Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość martina 21

Gdzie idzie dusza samobójcy po śmierci?

Rekomendowane odpowiedzi

Gość Marcin 29

Sam się nad tym często zastanawiam.. Sam jestem w podobnej sytuacji.. Zastanawiam się nad uśmierceniem się. Zostałem okaleczony przez lekarza lekiem Cipronex, który spowodował u mnie przewlekłe bóle i zapalenie ścięgien w nogach, rękach.. Nie mogę przez to chodzić, mam zaburzenia snu, stany lękowe. Przed zażyciem byłem zdrowym, silnym mężczyzną. Miałem dziewczynę, pracę, oszczędności. Teraz nie mam nic. Został mi tylko ciągły ból, który towarzyszy mi w każdej sekundzie mego życia. Nic mnie już nie cieszy, zapomniałem kiedy ostatnio się śmiałem. Jeśli Bóg naprawdę istnieje to wybaczy mi jeśli zdecyduję się TO zrobić, bo tylko On będzie w stanie zrozumieć. Nikomu nie wyrządziłem nigdy żadnej krzywdy, starałem się być dobrym człowiekiem, więc jestem przekonany, że nie pójdę do piekła. Piekło jest zarezerwowane dla tych, którzy doprowadzili mnie do tego upadku. Natomiast jeśli nie ma TAM nic to tym bardziej - przyśpieszę tylko coś co jest nieuchronne.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trudno się wypowiadać, jak samemu się nie cierpi i nie wie się jak to jest, jednak odbieranie sobie życia to ingerencja w to co dla nas zostało zaplanowane więc i przeciwko planowi. Spotyka nas w życiu wiele cierpienia i dla nas takie przewlekłe cierpienie nie ma żadnego sensu, ale nie wszystko jesteśmy w stanie pojąć. Była taka przypowieść w starym testamencie, o praworządnym człowieku, który zawsze wszystko robił według zasad, które ustalił Bóg, wtedy szatan powiedział, Boże on cię tak kocha i robi wszystko tak jak chcesz bo obdarzasz go szczęściem w życiu. Pozwól mi wszystko mu odebrać a zobaczysz, że tak naprawdę cię nie kocha i odwróci się od Ciebie. On natomiast będąc na dnie chory, umierający i cierpiący okropnie nie zrezygnował ze swoich przekonań i wszystko w życiu wróciło do normy. Jasne to tylko przypowieść w realnym świecie cuda zdarzają się rzadko, ale czy samobójstwo to nie jest nic innego jak poddanie się, niesprostaniu próbie w końcu powiedziane jest nie zabijaj. Może powinieneś poświęcić resztki sił misji, misji, by innych nie spotkał taki los jak ciebie przez nieudolność lekarzy, zrobić by coś się zmieniło. Pewnym jest, że jeżeli się nie poddasz i dożyjesz naturalnej śmierci, to jeżeli jest coś po śmierci twoja nagroda będzie wielka a tak jedynie możesz mieć nadzieję, że nie zostaniesz potępiony.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Marcin 29

Miguel,
dwa razy przeczytałem to co napisałeś i muszę przyznać, że zarówno ta przypowieść, którą przytoczyłeś jak i twoje własne refleksje dają do myślenia.
Generalnie przed tym co chcę zrobić powstrzymują mnie tylko (a może AŻ) dwie rzeczy:
1. Strach, że po śmierci nic nie ma, że nie będę miał już świadomości i wpływu na nic, a po drugie ból, który zadałbym najbliższym. W końcu chyba nie ma nic gorszego nie chowanie własnego dziecka.
Co do Boga to jeśli się głębiej zastanowić to jaki jest sens poddawania człowieka próbom, zadawanie mu bólu i cierpienia.. Czy to nie jest przykład zwykłego znęcania się, zabawy żywą istotą? Jeśli Bóg nie widzi w tym niczego złego, to może nie jest On jednak istotą litościwą, pełną miłości?
Naprawdę smutno mi czasem na sercu jak sobie pomyślę, że śmierć być może jest jednak końcem wszystkiego, że obracamy się w proch, na wieczność w nicość. Nasze wspomnienia umierają razem z ciałem.
Myślę, że fajnie byłoby mieć jednak tą świadomość, że po śmierci odrodzimy się w jakimś innym życiu, w jakimś innym wymiarze, innym czasie i będziemy mogli, będąc już inną osobą dalej doskonalić swoje człowieczeństwo i Ducha.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

