Forum Psychologia

Mój kat

~Ania75

~Ania75

Muszę się wyglądać bo zwariuje. Mój mąż, mój psychiczny kat. Na początku napisze że zdaję sobie sprawę że jestem głupia jak nie wiem co. Nie potrafię nie mogę uwolnić się od tego związku. Mamy troje dzieci, z powodu stresów i nerwów przytyłam 30 kg mąż na każdym kroku powtarza że wyglądam jak świnia, ubliza mi, zaczepia i żartuję z innymi kobietami. To przez niego przytyłam wziął kredyt za moimi plecami i dał znajomym, którzy wypieli się na niego ze spłacaniem. Mamy komornika na wypłacie, ja pracuje ale za minimum. Z wypłaty zostaje nam ok 800 zł. Cały dom na mojej głowie, przytyłam ponieważ zazeram stresy czy przeżyje kolejny miesiąc, nie pozyczajac pieniędzy. Nie stać mnie na diety poniewaz głównie jemy wszystko co mączne, pierogi, kopytka, makaron. Popada już w depresję nie mam dokąd pójść bo mam tylko jego i dziecko. Starsze wyszły już z domu nie utrzymują kontaktu ze względu na niego. Jedno jest alkoholikiem masakra czy to już koniec mojego życia. Staram się jak mogę ale często chodzę smutna robi mi awantury że inne kobiety są uśmiechnięte cały czas mnie do nich porównuje. Poniza mnie ze gdyby nie on byłabym sama, że jestem zła i okrutna. No oczywiste że jest jeszcze jego mamusia która twierdzi że synus to dobry człowiek a dobra żona powinna za niego długi spłacić. Z każdej strony jestem osaczona, rozumiem że jestem zaniedbana ale z czego mam o siebie zadbać. Długi zrobił już dawno temu ale spłacać będziemy przez kolejne kilka lat. Noszę ogromny żal do jego rodziny za to że z nim tak mnie traktują.Zerwałam prawie z nimi kontakt, ale cały czas myślę o nich i się nakrecam. Brak już celu w życiu nie wiem co mam robić schudnąć to wiem ale co tu jeść jak owoce czy warzywa oddaje dziecku...

Odpowiedzi znajdują się poniżej

~noxnox

~noxnox

Kredyt jest wspólny na was oboje?
Kochana schudnąc, nie schudnąc, zastanów się czy chcesz z nim być i czy widzisz przyszłość z tym człowiekiem.
Zostało wam 1 dziecko.
Co z Twoją rodziną, masz w niej wsparcie?

~onkaY

~onkaY wpis edytowany

Po:
1. Poszukaj w Centrum Interwencji
Kryzysowej porady prawnika (za darmo), czy kredyt wzięty przez Twojego męża, bez Twojej wiedzy i podpisu obciąża także Ciebie?
Od dłuższego już czasu przepisy się zmieniły i być może nie masz obowiązku spłacać kredytów zaciągniętych przez męża.
2. Swoją pensję przeznacz tylko dla siebie i dziecka.
3. W ostateczności możesz wnieść pozew do sądu (z powodu niskich dochodów możesz złożyć podanie o zwolnienie Cię z kosztów sądowych) o np separację i alimenty na dziecko.
4. Przestań męża obsługiwać, gotować mu, prać, generalnie dbać o niego. Nie masz takiego obowiązku.
5. Nie trzymaj się go jak tonący brzytwy, bo jak sama widziesz nie masz żadnej satysfakcji z tego związku.
6. Swojej nadwagi nie usprawiedliwiaj stresem i biedą, bo ruch i wysiłek fizyczny jest za darmo. Po za tym nie musisz wpychać w siebie mącznych potraw. Poszukaj zdrowszej, mniej kalorycznej diety np warzywnej.
Dieta i ruch czynią cuda.
7. Zastanów się jakie masz możliwości odseparowania się od męża. Jaki jest status Waszego mieszkania, czy otrzymasz wsparcie bliskich?
8. Zastanów się, nad zmiana pracy na lepszą.
9. Dbałość o siebie nie musi wiązać się z ogromnymi kosztami, nie usprawiedliwiaj się, zrób to dla siebie.
10. Najwygodniej jest biadolić i trwać w marazmie nie robiąc nic w celu poprawy własnego życia.

~Baggs

~Baggs

noxnox obawiam się, że problem autorki jest bardziej zakręcony niż imadło.
Jej relacja to w gruncie rzeczy toksyczny trójkąt, w której Ona jest z każdej strony na przegranej pozycji. teściowa, mąż i Ona, ot trzyosobowa definicja trójkąta Karpmana i nawet w oczach rodziny z opowieści męża wyjdzie konfrontacyjna sielanka mlekiem i miodem płynąca. To niemalże jest regułą w takich przypadkach... idealne małżeństwo na zewnątrz, a istny horror zamknięty w 4 ścianach.
Sztuką jest w tym wszystkim mieć odwagę mówić bez ogródek co się dzieje w związku oraz szukać i prosić o pomoc stosowne instytucje wedle potocznej niebieskiej linii dla ofiar przemocy stricte psychicznej, bo serwowanej w białych rękawiczkach i sławetna obdukcja tu nic nie pomoże.
Problem z alkoholem jest do wyprostowania vel wyjścia poprzez terapię, ale tutaj jest niemalże analogiczna sytuacja - osoba uzależniona musi tego chcieć. Obwinianie się matki o problem alkoholowy nawet u dorosłego dziecka, jest jednym z elementów tej kwadratury koła, bo winą w tym wszystkim nie do końca jest tylko autorki.

