Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość klara27

Związek - prosze o opinie

Rekomendowane odpowiedzi

Gość klara27

Zdecydowałam się opisac tutaj moja sytuacje bo doszedl mnie wewnetrzny kryzys i nie jestem w stanie dłużej tak życ sama ze soba. Licze ze ktos spojrzy na to z boku, całkiem na chlodno bo ja nie potrafie. Postaram się oddac problem żeby ktos w miare realną dał mi opinie.

Jestem w związku od prawie 4 lat licząc nowy rok. Od przeszlo pol roku pomieszkujemy razem, u niego. Troche za pozno się na to zdecydowałam ale mowi się trudno. Miedzy nami sa 4 lata roznicy. Rok 2020 zszedł nam głownie na jego pracy i klopotach no i skutkach pandemii. Z koncem 2019r. mielismy powazny kryzys, ja myślałam nad rozstaniem bardzo powaznie. Widziałam już wówczas nasze rozbieżności, wady, problemy. Długo mi zajęło by podjac tamtą decyzje ale w koncu ja podjełam po bolach. Doszło wówczas do chwilowej rozłąki tak ponad miesiąc. Były rozmowy o nas, wzajemne oskarzenia ,a jakze, płacz, rozpacz.. Było nam obojgu cieżko. Dałam się namówic jednak na ostatnią rozmowe. To był koszmar. Zarzucał mi ze Malo się staralam,ze nie mieszkaliśmy, ze stawiam same wymagania.. Wiem ze nie bylam bez winy. Tymczasem on tez miał wady i to niemało. Podsumowujac, powiedzielismy sobie nasze oczekiwania względem każdego, tego co komuś zabraklo u drugiego, co powinno się zmienic. Poza tym on nie chciał rozstania. Prosił o szanse przez wzgląd na te wszystkie rzeczy, których m.in. zabraklo. Postanowilam dac sobie czas wtedy i przemyśleć raz jeszcze to wszystko.  A że było we mnie uczucie do niego wciąż zywe to emocje wzięły gore. Powiedzialam sobie wówczas, ze faktycznie ma racje co do pewnych kwestii i ze mogłam więcej dawać od siebie. Mocno to przezywalam i suma sumarum wrociliśmy do siebie. Wczesniejsze lata były w miare dobre,i nie będę ich opisywac ale sadze ze wtedy ciagle się poznawaliśmy i roznice nie były jeszcze widoczne.

Od tego kryzysu i powrotu minął rok. A ja teraz znowu stoje na rozdrożu mojej opini tego związku . Nie będę ukrywac, pojawily się ponownie mysli o rozstaniu. Dodam,ze zrobilam mała analize tego co powiedzieliśmy sobie rok temu podczas kryzysu, tych punktow które od siebie oczekiwaliśmy żeby nastapila zmiana. Doszlam do wniosku,ze czesc z nich nie uległa zadnej poprawie. Niektóre się troche zmienily a inne tak,zmienily się. U nas jest duzy klopot z komunikacja. Codzienne potrzeby umiemy wyartykułować ale już nie problemy. A nawet jak podejme probe rozmowy to on ja ucina albo potem nie kontynuujemy już tego tematu tym samym zamiatając pod dywan. I to dlatego ten związek jakos bytował,takie mam wrazenie. On chyba nie mysli o rozstaniu, mysli ze jakos to będzie bo przeciez jest ok. Tylko przeciez nie wierze. ze nie widzi tych problemow miedzy nami… Wiem,ze mysli nawet o przyszłości o tym byśmy może się gdzies wyprowadzili. Tymczasem ja czuje ze cos jest nie tak od długiego czasu tylko się o tym nie mowi. Mialam wazenie. ze zle sie stalo ze się zeszliśmy,ze może trzeba było się rozstac wtedy. Czuje ze weszlam ponownie do tej samej rzeki. Liczyłam ze może te proby naprawy (skoro już wiemy czego chcemy od siebie) cos zmienia na lepsze. Dochodzi jeszcze to ze coraz czesciej wydaje mi się,ze pomimo pozornego podobieństwa miedzy nami to nie nadajemy na tych samych falach. Spieramy się w roznych pogladach, typu: polityka, religia (ja praktykuje,on nie) poglad jak należy pracowac, obecna sytuacja pandemii nawet.. Czasem mysle ze on ma dwie twarze. Traktuje mnie ok, opiekuje się mna kiedy trzeba…Ale z drugiej strony nie stanal w mojej obronie przed jego rodzina, olał wielokrotnie moja prosbe jak o cos prosilam latami wrecz, często slysze ze wymyslam albo cos wyolbrzymiam bo nie mam wiekszych problemow itp. Dodam,ze pochodzimy z roznych rodzin. On z rozbitej, brak dobrych relacji. Cos mi mówi ze nasze charaktery sa odmienne. Przynajmniej w jakims stopniu i boje się przyszłości czy to się nie nasili tak ze będzie ciezko zyc. Nasze zycie seksualne nie istnieje od 2 lat. Pocałunki tylko sa właściwie. Nie ptrafie się zbliżyć. Partner nie jest w moim typie do konca i było tak od początku ale dla mnie ten aspekt nigdy nie był najważniejszy wiec zaryzykowałam związek. Ale teraz widze. ze ten aspekt chyba przez to w ogole nie istnieje. I nie mogę nic z tym zrobic. Być może to już był blad by wiazac się z kims bez ewidentnego pozadania. Być może..ale wtedy wygral rozum a nie oczy i fizjonomia. Teraz zyjemy troche jak brat z siostra.

 Glupio zabrzmi ale czy jest sens żebym się jeszcze zastanawiala ze ten związek ma jeszcze jakiekolwiek szanse? A może wciąż zbyt zwlekam bo właściwie to zyjemy razem tylko w teorii bo on się zakończył już rok temu? Potrzebuje by ktos to chlodno ocenil. Zalamałam się już. Nie chce już dłużej tkwić w czyms na sile jeśli to naprawde nie to i jeśli wiele na to wskazuje znaków, których może ja wciąż nie zauważam dość wyraznie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa

Z tego co piszesz, nasuwa się tylko jedno pytanie? Po co jesteście razem, jak i tak de facto osobno? Czyli na siłę. 

