kikunia55

Kobieta, 105 lat, wygwizdów

Lista postów użytkownika
kikunia55

Re: Jak zmienić swoje życie?

"Marzę o podróżach, grupie znajomych, którzy wybraliby się ze mną w różne miejsca, byliby po mojej stronie, odsuwaliby mnie od trosk. "

Jak się ma 22 lata to obsprawia się swoje troski samemu z tej prostej przyczyny, ze się jest osobą doroslą. Do tej pory troszczyli się o Ciebie rodzice a za jakis czas ( jak się zawsze okazuje niezbyt taki długi ) jak ułożysz sobie życie standardowo to okaze się, ze oprócz trosk o siebie będziesz się musiała troszczyć o swoje potomstwo a z czasem jeszcze o swoich starzejących się rodziców i czasem o tesciów.

W powyzszym stwierdzeniu jakbys napisala, ze chętnie pojedziesz na cudzych plecach, Mysle, ze ludzie to rozpoznają i robią uniki, nie potrzebują po prostu takiej osoby.
O chłopaku" Zgadza się jedynie w kwestii, że robimy ciągle to samo, ale nie wychodzi z żadną inicjatywą żeby to zmienić". Zartujesz czy o drogę pytasz? Przeciez to Tobie przeszkadza nuda w związku a piszesz, ze on duzo pracuje, natomiast Ty po prostu się nudzisz i masz duzo czasu (ciekawe co to za studia, ze tyle czasu mozna marnotrawić). Jesli to Ty masz duzo czasu ,to na ten nieliczny czas, kiedy wiesz, ze bedziesz z chlopakiem przygotuj jakies propozycje spędzenia wspolnego czasu, ktore Cię usatysfakcjonują. Zobaczysz, moze i jemu się spodoba.To Ty masz wolny czas i to Tobie dotychczasowe spedzanie czasu nie odpowiada.

O koleżankach:" Koleżanki mnie nie rozumieją i często mam wrażenie, że nie słuchają."Sprawiasz wrażenie księzniczki na ziarnku grochu. Nie myslisz, ze kazda z nich jakby miala ku temu możliwości chętnie byłaby taką ksiezniczką, ale jednocześnie rozumieją, ze zycie to nie bajka i plynie szybko do przodu i trzeba je łapać w pelnej aktywnosci, więc faktycznie nie mają zdrowia i czasu słuchac Twojego marudzenia.

Przemysl sama co napisałas. Robisz z siebie nieszczęsliwą sierotkę, ktora się nudzi i ma to za złe calemu swiatu.To Twoje życie, wiec to Ty go zmieniaj tak, by było Ciebie . Nikt Twojego życia za Ciebie nie przeżyje. Modyfikuj je tak jak umiesz i chcesz i potafisz.

kikunia55

Re: gdy on ma "za dużo " koleżanek

To może Wasze temperamenty towarzyskie nie są zgodne?

On ,aby funkcjonowac ,potrzebuje do życia wielu znajomych, potrzebuje bywac w wielu miejscach,z różnymi ludzmi, może na koncertach, pokazach, premierach a Ciebie to męczy. Ty masz jedną czy dwie przyjaciólki, paru kolegów, nie musisz z nimi ciągle się widzieć i słyszeć. Chodzisz do pracy, czujesz się dośc wyeksploatowana. Po pracy musisz odpocząc, poprac, pogotować , zrobić zakupy (pranie, zakupy i gotowanie u niego może zalatwia mama).

Taka niezgodnosc towarzyska może być do wyrównania- czyli mieszkacie np razem i wrzucasz mu iles obowiązków, ktore u niego ogarniała jego mama i juz jest spokojniejszy. On jako bardziej otwarty na towarzystwo wyciąga Cię do ludzi częsciej niż sama może miałabys ochotę, ale dzięki temu więcej wyjezdzasz, więcej zwiedzasz,więcej bywasz, bo on potrzebuje więcej podniet do życia niż Ty..

Taka niezgodnośc towarzyska może być tez nie do przeskoczenia, bo Ty z czasem postrzegasz go jak Piotrusia Pana, faceta, który poza obowiązkami zawodowymi wiecznie by się bawil, potrzebowal coraz to nowych bodzców aby życie mu się nie znudziło ,nie miał czasu na założenie rodziny i bycie ojcem dla Waszych wspólnych dzieci.

Wasza przygoda dopiero się zaczyna i trudno wyrokować jaki to typ i w ktorą stronę Wasza znajomośc bardziej się skieruje wobec tych dwoch przedstawionych powyżej wariantow.

kikunia55

Re: Jak mam sie dogadac z dziewczynami?

Jak nie miałas przyjaciólek w dziecięctwie, w nastolatkowym życiu to po co teraz są Ci potrzebne koleżanki?

Biologicznie teraz jest czas na budowanie swojej przyszłej rodziny. Czyli nie są Ci do tego potrzebne kobiety, tylko raczej faceci. Chyba, ze chcialabys miec koleżankę aby wspólnie z nią wychodzić "na łowy".Ale jak zawsze kobieta jest Twoją rywalką to chyba żadnej nie znajdziesz.

Napisałas, ze mama była Twoją rywalką o względy rzadko widywanego ojca. I nieważne, ze Ty oceniasz, ze wygrywałas w tej konkurencji. Ogólnie nie tworzyliscie rodziny do ktorej tata przyjezdzal i w swoim sercu mial miejsce na ukochaną corkę i względy dla niej jak i na ukochaną żonę, za ktorą tesknil na obczyżnie. Masz w podswiadomosci obraz rywalizowania i wszystkie Twoje życiowe kontakty z kobietami do tego się sprowadzają. Mama byla okrutna dla Ciebie i rywalizowała wg Ciebie o względy ojca. Wspólcześnie kobiety są dla Ciebie pozornie mile aby za plecami wykręcić Ci jakis numer. Z takim podejsciem nigdy nie zaprzyjaznisz się z żadną kobietą.

I widzę tutaj najbardziej realne niebezpieczeństwo dla Ciebie w przyszlosci. Co będzie jak juz spotkasz swojego męzczyznę i urodzi Wam i córka? Jak Ty będziesz umiala z nią budowac więż?

kikunia55

Re: Jak wytrzymać okresową wstrzemięźliwość seksualną w małżeństwie.

~Sometimes
No nie wystarczy bo według kościoła katolickiego jedyne godziwe użycie narządów rodnych to takie gdzie mąż podczas seksu kończy w małżonce czyli stosunek otwarty na życie. Grzeszna jest więc i każda masturbacja i wytrysk poza waginą żony np tak zwany lodzik czy stosunek pozamałżeński. Można zwariować.

Jak słusznie zauważyles można zwariować. Czyli nie nalezy chyba aż tak dokladnie trzymac się tego co kościól glosi. Tym bardziej, ze polityka koscielna tez trochę zmienną jest a praktyka niektorych kaplanów, jak pokazuje życie ( i naswietlane ostatnio publicznie kwestie ich seksualnosci) jest naprawdę odległa od postępowania prawych ludzi.

Skoro grzechem jest unikanie pelnego stosunku zakończonego w partnerce i nie służacego prokreacji, tudzież grzechem jest stosowanie srodków antykoncepcyjnych to dlaczego w tak katolickim kraju nie jest normą 15-tka dzieci? Sądzisz, ze tylko kalendarzyk malżeński spowodowal tak niski przyrost naturalny, że rząd zdecydowal się na 500+ ?

A w czasie okresowej wstrzemięzliwosci malżeńskiej "wiekszosc sobie strzepie albo ew ręką czy ustami partnerki tudzież żony. "Tak w praktyce postępuje wiele par i wg mnie rozładowanie napięcia seksualnego u męzczyzny przez kobietę, jesli on umie jej podziękowac swoją czuloscią i uwaznoscią jest budowaniem więzi między partnerami. A Twoje mysli, ze to grzech psują tę mozliwą waszą jedność i wzajemne oddanie sobie.

kikunia55

Re: Ból niemocy

A pomyslałas, ze gdzieś łowią ludzi do sekty?

Jestes oslabiona po rozstaniu, po nieudanym związku, uważaj . Ponadto w ramach tego swojego rozwoju duchowego Ty rozważasz dlaczego to on nie wstąpił ze swoją swiadomoscią na wyżyny intelektualne. Chcialabys za niego przeżyć życie?Może rozstałas się fizycznie ale mentalnie chyba jeszcze słabo Ci idzie. Ty mentalnie wręcz chcialabys go uzdrawiac.

Może zejdz na ziemię. Ocenilas w realu, ze facet nie rokuje na przyszłosc to tego się trzymaj. A i sama stąpaj twardo na ziemi , bo w tych uduchowionych sferach tez duzo jest męzczyzn, ktorzy potrzebują coraz to nowych podniet erotycznych gratisowo. Jakos sekt,y jak miały guru to nie była to kobieta, tylko facet twardą ręką trzymający calą komunę i tworzący swój maly haremik. Inne członkowie sekty slyżyli do prania mózgu osobnikowi, ktory mial dolaczyć do nich. Mial wejsc w komunę, byc poslusznym i bez szemrania za darmo wykonywac wszelkie poslugi w tym seksualne równiez. Jesli miał jakis majątek to ze słowami milosci wnosil go do owej wspólnoty. A i jego wychowywano za pomocą bardzo uduchowionych słow, wyzszego przeznaczenia, wyższej energii.

Pilnuj się. Jestes łatwym kąskiem dla wszelkich Hari Kriszna i innych.

kikunia55

Re: gdy on ma "za dużo " koleżanek

Niekoniecznie. Jest jeszcze stanu wolnego i kobiety równiez stanu wolnego starają się go nie stracic z oczu i to one mogą być inicjatorkami tej więzi online. Natomiast on przyzwyczjony do kontaktu z nimi nie obwieszcza "mam dziewczynę i nie mam juz czasu dla swoich znajomych szczególnie plci odmiennej".

Ty tez bywasz przeciez z kolegami nawet w realu i on stara się nie widziec w tym nic zdrożnego. Oczywiscie Twoja wyobraznia pracuje. Ja poszlam np z grupą kolegów z pracy na piwo i kazdy z nich ma żonę czy dziewczynę, to byl towarzyski wyskok. Ale on w duszy może sobie myslec, ze jeden z tych rzekomo zajętych juz dawno rozstal się z jakąs swoją partnerką i od pewnego czasu szuka sposobu aby na gruncie prywatnym się spotykac z Tobą i organizuje piwka niby w gromadzie, ale po to aby z czasem Ciebie odbic jemu. Przeciez Ty tak myslisz, czemu one dzwonią czy SMSuja do niego, co mają na mysli, czego oczekują a przede wszystkim czemu on traci czas aby im odpowiadać?

Pytanie jaki styl związku prowadzicie, jakiej wylącznosci na siebie oczekujecie. A najwazniejsze pytanie dlaczego tak bardzo czujesz się niepewnie zauwazając, ze on ma z poprzedniego swojego zycia jakies znajome? Czy na pewno chcialabys je poznać? Czy wtedy nie myslalabys, o Boże czemu my jako para jeszcze w ich towarzystwie musimy spędzac czas, nie starczy, ze on SMSuje z nimi?

Pytania stare jak świat. Jak zapelnic partnerowi cale życie sobą aby nie widzial innych osobnikow mojej plci wokól? Ale czy tak się da? Czy nie trzeba myslec, ze ja jestem dla niego taka wazna, a on ma lojalny charakter, ze nic oprocz tych SMSow nie ma. Ja umiem i chcę mu byc wierna i mam nadzieję ze z jego strony jest to samo.

Przeciez nigdy nie jestesmy calym światem dla drugiej osoby. Nawet jak na początku w fazie zauroczenia wydaje się nikogo innego oprócz nas na tym świecie nie ma to i tak z czasem ten swiat do nas przychodzi. Zawsze trzeba będzie umiec odróżniac prawdziwe niebezpieczeństwo od wlasnej zazdrości. A wiesz, ze i tak nikogo na sile nie zatrzymamy, jak zechce odejsc to i tak pójdzie mimo wczesniejszych deklaracji.

kikunia55

Re: Ciężkie święta- zastanawiam się nad rozstaniem

Rozumiem, ze chciałabys miec i partnera i dziecko. Twój facet raczej uwaza Ciebie za wygodny dodatek do życia. Lat masz tyle ile masz, czyli jesli masz potrzebą posiadania dziecka to jest to juz ostatni dzwonek. Możesz rozstac się z obecnym partnerem i szukac takiego który chcialby i Ciebie i potomstwo z Tobą i jeszcze powinno to byc w miarę niedlugo, bo twoja zdolnośc do macierzyństwa spada dosc znacznie z czasem i powinnas miec przed sobą dosc czasu w zdrowiu aby miec sily aby dziecko wychować. Jesli masz finansowe warunki dobre (tzn sama zarabiasz dosc pieniędzy), jesli masz lokalowe warunki dobre ( w sensie ze jakies małe mieszkanko należy do Ciebie) a jestes tak silna psychicznie, ze udzwigniesz samotne macierzyństwo, to nad czym się zastanawiasz. Bez informacji, negocjacji, uzgodnien zajdz w ciązę i co najwyżej grozi Ci samotne macierzyństwo. A mo że facet, ktoremu się wydaje, ze ma juz instynkt ojcowski zaspokojony po chwilowym niemilym zaskoczeniu jednak przemysli i podejmie się z Tobą trudów wychowywania swojego dziecka. Może jego rodzice zorientują się , ze ich syn jest nierozerwalnie związany poprzez ich wnuka ze swoją byla żoną ale tez jest nierozerwalnie związany poprzez nowe dziecko z Tobą i zmienią swoją politykę wobec Ciebie. Oczywiscie ta matamorfoza Twojego partnera i jego rodziców jest możliwa ale niekonieczna. Moze się rownie dobrze zdarzyc, ze zostaniesz sama z dzieckiem i stad moje pytania jakie masz szanse na stworzenie swojemu dziecku bezpiecznego domu w pojedynkę i jaka jestes psychicznie silna aby samotnie isc przez życie.

