franca

Kobieta, 14 lat, Wrocław

Lista postów użytkownika
franca

Re: Ciąża 16-latki

~Olineczka

3. Urodzenie dziecka i zajęcie się nim, jak przystało na dwoje ludzi, którzy uprawiają seks bez zabezpieczeń,ŚWIADOMI, że mogą "wpaść" - umówmy się, to, że jest ryzyko ciąży, wiedzieliście od początku. Nie jest tak, że ktoś Was zaskoczył, że "ale jak to od seksu można zajść?!", więc wypadałoby stawić czoła sytuacji, a nie jak gówniarze chować głowę w piasek albo uciekać.

No chyba wlasnie sek w tym ze nie "jak przystalo". :P Juz nie wspominajac o tym ze ciezko znalezc kogos, dla kogo mialo by to byc dobre. Chyba, ze im sie kompletnie odmienilo i nagle strasznie zapragneli dziecka.

franca

Re: Przemoc domowa ze strony partnera

OMG, moze i nietypowa, ale jej drastycznosci to nie zmienia. Dlaczego do tej pory nie powiadomiles policji? :O Wiem, ze przerozne, tlumaczace cos takiego schematy kraza po naszej zbiorowej swiadomosci, "bo to przeciez dziecko, i nawet jesli cos takiego zrobilo to dlatego ze dostalo za malo milosci"(choc nie ma to nic do rzeczy i tak czy siak przyczyna jest inna zazwyczaj), "bo wstyd mezczyznie sie przyznac ze jest bity"(tak, latwo powiedziec, ale to tez bzdura), "mezczyzna ma sie nie wtracac do wychowania, a przynajmniej ma miec niezbyt duzy wplyw bo przeciez to nie jego biologiczne dziecko"(ale tam gdzie trzeba wesprzec, pomoc, to jak najbardziej, w ogle tak pokretne jak toksyczne podejscie), i wiele, wiele innych szajsow.
Wszyscy mamy ich w sobie sporo, ale grunt to sie od nich uwalniac, a juz w szczegolnosci nie pozwalac im wplywac na nas w takich sytuacjach jak ta, tym bardziej ze tutaj trzeba jak najszybciej dzialac. Nie wiem co konkretnie Ciebie blokowalo, jesli rozmawiales z partnerka i mimo to jest jak jest, to jedyne co pozostaje to powiadomic policje i sie wyprowadzic(jesli chodzi o schematy, to tu tez sie czasem pjawiaja niezle kwiatki w stylu "No jak to, jak sie wyprowadzasz, to jeszcze cos od kogos chcesz? Albo pierwsze albo drugie, niewazne, ze nie maja ze soba zwiazku i tej pierwszej sprawy nic nie zmienia, nawet tak powaznej" :D, wiec jakby co to tym tez sie nie przejmuj").
Jesli partnerka faktycznie by chciala cos z tym zrobic, to jest jeszcze jakas szansa, ze sie sie ulozy, ale to by musialby by byc naprawde zdecydowane, skuteczne kroki, a nie jakies np lazenie po psychologach przez 2 lata i rozmawianie podczas gdy Tobie przez ten czas dalej sie obrywa, no moze nie przez 2 bo przeciez po 1,5 roku moze byc w koncu poprawa i przynajmniej to pol roku miabys z glowy, wiec wlasciwie to super.

franca

Re: Nienawiść do męża

Jak to ZAWSZE zielensza? W dodatku gdybym miala porownywac to co w zyciu moim i mojego otoczenia do tego co na przyklad nieraz tutaj widac, to by byla wlasnie znacznie bardziej wyschnieta. Akurat rownanie w gore moze byc czasem bardzo przydatne, tak jak tu, w przeciwienstwie do rownanania w dol, wiec jesli juz, to tego nalezalo by sie uczepic. :O :D Jego wychowanie to jego sprawa, jego schematy i nie ma tu nic do rzeczy(poza tym wplyw tego na dana osobe dotyczy kazdego), wiec jaki jest cel pisania rowniez o tym?
Kompletne kuriozum, aby tylko wybronic ciezki negatyw, bardzo dziwne. Malomowna, jestes nieszczesliwa, i to bardzo(a na tym nalezalo by sie skupic :P), rzeczywiscie masz bardzo niefajna sytuacje i nie musisz w kolko tego tlumaczyc i sie powtarzac. Zreszta, nawet jakbys nie miala, to moglabys sie tak czuc, bo zwiazek moze byc nieudany z roznych powodow, i tez nie ma sensu czegos takiego dluzej ciagnac, "bo przeciez to niczyja wina". O czym tu wiec mowa, nie chcesz sie w tym dluzej meczyc, to odejdz. Jasne, powinnas siebie docenic, wzmocnic poczucie wartosci, zmienic kompletnie styl zycia i podejscie do siebie, ale skoro tego doceniania itd tak czy siak nie dostalabys od meza, i wszystkie te pozytywy nie mialy by z nim nic wspolnego, to po co w ten sposob zyc? :D Tak czy siak nie mialby wiele z Toba wspolnego, a tylko by Cie sciagal w dol.

franca

Re: Trudny związek-rodzinny

Czemu od razu glupie, najwyrazniej nie, skoro pomoglo.

mk84
Ja się boje jednej rzeczy, skoro teraz dużą trudność sprawiało mi zapanowanie nad dziećmi bo były pod zbyt dużym wpływem babci to jakim mogę być autorytetem dla dzieci kiedy się od babci wyprowadzą ?

A czy to nie jest na odwrot? Skoro bylo tak z powodu wplywu babci, to zniknie on gdy sie wyprowadzisz, wiec powinno byc z tym lepiej. Swietnie, ze masz duzo pozytywnej energii w sobie, grunt to czuc sie z sama soba jak najlepiej. :) :) Na pewno jak najkrotszy czas spedzany z tesciowa i jak najdluzszy na tym na czym naprawde chcesz ma na to wplyw, jesli o te spacery z mala to oprocz jej towarzystwa, pewnie tez regularne przebywanie na swiezym powietrzu. Co do rozmowy z tesciowa, to zupelnie bez sensu, tylko ze tak powiem, nadalo by odwrotny kierunek tym wlasnie pozytywnym rzeczom ktore sie teraz z Toba dzieja(a dobitniej mowiac, jak sama przy tym zaznaczasz, w koncu bys zwariowala), w dodatku nie wiadomo co to wlasciwie mialo by na celu.

franca

Re: Zagrożona ciąża i zmiana zachowania męża

Nie wiem jak dlugo i na ile rzeczywiscie go wczesniej znalas, ale jak jest wszystko dobrze, to tak czy siak kazdy potrafi byc mily, czuly itd, jak pojawiaja sie problemy to juz niekoniecznie. Tutaj najwyrazniej dopiero gdy sie pojawily on pokazal swoja prawdziwa twarz, najwyrazniejbardzo egoistyczna, faktycznie ciezko tu zobaczyc milosc. Przy niej czuje sie ze mozna na druga strone zawsze liczyc, szczegolnie w takich okolicznosciach, czyli tak samo to powinno dotyczyc Ciebie, wiec gdzie Rzym, gdzie Krym. Sorry ale naprawde wyglada to po prostu tak jakby nie spodobaly mu sie wynikle z problemow rzeczy akurat dla niego niewygodne, zwiazane z przeprowadzka, nie widac w ogle skupienia na istocie rzeczy, dla tego szuka sobie nawet zupelnie absurdalnych wymowek, jak kwestionowanie Twoich problemow z ciaza. Sama powiedz, czy Ty bys sie od niego odwrocila z takich powodow?
To nie jest tak do konca dobrze ze rodzice Ci pomagaja, to tym bardziej maskuje ten brak wzajemnego wsparcia, ktory sam w sobie jest bardzo powazna sprawa, a tak spychany coraz bardziej jeszcze by w dodatku rosl. To on powinien byc dla Ciebie najwazniejszy(w czynach, a nie w slowach, w praktyce, a nie w teorii :D), tak samo jak Ty dla niego. Nie wiem z czego by to moglo jeszcze wynikac, nawet w przypadku zaburzenia psychicznego jesli komus zalezy na partnerze, to widzi jak to wplywa na niego, na cale wspolne zycie, i cos z tym robi. Jak na razie nie wrozy to dobre, moze poczekaj jeszcze troche jak sytuacja sie rozwinie, sprobuj z nim szczerze rozmawiac o tym wszystkim co napisalas, ale tylko jesli czujesz ze naprawde chcesz probowac(zwlaszcza ze jak na razie zle sie to konczy i na Tobie odbija) i faktycznie masz w sobie na to sily. Jesli zbyt wiele sie nie zmieni, to im szybciej uwolisz sie of tego, tym lepiej. Inaczej wrobilabys sie w uklad gdzie Ty w okol niego skaczesz, a on robi laske jak cos zrobi, generalnie oczywista toksycznosc asymetrii, tym wieksza, im dluzej to trwa. I do dobra dziecka tez ma to sie nijak, szczegolnie gdy mamy do czynienia z ta konkretna sytuacja, choc generalnie, niezaleznie od okolicznosci, meczenie sie z kims "dla dobra dziecka" to oczywiscie kompletny absurd.

