Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Rekomendowane odpowiedzi

Gość b...2

Mam tyle pytań internet też dużo pisze a ja dalej nic nie wiem czuje się bezradna i winna że nie mogłam mamie pomoc że nie mogłam ją zabrać ze szpitala mama trafiła z niewydolnością oddechowa krążeniowa rokowania nie były dobre bo mama chorowała nie tylko na jedno schorzenie ale miała Parkinsona i POChP po 11 dniach jak rozmawiałam z lekarzem prowadzącym mamę powiedział mi że mama dzisiaj ma wysokie ciśnienie ale jak będzie tak jak dzisiaj w następnym tyg wyjdzie do domu wiadomośc bardzo mnie ucieszyła dzwonię do mamy a moja mamusia w złym stanie zdenerwowana prosi mnie żebym natychmiast ja z tąd zabrała nie umiałam jej powiedzieć co mi pani doktor powiedziała tylko przeraźliwie krzyczała jedno i to samo natychmiast i nic więcej potem przyszedł chyba jakiś lekarz pielęgniarki podali jej zastrzyk na uspokojenie i stało się coś złego już w piątek mama nie odbierała telefonu dzwonię do lekarza cisza nie odbiera nikt dzwonię pod inny numer do pielęgniarki powiedziała mi po kilku godz dzwonienia że mama jest podsypiajaca w sobotę telefon całkiem rozładowany dalej nic nie wiem czas pandemii brak możliwości wejścia na oddział sobota mama podsypiajaca dalej nic nie wiem mam dziwne przeczucie że coś złego się stało wzięłam świeczkę mamy zdjęcie i zaczęłam się modlić jest niedziela dzwonię raz tu raz tam mama dalej podsypiajaca dodzwoniłam się do innej pani doktor która mówi mi że mama ma niskie ciśnienie i że dostaje leki na podwyższenie jak zapytałam się czy mama z tego wyjdzie czy będzie dobrze pani doktor zapewnia mnie że tak przyszedł poniedziałek dzwonię do pielęgniarki poszła do mamy na salę mówi do niej mama nie dopowiada pielęgniarka mówi mi że bez zmian byłam wściekła i dziwne źle przeczucie że ten zastrzyk mamę dobił a wiem bo czytałam że ludzie z POChP nie mogą nic brać na uspokojenie bo płuca tego nie wytrzymują i przychodzi niewydolność wielonarzadowa przychodzi wieczór dostaje telefon że mama zmarła mam tyle złości i wątpliwości co do lekarzy którzy mama się zajmowali przecież miała wyjść i co teraz czy moje obawy są słuszne że zastrzyk spowodował krytyczny stan a potem zgon mama nie żyje dopiero 3 tyg a ja nie umiem sobie z tym poradzić ze nie mogłam jej pomóc zabrać ją do domu dokumenty i kartę zgonu musiałam odebrać we wtorek i rozmowa z panią doktor że mama miała do poniedziałku dobre ciśnienie przecież w niedzielę rozmawiałam z jakąś lekarka że mama ma niskie i dostaje na podwyższenie leki kto kłamie co było przyczyną że mama zmarła przecież mama ze mną rozmawiała cały czas normalnie jadła piła walczyła chciała wracać do domu i już nigdy nie wróci proszę pomóżcie mi to wszystko zrozumieć

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa

Bardzo Ci współczuję. Ty nie mogłaś nic zrobić, mama nawet jakby wtedy wyszła na własne życzenie, zmarła by w domu. 

Rozumiem, że była podpięta do tlenu i respiratora, skoro przysypiała, tzn, że dalej było duże niedotlenienie, to powoduje coraz gorszą pracę serca, nerek, wszystkich narządów. Jakąś przyczyna była tego wzrostu, potem spadku ciśnienia. 

Nie wiem czy znaczenie miał zastrzyk na uspokojenie, był reakcją na zachowanie mamy wywołane jej stanem psychicznym. Chyba tu nie było innego wyjścia. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość b...2

