Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość LucyandLucy

Partner nie wie czego chce, a ja cierpię

Rekomendowane odpowiedzi

Gość LucyandLucy

Z moim facetem jestem w związku od 3 lat. Jakiś czas temu się poklóciliśmy po czym on kazał mi się spakować i wrócić do mojej mamy, ponieważ nie wie czy chce dalej ze mną być. Tak jak mnie prosił, tak zrobiłam, więc spakowałam wszystkie swoje rzeczy i wyjechałam. Daliśmy sobie, a raczej on stwierdził, że chce miesiąc czasu żeby się zastanowić, czy dalej mamy być w związku. Kontakt mamy cały czas, nie zerwaliśmy ze sobą, a on cały czas twierdzi, że mnie "kocha". Mnie męczy ten układ, bo ja wiem czego chce i jestem pewna swoich uczuć, ale to on musi się zastanawiać. Z tego powodu czuje się odtrącana, dużo rzeczy, które robi mnie dotyka, bo mam wrażenie, że szuka sobie zastępstwa na moje miejsce, a jak to się nie uda to wtedy ewentualnie mam wrócić. Kocham go bardzo i potrzebuje, więc tak samo jest z kontaktem. Jednego dnia jest kochany, czuły, dzwoni pisze i się mną interesuje, a na drugi dzień zachowuje się jak człowiek, którego nie znam. Kiedy mam dobry nastrój i jestem "miła", on mi to odwzajemnia i udaje jakby nic się nie działo. Jednak czasem nie wytrzymuje i poruszam temat naszego związku, bo nie mam pojęcia w jakiej sytuacji jestem, nawet nie wiem czy wciąż oficjalnie jesteśmy parą, czy on już mówi innym,że się rozstaliśmy. Kiedy poruszam ten temat, on wpada w szał, rozłącza się, ignoruje mnie, przez wiele godzin. Gdy w końcu się do niego dodzwonie to słyszę "mów szybko, co chcesz, bo ide oglądać mecz", więc dzwonię po meczu i słysze to samo "nie mam czasu, bo idę grać". To rodzi we mnie coraz większą frustracje, z tak błachego powodu potrafi ignorować mnie cały dzień, a potem sam dzwoni i musze być posłuszna, bo jak znowu będę niewygodna to znowu strace z nim kontakt na dzień czy dwa. Szczerze jestem już wymęczona tą sytuacją, czuje, że wpadłam w jakieś koło, które się nie zamyka, obwiniam o wszystko siebie i zawsze myślę, że niepotrzebnie go zdenerwowałam, niepotrzebnie za dużo powiedziałam, mogłam siedzieć cicho. Kiedy on sie nie odzywa cały dzień i karze mnie ciszą, a po kilku godzinach się odezwie to od razu odpisuje i staram się być miła, żeby on znowu mnie nie olał. Czuje się już tak przez niego pomiatana, że chyba straciłam własną godność. Musze robić wszystko żeby mu się przypodobać, nie moge mu się wygadać, mieć gorszego dnia, bo on mnie nie wesprze, wtedy sie ode mnie odetnie, zostawi mnie samą i powie, że mam się odezwać jak "znormalnieje". Ciągle słyszę, że to ze mną coś jest nie tak, że robie problemy. Ale ja nie wiem po prostu na czym stoje, utrzymuje z nim kontakt, bo myślałam, że w ten sposób go do siebie zachęce, może zobaczy, że da się ze mną życ i będzie chciał żebym wróciła. Mam myśli, że to wszystko jest nieszczere, bo muszę cały czas udawać zadowoloną nawet kiedy zwyczajnie mam okres i mam gorszy nastrój. Czuje się sama w tym związku, czuje,że jest to nieodwzajemniona miłość, nie wiem jak mam się z tego wyrwać. Czułam, że nie poradzę sobie z tym sama, więc  zapisałam się na terapię do psychoterapeuty, byłam już na jednej wizycie z panią psycholog. Radziła mi definitywnie zerwać z nim kontakt, bo będzie tylko gorzej. Ale dla mnie jest to mega trudne, bardzo mną zmanipulował i strasznie od siebie uzależnił. Przestałam wierzyć w siebie, kiedy mam z nim kontakt czuje, że jestem coś warta, ale jak się nie odzywa. Czuję się po prostu jak śmieć. Widzę, że mu beze mnie jest dobrze, ja nie mogę jeść, pić i spać, czekam godzinami na jakąś wiadomość. Nie umiem postawić żadnych granic, bo kiedy próbuje to wtedy mam kolejnego focha z jego strony. Nie umiem do niego nie pisać, a nawet jak się nie odzywam i on odezwie sie po calym dniu na wieczór to już jestem wkurwiona i nakręcona za ten cały dzień ciszy z jego strony. On cały czas mi mówi, że gdybym była inna byłoby ok, ale mi non stop odbija. Z mojej perspektywy, to on jest niestały, nie wie czego chce. Na początku związku był kompletnie inny, bardzo się o mnie starał, a teraz? jakiś czas temu przypadkiem zobaczyłam, że piszę z inną dziewczyna i nie były to normalne rozmowy. Do dziś nie usłyszałam przeprosin, a on twierdzi, że dla niego wtedy mentalnie  nie byliśmy razem, mimo, że tego nie czułam i kompletnie o niczym mi nie powiedział. Ten związek od roku stał się mega toksyczny, czyli kiedy poczułam dystans i chłód z jego strony. Nie rozumiem tylko jednego. Dlaczego on nie powie mi "musimy się rozstać, nic już do Ciebie nie czuje". Bolałoby, ale z pewnością byłoby to lepsze niż ciągle bawienie się w kotka i myszke, nie szukałabym z nim kontaktu tylko sobie odpuściła. Teraz nawet nieświadomie się o niego staram, bo wiem, że mogę coś stracić. On mówi, że ze mną nie zrywa, bo mnie dalej kocha i myśli, że się zmienie. Ale czy naprawdę można kogoś kochać kiedy jedna osoba płacze, a druga się rozłącza i ją wyzywa? Cały czas sie zastanawiam ile jest w tym wszystkim mojej winy, z pewnością dużo... Ale sama po sobie wiem, że zaczęłam zachowywać się inaczej odkąd ciągle od niego słysze, że on nie wie, czy chce dłużej ze mną być, ciągle żyje w stresie, schudłam 10 kg, włosy wypadają mi garściami. Powiem szczerze, że mając już pare związków za sobą, nigdy nie doswiadczylam takiego piekła. Nie spodziewałam się, że można być w takim związku, że można tak traktować drugiego człowieka, a teraz sama w to wdepnęłam i to bardzo głęboko. Naprawde czasem z bezsilności sie nie odzywam, odpuszczam, a wtedy zostaje zasypana słodkimi wiadomościami, zainteresowaniem, daje się w to wciągnąc, a potem znowy dystans. I tak w kółko. Prosze dziewczyny, czy możecie mi jakoś pomóc? Wiem, że jest tu dużo osób z podobnymi problemami, co powinnam zrobić w tej sytuacji, uciąć kontakt, czy może naprawdę powinnam się zmienić? Ehh sama nie wiem, on mnie olewa jak zaczynam poruszam niewygodne tematy, ale kiedy nic nie mówię naprawdę potrafi okazać mi dużo zainteresowania. Powinnam nic nie mówić, przemilczeć i czekać na jakąś decyzje z jego strony?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Henryka