Marnujecie przy sobie czas. Masz rację, nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość klara27

No własnie wyglada na to ze udajemy ze jest jako tako i tak tkwimy w tym byc moze z przyzwyczajenia. Nie wiem jaka moze byc inna odpowiedz... moze żal tych 4 lat, tego czasu razem... ja miałam tez odczucie jakbym byla z nim conajmniej jakims małzenstwem a nie para jeszcze. Tak to wszystko juz zjadła chyba rutyna.

Nie wiem jak to mozliwe, że on tego nie czuje? Domyslam sie ze wie ze jest zle ale rostania nie bierze pod uwage. Juz drugi raz z reszta. wtedy mi mowił,że to moja decyzja,że on chce sprobowac raz jeszcze. Ale teraz zero reakcji z jego strony. Mowi o przyszłości ze mna jakbysmy mieli zapisane ze tak, bedziemy na zawsze juz razem. A tymczasem tak to nie wyglada...

Mialam wrazenie,ze moze faktycznie warto podjac probe naprawy. Ale de facto nie jestem pewna tej naprawy czy to wystarczylo. Chyba nie..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa

Tylko co tu naprawiać, uczucia nie da się wykrzesać na zawołanie. 

Przecież on nie musi tego samego czuć co Ty, jemu bliskość za bardzo niepotrzebna, bo pewnie już przyzwyczaił się do wirtualnego seksu, jemu jest tak dobrze, Ciebie on nie pociąga, to niby na czym ma polegać naprawa? 

To nie rutyna, bliskość to podstawa związku, jak to chcesz naprawić? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość klara27

ka-wa dziekuje za odpowiedzi. Tylko problem jest znacznie bardziej złozony niz byc moze go opisalam. On mnie kocha, pozada i chce spedzic przyszlosc. Tylko ja tego nie czuje. Wtedy tez tego nie czulam gdy nastapil ten kryzys w 2019. Jednym z rzarzutow byl brak seksu wlasnie. Ale ja do tej pory sie nie przelamalam. Z poczatku wydawało mi sie ze moze bedzie to dalszy plan,tło i ze warto sprobowac. Zwlaszcza,ze sie bardzo polubilismy i wyrosło to na przyjazni. Ja mialam wowczas przeblyski ze moze to powinno zostac tylko na etapie przyjazni ale on sie zakochal i sie potoczylo. A potem przyszlo moje uczucie do niego. Niestety nie takze i to fizyczne.

Obawiam sie ze rostanie powinno nastapic wtedy a teraz ,rok pozniej tylko bardziej sie to skomplikowało. Gdy mu to powiem - a moze sie nie spodziewac tego bo z dnia na dzien zyjemy calkiem normalnie - to znowu moze byc szok i rozpacz. Jego rodzina tez kompletnie niczego nie podejrzewa. Moge wyjsc na nienormalna skoro tak nagle mowie o rozstaniu. Nie wiem jak to zrobic bo jestem wrazliwa i celowo nie chce zadac mu i sobie tego bólu...  A z drugiej strony zdaje sobie sprawe,ze ilez to tak moze trwać skoro tych zmian nie ma i jest ciagle prawie tak jak bylo... nie mam z kim porozmawiac kompletnie. Stad tutaj napisalam.

Jeszcze tak sobie myślę,że chyba niestety ale dlugo sie oszukiwalam ze cos z tego bedzie. Może on tez sie oszukuje? Naprawde zaczynam sie bac tego by powiedziec mu ze znowu myslę o rozstaniu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa
33 minuty temu, Gość klara27 napisał:

Ale ja do tej pory sie nie przelamalam. Z poczatku wydawało mi sie ze moze bedzie to dalszy plan,tło i ze warto sprobowac. Zwlaszcza,ze sie bardzo polubilismy i wyrosło to na przyjazni. Ja mialam wowczas przeblyski ze moze to powinno zostac tylko na etapie przyjazni ale on sie zakochal i sie potoczylo. 

Typowy przykład przyjaźni damsko-męskiej, której powinno się unikać jak ognia. On się zakochał, a Ty darzysz go braterska miłością i sama komplikujesz sobie życie wchodząc i tkwiac w tym układzie, bo związkiem tego nazwać nie można. 

On myśli, że Ty się w nim w końcu zakochasz, więc dawno powinnaś wyprowadzić go z błędu, miałaś okazję rok temu, a Ty zrobilaś ruch w przepaść. Nic tu się nie da naprawić. 

41 minut temu, Gość klara27 napisał:

Jeszcze tak sobie myślę,że chyba niestety ale dlugo sie oszukiwalam ze cos z tego bedzie.

Oczywiście, a tym powrotem dodatkowo niepotrzebnie zrobiłaś mu nadzieję. 

43 minuty temu, Gość klara27 napisał:

Może on tez sie oszukuje? 

Ale w czym? 

Powinnaś mu najpierw powiedzieć, że nie na nadziei na uczucie z Twojej strony, jakie powinna darzyć się para, sama liczyłaś, że to się zmieni, ale nie mów o naprawie, bo tu nie o to chodzi, tylko o przekonaniu, że nie ma nadziei na zmianę, bo skoro tak długo nie pojawił się pociąg seksualny do niego, to się nie pojawi i tylko marnujcie czas. 

Ty tu musisz podjąć męską decyzję, jak zerwać kontakt to definitywnie, żeby otworzyć się na nowe znajomości. 

Wydaje mi się, że już pisałaś wcześniej. 

 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość klara27

Wówczas rok temu, byly straszne nerwy,rozpacz. On prosil o szanse, moze i bylo to błagalne.A ja uległam bo dostrzegałam ze moze zbyt malo sie zaangazowałam. Mam tez chyba zbyt miekkie serce. Probowałam mu mówic ze sie roznimy,że brak jest tego pociagu fizycznego, ze moze to juz kwestia przyzwyczajenia a nie miłosci. Ale on tego nie przyjmował do wiadomosci. Byłoby mi łatwiej gdyby on tez to czuł, a tak to ja o tym mysle a on nie.