Ania75 ratunek dla Ciebie zaczyna się tutaj http://www.psychotekst.pl/artykuly.php?nr=314, tylko z góry zaznaczam, żeby o tym, co tu się dowiesz z materiałów o tej książce i blogu w sieci, pod żadnym pozorem nie dowiedział się mąż czy teściowa i im podobne osoby.
Porada prawna w kwestii rozdzielności majątkowej, komornika, separacji a nawet rozwodu z alimentami włącznie, jest tak na cito do rozważenia i skierowania kroków w tym temacie.
Ta sytuacja z pozoru wyglądająca na taką nie do rozwiązania, jest możliwa do wykonania i odcięcia się od tego szamba. A mówię to z własnej autopsji w odwrotnym układzie. Ten temat do łatwych nie należy, ale jest do zrobienia, by wyjść na prostą.

~Ania75

~Ania75

Kredyt ten który brał jest na niego, ale mamy inne wspólne zobowiązania i to nie małe. Wsparcia niestety u swojej rodziny nie mam, brat wychowany na egoiste nawet nie zadzwoni co słychać, kuzynki są za granicą ale też jak prosiłam o pomoc wypieły się. Jestem po prostu sama. Znajomi, nie ma ich prawdziwych przyjaciół też nie bo nie stać mnie wyjść z nimi do kina czy gdziekolwiek.

~Ania75

~Ania75

Jeszcze dodam, że syn alkoholik nie mieszka z nami ale ubliza mi przez telefon ponieważ nie ma chyba już kogo obwinia o swoje picie. Jest zameldowany u nas a ja nie mam siły go wymeldowac. Psychicznie jestem w rozsypce. Odbieram od niego telefony bo bardzo się martwię o niego, czy jeszcze żyje itp. Nie potrafię się od niego odciąć tym bardziej ze ma dopiero 24 lata i zmarnował sobie życie podobnie jak ja tylko w innym kierunku. Pewnie boi się trochę męża bo inaczej gdybym była sama to zrobiłby z domu meline a ja pewnie byłabym kolejną bohaterką słynnego dawnego serialu Ballady o Januszku. Moje życie jest tak pokrecone, że już gorzej nie może. Piszę po to jak wspomniałam żeby się wygadać. Ponieważ z perspektywy ludzi obok łatwiej powiedzieć co zrobić i jak żyć ale proszę uwierzyć to nie takie proste. Nie wyjdę z dzieckiem na ulicę a nawet gdyby to na ile czasu będę niestety musiała wrócić. Mamy wysokie opłaty i zostaje pareset zł na życie. Nawet jak pójdę gdzie indziej do pracy to i tak nie stać mnie będzie na wynajem i dalsze życie po podziale zobowiązań na pół. Wymiotować mi się już chce na to wszystko. Mając rodzinę jak wspomniałam za granicą dobrze ustawioną, biegalismy razem po podwórku, wychowalismy się razem w biedzie tak to jest ze niektórzy nie mogą mieć pieniędzy bo im odbija. I nie chodzi mi o danie mi czegoś np pieniędzy, ale pomocy typu znalezienia mi tam pracy i zarobilabym sobie na wszystko sama. A i moje dziecko inaczej by się czuło tam wśród rodziny. W ciemno przecież nigdzie nie pojadę sama nie zostawię tu młodszego dziecka z nim, z jego matką bo wtedy i to stracę.

~onkaY

~onkaY

~Ania75, jesteś w trudnej sytuacji, niczym w potrzasku, ale spróbuj mimo wszystko zrobić coś dla siebie.
Nie skupiaj się tak na prozie życia, zdystansuj się do męża i teściowej, ignoruj ich ataki, zaczepki.
Przejdź na dietę, kup sobie kijki i zacznij uprawiać nordic walking.
Wysiłek fizyczny świetnie eliminuje stres.
Postaraj się też poprawić coś w swoim wyglądzie, nie dla męża, tylko dla siebie, dla własnego lepszego samopoczucia.
Nie wiem w jakim wieku jest Twoje najmłodsze dziecko, ale pomyśl jednak nad wyjazdem do pracy za granicę. nie ustawaj w szukaniu kontaktów.
Szybciej spłaciłabyś długi, a wtedy mogłabyś pomyśleć nad podziałem majątku i rozwodem.
Kobiety wychodzą z gorszych opresji, tylko trzeba mieć plan i z ogromną determinacja dążyć do jego zrealizowania.

