Forum Psychologia

Choroba sieroca

~Kaarcia

~Kaarcia

kiedyś ktoś powiedział mi że podobno mogę mieć chorobę sierocą
ale nie jestem tego pewna
mam 13 lat ,jak byłam mała gdy siedziałam lub leżałam zasypiałam huśtałam się ,teraz też tak mam tylko jak zasypiam bujam się i wtedy łatwiej zasypiam .Umiem nad tym panować ale to ciężkie po prostu muszę .Mam w tym momencie także tiki nerwowe ,zawsze ruszam nogą ,lub ręką ale zawsze noga mi chodzi nie wiem co by się działo ,czy jestem wesoła czy smutna ale jak siedzę
często czuję się samotna ale mam wielu przyjaciół i pełną rodzinę
Nigdy nie czułam miłości matki ani ojca nikogo ,wogóle tego uczucia nie odczuwam
ale najsilniej złość i nienawiść ale wyrażam to w łzach nigdy nie biję ani się nie tnę
często płaczę ,w ten sposób się wyładowuję
żaden inny nie działa
czasem obgryzam z nerwów paznokcie ,gdy ktoś próbuje pytać mnie co mnie boli chce mi się płakać i także gdy ktoś krzyczy na mnie ,boli mnie to i zawsze uronię łzy
często czuje smutek i brak nadziei
w dzieciństwie rodzice przekupywali mnie zabawkami i myśleli że to wystarczy
jako dziecko zawsze wolałam bawić się sama ,rozmawiałam sama ze sobą ,mam bardzo dużą wyobraźnię i zawsze miałam ,czuję jak we mnie coś siedzi i sobię z tym nieradze gdy mówiłam mamie że potrzebuje pomocy mówiła że jestem głupia
w zasadzie jestem spokojna i poważna ale też głośna i wesoła
zawsze ukrywam łzy ,rozpacz,złość i cierpienie pod tak zwaną maską
mało kto mnie zna i wie jaka jestem ,zamknięta w sobie nielubię jak ktoś mi pomaga i miesza się w moje sprawy
nie wiem co mi jest i prosiłabym o pomoc

Odpowiedzi znajdują się poniżej

~laurad

~laurad

Być może rzeczywiście masz chorobe sierocą, która wcale nie wynika z utratu bliskiej osoby, ale zwyczajnie z braku miłości w rodzinnym domu. Rozumiem, że to jak jest w domu przekłada się na to, jaką jesteś osobą, więc wolisz tak naprawde nie dawac nic po sobie poznać, zamknąć się w sobie i sama radzić sobie ze wszystkim. Ale wcale tak nie musi być. Możesz przeciez z kimś porozmawiac, ze szkolnym pedagogiem na przykład albo z przyjaciółką. Chodzi o to, żeby wyrzucac z siebie wszystkie negatywne emocje, ponieważ inaczej one się kumulują i niszczą... Jeśli nie chcesz rozmawiac to możę chodziać zacznij prowadzić pamiętnik, gdzie przelejesz wszystkie swoje żale na pepier w ten sposób uwalniając się w pewien sposób od nich.

Natalia Bator

Natalia Bator

Piszesz, że podejrzewasz u siebie chorobę sierocą, że masz tiki nerwowe i brakowało Ci ciepła ze strony rodziców. Piszesz także, że często płaczesz - to bardzo przykre i niepokojące. Pora to zmienić. Porozmawiaj z mamą o tym jak się czujesz. Opowiedz jej o tym, że brakuje Ci ciepła, miłości, zainteresowania, że rzeczy materialne, zabawki to nie wszystko. Bądź szczera i powiedz co byś chciała. Ustalcie pewne zasady, np, że jeden dzien w tygodniu spędzasz tylko z mamą, idziecie do kina, na ciastko, na zakupy itp. Jeśli pomimo zmian Twoje samopoczucie się nie zmieni, porozmawiaj ze szkolnym pedagogiem. Może warto zastanowić się nad rozmową z psychologiem na którą pójdziesz z mamą? Porozmawiaj z mamą czego Ci brak i zasięgnij porady pedagoga. Powodzenia!