franca

Re: Trudny związek-rodzinny

No to wyprowadz sie najszybciej jak to tylko mozliwe, po co sie tak meczyc? Mozna zwariowac zyjac w ten sposob, I dopiero stac sie wybuchowym, tym bardziej jak sie ma sprzyjajaca ku temu osobowosc. Wiadomo, ze jedna z najwazniejszych rzeczy jest bycie fair i ze Ty jestes ze swojej strony zupelnie w porzadku, nie oczekujesz pomocy itd, I przeciez piszesz wyraznie ze ignorowac ja juz probowalas, I to ona wtedy probuje zniweczyc Twoje ku temu wysilki. A to ze cos sie dzieje na terenie danej osoby nie ma nic do tego jak dana osoba sie zachowuje, I w zaden sposob nie wplywa na slusznosc jej postepowania. :D Albo ktos nie ma problemu z takim ukladem I potem nie miesza tego do innych spraw, albo mu to nie odpowiada I nie godzi sie wtedy na wspolne mieszkanie. Jesli w tej sytuacji to nie jest jasne, to nie trwaj w niej, bedziesz miala spokoj, I nikt nie bedzie mial do nikogo "zazalen" i mowil Ci o "byciu na nie swoim" :D
Maz i zona sa osobami najblizszymi sobie na swiecie, moga na siebie zawsze liczyc, wiec to ze jedno zawsze moze drugiemu sie wygadac bez obaw ze zostanie wysluchany i zrozumiany, powinno byc oczywistoscia. Takze troche niepokojace to co piszesz o swoim mezu, zajmij sie tym of razu, wiadomo ze I'm dluzej sie cos odklada, szczegolnie w takim sprawach tym gorzej(w tym wypadku wiez zamist coraz bardziej sie zaciesniac coraz bardziej sie rozluznia). Niezaleznie od wszystkiego zadbaj przede wszystkim o siebie, swoj komfort zycia, spokoj(nawiasem mowiac jak porzadnie zaczynasz sie soba zajmowac, to wtedy rzecz jasna inne sprawy "z zewnatrz" sie tez wyprostowywuja). A juz dawanie sie dolowac/sciagac w dol/ i obwiniac, bo przeciez masz problem z dziecmi, a w ogole to maja 2 i 7 lat, a prawo sie uskarzac bedziesz miala jak beda nastolatkami(a do tego czasu masz sie meczyc sama nie tylko z tym, ale z duszeniem tego w sobie i z mysla ze to z Toba musi byc cos mocno nie tak)-bylo by zupelnym absurdem.

franca

Re: Unikanie seksu przez 16 latkę

~roshen
traktującym kobietę jako worek do ruchania.

Dokladnie, tylko wspolczuc Twojej dziewczynie. Przez to jak ja do tej pory potraktowales "udalo Ci sie ja w koncu namowic" juz na samym wstepie narobila sobie najgorszych blokad przed seksem, a Ty jeszcze smiesz sie dziwic ze sie "nie odblokowala". Zamiast zrobic to kiedy sama poczuje do tego naprawde silny pociag, i poznac seks od jak najlepszej strony-niestety, nie dales jej na to szansy, a wrecz przeciwnie-spowodowales wydluzenie sie jej drogi do tego na ile tylko sie da. Nie wiem czemu w dodatku robisz jakis rodzaj obowiazku z tego "eksperymentowania", sa swietne, trwajace od kilkudziesieciu lat zwiazki bez tego, a sa konczace sie nawet po roku, dwu po "probowaniu wszystkiego", rowniez wlasnie z tego powodu. Takze jakosc seksu czy zwiazku w ogolnosci nie ma tu nic do rzeczy, niewazne ile Twoich bylych i co Ci robily.
Natomiast milosc owszem ma i to bardzo duzo, tylko ze z Twojej strony widac jej zupelne przeciwienstwo, moze w sumie rowniez dlatego nie powinny dziwic jej deklaracje-dla egoisty to przeciez bardzo wygodne. I z tego powodu tez pewnie jej nie zostawisz, choc bylaby to z Twojej strony najwieksza przysluga dla niej. Dziewczyna zamiast czerpac maksimum przyjemnosci zostala potraktowana jak wibrator(w dodatku kilkakrotnie z tego co rozumiem :O) upokorzona, nabawila sie zapewne niezlego urazu, poczucia krzywdy(a nie "po prostu wstydzi sie" np nagosci czy czegos nowego, "boi sie ze to cos zlego, ze to grzech, bla bla bla" i inne takie pseudonowoczesne/pseudowyzwolone piep*nie w bambus), a Ty gdyby obchodzilo Cie co czuje przynajmniej bys to zauwazyl. Jak mialo sie to skonczyc skoro nie bylo to z normalnego, wspolnego pragnienia, tylko na zasadzie "zrobila to dla Ciebie"-obrzydliwe. Ale nie dosc ze po tym wszystkim Cie to w ogole nie interesuje, to jeszcze narzekasz na brak innych form obslugiwania Cie, bo przeciez po to ona jest, nie dosc ze po to by byc Twoim wibratorem, to jeszcze spelniac Twoje kaprysy. To ze w wieku 16 lat i nawet pare lat pozniej jest normalne ze ktos moze nie miec ochoty na seks, tez jest oczywiste, i gdybys sie tym choc troche zainteresowal to bys to wiedzial, a nie najpierw "z trudem ja namawial az Ci sie w koncu uda", a potem wielce zdziwiony pytal na forum o co w ogole chodzi i co z nia nie tak. Straszne i tyle.

franca

Re: Czy mężczyźni zwracają na to uwagę?

Autorka spytala o te konkretna sytuacje. Wiec oczywiscie skoro to jest zupelnie normalne, to powiedzialam ze nie ma sie czym przjmowac, i generalnie napisalam wszystko to co wczesniej.

Sinnn
a z Twojej wypowiedzi wynika właśnie ze zawsze można sobie pozwolić na olewanie wyglądu zewnętrznego

Dlaczego?
W takim wypadku z innych postow tez by to wynikalo.

franca

Re: Jak odejść od męża

Bardzo smutne co o czym piszesz, nie wyobrazam sobie meczyc sie w takim zwiazku, w ktorym tak naprawde partner nie jest ze mna w zadnym sensie oprocz fizycznej obecnosci, nic nie dajac, malo tego, jeszcze z drugiego starajac sie wycisnac jak najwiecej-okropne. Co dopiero tkwic w tym latami. Ale jak sama dobrze wiesz, problem jest w tym na co sam nick wskazuje, czyli w decyzji: nie potrafsz zdecydowac sie na to by naprawde zyc w zgodzie ze soba, a jak wczesniej ktos zauwazyl, I'm dluzej zwlekasz, tym gorzej.
Nic, co nas przed tym powstrzymuje, co nas sciaga w dol, nie jest prawda.. Zawsze kryja sie za tym falszywe, negatywne(ale za to nieraz swietnie udajace straznikow pieknych wartosci, moralnosci, ladu spolecznego, I zdrowego rozsadku)przekonania, mniej lub bardziej uswiadomione, Wywolujace w nas sztuczny tak naprawde lek, czy poczucie winy, blokujace nas na kontakt z soba samym, dzieki ktoremu coraz lepiej umiemy na kazdym kroku I w nawet najdrobniejszej sprawie odrozniac i wybierac to co nasze, czego naprawde chcemy a czego nie.

~BezDecyzji
Nie umiem sobie z tym poradzić boje sie ze jak odejde to dzieci beda mialy mi zazle a z drugiej strony on i tak nie zachowuje się jak ich ojciec starsza corka jest przez niego odpychana traktuje ja jakby nie byla jego corka

O, na przyklad taki lek: czysta sciema, konkretnie to co Ci "mowi" zeby go odczuwac I co gorsza nim sie kierowac. Sama zobacz, co to jest za poglad, Ty wiesz to najlepiej. Nie ma sensu sie czyms takim kierowac nawet gdyby partner byl najcudowniejszym ojcem(nic no nas zastrasza nie moze byc nasze :P) a co dopiero w sytuacji jak ta. Absurd, kompletnie nic nikomu dobrego nie przynoszacy, a dla Ciebie bardzo destruktywny.
Generalnie, takich negatywnych, blokujacych nas uwalnianie sie od wszystkiego co nas od szczescia odciaga przekonan moze byc sporo, sama musisz tu przewertowac swoje wnetrze by to wszystko dobrze rozpoznac, co tak naprawde stoi miedzy Toba a zyciem tak jak naprawde chcesz zyc. Tylko wlasnie, czy naprawde chcesz, problem jest czy naprawde chcesz sie zdecydowac na to. Czy chcesz wybrac prawdziwa siebie i prawdziwe zycie, czy zasilanie swoja energia tych wszystkich sciagajacych Cie w dol schematow/przekonan/wierzen/stereotypow. Jesli boisz sie tak bardzo ze to paralizuje Twoj kazdy krok, nawet kazda mysl na temat Twojej sytuacji, to na poczatku pomysl ze tak naprawde nie ma sie czego bac, wez pare glebokich oddechow, a przyczyny dla ktorych w danym momencie ten strach odczuwasz same Ci sie ukaza.

franca

Re: Miłość mnie przeraża

~roshen
Ja przeżyłam dwa razy traumę i depresję po rozstaniu. I powiem Ci, że nie ma co się wiązać z człowiekiem dopóki się nie ułoży swojego życia psychicznego.

