Forum Psychologia

Neuroborelioza

~bigtree

~bigtree

Dzień Dobry.
Od dłuższego czasu borykam się z pewnym problemem związanym ze zdrowiem – bardziej nawet psychicznym niż fizycznym. Problem jest bardzo złożony i skomplikowany, byłem już w bardzo kiepskim stanie emocjonalnym z powodu niemożności znalezienia przyczyny swoich dolegliwości, ale ostatnio pojawił się promyczek nadziei – moja własna diagnoza po nieustannym przekopywaniu internetu: neuroborelioza. Ale zacznijmy od początku.

Jestem Bartek i mam 20 lat. Dawno temu padłem ofiarą kleszcza. Wydaję mi się, że mógł być rok 2010 – 2011. Stało się to podczas wakacji na obozie żeglarskim. Ja w ogóle się tym nie przejąłem, nie pamiętam nawet, czy był rumień, natomiast moja czujna mama postanowiła mi zrobić badania (jakiś czas po ugryzieniu) na boreliozę. Okazało się, że zostałem zarażony. Przepisano mi antybiotyk, który wybrałem, a później pojechałem zrobić badania raz jeszcze – żeby upewnić się, czy już zostałem wyleczony. Tu jest pewien problem. Na pewno te wyniki nie zostały odebrane. Albo informacja została przekazana telefonicznie i było wszystko w porządku, albo temat umarł śmiercią naturalną. Już naprawdę nie pamiętam.
Następne parę lat możemy ominąć i kontynuować opowieść od października roku 2015. Tego października nastąpił przełom w moim życiu, ponieważ wyprowadziłem się z rodzinnego miasta od rodziców, zamieszkałem sam i zacząłem studia w większym mieście. I zaczęły się dziać bardzo dziwne rzeczy.
Początkowo zacząłem wyraźnie odczuwać dość duże problemy z koncentracją i pamięcią. Byłem strasznie roztargniony. Zdałem sobie sprawę, że bardzo wiele spraw do mnie nie dociera, po prostu ich nie rejestruję. Zacząłem dużo wolniej kojarzyć fakty i zapominać o różnych sprawach. Ponadto, często musiałem czytać to samo zdanie w książce po trzy razy, bo po prostu nie byłem w stanie się nad nim skupić. Odczułem to tak wyraźnie, że pamiętam sytuację, gdy mieliśmy z dziewczyną zacząć oglądać film, a ja autentycznie bałem się, że go nie zrozumiem i umknie mi połowa. Często brakowało mi słów, musiałem dłużej zastanawiać się nad sklejeniem zdania. Czasem nie miałem pewności, czy coś wydarzyło się naprawdę, czy może mi się śniło. Miałem pełną świadomość tego, że coś ze mną nie tak, a przerażenie potęgował fakt, że właśnie zaczynałem studia na trudnym technicznym kierunku i presja, że muszę być w 100% sprawny intelektualnie. Ponadto zdawałem sobie sprawę, że w liceum uczyłem się bardzo dobrze i byłem raczej z tych, którzy chwytają wszystko raz-dwa. Czułem się bardzo zmartwiony i zacząłem przeglądać różne fora. Z hasłem „schizofrenia” na czele. Wszystko jednak kładłem na kark tego, że to przez nową, stresującą sytuację życiową i na pewno wszystko wróci do normy.
Po jakimś czasie tego typu efekt trochę ucichł – albo się do tego przyzwyczaiłem, albo po prostu trochę przeszło. Nie wiem. Jakoś przestałem to specjalnie odczuwać, choć wciąż nie zdarza mi się być tak skupionym i pochłoniętym przez naukę jak w klasie licealnej. Zaczęły się dziać kolejne niepokojące rzeczy. Był taki okres – około dwóch miesięcy, że codziennie bolała mnie głowa. Może ze dwa razy zdarzył się taki ból, że wziąłem tabletkę. Pozostałe dni były do przeżycia, ale pamiętam dokładnie – codziennie po południu był ból głowy. Zauważyłem jeszcze jedną dziwną rzecz – gdy świeciło trochę więcej słońca, a byłem na dworze, często jakby marszczyłem czoło, bo mnie to słońce raziło bardziej niż zwykle. Po 15 minutach takiego ciągłego wykrzywiania twarzy też bolała mnie głowa.