26 natalia-bator Kobieta, 27 lat, Lublin
~SamJakPalec

~SamJakPalec

Również mam problem z chorobą sierocą, odkąd tylko pamiętam. Kiwanie się, samotność, brak jakiejkolwiek więzi z najbliższymi, przede wszystkim rodzicami (ojciec odszedł gdy miałem kilka lat, matka nigdy nie poświęcała mi zbyt dużo uwagi). Depresje to dla mnie chleb powszedni. Nie potrafię się z nikim zaprzyjaźnić, nawiązać jakichś relacji, nie mam żadnych znajomych, czuję paniczny lęk przed sytuacjami społecznymi (podejrzewam u siebie fobię społeczną), czuję się po prostu jak ktoś obcy w swoim domu, a nawet w tym świecie, od którego uciekam kiedy tylko mogę w swój własny świat, w mojej wyobraźni. Kiwanie się (zwłaszcza słuchając muzyki) jest dla mnie jak lekarstwo. Uspokaja mnie, daje jakieś pozorne poczucie bezpieczeństwa i nadzieję, bez tego bym nie potrafił wysiedzieć w miejscu (jedynie w miejscach publicznych nauczyłem się nad tym jakoś panować, ale wtedy często albo coś obgryzam, albo ruszam stopą w jakiś rytm, albo czymś stukam).
To co proponujesz nie jest takie proste, jak się wydaje. Nie wyobrażam sobie, bym swojej matce opowiedział szczerze co czuję i co siedzi mi w głowie. Jestem pewny w 100%, że zostałbym wyśmiany, zignorowany i próba nawiązania takiego kontaktu mogłaby nawet pogorszyć sytuację. Raz próbowałem subtelnie dać do zrozumienia, że mam pewne problemy, odważyłem się wspomnieć o fobii społecznej co było dla mnie niemiłosiernie trudne i cóż... W odpowiedzi usłyszałem, że wymyślam sobie jakieś głupoty by wytłumaczyć to, że jestem leniem i życiowym nieudacznikiem.
To smutne, ale w swojej matce nie widzę i nie czuję swojej matki. To jest dla mnie obca osoba, która nic o mnie nie wie, której nie potrafię pokochać i wręcz boję się jej. Nigdy nie była w stosunku do mnie bardzo agresywna (bicie w dzieciństwie zdarzało się, ale moje problemy zaczęły się znacznie wcześniej, na pewno nie to było przyczyną). Miłość? Wiele razy próbowała przytulać, interesować się mną, ale ja nie potrafiłem żadnych uczuć okazać. Każda próba dotknięcia mnie kończyła się gwałtownym odsunięciem się od matki. Nie wiem dlaczego tak się dzieje.
Nie umiem sobie w żaden sposób ułożyć życia, znaleźć takiej pracy, której bym się panicznie nie bał (z każdej uciekałem jak poparzony po 2-4 tygodniach, nie umiałem dłużej wytrzymać), znaleźć partnerki (było ich kilka, zawsze znajomość kończyła się po kilku tygodniach, najdłużej z kimś wytrzymałem 3 miesiące, potem uciekłem od tej osoby, często zakochuję się w kimś, z kim nie mam szans się związać, tzw miłość platoniczna, a to boli jak cholera).
Jest we mnie mnóstwo złości, agresji, żalu, pretensji do całego świata. Mam wrażenie, że wszystko odczuwam wielokroć mocniej niż inni, czy to złość, czy to miłość, czy to smutek. Te emocje mnie przytłaczają. W wieku 12-13 lat często miewałem myśli samobójcze, mam za sobą jedną żałosną próbę (zabrakło odwagi), a myśleć o śmierci zdarza mi się do dziś. Po prostu miałbym ochotę zniknąć, tak dosłownie. Rozpłynąć się, przestać myśleć i cokolwiek czuć.
Nie mam odwagi z nikim o tym szczerze porozmawiać w cztery oczy. Kilka razy zbierałem się, by pójść do psychologa, czy psychiatry, ale nigdy się na to nie odważyłem nie tylko dlatego, że się boję, ale nie umiem uwierzyć, by ktokolwiek poza mną mógł mi pomóc, bo przed nikim nie umiem się otworzyć. Nie da się pomóc komuś, kogo się nie zna.
Wpadłem w takie głupie błędne koło i nie umiem się z tego wydostać :/

~Sierota

~Sierota

Witaj SamJakPalec niedam Ci zadnej zlotej rady, znalazlem twoj post pisujac w google choroba sieroca,
ten problem dotyczy rownierz mnie, czytajac twoj post czulem jakbym sam go pisal.
Kiwalem sie jakos od 4-5 roku zycia, mimo ze w moim domu niebylo zadnych patologii to niejest normalna rodzina, moi rodzice nigdy nieokazywli sobie uczuc tak jakby byli
z kamienia, najbardziej boli to ze oni mysla ze wszystko bylo i jest ok, moje rodzenstwo tez ma rozne zaburzenia psychiczne siostra zachorowala na schizofrenie paranoidalna
sadze ze glowna przyczyna jej choroby jest srodowisko, dysfunkcyjny dom. Przepraszam ze nieuzywam polskich liter.
Mam nadzieje ze ulozysz sobie zycie i bedziesz szczesliwy, mysli samobojcze mam codzien, ale jestem zbyt tchurzliwy na to.
przepraszam ze post wyszedl tak chaotycznie, mam problemy z mysleniem i wyobraznia, nieurodzilem sie glupi ani uposledzony umyslowo,
zaluje ze niemoglem sie urodzic w normalnej kochajacej sie rodzinie.