Dziecko powinno miec z założenia dwoje rodziców, jednak Ty biologicznie juz nie bardzo masz czas na szukanie nowego kandydata na tatusia a w takiej formie piszesz o swoim życiu jakby dziecko to bylo to, czego potrzebujesz najbardziej. Natomiast niestety nieraz para decyduje się na dziecko a i tak kobieta zostaje ze swoim potomstwem czyli Ty bylabys w podobnej sytuacji.Pytanie czy mialabys siłe isc w pojedynkę przez życie z dzieckiem. Wszelką pomoc przy dziecku z racji, ze nie masz swojej bliskiej rodziny musialabys umiec oplacic, bo przeciez musialabys umiec zachowac swoje miejsce pracy abyscie mieli z czego życ.

Wiesz co możesz zrobić ale czy jestes ku temu dosc odważna i dosc silna i dosc zasobna?

kikunia55

Re: Ból niemocy

Przeciez napialas, ze rozstałas się z jakims owym.Czujesz ból niemocy.Byly Twój facet nie przerobił (czego?swojego rozwoju duchowego?).Czujesz ból, bo on ma wielką pustkę w środku? Do tych wniosków doprowadzily Cię filmiki o Buddzie, Osho?

A nie rozstałas się z facetem, bo to słaby materiał na męza i ojca ewentualnych Waszych dzieci, bo on ma juz kupkę swoich dzieci z różnymi kobietami, bo on jest mily, lubi skakać po drzewach, ale slabo radzi sobie z realiami życia? Musisz dorabiac sobie wyższe teorie? Ty jestes w bólu po rozstaniu , po co dorabiac sobie wyższe teorie? Uważaj ,wpadniesz jeszcze w jakies paranoje.

kikunia55

Re: Ból niemocy

Wyzszy sposób myslenia czytelny chyba tylko dla Ciebie

kikunia55

Re: Milczenie i cytaty - nie mogę spać

Ponieważ trochę pachnie rozstaniem to zależy jaka silna jestes. Zobaczysz go, jak poprosisz o spotkanie i różnie może być. Faceci zazwyczaj świetnie uciekają,robią uniki, bo nie lubią powiedziec w twarz "było miło ale się skończylo".A kobieta jak nie uslyszy, nie dopyta to mysli, ze może on chory, zapracowany, może ma chwilowy kryzys. Jesli jestes silna to się spotkaj, bo masz do tego prawo a czy będziesz umiała zniesc jego sciemnianie, uniki to sprawdzisz.

kikunia55

Re: Milczenie i cytaty - nie mogę spać

Byla chemia, było pięknie tyle, ze teraz 5+6 dni nie widzisz go ,tylko sobie przesylace zdjęcia i podpisy co albo zrozumiesz albo nie.

Jesli byłas z nim blisko, to masz prawo do spotkania i do informacji wprost.

Chyba, ze ciągle masz nadzieję na więcej i boisz się spłoszyć kolege. A co tu Ci po polsku poradzić, zarciki, ktore nie wiadomo jak przetlumaczysz, czy nie będą cięzkie i tez ploszące.
Jesli na FB cos komentuje, lajkuje to widać ma na to czas a na Ciebie chwilowo nie

kikunia55

Re: Podważenie diagnozy autuzmu

A ile trwało zrobienie diagnozy takiej jaką ma teraz?

Będzie pewnie biedne dziecko ciągał po innych lekarzach, terapeutach, prosil ich o ich opinie i zaswiadczenia z nadzieją, ze za pieniądze można wszystko. Jesli zarowno niepelnosprawnosc jak i autyzm nie są glebokie to może mu się udac osiągnąc cel, bo z nagromadzonymi papierkami poleci na komisję i tam owymi papierkami i wlasnym poswiadczeniem obcowania codziennego, domowego będzie świadczyl, ze dziecku zupelnie nic nie jest.
A komisja moze się przychylic do jego prosby, bo jesli jeszcze Twoje dziecko nie ma renty, to zawsze z czasem możesz się o nią starać. A pieniędzy w Państwie mało, to wszelkie zobowiązania Państwa pewnie w podskokach usuną na tej komisji. Poniewaz rzadko owe komisje same chca badac, dochodzic. One czytaują papiery, dokumenty i na tej podstawie oglaszają swoje sentencje

kikunia55

Re: Chłopak z problemami

Rodzice Ci po prostu mówią, ze można poprawiac sobie komfort swojego życia lub go zdecydowanie zaniżać.

Chłopak nie może się rozwijac szkolnie ,zawodowo, bo nie ma czasu na ambicje, on ma problemy ze sobą i musi przy pomocy psychiatrów ciągle dbac o to aby swoją psyche utrzymywac w jakiejs stabilności. A jesli będziesz jego dziewczyną to po prostu będziesz grzebała się w jego wzlotach i upadkach jak on. Jak mu nie będzie w życiu szło to jeszcze będzie Ciebie obwiniał o swoje niepowodzenia.

Masz bardzo mądrych rodziców i słuchaj się ich.

A pytanie innych jak im się żyło z osobą chorą psychicznie jest dla mnie pytaniem z gatunku, hej kobiety jak Wam się żyło z pijakiem .Odpowiedz jest ogolnie znana .ZLE. Może się zasadniczo roznic w szczegolach. Jedna będzie opowiadała, ze chłop miał stosunkowo spokojny charakter, bo jak sobie wypił to szedł spac. Tyle, ze nigdy nie mozna było na niego liczyć (bo wypije tego dnia albo nie i zapomni o obowiązkach albo nie) -jak na kazdego pijaka. Nie mozna się było z nim dorobic, bo pieniądze przepijał i nie miał żadnych ambicji zawodowych.Inna Ci powie, ze był okropny . Po alkoholu stawal się brutalny, wulgarny, oglądał się za innymi babami, bił ją lub chciał podnosić ręke na dziecko. Jak wpadł w furię to nawet z domu wyganiał.
I pewnie caly arsenal róznych innych posrednich zachowań mogłby być od innej pani w opisie.

Z osobą chorą psychicznie nie mozna miec udanego życia, bo rodzina to zespól połączonych naczyń. I jesli on choruje to Ty tez bedziesz chorowała a Wasze dzieci tez będa z tego powodu cierpiały.

Problem w tym, ze niektóre dziewczyny chcialyby w mikroskali zbawiac swiat. Nie jestes jeszcze jego żoną a juz piszesz, ze czułabys się zle jak dezerterka gdybys go zostawiła. Po to jest czas na chodzenie z chłopakami aby rozpoznac czego męzczyżni od nas oczekują (ten jak widac nianczenia przez całe życie) i żeby rozpoznac czego my chcialybysmy od męzczyzn. I dlatego chłopcy się z nami spotykają i jak im nie pasujemy to nas zostawiają. I my tez mamy prawo robic to samo. To jest czas rozsądnych wyborów, bo narzeczeństwo, slub to juz większe zobowiązanie.

kikunia55

Re: Zły psycholog, brak rozwijania realnych kontaktów, co zrobić?

No cóż jestes jeszcze młodą osobą, która powinna miec w sobie "power" do życia. To, przez co przeszedłes w wieku szkolnym było niemiłe delikatnie mówiąc, ale BYLO. Zycie niczyje się nie cofa tylko idzie naprzód, wręcz gna naprzód. Ty w swoich wspomnieniach będąc ciągle w latach szkolnych się po prostu COFASZ. A cofając się wszystko interpretujesz na swoją niekorzyść. Byłes delikatnym chłopakiem, który słabo dawał sobie radę w rówiesniczym środowisku, więc żeby uchronic Cię przed przezywaniem, upokarzaniem ze strony rówiesników pewnie rodzice załatwili Ci indywidualny tok nauczania. Ty, po latach określasz to jako zamiatanie sprawy pod dywan. Oni wg Ciebie powinni zmieniac Ci szkoły i masz teraz z perspektywy dorosłego człowieka nadzieję, ze w koncu w jakiejs bys zaistniał jako partner swoich rówiesników. Może. A moze dopiero utwierdziłbys się w przekonaniu, ze Ty nie bardzo pasujesz do swoich rówiesników. Ponadto dla kazdej osoby, nawet bardzo silnej psychicznie, o ile życie niesie konieczność zmiany szkoły, to jest to wielkie przeżycie. A Ty byłes w tym czasie silny psychicznie?

Dokuczali Ci w szkole, to Ty do dzis analizujez swoich oprawców- wcale nie byli tacy dobrzy w nauce, oceny dobre wpadały im nie za wiedzę a za podlizywanie się, byli mięczakami bo wręcz płakali gdy dostali ciut niższą ocenę niz oczekiwali. Teraz jako dorosły wiesz, ze herosami nie byli. Ale na tamte czasy Ty nie umiałes się im postawić na tyle ,aby nie wchodzili Ci z butami na Twoje podwórko.Czyli w szkolnej zabawie o przetwanie Ty byłes niestety slabszy niz oni. Przeciez mając doskonałe wzorce przed swoim nosem, mogłes tez podlizywac się nauczycielowi i 5-tki sypałyby się same do dziennika.Nie umiałes stosowac ich technik na przetrwanie w szkole, a Twoje wlasne były na tyle niedoskonałe, ze skończyłes na nauczniu indywidualnym. I było to z punktu widzenia nauki bardzo dobre rozwiązanie, bo miałes spokój i mogłes chłonąc wiedzę jak gąbka. Z drugiej strony, nie uczyło Cię reguł życia zewnętrznego i zostałes taki niedouczony w tej kwestii do dziś.

Co teraz możesz zrobić?
Piszesz, ze z matmy masz braki i nie startowałes nawet do matury. A czy to jest sytuacja nieodwracalna, bez mozliwosci jej naprawienia? Oczywiście, ze nie. A od czego jest samodyscyplina, zawziętośc i poproszenie dobrego nauczyciela matematyki aby odpłatnie przerobił z Tobą to ,w czym byłes słaby- możliwośc podejscia do matury stoi przed Tobą otworem, tylko wykaż się własną pracą.
Piszesz, ze nie umiesz wpasowac się dalej w kontakty z rówiesnikami, mimo, ze poznałes nowych i fajnych ludzi, to ze strachu, ze jestes mało przebojowy to odpusciłes te znajomosci. I chyba to tez mozna małymi krokami przełamywac. Przeciez jak zapiszesz się na jakies interesujące Ciebie po Twojej pracy zawodowej zajęcia sportowe, nauki gry na gitarze, nauki angielskiego, malarstwa, kurs informatyczny- cokolwiek czym jestes zainteresowany. Bedziesz tam chodził, odkrywał dla siebie to co Cię interesuje i tam tez możesz poznac kogoś, z kim na plaszczyżnie wspólnych zainteresowań może rozwinąc sie Wasza znajomosc, Czyli jest sposób na oswajanie sobie ludzi Ci wspólczesnych.

Próbuję Ci powiedziec, ze powracanie w nieskonczonosc do tego co było nie rozwija Ciebie, tylko blokuje. Owszem ,to co traumatyczne, powinnismy z siebie wyrzucic, aby móc isc do przodu. Czas trzeba tracic aby głowkowac co tu i teraz mogę robić abym lepiej czuł się na tym świecie. Ty juz wyrzucałes z siebie w gabinecie psychologa swoją szkolną przeszłosc, teraz i a chyba wczesniej w innych postach (mysle, ze były Twoje) tez o tym pisałes. Czyli Twoje wygadanie się powinno byc jakby Twoim oczyszczeniem i naturalnie sprawić, ze chcesz isc do przodu. Pytanie czy Ty NA PEWNO chcesz isc do przodu? Czy moze to zamęczanie się wspomnieniami, nieskończone opowiadanie sobie w myslach co mogłes w tym czasie zrobić inaczej, co powinni wtedy zrobic Twoi rodzice...Czy to aby nie przynosi Ci pewnego rodzaju przyjemnosci. Taki jestem nieszczęsliwy, taką miałem trudną młodosc i dzieciństwo, oj jaki ja biedny jestem. Tak pięknie mozna się nad soba rozczulac, byc swoim wlasnym pępkiem świata, ze mimo czego innego głoszonego na zewnątrz wcale nie chce się opuszczać tej roli nieszczęsnika.

