Forum Psychologia

Mama zmieniła się po smierci brata

~george_0

~george_0

Mam dosc serdecznie swojej mamy. W szczegolnosci mamy, bo jednak ojciec zachowuje się inaczej. Mam 16 lat. Rok temu zginął mój brata. Wracał wtedy ze spotkania ze znajomymi. Nie będę się wdawał w szczegóły, bo nie chce, żeby ktos pokojarzył. Ogólnie w domu dramat; dla rodziców totalny szok, nikt się nie spodziewał. Mama bardzo się zmieniła po tym wszystkim. Nie mam spokoju. Chce wiedzieć wszystko, o każdym moim wyjsciu, czyli gdzie idę, z kim wychodzę, ile będą, którędy i czym będę wracał, wszystko. Często nie pozwala mi gdzies wyjsc, bo się boi. Raz wyszedłem z domu, chociaż mi nie pozwoliła. Zrobiła aferę taką, że nawet nie chce o tym pamiętać. Panikuje na każdym kroku. Jest teraz wolne, ja zamiast normalnie korzystać z życia, to wiekszosc czasu siedzę w domu, bo mama się o mnie boi. Awantury nic nie dają. Normalne rozmowy też nie. Co powinienem zrobić, żeby mama wreszcie się otrząsnęła i zaczęła traktowac mnie poważniej, a nie jak przedszkolaka? Jak przemówić jej do rozumu? Tak, to, co spotkało naszą rodzinę, to tragedia. Wiem, że dla niej to był cios, ale trzeba żyć dalej.
Bo takie kontrolowanie i chore zamartwianie się nic dobrego nie przyniesie i jest nie do zniesienia.

Odpowiedzi znajdują się poniżej

~no tak

~no tak

Trudno cos sensownego doradzić. Rozumiem ciebie, ale tez rozumiem strach o Ciebie, twojej mamy. Straciła jedno dziecko i mysli ,że tak uchroni drugie. To jest pewnie silniejsze od niej i musi chyba upłynąć jeszcze troche czasu, zeby te lęki o ciebie zelzaly, bo minąć chyba nie miną nigdy. Skoro ani rozmowy, ani awantury nie pomagają, to chyba musisz poszukać sojuszników, bo ktoś musi z mamą porozmawiać. Ona sobie z tym problemem nie radzi i ma poczucie winy, że gdyby np zabroniła wyjść bratu ,to on by żył.
No ale takie myślenie do niczego nie prowadzi, bo gdyby każdy wiedział, ze sie przywróci, to by usiadł, a tak niestety nie jest ,bo nie jestesmy jasnowidzem, a wypadki chodzą po ludziach i nigdy nie wiadomo, na kogo padnie. Takie jest życie i nic nie poradzimy na to. Dobrze by bylo gdyby tata, babcia, ciocia, koleżanka lub ktos inny bliski, przetłumaczył mamie, że jej postępowanie, tylko pogarsza sytuację w domu i powoduje, że jej syn czuje sie nieszczęśliwy.
Dobrze by bylo gdyby mama zechaciala skorzystać z pomocy psychologa, ale pewnie nie zechce.
Z czasem trauma minie, ale po takim czymś, nigdy nie będzie juz tak samo.
Musisz o tym wiedzieć.

~no tak

~no tak

A próbowałeś umowic sie z mamą tak, że jak wyjdziesz ,to powiesz gdzie i kim będziesz, kiedy wrócisz i że często będziesz np wysyłał esemesy ?
Na początku, jakis czas mógłbyś byc na takiej krótkiej smyczy ,tylko ze względu na mamę, a po jakimś czasie sytuacja pewnie by sie troche unormowala. Może warto zgodzic sie na pewne ograniczenia i czasami z czegos zrezygnować, lub ustąpić, źeby osiągnięć jakis kompromis, między twoim poczuciem niezależności, a lękami mamy.