1. Tak tego wszyscy się boją. Do śmierci trzeba dorosnąć. Czytaj, ludzie po 80 mają silniejszą wiarę w życie po śmierci, zresztą najczęsciej więcej czasu poświęcają na modlitwę.
Nie wydaje mi się, by chodziło o zadawanie bólu i cierpienia. Jak tak patrzreć od strony chrześcijaństwa, to był człowiek na początku w raju i sam z niego zrezygnował. Wydaje mi się, że wiele myśli filozoficznych rozpatrywało życie na ziemi jako pokutę, lub nawet piekło. Mi natomiast się wydaje, ze to jest tak iż, wolna wola jest najważniejsza. Bóg nie kieruje ludźmi, jeżeli go o to nie proszą. Z własnej woli trzeba oddać się jego woli. To co ci się przytrafiło nie jest winą Boga, tylko ludzi, którzy w swojej wolnej woli robili wszystko po swojemu mając siebie samego w centrum wszechświata. Bardzo wielu ludzi mysli, mi się nic złego nie stanie jak to zawalę co mnie obchodzi los innego. Bóg dał nam wolność co z tą wolnością zrobimy zależy od nas. Dał nam wskazówki jak postępować. Bardzo ważne jest to, że jeżeli wierzy się w istnienie Boga nie można zapominać o istnieniu szatana. Ludzie najczęściej mimo iż wierzą w Boga to nie wierzą w szatana. Co jak ktoś wspominał jest jego największą sztuczką. Z założenia szatan chce zniszczenia każdej jednostki ludzkiej, chce, żeby cierpiała tu na ziemi a później i w wieczności. Szatan ma wielu popleczników, w mniejszym lub większym stopniu kto grzeszy przyczynia się do tworzenia zła i z tego powstają coraz większe patologie. Inną rzeczą jest, fakt, że jeżeli Bóg chciałby nas skrzywdzić to spełniałby wszystkie prośby jakie wnosimy w modlitwach. Sami najczesciej nie wiemy co dla nas najlepsze.

Ja miałem taką sytuację która zmroziła mi krew w żyłach. Po 9 latach odwiedziłem prababcię, z powodu problemów rodzinnych nie miałem z tą rodziną kontaktu i przez te wszystkie lata obawiałem się, że już nie spotkam jej, wręcz, powiedziałem mamie, że to będzie jej wina, że nie zdążę jej zobaczyć. Jakoś wyszło że pojechałem, bo sytuacja się unormowała. Widok ukochanej osoby w takim stanie nie był dla mnie przyjemny, prawie nie chodząca, nie widząca ledwo słysząca. Bardzo pragnęła umrzeć, zwierzała mi się, że nieraz ją kusi szatan by sobie odebrała życie, pod łóżkiem miała nawet przygotowany sznur, chciała ale nie mogła umrzeć. W wieku 95 lat nabawiła się ostrego zapalenia płuci zasłabła na grzejniku, ciężkie poparzenia na dużej częsci ciała, zajęte płuco, lekarze twierdzili, że to już koniec, nawet młody miałby problem z tego wyjść, a ona wyzdrowiała ku swojemu nieszczęściu. Bardzo żal mi się zrobiło, poprosiłem w modlitwie Boga, aby dał jej wytchnienie. Głupio mi było ale poprosiłem by mogła umrzeć by się już nie męczyć tak. Niespełna miesiąc później pojechałem jeszcze raz do rodziny na jej pogrzeb. Chyba nigdy tak oczywiste nie było dla mnie to, że zostałem wysłuchany. Choć wolałbym nie w takim przypadku. Mogła umrzeć kiedykolwiek przez 9 lat a stało się to tuż po mojej wizycie. Ona pragnęła śmierci ale zdawała sobie sprawę, że samobójstwo nie jest rozwiązaniem i że te myśli są złe była to taka wewnętrzna walka dobra ze złem. Można też pomysleć, że moje wielkie pragnienie zobaczenia jej jeszcze raz w jakiś sposób trzymałoją przy życiu a może to wszystko był tylko przypadek. Tak naprawdę nic nie wiadomo w kwestii jak ten świat naprawdę działa.
Co do śmierci to jest jakiś fenomen 21gramów, który znika w chwili śmierci. Ja wierzę, że jest coś po śmierci, nawet jeżeli nie tak jak przedstawiane przez religie, to religie które są pozwalają w łatwiejszy sposób zrozumieć coś co dla normalnego człowieka jest trudne do ogarnięcia.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość voy