Tracisz swoją własną osobę w ostatecznym rozrachunku w takim postępowaniu. Idz z zyciem do przodu w kazdej najdrobniejszej swojej działalnosci, a nie cofaj się babraniem w przeszłosci. Nazwa PRZESZŁÓŚĆ mówi nam, ze to juz było, to się nie wróci i to się juz nie zmieni, Czyli trzeba to umiec zostawić, zapomniec o tym i brac realne życie w swoje ręce, Czego Ci niezmiennie życzę.

kikunia55

Re: Jak poukładać to wszystko...

Slabo rozumiem. Piszesz, ze to partner ma córkę z pierwszego malżeństwa i widuje ją raz na 2 tygodnie- dobrze rozumiem?

Ponadto macie wspólnego synka, trochę ponad roczek.Tak?

"jeśli chodzi o prace to mogę zacząć od zaraz mam ja na miejscu i „szefowa” liczy ze zaraz wrócę".No to chyba pierwsze co powinnas w życiu zrobić, to wykazac się pewną niezależnoscią ekonomiczną. Jesli na skutek kłotni między Wami rozważasz odejscie od partnera to czemu jeszcze nie chodzisz do pracy? Idąc do pracy musisz załatwić dziecku żłobek i to będziesz musiala zrobić niezaleznie czy odejdziesz od partnera czy będziesz z nim. Jak juz będziesz chodzila do pracy i będziesz przynosila do domu swoje pieniądze to może i atmosfera w domu się poprawi, bo może facet psychicznie się dołuje, ze rozsypała mu się pierwsza rodzina, wziął sobie nową kobietę i ma z nią dziecko i ją utrzymuje czuje , ze przerobil się w życiu. Zaczniesz przynosić pieniądze to może i jemu się humor poprawi. A może on faktycznie nie nadaje się do życia z żadną kobietą, bo im ubliża czy podnosi na nie rękę.
Czyli powinnas najpierw zakręcić się za pracą i ulokować synka pod dobrą opieką. Zobaczysz z czasem czy atmosfera w domu się poprawi. Poprawa Waszego pożycia jest rowniez w Twoim interesie. Dziecko , synek powinien miec dwoje rodziców. Tobie moze byc trudno się utrzymac tylko z jednej pensji, wynajem kątem pokoju u kogos, oplata żłobka a nie wiadomo jakiej wysokosci alimenty on Ci jest chętny płacić. Czyli najpierw spróbuj iśc do pracy i powalczyć o swój związek. Tylko wykaż trochę cierpliwości, bądz ugodowa.

Jesli jednak nie będziecie się umieli dogadywac, to po prostu nic mu nie opowiadając wypatrz sobie pokój dla siebie i dziecka i się wyprowadz a do sądu złoż papiery o alimenty.

Teraz chyba czujesz się bardzo tłamszona przez partnera jak realnie odbierasz jego grożby, ze nie odda Ci syna. A co myslisz, ze on bedzie miał glowę kombinowac jak opiekowac się synkiem? Faceci tak się odgrażają, ale wcale im się nie chce kazdego dnia sledzic losu dziecka, organizowac mu życia, opierac, karmic. Tak, ze jego poglądy iz nie da Ci synka raczej należaloby między bajki włożyć.

Co do mieszkania, w którym mieszkacie, to o ile to nie jest Twoja osobista własnosc to faktycznie, skoro nie chcesz byc ze swoim partnerem to pewnie będziesz musiala go opuścić (pewnie mieszkanie wynajęte, gdyby na Twoje nazwisko, to umowę wynajmu przepisz na niego u wlasciciela).

Gowa do góry. Siedzisz ponad rok w domu przy malym dziecku, po poludniu widujesz faceta, który okazuje Ci swoje niezadowolenie to jestes bardzo sfrustrowana i niezadowolona.
Znajdz opieke do dziecka, podejmij pracę a z czasem postanowisz czy to juz wszystko czy trzeba podjąc próbe niezaleznego, samotnego życia z synkiem.

kikunia55

Re: Jak pomóc osobie, która padła ofiarą manipulacji?

Piszesz o swoim bylym jak o bracie, synu. Jestem z jego rodziny i mam obowiązek pomagac mu iśc przez życie w chwilach gdy ma trudnosci.

Piszesz o swoim byłym jak wogóle nie był byłym, tylko Twoim niesfornym aktualnym. Jest niegrzeczny, nie słucha Cię, zle uklada sobie życie, kontaktuje się z niewlasciwymi osobami, to go ukarzę i zapowiem, ze urywam z nim ogólnie kontakty. Wtedy moze do mnie przyleci jak na skrzydlach i odczepi się w koncu od tej manipulatorki.

Może posłuchaj co napisała moja przedmówczyni. On jest juz Twoj były i ma prawo ukladac sobie życie jak uważa .Chodzi na terapię ,nie chodzi, jego byla/aktualna dziewczyna ma na niego duzy wplyw, nie ma tego wplywu.Ciebie to wogóle nie powinno interesowac. Nie dajesz sobie szansy na układanie sobie kontaktów z innymi, szukanie nowego chlopaka, bo żyjesz życiem tego faceta.

Ty idziesz przez życie i Ty odpowiadasz za swoje życie, czyli równiez za organizację tego życia. Zamknij ten rozdział życia i otwieraj nowe rozdziały życia.

kikunia55

Re: Jak to jest z tą miłoscią w koncu?

A której miłosci wogóle mówisz?
Chodzi Ci o to, dlaczego macocha byłaby chętna do nakłaniania Cie do związku z jakimkolwiek facetem nie dbając o to ,czy między Wami jest miłosc?
Chodzi o to, ze matka Twoja naklania Cie do kariery kobiety utrzymanki, ktora za okreslone uslugi ma okreslone zyski?

Przeciez żadna z tych pań nie opowiada Ci o milosci. Kazda z nich jedynie podpowiada Ci co powinnas ze sobą zrobic aby juz zniknąc z ich mysli jako zmartwienie "co z Tobą będzie".

Mama Twoja zawsze była wyrachowana. Tak żyla sama, swoje dziecko i zmartwienie o nie ,spokojnie powierzyla ojcu Twojemu i macosze Twojej. Oni Cię wychowywali jak umieli, mialas tyle ciepla i uwagi od macochy ile ona umiala dac obcemu dziecku w imię tego że związala się z facetem z dzieckiem i ma z nim swoje własne dziecko ( Twojego przyrodniego brata).

Macocha jedynie jako kobieta podpowiada Ci, ze kobiety poszukują męzczyzn i się z nimi wiązą. Jedne z wielkiej milości, co potem okazuje się tylko ogromnym zauroczeniem i fascynacją, ale nie zawsze przetrwa próbę czasu, bo motyle w brzuchu wzięly za dozgonną miłość. Inne na podstawie obrazu swojego związku, zadzierżgniętej przyjazni z facetem oceniają, ze iles jest między nimi uczucia i to może byc podstawą do udanego związku. Facet ich jest przedsiębiorczy, zaradny, opiekunczy, ma duze poczucie humoru, ma pracę i jakies własciwe zarobki, wyznaje podobne wartosci co ona, ma wlasciwy stosunek do swojej matki, siostry, w jego rodzinie panują zdrowe uklady...
Na tej podstawie a nie tylko na podstawie uczucia stwierdzają, ze mają realne szanse na rozsądny związek małżeński. Czyli, ze faceta ocenia się oprocz zauroczenia na zimno. Oni, męzczyżni nas tez oceniają z każdej perspektywy. Sama Twoja macocha nie musi Ci się zwierzac jak kalkulowala sobie w glowie związek z Twoim tatą, ktory juz wczesniej mial pierwszą żonę i dziecko z pierwszego malzeństwa.

Natomiast Ty ,mając 23 lata nie umiesz na siebie zapracowac. Czyli obie panie jakby zwracają, Ci uwagę, ze u Twojego przyszlego partnera ważnym dla Ciebie aspektem będzie umiejętnosc zarabiania pieniędzy przez męzczyznę, bo Ty ich do swojego domu za duzo kasy nie przyniesiesz. Ponadto jakby tez zwracają Ci uwagę, ze mając 23 lata jestes jakby w kwiecie swojej urody, czyli czas na łowy!!!

Osobiscie mnie się taka postawa nie bardzo podoba, bo jestes taką idealistką, tak osobą naiwną i nie umiejącą oceniac realiów życia, ze jako Twoja opiekunka patrzylabym na wszelkie Twoje kontakty z chlopakami jako na ewentualny zaczątek nowego kłopotu- zakochasz się, będziesz kręciala (sama przyznajesz, ze weszło Ci w nawyk), niewiele będe wiedziała jak sprawy się mają a za chwilę sie dowiem, ze będziesz miała dzieciątko ale tatus się zmyl. Ktos wykorzysta Twoją naiwność.

Nie bardzo namawialabym Cię do chwytania zarabiającego faceta poprzez szybką spolegliwosc seksualną, bo Ty nie jestes nic a nic wyrachowana, cwana, nie umiesz oceniac realiów życia i patrz powyżej, zostaniesz z kłopotem. Sama się pokiereszujesz psychicznie a Ci którzy się do tej pory Tobą opiekowali będa Ciebie dalej mieli na głowie i jeszcze Twoje dziecko.

Jako Twoja opiekunka martwilabym się jednak o to abys może jednak dostała orzeczenie o niepełnosprawnosci i umiala się z tym swistkiem znalesc na rynku pracy legalnej, która daje szansę nawet na głodową emeryturę.

Ty marzysz o facecie, miłosci a one zwracają Ci uwagę ze konkretne życie, to rachunki do zapłacenia. One nie mówią, ze faceta kocha się za pieniądze. To Ty zastosowałas sobie taki skrót myslowy. Ty bys chciała faceta do kochania(on Cię ma kochac a Ty jego) a one by chcialy abys miala faceta, który na tyle by Cię akceptował, ze chcialby Cię utrzymywac. I chyba dlatego zastosowalas sobie w glowie taki skrot myslowy, ze faceta kocha się za pieniądze

kikunia55

Re: Wstydzę się mężczyzn,utrudnia mi to życie:(

"Kiedyś ktoś zapraszał mnie na kręgle,na łyżwy a ja odmówilam bo wiem,że przez cały czas byłabym skrępowana i dziwnie się czuła, gdyby na mnie patrzył,wole iść na piwo lub spacer"

Dlaczego? Czy tez boisz się byc oceniana wobec tego czy zgrabnie się ruszasz, czy jestes dośc sprawna fizycznie, jak należy się zachować na kręglach ( ja zanim tam poszłam pierwszy raz tez nie wiedzialam i czulam się niepewnie przed wyjsciem).

Specery juz znasz, siedzenie przy piwku tez, czyli sytuacje bardziej znane Ci pasują. Nowych się boisz. A szkoda. Nie ważne czy dobrze bys wyglądala w oczach chłopaka, ważne, ze robiłabys coś czego codziennie nie zażywasz. Ponadto jakbys się skupiała na zachowaniu rownowagi na tych łyżwach to bys się trochę wyluzowala i nie miala w tym momencie czasu na analizę czy ja dobrze wypadam w oczach tego kolegi czy tez nie.

Zycie Ci przcieka przez palce, bo nie masz odwagi z niego korzystac w realu. Uciekasz w internet. Z internetu kolega 3 letni, z internetu napalony facet, ktory moze tylko poluje na jakies niesmiale, zakompleksione laski- tam łatwiej o zboka niz w realu.
Z internetu porada "co mam zrobic jak jestem niesmiala". Niedawno pisałas. Jesli nie masz jak z fajną koleżanką tego obgadac, jesli nie umiesz się przelamywac na prawdziwe , realne spotkania z facetami z realu, to może czas znalesc terapeute i przegadac trudne dorastanie w alkoholicznym domu z chamowatym bratem w tle? Terapeuta bedzie z realu .Zycie tez jest w realu a nie w internecie.

kikunia55

Re: Jak odebrac jego zachowanie?Wazne zdanie mezczyzn

Może się zdystansuj sama do siebie i nie rób z siebie idiotki na użytek jednego widza czyli Twojego kolegi.

Tak bardzo do wiary w siebie, w swój urok i w swoją moc sprawczą wobec zachowan innych ludzi ,musisz bzdury opowiadac o sobie (koprofilia i rimming), wypowiadac się nieodpowiedzialnie (chcę ślubu)?