Boje sie tego rozstania choć czuje po cichu ze tak powinno jednak byc.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość kasiula

Nic nie rozumiem. Brak zycia seksualnego u  mlodych, zdrowych osob heteroseksualnych i nazywasz Was parą? Chyba parą znajomych, ktorym zle żylo sie w swoich pierwotnych rodzinach i teraz stworzyli sobie taką komunę w ktorej jest wygodnie i milo. Tyle,że jesli nie macie równiez więzi seksualnej to Ty sie zamartwiasz czy będziesz dość delikatna jak zerwiesz a moze sama obudzisz sie z ręka w nocniku jak sie okaze, ze zakręcila sie kolo niego jakas dziewczyna, która pociaga go równiez seksualnie a i on jej sie w tym zakresie podoba. Wtedy w 5 minut odejdziesz w odstawkę, bo taka jest po prostu natura czlowieka. 

I wydają mi sie mocno niepotrzebne te rozkminy a czy slusznie zrobilismy, ze nie rozstalismy sie w 2019 roku, a które punkty z tych wczesniej ustalonych zostały spełnione, które umarly smiercią naturalną a jakie jeszcze niedoskonalosci miedzy nami doszły? To jest czysta strata czasu.

Zadaj sama sobie pytanie ( bo sama sobie mozesz uczciwie odpowiedziec i nie musisz przed soba kręcić) - dlaczego ja jeszcze jestem z tą osoba? Czy dlatego, ze  ja pochodze z rodziny niepełnej , boję się,że ktos z boku powie iz nie umiem prowadzić związku, bo nie moglam czegos takiego obserwowac u swoich rodziców? Dlaczego boje sie opinii jego rodziny? Czy bede sie czula jako jakas nielojalna osoba, bo oni mnie kiedys mentalnie przygarnęli, dali ciepo i patrza na mnie jak na przyszła synową, bratową? Czy moze wole byc w takim przyjacielskim zwiazku niz w zadnym, bo samotnosci boje sie ponad wszystko? Czy nie stac mnie finansowo aby mieszkac samotnie a do mamy juz mi nie po drodze wracac?

Rozkminianie i analiza zwiazku, wysuwanie jakis pretensji jacy to jestesmy dla siebie a jacy nie jestesmy jest raczej smieszne. Skoro nie czujecie potrzeby bycia ze soba jak kobieta z męzczyzną tak długo ,to po prostu nie jestescie ze soba w zadnym związku kobieta- męzczyzna. I jesli kazde z Was  ma na uwadze kiedys zakładac swoją rodzine, miec dzieci to pora najwyzsza sie rozstac i dalej isc w zycie na swój rachunek.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość to-ja

 

4 godziny temu, Gość klara27 napisał:

ciagle się poznawaliśmy i roznice nie były jeszcze widoczne.

4 godziny temu, Gość klara27 napisał:

Widziałam już wówczas nasze rozbieżności, wady, problemy.

4 godziny temu, Gość klara27 napisał:

Spieramy się w roznych pogladach, typu: polityka, religia (ja praktykuje,on nie) poglad jak należy pracowac, obecna sytuacja pandemii nawet..

Często podkreślasz to co, was dzieli. Nie doszukałam się jednak żadnej wzmianki o tym, co was łączy. Czy są takie obszary? Jeśli tak, to proszę podziel się nimi. Różnice w poglądach są naturalne, nie we wszystkich kwestiach para musi się zgadzać. Co więcej, mogą one stanowić pole do ciekawej rozmowy. Zastanawia mnie,  dlaczego tak bardzo przeszkadzają Ci te odmienne poglądy? Czy istnieje równowaga między tym, co wspólne, a tym co własne?

3 godziny temu, Gość klara27 napisał:

Zarzucał mi ze Malo się staralam,ze nie mieszkaliśmy, ze stawiam same wymagania..

4 godziny temu, Gość klara27 napisał:

U nas jest duzy klopot z komunikacja. Codzienne potrzeby umiemy wyartykułować ale już nie problemy.

4 godziny temu, Gość klara27 napisał:

A nawet jak podejme probe rozmowy to on ja ucina albo potem nie kontynuujemy już tego tematu tym samym zamiatając pod dywan.

4 godziny temu, Gość klara27 napisał:

Traktuje mnie ok, opiekuje się mna kiedy trzeba…Ale z drugiej strony nie stanal w mojej obronie przed jego rodzina, olał wielokrotnie moja prosbe jak o cos prosilam latami wrecz, często slysze ze wymyslam albo cos wyolbrzymiam bo nie mam wiekszych problemow itp.

Widzę, że czujesz, że Twoje problemy są trywializowane, a tego nikt nie lubi. Każdemu zależy, by z szacunkiem odnoszono się do jego problemów, zamiast je ocenić. Niestety w naszej kulturze jest to powszechne, a nigdzie nie uczy się empatycznego odpowiadania na potrzeby innych. Myślę, że zarówno Ty, jak i Twój partner macie trudności z bliskością w relacji ( unikanie poważnych rozmów, zbliżeń) i nie bez powodu na siebie trafiliście.  Nawet jeżeli się rozstaniecie, będziecie te wzorce powielać w kolejnych związkach. W dobrej relacji bazę stanowi otwartość i wzajemne szanowanie swoich potrzeb. Wprawdzie partner, zarzuca Ci brak zaangażowania w związek, ale jego zachowanie również na to wskazuje (unikanie rozmów, bagatelizowanie problemów). Uważam, że partner niczego nie robi w złej wierze. Po prostu na razie ma trudności z konfrontacją z problemami, ale może się tego nauczyć! To, co Ty możesz zrobić to poprawić swoje własne umiejętności, komunikacyjne, zadbać o przestrzeń do intymnej rozmowy. 

Proponuję do poważnej rozmowy stworzyć odpowiednie warunki - ustalić czas i miejsce (niekiedy próbujemy ważne rzeczy komunikować w biegu, lub gdy partner jest zmęczony, nie ma na nią ochoty). Absolutnie odradzam tekst w stylu - Musimy porozmawiać, bo od razu wzbudza reakcję obronną. Lepszy będzie komunikat - Chciałabym z Tobą porozmawiać. Kiedy będzie dla Ciebie odpowiednia pora? Oczywiście podczas rozmowy, warto stosować komunikat typu JA.

Przykład 

W środę powiedziałam Ci... Zarzuciłeś mi, że wyolbrzymiam. Zrobiło mi się przykro. Pomyślałam, że moje uczucia nie są dla Ciebie ważne. Oczekuję, że następnym razem, jeżeli będę Ci mówiła o tym, co mnie boli, spróbujesz zrozumieć moje uczucia. 