A mowiac juz bardziej ogolnie, nie warto wiazac sie nawet z rycerzem w lsniacej zbroi, kiedy nie potrafi sie byc szczesliwym, I to jak to sie mowi czasem "na maksa", ze soba samym. Czyli w zasadzie kiedy sie partnera nie potrzebuje, I oczywiscie nie jest to zaden paradoks, a wrecz przeciwnie. To tylko negatywne, ograniczajace, sciagajace nas w dol itp schematy myslowe/programy w naszej podswiadomosci(ktorymi generalnie jestesmy uwarunkowani juz od dziecinstwa) blokuja nas na otwarcie sie na to, czyli generalnie na swobodne cieszenie sie kazda chwila.
Oczywiscie o strachu nie ma w takim momencie mowy, a tym bardziej nie o takim przerazeniu. Takie cos tym bardziej jest czyms sztucznym, jesli jest, to sa pod spodem mniej lub bardziej swiadome przekonania(czyli wlasnie te wyzej wspomniane schematy), zapewne wiaze sie on tez tutaj z bardzo niskim poczuciem wlasnej wartosci. Zgadza sie ze moze on przyciagnac tez tylko negatywne okolicznosci, ale chodzi o to zeby uzdrowic jego przyczyne I gleboko sie w tym wszystkim zrelaksowac, nie tylko starac sie jak najmniej o tym myslec.
Jest to zwiazane z uniezaleznianiem sie od okolicznosci zewnetrzny, I zobacz, ze tak naprawde wszystko of Ciebie zalezy. Twoj facet moze byc aniolem, I co z tego? Nie uczyni Cie to szczesliwa, jak widac. Nie jest to mozliwe nawet przy ciaglym powatpiewaniu w cokolwiek dobrego, pozytywnego(niekoniecznie w zwiazku), a co dopiero przy takim leku. Wlasciwie MrSpok o tym wszystkim juz napisal, ja sie tylko nieco bardziej rozpisalam. :D

franca

Re: Facet mnie jednak zostawił (przez traumę z dzieciństwa)

Trudno uwierzyc ze to byl prawdziwy powod, dla ktorego Cie zostawi, faktycznie ciezko komentowac jego zachowanie. Smutne, ale z drugiej strony naprawde nie masz czego zalowac, a wrecz przeciwnie, tym bardziej ze bylas z nim pare miesiecy. Za jakis czas zupelnie inaczej na to spojrzysz I naczej bedziesz sie z tym czula.

franca

Re: Czy mężczyźni zwracają na to uwagę?

Chodzi o to co spytala autorka a nie ogolnie o wyglad.
Dziwne zeby niezyciowym bylo cos co tu mozna podsumowac-samo zycie. Tym bardziej gdyby mialo byc szkodliwe. Szczegolnie zmianka o tak kluczowej sprawie jak stosunek do siebie samego. :P Jesli mowa o braku skrajnosci, to slowa "zawsze" w tym kontekscie tez nikt tu nie uzyl.
Skad wiadomo, co jest znane powszechnie, kazdy pisze tu o tym co jest jemu znane. Uslyszec mozna o bardzo roznych rzeczach, ale po co skupiac sie na tym co akurat najbardziej negatywne, I nastawiac sie na to z gory w innych przypadkach? Raczej jesli cos by moglo byc szkodliwe, to straszenie tym ludzi, a w przypadku faktow dokonanych usprawiedliwianie tego, mozna powiedziec-ukazywanie negatywu jako norme pozytywu jako od niej odstepstwo, czyli generalnie sciaganie innych w dol.
Lepiej chyba zalozyc ze partnerom/kom nie przeszkadzaja im sytuacje jak ta, tym bardziej skoro nie sa one problemem nawet w wielu innych,luzniejszych relacjach. Co dopiero mowic o powaznym zwiazku, ktoryjest oparty na glebokiej milosci.

franca

Re: Czy mężczyźni zwracają na to uwagę?

Nie, to nie ma znaczenia(a miedzy ludzmi bedacymi ze soba na powaznie to juz w ogle :O :P), faktycznie nie ma sensu sie nad tym zastanawiac, tym bardziej ze szkoda zachodu. Przerabialam tez rozne podobne, damsko meskie sytuacje, rowniez tego, sype'owego typu, na odleglosc, itd(z rozczochraniem tez, i wrecz pozytywnie to wychodzilo :D) i potwierdzilo sie-nie, tak to nie dziala, chociaz bylam tego zdania juz wczesniej(co przy okazjipotwierdza ze nie jest prawda ze trzeba sprawdzac wszystko doswiadczalnie)
Jesli faktycznie w jakims stopniu sie tym przejmujesz, to znaczy ze masz jeszcze jakies braki w poczuciu wlasnej wartosci, a jesli cos sie liczy, to przede wszystkim to-nie tylko w tej sprawie, ale ogolnie we wszystkich sferach zycia. Wazne zebys byla soba i sobie sie podobala, I ogolnie I'm lepsza masz relacje z sama soba, tym lepsza masz relacje ze wszystkim co Cie otacza. Wiecej chyba nie trzeba pisac, bo to co by mi jeszcze do glowy przyszlo to juz pani psycholog tu wczesniej bardzo ladnie opisala.
Aha, jeszcze jedno-jaki Twoj partner ma ze tak powiem image podczas tych rozmow? Jesli podobny, raczej naturalny, swobodny, to tym brdziej nie ma co sie glowic nad tym czy jemu to przeszkadza, skoro sam ma podobne standardy.

franca

Re: jak zmienić męża

Tak, mozna mowic o nieodbijaniu paleczki, gorzej ze stosowaniem sie samemu, wiec sama to wlasciwe zrobilas na poczatku swojej wypowiedzi. :P(co dopiero majac do czynienia z zupelnie toksycznym partnerem) Nie, zenada to jest wtedy kiedy ktos wchodzi na forum, by kogos odciagnac od szczescia najdalej jak sie tylko da(choc zenada to juz tutaj zbyt lagodne slowo), albo zeby sobie jak nadluzej na nie poczekal. I dlatego wciska nawet tak glupie, kompletnie niewspolmierne do sytuacji, tak niesprawiedliwe, krzywdzace farmazony, jak te co tu napisalas. I cud sie dzieje za kazdym razem w takiej sytuacji(wiec nie, nie naisalas sobie czegos tam raz i "byc moze sie pomylilas"), ze skrzywdzona, nawet bardzo, osoba staje sie winna(gdy tak jak tu nie ma zadnych podstaw by przypuszczas rozne rzeczy z ta rzekoma wina zwiazane) , jej wina jest duzo wieksza, bardziej eksponowana, a ta druga strona staje sié nieamlze ofiara, niesamowite wrecz! Chodzi o to co napisalas tu wczesniej, teraz napisalas o czyms zupelnie innym, zupelnie inaczej, niz to do czego caly czas nawiazuje.
Szkoda tylko ze zazwyczaj nie jestes tak szczera jak w tym watku : https://forum.abczdrowie.pl/forum-psychologia/1826009,czy-to-kryzys,2#post-1828963 , w ktorym przynanjmniej w koncu wprost napisalas o co Ci chodzi, zeby autorka "zapomniala o jakis tam mrzonkach o szczesciu", itp. Tylko zazwyczaj ubierasz to w znacznie milsza, bardziej dyplomatyczna i elegancka forme, niestety. W kazdej chwili mozna zamknac drzwi, naprawde? W tamtym watku nawet tych 6 lat ktore juz autorka stracila bylo Ci malo! Robilas wszystko aby jak najwiecej dalszych staracila. Wiadomo ze nie chodzi o to co teoretycznie ktos moze, ze mu wolno, ze kazdy moze sie mylic, itd(co wszyscy zreszta wiemy), tylko o konkretne podejscie dzialajace w konkretny sposob. :P Pod innymi nickami to samo, a mialas juz ich wiele, uzywajac nawet czasem kilka w podobnym czasie.
Dobrze wiesz ze na moj temat tez napisalas bzdure, dobrze wiesz po co naprawde tutaj pisze, I dlaczego w zwiazku z tym tak bardzo mnie bulwersuje to co robisz Ty, z czego tez najwyrazniej swietnie zdajesz sobie sprawe. Czasem nic tylko wspolczuc ludziom, ktorym odpisujesz. O, nie przepraszam, nie ludziom tylko kobietom, i nie wszystkim, ale bedacym w zwiazku.

franca

Re: jak zmienić męża

~onkaY
Jesteś bardzo wyrozumiała.
Trudno usprawiedliwić zachowanie twojego męża.
Być może odstawiłaś go trochę po narodzeniu dziecka, ale dorosły facet powinien zdawać sobie sprawę ze stanu kobiety po porodzie, brać udzial w opiece nad dzieckiem, a przede wszystkim rozmawiać, a nie zabierać swoje zabawki i znikać...na kilka miesięcy??? i to nie raz???
Kasiu, chyba nie sądzisz, że on na tym "wygnaniu" (na które zresztą sam sie wygnał) żył w celibacie?
Nie usprawiedliwiaj się, że zrobiłaś to dla dziecka. Jeśli tak wygląda Wasze małżeństwo, to nie licz na to, że dziecko w przyszłości będzie szczęśliwe.
Twój mąż kilkakrotnie porzucił ciebie i dziecko, a ty jeszcze zastanawiasz się co zrobić?
Przesunęłaś tak daleko granice jego bezkarności, że teraz niewiele możesz zrobić, po za tym, żeby kazać mu się wynosić tam skąd przyszedł.