Nie wiem czy Ty to jestes taka otwarta wobec ludzi czy po prostu "jak o mnie nie mówią to nie istnieję" i dlatego jestes na językach wszystkich znajomych (on sporo o mnie wie od innych).

Mało jestes logiczna w swojej wypowiedzi:"Nie wiem, czy jestem dla niego koleżanką, czy podobam mu się" i "powiedzialam ze sie zakochalam i chce slubu".
Taka deklaracja wobec kolegi tylko?

Możnaby pomyslec, ze masz jekiegos nudnego kolesia przy sobie, ktory Cie we wszystkim nasladuje, az do znudzenia bierze tylko Twoje potrzeby pod uwagę i własciwie sama nie wiesz czy z takim nudziarzem warto probowac isc przez życie. Tyle, ze w tytule "ważne zdanie mężczyzn" świadczy o tym, ze wołasz w świat do facetow- słuchajcie powiedzcie mi wy ,męzczyżni co jeszcze powinnam zrobić aby być pewną tego faceta, aby go naprawdę zdobyć.

Odpowiedz jest bardzo prosta. Spróbuj nie grac, nie zaskakiwac jego i swiata coraz bardziej bzdurnymi pomyslami i stwierdzeniami wobec siebie , o sobie, tylko byc taka zwyczajna i normalna, np taka jak w domu. Szczegolnie trzeba się znac tak normalnie i zwyczajnie z człowiekiem o ktorym śnisz jako o męzu. Wtedy naprawdę nie jest wskazane nic co sztuczne i nienaturalne.

kikunia55

Re: Czy ma szansę związek z dużo starszym mężczyzną?

"Ostatnio się pokłócilismy, zaczął wrzeszczeć, że mam się zamknąć, zaczął mnie szarpać." niezaleznie, czy Twoj rowiesnik, czy partner starszy, czy mlodszy pachnie damskim bokserem. Sama piszesz, ze zapaliła Ci się czerwona lampka.

Starszy o ponad 20 lat, czyli o całe pokolenie. U mnie wyczajasz, ze poglądy babcine, nie nadązam za wspólczesnym światem i jego moralnoscią. A u niego nie wyczajasz wyleniałego faceta, ktorego juz niewiele rajcuje, tylko młoda kobieta. Na początku umie ją oblaskawić, bo juz trochę na tym świecie żyje i z niejednego pieca chleb jadl. Ale niekoniecznie musi umiec związek prowadzić, bo na pewno jeden powazny mu się rozpadl (powazny, bo byly dzieci, bo komus slubował).

Uważasz, ze kazdy czlowiek ma niespożyte sily? Jego siły, jego cierpliwosc juz nie są takie jak mlodego męzczyzny. On swoje dobre lata poswięcil innym kobietom.Ty swoje najlepsze lata poswięcisz jemu ,a związek sie i tak pewnie rozsypie (jak tu wroży Ci prawie kazda osoba i jak Tobie samej lampeczka się zapalila). Wyjdziesz pokiereszowana, zmęczona z tego ukladu i wtedy to dopiero będzie trudno dobrac sobie sensownego partnera.

Skoro pragniesz ciepła, bliskości, zainteresowania sobą to z czasem zapragniesz i dziecka/ dzieci. Do wychowywania ich będziesz potrzebowala energii za dwoje ,a uwagę jaką partner Twoj Waszym dzieciom będzie poswiecal, podzieli na więcej pociech. Raptem może się okazac, ze malucha to przeciez tak prosto się wychowuje, to ogarniaj to sama. A w jego poprzednim domu są jakies kwasy, bo najwięcej kłopotow i są one najtrudniejsze do ogarnięcia jest wlasniie z nastolatkami. Sam raptem poczuje, ze powinien czasem jednak jakos popatrzec co u nastolatkow się dzieje albo jego byla żona wezwie go na prawdziwy lub urojony ratunek do spraw domowych związanych z ktorymś dzieckiem . A jesli jego dzieci będą mlododorosłe jak Wasze się pojawią na tym świecie to na pewno jeszcze będą chlonno pienięzne. Czasem zdolnego ,młodego można kosztownie kształcić, czasem chce mu się pomóc przy pierwszych 4 kólkach, zeby coś tam sobie sprawił. A jak rodzic zasobny to i może pomagac na starcie w ogarnięciu jakiegoś nawet najmniejszego mieszkanka. Gdy wiązesz sie z wolnym rówiesnikiem masz prawo uważac, ze wspólnie się bedziecie dorabiac i Wasze ewentualne dzieci będą mialy taki poziom życia jaki sobie zapracujecie. Natomiast jak są dzieci z pierwszego malżeństwa to nigdy do końca sytuacja nie jest jasna i pewna.

Poprzygląda się bliżej swojej czerwonej lampce.

Zadaj sobie pytanie dlaczego związałas się z tak wyraznie starszym facetem? Może nie było ojca w domu, może nie poswięcał Ci czasu i oczekujesz dojrzalej, ciepłej, glębokiej milości. Nie jestes juz podlotkiem, Twoi rówiesnicy też juz potrafią dojrzale kochac, tyle, ze trzeba sprojrzeć wokól siebie aby takiego znaleść.
Powodzenia i nie obruszaj się tak. Czasami kubeł zimnej wody ma terapeutyczne znaczenie.

kikunia55

Re: Czy ma szansę związek z dużo starszym mężczyzną?

Z tego podrzuconego linku zapamiętalas najbardziej problem tej dziewczyny, ze ona mało znając faceta juz byłaby chętna na seks?

Nie zwrócilas uwagi na grzeczny wywod, ze szukamy partnera do wszelkich uciech ale i do tego aby z czasem związać się z nim na stale (np. malżeństwo) a potem, zeby on byl ojcem naszych dzieci?

I co potrzebujesz aby Twoje dzieci grzecznie czekaly na jego uwagę, pieniądze, czas, bo on juz ma inne dzieci i się wyeksploatowuje w ich kierunku. To, ze są odchowane to nie oznacza, ze go nie potrzebują a juz na pewno potrzebują kasy od niego. Jesli on im malo czasu poświęca to znaczy, ze jest egoistyczny i ewentualnym Waszym dzieciom tez go nie będzie poswięcal za dużo.
A ja, nawet gdybys byla z kawalerem, ktory w związku tak bardzo chcialby rządzić to tez bym Ci powiedziala, ze slabe to szanse na udany związek, bo facet z tych co jak juz zdobędzie to próbuje podporządkowac w kazdym aspekcie Waszego życia.

Ty chyba myslami wracasz do tego milego okresu, jak on Cię oswajal i mialas wrazenie, ze jestes dla niego wazna, ze Cie szanuje i wyobraziłas sobie, ze on taki wlasnie mily i lagodny jest. On na chwilę może znow przybrac taką pozę jak oglosisz, ze odchodzisz a jemu będzie żal młodej i chętnej laski, która juz mu z ręki jadla. Na chwilę może się przyczaić, znów ubrac się w potulne piorka, aby gdy znow dasz się omotac oddać Ci z nawiązką.

Slabo zarządzasz swoim życiem jak najpiękniejsze lata tracisz na takiego typka. Wyrwałas się od rodzicow po to aby ktos wykorzystywał Cię seksualnie a we wszystkich innych kwestiach zachowywal się jak arbitralny ojciec nie znoszący sprzeciwu. No chyba, ze jest to transakcja wiązana. Ja oddaję Ci moje młode cialo i pozwalam na różne traktowanie wzamian za wspaniale korzysci, ktorych sama nie umiem wypracowac a bardzo mi one imponują. Taki rodzaj oddawania sie 24 godzinnego swojemu pracodawcy, sponsorowi. Czyli dalej uwazam, ze fatalne zarządzasz swoją osobą.

kikunia55

Re: Czy chłopak musi być obecny w nastoletnim życiu?

Twoja mama chyba z powodu Twojej zbytniej niesmiałosci zadaje Ci takie pytania.

Zazwyczaj jak mamy 15, 18 a nawet 20 lat to mamy się martwią abyśmy za szybko nie zauroczyły się jakims chlopakiem i zbyt wczesną ciązą nie pokomplikowaly sobie życia. Dopiero jak mamy 25 lat i więcej ,to mamy się dziwią, ze inne koleżanki to się juz dawno zakręcily koło jakiegoś chlopaka a ich córka jeszcze nie, ba niektore to juz za mąż wyszły.
Jesli jestes niesmiala to wystarczy, ze tę niesmialosc będziesz się w sobie starala przelamywac w kontaktach z koleżankami i kolegami.

A jak zauroczysz się jakims chłopakiem a on Tobą to i tak się dogadacie i tak. Nie martw się.

kikunia55

Re: Pytanie-Psycholog.

Ty jako dziecko miałas ojca, niewydolną wychowawczo matkę i macochę. Czyli teoretycznie o Ciebie martwiły się trzy osoby a powołaly na świat dwie osoby.

Ty jestes singielką jak na razie a juz mocno martwisz się o dziecko. W tych zmartwieniach ciągle mówisz, ze Twoi najbliżsi Ci nie pomogą. I słusznie mówisz. Gdybys z jakims męzczyzną powolała na świat dziecko to odpowiedzialni za nie powinni być rodzice tego dziecka, czyli Ty i ojciec Twego dziecka. Twoja mama, tata, macocha to juz będzie dla Twojego dziecka dalsze, starsze pokolenie. Oni juz nie muszą miec sił, zdrowia, czasu, pieniędzy aby chciec się zajmowac Twoim dzieckiem. Oni byli odpowiedzialni za Ciebie, z czego wywiązali się lepiej lub gorzej. A za Twoje ewentualne dziecko będziesz odpowiedzialna tylko Ty i ojciec Twojego dziecka. Owszem w wielu rodzinach czasowo , jak są ku temu warunki ,starsze pokolenie pomaga przy wnukach. Nawet, choc jestes dorosla to u Was tez tak jest. Piszesz, ze z babcią jezdzisz do jakiś instytucji i to nie Ty ,23 letnia osoba pomaga starszej pani ,tylko ona jedzie z Tobą jako asekuracja Twojej osoby.

Natomiast zadaj sobie moze pytanie dlaczego tak często wracasz do tematu dziecka, jak jeszcze nie masz widoku na odpowiedzialnego ojca tego dziecka.
1. Może często u Ciebie w domu mowi się o tym, abys uważala i nie wpadła. Może najbliżsi widzą, ze chcialabys się z kimś umawiać (szukasz przeciez znajomosci przez internet) i martwią się aby Cie jakis facet nie zbałamucił i nie zostawil z dzieciątkiem w brzuchu.
2. Może przez to, ze nie zawsze czujesz się dosc kochana , doceniana we własnym domu, nie masz swojego chłopaka chciałabys miec kogos wlasnego, tylko Twojego do kochania i tak sobie marzysz o małym dzieciątku, które bys tulila.
W marzeniach jest fajnie, ale przy dziecku trzeba sprytu, trzeba go umiec przewijac, ugotowac mu cos, oprac go- a Ty często podkreslasz, ze domownicy juz nie mogą patrzec jak wolno zmywasz, czy porządkujesz jakąs szafkę. I najważniejsze, na dziecko trzeba umiec zarobic, aby po prostu było jak je nakarmić, aby mialo gdzie mieszkac, ubrac go, z czasem do szkól wysylac, dbac o jego edukację.

A pytanie jakie zadajesz na terapii nie powinno chyba brzmiec, czy ja mogę miec dzieci? Chyba powinnas pytac: jesli ja miałabym dzieci to czy moje upośledzenia będą temu dziecku przekazane? Jakie jest tego prawdopodobieństwo, jesli jego ojciec bylby sprawny intelektualnie i ruchowo? No chyba, ze za partnera do spłodzenia dziecka wezmiesz sobie równie chorą osobę jak Ty, to o ile takie niedoskonalosci rodzicow się powielą w naszym dziecku?

Ty sama chodzisz często dosc smutna po tym świecie, bo mimo swoich ograniczeń rozumiesz, ze Twoje życie będzie po wielokroć cięzsze niz rowiesników- nikt nie chce Cie zbytnio zatrudniac, bo jestes nie dosc wydajnym pracownikiem, nie wiadomo gdzie będziesz na starsze lata mieszkała- macocha uważa, ze juz Cie wychowała to moglabys sobie pójsc juz w swiat a mama Twoja zawsze żyła tylko dla siebie i swoich potrzeb. I mimo, ze masz najbliższych i przynajmniej na dzień dzisiejszy krzywda Ci się nie dzieje (masz gdzie mieszkac i jesć tez dostajesz) to jednak cięzko Ci na duszy.