~george_0

~george_0

Tu na co dzień niby nie ma odchylów, ale jakiekolwiek moje wyjście wywołuje w niej ataki paniki, leku i bóg wie, czego jeszcze. Najlepiej, żebym siedział w domu. Rozmawiał z nią mój ojciec, tłumaczył, ze tak nie może, bo ja mam prawo do swojego życia, to, ze siedzę w domu niczego nie zmieni, nie jest dobre itp itd. Niby to rozumie, ale chyba jednak nie do końca. A jak już wychodzę, to zdarza jej się dzwonic do mnie. To jest męczące, każdy tez patrzy na mnie dziwnie. Jak nie odbiorę, to pewnie będzie od zmysłów odchodzila. Fakt, nie zawsze mówię jej prawde. Głupio pewnie robie, ale wiem, ze niektóre osoby z mojego otoczenia zdecydowanie nie przypadłyby jej do gustu.
Chciałbym jeszcze raz z nią porozmawiać, w spokoju, bez nerwów, ale już nie wiem, jakich argumentów użyć.
Matka była swego czasu, po śmierci brata, na silnych lekach. W ogóle bardzo mocno to wszystko przeżyła. Wiem, ze tutaj ciężko coś dobrego doradzić, ale nie ukrywam, ze jest to dla mnie chore i marze, zeby wreszcie na dobre wyjść z domu.

kikunia55

kikunia55

Jesli masz 16 lat to niedługo bo w wieku 19 lat masz szanse wyjsc po skończonej szkole z domu np w poszukiwaniu unikalnego kierunku studiów wszędzie, tylko nie w okolicach domu. W skali życia 3 lata to niewiele, w skali Twoich 16 lat to wiecznosc.

Jesli masz naprawdę dobrych kumpli, to chyba wiedzą jaka tragedia się u Was stała i powinni rozumiec Twoją ciągłą potrzebę mamy kontaktu z Tobą czy za pomocą SMSa czy tez krótkiej rozmowy.Wszelkie osoby chwilowe w Waszym towarzystwie, które moze patrzą ze zdziwieniem nie powinny Cie peszyć, bo nie raz w życiu będzie tak, ze bliski i życzliwy Ci czlowiek będzie rozumiał Twoje postępowanie a znajomosc przelotna i chwilowa nie ma nic do przemysliwan czy ocen Twojego postępowania i Ty nie masz potrzeby sie nikomu tłumaczyć, ze cos robisz jeżeli uważasz to za konieczne. Z czasem trzeba się uczyć, ze nie jestesmy tu na tym świecie po to żeby przypodobac sie wszystkim swoim kumplom czy ladnie wyglądającym dziewczynom.Asertywnosc wobec znajomych wskazana. Meczysz sie jak uniknąc nadmiaru zainteresowania ze strony mamy ale i wobec swoich znajomych tez trzeba umiec stosowac zasady - nic Ci do tego dlaczego ja tak postępuję.

Jedynie trochę mnie martwi tekst, ze zdajesz sobie sprawę, ze nie wszyscy Twoi znajomi przypadli by jej do gustu. To brzmi trochę niebezpiecznie. Zazwyczaj sensowni ludzie pochodzą z takich domów i mają takie zasady życia, ze nie są one w specjalnej rozbieznosci z przekonaniami, które my wynosimy ze swoich domów. A Ty piszesz, ze masz niektórych takich znajomych, którymi niekoniecznie bys się chwalił przed rodzicami i Ty sie przed nimi wstydzisz ciąglych kontaktów mama-Ty mimo, ze przeciez wiedzą, co sie u Was stało. Moze z punktu rodzica jest o co sie martwić?

154416 kikunia55 Kobieta, 105 lat, wygwizdów
~george_0

~george_0

Tylko, ze ja nie mam ochoty opowiadać się mamie z każdego kroku. Nie mam pięciu lat, żebym musiał tłumaczyć sie z każdego wyjścia. Rozumiem jeden telefon, ale nie kilka.
To NIC nie zmieni, nie zwiększa to mojego bezpieczeństwa. Jak ktoś będzie mi chciał rozwalić glowe,’to to zrobi. Jak się na coś wydarzyć to się wydarzy i nie zapobiegnie temu wydzwanianie/wypisywanie matki.
Coraz gorzej się z nią dogaduje.
To normalne, ze matki zawsze odwalają takie cyrki? Jako ojcowie zupełnie inaczej do tego podchodzą.
Tak, rozumiem jej strach, wiem, ze to dla niej był cios,’ale nie może się tak zachowywac. My żyjemy i mamy prawo żyć jak ludzie, a nie być pod ciągła kontrola czy ciagle rozmyślać nad tym,’co sie wydarzyło. Czasu to nie cofnie, a tylko wszystko psuje. Matka powinna zdecydowanie wrócić do brania leków na uspokojenie.