Dokladnie. Chyba kazdy zdrowomyslacy czlowiek, czyli przyzyczajony do jakichkolwiek, ze tak powiem, standardow zycia, jest w szoku, ze mozna po czyms takim jeszcze byc w zwiazku. I ze mozna robic wszystko aby go bronic, "biedaczek" po prostu :D, nie mial do kogo pojsc, kto by mu dawal seks bez proszenia, bo oczywiscie od tego jest zona zeby obsluzyc-wyglada to obrzydliwie wrecz. Zenada, ale generalnie slow brakuje na takie podejscie, w szczegolnie odnosnie sytuacji jak ta. Zwlaszcza ze teraz doczytalam ze to jest na zasadzie wysysku, czyli to przez niego jestes zmeczona nadmarem obowiazkow, a pan i wladca nie dosc ze sie obija w domu to jeszcze marudzi ze mu seksu za malo, nie liczac sie z tym z Twoim brakiem ochoty, i ze to on do tego doprowadzil-MASAKRA :O Zeby swiadomie bronic takiego stanu rzeczy to chyba trzeba w ogole empatii i poczucia sprawiedliwosci nie miec. Jak juz, to "Napierw byla (pozorna) sielanka, a jak przyszlo do obowiazkow to okazalo sie ile w kim jest prawdziwej milosci." :/ :P Naprawde chcesz sié godzic nawet na cos takiego, chcesz sie tak ponizac? :(
Ale wiekszosci tutaj jak widze jest trudno uwierzyc w taka sytuacje, pojawiaja sie nawet przypuszczenia odnosnie trollowania, w sumie nie dziwie sie. A tu i tak generalnie ludzie sa przyzwyczajeni zazwyczaj do przeroznych pesymistycznych klimatow. Co by bylo gdybys spytala ludzi poruszajacych sie w pozytywnych srodowiskach skupionych na rozwoju, kreatywnosci, na czerpaniu jak najwiecej radosci z zycia, uczeniu sié, zabawie, odkrywaniu, generalnie roznymi budujacymi szczescie rzeczami, czyli okrywajacych do czego to zycie naprawde sluzy(mysle ze I Ty czulas kiedys podobnie, mialas podobne momenty w zyciu, mimo ze teraz wyglada to zupelnie inaczej). Tacy ludzie jak o czyms takim uslysza, to sa w ogromnym szoku-juz samo to mowi za siebie.
Nie dosc, ze meczysz sie z nim w zwiázku po tym wszystkim co wczesniej zrobil, to znosisz jego dalsze przejawy egoizmu, zwiázek robi sie coraz bardziej toksyczny, coraz bardziej asymetryczny-to jeszcze zastanawiasz sie jak wzbudzic w nim TROCHE zaangazowania. Gdy w normalnym zwiázku obie strony angazuja sié w calosci, a nie jedna sie wypruwa(i to do tego stopnia zeby trwac w zwiazku nawet po takim ekscesach), a druga robi lache ze okaze choc TROCHE zaangazowania.
Nie widzisz, ze zaslugujesz na szczescie, a nie jego odwrotnosc? Zdaje sie ze jestes finansowo niezalezna, to tym bardziej ciezko uwierzyc ze zamiast opcji A wybierasz opcje B. Oczywiscie kazdy robi jak ze chce, ale jesli naprawde chcesz byc szczesliwa, to pozostaje odwolac sié do ostaniej linijki zacytanego przeze mnie fragmentu wypowiedzi OnkiY. Ja nie wyobrazam sobie zebym miala pozostawac z kims w zwiazku po choc jednym takim numerze jaki on zrobil.

franca

Re: Konserwatysta czy po prostu skąpiec?

Skoro tak na wszystko narzeka, z Tobą mu ciężko, z dzieckiem mu ciężko, to po co w ogóle się z Tobą wiązał? Przecież wiedział w co wchodzi, wiedział, co to oznacza, nie widzę za bardzo miłości w takiej postawie. Dlaczzego autorka ma byc w mocy zeby to rozwiazac(a tym bardziej, TYLKO ona :O), przeciez to jest jego zachowanie, I tylko on moze to zmienic, tyle ze zdaje sie ze na to sie nie zanosi a przede wszystkim ze zbyt dlugo juz bylo tak jak bylo. Tak się nie da żyć, w takiej atmosferze, słuchając czegoś takiego, albo nawet gdy na jakiś czas ustaje, ale ciągle boisz się że powróci, lub odczuwasz inny dyskomfort z tego powodu.
Ja na Twoim miejscu, widząc już w co się wpakowałam, uniezależniła sobie jak najszybciej finansowo, i uciekała z takiego układu, zwłaszcza, jeśli to faktycznie bardziej długofalowa sprawa, ciągnąca się już od dłuższego czasu. Ktoś tu napisał że już wcześniej zakładałaś wątki na ten temat, tym gorzej sprawa wygląda, ale nie wiem, ja nie zauważyłam wcześniej niczego, co bym mogła skojarzyć z Tobą.

franca

Re: Mąż despota

Czyli związek tak czy siak kompetnie toksyczny, o normalnym, partnerskim, szczęśliwym, spełnionym życiu nie mowy. Z tą tylko różnicą że kiedyś bił a teraz nie, czyli te 4 lata nie bicia i tak wyjęte z życiorysu, można powiedzieć.
Jedyne sensowne wyjście to przynajmniej teraz się od niego, a jeśli to technicznie niemożliwe w tym momencie, to zrobić wszystko, aby jak najszybciej takie się to stało. Jeśli potrzebujesz do tego pracy, a na razie jej nie masz, to jak najszybciej jakąś znajdź, jeśli pomocy społecznej albo rodziny czy przyjaciół, to jej poszukaj. Rozumiem że nie masz ochoty raz za razem "stawiać mu" się i znosić jego reakcje na to które mniej więcej wiadomo jakie są, bo może np za kolejny rok to zadziała i on się zmieni(tak jakby w ogóle samo to czy kiedyś się zmieni czy nie był tu jedną z najważniejszych rzeczy:P), ale nikt tu nie proponował takich ani innych poświęceń :P

franca

Re: Przemoc psychiczna , toksyczny związek ??

No i bardzo dobrze, nic dziwnego że już teraz czujesz się dużo lepiej.
Pamiętam że w swoich ostatnich wypowiedziach mówiłaś że boisz się to zrobić i pytałaś dlaczego, a na takie pytania Ty najlepiej sobie odpowiesz. Ok, co do tego akurat strachu to na razie problem z głowy, bo to zrobiłaś, ale jak sama piszesz pojawiają się inne obawy. To w Tobie jest to co je powoduje(zapewne jakieś nie do końca uświadomione przekonania, schematy, wierzenia, itd), i Ty sama najlepiej znajdziesz przyczynę. A wiadomo, im mniej w nas takich obaw, lęków, czy jakichkolwiek takich negatywnych odczuć(tak naprawdę sęk w tym skąd się biorą), tym lepiej, one niepotrzebnie nas blokują i przyciągają zupełnie nie to co byśmy chcieli. Tak samo jak coś w Tobie spowodowało, że trafiłaś akurat na takiego a nie innego partnera, coś też było przyczyną dla której wracałaś do niego za każdym razem gdy od niego odchodziłaś. Moim zdaniem pora żeby bliżej siebie samą poznać, i jak najwięcej z tych rzeczy przepracować, generalnie zająć się swoim rozwojem od wewnątrz, nie tylko tym bardziej zewnętrznym, związanym z pracą, itp.

franca

Re: czy On ma racje???

Ciężko było lepiej odpowiedzieć, skoro główny problem faktycznie w tym że skierował złość na Ciebie. Co tu dużo mówić, wyżywa się na Tobie w taki sposób za niedogodną sytuację z zewnątrz. Jeszcze gorzej że wykręca po tym kota ogonem, zwala na Ciebie winę, gdy wina jest tylko jego, zamiast żałować swojego zachowania i za nie przeprosić. Ale to też sama zauważyłaś. Aha, i Twoja odpowiedź na jego pierwsze pytanie "A czy powinnam" też była bardzo dobra, szkoda tylko, że dalszą rozmowę pokierował w kierunku jak największego zamieszania w obrazie sytuacji.
Ogólnie widać że poczyniłaś bardzo trafne spostrzeżenia i kroki, a z drugiej strony pytasz nas czy zrobiłaś dobrze, to co tu jeszcze doradzić? Przede wszystkim, żebyś była bardziej pewna siebie, bardziej sobie wszystko doceniała, w tym Twoje własne rozeznanie w każdej sytuacji, bardziej sobie ufała. Generalnie uważam że tak naprawdę najlepiej każdą osobę zna tylko ona sama i najlepiej jak słucha ona sama siebie, a w tym przypadku widać że może to przyjść bardzo szybko i naturalnie.
Co do związku jeszcze to nie wiem czy bym chciała budować przyszłość z człowiekiem który w ten sposób się wobec mnie zachowuje.