~interwencjakryzysowa

~interwencjakryzysowa

Twoja sytuacja jest bardzo trudna, ale spokojnie, po kolei. Skonsultuj się ze specjalistami. Powyżej dostałaś bardzo cenne rady. Tak wartościowego wątku tu dawno nie widziałam. Sama sobie skopiowałam wiele rad. Od siebie jedynie dodam, że nie jesteś sama. Wiele kobiet przeżywało podobne problemy i dało radę, więc głowa do góry :) wiem, że teraz może Ci się to wydawać ogromne i nie do udźwignięcia zadanie, ale jeśli podzielisz to na etapy, to spokojnie dojdziesz do celu.

~dammar

~dammar

Postaraj sie najpierw zmienic tok myslenia, u ciebie jest wsxystko na nie, nie mam przyjaciol bo nie stac mnie na wyjscie do kina. Ja rzadko chodze z przyjaciolmi do kina a mam paru. To nie o pieniafze chodzi ale o to ze by miec przyjaciol to trzeba dac im poczuc ze sa dla nas wazni a nie sa tylko odbiornikiem naszych problemow. To tak nie dziala. Inaczej kazdy po prostu ucieknie bo nie uniesie takiej masy cudzych problemow.
Nie dbasz o siebie bo, i znowu wytlumaczenie, brak pieniedzy. Jakie to latwe, tak sobie tlumaczyc wlasne bledy. Grzebien wiele nie kosztuje a ladna fryzure mozna sobie zrobic. Po drugie usmiech zdobi, jest za darmo.
To co sie teraz dzieje to tylko konsekwencje tego co bylo w przeszlosci. Jedno jest pewne, jesli teraz niczego nie zmienisz, to tak albo i gorzej bedzie wygladala twoja przyszlosc.
Masz wplyw na swoje zycie, mozesz je kontrolowac. Powyzej juz masz duzo porad jak je zmienic na lepsze. Czy tak sie stanie, zalezy od ciebie.

~dammar

~dammar

Dopisze tylko ze wiecej blokad masz w swojej glowie niz w rzeczywistosci. Ja mieszkam za granica, u nas pracy jedt bardzo duzo, problem jest z kolosalnymi cenami mieszkan i zeby w ogole moc je wynajac. Mieszkam w Irlandii.
Ale jesli chodzi o prace to spokojnie mozna zarobic na zycie i na mieszkanie, gorzej jest cos odlozyc jesli tylko jedna osoba pracuje.
Chodzi o to, ze wszystko jest w twojej glowie, w rzeczywistosci mozna sobie z tym poradzic.

luukas

luukas

"Nie stać mnie na diety poniewaz głównie jemy wszystko co mączne, pierogi, kopytka, makaron."

ahh kolejny zabobon ^^

nie wiem czy to ja tylko jestem wyjątkowy, ale jedząc makarony to chyba tylko lepiej by się chudło jedząc samą sałatę ^^ makarony nie są winne twej tuszy.

159601 luukas Mężczyzna, 33 lata, Zielona Góra
~Ania75

~Ania75

Może i nie te makarony i kopytka są powodem mojej tuszy, ale jak wspomniałam zażeram stresy i tak w kółko nie potrafię tego przerwać i to jest mój problem niestety. Nie umiem nic zrobić dla siebie a może już nie mam siły po prostu. Brak mi motywacji, celu, jeżeli się jest z kimś i osoba, która czuje się kochana to jest inaczej. Ja po prostu już siadłam i nie potrafię się z tego podnieść. Mam zaniżoną samoocenę i tyle

~Sisi22232

~Sisi22232

Trwalam w podobnym zwiazku tylko umnie byla przemoc ..wiele razy prubowalam to skonczyc nir moglam sie uwolnic .pewnego dnia pomyslalam albo mnie zabije albo ja sama sie wykoncze wyszlam z malym dzieckie,m bez pomocy bez niczego ..od tamtej pory minelo 16 lat ..zyje i mam sie dosc dobrze.teraz sa wieksze mozliwosci panstwo pomaga takim osobom kiedys nie bylo praktycznie nic .wez oddech i pomysl do czego cie to doprowadzi ?szukac pomocy to nie wstyd.

TakaJakaś7

TakaJakaś7

Myślisz o działasz życzeniowo a to nie tak działa. Kiedyś dostałam cenną poradę: pokochaj siebie a i inni Cię pokochają. Bardzo cenna rada od której zaczęła się moja przemiana.
To że boli, że ciężko to wymówki. Musi boleć, MUSI być etap przejścia aby było lepiej. A im dłużej się zwleka tym większy ból. Niech trwa etapami, długie lata mozemy przetwarzać. Rozwijać się, obserwować, iść do przodu. Doświadczać, na tym oparty jest ten świat.

187477 takajakas7 Kobieta, 35 lat, Sokołów Podlaski