Towarzystwo różne, różni ludzie, nie jakaś patologia czy bandyterka, ale zdarzają sie na imprezach narkotyki i inne takie. I wiem, ze gdyby ona o tym wiedziała, to chyba przykułaby mnie do kaloryfera i już bym nigdy nigdzie nie wyszedł.

~no tak

~no tak

Nie każdy reaguje tak samo, na konkretne zdarzenie. Moja przyjaciółka, straciła 15 letniego syna w wypadku. Samochód prowadził jego 18 letni kolega. Uderzył w drzewo przy ulicy, w centrum mista.
Kierowcy nic sie nie stalo, a pasażer nie przeżył zderzenie.
Ona ma drugiego młodszego syna i nie pamiętam, zeby panicznie bała sie o niego. Chłopak, teraz juz dorosły, ma swoje życie, prowadzi samochód, duzo podróżuje i jest bardzo niezależny.
Jednak relacja z matką ,ma trudne i podłożem tego, może byc reakcja matki po śmierci brata. Ona tak skupiła sie na swoim cierpieniu, że on poczuł sie, emocjonalnie odrzucony przez matkę ,bo uznał ,że to brat był dla niej najważniejszy, a on chyba sie nie liczy. Był tez zły na rodziców, o to co sie stalo. Nie umiał sobie poradzić inaczej.. ..miał tylko 10 lat. Opisuje Ci to po to, żebyś zrozumiał, że takie sytuacje zawsze powodują takie czy inne szkody w psychice wszystkich członków rodziny. Jedne sa widoczne od razu, a inne dopiero z czasem ujawniają sie jako deficyty, czy trudności w funkcjonowaniu i relacjach.
Twoja mama doskonale wie, że nie postępuje dobrze wobec Ciebie ,ale nie umie swojego strachu opanować.
To jest jak nerwica, nad którą ludzie nie mają kontroli. Musisz zrozumieć, ze to jest jak choroba i byc bardziej wyrozumiały. Mamie bardziej niz leki, przydała by sie psychoterapia.
Dodam ,ze moja koleżanka korzystała z pomocy psychiatry i przeszła terapie ,chociaż sama jest psychologiem terapeutą .
Minęło juz wiele lat, a jednak są takie momenty, kiedy sobie nie radzi.
Z twoją mamą będzie podobnie. Raz lepiej, raz gorzej, ale nigdy juz tak samo. Musisz te zmiany w jakims sensie zaakceptować ,bo inaczej wasze relacje mogą sie bezpowrotnie zepsuć i trudno będzie je naprawić.

~george_0

~george_0

Dlatego podejrzewam,’ze jak nie opuszcze tego domu, to nigdy nie bede miał spokoju. Marzy mi się mieszkać z dala od matki i tego wariatkowa. Będę sam - nie będę musiał się jej spowiadać z niczego.
Tak, jeszcze pare lat muszę się z nią męczyć.

~no tak

~no tak

Ty taki widzę, troche bez serca jestes i nic do ciebie nie dociera. Nie widzisz nic, oprócz tego, zeby prowadzić życie towarzyskie i nie za bardzo cos więcej Cię obchodzi, a matke traktujesz jak przeszkodę, na drodze do przyjemności. Wiedz, że koleżcy to rzecz nabyta . Dzis są, a jutro może ich nie byc, a matka masz jedną, to szanuj ją i licz sie z jej cierpieniem, bo tu nie chodzi o jakąś blahostke, czy widzimisię ,ale o najgorszą traumę jaką może przeżyć rodzic.
Empatii by Ci sie troche przydało.

~george_0

~george_0

Nie, to nie chodzi o to. Rozumiem, ze ona to przeżyła. Ale ja zamierzam zyc normalnie, jak człowiek, a nie cały czas rozpaczać i w panice siedzieć w domu. Takie rozmyślanie nic dobrego nie przyniesie, a zapobiegnie tragedii? Nie. Jak się ma coś złego stać,’to się stanie.
I tak, mam prawo robic co chce i z kim chce - ale na pewno nie będę się spowiadał matce ze wszystkiego. Koniec

ka-wa

ka-wa

[Towarzystwo różne, różni ludzie, nie jakaś patologia czy bandyterka, ale zdarzają sie na imprezach narkotyki i inne takie. I wiem, ze gdyby ona o tym wiedziała, to chyba przykułaby mnie do kaloryfera i już bym nigdy nigdzie nie wyszedł ]

I to pewnie by Ci wyszło na dobre, bo obracasz się w nieciekawych kręgach, jedne "lepsze" od drugich...
Uważaj, bo nie wiedząc kiedy wpadniesz w uzależnienie i będziesz miał zmarnowane życie.Wielu młodych ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy, bo uważają, że ich to nie dotyczy, sam tak też uważasz, więc też jesteś w błędzie.
Jak widać musisz być pod ścisłą kontrolą mamy, bez względu na śmierć brata, bo strugasz dorosłego, a jesteś nieodpowiedzialny, skoro obracasz się w takich kręgach.
Jeśli tak dalej będziesz robił, to mama straci też Ciebie przez narkotyki.

