Skocz do zawartości
Forum

oklepany problem egzystencji


Rekomendowane odpowiedzi

Ostatnio mam wrażenie, że nie wiedzie mi się w życiu bo powinienem już dawno temu umrzeć. Jakieś 18 lat temu byłem w takim stanie że o mały włos nie popełniłem samobójstwa.
Nie odważyłem się ale było bardzo blisko. Od tamtego momentu moje życie jest, jakby to powiedzieć bezcelowe i bezsensowne. Nie byłem nigdy u żadnego psychologa, nigdy się o tym nikomu nie wygadałem. Za tydzień mam pierwszą wizytę u psychologa, tylko nie wiem czy dotrwam. Nic w życiu nie osiągnąłem, nigdy niczego nie chciałem.

Odnośnik do komentarza

TrekoN, cieszę się, ze zdecydowałeś się na wizytę u psychologa. Twój wpis na forum jest przygnębiający i "ciężki". Piszesz o próbie odebrania sobie życia, o tym, że niczego nie osiągnąłeś, że Twoje życie jawi Ci się jako bezsensowne i bezcelowe. Na pierwszy rzut oka przypomina to objawy depresyjne. Warto byłoby skonsultować się zatem z psychiatrą - nie potrzeba skierowania od lekarza pierwszego kontaktu. Pomyśl o tym. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

Odnośnik do komentarza

Wygadać się, mam sporo do opowiadania, głównie dołujące treści o samym sobie o swojej przeszłości, parszywej teraźniejszości i niepewnej przyszłości.
Zacznę od tego że ja jestem niepewnym siebie gościem o bardzo zaniżonej samoocenie. I nie wiem co mam ze sobą teraz dzisiaj jutro za miesiąc zrobić. Ciągle czekam zamiast zacząć działać już teraz. Tylko ja nie wiem co "mam działać"
Co i po co mam działać. Nie mam problemów rodzinnych, Jedyny mój problem to to że jestem jedynakiem z nadopiekuńczą matką, nie mieszkam z nią ale czuć tą ją nadopiekuńczość. Nigdy nie poznałem ojca, to na razie tyle.

Odnośnik do komentarza

Robert,
Tylko psychologowi powiedz wszystko. I tak jak sugeruje Pani Kamila pomyśl również o psychiatrze.
Widać, że jesteś totalnie zrezygnowany i zdołowany.
Niska samoocena, nihilizm, nadopiekuńczość matki...jak do tej pory tyle wiemy.
Coś więcej napiszesz ? : )

Rozdzierający jak tygrysa pazur
antylopy plecy
jest smutek człowieczy.