 

Twój wpis ma strasznie negatywny wydźwięk. Ciężko doszukać się plusów pozostawania w tej relacji. Coś Cię jednak w niej trzyma. Chciałabym, żebyś się zastanowiła, co to jest i co w ogóle sprawiło, że zdecydowałaś się na tę relację i jakie są plusy pozostawania w niej. Nad większością problematycznych  kwestii można popracować, czy jesteś gotowa podjąć trud, by ratować ten związek? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość klara27

kasiula, dzieki za odpowiedz. Przyznam szczerze ,ze mną wstrzasnełas ta opinia.

Masz racje prawdopodobnie z tym, ze jakby sie zakrecila jakas inna pod wzgledem seksualnym to mogłby ulec. Wtenczas byloby przynajmniej łatwiej zakończyć ta relacje. A tu jest wierność. Z reszta mamy identyczne pojecie o zdradzie wiec z takim zdaniem raczej nie dojdzie swiadomie do niej.

Moze tego nie rozumiesz,ale bylismy parą i zachowywalismy sie jak para pomimo braku seksu. Mi stąd jest tak cieżko to skończyć. Poza tym czuje wewnetrzny żal, rozpacz, smutek i ból. Mimo wszystko go pokochałam. Tylko ja chce miec kiedys dzieci i jak tak pomysle o nim jako o ich ojcu to jednak to nie jest to.

Dlaczego jestesmy wciaz razem? Prawda jest ,tak sadze taka,ze dlatego ze sie do siebie przyzwyczailismy, mamy wspolne jakies zainteresowania, mieszkamy razem i jest miedzy nami jakies uczucie. Ja to tak widze.

11 minut temu, Gość kasiula napisał:

Czy moze wole byc w takim przyjacielskim zwiazku niz w zadnym, bo samotnosci boje sie ponad wszystko?

Bo ta relacja zaczela sie od przyjazni. On sie zakochal, zas ja dałam sobie czas by sie zastanowic czy wejsc w zwiazek. W koncu cos do niego poczulam i zdecydowałam ze moze warto zaryzykowac. zwlaszcza,ze naprawde z poczatku nadawalismy na tych samych falach. O fizycznosci nie myslalam z poczatku,przyznaje.

Samotnosci sie boje,owszem. Ale nie panicznie. Wiadomo,ze ciezko bo przyzwyczajenie tez zrobilo swoje. Ale juz doszlam do tego ,ze na sile byc z kims nie mozna zwlaszcza majac na uwadze kiedys zalozenie rodziny.

Martwiace jest dla mnie tez to co kiedys mi powiedzial, mianowicie ze jak nam nie wyjdzie to on woli byc sam. Ze z nikim sie nie zwiaze. Moze tylko tak mowil, nie wiem na ile by tak postapil w zyciu. Zaczynam sie obawiac ze moze mnie znowu prosic,blagac o to bysmy sie nie rozstawali. Lub usłysze znowu ze za mało zrobilam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa
48 minut temu, Gość klara27 napisał:

Byłoby mi łatwiej gdyby on tez to czuł, a tak to ja o tym mysle a on nie.

Nie możesz wymagać, żeby on to czuł co Ty. 

15 minut temu, Gość to-ja napisał:

Nad większością problematycznych  kwestii można popracować, czy jesteś gotowa podjąć trud, by ratować ten związek

Tak, tylko co to da, to nawet nie jest związek, Klara go kocha tylko miłością braterską, nie pociąga jej, nawet nie może się przemóc, żeby spróbować bliskości, tego nie da się niczym wypracować. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa
30 minut temu, Gość klara27 napisał:

Martwiace jest dla mnie tez to co kiedys mi powiedzial, mianowicie ze jak nam nie wyjdzie to on woli byc sam. Ze z nikim sie nie zwiaże

To już jest szantaż, tym chce Cię przy sobie zatrzymać, mimo wszystko. 

30 minut temu, Gość klara27 napisał:

Moze tylko tak mowil, nie wiem na ile by tak postapil w zyciu.

Oczywiście, sam tego nie wie, raczej mało prawdopodobne. 

30 minut temu, Gość klara27 napisał:

Zaczynam sie obawiac ze moze mnie znowu prosic,blagac o to bysmy sie nie rozstawali. Lub usłysze znowu ze za mało zrobilam.

Pewnie tak będzie, on uważa, że jakbyś chciała to pociąg byś miała, tylko nie chcesz, nie wie, że chcenie tu nie ma nic do rzeczy, nie ma chemii i to od Ciebie nie zależy, czyli nic nie możesz zrobić w tym zakresie, inne sprawy można dogadać, tego nie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość to-ja
10 minut temu, Gość ka-wa napisał:

Tak, tylko co to da, to nawet nie jest związek, Klara go kocha tylko miłością braterską, nie pociąga jej, nawet nie może się przemóc, żeby spróbować bliskości, tego nie da się niczym wypracować. 

We wszystkich związkach pożądanie z czasem słabnie. Czy tutaj w ogóle wystąpiło? Autorka pisała, że w pewnym momencie coś co partnera czuła. Hmmm. Opieranie związku na przyjaźni jest jak najbardziej ok, o ile obu partnerom to pasuje.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość klara27
28 minut temu, Gość ka-wa napisał:
53 minuty temu, Gość to-ja napisał:

Nad większością problematycznych  kwestii można popracować, czy jesteś gotowa podjąć trud, by ratować ten związek

Tak, tylko co to da, to nawet nie jest związek, Klara go kocha tylko miłością braterską, nie pociąga jej, nawet nie może się przemóc, żeby spróbować bliskości, tego nie da się niczym wypracować. 

Dokladnie tak jest. Ehh strasznie mi z tym zle ale nie moge temu zaprzeczyc... Kocham go bo to czuje tylko to chyba nie jest ta milosc taka fizyczna do mezczyzny co powinna byc. Moze stad mam te mysli ze jakos nie widze go w roli ojca? Naprawde mnie to boli...

28 minut temu, Gość ka-wa napisał:

Nie możesz wymagać, żeby on to czuł co Ty. 

Wiem otym. Wtedy tez tego nie czul gdy mowilam o rozstaniu.

16 minut temu, Gość ka-wa napisał:
47 minut temu, Gość klara27 napisał:

Zaczynam sie obawiac ze moze mnie znowu prosic,blagac o to bysmy sie nie rozstawali. Lub usłysze znowu ze za mało zrobilam.