Jesli jest prawdopodobieństwo, ze Twoje dziecko mialoby podobne do Twoich ograniczenia, to dlaczego chcialabys go sprowadzac na ten swiat? Po to, aby jak ono podrośnie tez bylo przerazone swoją niesamodzielnoscią i życiem na tym świecie?

kikunia55

Re: Rodzice niszczą mi życie

Faktycznie, jestes strasznie slabowita. Masz problemy większości dorosłej młodzieży, ktora jeszcze nie jest samodzielna finasowo i jeszcze musi mieszkac z rodzicami. Jest zupełnie spory odsetek takiej młodzieży tyle, ze wsród nich nie az tak wielu jest "w depresji jak i ma mysli nerwicowe".

Jestes tak pogubiona w sobie, ze stawiasz na piedestale waznych i istotnych życiowo spraw grubosc wydepilowanych brwi czy kolczyk w nosie.Zastanów się bitwa o to- to bitwa o Twoje szczęscie, zdrowie, czy symboliczna bitwa o Twoje samostanowienie o sobie. Chyba zawsze zanim zaczniesz toczyc boje z rodzicami o cos, to chyba warto się zastanowić, co z rożnicy zdań między Wami jest naprawdę ważne i istotne.Nieistotne sprawy odpuścić sobie.

Twój wybranek serca się nie podoba rodzicom, bo jest ateistą, oni dają wyraz swojej dezaprobacie a Ty nie wiesz co masz z tym faktem zrobic. Zalecają Ci "zmienic go, przeflancowac na naszą wiarę", bo inaczej on jest niegodzien Ciebie. Oni nie muszą się zmienic, byc bardziej tolerancyjni wobec ludzi, ktorzy ich otaczają a on powinien, albo Ty go powinnas go zmienic pewnie na innego amanta. Tak, to jest problem i co Ty, dorosla osoba z tym fantem zrobisz?

Moze jestes tą dziewczyną , która tu pisala, ze chciałaby bez slubu pomieszkac ze swoim chlopakiem, bo on tak chce, ale boi sę ze jak im nie wyjdzie to nie ma drogi powrotu do domu, bo rodzice chcą najpierw slubu i to ślubu koscielnego.

Trzeba usiąsc i pomyslec co jest dla Ciebie najwazniejsze. Jesli się jeszcze uczysz i jest to wazne dla Ciebie, to trzeba moze mieszkac dosc spokojnie i bezkonfliktowo z rodzicami aby na spokojnie pokończyć nalezyta szkoly. Facet jak kocha to poczeka. Pokończysz szkoły to wezmiesz z nim taki slub do jakiego i on i Ty będziecie gotowi- czyli pewnie cywilny, skoro jemu się wiara nie podoba. Tyle, ze zanim wyjdziesz za mąz ,musisz przedyskutowac z nim ile wyobraza sobie, ze będziecie chcieli miec dzieci i czy nie będzie Ci sprawial trudnosci jak będziesz je chciala posylac na religię. Poniewaz jak on tego nie będzie chciał a Ty będziesz uważała w duszy, ze grzeszysz nie zapoznając swoich dzieci ze Slowem Bożym to będziesz żyła w niegorszym rozwarstwieniu duszy, niepokoju niz w tej chwili. I będzie to trwało znacznie dłuzej, bo całe życie Twoich dzieci.

Widzisz sama, ze mieszkasz jeszcze u rodzicow i zwykle utarczki o niezgaszone światlo, ilosc kąpieli czy picie słodkich soków mają się nijak do ważnej sprawy Twoich uczuć wobec faceta, ktory nie odebrał takiego wychowania jak Ty i sprawy wiary są dla niego nieistotne. I teraz pytanie do jakiego stopnia on jest dla Ciebie ważny i o ile będziesz z czasem chciala isc z nim przez życie, to jak Ty sobie z nim to życie ulożysz? Czy jesli rodzice go nie zaakceptują jednak, to będziesz umiala życ poza swoją dotychczasową rodziną? Czy nie będziesz w swoim własnym wewnętrznym konflikcie, jesli on uzna, ze Wasze dzieci nie powinny się uczyć religii?

Nie mysle, ze to rodzice doprowadzają do Twojej nerwicy. To Ty jestes jeszcze nie dośc dorosla aby sama rozkminiać swoje dorosle problemy.

Masz 20 lat i mozna w tym czasie miec chlopaka. Tyle, ze znajomośc z tym facetem, poprzez Wasze inne poglądy religijne daje Ci wiele niepokojów i na dzis i niestety na Waszą ewentualną przyszlosc ( jak wychowywac te Wasze wspólne dzieci, jak ukladac sobie stosunki z rodzicami jak będą w oporze do zięcia).I albo z czasem wyrobisz sobie na ten temat twarde stanowisko i z czasem będziesz dązyla do twardego przestrzegania tego stanowiska, albo odpusc sobie tego chłopaka, bo to nie rodzice Cię wykańczają , tylko Ty nie umiesz brac na klatę swoich wlasnych dylematow związanych z jego istnieniem w Twoim życiu.

kikunia55

Re: Dlaczego nie chcę być szczęśliwa?

To może troszkę zmień swoje priorytety. Z postu wynika ze zwyczajnie bardzo się nudzisz. I z tych nudów wyobrażasz sobie jaka jestes nieszczęsliwa, sama siebie żałujesz, roztkliwiasz się nad sobą i pradoksalnie jest Ci swietnie, bo przynajmniej sama dla siebie jestes pępkiem świata .Eureka! dla kogoś jestes najważniejsza .Dla siebie.Czyli stan ,w którym jestem, jest świetny . Stanie trwaj!

Niby co tu się dziwić. Domownicy jak piszesz zajęci sobą- czyli nikt Tobą sie nie przejmuje. Rówiesnicy, choc przedstawiasz im swoje wnętrze, swoje problemy i dylematy raczej nie patrzą na Ciebie jak na oryginalną osobę ( a chyba tego bys oczekiwała) tylko trochę dziwną a Ci bardziej empatyczni, mówią, ze jakbys jakiejś pomocy potrzebowala to się odzywaj. Jednak Ty czujesz niedosyt, Ty tyle czasu sobie poswięcasz, takie masz głębokie przemyslenia na swój temat a oni tak po prawdzie Cię ignorują.

To tak jakbys w sobie wykształciła głebokie samouwielbienie Ciebie ,istoty myslącej i cierpiącej. To własciwie możesz to kontynuwac spokojnie i długotrwale. Tyle, ze jako osoba mysląca masz obowiązek zadbac sama o siebie, bo w dorosłym wieku juz nikt o nas nie dba, tylko sami musimy się o siebie zatroszczyć. Przywilej dorosłosci. A co więcej ,z czasem jeszcze opieką i troską jestesmy zobowiązani otoczyc nasze dzieci jesli takowe na swiat powołamy i naszych rodziców jak zaczną się starzeć. Ty to czujesz i żal Ci tego, ze beztroskie życie wraz z dorosłoscia mija (taka kolej rzeczy) i aktualnie tak pięknie się roztkliwiasz nad sobą .

Tyle, ze taki styl bycia, całodniowe rozważania nad swoją własną istotą do niczego tak naprawdę nie prowadzą. Czyli jako istota mysląca i dbająca sama o siebie, powinnas się zapytac po co to robisz i dlaczego to robisz. Dlaczego to własciwie nam napisałas - z nudów. Po co, skoro oprocz chwilowej przyjemnosci pożałowywania własnej osoby nie masz tak naprawdę żadnych pożytków z tego- nie wiem. Moze jestes tak samolubna i zapatrzona w siebie, ze ta chwila przyjemnosci w żałowaniu siebie jest tą ,dla której wydaje Ci się, ze warto żyć?

Ale w tym stylu żyjąc możesz przegrac własne życie. Młodzi ludzie potrzebujacy andrealiny stawiają sobie cele bardziej zewnętrzne. Kazdy rodzaj ruchu, ktory sie lubi :bieganie, jazda na rowerze, basen, gra w kosza, siatkówkę, uprawianie karate, nie wspominając o sportach ekstremalnych wyzwala w nas euforię, endorfinki. Kazdy zewnętrzny cel, pójsc na jakis kurs np informatyczny, zaliczyc go o terminie tez jest nas w stanie wprowadzic w stan podwyzszonej gotowosci, podwyższonego ryzyka, szczególnie jak się denerwujemy, ze zbrakło nam czasu aby lepiej się przygotowac.

Inni mając podniety wynikające z celów zewnętrznych idą do przodu w zdobywaniu nowych umiejętnosci a tym samym łatwiej się znajdą w zewnętrznym życiu, bo bardziej będą rozumieli mechanizmy rządzące zewnętrznym światem.

A Ty zapadając się z luboscią coraz większą w swój świat wewnetrzny oduczysz się go, tego zewnętrznego świata, choć jako młoda 17 letnia osoba, jeszcze go zbyt dobrze nie poznałas. Nie będziesz realizowała żadnych zewnętrznych celów, bo będą Ci nieważne. Zaczniesz odstawać od rówiesników, co może jednak z czasem Cię frustrować. Rodzice kiedys powiedzą jestes juz dosc dorosła to idz sobie w świat, utrzymuj się. A co Ty im powiesz. Nie, chce byc w domku i od rana do wieczora zalegac na kanapie i rozkminiac swoją nieszczęsliwą osobę. Chyba Cię wyśmieją.

Nie czujesz tego, ze tym roztkliwianiem się cofasz się? Małe dziecko jak się przwróci, jak mu żle, to płacze całym sobą i potrzebuje pocieszenia, bo jest taaakie bardzo , ale to bardzo nieszczęsliwe. Tyle, ze jak juz sobie popłacze i najbliżsi go potulą, pożałują to za chwilę tak samo jak było nieszczęsliwe to cieszy się nową zabaweczką, jakąs nową osobą, która weszła do pomieszczenia. Ono nie ma czasu na długotrwałe uzalanie się nad sobą. bo życie jest takie ciekawe i szybko płynie i ono szybko musi się dowiedziec co jest w drugim pokoju, a co za chwilę będzie na spacerze.

Ty próbujesz cofac sie do okresu użalania się nad sobą i przeciągania tego do dnia następnego i następnego...
Czyli Ty sie cofasz, nie rozwijasz. A skoro jako istota mysląca masz rozum, to zapytaj czy to jest dla Ciebie korzystne. Chyba jednak nie. To swiadomie musisz wyjsc z tego uzalającego sie nad sobą letargu i zalesc sobie inne zewnętrzne cele, które tez dadzą Ci przyjemnosc, andrealinkę, euforię.

Jestes coraz bardziej dorosla to ucz się zarządzania sobą.Nikt za Ciebie tego nie zrobi.

kikunia55

Re: Nie kocham żony

Dzieci moga przychodzic do sypialni rodziców, ale nie moze byc normą, ze jest to zawsze ich miejsce spania. Nawet jak kiedys bywały biedniejsze czasy, jedna izba, to rodzice mieli swoje łożko a dzieci w tym samym pomieszczeniu swoje łożka. Jak było ciasno to dzieci spały ze sobą zgodnie z płciami w tych łożkach pobocznych.

Jak dzieci są bardzo malutkie i fajnie się uspokajają czując ciała rodziców to i tak spanie z nimi jest niewłasciwe i niebezpieczne, bo szczególnie po cięzkiej fizycznej pracy można usnąc jak kamien i nieszczęsliwie przygniesc maluszka.

A starsze dzieci to wystarczy jak przyjdą pokokosić się w wolnej rodziców i swojej chwili. Będzie to dla nich rodzaj fajnej sytuacji, odwiętnosci gdy skupiają uwagę rodziców na sobie.

A żona to umie zmęczonemu autorowi związku powiedziec, ze jak mnie nie chcesz to znajdę sobie innego, to ile razy autorze Ty jej powiedziałes, ze jak te nieliczne noce gdy bywasz w domu a ona Cię nie potrzebuje, bo zasłania się córką z Wami sypiającą -to Ty sobie znajdziesz inną. Wygląda na to, ze Ty nic nie powiedziałes tylko po cichu to zrobiłeś.
A jak marudziles na pobyt córki w Waszym łożku i ona przeniosła się z córką do łożka córki to dlaczego pozwoliłes na powrót dziecka stamtąd? Mogły nie wracać obydwie.
W wolnej chwili trzeba było żonie powiedziec, ze przy tak częstym Twoim chodzeniu na nocki ,to dla Ciebie pobyt we własnym łożku całą noc, jest po wielokroć czymś bardziej luksusowym niż dla przeciętnego człowieka. Jesli tego nie umie zrozumiec ,to niech podejmie pracę na nocki ,to wtedy będzie dla Ciebie partnerem do rozmowy w tej kwestii. Wasze małżeńskie łożko jest tylko dla Was lub dla Ciebie o ile ona i córka uzalezniły się od siebie w tę ogromną ilośc nocy, które Ty spędzasz w pracy a one są w Waszym łożku małżeńskim. Tyle, ze niech uważa, bo kazdą pustkę w malżeńskim łożku , nie usprawiedliwioną pracą zarobkową na potrzeby rodziny ,mozna z czasem wypelnić w inny sposób.
A tak właśnie teraz robisz bez wysłowienia z siebie wcześniej ostrzeżeń.