Odnośnik do komentarza

Zauważyłem że od kilku godzin moje samopoczucie się poprawiło. I tak jest zawsze jak ktoś zwróci na mnie uwagę. Jeszcze kilka godzin temu leżałem pod kocem i leciały sobie z moich oczu łzy. Niby bez przyczyny ale...spotykam się od pół roku z pewną kobietą. Od samego początku są między nami zgrzyty, Były trzy rozstania, teraz jest chyba kolejne. Nasze kłótnie wyglądały tak, ona krzyczała a ja słuchałem i wszystko przyjmowałem, To ją doprowadzało do jeszcze większej wściekłości, wyganiała mnie z mieszkania, a ja chętnie wychodziłem i przerwa do tygodnia. Wielokrotnie wypominała mi to że jestem zamkniętym w sobie 33 letnim mężczyzną zachowującym się jak dziecko, co też powodowało w niej agresje(jej słowa) ogólnie ona typ agresywny nienawidzący swojego ojca, przez co każdy jej partner włącznie ze mną był traktowany nieokiełznaną agresją słowną , a czasami czymś potrafiła rzucić(ja tego nie doświadczyłem, wiem bo mi opowiadała) przy mnie trochę złagodniała(jej słowa) ja jestem trochę nietypowym mężczyzna, Ogólnie jestem łagodny jak mało kto. Ogólnie robiła ze mną co tylko chciała. Mniejsza z tym nie kontaktowaliśmy się od tygodnia i...zrobiła mi się obojętna, wcześniej po każdej scysji szybko do niej leciałem na kolanach i wracaliśmy do siebie. Przy wcześniejszych rozstaniach w głowie miałem tylko że bez niej nie dam rady i tęskniłem. Teraz jest całkowicie inaczej, rozmyślam nad sensem własnego życia, celu w nim i ciągle dochodzę do wniosku że nie dam rady normalnie egzystować, ciesząc się tym co mam. Niewiele mam ale coś tam mam. Jak byłem z nią to miałem jakieś plany, studia trochę się bałem tego kroku w tym wieku ale przynajmniej coś bym zmienił. Teraz po stwierdzeniu że my nie istniejemy(jej słowa, moje już teraz też) cel zniknął i stracił na znaczeniu, bo po co dla siebie, a na co mi to, nie wytrwam, nie dam rady...Mówiłem jej że miałem przez spory okres czasu myśli samobójcze, ale to już za mną było...teraz wróciło od kilku tygodni. Chcę się z nią tylko dlatego rozstać na zawsze(wystarczy jeden mój krok byśmy znowu do siebie wrócili)bo nie daje jej szczęścia, że jestem niewystarczająco dobry dla niej w wielu aspektach życia. Od seksu poprzez intelekt po zwykłe codzienne czynności. Jakiś czas temu postawiła mi ultimatum że nasz związek będzie kontynuowany jeżeli pójdę do terapeutki i zacznę pracę nad sobą. Przystałem na to ale...kilka dni temu doszło do mnie że związek oparty na groźbach nie ma racji bytu. A ostatnio jak jej się zwierzyłem z tego że nie mam odwagi porozmawiać z matką o ojcu to powiedziała mi że nie jest moją terapeutką i ma już dość słuchania i radzenia mi i prowadzenia mnie(jej słowa) zaskoczyła mnie tym bo sama mi powiedziała że powinienem się przed nią otwierać. oj rozpisałem się ale musiałem to napisać. To tylko wierzchołek góry lodowej. Może dzięki temu dotrwam do wtorku. Przepraszam za chaotyczny styl ale taki mam styl. Psychiatra, leki coś zmienią? Mi jest chyba potrzebny cel w życiu, bez znaczenia jaki, jakikolwiek najlepiej nieosiągalny i najlepiej żebym miał kogoś wspierającego mnie w tym, pewnie bez sensu ale jakoś tak mi na myśl takie coś wpadło.

Odnośnik do komentarza

Super, że się rozpisałeś, wreszcie coś z siebie wydusiłeś : )
Nie piszesz chaotycznie, niczym się nie przejmuj. Wszystko zrozumiałe.

Najczęściej przeciwieństwa się przyciągają, ale w tym wypadku to chyba zbyt wielkie zbieżności charakterów. Ona nie powinna być tak agresywna, jeśli doskonale wie jaki jesteś kruchy. Najgorsze jest emocjonalne uzależnienie, nie możesz do tego dopuścić. Jeśli czujesz, że ten związek psychicznie Cię rujnuje, to go zakończ raz na zawsze. Kłótnie, awantury, niezrozumienie na pewno nie są dobrymi sprzymierzeńcami, gdy walczysz z depresją.

Dlaczego chcesz obrać sobie cel nieosiągalny? Jak kochać to księżniczkę, jak kraść to miliony ; )

Zobaczymy jaką diagnozę postawi lekarz, może psychoterapia, może leki...najważniejsze żeby walczyć z tym stanem i coś robić w kierunku poprawy.

Pisz, pisz...wytrwamy do wtorku na bank!

Rozdzierający jak tygrysa pazur
antylopy plecy
jest smutek człowieczy.

Odnośnik do komentarza

Ach, i nie pisz tak, że nie jesteś dla niej wystarczająco dobry. Myślę, że takie samobiczowanie nie jest wskazane, i potrafi rzeczywiście zdenerwować partnera.
Wiesz jak to jest...jeśli nawet nie jesteś superbohaterem, to przed kobietą się takiego udaje ; ) Oczywiście należy być zawsze sobą, ale gdybyś miał wyższe mniemanie o sobie, byłoby lepiej. Dlatego trzeba przede wszystkim popracować nad samooceną i zapewne psycholog za to się zabierze w pierwszej kolejności.
No cóż, musisz ze sobą podyskutować, czy przy swojej kobiecie czujesz się autentycznie i czy kochasz, czy tkwisz przy niej z innych powodów. Ale proszę Cię, nie myśl, że jesteś niegodny....bo jesteś! Wszyscy jesteśmy godni miłości i szczęścia.

Rozdzierający jak tygrysa pazur
antylopy plecy
jest smutek człowieczy.