Moja mama nie była podpięta do respiratora widzialam mamę w środę miała tylko tlen rozmawiała ze mną normalnie rozmawiała ze mną przez telefon bo kilka razy jeszcze na chwilę z nią rozmawiałam bo chciała okulary i inne rzeczy które jej tego samego dnia przywiozłam mówiła mi że mam tyle razy nie dzwonić bo panie które są tutaj na sali się denerwują jak to jest możliwe że pani doktor życzy mi miłego dnia i mówi że jak tak dalej będzie to mama wyjdzie do domu poszukajcie sobie artykułu czy ludzie chorzy na POChP mogą przyjmować lek na uspokojenie tam wyraźnie pisze co się dzieje i że przychodzi niewydolność wielonarzadowa mama zasnęła po tym leku a że lekarz który mnie zapewniał że mama wyjdzie najwidoczniej rano w piątek przy obchodzie nie sprawdził stanu mamy uznał że mama śpi nikt nawet przez telefon nie powiedział mi prawdy nie dał szansy pożegnania się z mamą jeszcze słyszę jak mama krzyczała mordercy jak ja trzymali mama moja cały czas była świadoma wszystko wiedziała rozmawiała ze mną czy z tąd wyjdzie odbierała telefon a miała dotykowy wszystko wiedziała najgorsze jest to że jak mama była jeszcze w domu mówiła mi że umrze a ja myślałam że tylko tak mówi widziałam że jest słaba ale zapewniała mnie że jak ja pójdę do pracy to ona powoli dojdzie do siebie nigdy nie mówiła dokładnie o swoich chorobach i czy coś ja boli mam wyrzuty sumienia że pojechałam do pracy że nie wiedziałam że to tak naprawdę nasze ostatnie chwile mama była prawie dwa tyg jeszcze w szpitalu nawet tej środy ja nie przytuliłam bo ta pandemia bałam się że ja zarazę że miałam maskę nie świerza poglaskalam ja tylko po ręce i powiedziałam że jeszcze przyjdę a i jeszcze jedno zdziwiło mnie że mama kazała mi dzwonić do mojego rodzeństwa co się nią wcale nie zajmowali nie pomagali nie chodzili na zakupy chodź od marca zaczęła się ta pandemia nikt do niej nie przyszedł chodź niecały miesiąc przed śmiercią miała urodziny ale jak mama kazała ich powiadomić tak też to zrobiłam miałam przeczucie źle że chce ich widzieć ostatni raz i z tego wszystkiego nawet jej nie przytuliłam samą  mnie  zaskoczyło to że mam ich poinformować szkoda że nie da się cofnąć czasu napewno bym nie pojechała do pracy bardzo mi jej brakuje telefon milczy a ja jestem w rozsypce miałam tylko ją i cała miłość przelałam na nią dlaczego człowiek w takiej chwili nie widzi że zaniedlugo mama umrze była słaba ale czasem tak miała bardzo mi jej brakuje jestem najmłodsza z mojego rodzeństwa oni mają dzieci i wnuki ja jestem sama i najważniejsza w życiu osoba była moja mamusia kochana 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa

Tak bywa, niektórzy mają przeczucie, że umrą. Ta reakcja wybuchowa mamy.. To też tak bywa przed śmiercią, przecież nie zakneblują ust i nie przywiążą do łóżka. 

Przykre, że w dobie pandemii, nie można być z bliskimi w szpitalu. 

Musisz sobie radzić, szkoda, że z rodzeństwem nie masz bliskich kontaktów, może postaraj się to zmieniać, siostrzenców czy bratanków też można kochać jak własne dzieci. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość b...2

Nie potrafię normalnie żyć funkcjonować tylko cały czas płacze tak bardzo mi jej brakuje lekarze też w przychodniach zamykają się jak nienormalni nie wpuszczają nikogo mama prosiła o antybiotyk bo jak była u kardiologa to powiedział jej że ma bałagan w oskrzelach to co antybiotyku nie mógł przepisać jak w końcu w przychodni doprosila sie to dostała tylko 3 tabletki mówiła mi że było lepiej ale jak chciała jeszcze to lekarz wiedząc że jest w takim wieku i że szybciej łapie różne infekcje odmówił jej zapaliło się wszystko i z tego też była duża duszność po czym tak jak mówię pojechaliśmy na pogotowie z wypisu też widać że było zapalenie i też nie dostała antybiotyku co za znieczulica nie patrzą na ludzi chorych tylko ważniejszy pacjent z covid chory kraj a jak trafiła ostatni raz do szpitala to aż dwa antybiotyki dostawała ale najwidoczniej to już nic nie pomogło gdybym mogła pójść za nią bez wachania bym to zrobiła bardzo za nią tęsknię i nie umiem funkcjonować normalnie mam tyle żalu bólu i poczucia winy 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość b...2
W dniu 28.11.2020 o 22:22, Gość ka-wa napisał:

Tak bywa, niektórzy mają przeczucie, że umrą. Ta reakcja wybuchowa mamy.. To też tak bywa przed śmiercią, przecież nie zakneblują ust i nie przywiążą do łóżka. 

Przykre, że w dobie pandemii, nie można być z bliskimi w szpitalu. 

Musisz sobie radzić, szkoda, że z rodzeństwem nie masz bliskich kontaktów, może postaraj się to zmieniać, siostrzenców czy bratanków też można kochać jak własne dzieci. 