Pewnie tak będzie, on uważa, że jakbyś chciała to pociąg byś miała, tylko nie chcesz, nie wie, że chcenie tu nie ma nic do rzeczy, nie ma chemii i to od Ciebie nie zależy, czyli nic nie możesz zrobić w tym zakresie, inne sprawy można dogadać, tego nie. 

On tak uwaza. Z reszta chyba to kiedys wspomnial,ze ma zal ze ja tego nie inicjuje,ze nie daze. Potem dal spokoj i teraz cisza. A ja mu nigdy nie bylam w stanie powiedziec wprost ze nie jest moim typem mezczyzny. Wolalam to przemilczec i konsekwentnie milczalam..Czasem czuje zal o to do samej siebie...Duzy zal.

19 minut temu, Gość ka-wa napisał:
50 minut temu, Gość klara27 napisał:

Martwiace jest dla mnie tez to co kiedys mi powiedzial, mianowicie ze jak nam nie wyjdzie to on woli byc sam. Ze z nikim sie nie zwiaże

To już jest szantaż, tym chce Cię przy sobie zatrzymać, mimo wszystko. 

No i wlasnie. Tak bylo wtedy teraz czuje ze powie to znowu.

4 minuty temu, Gość to-ja napisał:

We wszystkich związkach pożądanie z czasem słabnie. Czy tutaj w ogóle wystąpiło? Autorka pisała, że w pewnym momencie coś co partnera czuła. Hmmm. Opieranie związku na przyjaźni jest jak najbardziej ok, o ile obu partnerom to pasuje.

to-ja, napisze prawde, ja nie wiem czy kiedykolwiek czulam pozadanie w tej relacji. Teraz to sobie zarzucam,ze to okropne zeby sie tak w pewny sposob oszukiwac. Ale chcialam partnera bardziej do zycia,podobnego do siebie jako i przyjaciela,z tematami do rozmow.No i stalo sie. Relacja pedzila tak,ze zapytal czy bedziemy razem.. Teraz chyba jednak troche zaluje. Sama nie wiem z drugiej strony bo go pokochalam. Ale ta cholerna fizycznosc.....No nie ma tego. U jego jest u mnie nie ma...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość klara27
Godzinę temu, Gość to-ja napisał:

Proponuję do poważnej rozmowy stworzyć odpowiednie warunki - ustalić czas i miejsce (niekiedy próbujemy ważne rzeczy komunikować w biegu, lub gdy partner jest zmęczony, nie ma na nią ochoty). Absolutnie odradzam tekst w stylu - Musimy porozmawiać, bo od razu wzbudza reakcję obronną. Lepszy będzie komunikat - Chciałabym z Tobą porozmawiać. Kiedy będzie dla Ciebie odpowiednia pora? Oczywiście podczas rozmowy, warto stosować komunikat typu JA.

Byly juz takie rozmowy,naprawde byly. Nie raz. Ja probwalam to ratowac rok temu. On tez. Ale to spełzło na prawie niczym. Poza tym ze wprowadzilam sie do niego. I czasem zle sie czulam z tym,ze to ja ciagle gotuje obiad, ciagle sprzatam . Pewne aspekty z jego mieszkania i codziennosci mnie troche bolały i draznily. O tym tez rozmawialismy.

Nawet ostatnio gdy zaczelam taka rozmowe na spojonie chcialam powiedziec co mnie zabolalo w jego zachowaniu to on znow stwierdzil ze wymyslam i stwarzam problem tam gdzie go nie ma...A zabolało mnie jego zachowanie..

On ma taka tendencje ze rozmowa nie pozostanie spokojna rozmowa bez rozszczen tylko musi to byc. Drazni mnie to juz bo to znosze od dluzszego czasu.

Godzinę temu, Gość to-ja napisał:

Twój wpis ma strasznie negatywny wydźwięk. Ciężko doszukać się plusów pozostawania w tej relacji. Coś Cię jednak w niej trzyma. Chciałabym, żebyś się zastanowiła, co to jest i co w ogóle sprawiło, że zdecydowałaś się na tę relację i jakie są plusy pozostawania w niej. Nad większością problematycznych  kwestii można popracować, czy jesteś gotowa podjąć trud, by ratować ten związek? 

Trzyma mnie to ze cos mnie z nim laczy. Gdzies za cos go kocham. Jest dobry, troszczy sie...Ale jak ja mam myslec o rodzinie i dzieciach ktorych pragne kiedys skoro temat seksu nie istnieje? A nie jestem aseksualna. Powiem Ci,ze czuje sie  z tym strasznie.. Nie wiem czy mi ktos uwierzy ale tak jest..Mam tez jakis zal do siebie w pewnym sensie. Czuje sie chyba nawet jakby w jakiejs pulapce?? Naprawde jestem zalamana..

Bardzo dziekuje za wszelkie opinie wam..

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość klara27
Godzinę temu, Gość to-ja napisał:

Często podkreślasz to co, was dzieli. Nie doszukałam się jednak żadnej wzmianki o tym, co was łączy. Czy są takie obszary? Jeśli tak, to proszę podziel się nimi. Różnice w poglądach są naturalne, nie we wszystkich kwestiach para musi się zgadzać. Co więcej, mogą one stanowić pole do ciekawej rozmowy. Zastanawia mnie,  dlaczego tak bardzo przeszkadzają Ci te odmienne poglądy?

Oczywiscie,ze sa takie obszary bo w innym razie nie zdecydowalabym sie na ta relacje. Ale wiesz,to sa bardzo blahe kwestie typu: lubimy te same filmy, interesujemy sie ta sama branza, pewne cechy ludzi nas odpychaja, pewne aspekty nas denewuja. Cos na tej zasadzie. Czesto ostatnio sie spieramy w zdaniu wiec to raczej nie jest pole do ciekawej rozmowy...

Czy to mimo wszystko nie za mało na wspolne zycie?

Wiesz, skoro ja praktykuje np wiare a on nie to jak w tej sytuacji wychowac ewentualnie potem dzieci? Nie jestem z tych ktore beda same chodzic do kosciola a potem uswiadamiac dziecku ze dlaczego tata nie chodzi. To dla mnie problem.