Odnośnik do komentarza

Jak kochać to księżniczki, tak ją traktowałem, sama tak mi mówiła ale nie o to chodzi. Tak tylko mi to stwierdzenie coś przypomniało. W tej chwili sam nie wiem co do niej czuje, i zaczynam się zastanawiać czy to co czułem było tylko zauroczeniem, ciekawe słowo ona do uroczych osób nie należy, w znaczeniu miłych choć swój urok ma. Emocjonalne uzależnienie? chyba byłem uzależniony i chyba mi już przeszło. Jak było między nami często czułem w jej towarzystwie niepokój czy jej coś nie odbije i nie zacznie mi zwracać na coś uwagę, czy to będąc sam na sam czy w grupie jej bliskich znajomych. W sumie z początku jak mi bardzo na niej zależało to byłem bardziej zestresowany. Teraz w tej chwili jest mi obojętna, chyba. A może po prostu zdałem sobie sprawę że po ostatniej naszej "kłótni" oboje mamy siebie dość. Ona mi wcześniej mówiła że z takim mną jaki teraz jestem nie jest w stanie normalnie funkcjonować.zaskakujące słowa bo przez tak długi okres była ze mną wychwalając moją wrażliwość, dobroć, spokój... ale brakowało jej jak to ona powiedziała TESTOSTERONU z mojej strony. I tak próbuje mnie zmienić co mi się już przestaje podobać oczywiście pewności siebie nigdy nie jest za dużo ale ona szuka lub chce ze mnie zrobić jakiś ideał, po co? Chcę mieć swoje niektóre wady. Jedyne co bym w sobie zmienił to więcej pewności i tą samoocenę. Bo moja małomówność mi nie przeszkadza jej owszem bardzo. Ciekawe czy są kobiety, którym małomówność partnera nie będzie tak bardzo przeszkadzać. Tylko ja nie mam już ochoty poznawać nowych potencjalnych partnerek. A może brak mi wiary w siebie że jakakolwiek mnie zaakceptuje takiego jakim jestem. Czy sam siebie akceptuje? Raczej nie. to się rozpisałem o niej jakby to ona była moim największym problemem a tak jak się okazuje nie jest. Cóż moja zmiana na gorsze chyba zaczęła się jak miałem 14 lat obwiniałem się za wypadek kuzyna był bardzo połamany. I tak przez wiele lat obwiniałem się że jakbym szybciej lub później wyszedł to nie mieli by wypadku. W końcu po wielu latach przekonałem sam siebie że nie miałem na to wpływu. Trochę za późno. Po tym wypadku poszedłem do szkoły średniej gdzie po kilku miesiącach byłem klasową ofiarą. szkołę zawaliłem i właśnie w tym czasie zaczęły się moje myśli o śmierci, samobójstwie.nigdy nikomu się z tego nie zwierzałem, dusiłem to w sobie przez naście lat. Zmieniłem klasę i jakoś nawet bezproblemowo przetrwałem okres szkoły średniej. jakieś kilka miesięcy temu straciłem pracę i nie mogę znaleźć nowej. od tygodnia źle sypiam tzn. zasypiam czy raczej gaszę komputer tak koło 3 rano a wstaje w okolicach południa choć nie śpię często od 9 tylko przewracał się na łóżku. to tyle na dziś.

Odnośnik do komentarza

Jeśli nie akceptuje Cię takiego jakim jesteś, to rzeczywiście ten związek nie ma sensu. Jutro się pogodzicie, a pojutrze znowu wybuchnie kłótnia, bo nie będziesz w stanie sprostać jej kolejnym oczekiwaniom. Jesteś wrażliwą jednostką, więc takie zmienianie na siłę, to fatalna sprawa, bo dodatkowo rujnuje Twoją i tak niską samoocenę.
Jesteś jeszcze młody i bez problemu znajdziesz kobietę, która będzie Cię akceptowała i kochała. Ciebie, a nie Twoje wyobrażenie.
Pracę znajdziesz, pukaj, a w końcu gdzieś otworzą. Z takimi problemami można sobie poradzić.
Najważniejszy teraz remont psychiki. Jak dusza choruje, to wszystko się sypie.
Z tym wypadkiem to fatalna sprawa, bo Twoja młoda psychika się kształtowała i to obwinianie się, mogło na stałe jej zaszkodzić.
Ze snem masz problemy pewnie z powodu braku pracy, nie masz szansy dobrze się zmęczyć.
Pisz dalej : )

Rozdzierający jak tygrysa pazur
antylopy plecy
jest smutek człowieczy.

Odnośnik do komentarza

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
×
×
  • Dodaj nową pozycję...