Mama moja się zdenerwowała że nie podają jej leków ze tlen zabierają i dlatego chciała wyjść natychmiast do domu w tym samym dniu rozmawiałam z lekarzem który powiedział jak tak dalej pójdzie to ja wypiszą i dziwne że przy podaniu zastrzyku kontakt się urwał boli mnie to że nikt przez tyle dni nie poinformował mnie że mama może umrzeć wezwała bym księdza chodź wiem ze mama namaszczenie miała 8 lat temu boli mnie też to że mama wszystko wiedziała taka śmierć to chyba najgorsza wszystko wiedzieć jutro mija miesiąc od mamy śmierci a ja się dalej z tym nie umiem pogodzić tak jak już wspomniałam przez pandemie dzień przed tym krzykiem i wołaniem mnie żebym ją zabrała do domu nie przytuliłam jej jeszcze dzwoniłam do niej w tym dniu mówiła do mnie nie dzwoń tak nonstop będę coś potrzebować zadzwonię czekam na jej telefon wiem że już jej nie usłyszę modlę się dziennie chce to wszystko naprawić mam wyrzuty sumienia że będąc jeszcze z mamą  w domu nie wierzyłam co do mnie mówi słyszałam o śmierci ale nie wierzyłam w to widziałam że jest słaba ale myślałam że to minie że to nie już i pojechałam do domu bo mieszkam od mamy ponad 100km pracę miałam za granicą i musiałam jechać dzwoniłam do niej dziennie coś dawała mi do zrozumienia czy ja myślę że zdążę gdy dociekalam o co jej chodzi zmieniała temat po głosie nie słyszałam że jest aż tak źle po 6 dniach coś mi nie dało spokoju wezwałam wnuczkę żeby jak najszybciej przyjechała i wezwała pogotowie pierwszy który przyjechał dał tylko zastrzyk rozkurczowy i stwierdził że nie ma zagrożenia życia po kilku godz przyjechał kolejny stan był bardzo ciezki zaraz szpital wierzyłam do końca że to nie teraz jeszcze lekarz powiedział że wyjdzie u co się stało straciłam najkochansza osobę modlę się by jej pomóc by jej ulżyć w cierpieniu czyśćca nie wiemy my jako ludzie jak tam jest ale mam nadzieję że jej to pomorze na mszę też dam to czego nie zrobiłam za jej życia bo czasu nie da się cofnąć usiłuje zrobić teraz gdybym mogła cofnąć czas to bym nie wyszła od niej bardzo mi jej brakuje

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa

Co tych 3 tabl. antybiotyku, to mama dostała taki, co mimo to działa 10 dni, ale przy jej chorobie powinna być kontrolna wizyta lekarska. 

Na śmierć mamy złożyło się wiele czynników, pozostanie wiele pytań na które nie znajdziesz odpowiedzi. 

Powinna wcześniej trafić do szpitala, który specjalizuje się w leczeniu pochp, w szpitalach tzw. płucnych, co najwyżej mają warunki do leczenia np. gruźlicy. Do tego dodać obecną sytuacją w szpitalach, braki tlenu czy respiratorów, tragedia. Zastanawia fakt, że mama mimo podsypiania nie była podpięta oprócz tlenu do urządzenia wspomagającego oddychanie, być może nie mieli dostępnego albo jej stan nie rokował, więc najlepiej odesłać do domu, ale stan się pogoszył i nie mogli wypisać. 

Mama pewie też zaniedbywała swoje zdrowie, nie mówiła Ci prawdy, żebyś się nie martwiła, jakbyś wiedziała wszystko pewnie byś inaczej pokierowała jej leczenie wcześniej, ale to były jej decyzje i pozostaje to uszanować. 

Kiedy by mama nie umarła podobnie byś przeżywała, siebie nie obwinaj, bo to nie  tu Twojej winy. Musisz się pogodzić, bo nie mas innego wyjścia, sama jeszcze wpadniesz w depresję jak będziesz tak się zamartwiała. Na nic już nie masz wpływu, więc i sensu nie ma. 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość b...2
15 godzin temu, Gość ka-wa napisał:

Co tych 3 tabl. antybiotyku, to mama dostała taki, co mimo to działa 10 dni, ale przy jej chorobie powinna być kontrolna wizyta lekarska. 

Na śmierć mamy złożyło się wiele czynników, pozostanie wiele pytań na które nie znajdziesz odpowiedzi. 

Powinna wcześniej trafić do szpitala, który specjalizuje się w leczeniu pochp, w szpitalach tzw. płucnych, co najwyżej mają warunki do leczenia np. gruźlicy. Do tego dodać obecną sytuacją w szpitalach, braki tlenu czy respiratorów, tragedia. Zastanawia fakt, że mama mimo podsypiania nie była podpięta oprócz tlenu do urządzenia wspomagającego oddychanie, być może nie mieli dostępnego albo jej stan nie rokował, więc najlepiej odesłać do domu, ale stan się pogoszył i nie mogli wypisać. 

Mama pewie też zaniedbywała swoje zdrowie, nie mówiła Ci prawdy, żebyś się nie martwiła, jakbyś wiedziała wszystko pewnie byś inaczej pokierowała jej leczenie wcześniej, ale to były jej decyzje i pozostaje to uszanować. 