Chcialam jeszcze nadmienic ze nie przepadam za jego rodzina. Niestety. Mama bardzo sie narzuca, wrecz chce decydowac za nas co mi sie nie podoba. On nie jest maminsynkiem ale na mysl ze moglabym wejsc do rodziny nie czuje sie zbyt komfortowo. Nie wiem jak on to z kolei widzi u mnie...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa
36 minut temu, Gość klara27 napisał:

Kocham go bo to czuje tylko to chyba nie jest ta milosc taka fizyczna do mezczyzny co powinna byc.

Na pewno nie jest, bo musi iść w parze z potrzebą bliskości. 

36 minut temu, Gość klara27 napisał:

ja mu nigdy nie bylam w stanie powiedziec wprost ze nie jest moim typem mezczyzny. Wolalam to przemilczec i konsekwentnie milczalam..Czasem czuje zal o to do samej siebie...Duzy zal.

Szkoda, że nie miałaś na tyle odwagi... 

36 minut temu, Gość klara27 napisał:

Ale chcialam partnera bardziej do zycia,podobnego do siebie jako i przyjaciela,z tematami do rozmów. 

Do tego to tylko by pasowała kolezanka/przyjaciółka.W sumie można powiedzieć, że sama nie wiedziałaś co chciałaś, wchodząc w taką relację z facetem, a przecież myślałaś o rodzinie, dzieciach, a to się przecież kłóci. Jakimś usprawiedliwieniem było to, że liczyłaś na zmianę tego uczucia na połączonego z pożądaniem, ale po zerwaniuto już wiedziałaś, mimo to... 

Wydaje mi się, że Ty cały czas darzyłaś i darzysz go uczuciem, ale takim przyjacielskim, dlatego tak trudno Ci to zerwać, bo wiesz, że wtedy już po waszej znajomości. 

Pozostaje Ci jeszcze odważyć się na seks, zobaczyć jak to będzie, pomoże to odwrócić bieg sprawy w jedną lub drugą stronę. Zaaanżuj kolację przy swiecach, np.z winem na odwagę i niech się dzieje wola nieba... 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość klara27

 

16 minut temu, Gość ka-wa napisał:

 

Wydaje mi się, że Ty cały czas darzyłaś i darzysz go uczuciem, ale takim przyjacielskim, dlatego tak trudno Ci to zerwać, bo wiesz, że wtedy już po waszej znajomości. 

Tak. Darzę go uczuciem. Od początku darzyłam.  I nie wypre się tego. Bardzo go lubię. Coś nas łączy mimo braku seksu. Naprawdę. On jakby zaakceptował ten brak choć ma potrzeby. To wciąż młody facet.. właściwie przecież ja też mam. Co za ironia..

Jest mi cholernie ciężko to zrobić. Zrobić krok ku przepaści bo wiem że on przyjaźni jako samej nie chce. Mówił mi to wtedy. Albo związek albo..

16 minut temu, Gość ka-wa napisał:

Pozostaje Ci jeszcze odważyć się na seks, zobaczyć jak to będzie, pomoże to odwrócić bieg sprawy w jedną lub drugą stronę. Zaaanżuj kolację przy swiecach, np.z winem na odwagę i niech się dzieje wola nieba... 

Był już seks. Totalny niewypał. Czułam się potem bardzo dziwnie. To że był nieudany to jedno ale nie podobało mi się. Były potem znowu próby. Ale to nie to. Zmuszałam się. Naprawdę chciałam to zrobić dla niego, dla siebie..dla nas. 

Ciężko mi o tym mówić ale to nie był seks pomiędzy kobietą a facetem taki prawdziwy. Czułam to. Strasznie mnie to boli bo zależy mi na nim a z kolei wiem że tak życie nie może wyglądać.. powoli wariuje z tego powodu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość baggs

Po tym co piszesz , to odnoszę wrażenie, że na dzień dzisiejszy jesteś w punkcie wyjścia , w którym byłaś zanim ponownie weszłaś do tej samej rzeki. innymi słowy - co też można odnieść do całokształtu Waszej relacji - było na jej początku coś, na co przymknęłaś oko przez wzgląd na piękną resztę. To nie zniknęło, a wręcz wróciło "tu i teraz" jak bumerang ze zwielokrotnioną siłą.
Niepisaną regułą w przypadku powrotu do siebie jest to, że po jakimś czasie wszystko wraca do pierwotnej normy, a z Twojej wypowiedzi na ten temat jawi się wręcz eskalacja w tej materii

Toksyczność, szantaż, bierna agresja, brak komunikacji w oparciu o vlog Adama Szustaka pt. "jak naprawić dialog w związku". Podobnie do kwestii komunikacji się ma Jego wykład o miłości z pierwszego odcinka "ballad i romansów".
Taki trochę układ fwb, którego spoiwem w Waszym przypadku nie jest akuratnie klasyczna bliskość stricte seksualna, czego potwierdzenie widać w Twoich słowach odnośnie alkowy. Bliżej mu do relacji przyjacielskiej, niż do związku, w którym chemia wyparta jest niejako przez przyzwyczajenie, bo po co zmieniać coś co jest względnie dobre. A każda próba zasugerowania problemu przez jedną ze stron kończy się ......... .

Widzisz w Waszej relacji jakiś wspólny mianownik do relacji Jego rodziców?
Problematyka statystycznego mamisynka jest złożona i dość skomplikowana, bo z reguły jest ona analogią do bycia miedzy młotem i kowadłem - lęk przed krytyką matki kontra opór przed wejściem na głowę przez partnerkę. Ale to jedynie wierzchołek góry lodowej...
A mając na tym polu tzw toksycznego trójkąta sporo doświadczenia - matka, syn, partnerka - ciekaw jestem czy jakąś analogię do Waszej relacji znalazłabyś tutaj
http://mojedwieglowy.blogspot.com/p/zota-przemocowa-dwudziestka.html ?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość klara27
3 godziny temu, Gość baggs napisał:

Po tym co piszesz , to odnoszę wrażenie, że na dzień dzisiejszy jesteś w punkcie wyjścia , w którym byłaś zanim ponownie weszłaś do tej samej rzeki. innymi słowy - co też można odnieść do całokształtu Waszej relacji - było na jej początku coś, na co przymknęłaś oko przez wzgląd na piękną resztę. 