A kto tyle może przeczytać.Nie możesz tego streścić

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa
18 minut temu, Gość LucyandLucy napisał:

Czuje się już tak przez niego pomiatana, że chyba straciłam własną godność

Bo tak jest. 

20 minut temu, Gość LucyandLucy napisał:

więc  zapisałam się na terapię do psychoterapeuty, byłam już na jednej wizycie z panią psycholog. Radziła mi definitywnie zerwać z nim kontakt, bo będzie tylko gorzej. Ale dla mnie jest to mega trudne, bardzo mną zmanipulował i strasznie od siebie uzależnił.

Dlatego musisz kontynuować terapię. 

21 minut temu, Gość LucyandLucy napisał:

Ten związek od roku stał się mega toksyczny, czyli kiedy poczułam dystans i chłód z jego strony. Nie rozumiem tylko jednego. Dlaczego on nie powie mi "musimy się rozstać, nic już do Ciebie nie czuje

Widocznie ma satysfakcję z tresury Ciebie. 

24 minuty temu, Gość LucyandLucy napisał:

uciąć kontakt, czy może naprawdę powinnam się zmienić? Ehh sama nie wiem, on mnie olewa jak zaczynam

Absolutnie uciąć, zmienić to można partnera, a nie osobowość swoją czy jego. Ty być może masz jakieś deficyty, ale on też, nie pasujecie do siebie, ten związek nie ma przyszłości. 