Kiedy by mama nie umarła podobnie byś przeżywała, siebie nie obwinaj, bo to nie  tu Twojej winy. Musisz się pogodzić, bo nie mas innego wyjścia, sama jeszcze wpadniesz w depresję jak będziesz tak się zamartwiała. Na nic już nie masz wpływu, więc i sensu nie ma. 

 

Tak nie chciała w domu tlenu twierdziła że jak go będzie mieć to się uzależni od niego lekarz już w marcu chcial jej go załatwić wiem z biegiem czasu że to by tylko przedłużyło jej cierpienie bo po tlenie by miała respirator i żyła by może jeszcze jakieś kilka lat nie wiem tak mi się wydaje , nie umiem się z tym pogodzić ze pojechałam od niej chodź ona mi głowę truła o śmierci ciężko jest rozmawiać z mamą o tym jak tyle razy widziałam ją mocną i byłam pewna że to przejściowe dziwne że kardiolog nie podał jej żadnego antybiotyku jak słyszał szum w oskrzelach dopiero po 2 tyg doprosila się swojego lekarza ale to już o tym pisałam mogła bym całymi dniami o tym mówić opowiadać i gdybać a jakby było tak to by żyła mama chciała żyć ale ta chorobą jej niedotlenienie musiało być już jakiś dłuższy czas bo tlen potrzebowała ale nie chciała bo mówiła że jak go dostanie to szybko pójdzie na tamten świat wiem że wiek też zrobił swoje chodź wydaje mi się że mogła jeszcze kilka lat pożyć najbardziej boli to że 2 razy przez dwa tyg byłam u niej na 5 min to straszne że nie wolno być z bliskimi tłumaczyłam dlaczego nie mogę być wiem bo po głosie chciała bym przy niej była wiedziała że ze szpitala już nie wyjdzie a ja jej mówiłam musisz jeść i pic i wyjdziesz zdazylam powiedzieć że ja kocham i ma się nie martwić wszystko będzie dobrze mam nadzieję że kiedyś się spotkamy tam na górze ja bym chciała już ale wiem że to nie tak szybko dla nas tu na dole cierpiących czas naszych bliskich uciekł szybko i tego nie umiemy zrozumieć ja nawet we śnie próbuje to naprawić często wracam do dnia kiedy byłam z nią dlaczego wcześniej lekarze w dzień jej urodzin jej nie zostawili niby lekarka na izbie przyjęć chciała ale lekarz kardiolog powiedział zeby wróciła do domu mama nie chciała nic powiedzieć co jej jest z wypisu w tych nerwach też nie widziałam co i jak przeczytałam tylko to co lekarze napisali nie ma boli i przyjechała z problemami oddechowymi bez bólu serca i tak dalej dopiero teraz zauważyłam jaki wywiad był przeprowadzony na co mama chorowała wiem że nie chciała mi nic mówić bo jestem najmłodsza i wiedziała że będę bardzo cierpieć i to przeżywać mama mówiła do mnie zagadkami chyba bała się powiedzieć otwarcie wiem że nie chciała mnie martwić a ja myślałam że jeszcze będzie żyć ze to choroba zwykle osłabienie i to wszystko mama od dawna teraz wiem potrzebowała opieki 24 ale nie chciała nic mówić wiem że to nigdy nie minie ten ból i tęsknota to straszne że tych co kochamy odchodzą nie wyobrażam sobie jej bólu bo była do końca prawie świadoma wiedziała że umrze a ja przy niej nie byłam bo nie mogłam ale wiem że ludzie widzą to znaczy duszę ich swój pogrzeb i tak dalej widziała że wszystko zrobiłam starałam się by była ze mnie dumna inni mówią że dobrze jest napisać list i jej przeczytać na cmentarzu też tak zrobiłam trochę czuje się spokojniejsza wiem że nie cierpi bo kilka lat męczyła się z tą chorobą czytałam że ludzie żyją tylko góra 3 lub 4 lata moja mama z tą chorobą żyła ponad 8 nigdy jej nie zapomnę była moja najlepszą przyjaciółką brakuje mi rozmów ona zawsze mnie wysłuchała chodź nie powiem jak byłam nastolatką to dużo przykrości jej moja głupota przystwarzalam ale dorosłam i wiedziałam że muszę jej pomóc miała tylko mnie a ja pojechałam dziękuję Bogu że mogłam ją chociaz jeszcze przez chwilę widzieć w szpitalu ze nie umarła po moim wyjezdzie w domu moja dociekliwość i dzwonienie dało mi to że wyczułam że się coś dzieje będę czekam nie że strachem ale z nadzieją że do niej trafię i zawsze będziemy razem nie boje się już śmierci bałam się jej jak myślałam że kiedyś mama odejdzie teraz już się nie boje dziękuję tobie że napisałaś czasem daje to więcej niż się może wydawać z nikim nie rozmawiam o moim bólu bo nie mam z kim pozdrawiam 

W dniu 28.11.2020 o 22:22, Gość ka-wa napisał:

Tak bywa, niektórzy mają przeczucie, że umrą. Ta reakcja wybuchowa mamy.. To też tak bywa przed śmiercią, przecież nie zakneblują ust i nie przywiążą do łóżka. 