Ja też mam to uczucie. Czuje się dokładnie jak wtedy gdy mówiłam mu o rozstaniu. Tak było coś takiego przez co myślę z rozsądku weszłam w ta relację a najwyraźniej nie powinnam była. Odsuwałam aspekt seksualny który przecież musi być w związku na równi z całą resztą. Nie chciałam go uwzględniać bo tak dobrze się rozumieliśmy i czuliśmy razem. Zbyt wąsko popatrzyłam wówczas na związek wykluczając świadomie namiętność. Ale pisałam już wcześniej, że to dlatego gdyż cenie dużo bardziej inne aspekty. Zbyt bardzo chyba myliłam się myśląc o seksie jako o tle i bardzo rzadkim zjawisku.. Ale o to chyba mogę mieć pretensje jedynie do siebie bo się świadomie oszukałam.

Czytałam te wszystkie punkty na podanej stronie i chyba jednoznacznie stwierdzić nie mogę że jakiś punkt pasuje w całości. Jedynie jakieś urywki. Ta relacja nie jest toksyczna jak sądzę. Zmam osoby toksyczne z poprzednich doświadczeń. On ma swoje wady ale generalnie się szanujemy jak partnerzy.

Nie podoba mi się jedynie to co mówi że jestem dla niego bardzo ważna, jestem wszystkim. Ale mówi to z takim przekonaniem jakby nie miał już nikogo na świecie poza mną. A ma przecież, rodzinę, kolegów. Przyznaje że te słowa mnie trochę obarczają. Czuje wewnętrznie że faktycznie beze mnie będzie sam, całkiem sam. A tak to jesteśmy we dwoje.  Bo prawda taka że głównie mamy tylko swoje towarzystwo. Praktycznie na palcach rąk mogę wyliczyć gdzie byliśmy w towarzystwie..

On ma dość swoistą naturę. Jest pyskaty, powie mi coś prosto z twarz. A z drugiej strony ma jakąś wrażliwość. Martwię się że jesteśmy już tak związani emocjonalnie że ta myśl o rozstaniu jest jak totalny kataklizm i koniec świata. Dosłownie jakbyśmy byli razem od 20 lat i z takim przyzwyczajeniem do siebie.

Są aspekty które mnie wręcz przerażają momentami. I zastanawiam się czy to normalne do końca by para przed ślubem z niespełna 4 letnim stażem była aż tak związana. Mam trochę wrażenie że nasze otoczenie i realia są jakby w próżni.. każdy żyje tym drugim bez normalnego świata zewnętrznego jakim są znajomi, rodzina, wyjazdy z kimś innym niż partner itp. Tego kompletnie nie ma. I nie było.

3 godziny temu, Gość baggs napisał:

Widzisz w Waszej relacji jakiś wspólny mianownik do relacji Jego rodziców?

Czy widzę? Jego sytuacja rodzinna określiłabym co najmniej jako trudną. Tamtejsze relacje mi się nie podobają, są momentami sztuczne i dziwne. Są ważni i ważniejsi członkowie. Rodzice zaś po długim czasie bycia razem na próżno, rozwiedli się. Każdy ma już inna rodzinę. 

Raczej brak tu wspólnego mianownika. On wrecz chce stworzyć normalną rodzinę w przeciwieństwie do rodziców. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
10 godzin temu, Gość klara27 napisał:

Darzę go uczuciem. Od początku darzyłam.  I nie wypre się tego. Bardzo go lubię. Coś nas łączy mimo braku seksu. Naprawdę. On jakby zaakceptował ten brak choć ma potrzeby. To wciąż młody facet.. właściwie przecież ja też mam. Co za ironia..

Dla Was obojga lepiej będzie jak się rozstaniecie. Widać że się męczycie ze sobą a nie na tym przecież związek polega. Związek w założeniu ma kwitnąć.

Jesteś od niego uzależniona, boisz się samotności. Czyli, podsumowując, boisz się zmierzyć ze sobą, swoimi słabościami. I tkwienie w takim stanie nie jest czymś dobrym.

Ja też weszłam w taki związek, nie jesteśmy już razem. On ma swoje życie a ja swoje. Cały czas przechodzę jeszcze ból z różnym natężeniem, raz jest ekstra innym razem totalny ból. Jednak są też zmiany, pozytywne zmiany. I jestem zdania że warto przejść przez ten ból, nawet pomimo iż bywa silny. Bo praca nad sobą to najlepsze co może nas spotkać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość klara27
7 minut temu, TakaJakaś7 napisał:

Jesteś od niego uzależniona, boisz się samotności. Czyli, podsumowując, boisz się zmierzyć ze sobą, swoimi słabościami. I tkwienie w takim stanie nie jest czymś dobrym

A dlaczego piszesz wyraźnie że to ja się boję samotności? Że to ja jestem od niego uzależniona? Że to ja chcę tkwić w czymś takim dalej? A on nie..?

Piszesz mi tak jakbym to ja była zła w tym związku. Tymczasem to ja zaczęłam od myślenia że może pora na koniec. Że może dość już tego tkwietnia skoro nie ma do pełni tej miłości namiętnej ,która by wprowadziła seks.

To powiem Ci że on chyba ma to samo. Bo to on chciał to głównie ratować wtedy. To on nie dopuszcza myśli o rozstaniu z tego co widzę i czuje. To on nie zaczyna nigdy poważnych rozmów o problemach. Wręcz nauczył się je zamieśc pod dywan i udaje że już nie ma.

Czemu robisz mnie tylko i wyłącznie zła strona? On nie ponosi winy skoro chce z tym być udając że problemu nie ma? To poważne?ja nie jestem bez winy. Wiem co jest źle. Popełniłam błędy pewne. Ale uważam że jego postawa nie jest w porządku względem nas obojga.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość kasiula
Godzinę temu, Gość klara27 napisał:

On wrecz chce stworzyć normalną rodzinę w przeciwieństwie do rodziców. 

I Ty tez deklarujesz, ze chcesz dzieci i to jeszcze z partnerem, ktory chodzi do kosciola.

Próby seksu byly, ale jakos wspominasz je odrzucajaco. A jednoczesnie masz tak duzo rozkmin na temat Waszej relacji.