Nie widać w Tobie ciepłych uczuć, śmierć brata za bardzo Cię nie poruszyła, krzty miłości i zrozumienia dla matki też nie widać...

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 104 lata, Toruń
~george_0

~george_0

Ile mam płakać,’żeby było Ok? To trzeba cały czas być w żałobie i nigdzie nie wychodzic? To naprawdę coś zmienia?
Podkreślam: co daje panika mamy? Czy coś zmienia? Czy zmniejsza ryzyko zagrożenia? NIE. To, ze zadzwoni dziesięć razy nie spowoduje, ze bezpieczniej wrócę do domu. O to mi chodzi. To jej chciałem przetłumaczyć, ale jest ściana, nie da się.
A wzięcie czegos od czasu do czasu to żadne uzależnienie i się nim nie skończy.

ka-wa

ka-wa

Wszystko zaczyna się od pierwszego razu..., zapalisz papierosa od czasu do czasu i nie wiesz kiedy, już siedzisz w nałogu, a narkotyki jeszcze bardziej uzależniają.
Tak, że jeśli jeszcze nie jesteś uzależniony, to będziesz, jak się nie odetniesz od tego towarzystwa.
Po co Ci to?
Lepiej znajdź sobie dziewczynę i z nią spędza głównie czas, a wyjdzie Ci to na zdrowie.
Jest tu obok wątek faceta, czytaj co z nim zrobiły narkotyki, one tak działają, a zaczyna się od czasu do czasu od lekkich i tak się kończy.

Ja się dziwię młodym ludziom, gdzie dzisiaj wiedzą jakie spustoszenie w organizmie robią narkotyki, jak silnie uzależniają, więc nie powinni tykać tego świństwa, a jednak biorą..., nie mogę tego pojąć.
Chyba za mało o tym też mówi się w szkołach, temat tabu jak seks.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 104 lata, Toruń
kikunia55

kikunia55

" To, ze zadzwoni dziesięć razy nie spowoduje, ze bezpieczniej wrócę do domu. O to mi chodzi. To jej chciałem przetłumaczyć, ale jest ściana, nie da się"

Pewnie,ze się nie da ,jak sam mlody człowiek o czasie nie będzie włączał w sobie systemów ostrzegania jakie powinien wyniesć z domu. Czujesz się ciemiężony, przez to ciągłe jej pytanie gdzie jestes, z kim jesteś , o której wrócisz i doskonale wiesz, ze byłaby spokojniejsza gdybyś rzadziej wychodzil, szybciej wracał. Ale jestes jak małe dziecko " na złość mamie odmroże uszy" i tez będzie dobrze. To zginął mój brat a ja mam przez to przechlapane, ja się nie dam tak ciemięzyć! I tak walcząc o swoją niezależność, o swoją wolność i swobodę nie widzisz, ze łamiesz pierwsze ważne sygnaly ostrzegawcze.

"A wzięcie czegos od czasu do czasu to żadne uzależnienie i się nim nie skończy."
Owszem jest jakis niewielki procent młodzieży, która raz i drugi czegos niewłasciwego popróbowała i spokojnie poczuła się "dorosła", bo czegos zakazanego dotknęła, nie sprawiło jej to żadnej innej satysfakcji i stwierdziła, ze i bez tego życie moze byc normalnie udane. Jednak jak zapytasz wielu ludzi, którzy sobie pomarnowali życiorysy, jak oni zaczynali to odpowiedzą Ci takimi samymi słowami jak Ty mówisz do nas a co gorzej i do siebie "A wzięcie czegos od czasu do czasu to żadne uzależnienie i się nim nie skończy." Dalej patrząc, niektórzy juz unurzani gleboko w uzaleznieniu ,uparcie twierdzą, ze to jest ich wolna wola, ich własny wybór i w kazdej chwili jakby chcieli to by przeciez skończyli- tylko niestety nie konczą, bo to nie jest juz ich wolna wola. A oni ciągle chcą okłamywac i siebie i swiat, ze w stosownej chwili jak zechcą to przestaną.