Przykre, że w dobie pandemii, nie można być z bliskimi w szpitalu. 

Musisz sobie radzić, szkoda, że z rodzeństwem nie masz bliskich kontaktów, może postaraj się to zmieniać, siostrzenców czy bratanków też można kochać jak własne dzieci. 

Mama moja się zdenerwowała że nie podają jej leków ze tlen zabierają i dlatego chciała wyjść natychmiast do domu w tym samym dniu rozmawiałam z lekarzem który powiedział jak tak dalej pójdzie to ja wypiszą i dziwne że przy podaniu zastrzyku kontakt się urwał boli mnie to że nikt przez tyle dni nie poinformował mnie że mama może umrzeć wezwała bym księdza chodź wiem ze mama namaszczenie miała 8 lat temu boli mnie też to że mama wszystko wiedziała taka śmierć to chyba najgorsza wszystko wiedzieć jutro mija miesiąc od mamy śmierci a ja się dalej z tym nie umiem pogodzić tak jak już wspomniałam przez pandemie dzień przed tym krzykiem i wołaniem mnie żebym ją zabrała do domu nie przytuliłam jej jeszcze dzwoniłam do niej w tym dniu mówiła do mnie nie dzwoń tak nonstop będę coś potrzebować zadzwonię czekam na jej telefon wiem że już jej nie usłyszę modlę się dziennie chce to wszystko naprawić mam wyrzuty sumienia że będąc jeszcze z mamą  w domu nie wierzyłam co do mnie mówi słyszałam o śmierci ale nie wierzyłam w to widziałam że jest słaba ale myślałam że to minie że to nie już i pojechałam do domu bo mieszkam od mamy ponad 100km pracę miałam za granicą i musiałam jechać dzwoniłam do niej dziennie coś dawała mi do zrozumienia czy ja myślę że zdążę gdy dociekalam o co jej chodzi zmieniała temat po głosie nie słyszałam że jest aż tak źle po 6 dniach coś mi nie dało spokoju wezwałam wnuczkę żeby jak najszybciej przyjechała i wezwała pogotowie pierwszy który przyjechał dał tylko zastrzyk rozkurczowy i stwierdził że nie ma zagrożenia życia po kilku godz przyjechał kolejny stan był bardzo ciezki zaraz szpital wierzyłam do końca że to nie teraz jeszcze lekarz powiedział że wyjdzie u co się stało straciłam najkochansza osobę modlę się by jej pomóc by jej ulżyć w cierpieniu czyśćca nie wiemy my jako ludzie jak tam jest ale mam nadzieję że jej to pomorze na mszę też dam to czego nie zrobiłam za jej życia bo czasu nie da się cofnąć usiłuje zrobić teraz gdybym mogła cofnąć czas to bym nie wyszła od niej bardzo mi jej brakuje

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa
10 minut temu, Gość Gość b...2 napisał:

Tak nie chciała w domu tlenu twierdziła że jak go będzie mieć to się uzależni od niego lekarz już w marcu chcial jej go załatwic

Tu była w błędzie, bo to nie jest kwestia przyzwyczajenia. Cały czas miała niedotlenienie, a to rzutuje na pracę serca, nerek. Za mało O2, za dużo CO2, co powoduje zatrucie organizmu, duże oslabienie, dlatego w domu  z tlenem i z tym urządzeniem wspomagającym oddychanie w nocy , żyła by dłużej, Być może nie chciała, bo uważała to za męczarnię, była niedoinformowana, konieczna wtedy jest pomóc empatycznego lekarza lub psychologa, każdy tak ponoć reaguje, dopiero po czasie przyzwyczaja się i nie jest tak tragicznie. 

Czy mama paliła? 

22 minuty temu, Gość Gość b...2 napisał:

Mama moja się zdenerwowała że nie podają jej leków ze tlen zabierają i dlatego chciała wyjść natychmiast do domu 

Ja w to nie wierzę, jakby dobrze się czuła wyszłaby do domu na własne życzenie, nikt by jej na siłę nie trzymał i załatwiła by to na spokojnie. Musiałaby też wyjść z koncentratorem tlenu i respiratorem pod pachą. Lekarz powinien Cię o tym poinformować jak mówił o wypisaniu do domu. 

Ja podejrzewam, że mama właśnie nie chciała tlenu i tej maski respiratora na twarz, dlatego taka nerwowa reakcja, chciała pewnie umrzeć w domu. 

35 minut temu, Gość Gość b...2 napisał:

boli mnie to że nikt przez tyle dni nie poinformował mnie że mama może umrzeć

A powinni, chyba z tego co pisałaś, w tych dniach jak dzwoniłaś, nie mogłaś nawet porozmawiać z lekarzem. 