Po jakimś czasie i bóle głowy ustały, ale zaczęła się rzecz najgorsza – wyjątkowo niekomfortowe samopoczucie. Od jakiegoś czasu – tak 3 – 4 miesięcy obserwuję u siebie ogromny spadek dobrego samopoczucia. Cały czas jakbym się czegoś bał. Tłumaczę sobie, że nie ma czego, że na studiach mi idzie całkiem dobrze, że nie mam się czym stresować. A jednak cały czas utrzymuje się jakiś taki stan lękowy – czuję się bardzo niespokojny w środku. Trudno jest mi usiedzieć w bezruchu, czy nawet siedzieć bezczynnie na wykładzie przez półtorej godziny. Myśli tłoczą mi się w głowie, nie mogę się skupić, mam wrażenie, że dłużej już nie będę w stanie wysiedzieć, choć racjonalnie wiem, że nic mi się złego nie dzieje. Doszło do tak absurdalnej sytuacji, że nie biorę na zajęcia zegarka, żeby ciągle na niego nie spoglądać, bo czuję się załamany, gdy widzę, że jeszcze zostało tyle i tyle czasu. O dziwo, w zeszłe wakacje pracowałem w UK po 12 godzin, czas się nieraz dłużył niemiłosiernie, ale nie reagowałem na to żadnym lękiem. To było normalne.
Następną sprawą są myśli depresyjne. Zwyczajnie – nic mnie nie cieszy, a wizja przyszłości maluje się w mojej głowie wyjątkowo szaro. Cały czas próbuję tłumaczyć sobie, jak fajne mam życie – świetnych rodziców, super dziewczynę, studiuję na jednej z lepszych uczelni w Polsce. Znów doszło do absurdu. Zawsze z dziewczyną marzyliśmy, by pojechać na Islandię. Ostatnio zarezerwowałem bilety lotnicze. Nawet to mnie średnio cieszy. Zbliżenia z dziewczyną też przestały być jakoś wyjątkowo fascynujące. Coraz mniej rzeczy zaczęło mnie w jakiś sposób interesować. Większość mnie stresuje. Zadziwiający jest fakt, że moja sytuacja życiowa teraz wygląda bardzo dobrze, a samopoczucie jest okropne. Jeszcze 2 lata temu miałem bardzo ciężką sytuację rodzinną, a zawsze byłem z tych, którzy myśleli optymistycznie i niezależnie od wszystkiego, szli do przodu.
Wszystkie te zjawiska tłumaczyłem sobie na wszystkie możliwe sposoby świata. Niestety, nic nie daje rezultatu. Czuję się tak, jak czułem. Co jakiś czas przekopuję fora internetowe w poszukiwaniu jakiejś pomocy. Najczęściej w obszarach „nerwica” i „depresja”, co tylko pogarsza moje samopoczucie. Nikt z bliskich nie wie o moich problemach, bo (może i niezbyt rozsądnie) kieruję się męską dumą i nikogo nie chce tym obarczać. Zdecydowałem jednak niedawno, że może umówię się do psychologa, bo dalej tak nie mogę.
Inne zjawiska, jakie pojawiły się ostatnimi czasy to ciągła chęć spania (krótka drzemka w dzień obowiązkowa), a w maturalnej klasie potrafiłem spać po 4 godziny na dobę. Ponadto, od jakichś dwóch tygodni czuję czasem delikatne (bardzo delikatne ale jednak) odrętwienie lewej części ciała. Tak, jak czasem wstajemy i „przechodzą mrówki”. Takie uczucie, ale bardzo lekko wyczuwalne. Szczególnie w lewej nodze.
Co jakiś czas w desperacji przeglądam internet i próbuję coś ze sobą zrobić. Ostatnio wpadłem jednak na trop neuroboreliozy i… Oniemiałem, bo objawy zdają się pasować idealnie.
Podjąłem już następujące kroki.
Rozmawiałem z rodzinnym i wypisze mi skierowanie na badania na boreliozę. Mam teraz kilka pytań.