Tarja

Tarja

Panowie, bardzo Wam współczuje to przykre co piszecie, aż smutno człowiekowi, że tak brakowało Wam czegoś, co powinno byc oczywiste dla dziecka - miłość ze strony rodziców, ciepła dłon matki, przytulenie. Nie tak powinno być. Ale niestety nie cofnie się czasu i nic się na to nie poradzi. jednak pamiętajcie, że to absolutnie nie świadczy o tym, że nie możecie być szczęśliwi! To, że czegoś wam brakowało w przeszłości, nie znaczy, że musi brakowac Wam przez całe życie. Możecie sami stworzyć rodzinę, mieć partnerki, które dadzą Wam miłość, mieć dzieci, którym zapewnicie ciepło rodzinne, zbudujecie własny dom, atmosfere miłości, to wypełni Wasze serduszka, poczujecie się lepsi, szczęśliwsi, kochani i kochający. Musicie dążyć do takiej realizacji, bo to Wam da poczucie spełnienia. Nie żąłujcie i nie rozdrapujcie przeszłości, ale zacznijcie walczyć o swoją przyszłość. Sierota - nie nazywaj się tak! Nie jestes sierotą, jestes inteligentnym mężczyzną, masz swoje imię, jesteś indywidualny, wartościowy, dlaczego tego nie pokazujesz, dlaczego to ukrywasz? kto Ci powiedział, że masz problemy z myśleniem? Ty sam? Nie mów tak! Napisałeś spójnego posta, napisałeś co czujesz, nie bój się o tym mówić, pisać. Wyrzuć to z siebie i uwolnij się od tych przykrych emocji. Uwierz w siebie! Jeśli samemu jest Ci trudno wygrac walkę o własną pewność siebie i przekonać się, że jesteś naprawdę interesującym człowiekiem, skorzystaj z porady psychologa. Niepotrzebujesz niewiadomo jakiego leczenia. Potrzebujesz wiary w siebie, to, że zasługujesz na miłość, na szczęście i jestes w stanie to osiągnąć, to jest dla Ciebie. Myślisz, że samobójstwo jest rozwiązaniem? Bzdura!! Samobojstwo to najgorsza droga dlaczego chcesz się tak łatwo poddac?? Nie doceniasz życia, bo nie doceniasz siebie, dlatego skorzystaj z porady psychologa, bo ja wiem, że piszę do fajnego faceta, który po prostu nie chce uwierzyć w to, że jest wartościowy. nie docenia siebie i dlatego jest mi przykro, mam nadzieję, że to przeczytasz i skorzystasz z mojej porady, aby porozmawiać z psychologiem i zaczniesz walczyć o siebie, zaczniesz układac swoje życie tak jak radzisz to koledze wyżej!

--

http://www.ticker.7910.org/an1cMls0g411100MTAwNDcxNGx8MzU1NjZqbGF8aW4gbG92ZQ.gif

83914 tarja Kobieta, 27 lat, Rzeszów
xSandra

xSandra

SamJakPalec, mysle ze Ty rowniez powinienes udac sie do psychologa bo masz zanizone poczucie wlasnej wartosci, nie doceniacie siebie ale tez nie jestescie obiektywni wzgledem siebie widzicie swoje wady zapominacie o zaletach!

--

"Kiedy jest smutno, kocha się zachody słońca..."Mały Ksi

231 xsandra Kobieta, 27 lat, Kraków
psycholog Katarzyna Garbacz

psycholog Katarzyna Garbacz

Odpowiedź eksperta

Witam,
Choroba sieroca to nie tylko problem dzieci wychowujących się w domach dziecka. Środowiskiem sprzyjającym rozwojowi tej choroby jest także dom rodzinny pozbawiany jakiejkolwiek więzi emocjonalnej pomiędzy rodzicami i dzieckiem. Brak ciepła, miłości, pieszczot powoduje u dziecka początkowo protest, rozpacz, a na końcu wyobcowanie. Pojawiają się zachowania stereotypowe (bujanie się, kiwanie się, kręcenie głową itp.), które służą rozładowaniu napięcia i zapewnieniu sobie pozornego poczucia bezpieczeństwa. Nie leczona choroba sieroca, powoduje szereg problemów w życiu dorosłym. Apatia, trudność w nawiązywaniu kontaktów interpersonalnych, stany depresyjne, bezradność, duża potrzeba więzi emocjonalnych ale zarazem lęk przed bliskością to tylko niektóre z nich.
Ale występowanie choroby sierocej nie determinuje Twojej szansy na szczęśliwe życie. Jesteś dorosły, sytuacja dojrzała więc do tego, żeby się tym zająć. Powinieneś udać się na psychoterapię, żeby poradzić sobie z tym co stoi za chorobą sierocą - z lękiem przed bliskością. Wiem, że otworzenie się przed obcą osobą jest trudne, może nie stanie się to na pierwszym spotkaniu, ale na pewno w końcu otworzysz się. Daj sobie szansę.
Pozdrawiam

84447 psycholog-katarzyna-garbacz Kobieta, 29 lat, Lublin