28 minut temu, Gość LucyandLucy napisał:

Powinnam nic nie mówić, przemilczeć i czekać na jakąś decyzje z jego strony?

Szkoda czasu i zdrowia. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli któryś z partnerów ma problem bo nie wie czy dalej chce być z kimś w związku to znaczy że tak naprawdę chce rozstania. 

To z reguły jest prawda. Tylko partner nie chce powiedzieć wprost swoich uczuć. 

Taka sytuacja jest właśnie u Ciebie. Skoro już kazał Ci się wyprowadzić by miał czas to przemyśleć to niestety lub stety związku z tego już nie będzie. Kwestia czasu kiedy nastąpi rozstanie.

Nie ratuj nigdy czegoś na siłę bo to bez sensu.


L'amore non ha un senso, L'amore non ha un nome , L'amore bagna gli occhi, L'amore riscalda il cuore
L'amore batte i denti, L'amore non ha ragione
L'amore esiste...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

On dobrze wie czego chce, tylko boi Ci się to powiedzieć wprost. Przygotowuje sobie grunt do całkowitego rozstania. Dlatego lepiej będzie jak to Ty postawisz wszystko na jedną kartę i powiesz że to koniec. Z początku będziesz cierpiała, to naturalne w takich sytuacjach, rozstanie zazwyczaj boli.

Dlatego też po rozstaniu warto zająć się sobą, wypełnić tak czas aby było jak najmniej czasu na myślenie o byłym. Im więcej zainwestujesz w siebie tym szybciej się otrząśniesz. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Trudno dziwić się, że czujesz się jak śmieć, bo tak właśnie jesteś traktowana. Dla kobiet ceniących swoją wartość już akcja z wyrzuceniem z domu, byłaby równoznaczna z zakończeniem związku. Na co  teraz czekasz, aż znowu łaskawie pozwoli Ci wprowadzić się do siebie, a za jakiś czas znowu Cię wykopie? Gdzie Twoja godność? Chyba nie wierzysz w jego puste słowa o rzekomej miłości do Ciebie. Liczą się czyny, a nie słowa. Facet kompletnie Cię nie szanuje, lekceważy, pomiata, jak jakąś ścierką, kpi z Ciebie i Twoich uczuć, tresuje Cię jak psa, do tego flirtuje z innymi, a Ty całujesz go po stopach i skamlesz u jego drzwi, nie jest Ci po prostu głupio?

4 godziny temu, Gość LucyandLucy napisał:

Musze robić wszystko żeby mu się przypodobać, nie moge mu się wygadać, mieć gorszego dnia, bo on mnie nie wesprze, wtedy sie ode mnie odetnie, zostawi mnie samą i powie, że mam się odezwać jak "znormalnieje".

Nieprawda, nic nie musisz, robisz tak, bo chcesz.

4 godziny temu, Gość LucyandLucy napisał:

Teraz nawet nieświadomie się o niego staram, bo wiem, że mogę coś stracić.

Nieprawda, nie robisz niczego nieświadomie, tylko wręcz przeciwnie, świadomie walczysz o faceta, który ma Cię w d***e.

4 godziny temu, Gość LucyandLucy napisał:

Dlaczego on nie powie mi "musimy się rozstać, nic już do Ciebie nie czuje". Bolałoby, ale z pewnością byłoby to lepsze niż ciągle bawienie się w kotka i myszke, nie szukałabym z nim kontaktu tylko sobie odpuściła.

A Ty nie masz własnej woli, żeby zadecydować sama za siebie, ciągle czekasz na ostatecznego kopa? Widocznie to piekło o którym piszesz, jeszcze za mało Cię sparzyło, ewentualnie wypaliło całą Twoją godność.

Twoja miłość do niego, nie jest żadnym argumentem na to, żeby pozwalać się tak traktować, to tylko wymówka i rozczulanie się nad sobą. Chcesz zakończyć to piekło w którym usadowiłaś się na własne życzenie? Zakończ ten pseudo związek, a żeby to zrobić, należy całkowicie zerwać kontakt z tym typem, a następnie zacząć się odkochiwać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Agu
W dniu 6.03.2021 o 19:12, laurette napisał:

Jeśli któryś z partnerów ma problem bo nie wie czy dalej chce być z kimś w związku to znaczy że tak naprawdę chce rozstania. 

..ponadto  1 rok znajomosci wystarczy by już  wiedziec czy chce sie z kims byc lub nie i dłuzsze narzeczeństwa, relacje bez zdefiniowania kierunku  ... sa bez sensu. Bo to wyczekiwanie, wysiadywanie, niewadomo czego.