Czy to może być neuroborelioza? Zestaw „dolegliwości” wydaje się bardzo specyficzny. Nie sądzę, by podobne zestawienie pojawiało się przy innych chorobach, aczkolwiek ja się na tym w ogóle nie znam.
Czy takie badanie, które zafunduje mi NFZ potwierdzi obecność choroby? Wiem, że są różne badania na boreliozę – jedne bardziej skuteczne, drugie mniej. Może podążyć inną drogą i zrobić prywatnie jakieś inne badania? Może iść do neurologa?
Czy jeśli to jest neuroborelioza – da się to wyleczyć? Czy leczenie jest długotrwałe? Czy kosztowne?
Z góry dziękuję za odpowiedzi.
Pozdrawiam.

Odpowiedzi znajdują się poniżej

~margolcia_63

~margolcia_63

http://www.wielkoszynski.webity.pl/
Raczej nie masz co liczyć na badania na NFZ. Nawet jak dostaniesz skierowanie jakimś cudem to będzie to test ELISA który ma tylko zastosowanie w badaniach przesiewowych.
Stara borelioza na ogół w ogóle nie wychodzi w badaniach, dlatego stosuje się prowokacje antybiotykowe i specjalistyczne metody diagnostyczne.
Nie jest też pewne, czy to borelioza, czy inne zakażenie odkleszczowe, więc badanie tylko boreliozy nie jest celowe.
Na początku masz link do strony doktora, który się specjalizuje w takich zakażeniach i jest najlepszym diagnostą. Poczytaj bo nie sposób wszystkich aspektów poruszyć w kilku zdaniach.
Zawsze warto zrobić pełną diagnostykę tarczycy bo jest istna epidemia, co prawda częściej dotyczy kobiet ale mężczyzn też nie omija.
Często jest korelacja między chorobami tarczycy a chorobami odkleszczowymi.

~bigtree

~bigtree

Dziękuję bardzo za odpowiedź. Na tej stronie na pewno wiele poczytam, ale chciałem się zapytać, czy rzeczywiście dobrze będzie teraz udać się do neurologa, czy specjalisty od chorób zakaźnych. Czy ta późna borelioza to rzeczywiście dobry trop.
A może moje oznaki wcale nie wskazują na boreliozę i po prostu potrzebny mi psycholog?

~Rodzynek Sułtański

~Rodzynek Sułtański

"Po wyleczeniu boreliozy u niektórych osób utrzymują się objawy chorobowe, takie jak bóle mięśniowe, parestezje, osłabienie możliwości intelektualnych, zmęczenie, zaburzenia snu i nastroju, nawet po leczeniu antybiotykiem. Objawy te mają w większości przypadków charakter subiektywny. Są oporne na proponowane możliwości leczenia"
(?)

Niestety lekarz raczej na tym forum nie poradzi, a wiesz, my to sobie możemy gdybać (chłop to na oko umarł). Jeśli się martwisz, a objawy są rzeczywiście tak nieciekawe jak piszesz, to nie zwlekaj, tylko szybko udaj się do neurologa. Przedstaw sytuacje i może on zadecyduje jakie badania powinieneś wykonać. Badania na boreliozę oczywiście wskazane.

Pij czystek ! Ponoć skuteczny przy walce z boreliozą.