Ja myślę że każdy człowiek nie radzacy sobie z problemami chce uwolnić się od cierpienia, i jest mu już wszystko jedno czy wierzy, czy nie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość js_11

Straszenie piekłem albo złą karmą samobójców to dopiero powinien być niewybaczalny grzech śmiertelny. Nawet nie wiecie jakie robicie ludziom piekło. Nie mają ucieczki, czują się okropnie a tu jeszcze dochodzą myśli, że śmierć wcale nie przyniesie ulgi, że piekło będzie wieczne... Ja wierzę w karmę i mam ten problem, że jestem już na stałe w piekle bo przecież nie rozwiążę problemu nie do rozwiązania a skoro każdy ma te same problemy po śmierci to piekło jest wieczne. Trwa już tu i teraz i przejdzie jeśli wyrzeknę się duszy i siebie, wyłączę emocje o ile tak się da.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

~js_11
Straszenie piekłem albo złą karmą samobójców to dopiero powinien być niewybaczalny grzech śmiertelny. .

Coś w tym jest.
Natomiast moim zdaniem przyjmowanie, że życiu ma się dokładnie takie same problemy jak w poprzednim jest sprzeczne z teorią reinkarnacji.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość js_11

Większość teorii o karmie zakłada, że mamy się rozwijać więc przepracowujemy problemy a jeśli ich nie rozwiążemy to mamy stare nierozwiązane problemy plus nowe. To jest najgorsza wizja jaką można sobie wyobrazić i jest równoznaczna z wiecznym piekłem dla wielu osób. Ale karma jest jednak nielogiczna bo się nie sprawdza w realu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Moim zdaniem bardziej adekwatne było by określenie "uczynki", albo "winy". A więc chodzi o poniesienie konsekwencji swoich uczynków, jeśli nie w tym wcieleniu, to w przyszłym, w celu rozwijania świadomości, tak rozumiem sens spłacania długu karmicznego.
Ale jak te konsekwencje będą wyglądały i kiedy nastąpią, tego nie da się przewidzieć. Mogą wyglądać kompletnie inaczej od tego wszystkiego, czego doświadczyliśmy do tej pory. Tym bardziej nie ma powodu zakładać, że będą powieleniem naszego dotychczasowego życia.
Tak więc moim zdaniem ta wizja wcale nie jest najgorsza, nie widzę w niej nic złego czy przygnębiającego. :)
Wydaje mi się, że aby zweryfikować, czy karma sprawdza się w realu czy nie, trzeba by znać więcej niż jedno swoje wcielenie. A to chyba nie jest możliwe.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość js_11

To nie byłoby sprawiedliwe gdyby za obecne uczynki kara przychodziła w następnym wcieleniu. Oznaczałoby to, że teraz cierpię ze swojej winy bo coś zrobiłem w poprzednim życiu, którego teraz nie pamiętam ale nie mam możliwości poprawy tylko właśnie przez to cierpienie mając wybór między byciem ascetą a byciem niemoralnym wybiorę to drugie bo jednak karmy może nie być a nie chcę stracić życia przez to, że urodziłem się nieodpowiedni. Jeśli istnieje jakiś Bóg to nie ocenia naszych uczynków i nie może nas karać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak to niesprawiedliwie? Właśnie bardzo sprawiedliwe. Z powodu tego o czym tu teraz napisałeś. A z tego co się orientuję to chyba w każdym sytemie wierzeń zakłada się, że Bóg jest sprawiedliwy.
A przecież gdyby Bóg nie nas nie oceniał, to byłby bardzo niesprawiedliwy, serio wolałbyś żeby tak było? Żeby miał gdzieś, kto co zrobił, nie dając za nic żadnej odpłaty? Żeby człowiek nie ponosił konsekwencji tego co zrobił? Przecież to by było straszne. Dobro nie miało by żadnego znaczenia. Krzywda ludzka też, bo przecież nikt nie będzie dajmy na to oceniać jakiegoś sadysty, ani tym bardziej go z tego rozliczać.
Więc powiedziałabym że właśnie TO jest najgorsza wizja. Brrrrrr...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość js_11