 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
40 minut temu, Gość Agu napisał:

..ponadto  1 rok znajomosci wystarczy by już  wiedziec czy chce sie z kims byc lub nie i dłuzsze narzeczeństwa, relacje bez zdefiniowania kierunku  ... sa bez sensu. Bo to wyczekiwanie, wysiadywanie, niewadomo czego.

Dlaczego konkretnie 1 rok wystarczy? Skąd to wiesz?


L'amore non ha un senso, L'amore non ha un nome , L'amore bagna gli occhi, L'amore riscalda il cuore
L'amore batte i denti, L'amore non ha ragione
L'amore esiste...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
13 minut temu, laurette napisał:
54 minuty temu, Gość Agu napisał:

..ponadto  1 rok znajomosci wystarczy by już  wiedziec czy chce sie z kims byc lub nie i dłuzsze narzeczeństwa, relacje bez zdefiniowania kierunku  ... sa bez sensu. Bo to wyczekiwanie, wysiadywanie, niewadomo czego.

Dlaczego konkretnie 1 rok wystarczy? Skąd to wiesz?

Wnioskuję że Agu bardziej chodzi o to że w przeciągu roku ktoś wie czy chce z kimś być na dłużej czy na chwilę. Tu popieram Agu, dla mnie to przejaw pewności siebie. To się po prostu wie, mało tego, jestem zdania że w ogóle wchodząc z kimś w związek już się wchodzi ze wstępnym założeniem czy to jest poważne czy nie.

Choćby na swoim przykładzie mogę powiedzieć że wchodząc w kolejne związki wychodziłam z założenia że miałoby to być na całe życie. Tylko z pierwszym było nie na poważnie, w pewnym sensie to było wejście w nową Ja. Natomiast z obecnym oboje jesteśmy zgodni że chcemy być ze sobą jak najdłużej.

Natomiast w sytuacji autorki sednem sprawy jest tak naprawdę niepoważność Jej chłopaka (celowo nie piszę partner- bo jednak partner tak się nie zachowuje) oraz Jego egoizm. Tak się nie buduje związku i nawet jeżeli będą ze sobą to z pewnością też On będzie brał znacznie więcej niż dawał. A to już będzie męka. Dlatego lepiej przez chwilę się pomęczyć, wyleczyć z tego chorego uczucia, delikwenta kopnąć w cztery litery i niech będzie niepoważny bez niej. A w czasie rekonwalescencji bardziej zająć się sobą, odbudować siebie by w przyszłości nie przyciągać kolejnych narcyzów.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Agu
17 minut temu, laurette napisał:

Dlaczego konkretnie 1 rok wystarczy? Skąd to wiesz?

no nie ze tak konkretnie  co do linijki 😉

Miałam na mysli bardziej to,że  jest tu sytuacja że są ze soba trzy lata. I jak ludzie sie poznają, no to mają prawo miec wątpliwości,  nie być co do siebie pewni. Ale gdy ta "niepewnośc" utrzymuje sie z byt długo... to  wg mnie to nie "to".

 1 rok to jest naprawde  wystarczajacy  by sie ogarnąc i skonforntowac się z  pytaniem - czy ja chce z kims budować cos poważnego czy nie. .. (i czesto tak sie słyszy, o takiej granicy przechodzenie z zakochania w zwiazek, stabilny i ze zbyt długie trwanie wtym etepie rozponawczym odbiera cos dojrzalszemu etapowi relacji).

Jesli dla kogoś rok to za mało to ok, ale niech sobie wyznaczy jakąs inną granice po której upłynieciu podejmie decyzje. Bo znam związki 10 letnie dojrzałych osób  które "stoją" w miejscu przez nie podejmowanie decyzji i tkwią  w jakis półsrodkach latami, ani w lewo ani w prawo; boją  się pójsc w relacji na przód lub podjac adekwatnych decyzji. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Gość Agu napisał:

Jesli dla kogoś rok to za mało to ok, ale niech sobie wyznaczy jakąs inną granice po której upłynieciu podejmie decyzje. Bo znam związki 10 letnie dojrzałych osób  które "stoją" w miejscu przez nie podejmowanie decyzji i tkwią  w jakis półsrodkach latami, ani w lewo ani w prawo; boją  się pójsc w relacji na przód lub podjac adekwatnych decyzji. 