~margolcia_63

~margolcia_63

Jeśli byłeś przeleczony tak standardowo to jest mocno prawdopodobne, że masz kontynuację bo leczenie na NFZ mało komu pomaga.
Na twoim miejscu zaczęła bym od diagnostyki tarczycy. Zawsze to tańsze.
Objawy przy boreliozie są tak niespecyficzne i tak różne, że ciężko nawet wróżyć, czy to ona. Często niewyleczona neuroborelioza kończy się diagnozą SM, to jakbyś chciał iść kursem na NFZ. Siekną chorego sterydami przy chorobie zakaźnej i mają go z głowy.
Czystek pomaga tylko jak sama nazwa wskazuje na czyszczenie ale kieszeni.
Jeśli masz głównie objawy ze strony głowy to przydało by się MRI.
Neurolodzy raczej są nie w temacie, zakaźnicy też, prędzej reumatolodzy tylko ty nie masz w zasadzie objawów reumatycznych. Jak podasz nr. mogę zadzwonić, będzie szybciej bo to temat rzeka.

~Datoja

~Datoja

Nie znam się na boreliozie tak jak margolcia,
ale z doświadczenia wiem ze zioło czystek ma moc- tzn piłam na odporność a zniknęły mi wirusowe znamiona które miałam od zawsze .
Jakieś badania są, w Niemczech jest to powszechna praktyka antykrętkowa, wiec warto pic, a nie jest z taki drogi- antybiotyki droższe.
No i srebro koloidalne- naturalny antybiotyk, polecam nanosebro pozyskiwane fizycznie nie chemicznie, konkretnie kupowałam w Nano- koloid, pije się rozcieńczone z woda 3 łyzeczki 2-3 razy dziennie.

~margolcia_63

~margolcia_63

No niestety, ani czystek, ani srebro, nawet złoto nie masz szans.
Jeśli to borelioza potrzeba multiantybiotykoterapii na wiele form krętka i to w maksymalnym stężeniu. Jeśli jest zaatakowany OUN to antybiotyki penetrujące do ukł. nerwowego.
To nie jest bakcyl żyjący we krwi, czy płynie MR tylko głównie wewnątrzkomórkowo, do tego w kilku formach.
Jak się go sieknie antybiotykiem tworzy formy przetrwalnikowe....
Powoduje zmiany psychiczne, nawet szaleństwo.
Mało tego, że wyżera kolagen to jeszcze produkuje endotoksyny pokrewne do toksyny botulinowej, która jak wiadomo poraża nerwy... pożera mieliny....
I tak można jeszcze długo.

~Datoja

~Datoja wpis edytowany

No wiem, masakra z ta borelioza.
Tylko jak ja słyszę o tylu bombach antybiotykowych, to aż mi się płakać chce.
Kiedy byłam bardzo chora i padł mi układ odpornościowy właśnie po abx, to bardzo dużo czytałam na te tematy zdrowia, leczenia i zalazłam pamiętnik dziewczyny.
Niesamowita historia jak wyszła z boreliozy z rumieniem przy pomocy dużych dawek srebra, ziół i w sumie wiary w to ze się uda.
Tylko ona sama nikomu tego nie zalecała jako jedynej terapii, po prostu opisała swój przypadek.
Ja więc tylko myślę ze takie zioła czy srebro/ złoto nawet jeśli same nie wyleczą to na pewno nie zaszkodzą, a mogą pomoc w walce.
Z zastrzeżeniem ze duże dawki srebra mogą tez być szkodliwe- dlatego ja podałam niską i nanosrebro tzn cząsteczki sa tak male ze nie spowodują srebrzycy i w sumie ono może byc przyjmowane nawet we większych dawkach, ale leiej byc ostroznym

~Datoja

~Datoja

Margolciu, domyślam się, ze miałaś boreliozę, stąd taka wiedza i doświadczenie, napisz jeśli możesz jak wyszłaś z tego, i czy jest ok tzn jak się czujesz i czy nie potrzebujesz już leczenia?

~bigtree

~bigtree

Bardzo dziękuję za wszelka pomoc, jednak ogrom informacji, jakie tu dostaje mnie trochę przytłacza.
Najpewniej zdecyduje się na pójście do lekarza i niech on decyduje, co ze mną zrobić. To za duża odpowiedzialność, żeby samemu decydować.
Proszę tylko o poradę, od kogo zacząć. Psycholog? Neurolog? A może lekarz chorób zakaźnych?