franca

Re: Uzależniona od partnera, któremu nie zależy

Sporo tu zostało napisane, ale chyba najlepiej podsumowują to słowa Unny: Ty go kochasz, a on Ciebie nie. Nie oszukuj samej siebie że coś z Tobą jest nie tak, że nie jesteś wystarczająco dobra, że generalnie problem jest w czym innym, więc jakbyś Ty to zmieniła, i jeszcze może tamto i tamto, a być może jeszcze więcej niż teraz dookoła niego skakała, to to się zmieni. Albo na odwrót, że jak teraz zaczniesz być stanowcza, asertywna, itd to zacznie mu zależeć. Nie jesteś od tego żeby go uczyć, zmieniać, każdy powinien zmieniać się sam, a w związek wchodzić naprawdę kochając, choć niestety zdarza się tak jak tutaj że ludzie robią to z egoistycznych pobudek. Jak ktoś kocha to takich problemów nie ma, a jak nie kocha, to nic nie sprawi że zacznie, jedyną słuszną opcją jest niewiązanie się z kimś kogo się nie kocha. :P
Ogólnie asymetria w związku jest jedną z najgorszych rzeczy, jeśli nie najgorszą, wystarczy pomyśleć chwilę o czym to może świadczyć. Tak jak u Ciebie to widać, działa to tak, że im bardziej partner "ważniejszy" olewa tę bardziej starającą się stronę, im dłużej to trwa, tym bardziej jej poczucie własnej wartości spada. Im bardziej spada, tym bardziej psychicznie uzależnia się od niego, tym bardziej jest zdesperowana, więc tym bardziej jest gotowa wokół niego skakać, tym bardziej obniżają się jej wymagania, jej standard związku, odbiegając coraz bardziej i bardziej od tego jak wchodząc w związek to widziała. Czyli nie dość że coraz większa destrukcja, to błędne koło. Dlatego już teraz ciężko Ci się z tego wyrwać, jednocześnie widzisz jak jest, a nie odchodzisz, i ktoś nawet napisał że bez psychologa nie dasz rady tego zrobić. Jeśli tak, to nie pozostaje nic innego, jak do niego pójść, albo wziąć się w garść i samej odejść. Jak dla mnie mimo wszystko też jak najbardziej do zrobienia, trzeba tylko naprawdę chcieć.

franca

Re: Poniżanie i wyśmiewanie ze strony męża

Aaaa, czyli chodzi o męża znowu. No to w tym przypadku o wiele lepiej niż gdyby to dotyczyło kogoś z Twojej rodziny. A tak to przynajmniej wiesz, że oni Cię wspierają, wręcz wygląda na to że stoją za Tobą murem, a to że nie chcą się wtrącać i podejmować decyzji za Ciebie jest chyba zrozumiałe. Może nawet by Ci pomogli jakoś z przeprowadzką w razie czego?
I tutaj też wyraźnie widać, że warto patrzeć na to co pozytywne, do tego dążyć, jak znajdziesz się w sytuacji oddzielającej się od szczęścia, to szukać z niej wyjścia i na tym się skupiać, a nie na negatywach. Np w tej sytuacji na tym o czym teraz wspomniałam, na tym że oni wiedzą o sytuacji, że Cię rozumieją i wspierają, a nie na tym że ktoś z nich, np Twój tato, kiedyś umrze, i zamartwiać się tym co się stanie jeśli będziesz czekała aż do tego momentu. Samo takie przekierowanie uwagi dodaje sił. Wbrew temu co się może czasem wydawać, nastawienie jest bardzo ważne, to z niego w dużej mierze wypływa jak patrzysz na sytuację, co zauważasz, i co z nią robisz.

franca

Re: Poniżanie i wyśmiewanie ze strony męża

~Smutna kobieta34
O tej sutuacji wiedzą w domu ,ale nie wtrącają sie, trzy razy odchodziłam od niego i za każdym razem wracałam i ostatnim razem popełniłam błąd že wróciłam.

Dla czego tylko za ostatnim razem popełniłaś błąd? Dla mnie wygląda na to że za każdym razem. I patrząc na to wszystko jest to mniej więcej to samo o czym pisałam wczoraj w innym wątku, tm do którego też się dopisałaś, czyli kompletny brak konsekwencji. Tylko że u Ciebie dochodzi jeszcze to ewidentne niszczenie Ciebie psychiczne traktowaniem które opisujesz, co wpływa na Ciebie tak mocno że na pewno w dużym stopniu utrudnia Ci trzeźwą, adekwatną ocenę sytuacji, i wygląda to na ewidentną przemoc psychiczną, co również jest wbrew prawu, i ok, może jest to np trudniej udowodnić, ale znam osoby którym to się udało, i np partner dostał wyrok, choć tylko zawiasy. :/
No i masz też problem ze znalezieniem miejsca teraz, to dodatkowo utrudnia sytuację, ale wyprowadzałaś się trzy razy, czyli było to jednak możliwe. Może tak jest i teraz, a główny problem to znaleźć w sobie dość siły na to, wiary w siebie, samozaparcia?
A o co chodziło pod koniec Twojej odpowiedzi, że nawet Twój brat by Cię krzywdził, i to fizycznie, gdyby Twojego taty nie było? :O

franca

Re: Przemoc psychiczna , toksyczny związek ??

Akurat w tym przypadku robiąc bilans strat i zysków ciężko doszukać się jakichkolwiek strat w wyjeździe za granicę, i zalet w dalszym tkwieniu w tym toksycznym związku. :P Byłoby czymś kuriozalnym rezygnować z tego ze wszystkich tych zalet jakie mogło by dać to pierwsze, choćby tych o których pani psycholog wspomniała, a zapewnie wielu innych, patrząc np na odbudowę poczucia własnej wartości i ogólnie samorozwój, dla takiej szarpaniny. Tym bardziej, że musisz mieć je bardzo zaniżone, skoro zamiast kopnąć go w tyłek jak znalazł sobie inną panią to Ty jeszcze o niego walczyłaś :O :O, a zamiast stanowczego sprzeciwienia się jego traktowaniu to się na to tańczyłaś jak Ci zagrał, a więc zrezygnowałaś z kontaktów ze znajomymi, bo mu się to nie podobało itd. Teraz chyba chce Cię wrobić jeszcze w jakieś kompletne niewolnictwo, bo zdaje się że namawia Cię do tego, żebyś to Ty zaczęła zajmować się Waszym wspólnym życiem, to TY masz je "układać", "zajmować się finansami", "odciążać go", itd, czyli może się skończyć w ogóle tak że będziesz całą swoją życiową energię trwoniła skakanie w okół czegoś co byś może jest dla niego wygodne, ale dla Ciebie kompletnie toksyczne, już nie mówić o rezygnacji z wyjazdu dla czegoś takiego-absurd goni absurd. :O :O Co to znaczy, że "nie da Ci ułożyć sobie życia", że "o nowym partnerze nie ma mowy", co on przepraszam Bogiem jest? Te wspomniane przez Ciebie rzeczy którymi może Cię przed tym powstrzymywać są w większości nielegalne i podchodzą pod nachodzenie, nękanie osobiste itp, w ostateczności można w razie czego zgłosić go na policję. Chociaż możliwe że zwykła stanowczość i konsekwencja wystarczy, jaki i w wielu różnych innych sytuacjach. Generalnie jakoś nie wierzę że skądś nie ma żadnego wyjścia, że coś " jest niemożliwe", a co dopiero w takim przypadku jak ten. :O Tylko że problem w tym że jak na razie konsekwencja nie była Twoją mocną stroną, zdaje się że kilka razy próbowałaś to zakończyć, 3 razy składałaś pozew, albo się wyprowadzałaś, i za każdym razem zmieniałaś zdanie, możliwe że to był jeden z Twoich najpoważniejszych błędów, i tym bardziej utwierdził go w przekonaniu że nie można Cię poważnie traktować i że zawsze do niego wrócisz. Jedyne co możesz z tym zrobić to sama zajrzeć do swojego serca, zapytać się dlaczego tak postępujesz, szczerze sobie odpowiedzieć, i wtedy to zmienić.
I zgadza się, psycholog nie zmieni tej sytuacji, nie rozwiąże takich problemów. Faktycznie jest sens do niego iść tylko dla samej siebie, żeby lepiej się poczuć, a nie dla dalszego łudzenia się co tkwienia w czymś co Cię niszczy.

franca

Re: Poniżanie i wyśmiewanie ze strony męża

~Misiaczek66
Chcę od niego odejść bo się źle z nim czuję I proszę Was nie tkwijcie w takich toksycznych związkach oni się nie zmienią A Wy stale będziecie w tym tkwić A to nie jest dobre dla nikogo.