Ale czasu nie cofniesz. Niektórzy mówią, że trzeba przeżyć żalobę, tylko nikt nie mówi jak. Wszyscy w życiu przeżywamy mniejsze i większe tagedie, ja uważam, że lepiej wypierać, myślę, że to jest taka naturalna reakcja organizmu, żeby nie zwariować. Mów sobie, że to nieprawda, potem odganiaj myśli związane z rozkminianiem choroby i śmierci mamy. A brakować to będzie zawsze, tylko trzeba się z tym z czasem oswoić, pogodzić, czego Ci życzę. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość b...2

Mówiła tylko kto ma żyć to będzie tak była niedoinformowana twierdziła że szybciej umrze bo sąsiad też miał jakiś czas przed śmiercią tlen prosiłam ja że załatwię wszystko mama większość czasu mieszkała sama i twierdziła że jeszcze nie teraz szkoda że nie wybrałam się z nią do innego pulmunologa w sprawie tlenu mama też paliła i to było też to że nie chciała tlenu wybrała papierosy jak pomyślę jak się męczyła i mało rozmawiała o swoich chorobach robi mi się niedobrze dziwi mnie to ponieważ w szpitalu w dzień urodzin mówiła mi że tu ma za darmo i serce ja nie boli nie wiem wydaje mi się że nie chciała bym była przy niej i się nią zajmowała nie chciała dla nikogo być ciężarem szkoda że ja też nie nalegalam na prawdę bałam się chyba też prawdy i tego że tak bardzo choruje chciała bym cofnąć czas i pomoc jej załatwić ten tlen chociaż na próbę może jak by widziała że czuje się przez to lepiej była by dzisiaj ze mną  czuje że zawiodłam i przyznam się że sama nie byłam o tlenie doinformowana a mama też mi dużo prawdy chyba nie mówiła ale ja już się w tym wszystkim pogubiłam mama chciała żyć mówiła że gdyby nie ta choroba to by wszystko zrobiła namawiałam ja z przeszło pół roku na tlen mówiłam że ma spróbować a może się lepiej będzie czuła ale kwestia była papierosów też tak mi się wydaje szkoda że wcześniej nie udało mi się umówić gdzie indziej wizyty i pójść z mamą na nią była by teraz że mną ale tak jak mówię mama też powtarzała że jest sama zakupy i tak dalej przecież jakby się dobrze czuła wyłączy tlen i wyjdzie na spacer ach te życie wszystko nie tak poszło tak jak bym tego chciała dla mamy mama się też bała że zostanie sama z tym tlenem ale ja bym zrezygnowała jak by już tak miało być nie chciała się wtrącać do mojego życia szkoda że teraz też pisze na forum a wcześniej tego nie zrobiłam czasu nie cofnę szkoda że nie jest to możliwe 

4 godziny temu, Gość ka-wa napisał:

Tu była w błędzie, bo to nie jest kwestia przyzwyczajenia. Cały czas miała niedotlenienie, a to rzutuje na pracę serca, nerek. Za mało O2, za dużo CO2, co powoduje zatrucie organizmu, duże oslabienie, dlatego w domu  z tlenem i z tym urządzeniem wspomagającym oddychanie w nocy , żyła by dłużej, Być może nie chciała, bo uważała to za męczarnię, była niedoinformowana, konieczna wtedy jest pomóc empatycznego lekarza lub psychologa, każdy tak ponoć reaguje, dopiero po czasie przyzwyczaja się i nie jest tak tragicznie. 

Czy mama paliła? 

Ja w to nie wierzę, jakby dobrze się czuła wyszłaby do domu na własne życzenie, nikt by jej na siłę nie trzymał i załatwiła by to na spokojnie. Musiałaby też wyjść z koncentratorem tlenu i respiratorem pod pachą. Lekarz powinien Cię o tym poinformować jak mówił o wypisaniu do domu. 

Ja podejrzewam, że mama właśnie nie chciała tlenu i tej maski respiratora na twarz, dlatego taka nerwowa reakcja, chciała pewnie umrzeć w domu. 

A powinni, chyba z tego co pisałaś, w tych dniach jak dzwoniłaś, nie mogłaś nawet porozmawiać z lekarzem. 

Ale czasu nie cofniesz. Niektórzy mówią, że trzeba przeżyć żalobę, tylko nikt nie mówi jak. Wszyscy w życiu przeżywamy mniejsze i większe tagedie, ja uważam, że lepiej wypierać, myślę, że to jest taka naturalna reakcja organizmu, żeby nie zwariować. Mów sobie, że to nieprawda, potem odganiaj myśli związane z rozkminianiem choroby i śmierci mamy. A brakować to będuzie zawsze, tylko trzeba się z tym z czasem oswoić, pogodzić, czego Ci życzę. 