No właśnie jeśli Bóg ocenia i karze to wtedy jest mściwy i skazuje kogoś na jeszcze większe cierpienia w następnym wcieleniu i równię pochyłą. To nie jest sprawiedliwość. Miłość i dobro mają sens tylko wtedy kiedy wynikają z serca a nie ze strachu przed karą i dlatego kara nie ma sensu. Powiedziałabyś ludziom chorym, że cierpią z winy karmy w poprzednim wcieleniu, którego nie pamiętają? To by było sprawiedliwe? Wg mnie to by było najgorsze okrucieństwo. Chcę być dobry i nie mogę przez uwarunkowania, na które nie mam wpływu i mam teraz cierpieć? I za karę dostać w przyszłości jeszcze gorszą karmę i jeszcze bardziej cierpieć czy w końcu stać się ascetą i cierpieć żeby wyzbyć się siebie i móc być szczęśliwym bo pasującym już do jakiegoś wzoru jaki powinienem być. Czyli gówno a nie wolna wola w takiej sytuacji. Jeśli tak jest to właśnie tak wyobrażam sobie wieczne piekło.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość MariolaZ

Moja mama zmarła śmiercią samobójczą 15 lat temu. Miała bardzo ciężkie życie faktycznie - fizyczne i psychiczne, była przekonana, że w poprzednim życiu musiała narozrabiać i ma karę. Wierzyła, że po śmierci jest lepsze życie, że wyczerpała swoją siłę. Zostawia 4 dzieci, małe, potrzebujące mamy - wyobraźcie sobie jaki to ma wpływ na nasze życie. Miała ciężko, ale nie walczyła o zmianę! Po śmierci, w kolejny dzień słyszałam w pokoju jej męczeńskie oddechy, kilkanaście dni później powiedziała mi "tam wcale nie jest lepiej niż tu i też mamy XXI wiek", potem po pół roku miałam sen, czułam, że jest jej dobrze, że gdzieś przeszła - ale nie jestem pewna, czy ten sen to nie moja wyobraźnia, ale był głęboki i był znakiem. Kocham ją i rozumiem, ale nie mogę wybaczyć łatwego poddania się choć wiem, że pewnie zwariowała i to był koniec jej psychiki, że była chora..
Minęło 15 lat, sama jestem mamą, wszyscy poradziliśmy sobie, ale jesteśmy smutni w środku, umieramy tysiące razy pytając dlaczego?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość apc

A jak myślicie co stanie się z osobą, która popełni samobójstwo i tym samym wybierze mniejsze zło dla siebie,ale przede wszystkim dla swojej rodziny? Chodzi mi tu o nieuleczalną chorobę, gdzie nie ma najmniejszych szans na zmianę sytuacji. Oszczędzi w ten sposób rodzinie widoku ogromnego bólu. Ból będzie i tak ogromny, wiadomo, ale nikt nie będzie przez miesiąc czy dwa przykuty do łóżka tej osoby z nadzieją,że może zdarzy się cud.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Mahomet

Ja na przykład to bym się cieszył jakby taka osoba umarła. W końcu jakby nie patrzeć, to musi być bardzo uciążliwe takie opiekowanie się kimś obłożnie chorym. Zresztą, jakby to było moje dziecko to i tak mała strata, bo zawsze można sobie zrobić drugie i to w dodatku zdrowe dziecko. Jeśli chodzi o żonę, to tak samo jak i z dzieckiem- zawsze można znaleźć nową partnerkę w końcu tego kwiatu jest pół światu. Brata, siostry, to już w ogóle bym nie żałował. Gorzej z matką i ojcem, ale w sumie i tak już nie są mi do niczego potrzebni, końcu jestem już dorosły i zarabiam sam na siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość MrSpock

Akurat badałem tą sprawę przez wiele lat z różnych źródeł informacji. Kilka osób robiło badania hipnoza pacjentów i medium. Z dużym trudem udało się dojść do informacji które wydają się prawdziwe i potwierdzone. Rządy posiadają te informacje ale zatajają je przed społeczeństwem.