Oczywiście, że tak. I powodzenia, oby jak najszybciej Ci się to udało.
Wydaje się, że Smutna Kobieta opisuje tu jedną z najtrudniejszych sytuacji, ze względu na to mało innych możliwości biorąć pod uwagę sprawę mieszkania, czy zarobków. Ale mimo wszystko, Smutna Kobieta, ja na Twoim miejscu szukałabym czegokolwiek, byle uwolnić się z tak toksycznej sytuacji(tak w ogóle uważam że w Twoim przypadku to w dużej mierze to przez to masz też tak poważne problemy z fizycznym zdrowiem), choćby w Domu Samotnej Matki, albo szukałabym pomocy w Centrum Interwencji Kryzysowej, tym bardziej że w dodatku do tego wszystkiego on nie utrzymuje dzieci, a tam mają też pomoc prawną z tego co słyszałam, może by doradzili co zrobić w takiej sytuacji. Ale generalnie jeśli chodzi chociażby o finanse, to tak czy siak bardziej się opłaca mieć od niego alimenty po rozwodzie niż męczyć w ten sposób gdzie nawet wsparcia finansowego od niego nie masz. Albo bym próbowała wracać do rodziny, oczywiście jeśli by dla nich to nie był problem. Samo to że dom jest pełny nie przesądza sprawy, tym bardziej w takiej sytuacji jak Twoja, ludzie nieraz tak żyją i sobie nawet całkiem dobrze radzą, jeśli umieją się między sobą dogadywać. Tysiąckroć lepszy dom pełny, niż toksyczny. :/:P Czy w ogóle rozmawiałaś z nimi tak szczerze o swojej sytuacji? Wszystko to o czym piszesz tutaj powinnaś powiedzieć w pierwszej kolejności osobom, które są Ci najbliższe, którym najbardziej ufasz, dużo wcześniej niż nam.

franca

Re: czy to kryzys

Właśnie warto nie popełniać tego samego błędu który się zrobiło 6 lat temu, i kolejne tyle samo z tego powodu marnować sobie. :P :O To już teraz można powiedzieć że jest bardzo dużo do żałowania, bo tych 6 lat już nikt nie zwróci(ale to oczywiście nie jest problem tych co do tego wtedy zachęcali, albo teraz :P) a co dopiero jak drugi raz człowiek da się znowu w coś takiego wkopać właśnie w imię tego, żeby jednak "nie żałować". :O Więcej, w tej sytuacji nie warto tracić ani jednej chwili.

~do autorki
a nie tam jakieś mrzonki o własnym szczęsciu.

Wow. Przecież to normalne że człowiek jest szczęśliwy, a gdy nie jest, że tego chce i to jest oczywiście fundamentalna rzecz w życiu. Jak można kogoś zniechęcać do tego, wypominając mu wiek, nazywać to "mrzonkami"? Wiek nie ma nic tu do rzeczy. :O W każdym wieku ma się dokładnie takie samo prawo po nie sięgać i nie można mu tego prawa odbierać. Nie widzę też sensu w roztrząsaniu teraz wszystkiego co być może mogłaś albo nie mogłaś, zrobiłaś czy nie zrobiłaś w przeszłości, też nie musisz się z tego tłumaczyć. Niby nikt nikogo do niczego nie zmusza itp., ale jakimś dziwnym trafem wiadome teksty jak np z tym "wujkiem" w roli głównej od czasu do czasu jednak się pojawiają, ciekawe w jakim to wszystko celu. :O :P

franca

Re: czy to kryzys

Wydawało by się zupełnie oczywiste, ale chyba niestety jednak trzeba przypomnieć, że jeśli już to małżeństwo to przede wszystkim miłość szczęście z obu stron. :P Tutaj jedna strona zupełnie nie jest szczęśliwa, więc o czym tu w ogóle mowa. I to co gorsza od dawna, więc już dawno temu powinno być to zmienione. To jest podstawowa sprawa a nie jakieś tam organizowanie obiadków rodzinnych czy takie czy inne tłumaczenie tego przed innymi, poza tym tak czy siak sobie poradzi. Małżeństwo od dawna jest zupełnie nie takie jak powinno być, jak jakaś rozmowa może zmienić wszystkie tego skutki. Nie ma sensu wchodzić w kolejne złudzenia i znowu zatrzymywać się w miejscu na kolejne 6 lat, tak jak 6 lat temu już forumowicze jej "genialnie" doradzili. :P :O W tes sposób jak widać najlepiej można najlepiej sobie niszczyć życie, jeśli już o niszczeniu czegokolwiek mowa.

~Agata 14
Tak jestem winna! Temu że poświęcałam sie jemu i świata po za nim nie widziałam a on miał to głęboko w d...i gdzie ja czekałam on urzędował z innymi babami nigdy go nie odsuwałam ani nie dałam odczuć ze jest na drugim planie. Dawno bylo kopnąć w d... I tyle. Za dużo czasu zmarnowałam

Dokładnie. I tego się trzymaj. I nie musisz wszystkich zadowolić, tym bardziej tutaj na forum. :P Tak naprawdę żadna akceptacja z zewnątrz nie jest Ci potrzebna. Najważniejsze jest to żebyś szła za głosem serca, postępowała w prawdziwej zgodzie ze sobą, z tym, co naprawdę da Ci szczęście. Kompletnie absurdalne, żebyś tłumaczyła się teraz z tego każdemu, komu to się nie podoba.

~do autorki
Zapytasz ich o zdanie czy chcą mieć nowego wujka,czy tez postawisz je przed faktem dokonanym?

Co to miało na celu? Masakra, jak można kogoś w ten sposób wbijać w poczucie winy, a przynajmniej próbować. Po co też w ogóle to pytanie o następnego faceta, jakby szczęście człowieka było uwarunkowane tym czy sobie kogoś znajdzie, ale jeśli już, to dlaczego miała by sobie nie znaleźć kogoś, kto ją będzie na rękach nosił? Bo co, bo nie jest na to "wystarczająco" dobra? A jeśli o czymś takim myśli to ma się czuć winna, albo się wstydzić? Z tym ułamkiem procenta szczęśliwych małżeństw(czyli siłą rzeczy nie takich jak Twoje) to już zupełna bzdura. Oczywiście że jest ich o wiele więcej, Agata, nie daj się tak ciągnąć w dół. :( :P Nie jest też prawdą że miłość do kogokolwiek innego powinna być wyżej niż do siebie samego. Właśnie głównie przez ten błąd znalazłaś się w tej sytuacji, i teraz masz robić wszystko by ją pogłębiać-absurd. Generalnie, szkoda słów. I ogólnie moim zdaniem nie ma sensu Agata, żebyś z czymś takim dyskutowała, żebyś dawała się w coś takiego wciągać. Grunt to żebyś była w końcu naprawdę szczęśliwa, a nie żebyś traciła czas na tłumaczenia się z tego, co w dodatku jest czymś tak oczywistym i naturalnym. :P

franca

Re: Czy jest sens trwać w takim związku ?

unna-1

Właśnie tak myślę na dany temat. I wszystko byłoby proste, gdyby każdy miał świadomość tego, że tak właśnie to jest. Wtedy pracowałby nad swoim wnętrzem, psychiką, dociekał przyczyny i próbował coś w sobie zmienić.
A tak powiela te same błędy i tkwi w następnym, nieudanym związku.

No właśnie.
To że miłość się z czasem wypala, czy jakikolwiek pesymizm odnośnie tego to też jest moim zdaniem tylko jedno z wielu negatywnych przekonań/schematów/programów jakie nosimy gdzieś w sobie, zanim się z nich nie oczyścimy. I w sumie nie jest możliwe żeby to było prawdą, skoro są naprawdę szczęśliwe, nawet od dziesiątek lat trwające związki, w których o wypaleniu nie ma mowy. Jednak jeśli będzie się żyło w takim przekonaniu, albo w jakiejś obawie że się tak stanie, to oczywiście tak w końcu będzie, na tej samej zasadzie przyciągania tego co się w sobie ma. Nieraz też w takich przypadkach okazuje się że była jakaś konkretna przyczyna, więź się rozpadła bo któryś z partnerów bądź oboje partnerów wykazało się wcześniej jakąś negatywną, destrukcyjną postawą. Nigdy nie spotkałam się z tym żeby wypaliło się od tak samo z siebie, bez żadnych okoliczności, bo tak się musiało stać, bo tak się dzieje, i nic na to nie można poradzić. Także nie jest to naturalna sytuacja, nie uważam takie związku za udany, i chyba nikt nie nie chciałby żeby z jego związkiem tak się stało.
No tak, jak nie przerobi tego co go do niej przyciągnęło to z następnym też tak będzie. Czyli wszystko zależy od niej.
Też słyszałam sporo o takich przypadkach, wielokrotnych, w kontekście związków i przeróżnych innych sytuacjach na które ciągle się trafia. Raczej ciężko mi widząc to wszystko uznawać to za czysty zbieg okoliczności za każdym razem. Tym bardziej że w ten sposób jak mówiłyśmy tutaj miało by to swój sens, i to powiedziałabym bardzo pozytywny.

franca

Re: czy to kryzys

~Agata 14
Dziękuję że dodaliście mi skrzydeł.

No to super, między innymi tak właśnie powinno forum działać. :) :) Na pewno nie tak jak w przypadku Twojego poprzedniego wątku, z jednej strony krew mnie zalewa na myśl o tym, z drugiej może nie powinnam się dziwić. Nie byłam wtedy jeszcze na forum, ale zaglądałam czasem do tak starych wątków i z tego co widziałam to nieraz po prostu tragedia była. Ale jak się widzi jak duża jest różnica między nimi a tym co jest teraz, to jest to budujące. :)

Moim zdaniem jest tak jak pisałam wcześniej:

~Agata 14
A on się tak naprawdę nie zmienił, nadal myśli tylko o sobie tak jak wcześniej. Tylko nie przejawia tego tak jaskrawie jak kiedyś, bo jest mu to nie na rękę, wiadomo że pozostając przy tym odciął by siebie od wygodnego dla niego układu z Tobą już dawno temu, bo na to akurat byś na pewno nie przystała.