Mówiła tylko kto ma żyć to będzie tak była niedoinformowana twierdziła że szybciej umrze bo sąsiad też miał jakiś czas przed śmiercią tlen prosiłam ja że załatwię wszystko mama większość czasu mieszkała sama i twierdziła że jeszcze nie teraz szkoda że nie wybrałam się z nią do innego pulmunologa w sprawie tlenu mama też paliła i to było też to że nie chciała tlenu wybrała papierosy jak pomyślę jak się męczyła i mało rozmawiała o swoich chorobach robi mi się niedobrze dziwi mnie to ponieważ w szpitalu w dzień urodzin mówiła mi że tu ma za darmo i serce ja nie boli nie wiem wydaje mi się że nie chciała bym była przy niej i się nią zajmowała nie chciała dla nikogo być ciężarem szkoda że ja też nie nalegalam na prawdę bałam się chyba też prawdy i tego że tak bardzo choruje chciała bym cofnąć czas i pomoc jej załatwić ten tlen chociaż na próbę może jak by widziała że czuje się przez to lepiej była by dzisiaj ze mną czuje że ja zawiodłam 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa

Nic byś nie zrobiła, bo nie miałaś nawet argumentów, żeby ją przekonać. 

Przy pochp, 1 papieros to gwóźdź do trumny, można powiedzieć, że sama, sorry ale"zapracowała" na śmierć, a o tym na pewno wiedziała, są tacy chorzy co bardziej kochają papierosy niż zdrowie. Przy tlenie by przynajmniej miała argument, żeby nie palić, /choć też nie wiadomo/do domu dają koncentrator tlenu, który przetwarza z powietrza, nie trzeba mieć butli z tlenem. Ale sam tlen to by teraz i tak było za mało, musiałaby też mieć wspomaganie oddychania, żeby poprawić wymianę gazową w płucach. Wtedy też nie łapie się tak cięższych infekcji, na co niebagatelny wpływ ma też zaprzestanie palenia.

Pod tlenenem min. 16 godz trzeba być, do tego to wspomaganie oddychania, więc na pewno na początku, można pomyśleć, to ja już wolę nie żyć, znam taki przypadek. Bo dobrze to i tak nigdy nie będzie. 

Ale ona wolała postępować jak chciała, uważam, że nie przewidziała wcześniej, że to tak szybko się skończy, choć wolała żyć krócej, ale tak jak chciała, nie przedłużając takiego życia na siłę, trzeba też szanować takie wybory. Wybrała palenie. Dlatego nie rozkminiaj co by było gdyby... 

Gdybyś mieszkała z mamą i interesowała się pochp, to jeszcze jakiś wpływ byś mogła mieć, ale to ona też musiałaby chcieć, bo wymuszanie zawsze powoduje oszukiwanie i nie przynosi rezultatu. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość b...2
Godzinę temu, Gość ka-wa napisał:

Nic byś nie zrobiła, bo nie miałaś nawet argumentów, żeby ją przekonać. 

Przy pochp, 1 papieros to gwóźdź do trumny, można powiedzieć, że sama, sorry ale"zapracowała" na śmierć, a o tym na pewno wiedziała, są tacy chorzy co bardziej kochają papierosy niż zdrowie. Przy tlenie by przynajmniej miała argument, żeby nie palić, /choć też nie wiadomo/do domu dają koncentrator tlenu, który przetwarza z powietrza, nie trzeba mieć butli z tlenem. Ale sam tlen to by teraz i tak było za mało, musiałaby też mieć wspomaganie oddychania, żeby poprawić wymianę gazową w płucach. Wtedy też nie łapie się tak cięższych infekcji, na co niebagatelny wpływ ma też zaprzestanie palenia.

Pod tlenenem min. 16 godz trzeba być, do tego to wspomaganie oddychania, więc na pewno na początku, można pomyśleć, to ja już wolę nie żyć, znam taki przypadek. Bo dobrze to i tak nigdy nie będzie. 

Ale ona wolała postępować jak chciała, uważam, że nie przewidziała wcześniej, że to tak szybko się skończy, choć wolała żyć krócej, ale tak jak chciała, nie przedłużając takiego życia na siłę, trzeba też szanować takie wybory. Wybrała palenie. Dlatego nie rozkminiaj co by było gdyby... 

Gdybyś mieszkała z mamą i interesowała się pochp, to jeszcze jakiś wpływ byś mogła mieć, ale to ona też musiałaby chcieć, bo wymuszanie zawsze powoduje oszukiwanie i nie przynosi rezultatu. 