Ostrzeżenia to zarówno werbalne wyrażne i stanowcze mówienie na określone sprawy, które Cie denerwują i są dla Ciebie nie do przyjęcia. Jak i tez pokazanie (mimo wewnętrznego zdenerwowania się), ze jej posunięcia typu wyprowadzka z córką do pokoiku i łożka córki nie robią na Tobie wrażenia. Nie budowałes w tym momencie swoich równych praw w domu. Pracuję poza domem więcej niż Ty, pracę mam na nocki, we własnym łożku sypiam tylko urywkowo popołudniami, to mam święte prawo w łozku małżeńkim przebywać tylko z Tobą lub sam, o ile Tobie cos się nie podoba. Stwarzasz w taki sposób atmosferę, ze jak juz rzadko ale zdarza się ze jestes na noc w domu, to Wasza sypialnia jest Twoim azylem. Pracujesz tak cięzko, ze inni się z Tobą , z Twoim wypoczynkiem muszą liczyć. Jak tego nie rozumieją sami z siebie to wywalczasz sobie tę pozycję przyjmując na spokojnie informację o ewentualnej emigacji z Waszego łozka i nikt nie będzie Cię straszyć tą emigracją, bo na Tobie to nie robi wrażenia.

A Tobie żona na codzien kołki na głowie ciosała, to się zmęczyłes i poszukałes sobie pozornie spokojniejszej, bez zmartwien o córki. Jak będzie nowa kobieta, to czas pokarze. Jestes naiwny bardzo, bo piszesz, ze ona akceptuje Twoje dzieci. Chciałes chyba powiedziec, ze godzi się z informacją, ze Ty masz dwoje dzieci. Co wiesz o jej akceptacji, przyjezdzałes z dziecmi do niej, spędzaliscie wspólnie czas? Mieszkasz juz u niej na stałe i ona sie nie krzywi, ze co weekend idziesz z dziecmi na spacer, na lody , na wyprawę rowerową. Jak jej smutno bez Ciebie w tym czasie to do Was dołącza. Mieszkasz u niej, dzieci chorują i trzeba np latac na konsultacje do szpitala a własnie po południu razem mieliscie jechac do sklepu i ona nawet się nie skrzywi? Sporą częśc urlopu planujesz z dziecmi i jej to nie przeszkadza?
Gdybys tego typu doświadczenia mial za sobą to można byłoby cos mówić o jej akceptacji Twoich dzieci. Pytanie jeszcze jak Twoje dzieci przyjmą ją na ten ewentualny wspólny czas, może np podbuntowywane przez Twoją z czasem byłą żonę.

Ona akceptuje Twoje dzieci. Na aktualny czas to może też brzmiec tak. No dobra, facet ma dwoje dzieci, to mimo ze pracowity, to pieniędzy za duzo do domu nie przyniesie, bo trochę będzie musiał oddać na alimenty. Może nawet lepiej aby tylko jedną pracę miał legalną, to będą niższe alimenty do oddania na te jego dzieci. Drugą niech ma taką płatną pod stołem i od tej porcji juz żadnych alimentów nie będzie.Ale co się przejmowac przyszłoscią. Jak na razie mam darmowego fachowca do zagospodarowania mieszkania a co będzie dalej to zobaczymy.

Czyli jest możliwoś, ze aktualna kobieta zakręci Ci w głowie, bo po prostu potrzebuje fachowca do remontu.

kikunia55

Re: Zależy mi na sobie ale lęki utrudniają mi życie (seks)

Prawdą jest, ze faceci patrzą na nas jako materiał do łożka. No i co z tego? Dzięki temu, ze mają taki wysoki popęd, ze 100 razy na dobę niezależnie czy mają stała partnerkę, czy są w niedoborach, różne rzeczy kojarzą im się z okreslonymi damsko męskimi czynnosciami.
Do jakiegos stopnia to nasze szczęscie. Gdyby tak pózno się budzili jak my, to widzieliby tylko piłkę nozną, komputery i posiedzenie przy piwku lub wódeczce. Poniewaz ich pociąg jakby bardziej ,szybciej ich roznosi, to widzą nas, kobiety, bo jestesmy im potrzebne do tego aktu. A tu juz polowa sukcesu. Zainteresował się mną, to ja muszę tak mądrze tę znajomośc prowadzić aby on w drodze do najbardziej go interesujących spraw zobaczyl we mnie człowieka z krwi i kości z marzeniami, pragnieniami, poglądami. Oczywiscie, ze on moze chce mi się przypodobac z innego powodu, ale musi tracic czas aby mnie poznawac nie tylko z tej jednej strony(bo do niej dopiero dąży). I o ile cała znajomosc będzie sympatyczna to oboje będziecie się cieszyć z czasu spędzonego razem zarówno na spacerze, w kinie, wyprawie za miasto ,przybliżaniu zawiłosci komputera jak i na pocałunkach, pieszczotach i innych...

To chyba piękna siła ten seks, który nas , obie płcie do siebie zagania. A od tego mamy swój rozum aby ten pociąg ku sobie ubierac w inne formy niz tylko tę fizyczną czynnośc a juz na pewno nie od tego zaczynac tę znajomośc.
Oczywiście, ze trzeba miec pewną wprawę w ocenianiu człowieka, bo można trafić na zboka, ale wbrew pozorom to nie jest normą trafianie na zboka. Raczej zazwyczaj trafiamy na normalnego , gorącego chłopaka, który tez się denerwuje jakie to on ma u nas szanse. I trzeba umiec tak się z nim spotykac aby przynajmniej na początku trzymał łapki przy sobie a jednak spotkanie powinno byc tak pełne niewypowiedzianych obietnic, miłe i interesujące, ze on nie wygasil swojego zainteresowania, tylko się w duszy dalej nakręca.

Nie wiem, może dlatego, ze chowalas się w rodzinie alkoholików, to masz takie zle wspomnienia. Zazwyczaj dla dziewczynki wazny jest jej tata, który jest jej jakby pierwszym adoratorem, bo cieszy się, ze rośnie mu taka fajna, mądra panienka. Dziewczynka nieświadomie przegląda sie w jego oczach.

Dlatego zwracam Ci uwagę, ze na pewno od rodziców dostałas werbalną lub niewerbalną informację, ze napięcia emocjonalne swietnie rozlużni alkohol. Tyle, ze przyjazn z alkoholem na całe życie jest marnowaniem sobie tego życia. Zapewniam Cię, ze wielu ludzi większe napięcia niz randka umie opanować inaczej niz poprzez najmniejszą nawet dawkę alkoholu. Ruch, sport swietnie sprawdzają się w tej roli. A częstsze chodzenie na randki może tez "opatrzy" Ci to niebezpieczeństwo i będziesz umiała przeżyc niejedno spotkanie na trzeżwo.

kikunia55

Re: Zależy mi na sobie ale lęki utrudniają mi życie (seks)

Wyobraz sobie, ze jakims cudem udało, Ci się przełamac i idziesz na spotkanie z facetem- jedno drugie, trzecie. Facet wygląda na fajnego gościa, juz trochę przypadł Ci do gustu, chciałabys go bardziej poznać, ale on jest trudny w poznaniu.

Trudny, bo woli się z Tobą widywać wieczorami, przy pólciemnosci, jakby boi się pokazywać swojej twarzy za dnia, A juz patrzenie prosto w oczy to jakas ogromna trudnośc. Nie wiesz czy przesadzasz, ale wydaje Ci się, ze chłopak na spotkania przychodzi na lekkim rauszu. Chętnie przystaje , wręcz proponuje ciągłe wyjscia na piwo lub lampkę wina a na kino, teatr jakoś nie reaguje pozytywnie.Niby jest Tobą zainteresowany ale wlaściwie nie wiesz, czy dojdzie do następnego spotkania.

Co sobie myslisz? Spodobal mi się, jest uroczy jak chce. Tyle, ze ja chciałabym z nim spotykac się od rana (jakas wyprawa rowerowa, spacer po górach w weekend) a on jakby unikał światla dnia. Ale czy on ma jakies problemy alkoholowe, ze ten jakby rausz jest od zawsze obecny? Może on z tych, co bez rozkręcenia małym piwkiem do niczego się nie nadaje? Dziś będzie jedno piwko a jutro czy za rok dwa a potem może popijanie bez kontroli? Jak na razie chłopak mi się podoba, ale jest taki nieuchwytny ,nie wiem co z tej znajomości może wyniknąć, bo on niby zainteresowany ale z czasem jakby unikający. Może ja byłam dla niego tylko jakimś plastrem po jego jakimś nieudanym związku, może spotkaniami ze mną podleczyl sobie jakiś kompleks po swojej poprzedniej miłosci, bo tak dziwnie reaguje.Wcale mu się pewnie nie podobam i następnych spotkań nie będzie.

Tak sobie popisałam, aby Ci może podpowiedzieć co może myslą inni o Tobie jak postępujesz tak niezdecydowanie. Chciałabym Ci podpowiedzieć, unaocznić, ze Ty nie chciałabys mieć partnera, ktory pokaże Ci rąbek siebie a potem będzie uciekał, krył się, kluczył. Jesli naprawdę pragniesz związku to Ty bys cos chciala wiedzieć o drugiej osobie ale i ta osoba chce Cię móc poznać; Nie będzie nigdy żadnego związku ,jak nie odważysz się na następne spotkania, na następne formy spędzania czasu, w których Ty się dowiadujesz czegos nowego o drugiej osobie, ale i Ciebie ktos poznaje.

Mówisz, ze obawiasz się iż ta druga osoba odkryje, ze jestes bardziej brzydka niz wyglądałas przy pierwszym spotkaniu. Boisz się ze z czasem ktoś odkryje, ze jestes nudna , beznadziejna i do niczego. A może ta osoba tez będzie się martwiła czy jak Ci się dzis spodobała to czy jutro będzie dla Ciebie dośc przystojna, dość interesująca, dośc ciekawa. Taki jest urok bycia w parze. Niby z czasem kochasz, ale zawsze jest element ryzyka, ze nie dośc pasuję do tego ideału co sobie na swoje życie wypatrzylam. I dlatego dobry związek jest budujący, bo chcemy się rozwijac i dla siebie i dla drugiej strony. Ty niby pragniesz związku ale tak naprawdę nie masz ochoty się odsłaniać, a co najciekawsze tez nie masz dośc zapędów i wytrwałości aby jednak mozolnie dzień po dniu, spotkanie po spotkaniu odkrywać dla siebie jakiegoś onego.

Oczywiście, ze wszystkie te problemy wynikają z małej wiary w siebie, w swoją urodę, w swoją wiedzę ,w swoją osobowośc, w swój sexapil . Jedynie budując pozytywny obraz swojej osoby w swoich oczach, masz szansę na jakis sukces. Jak to zrobisz to nie wiem . Wiem, ze jako dziecko alkoholików jestes nauczona, ze wszelkie napięcia emocjonalne świetnie łagodzi alkohol- stad dla rozlużnienia piwko przed randką i następne na randce. Jak to potem objawia sie w codziennym dorosłym życiu to wiesz, bo jestes dzieckiem DDA. Czy umiesz to przerwać? Sama sobie odpowiedz na pytanie.

A budowa swojej wartości w swoich własnych oczach to może powinna się odbywać poprzez zdobywanie wykształcenia, rozwijanie swoich zainteresowań, aby poprzez te zainteresowania realizowac się w życiu.A masz koleżanki, znajomych wobec których jestes szczera, których się nie obawiasz, z którymi umiesz się spotykać nie kryjąc swoich oczu, swojej twarzy? Może facetów sobie na razie odpuśc dopóki nie dojrzejesz w sobie. Jak się nie utwardzisz w sobie, to wszystkie te próby spotkań będą Cie jeszcze bardziej dołowaly, bo nie bedziesz umiała przeskoczyć siebie. To tak jakby 15 latka chciałaby być męzatką, matką dzieciom. Jej psychika, jej cialo są jeszcze nie dośc dojrzałe do tej roli. I Twoja psychika nie jest na tyle dojrzała, aby umiec się odsłonić przed drugim czlowiekiem i być dość ciekawą i dośc odważną aby otwarcie i z ciekawością kogoś poznac i chciec i umiec go poznawać kazdego następnego dnia. Twoja psychika wobec dorosłego życia jest jeszcze w powijakach. Dlatego pytam o przyjaciól i znajomych, bo to tez trening interpersonalny- umiejętnośc obcowania z nimi.

kikunia55

Re: Mam dosyć wszystkiego

Sorki, chyba mnie znajomosc tych trzech języków zwiodła na manowce ze studiami za granicą- tyle, ze jak w Polsce, to może częsciej można dojechać i dopatrzyć się jak młody sobie radzi z życiem.
Jesli młody taki zdolny ,to dlaczego poszedł na studia i do pracy w której zarabiał więcej niz mama?. Dobre kierunki studiów, na dobrych państwowych uczelniach najczęsciej jednak przynajmniej na początku wymagają całej uwagi skupionej na nauce a dopiero w wakacje jakies dorabianie sobie. Lączenie ambitnych studiów z dobrze płatną pracą (czyli tez wyczerpującą, angażującą lub moze ...szemraną pracą) jest bardzo obciązające psychicznie.