Ale mniejsza z tym, czy się stara(zwłaszcza po tylu latach) czy się nie stara, ile się stara, itd. On nie jest pępkiem świata(choć do tej pory żyłaś jakby nim był), to nie jest tak że Wszechświat ma mu dawać kolejne i kolejne szanse w akurat taki sposób w jaki on chce, tak długo jak on chce, niezależnie od skutków tego co zrobił wcześniej, a inni(w tym Ty mają się do tego dostosowywać), kosztem swojego życia, dowolnej ilości czasu, energii, itd. Skoro wiele lat temu zachowywał się tak jak opisałaś to by nie było nic dziwnego w tym gdybyś już wtedy odeszła. Ważne jest (szczególnie teraz) co Cię czyni szczęśliwą, a co nie, co jest w zgodzie z Tobą, a co nie.
Chyba zaczynasz to rozumieć, w ogóle bardzo fajnie teraz piszesz. :) Szczególnie o tych motorach. :D :)

franca

Re: Zostawił mnie i wrócił do byłej

Chwila, Heh, zdaje się że singli jest mniej więcej tyle samo co singielek, inaczej jakieś zupełnie niespodziewane dane demograficzne nam by tu się objawiły. Dlaczego więc mówisz akurat o jakiejś rzeszy singielek, które nikt nie chce, a może to tych wszystkich singli mężczyzn nikt nie chce? :O Sorry, ale na razie wygląda to na zwalanie fałszywej winy i odpowiedzialności na jedną połowę ludzkości, a od tego do hipokryzji niestety niedaleko. :( Chyba nikt nie szuka ideału, ale każdy chce być szczęśliwy i dokładnie tak samo na to zasługuje. Na kształcenie się, niezależność(również finansową), atrakcyjną pracę, rozwój i samorealizację też. Dziwi mnie to stwierdzenie o przejmowaniu ról jednych przez drugich, gdy nic z tych rzeczy ani nie jest z założenia przywilejem ani obowiązkiem żadnej konkretnej grupy osób. W ogóle jakieś podziały na role to tak sztuczny, negatywny twór że wygląda na to że jak wiele innych problemów pochodzi z programów/schematów w naszej podświadomości, której jak wiadomo są po to by się z nich oczyszczać, a nie w nich tkwić.
Jak już oboje w związku pracują tak samo intensywnie, to normalne że tak samo angażują się w obowiązki domowe. Takie toksyczne sytuacje jak te o których wspomniałaś Unna zdarzają się wszędzie, jak wiele innych negatywnych rzeczy, nie zauważyłam żeby pod względem częstotliwości tak źle to wyglądało, a już na pewno nie musimy się tym specjalnie przejmować i co gorsza brać za wzór do naśladowania. Na muzułmańskim systemie społecznym też się nie musimy wzorować, i z Twoim określeniem Heh że nie jest to wzorcowe po części się zgadzam, choć uważam to za zbyt duży eufemizm. :P :D
Patrząc na ich życie i podejście do różnych spraw to wygląda na kompletną patologię, nie wiem jak możesz mówić że jest to bliższe natury niż to co mamy tutaj. :D Tu mogę dajmy na to sama pojechać na wycieczkę rowerową o jakiej porze chcę, w stroju jakim tylko chcę, w jakie chaszcze, pola itd jakie chcę, więc tym samym bardzo sprzyja to byciu blisko natury, i naturalności również o wiele bardziej. Natomiast w krajach arabskich i najwyraźniej pewnych miejscach w niektórych krajach europejskich było by to nie do pomyślenia, to ja dziękuję za taki "model życia". Dlaczego zakładasz że wkrótce ta ludność nas zaleje, wystarczy rozsądna polityka migracyjna aby uniknąć związanych z tym problemów.

franca

Re: Czy jest sens trwać w takim związku ?

Nie napisała że się świetnie czuje w związku. Trudno żeby tak było skoro nie ma ochoty na fizyczny kontakt z nim, nie lubi pocałunków, jak pisze "niewiele czuje" itd. Tym bardziej ciężko mówić o dobrych rokowaniach na przyszłość. Co z tego że ma szansę na trwały związek? Pozbawiony prawdziwego szczęścia to jest wielkim problemem a nie szansą. Partner powinien być partnerem, a przyjaciel przyjacielem. Dziewczyna nie musi być z nim w związku, żeby się z nim przyjaźnić.
Nie napisała też nigdzie że wybaczyła byłemu, ani tym bardziej że go idealizuje czy porównuje z tym chłopakiem, nic nie przemawia za tym żeby tego typu pobudki kierowały nią przy ocenianiu bieżącej sytuacji. Natomiast to: " Może to głupio zabrzmi i pewnie zostanę skrytykowana ale mam poczucie strachu przed samotnością , że mam już 28 lat i nigdy już nie znajdę miłości jak rozstane się z nim" potwierdza że kierowała się m.in. strachem, i dlatego nic dziwnego że decyzja była kompletnie nietrafiona. Nie wiem czy nostalgia ma szansę tu zwyciężyć, nie wiem też czy rozum powinien, ani jedno ani drugie nie są tutaj tak ważne jak serce.

unna-1

Znajoma miała trzech mężów i mówiła, że każdy następny był podobny do poprzedniego, tylko w gorszym wydaniu.
Znajoma opowiadała o trzecim chłopaku swojej córki, każdy był podobny do pierwszego. Identyczny! Chodzi mi o zachowanie, problemy w związku.
Ja sama po rozwodzie zauważyłam, że szukam podobnego do byłego...nie chciałam powtórki.

Ale to jest zupełnie co innego, w odwrotną stronę, mogłabym powiedzieć. Przede wszystkim przyczyną są nieprzerobione lęki, urazy, programy, wierzenia z minionych sytuacji, w tym przypadku związków, po tym natrafia się na kolejnych, bardzo podobnych partnerów, dopóki dany człowiek nie skojarzy faktów i nie zorientuje się co ich do niego przyciągnęło, i nie zrobi porządku w swoim wnętrzu, nie uzdrowi tego co ma być uzdrowione. Wtedy przestanie takich ludzi spotykać. Czyli zanim do tego dojdzie to nie jest rzecz jasna tak że ktoś jest nieodpowiedni, bo jest przyciąganie między nami(stąd oczywiście dostalibyśmy absurdalny wniosek że wzajemne przyciąganie nie tylko nie jest czym pozytywnym, ale wręcz jest źródłem problemu), tylko w przeciwnym kierunku to idzie, czyli-ktoś jest przyciągany przez nas, dlatego że jest nieodpowiedni, bo życie tak to układa, bo w tym przypadku ma to swój cel, ma to sens.

franca

Re: czy to kryzys

Najgorszy błąd popełniałaś przez całe ostatnie 10 lat. Kryzys wcale nie zaczął się nagle, "niwiadomo skąd", tylko trwał on przez cały ten czas. W związku obu stronom powinno tak samo zależeć, powinny być tak samo ważne, obie powinny angażować się na ile mogą, ogólnie-powinna być szczera, prawdziwa i głęboka miłość z obu stron i powinno się to czuć. A tutaj doszło do kompletnego zaprzeczenia tego, Twój mąż pokazał tego przeciwieństwo, a Ty zamiast od razu zdać sobie z tego sprawę, szarpałaś się prze 10 lat o dalsze bycie razem, też zupełnie inaczej reagując niż powinnaś, zupełnie się spalając, poświęcając, tracąc mnóstwo czasu, zdrowia i energii i kawał życia generalnie. Gdzie w tym wszystkim Twoja miłość do samej siebie??
Szok, że w dzisiejszych czasach ciągle można usłyszeć o takich sytuacjach w wolnych, i wydawało by się całkiem świadomych krajach, bo w przypadku dajmy na to krajów arabskich bym się nie zdziwiła. Również dziwi mnie to, że zamiast o to, zapytałaś o jakąś jedną sytuację z kolegą która jest w tym wszystkim najmniejszym problemem a jej źródłem tak czy siak jest ta pierwsza sprawa i to że że jeśli nie Ty, to przynajmniej Twoja podświadomość ma już tego potąd. Bo do swojej świadomości takich rzeczy raczej nie dopuszczasz, wygląda na to że generalnie mocno tłamsisz siebie i takie rzeczy do niej spychasz. Ok, przynajmniej do tej pory tak robiłaś, teraz z tego co widzę to możliwe że się to zmienia. Teraz ta podświadomość woła żebyś wreszcie samej siebie zaczęła słuchać i naprawdę zadbała o swoje szczęście.
"Przeszłam piekło, nie chciao mi sie życ. schudłam do 45kg przy 1,65 Prosiłam, wręcz skomlałam. Walczyłam o niego. "-masakra. :(
Nic dziwnego że się w końcu wypaliłaś, nic nie czujesz i masz tego dość. A on się tak naprawdę nie zmienił, tak jak na początku myśli tylko o sobie. Tylko nie przejawia tego tak jaskrawie jak kiedyś, bo jest mu to nie na rękę, wiadomo że pozostając przy tym odciął by siebie od wygodnego dla niego układu z Tobą już dawno temu, bo na to akurat byś na pewno nie przystała. Ale mniejsza o to czy a jeśli już to na ile się zmienił, trzeba było wcześniej przybrać zupełnie inną postawę, a że tak się nie stało to jesteś nieszczęśliwa w związku. Jeśli jego jakość nie była by ważna i wystarczyło by skupić się na swoich zainteresowaniach, to tym bardziej po co w tym tkwić? :O Nonsens, wiadomo że to jest ważne, a skoro Cię to unieszczęśliwia, jedyną szansą na to żebyś mogła zacząć cieszyć się życiem, a więc i swoimi zainteresowaniami, jest uwolnienie się z niego.