Zawsze, bez takich rodzinnych przeżyć jakie Wam sie trafiło jest w rodzinie zły i dobry policjant. W sensie, ze jeden rodzic jest bardziej liberalny ( Twój tata) i drugi rodzic węszący wszędzie niebezpieczeństwo, ciągle nie dość zadowolony z osiągnięc potomka ( pewnie Twoja mama).

I nie opowiadaj nam, ze towarzystwo gdzie mogą byc narkotyki, dopalacze to bardzo interesujący i bepieczni ludzie dla młodej rozwijającej się osoby. Ty nie jesteś na obozie karate (gdzie jakas przewrażliwiona mama moze obawiać się urazu), nie jestes na obozie trekingowym gdzie łazisz nad przepasciami, wysoko w górach i znów jakas mamusia może załamywać paluszki - o Boże jakie to niebezpieczne dla mojego synusia - a Tatuś twardo mówi, ze chłopak musi poznać możliwości swojego ciała, poczuć andrealinę jak sobie radzić w trudniejszych warunkach. Ty tracisz swój cenny młodzieńczy czas na przypodobywanie się (telefony od mamy nie są trendy) grupie młodzieży, która swoje zdrowie próbuje nadszarpnąc próbowaniem niewłasciwych używek. To jest nieakceptowane, to jest zakazane a Ty jestes tym dzieciakiem, ktory chętnie na złość mamie odmrozi sobie uszy i koniecznie musi popróbowac.

"Podkreślam: co daje panika mamy? Czy coś zmienia? Czy zmniejsza ryzyko zagrożenia? NIE"- taka prawda, To Ty sam z siebie powinienes być mądry i nie pchać się tam, gdzie nie jest bezpiecznie i normalnie. Jaką masz satysfakcję z tego, ze szukasz akceptacji u ludzi, którzy w piękną letnią pogode musza próbować (inni może juz częstokroć zażywać) takie świństwo. Dlaczego to jest takie ciekawe i nęcące?
Pózna pora powrotu pewnie wynika z tego, ze to towarzystwo, nie ma za dużo obowiązków i po cięzkim poprzednim dniu dlugo zalega oszolomione w domu i dopiero wieczorem znów sie wynurza szukając wrażeń.

16 latek czuje tak ogromną potrzebę identyfikowania się ze swoimi rówieśnikami, ze kazdy rodzic i to jeszcze ze swoimi uwagami jest mu kulą u nogi. Jednoczesnie kazdy rodzic chciałby aby jego dziecko do tych 16 lat juz wiedzialo jakimi ludzmi sie otaczać, aby rozwijać swoje zainteresowania i pasje a zgrabnie unikać "towarzystwa", które nie jest chlubą.

"I tak, mam prawo robic co chce i z kim chce - ale na pewno nie będę się spowiadał matce ze wszystkiego. Koniec"
Do takich słow to juz najlepiej być prawnie dorosłym i dosrosłym w portfelu tzn. umieć chodzić do pracy i zarobić na swoje mieszkanie w jakimś pokoju (na początek), na swoje jedzenie, na swoje ubranka i na wszystko swoje ,co wydaje sie być potrzebne w codziennym życiu. Wtedy postawa :jestem odrębną jednostką i będę robił co uznam dla siebie za słuszne jest bardziej zrozumiala. A teraz wyglą na to jakbys potrzebował kieszonkowego od rodziców i je głupio wydawał w niezbyt obiecującym towarzystwie. A jak masz tak duzo wolnego czasu (mama do kaloryfera jeszcze nie przywiązała) to biegasz sobie gdzieś dorabiać? Chodzileś gdzieś rwać truskawki, pomagasz może w jakimś warsztacie samochodowym, kelnerujesz czy stoisz na zmywaku w jakiejś knajpce?

Jeżeli nie, to z przykrością stwierdzam, ze z powodu tego Waszego ogromnego nieszczęscia jakie Was spotkało, rodzice jednak Cię zaniedbują i za mało od Ciebie wymagają Masz żle zorganizowany czas, masz go za dużo i głupio go tracisz.

154416 kikunia55 Kobieta, 105 lat, wygwizdów