Jak zyjesz w normalnej relacji, gdzie jest seks, to jakos ten seks, ktory powinien ludzi cieszyc, łaczyc- wylagadza mnóstwo napięc. Wrecz jak masz udaną relacje seksualną i partner Cie irytuje, to ze względu na ten seks myslisz sobie a gdzie ja znajde takiego ,z ktorym mi bedzie tak dobrze, wobec ktorego ja będe tak odwazna, nie bede sie wstydzila swojej cielesnosci, swoich reakcji?

Nie demonizuję seksu, bo najpierw zalecalabym poznac sie na roznych innych płaszczyznach,: towarzyskiej, intelektualnej, jakiejs zaradnosci życiowej, podobania sie cech charakteru jako człowieka- typu szlachetnosc, dobre serce, pracowitosc, szacunek do starszych, szacunek do życia wogole, akceptacje natury drugiej osoby- czy to jest optymista zyciowy, pesymista, malkontent. 

Jak duzo powyzszych elementow pasuje, ciagnie Cie do czlowieka, to mozna wchodzic i to tez bardzo stopniowo w relacje seksualne. Niestety jak ta seksualnosc nie odpowiada, to i związku nie bedzie. Jestes tego najlepszym przykladem. Jestes niby w zwiazku, mieszkasz z facetem, ktory niby Ci w wielu aspektach odpowiada, ale wysylasz rozpaczliwe sygnaly, ze wariujesz. Wariujesz, bo skoro w tej intymnej dziedzinie nic Cie nie ciągnie to wiesz, ze to nie bedzie trwale. A skoro nie bedzie trwale, to po co w to brnąć ?

A w deklaracje jego, ze wiernosc jest najwazniejsza, to az tak bardzo nie wierz. Jak go jakas zakreci czysto erotycznie, to niewinnie Ci odpowie, ze przeciez on Cie nie zdradzil. Zdradza sie partnera seksualnego, a Ty dla niego przeciez nie jestes erotyczną partnerką. On dopiero poznal swoją partnerkę etotyczna i zamierza byc wlasnie jej wierny i w ramach tej wiernosci rozstaje sie z Tobą. Pardon, to Ty pakujesz swoje manele, bo to Ty sie do niego wprowadzilas.

 

Chyba, ze sama przed sobą nie jestes szczera i moze by to Wasze życie erotyczne sie jakos rozwijało i docieralo, doszlifowywalo, i wcale nie byloby tak zle miedzy Wami, gdyby nie to, ze Ty jestes osoba na tyle gleboko wierzącą, ze uwazasz iz akt seksualny powinien nastapic po slubie i to jeszcze koscielnym.  I takie przedmalzenski proby seksualne Ci nie pasuja, powodują, ze jestes spięta, sama siebie potepiasz i patrzysz na swojego faceta, jako na gbura, ktory nawet nie umie sie domyslec Twoich wewnętrznych rozkmin, bo skoro jest niewierzący i niepraktykujący, to on na tych plaszczyznach wogole nie porusza sie.

 

Jeszcze raz zachęcam najbardziej do szczerosci wobec samej siebie . Jak juz dobrze pogadasz sama ze sobą to bedziesz wiedziala czego chcesz od zycia i co masz ze sobą zrobic. I bedziesz umiala tak pokierowac swoim postepowaniem aby wybrac to co najlepsze dla Ciebie i pooglaszac swoje decyzje w mozliwie najmniej bolesny sposob lub poegzekwowac od partnera to co jest potrzebne do tego, aby Wasz zwiazek lepiej funkcjonował.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość kasiula

To TY tu napisalas i to Ty wariujesz w swoim zwiazku. ( nie oburzaj sie na Taka Jakas). Nikt nie chce Ci pisac, ze jestes zla , tylko, ze podejmujesz byc moze decyzje swoje zyciowe, które.  samą Ciebie krzywdzą. My wiemy od Ciebie, ze on daje sobie rade w związku, nie wariuje, pragnie abys z nim byla . Natomiast to Ty jestes w relacji, ktora nie daje Ci spac, o ktorej nie masz z kim rozmawiac. Porozmawiaj sama ze sobą. A to moze trochę bolec.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
8 minut temu, Gość klara27 napisał:

A dlaczego piszesz wyraźnie że to ja się boję samotności? Że to ja jestem od niego uzależniona? Że to ja chcę tkwić w czymś takim dalej? A on nie..?

Ponieważ to Ty chcesz się rozstać, Ty źle się czujesz, Ty piszesz o problemie a nie oboje. On w tym wszystkim jest NIEISTOTNY. To czy zechce zrobić coś ze swoim życiem czy nie to tylko i wyłącznie Jego wybór. A z tego co piszesz to On nie rozwinie się w takim samym tempie jak Ty. Dlatego lepiej to zakończyć i się rozwijać ale samej.

 

13 minut temu, Gość klara27 napisał:

Czemu robisz mnie tylko i wyłącznie zła strona?

Tu Ci wychodzą na wierzch nieprzerobione dotychczasowe niedogodności. Też kiedyś tak to odbierałam: że to ja jestem krytykowana, ja taka be, do niczego, najgorsza. Dużo bym mogła jeszcze wymieniać, w każdym razie za bardzo nie zauważyłam że to nie inni mnie krytykują, nie inni mnie źle traktują, nie inni mnie odrzucają. Teraz zdaję sobie sprawę że to ja tak odbieram, ja się tak czuję. Bo to ja się nauczyłam tak odbierać rzeczywistość.

Dziś w nocy znów naszła mnie złość, rzecz jasna na ex, że mnie zwodził, oszukiwał, że taki zły, niedobry. Ale to trwało chwilę. Wiesz dlaczego szybko to minęło? Bo wyobraziłam sobie że tak samo odbieram osobę której ja nie lubię. Aż koniec końców uświadomiłam sobie po raz kolejny że to nie na niego się złoszczę, nie Jemu robię wyrzuty tylko... Sobie.

Tak czy inaczej cieszę się że miałam możliwość być z nim, że tyle doświadczyłam. To jak się przytulaliśmy to było coś cudownego. Tyle ile przytulałam się z nim nie przytuliłam się z wszystkimi innymi prawdopodobnie przez całe życie. Mam zamiar miło go wspominać. I iść dalej przez życie. Życzę Ci aby i Tobie udało się wejść na drogę rozwoju osobistego, wytrwanie w niej by móc iść pewniej przez życie. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...