie slyszalam telefonu wiec zaczol zwonic pobudzilismy sie ja wstalam odebralam dziewczyny zasnely dalej...chial bym zdjecia zrobila ziecia bo teskni...sobie...zaspana zrobilam ziecia i sobie...a jescze zapomnialam ze jak wrocilam z pracy do domu to odrazu musialam polozyc sie kolo najmlodszej i przeczytac bajke,i tez chial zdjecie to zrobilam i wyslalam.
Wracajac do tego ze obudzona zrobilam zdjecia i wyslalam tak jak prosil...slyszalam i zulam ze podpity musi byc...
I tak mialo byc dobrze mielismy ratowac pomoc sobie wyjsc na prosta...a on do mnie ze zdjecie ziewczyn jak z lampa bluskowa robilam jest inne i jak bez lampki przy zapalonej lampce nocnej...i stwierdzil ze wysylam inne zdjecia bo na sobie mam inna pizame...znowu osadzanie wmawianie...a tylko jedno tlo ciemniejsze bo bez lampy blyskowej zrobilam i noe wyraznie.musialam mu udawadniac setny raz ze myli sie ze wkreca sobie znowu cos ...wiec robilam zdjecia poscieli ziecia jak chora by udowodnic ze znowu atakuje mnie...
Wczoraj ze w pracy zdrazam dzis znowu...ja nie mam sil nie wiem co robic...jak juz widze nadzieje zebym mogla wstac ruszyc noe krzydzic dzieci jego bo sa moim calym swiatem nigdy go noe zdradzilam a ja co chwile osadzana deptana...i robie o co prosi w nocy wstajac wysylajac zdjecia a on mnoe oskarza...i znowu nie mam sil trzesie mnie od srodka mysli pozytywne uciekly...nie radze sobie z tym takim deptanie sama slze soba...mam chwilam dosyc zycia...a ja tak kocham go i dzieci ale bez wsparcia rozmowy by ktos doradzil mi pomogl obcy noe dam rady bo czuje co mi z psychika dzieje sie i w srodku z cialem...nie mam takich przyjaciol co bym m9gla zazwonic porozmawiac bo woekszosc w domu bywalam z dziecmi.od moesiaca dopiero pracuje na popoludnie pozniejsze...wiec i znajomych nie mialam jak poznac...boje sie juz wszystkiego nie radze sobie w domu noe mam sil posprzatac wyjsc z dziecmi....co ja mam robic a nie chce myslec i poddac sie bo dzieci a on wiem ze kocha mnie i ja jego ale ja go skrzywzilam po usunieciu ciazy z popadnieciem w uzaleznienie klamstwami i dlugami ale jak cce zmienic to on mnie o kurestwo najgorsze rzeczy osadza wmawia a ja musze udawadniac...nie mam sil potrzebuje podpowiedzi wsparcia bo oszaleje nie wiezac co mam robic."