 

To jest sedno sprawy według mnie. Rok czy więcej to tak naprawdę nie tyczy się lat stażu relacji tylko tego kiedy dojdziemy do tego momentu że wiemy jaki jest ten masz partner i czy to akceptujemy i chcemy być razem mimo to czy decydujemy się na rozstanie. To jest często coś czego niektórzy boją się. 

Tylko na ten moment musi złożyć się najmniej kilka kwestii trzeba partnera poznać z wielu stron, dobrej, złej, w problemach, w smutku, w radości, w rodzinie. A często 1 rok to za mało by tak poznać człowieka. 


L'amore non ha un senso, L'amore non ha un nome , L'amore bagna gli occhi, L'amore riscalda il cuore
L'amore batte i denti, L'amore non ha ragione
L'amore esiste...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość LucyandLucy

Ale jeśli chodzi o naszą relacja jak i każdą inną w moim życiu to zawsze zaczynając związek wiedziałam, że chce być z tą osobą jak najdłużej i miałam poważne plany. Oczywiście, że w między czasie coś może pójść nie tak i zawsze zdawałam sobie z tego sprawe. Natomiast ja dla tego faceta poświęciłam bardzo, bardzo wiele. On obiecywał mi bardzo dużo, mieliśmy jakieś wspólne plany na przyszłość, ale po mniej więcej roku znajomości on postawił jakąś ściane przede mną. Nie mogłam się do niego dopukać, rozmawiać. Zaczął coraz bardziej się ode mnie oddalać, próbowałam rozmawiać, ale nic z tego nie wychodziło, uważał, że jest ok i dramatyzuje. Potem ten związek był już dla mnie męczarnią, moje starania, a jego całkowity brak zaangażowania. Doszło nawet do tego, że mnie zdradził, cały czas znosiłam kolejne ciosy, a po tym wszystkim on po prostu kazał mi się spakować. Nie podjął żadnej próby walki o ten związek, a ja czuje, że popadłam w jakieś dziwne koło. Porównując jego zachowania na początku związku,a  na chwile obecną to tak jakbym miała przed sobą 2 różnych ludzi. Kocham go dalej, ale chyba rzeczywiście czas dać sobie spokój. Pani psycholog na ostatniej wizycie powiedziała mi coś mądrego. W każdej relacji jest dwójka ludzi i cała odpowiedzialność za stan związku spoczywa na obojgu partnerów, więc jeśli jedno się wycofa drugie nie jest w stanie nic zrobić. Wszystko już wiem, ale jednak ciężko odpuścić jeśli dalej są uczucia 😞

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość kasiula
20 minut temu, Gość LucyandLucy napisał:

Doszło nawet do tego, że mnie zdradził, cały czas znosiłam kolejne ciosy, a po tym wszystkim on po prostu kazał mi się spakować. Nie podjął żadnej próby walki o ten związek,

On podjąl probe wytłumaczenia Ci za pomocą swoich czynów,ze nie jest Tobą zainteresowany. Nie ubiera tego w słowa " nie chce Cie, nie potrzebuję" tylko czyni. Idzie do innej kobiety i dziwi sie, ze po wykryciu przez Ciebie zdrady jeszcze jestes u niego. Mówi, idz sobie stąd, bo musimy sie namyslec co dalej . Liczy, ze moze teraz zrozumiesz, ze dla niego jestes juz bylą znajomoscią. A Ty jakas oporna bardzo jestes.Ty sie martwisz co on robi, dlaczego sie nie odzywa, i czy znajomym mówi, ze juz nie jestescie razem. A z jakiego powodu powinno sie byc razem  byc razem?

Przeciez jak on sie nie odzywa, jest daleko od Ciebie to jest Ci zle, nie mozesz jesc, spać , chudniesz, tracisz wosy- czyli Twoj organizm mówi, ze to jest związek szkodliwy dla Ciebie. Jak bylas ostatnimi czasy ,jeszcze pod wspólnym dachem, to Cie nie szanowal, zdradzal. Po co Ci taki związek?

Rozumiem, ze 3 lata temu, to on byl inny dla Ciebie, bo pewnie inaczej wogóle bys sie z nim nie związała.Tyle. ze nie kazda miłosc bywa na całe życie. Jemu sie juz dosc dawno temu wypalilo- pora abys to zrozumiala. Jak w piosence, "bo do tanga trzeba dwojga". Ty zostalas ze swoim uczuciem sama. Mozesz sobie popłakac, pouzalac sie nad sobą (oby nie za dlugo) i czas isc do przodu juz solo, póki z czasem nie znajdziesz wartosciowego mężczyzny, ktory jest gdzies tam Tobie pisany.