1) Jest reinkarnacja obejmująca nasz świat i świat o jeden stopień wyższy od naszego. W światach o dwa stopnie wyżej nie ma reinkarnacji, bo dusza jej już nie potrzebuje. Reinkarnacja ma na celu stworzenie sztucznych warunków dla uczenia się dusz. Kościół Katolicki zakazał wiary w reinkarnację w piątym wieku na soborze w Konstantynopolu, bo cesarzowa, która wtedy żyła, bała się że ludzie będą o niej mówić, że w poprzednim życiu była prostytutką i poleciła swojemu mężowi żeby przekazał Kościołowi polecenia ustalenia przepisów zakazujących wiarę w reinkarnację.
2) Są dwa systemy reinkarnacji
pierwszy system - to reinkarnacja jaka rzeczywiście ma miejsce w kosmosie w normalnych cywilizacjach. Cywilizacje podlegające reinkarnacji dzielą się po połowie na pozytywne i negatywne. Ta reinkarnacja ma na celu uczenie się, najczęściej jest dokonywana dobrowolnie przez duszę i dusza w kolejnym życiu pamięta poprzednie życia, dzięki temu jej doświadczenie zbiera się i rośnie.

drugi system - reinkarnacja na Ziemi i niektórych innych planetach podbitych przez Reptilian. Ona nie jest normalna, nie pamiętamy poprzedniego życia. Reptilianie wmawiają nam, że popełnialiśmy przewinienia w poprzednim życiu, dlatego musimy tu wrócić i odpokutować. Faktycznie oni sami powodują pogorszenie samopoczucia ludzi przez podczepione byty i skutkiem tego ludzie zachorowują, nie panują nad sobą i popełniają nieodpowiednie rzeczy. Ta reinkarnacja nie ma na celu uczenia się tylko drążenia energii z ludzi przez Reptilian, którzy się nią żywią.
Na ten temat pisali między innymi: Barbara Marciniak, Laura Knight-Jadczyk, Dolores Cannon, Alex Collier, Calogero Grifasi
Do religii buddyjskich przeniknęły nauki drugiego systemu reinkarnacji, rozpowszechniany przez Reptilian, gdyż oni muszą uzyskać zgodę ludzi na ponowną inkarnację. Dlatego wmawiają ludziom, że to dla ich dobra i za chwilę gdy dusza wejdzie w ciało jest przez nich dręczona. Najwięcej informacji na ten temat zebrali Laura Knight-Jadczyk i Calogero Grifasi.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość TrutTyNiedowiarku

Bóg istnieje i już niedługo pokaże swój gniew wobec tego zepsutego świata.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Mahomet

Pewnie że istnieje. Ja dzisiaj idę do kościoła swoją palmę święcić. Wy też panowie idźcie :)))

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość MariolaZ

Już tu pisałam kilka postów wyżej. W październiku 2015 r. mama /zmarła/ przyszła do mnie i przekazała przeraźliwy ból związany z faktem samobójstwa - w sensie, że przeraźliwie żałuje tego co zrobiła. Przekazała mi jakąś wizualizację, mimo wyciszenia przez nią byłam przestraszona a raczej przerażona gwałtowną próbą powrotu na Ziemię! :-(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość tomek51

tak prosto żyć. Po co się zabijać, oszczędzajcie a nie wydawajcie to was nic nie zaskoczy i git.
A nie jakieś samobójstwa, strasznie nieodpowiedzialne zachowanie bo zawsze na tym świecie jest kto was LUUBI !

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Mariola Z

Niestety dobrze ludzie ufają i są łatwowierni bo mają duże serca a psychopaci i lenie to wykorzystują. Są to ludzie którzy chcą się uwolnić ale po jakiejś chwili nie są jednak zdolni by kogoś skrzywdzić poza tym część niepowodzeń biorą na siebie i tak trwają. Ofiara przemocy w rodzinie gdzie zagrożone jest jej życie i żyje w ciągłym stresie do tego pracę ma tyrancza nie ma siły pomyśleć uwierzcie mi. Żałuje mojej mamy. Nie domyśliłam się co planuje bo czekałam aż zaczniemy działać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...