I:"
Witam...mam 29lat,2 dzieci wieku 10lat i 6lat,mieszkajaca z partnerem w uk od ponad 4lat.
3lata temu usunelam ciaze w 7tyg.
Zalamalam sie tym co zrobilam ale to byla wpadka a ja chialam wkoncu po 8latach siedenia w domu zaczac pracowac wyjsc z domu do ludzi.Partner ktorego kochalam calym serce nigdy nie pomagal mi przy dzieciach jak kolki mialy maruzily caly czas prawie przy obowiazkach sama bylam...on duzo pracowal dla nas ale wolny czas albo spal albo jezdzil na silownie i malo co bywal w domu.Nie dostalam od niego wsparcia jak powoedzialam ze jestem w ciazy powoedzial zrob co uwazasz a ja chialam liczyylam ze powoe damy rade to moje dziecko tez nie zabijaj.Ale bylo na odwrot...a jedyna znajoma co mialam co mialam kontakt tak samo namawiala...o zrobilam najwiekszy blad w zyciu z ktorym nie umiem sobie poradzic.
Po tym wszystkim zbladzilam calkiem zaczelam klamac z kasa oszukiwac rodzine naduzywac narkotykow...wkoncu gdy narobilam dlugow wyszlo powoli wszystko w tej sprawie moj partner nie zostawil mnie pomogl z dlugami...ale latwo z tego noe jest wyjsc jesli uzaleznilo sie od tego wszystkiego.Po tych 3latach nie mam juz sil...moj partner ktorego kocham nad zycie ktorego nigdy nie zdradzilam nawet bym nie pomyslala...co chwile z jego strony mam oskarzenia ze zdradzam pisze z kims albo cos robie i klamie wrecz sobie wmawia...nie raz musialam udawadniac ze mowie prawde i wtedy przepraszal.
6miesiecy temu juz bylam tak wykaczona ze chialam skaczyc z zyciem...wiem chora ziewczyna bo ma dzieci woec powinna ogarnac sie....tak ja je kocham nad zycie i wszystko dla nich bym zrobila i nie zaniesbuje ich bo tak jak kocham swojego partnera i tak samo moje dzieci.
Ale to wszystko mnie przeroslo nie umiem sobie wybaczyc usuniecia ciazy ...nie umiem sobie dac rady z tym ze co chwile o zdrady jestem osadzana nawet jak w pracy jestem...jednym slowem trace sily by funkcjonowac zyc...potrzebuje kogos by mi doradzil pomogl nie krytykowal...a ja nie mam takiego kogos co szczerze bym mogla wyzalic sie.partner zawsze z innymi umial sie smiac rozmawiac mial tematy a ze mna szczerze mowiac nie ma...zawsze jakos skrytykowal mnie wyzwal od glupich zawsze czulam sie takim zerem...ale kochalam go tez skrzywdzilam go klamiac ale nigdy nie zdradzilam tylko klamstwa o pieniadze...
Teraz wyjechal sobie do londynu z dnia na dzien sam podjal decyzje...niby o lepsze pieniadze...ja zostalam sama z dziecmi walczylam chialam by wracal bo tu tez mial dobra prace...pare dni minelo a on rozmawiajac ze mna osadza mno3 ze ktos kolo mnie byl ze zdradzam go...co sama sprztalam sama bylam na pietrze ktore mialam do posrzatania...nie mam juz sil...znowu mysle by skaczyc ze soba zasnac i noe obudzic sie....jestem sama
Dzieci spia kocham je i cce dla nich przynajmiej starac sie byc silna...ale ledwo co trzymam sie plakalam przez pare dni bo chialam by partner wrocil byl z nami a on mnoe osadza chore zazdrosci wkrety w glowe i to obsesyjnie...zrobil ze mnie nie wiadomo jaka kurw....
Jestem z tym wszystkim sama czuje sie przez to wszystko jak bym naparawde nie zaslugiwala na nic ze powonnam znikna z tego zycia.
Nie wiem co ja mam robic jak dac rade zyc:-("

Odnośnik do komentarza

Przytoczyłam tylko Twoje słowa sprzed 3 tygodni a nie przytoczyłam wszystkich odpowiedzi od Carla i od pani psycholog. Carlo prosił abys nie zakładała nowych wątków tylko nowe przemyślenia dopisywała do poprzedniego wątku, bo prościej będzie innym zrozumieć Twoj problem.

Ja tez powiedziałabym abys koniecznie dopisywała nowe spostrzeżenia do starego wątku, to może przeczytasz, co wcześniej mądrze Ci odpisywano. Jeszcze raz przeczytasz i jeszcze raz przeczytasz. Grzecznie wtedy odpowiedziałas "dziękuję", bo może na tamten czas sam fakt, ze ktoś gdzies coś od Ciebie przeczytał- to Cię na moment uspokoiło. Niemniej jak przeczytasz te odpowiedzi za tydzień , dwa, znów kiedy będzie Ci cięzko- może wtedy do Ciebie dotrze, ze coś musisz sama z siebie robić, bo inaczej zmarnujesz swoje życie i życie dzieci.

Piszesz, ze usunięte dziecko to dziecko Twojego partnera, ale nie zrozumiałam czy żyjące dzieci, to Wasze wspólne dzieci, czy tylko Twoje dzieci z jakiś wcześniejszych Twoich związków.