I niewazne ile w ten związek zainwestowalas. Tego związku juz nie ma.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Klasyczny opis narcyza. Dlatego im szybciej ten pseudo związek się skończy tym lepiej. Jestem niemal że pewna że z Jego strony uczucia nie było, a na pewno nie do autorki. Jemu zależy tylko na sobie. Chce atencji na wyłączność, na początku przeważnie jest dobrze. Później z biegiem czasu zaczyna dziać się coraz gorzej i gorzej. To standard w toksycznych relacjach.

On do tego związku wszedł wypalony, wpierw trochę ofiarował a później zaczął liczyć że mu się to zwróci. A że nie zwracało mu się to i szukał gdzie indziej, w ten sposób rekompensując ,,straty" jakie poniósł na rzecz autorki.

Teraz jeszcze żyje ułudą że może jeszcze będzie dobrze. I owszem, będzie, ale na chwilę, a później niczym rykoszetem sytuacja jeszcze bardziej się pogorszy. W tego człowieka nie warto inwestować. Też byłam w toksycznym związku, też się męczyłam, cierpiałam, odczuwałam ból. Ale jak już relacja się zakończyła to z biegiem czasu śmiało mogłam się podpisać obuma ręcyma i nogyma że zakończenie to była jedna z wielu najlepszych decyzji. A dzisiaj to nie wyobrażam sobie nawet aby wrócić do niego czy być z człowiekiem z takim charakterem.

Z biegiem czasu człowiek zaczyna coraz więcej przemyśliwać i wyciągać wnioski. I Ty po dłuższym zastanowieniu, po przejściu okresu żałoby z pewnością będziesz myślała że tyle czasu zmarnowałaś na związek bez przyszłości. Że związek z nim to była prawdziwa udręka. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
9 godzin temu, Gość LucyandLucy napisał:

Natomiast ja dla tego faceta poświęciłam bardzo, bardzo wiele. On obiecywał mi bardzo dużo, 😞

Sorry, ale co obiecywał i co poświęciłaś nie ma obiektywnie znaczenia. Z opisu wynika, że trafiłaś na osobnika bardzo toksycznego od którego trzeba trzymać się z daleka. Trzyma Cię koło siebie, bo jest mu wygodnie a to, ile Ciebie będzie to kosztowało ma gdzieś. Czy to psychopatą, narcyz, czy inny wampir nie ma znaczenia - to typ toksyczny którego trzeba bezwzględnie zostawić a numer zablokować.

Rozumiem, że sama dobrze to wiesz a na forum przyszłaś, bo chcesz to usłyszeć od innych bo brakuje Ci wiary w siebie i własny osąd. Proponuję popracować mocno nad wiarą w siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość LucyandLucy

Dzięki za odpowiedzi. Tak, dokładne to samo zaczęłam uważać. On jest narcyzem i się nie zmieni, nie ma sensu dalej brnąć w tą toksyczną relacje. Nie mam wiary w siebie, bo ten związek mnie wykończył. Mimo, że cos czuje i zdaje sobie sprawe, że mi się nie wydaje, to opinie innych osób mi pomagają. Nie mam z nim kontaktu już tydzień i szczerze czuję się jak na odwyku. Jest ciężko, ale wiem, że to minie. Widocznie nie kochał mnie na tyle żeby móc się zmienić albo chociaż odejść z szacunkiem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa
12 godzin temu, Gość LucyandLucy napisał:

Nie mam z nim kontaktu już tydzień i szczerze czuję się jak na odwyku. 

I tak trzymaj, nie dzwoń, nie pisz, odrzucaj połączenie, jakby zadzwonił. 

Czas leczy rany, ale powinnaś skorzystać z pomocy terapeuty, żeby też podnosić poczucie swojej wartości. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Bubba

Alez on Ci wyswiadczyl geialna przysluge wywalajac Cie z domu. Teraz tylko wystarcz nie dobierac telefonu ani nie podejmowac zadnego kontaktu. Nie interesowac sie nim. To jakis chory toksyk. Czasy sa trudne a on ma jeszcze czas i sile na takie akcje.

Nie dziekuje, korzystaj w moich doswiadczeń. Mi sie oplacilo. Odchorowalam, ale nie mam tego garba meskiego na sobie. Dasz rade:)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...