Ja nie uważam, ze jak walą się sprawy z synem to należy tak bardzo przeć do rozwodu. To takie jakby dokładanie sobie jeszcze extra zmartwień .Malżeństwo jest w stresie i rózne zawirowania bywają. Jak ma się rozpaśc to i tak za jakis czas się rozpadnie.Rozwód a kłotnie, niechęci w małżeństwie, brak wsparcia to jednak różne sprawy.One mówią o tym, ze i małżeństwo nie było jednak takie cacy jak sobie myślałyśmy. Natomiast rozwód w skali stresu jest porównywany do śmierci bliskiej osoby. Czy osoba tak roztrzęsiona jak autorka teraz potrzebuje teraz jeszcze traumy rozwodowej?

kikunia55

Re: Mam dosyć wszystkiego

"Jestem ich ofiarą nie mam wparcia i mój własny syn mnie zabił psychicznie tego już nie idzie wytrzymać"
Pomocy na pewno potrzebuje Twój syn, ale jej nie chce, bo ucieka z odwyku. Sama widzisz, ze i Ty tez potrzebujesz pomocy. Ty musisz komus wygadac swoje żale do świata, musisz poopowiadac jak się starałas jako matka , jako żona i w końcu jako synowa czy tez bratowa.

Wszystkie Twoje żale do rodziny męza swiadczą tylko o tym, ze wczesniej bylas z nimi bardzo zżyta. Chyba tez wsród tych bratowych bardzo starałas się brylować i uchodzić za tę mądrzejszą, sprytniejszą. Teraz dołuje Cię, ze nie dali na wynos gołabków a innym dali. Sama do problemów, które masz dokładasz sobie nieistotne fakty.Sama dalej się porównujesz z innymi bratowymi i prawem lub brakiem prawa wg innych ludzi do malowania paznokci.Czujesz ten groch z kapustą w Twojej głowie?

" młoda chyba po szkole psycholog powiedziała że mam się zająć sobą bo mój syn i tak ze sobą skończy, albo narkotyki go same zabiją. "Tak ta wypowiedz swiadczy o młodosci i braku doswiadczenia tej pani psycholog lub o tym ze wybrała metodę oblania zimną wodą w celu otrzeżwienia pacjenta.
Ona miała Ci przekazac, ze żebys mogła funkcjonowac to Ty potrzebujesz teraz pomocy, porady, terapii. Nie uzdrowisz terapią swojego syna (skoro on tego nie chce), ale nauczysz się z tym żyć, funcjonować i zauważysz, ze Twoje życie jest tylko jedno. Zachowania syna na teraz nie masz szansy zmienic ale sobie jakos pomóc możesz. Ty przyjęłas zasadę, ze będziesz wszędzie latała i starała się naprawić 20 latka wbrew jego woli. To młodziutka psycholog Cię zraniła przedstawiając najgorszy możliwy scenariusz, ale ona tak naprawdę udzieliła Ci dobrej porady. Wasze życie jest w rozsypce. Więc ratuj to co jest do uratowania a zostaw na razie to, na co nie masz wpływu. Jak będziesz ratowała siebie, bedziesz umiała sobie udzielić pomocy poprzez skuteczną terapię, to przynajmniej Ty nie będziesz wariowała od byle czego (prawo do malowania paznokci lub nieotrzymanie gołąbków). A swoją drogą gołąbków do słoiczka nie będzie, bo na gołąbki to ma wpasc Twój mąz do rodziców swoich. Oni chca go w traumatycznej sytuacji ratowac rozmowami z nim( a ze może czasem kosztem Twojej osoby, to detal w końcu zawsze koszula bliższa ciału).
Skoro nie piszesz, ze jestes blisko ze swoimi rodzicami czy rodzeństwem, jakąs przyjaciółką to musisz poszukac pomocy na terapii dla siebie. Musi Ci ktos mądrze wytłumaczyć, ze Ty jestes osobą niezalezną od swojego syna i masz prawo do wielu elementw życia a nie tylko do zamartwiania się o niego.Może po mądrych rozmowach staniesz się na tyle silna, ze znów odnajdziesz syna, moze bedziesz umiała mu przetłumaczyć, ze i on potrzebuje pomocy i ze ograniczenia osrodka mogą mu wyjsc na zdrowie, Może do tego czasu cos przeżyje takiego co go samego przestraszy i wtedy doceni tę Twoją determinację i sam powie, ze tak, on chce podjąc próby porzucenia uzaleznienia. Ale żeby być spokojną i umiec znaleś się o własciwym czasie przy synu ,teraz Ty potrzebujesz dostępu do mądrej osoby abys choś trochę odzyskała równowagę psychiczną i nabrała pewnosci siebie i swoich poczynań.

kikunia55

Re: Czy muszę godzić się na ciągłą kontrole rodziców?

No nie wiem czy tu jest do zastosowania zasada, badz twarda i nie ustępuj. Przeciez sama autorka nie jest dosc przebojową osobą i kazdą konfrontację będzie szalenie przezywała.

A może zastosowac zasady nastolatków. Czemu nie odbierałas telefonu ( ktory wczesniej przytomnie wyłączylas) a...pewnie mi się wyładowal. Wróce z tego spotkania o 23 mówic jak się juz jest ubraną w drzwiach.Za dużo nie opowiadac o swoich znajomych, ich przyzwyczajeniach i sposobach spędzania czasu z nimi. Masz wyczerpujące i wymagające studia to te nieliczne towarzyskie spotkania o ile są za dnia to mozna uznac, ze było się w bibliotece naukowej.

Wiem, ze dorosła osoba powinna jawnie się konfrontować, ale to tez jest łatwiejsze wsród osób rozsądnych i pragmatycznych. A rodzice Twoi wydają się byc niepewni swoich umiejętnosci wychowawczych. Po porazkach w związku z Twoją siostrą przyjęli zasady skrajnego traktowania Cię jako nieopowiedzialnego podrostka. A i Ty jestes spokojna i ulegla. Musisz w sobie rozważyć czy wolisz konfrontacje otwarte, które będa i dla nich i dla Ciebie szokiem, czy budowanie swojej prywatnosci i niezaleznosci jak co najmniej połowa nastolatków. Może to będzie taka cicha wojna podjazdowa. Postaraj się o praktyki w wakacje wyjazdowe, aby swoich rodziców przyzwyczajac do Twojej nieobecnosci a i samej obserwowac jak sobie radzisz gdy nikt Cię nie kontroluje.

A Ty poszłas do szkoły o 2 lata wcześniej jesli w roku 2019 masz dopiero 18 lat i jestes na pierwszym roku wydziału lekarskiego? Byłyscie traktowane jak dwie jedynaczki skoro między wami jest 22 lata różnicy? Nieprawdopodobna tez wydaje się byc zasada twardej ręki w stosunku do drugiego dziecka. Zazwyczaj pierwsze dziecko toruje swoimi potrzebami większy luz młodszemu rodzeństwu.

Interesujący jest tez pogląd, ze jestes u rodziców na ich warunkach, bo nie pracujesz na siebie a równocześnie nieumiejętnośc wyegzekwowania choć odrobiny tego stanowiska wobec starszej córki.

Interesująca jest moc sprawcza, konsekwencja w surowym traktowaniu drugiego dziecka gdy nie umiało się choć trochę tego wykrzesac w sobie wobec pierwszego.

A najbardziej interesująca jest siła i umiejętnosci w swojej konsekwencji wsród starszych juz ludzi. Jesli siostra ma 40 tkę to rodzice minimum 60 tke. Gdy byli młodsi o 22 lata to nie mieli jej w sobie a na starosc, gdy juz sił powoli braknie to wskoczyla w nich zelazna wola i upór w trzymaniu potomstwa żelazną ręką.

Troche zadziwiający jest ten wątek.

kikunia55

Re: Mam dosyć wszystkiego

Jest Ci żle i we wspólnym worku mieszasz wszystkie problemy.

- Moze sama udaj się na terapię, jak żyć, jak uwierzyc w siebie i swoją silę ,jesli zmarnowane życie syna odbieram jako osobistą porazkę i to przesłania mi wszystkie inne elementy życia. Jak życ w tej sytuacji poczucia klęski?

-Może na takiej Twojej terapii podpowie Ci ktos mądrze jak reagować przy nielicznych kontaktach Twojego syna z Tobą, żeby jeszcze miec jakikolwiek wpływ na jego los?

-Jesli jeszcze kochasz męza to spróbuj z nim w jakims dogodnym momencie porozmawiac.
..Tak prawdą jest, ze nieudane ,wręcz zmarnowane życie syna jest porazką i matki, ale i ojca
..Tak jest wtedy na swiecie zle i szuka się pocieszenia. Dla Ciebie jakims pocieszeniem sa wizyty u Twoich rodziców. Tylko zastanów się czy to jest faktyczne pocieszenie, czy dalsze rozbijanie naszej rodziny (niewątpliwie juz rozbija ją styl życia naszego syna). Rodzice Twoi przyjmują teorię, ze tej sytuacji jestem winna tylko ja i w glorii mądrości swojego starszego pokolenia zdejmują z Ciebie calą odpowiedzialnosc. Twojej zmalteretowanej od zmartwień głowie ,jest to bardzo na rękę. Ustawiasz się w pozycji ja dbałem o finanse a szczegóły wychowywania opracowywałaś Ty. Pozycja najwygodniejsza, ale wiesz, ze nieprawdziwa. Robilam wszystko jak najmądrzej umiałam a Ty byłes obok i jesli przewidywałes, ze cos jest niewłasciwe to mogłes mi zwracac uwagę a jesli nie umiałam przyjąc tego do wiadomości to wtedy trzeba było wytaczać działa cięzkie, awantury czy opinie całej Twojej rodziny.
..Wygląda na to, ze błedem było wysłanie go na studia za granicę. Jednak jak się okazuje przy słabosciach jego charakteru i studia w kraju ale w odległosci od domu mogłyby dac taki sam efekt. Jedynie studia w domu (o ile mieszkacie w dużym akademickim miescie) pewnie tez dające podobny efekt tyle, ze szybciej zauważalny może pozwoliłyby się nam uporac z problemem, albo niestety i nie.
..Teraz pytanie czy syn nasz nie był nauczony jakiejkolwiek umiejętnosci radzenia sobie z przeciwnosciami losu? Czy pobyt na jakichkolwiek studiach, zaszczyt bycia tam z lękiem, ze odpadnę przy pierwszej sesji, będzie wstyd, będzie porazka i okazuje się , ze ten strach tak był parazliżujący, ze podsunięta przyjaznie dawka narkotyku go odstresowywała? A stad juz dosc prosta droga do uzaleznienia.
..Czy nasz syn w codziennym ,licealnym życiu czuł się bardzo przez nas/codzienne obowiązki gnębiony, ze po wyjezdzie na studia poczuł się jak pies spuszczony z łancucha?
..Niewazne co bardziej popchnęło go w nałog. Beztroska i nieobowiązkowość czy raczej zbyt wysokie napięcie, ze jestem jednak na tak mądre studia za słaby, mogę niepodołac. Fakt jest taki, ze teraz nasze dziecko jest narkomanem i o ile samo nie dojrzeje do tego aby przyjąc pomoc to wygląda na to, że my za wiele zrobić nie możemy.
..Tobie jest Cięzko ale mnie tez. Chcę sobie tłumaczyć, ze z kwiatkami na Dzień Kobiet latasz do swoich bratowych, bo tam się ucieszą, ze Cię widzą, dadzą Ci kawkę , herbatkę, może Ci powspólczują ,może prawdziwie a może z niejaką dozą zadowolenia, ze kiedyś nasz syn wyprzedzał wszystkich a teraz tak się zmarnował. Jednak jak zapominasz o tym, ze Dzień Kobiet to tez moje święto i nie dając mi kwiatka czuję się jakbys chciał mnie karac za cos co nam obojgu nie wyszło. Nasz syn jest tak słaby, ze od swoich problemów uciekł w narkotyki. A Ty jestes tak słaby, ze od naszych problemów uciekasz do swojej rodziny, gdzie mam wrażenie, ze Cię judzą przeciwko mnie, bo wtedy jestes własnie bardziej nerwowy czy niegrzeczny wobec mnie.T o w co powinnam uciec ja aby tez jakos funkcjonować?

