Forum Psychologia

Ojciec nie przyszedł na pogrzeb dziadka

~Kreator

~Kreator

Jestem rozżalona i smutna. W mojej rodzinie nigdy nie było zgody, ale to, co się stało na koniec, przepełniło czarę goryczy. Byłam w szpitalu, choruję. Gdy przebywałam w szpitalu, dowiedziałam się, że zmarł mój dziadek, z którym mieszkałam kilka lat. Zmarł w stosunkowo młodym wieku. Był sprawny fizycznie i umysłowo. Jednak wiele lat temu przeżył zawał, miał martwicę, połowa serca mu nie pracowała. Zjadł śniadanie, poszedł do piwnicy. Jego żona, która w ogóle nie zwracała na niego uwagi, dopiero po dwóch godzinach zorientowała się, że go nie ma. Zeszła do piwnicy, leżał bez życia. Wezwała pogotowie, stwierdzili zgon. Ja w szpitalu byłam w szoku, ale w moim sercu pojawiła się nadzieja-nadzieja na to, że mój ojciec przyjdzie na pogrzeb i pogodzi się z babcią, zaczną rozmawiać. Był pogrzeb, dla mnie to było bardzo ciężkie przeżycie, gdyż moja psychika była bardzo osłabiona, ale uważałam przyjście tam za swój obowiązek. Wypatrywałam ojca. Kolejno w kościele pojawiali się kuzyni dziadka, jego znajomi z pracy, ze szkoły. Pojawiła się właściwie chyba cała dzielnica. Ale nie było jedynego dziecka dziadka. Nie było go. Olał ojca. Za dwadzieścia kilka lat opieki i później bycia na każde zawołanie-dziadek przychodził do naszego domu zawsze, gdy go rodzice poprosili o prace remontowe, służył czasem za "szofera", podwoził nas do wyznaczonych miejsc dziecko nie przyszło na pogrzeb własnego ojca!! Poczułam się, jakby ktoś wbiłby mi lodowaty kolec w serce i przeciął na pół. Wściekłam się. Tego już było dla mnie za wiele. Poszłam do ojca do firmy, do pracy, powiedziałam mu, że zostałam osierocona, on powiedział, z obrzydliwym uśmieszkiem;"Ja też". Ten uśmieszek był dla mnie dowodem na to, że ten podlec nie pojawił się w kościele. Kilka dni później zadzwonił do babci w sprawach majątkowych. Złożył pozew do sądu, żeby zrzekła się majątku po dziadku. Ludzie, jak ja ich nienawidzę. Wiem, że mogę zmienić tylko siebie, nie ich, ale jestem zdruzgotana ich postępowaniem. Zero jakichkolwiek zasad etycznych, jedynie pieniądze im w głowie. Jaki związek ja stworzę w przyszłości? Chciałabym mieć męża, bratnią duszę, ale jakie ja mam wzorce? Próbowałam obiektywnie spojrzeć na moją rodzinę, znaleźć, co dobrego mi dali-znalazłam. Dom, łóżko, książki, podstawowa opieka zdrowotna. Tyle mogę powiedzieć na ich obronę. Tylko jak z tych dobrodziejstw korzystać, kiedy ma się totalnie zrytą psychikę-zaburzenia osobowości, których leczenie zajmuje lata? Nie mam w rodzinie NIKOGO, z kim mogłabym porozmawiać o swojej chorobie. Nikogo. Biorę leki przeciwepileptyczne i przeciwschizofreniczne, parę tygodni temu czułam się tak bardzo źle, że musiałam wzywać pogotowie, miałam atak tak jakby dreszczy schizofrenicznych, omal nie straciłam kontaktu z rzeczywistością, ledwo mogłam powiedzieć przez telefon, co mi jest. A krewni tylko mówią, że mi nic nie jest. A każde lekarstwo wywołuje skutki uboczne-te mają bardzo poważne. Staram się żyć samodzielnie, jak dorosły człowiek, ale mam pod górkę, bo wszystko robię dwa razy wolniej. Musiałam się wywnętrznić.

Odpowiedzi znajdują się poniżej

pool89

pool89

Witaj, przykro mi z powodu twojej straty. Czytając odniosłem wrażenie że blisko bardzo byłaś z Dziadkiem.
Twój ojciec postąpił parszywnie, nie ważne czy żyli w zgodzie czy nie z Dziadkiem, a co na to wszystko Babcia twoja? Co sądzi o tym że Syn nie przyszedł na pogrzeb własnego ojca. Rodziny się nie wybiera, sam też o tym wiem co nie co.
Piszesz że nie masz nikogo w rodzinie z kim mogłabyś pogadać o chorobie, a masz ogólnie kogoś? Związek, przyjaźń? Znajomość?

185046 pool89 Mężczyzna, 28 lat, Dolnośląsk