~Rodzynek Sułtański

~Rodzynek Sułtański

Czystek to tylko wspomagacz, wiadomo, że sam nie wyleczy.
Nie czyści kieszeni bo jest stosunkowo niedrogi. Na miesiąc parzenia to koszt ok. 20 zł. Pity systematycznie przynosi kolosalne korzyści. Przede wszystkim buduje pięknie odporność.

Skoro margolcia_63 posiada wiedzę i chcesz z niej skorzystać to załóż chłopie tu konto i poproś koleżankę o pomoc. Wszak sama ją deklarowała.

~ambra

~ambra

Bigtree, nie wiem, na ile Ci to pomoże, ale napiszę, jak doświadczeniu moja córka przechorowała 8 lat temu neuroboreliozę. Zaczęło się "na szczęście" od rumienia, dlatego leczenie szybko było ukierunkowane nawet bez wykonywania testów. Pierwsza porcja antybiotyków nic nie dała, gdyż zaraz wdało się zapalenie stawów. Mieszkam w mieście, gdzie jest szpital zakaźny, więc lekarz skierował ją tam na leczenie, które trwało 2 tyg. Zaczęła się szkoła i już pod koniec września córka zaczęła mieć objawy podobne do tych, które opisujesz: ciągłe zmęczenie, bóle głowy, problem z pamięcią, brak koncentracji. Pod koniec września została ponownie przyjęta na oddział. Testy były wątpliwe, ale objawy wskazywały na neuroboreliozę. Wykonano punkcję szpiku i już nie było wątpliwości. Antybiotykoterapia dożylna trwała tym razem 6 tygodni. Po jej zakończeniu ponowna punkcja nie wykazała krętków. Oczywiście leczenie jeszcze trwało, gdyż przyplątała się grzybica ( ponowny kilkudniowy pobyt w szpitalu), utrzymywały się też jeszcze problemy z koncentracją i pamięcią. Brała na to leki, ale potem na szczęście było już dobrze. Przez jakiś czas w przypadku gorszego samopoczucia obawialiśmy się, że to nawrót choroby, ale nic takiego się nie zdarzyło. Jedynie miała słabszą odporność. Ostatnio robiła badania ( także immunoglobuliny) i wszystkie wyniki ok. Postaraj się o skierowanie do zakaźnika, najlepiej takiego, który pracuje w szpitalu i ma doświadczenie z boreliozą. Jej objawy, szczególnie gdy rozwija się przez lata, są tak różnorodne, że wielu lekarzy często ich nie rozpoznaje, tylko wysyła w końcu pacjenta do psychiatry.

~Danuta718

~Danuta718

Margolcia, gdybyś mogła napisać coś więcej na temat tej choroby byłabym bardzo wdzięczna. Po przeczytaniu tego tematu doszłam do wniosku ze u mnie jest ona bardzo prawdopodobna. Kiedyś to wykluczyłam ponieważ za każdym razem po ukąszeniu nie pojawiał się u mnie rumień jednak teraz widzę duże prawdopodobieństwo. Przede wszystkim interesuje mnie gdzie najlepiej wykonać badanie w tym kierunku. Mam zamiar zrobić prywatnie to badanie gdyż, tak jak sugerujesz, na fundusz mija się z celem. Po drugie, czy są jakieś domowe sposoby na pozbycie się jej. Albo przynajmniej częściowe zahamowanie tej choroby? Jeśli natomiast nie ma za bardzo takiej możliwości to gdzie rozpocząć diagnostykę i leczenie tak żeby dało jakieś wymierne rezultaty? Jeśli chodzi o kleszcze to mam je wręcz co roku i to nawet kilka razy w ciągu tego roku, choć jednak w tamtym roku nie miałam, więc ryzyko zakażenia jest ogromne.