Widac z Twoich postów, ze zarówno Ty sama jak i oboje z partnerem powinniście uczestniczyć w sesjach terapeutycznych.Nie wiem jaki macie status wynikający z Waszej pracy i czy w UK można na jakiś ich fundusz zdrowia dostać tego typu pomoc, bo pieniędzy chyba dośc na takie fanaberie jak psycholog raczej nie macie
Macie bardzo dużo do przepracowania- obojgu Wam jak rozumiem zdarza się brac narkotyki czy tez wypić alkohol- czyli sprawa uzależnień.

Twój facet ma coś w rodzaju zepołu Otella- wiecznie wietrzy zdradę, czyli on tez nie ma własnej żadnej pewności siebie, nie wierzy sobie, ze może być dla Ciebie najlepszym i najfajniejszym partnerem.

Pytanie czy żyjące dzieci są Wasze, bo nawet gdybyś się z nim rozstała, to masz prawo oczekiwać od niego łożenia na te dzieci. Jesli tylko Twoje, to on może uważać, ze on i tak przesadnie się dla Ciebie stara i tak postępuje aby gdy co zarobi, szybko obrócić na swoje potrzeby, bo przecież komuś obcemu nie ma obowiązku utrzymywać dzieci.

Odnośnik do komentarza

Jak ktoś chce poznać historię Justyny wystarczy jak wejdzie na jej profil.

Justyna, nie dość, że piszesz tak chaotycznie i za długie teksty, to jeszcze nie wiem cemu zakładasz nowy wątek.
Nie opisuj szczegółów, bo one się powielają, do tego chaos utrudnia czytanie.

Nikt tu Ci nie pomoże, bo niby jak..., powinniście razem chodzić na terapię, jak nie to sama wybierz się do psychoterapeuty, pomoże Ci wymiksować się z tego chorego układu.

Szanuj zdanie innych...

Odnośnik do komentarza

kikunia55
Carlo prosił abys nie zakładała nowych wątków tylko nowe przemyślenia dopisywała do poprzedniego wątku, bo prościej będzie innym zrozumieć Twoj problem.

Ja tez powiedziałabym abys koniecznie dopisywała nowe spostrzeżenia do starego wątku, to może przeczytasz, co wcześniej mądrze Ci odpisywano. Jeszcze raz przeczytasz i jeszcze raz przeczytasz. Grzecznie wtedy odpowiedziałas "dziękuję", bo może na tamten czas sam fakt, ze ktoś gdzies coś od Ciebie przeczytał- to Cię na moment uspokoiło. Niemniej jak przeczytasz te odpowiedzi za tydzień , dwa, znów kiedy będzie Ci cięzko- może wtedy do Ciebie dotrze, ze coś musisz sama z siebie robić, bo inaczej zmarnujesz swoje życie i życie dzieci.

Kikunia55, dziękuję bardzo za poparcie. Również i ja uważam, że autorka nie czyni sobie przysługi, tworząc nowe wątki w tej samej sprawie. Czytając odpowiedzi wielokrotnie, mogłaby bardziej zmotywować się do działania. A myślę, że w tej sytuacji doraźne działanie jest konieczne, aby w życiu autorki zadziało się lepiej. Z syndromem Otella coś tu jest ewidentne na rzeczy. I oprócz tego obawiam się o tego szczeniaka. Obym się mylił, ale mam nieodparte wrażenie, że przytrafi mu się coś złego. W tej rodzinie chyba nie zazna szczęśliwego żywota. Czeka go raczej – nomen omen – pieskie życie.

Odnośnik do komentarza

Szczerze powiedziawszy bardzo chaotyczny ten wpis i trudno było mi zrozumieć meritum sprawy. Wyłowiłam, że problemy w związku łączą się z problemami pt. nałogi (papierosy, narkotyki, alkohol). Do tego awantury, niepokój dzieci. Tutaj nie ma prostej recepty i żaden, nawet najbardziej wyczerpujący, wpis na forum nie pomoże, jeśli Pani razem z mężem/partnerem nie zgłosicie się po profesjonalną pomoc u psychoterapeuty. Możliwe, że dla któregoś z Was będzie konieczna terapia odwykowa. Proszę nie zwlekać i nie zapętlać się w problemach. Pozdrawiam!

Odnośnik do komentarza

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...