A rozpisywanie się o tym, ze Twoi tesciowie dają innym swoim dzieciom samochody a Tobie zalecają swój sprzedac jest śmieszne. Juz od wielu lat jestes dorosła i albo umiesz/ umiecie sie czegos dopracować albo nie. Tesciów sprawa co komu ofiarują a nie Twoja. To co najwyżej Twoj mąz mogłby patrzec, ze jego rodzice nie traktują wszystkich swoich dzieci jednakowo a to Ty takie działa wytaczasz. Po co?

Męzowi się nie dziw, ze nie chce znac swojego syna jak chłopak chciał go pobić. Nieraz zdrowe zauważenie, ze wykarmiłem Cię na swojej piersi a Ty chcesz na mnie rękę podniesc, takie ze i ten syn widzi iz ojca uraził moze byc bardziej zbawienne niz matczyna troska gdzie Ty dziecko głowę do snu kładziesz i co do buzi wkładzasz. W całym procesie wychowania steruje sie swoją surowoscia, twardymi wymaganiami a i troską, pozałowaniem, pocieszeniem.

I przestan ciągle opowiadać o czerwonych paskach na swiadectwach syna, bo one mówiły tylko o mozliwosciach umysłowych Twojego syna do uczenia się. Rozumiem, ze miały byc wstępem do fajnych studiów a potem dobrej kariery zawodowej. Jednak te paski nic jak widac nie mówią o zdolnosciach do przetrwania w świecie, o umiejętnosciach radzenia sobie z problemami, o umiejętnościach dostrzegania kto wsród ludzi Cie otaczających to wrog a kto przyjaciel, o umiejętnosci wdrażania w swoje życie "10 przykazań", jako jakiegoś kregosłupa moralnego.W tych kwestiach Wasz syn się pogubił i o ile on sam nie zechce zmiany to może być, ze niewiele mu bedziesz mogła pomóc.

kikunia55

Re: Zlosc na matke...:/ :(

Jesli z poprzednich odwiedzin u mamy pamiętasz, ze liczy ona kazdą złotówkę a teraz chce Ci sprezentowac 7 dniowy pobyt u siebie to dlaczego nie dogadałas się z nią, ze te 7 dni będzie tak przełożone aby 10.04 wypadł własnie wtedy gdy jestes u niej.

Umiesz dojechac do matki do Warszawy a nie umiesz dojechac do UP w Warszawie bez obstawy innej osoby?

Masz 23 lata i myslisz, ze podlegasz jeszcze procesowi wychowania?

Dlaczego musisz się rejestrować w UP w Warszawie a nie u siebie w lokalnym UP?

kikunia55

Re: Klotnie z mężem

Słuchaj, piszesz jak chcesz, jakbys z dziecmi rozmawiała. Piszesz, ze byli znajomi ( czyli jednak wspólnie prowadzimy życie towarzyskie-ktos zrobił zakupy, ktos cos ugotowal, ktos podal posilek a i przy stole dbal aby atmosfera nie była sztywna) to po ich wyjsciu mąz zacząl się tulić do Ciebie. Przytulil się i mial nadzieję, ze przyjmiesz go jako kobieta a Ty obrócilas się na pięcie, poszłas do osobnego łożka a i następnego dnia nie odzywałas się? Czy przytulil się skutecznie, jako kobieta przyjęłas męzczyznę a następnego dnia dalej się nie odzywałas?

A teraz tekst "Mam wrażenie że on jest trochę zagubiony w sobie i potrzebuje kogoś bliskiego jednak nie potrafi mnie do siebie dopuścić.."

Mimo, ze kobietą jestem a mówią, ze kobieta co innego mówi, co innego mysli i co innego robi- to slabo rozkmimiam.

Nie rozumiem dlaczego piszesz, ze to mąz nie umie Cię do siebie dopuscić.
- Przeciez jesli dawał Ci sygnały, ze tęskni za Tobą jako kobietą to w pierwszym przypadku nie należalo się obracać na pięcie tylko fajnie się z nim wykochać. A jesli to byl drugi przypadek, to czemu po upojnej nocy do niego się nie odzywalas? To raczej tak ,jakbys to Ty nie wiedziała czy chcesz z nim życ w zgodzie czy lepiej podtrzymywac oficjalną ,nieżyczliwą atmosferę.

Twoje i Wasze są to wybory jak prowadzicie swoje malżeństwo. Niemniej jesli nie ma potrzeby utrzymywac seksualnego pożycia malżeńskiego, to z czasem mlody chlop znajdzie sobie na to sposób, jesli wg Ciebie jeszcze tego nie zrobił.

Rozumiem, ze jestescie młodymi ludzmi i się docieracie. Jakos protestujesz jesli opieka nad dziecmi i prowadzenie domu to tylko Twój obowiązek. Niemniej protesty to nie tylko klotnie i strajki sypialniane. Można próbowac humorem, można lekką manipulacją ( jak Ci będe bardziej ulegla jak Ty zrobisz to czy tamto i to bez formułowania tego słownie), można nostagicznymi westchnieniami jaki to sąsiad Kazio to fajny mąz, bo to czy tamto w domu wykonuje.

A wygląda na to, ze Ty lubisz wytaczać cięzkie dziala i jak w odpowiedzi dostajesz negację wlasnej osoby, negację wlasnego malżeństwa, to jestes bardzo zdziwiona.

Może zacznij się zastanawiac o co kruszysz kopię, czy warto stawiac wszystko na jedną kartę, jak musi się czuć facet, ktory od Ciebie kasuje tłuczenie po twarzy (nie powiedzial Ci jeszcze, ze to byl pierwszy i ostatni raz, bo następnym Ci odda?).

Albo docieracie się niekulturalnie, bez wyczucia i będzie to taki Wasz model życia ,bez szacunku dla drugiej strony albo jestes bardzo naiwna. Na tyle wyziębiliscie Wasze malżeństwo, ze pustkę po Tobie on juz próbuje zapelnić , albo zaraz to zrobi.Nie ma przeciez ludzi niezastąpionych. Tyle, ze nie licz wtedy, ze on będzie Was utrzymywal, spłacal kredyt za mieszkanie dla Was i placil jak najwyższe alimenty. Wtedy on będzie myslał ewidentnie o sobie, o swojej następnej partnerce i tym jak pourywac się jak najbardziej z Waszych wspólnych obowiązków ( i zapewniam, ze nie będzie chodzilo o posprzątanie, zakupy czy zabawę z dzieckiem).

Zacznij ruszac głową aby się dowiedzieć czego Ty od życia pragniesz. Jesli naprawdę jeszcze bys z nim chciała byc, to porozglądaj się wokól jak kobiety postępują ze swoimi męzczyznami, ze ich życie wygląda na bardziej harmonijne. Chyba juz zaskoczylas, ze to nie tylko wina mężczyzny. Atmosfera w malżeństwie zależy od Was obojga.Przynajmniej ze swej strony wtedy pracuj tak abys po czasie miała do siebie pretensji.

kikunia55

Re: Terapia na NFZ czy prywatnie?

Na NZF trafisz na takiego, jaki jest i zechce Cię za jakis , pewnie dosc odległy czas przyjąc. Prywatnie masz szanse zasięgnąć opinii wczesniejszych pacjentów i wybrac zgodnie z sugestiamii innych, którzy juz tam trochę pieniędzy wydali.

kikunia55

Re: Trauma u nastolatka

Kondolencje z powodu odejscia Babci.

Przeciętna żałoba trwa ok 1 roku i jesli młody człowiek był tak serdecznie związany ze starszą panią to będzie przechodził wszelkie etapy tej żałoby: zaprzeczenie, niezgoda,odrzucenie, apatia, powolna akceptacja zaistniałej sytuacji.

Nie mozna go samego zostawiac z tematem i starac sie nawet na milcząco z nim przebywac. Starac się rozumiec jego krwawiące serce. Ale z czasem trzeba się odwolywac do babci pogladów, do babcinej wiary w życie, do babcinej życzliwości swiatu. Tłumaczyć, ze on jest ostatnim z ludzi z ktorym babcia tak intensywnie przebywala, kogo starała sie prowadzić przez życie. A robila to po to aby jemu się łatwiej dojrzewało, aby rozróznial rzeczy z którymi choć z żalem trzeba umiec sie pogodzić (np. smierć babci, czy jego inwalidztwo) od tych rzeczy na które zgadzac się nie trzeba, nie wolno i które można i w sobie i wokól siebie zmieniać.

Mówić, ze babcia o ile popatruje na nas z zaswiatów bardzo by się martwila, ze starając się go wychowywać bardzo bolałaby nad tym, ze jej śmierć osłabiła go na tyle, ze nie umie bez niej znalesc się w życiu. A ona widziała w nim otwartego, silnego chłopaka, niezaleznie od fizycznych niedyspozycji. Uważala jego duszę za silną i otwartą i na pewno taka jest ,mimo chwilowego bólu po odejsciu babci.

Jesli Państwo są wierzący to trzeba odpowiednio często z mlodym człowiekiem iśc do kościola aby modlić sie o dusze babci, aby tyle ile my tu na ziemi możemy pomodlic sie o odpuszczenie ewentualnych grzechów osoby, ktora odeszla- to my w ten sposób jej tam w zaswiatach pomagamy. Jesli mamy jeszcze jakąs możliwośc zrobienia czegoś pożytecznego dla osoby, ktora odeszla, to tez czujemy się lepiej.

Sądzę, ze sprawę nieplacenia alimentow przez ojca poruszono równiez w kontekscie tego, ze kiedys byla babci emerytura którą ona pewnie tak gospodarowala, ze jeszcze troszkę szlo do ogólnego domowego budzetu i wnuki korzystaly. Pewnie w zaistniałej sytuacji trzeba schowac dumę do kieszeni i zwrocić sie jak nie wprost, to sądownie do tatusia aby uszczknął ze swojego budżetu cos na swoje dzieci.I tak ładnych parę lat mu się upieklo.

kikunia55

Re: Klotnie z mężem

On teraz chce rozwodu, to Ci obiecuje, ze zanim dzieci nie pójdą do przedszkola to on bedzie Was utrzymywał i oplacał kredyt na mieszkanie. Po rozwodzie (ktorego on chce- bo może juz ma Twoją następczynię gdzies na boku) pewnie mu się zmieni spojrzenie na sytuację.

Może powiedziec tak- teraz ja tylko opłacam raty kredytowe, to życzę sobie aby to mieszkanie, w ktorym teraz mieszkacie było tylko na mnie, bo przeiez to sprawiedliwe- ja placę to i na mnie ono jest.

Może powiedziec tak. Nie stac mnie na alimenty to zrobmy pewien podzial dzieci. Ja wezmę synka (może go juz powoli do nowej cioci przyzwyczaja wybywając z nim z domu) a Ty drugie maleństwo- i w ten sposób rozwiązemy problem alimentów. Kazde z nas ma po jednym dziecku i nikt nikomu nic nie placi.

A na siebie to powinnas zarobic sama. Maleństwo do przedszkola a Ty do pracy. Utrzymasz się przeciez sama z jednym dzieckiem od wyplaty do wyplaty.

Nie wiem co, ale jeszcze pewnie cos wymysli abys nie miała potrzeby mieszkania w aktualnym mieszkaniu.Czy bedziesz na ulicy, w domu samotnej matki czy gdziekolwiek indziej, to jego pewnie to juz nie będzie martwilo.

Wizyty u adwokatów kosztują. Niemniej to nie Ty pragniesz rozwodu, tylko on. To on nie wiadomo gdzie i nie wiadomo z kim po pracy znika. Musisz stac na stanowisku, ze rozwód jest z jego winy aby o ile będziesz w niedostatku to będą należaly sie Tobie alimenty od niego dla dzieci i Ciebie.
Do tego jednak trzeba mu umiec pewnie udowodnić, ze to on rozbija jednośc rodziny.Trzeba umiec mu udowodnic wiarołomstwo.

Wydaje się, ze Wasze malżeństwo się rozpadło, masz dwójkę dzieci to główkuj jak w tej sytuacji spaśc względnie na cztery łapy. Skoro z jego strony brak juz uczuć ,to teraz tylko patrz jak nie dac się wmanewrowac w jeszcze większe kłopoty.On bywa jednak przebiegły. Nie informuje Cie z kim i gdzie spędza czas po pracy. On się chce rozwieśc a na Ciebie chce zrzucić cala papierkową robotę z tym związaną- pewnie po to abys w sądzie się dowiedziała, ze żadna z Ciebie żona i matka i on slusznie robi rozstając się z Tobą.Oswój się z tą myslą, ze on do tego dązy i patrz jak samej z dziecmi stosunkowo najkorzytniej ustawić się w tej sytuacji.

I do tego pewnie najbardziej potrzebna Ci i to niejedna wizyta u adwokata.