"A ja walczyłam o to aby mąż też mnie docenił i okazywał że kocha. Na każdym kroku pokazywałam że jest najważniejszy i świata po za nim nie widziałam. Zmeczylo mnie to i chyba nie chcę się już wysilać, nie działa to w jedną stronę, on też powinien w tym kierunku coś zrobić."

Dokładnie. Uciekaj z tego toksycznego, zwyczajnie dudlącego z Ciebie Twoją życiową energię układu, zanim popadniesz w totalną frustrację albo depresję, to oczywiste że niczym w ten sposób nie ryzykujesz. DLA SIEBIE, a nie dla żadnego kolegi, to jak potoczy się Twoja znajomość z nim czy z kim innym ma tu najmniejsze znaczenie i nie można zasadniczych spraw od tego uzależniać. A na bycie szczęśliwym nigdy nie jest za późno.
W ogóle zauważyłam, że napisałaś też że pisałaś tu 6 lat temu. Gdzie, w którym wątku? Jeśli on dotyczył Twojego związku to wygląda na to że miałaś niezłego pecha do forum, raczej Ci nie pomogło, skoro po 6 latach jesteś że tak powiem "dalej niż bliżej", raczej Ci zaszkodziło. Mam nadzieję że teraz będziesz miała więcej szczęścia.

franca

Re: Czy jest sens trwać w takim związku ?

Właśnie, Ty go nie kochasz, tak naprawdę nigdy się w nim nie zakochałaś, nie czułaś do niego tego co do partnera powinno się czuć. Dlatego nigdy nie byłabyś w tym związku, już teraz się w nim męczysz, a to dopiero początek. Lepiej więc od razu odpuść, zanim stracisz kupę czasu, energii, i może jeszcze parę innych rzeczy.
Niestety wszystko wskazuje na to że faktycznie związałaś się z nim "na pocieszenie", a to ogromny błąd. Nawet w najtrudniejszej sytuacji nie powinnaś wierzyć w to że bez związku czy ogólnie bez innych nie dasz sobie rady, a tym bardziej tym się kierować i komplikować w ten sposób zarówno Twoje życie jak i innych. Najpierw trzeba otrząsnąć po ciężkich przejściach, odbudować swoje poczucie własnej wartości, generalnie odzyskać siebie, a potem się angażować w rozmaite sprawy na zewnątrz, szczególnie związki. No i nie jest to też fair wobec chłopaka z którym jesteś teraz. Krzywdzisz w ten sposób zarówno siebie samą, jak i jego. Powinnaś jak najszybciej uczciwie powiedzieć mu, jak się naprawdę sprawy mają.

franca

Re: Zostawił mnie i wrócił do byłej

unna-1

Heh..."Bo są lepiej wykształcone i dominują nad samcem przejmując jego rolę, obniżają jego poczucie wartości, nie są wsparciem a ciężarem wytykającym błędy gdy coś pójdzie nie tak.
Generalnie z dala od takich kobiet się trzymać, wykształconych emancypatek, materialistek i karierowiczek."
- a ja dodam : bo wreszcie przestają być tylko służącymi, które cichutko spełniają kaprysy męża bojąc się, że jak odejdzie, pozostawiając je z dziećmi, to sobie same nie poradzą.

Dokładnie :D No i oczywiście, "bo tak jest łatwiej" jest wytłumaczeniem na wszystko dla faceta(nieważne, że dość często się zdarza że to właśnie bycie w porządku jest trudniejsze), natomiast dla Werki to że jak miała problemy to też jej łatwiej było się wdawać w kłótnie niż być miłą, nie jest wytłumaczeniem żadnym, a jeśli to zrobiła(czy jakiś inny błąd popełniła), to widocznie jest nienadającą się do związku "wyzwoloną emancypantką", i "od takich trzymać się z daleka". xD Poza tym to co zrobił jest modne i na zachodzie wszyscy tak robią, więc o czym tu w ogóle mowa, sprawa powinna być zupełnie oczywista. :D
Ktoś wspomniał o "daniu mu czasu", nie widzę w tym sensu biorąc pod uwagę że to zakończył i sposób w jaki to zrobił, i generalnie wszystko dotyczące jego postawy, ale jeśli już to rzecz jasna Werka miała by wtedy dokładnie takie samo prawo spotykać się, sypiać czy wchodzić w związki z innymi jak on, bo przecież w tej chwili on właśnie to robi. :P

franca

Re: Zostawił mnie i wrócił do byłej

Hmmm... Dziwne, ktoś zacytował czyjeś słowa, których teraz nigdzie tu nie widać, jakby znikło to co ktoś wcześniej napisał:

Związek dwojga ludzi to partnerstwo, czyli równe prawa, jeden drugiemu jest partnerem, wsparciem i pomocą. Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie.
Piękno w tym, aby pozwolić drugiemu człowiekowi w związku być sobą, realizować się i rozwijać swoje dobre strony, dostrzegać w ukochanej osobie jej ogromny ukryty potencjał i to, co w tej osobie kochamy najbardziej. Nie ma co sie oszukiwać... dyktatura to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona 'miłość', ale we własnym kierunku.

Z jednej strony powinno to być oczywiste. :P Ale z drugiej-pięknie napisane. :)

franca

Re: Chłopak mnie ignoruje a niedawno kochał

~Yonka

Nawet zakładając, że chłopak nie napisał tego sms-a, to też nie jest w porządku wobec autorki, bo właściwie trzymał dwie sroki za ogon, wyznawał miłość, przekroczył tym samym relacje koleżeńska i narobił autorce nadziei, ukrywał ich relację przed swoją dziewczyną...

Tak, patrząc na to wszystko razem, to to jest zapewne największy problem w tym wszystkim(choć właściwie nie problem autorki). Jego postawa jest zdecydowanie najbardziej egoistyczna, i to on przede wszystkim ma problemy z rozumieniem i stosowaniem wyżej wspomnianej zasady. Tym bardziej że to chodzi w końcu o jego związek i jego odpowiedzialność za jego własną wierność w nim.
Ale faktem jest też że ta zazdrość, kontrola itd ze strony jego dziewczyny też absolutnie normalna nie jest.
Jakby poczekali jeszcze co najmniej parę lat z takimi sprawami to myślę że nieco inaczej by to wyglądało, moim zdaniem nie warto się z tym spieszyć.

franca

Re: Zostawił mnie i wrócił do byłej

unna-1

Kłębek nerwów, nie spał całe noce...Oj, musiałaś mu mocno dopiec, że chłopak aż tak gwałtownie reagował.

Dlaczego? :O Nie ma tu słowa o tym co to poprzedzało. To jest tylko jego reakcja, i równie dobrze to ona mogła być zupełnie nieadekwatna. Zdarzało mi się widzieć takie sytuacje, również takie w których brałam udział, gdzie druga osoba też tak reagowała(również z tym niespaniem po nocach), mimo że nawet jakiejś wielkiej kłótni nie było, a jeśli już ktoś krzyczał to ta druga strona na mnie, i ogólnie dużo więcej ona wtedy zawiniła.
W tym przypadku jedną z przyczyn mogły być jego kompleksy przez tą różnicę w wykształceniu, które same w sobie są jednak dość powszechną sprawą(w sumie sabawera też o tym pisała), i na pewno nie można nimi niczego usprawiedliwiać. Chyba żeby Werka faktycznie się wywyższała nad nim jakoś, ale nigdzie nie ma o tym wzmianki i dziewczyna jasno pisze że dla niej to nie był problem.

franca

Re: Chłopak mnie ignoruje a niedawno kochał

Bez przesady, nic strasznego nie zrobiła. W ogóle jedyne co nie było czysto przyjacielskie z jej strony, przynajmniej z tego co tu napisała, to wyznanie mu co czuje. Poza tym ma zaledwie 15 lat, normalne że nie do końca wie jak teraz powinna się zachować, dlatego pyta.
Natomiast bardzo dużym błędem z Twojej strony było to, że potem jak na Ciebie nabluzgał, próbowałaś się z nim dalej kontaktować. Pokazał Ci tym że przede wszystkim nie ma do Ciebie żadnego szacunku, więc nie powinnaś w ogóle potem z nim rozmawiać, nawet w czysto koleżeńskich zamiarach, chyba żeby wcześniej wyjaśnił swoje zachowanie i przeprosił za nie. Miej swoją godność, szanuj i ceń siebie przede wszystkim. Jak się nauczyć naprawdę dobrze żyć sama ze sobą to zobaczysz że nie będziesz musiała mieć koniecznie kogoś albo cokolwiek z zewnątrz żeby być szczęśliwa. Nie będziesz wtedy też będziesz musiała nic nikomu udowadniać, w szczególności pokazywać mu że Ci nie zależy, itd. Jemu najwyraźniej nie zależy na Tobie, poza tym nie szanuje Cię, więc nie warto angażować się w znajomość z nim, a tym bardziej robić sobie nadzieję na coś więcej, bez względu na to co/czy coś on do Ciebie czuje.