Bała się tlenu bo wiedziała co będzie dalej napewno lekarz jej powiedział jak to będzie wyglądać a jeśli chodzi o to że nie spodziewała się że stan tak szybko się pogorszy masz rację była pewna że to jakiś czas potrwa mama nigdy też nie chciała od nikogo pomocy 3 dorosłych dzieci mówię tu o moim rodzeństwie które jest już w wieku 55 lat zostawili ją nie robili zakupów chodź mieli do niej 5 min wszystko ja robiłam nosiłam drobne zakupy takie jak chleb czy owoce to mama sobie robiła starała się sama wszystko ogarnąć stan się pogorszył w wakacje ale też mi o tym nie mówiła wiem że już nie cierpi chodź zostawiła tyle spraw niedokończonych  myślę cały czas o niej i co musiała sama przechodzić w szpitalu myślałam że wyjdzie chodź nie powiem że bałam się że nie poradzę sobie psychicznie z jej stanem bo słyszałam od wnuczki jak do niej przyjechała że mama jej powiedziala że ja denerwowałam ciągłym staniem nad głową i wciskaniem picia to usłyszała że chciałam dobrze że się martwiłam wiem teraz że gdybym była przy niejto by nie umiała odejść bo bym krzyczała płakała nie wiem co by się tam działo i też dlatego powiedziała jedz bo musisz się pakować do pracy sama nie wiem czy chciała żyć czy to już była męczarnia wydaje mi się że to od wakacji się zaczęło ona czekała na mnie by mi kilka rzeczy powiedzieć co do mieszkania i gdzie chce być pochowana i że jak będzie miejsce to mam jej nie palić wszystko zrobiłam jak chciała chodź moje rodzeństwo chciało ja pochować zupełnie gdzie indziej wszystko zrobiłam sama chodź nie należę do mocnych ludzi jestem panikara i sama nie daje sobie rady teraz musiałam i wiem że zrobiłam dobrze będę się starać być tak mocna jak mama i zrobić wszystko by dotrzymać to co jej obiecałam najgorsze że idą święta a ja nie wiem co mam robić nie mam nic na stole oprócz świeczki która nie gaśnie tylko jak muszę zmienić bo się skończyła nic nie robię w domu sąsiedzi postrojome mają ja tylko postroje mamie na grobie chyba te święta nie będą moje może kolejne albo już nigdy nie wiem mam ochotę wyprowadzić się do mamy do mieszkania tam czułam się dobrze i byłam rozumianą mój mąż nie chce a ja niczego więcej od życia nie potrzebuje tam bym miała też blisko na cmentarz tego mi bardzo brakuje 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa
W dniu 28.11.2020 o 21:16, Gość Gość b...2 napisał:

ja jestem sama i najważniejsza w życiu osoba była moja mamusia kochana 

a

10 godzin temu, Gość Gość b...2 napisał:

mam ochotę wyprowadzić się do mamy do mieszkania tam czułam się dobrze i byłam rozumianą mój mąż 

To jednak całkiem sama nie jesteś. 

Nie jesteś małą dziewczynką, żeby  to wszystko przeżywać, ale rozumiem Twoją wrażliwość, nie odcięłaś pępowiny dlatego tak przeżywasz, za bardzo w każdym razie, sobie robisz krzywdę. Może porozmawiaj z psychologiem, żeby pomógł Ci przejsć przez żałobę. 

Pomysł z przeprowadzką nie jest dobry, bo jeszcze bardziej będziesz uzależniała się od rozkminiania życia i śmierci mamy i przesiadywania na jej grobie. Nie cofaj się, zmarli mają spokój, a żyjacy muszą iść do przodu, musisz żyć swoim życiem. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość b...2

Wiem że bym już nic nie zrobiła nie cofnę czasu ale to tak bardzo boli mama latała po lekarzach szukając pomocy ale to oni ją brzydka mówiąc osrali czas pandemii nawet jak byłam z nią w urodziny to co zrobili odesłali ją do domu widzii po badaniach że jest zapalenie chyba już ogólne a mimo tego nie podali antybiotyku a czas był najważniejszy bo minęło dwa tyg i trafiła spowrotem do szpitala w bardzo ciężkim stanie to kto zawinił lekarz na izbie przyjęć puszczając mamę do domu mama dopiero wtedy sie poddała jak widziała że nikt jej nie umie pomóż przecież ona nie była lekarzem by wiedzieć co i jak wszystko jest chore że ludzie dobrzy nie mają udzielonej pomocy tak jak powinno mieć mama zadbana ładnie ubrana i co potraktowali ją jak najgorszego menela bo im to pomoc zawsze udzielą i ich ratują a taki wraca spowrotem na ulicę mówisz że nie jestem sama ale tak się czuję z mężem relacje moje są takie jak od kilku dobrych lat bez sensu tyle lat się zastanawialam by odejść by wrócić do mamy tak długo że mi jej teraz zabrakło  mama nie chciała się wtrącać do mojego życia ale widziała jak jestem traktowana to znaczy nie bije mnie ale słownie robi mi przykrość ubliża brzydzi się mnie nie należę do pięknych kobiet ale nie czuje się też brzydka straciłam już dawno uśmiech i poczucie swojej wartości mam pecha do mężczyzn zbyt łatwo wierzę i jestem zbyt dobra teraz jestem opryskliwa i się kłócę bo ileż można być tak traktowaną dziecka nie mam bo usłyszałam że nie nadaje się by być matką to nie piesek czy kotek bardzo chciałam mieć rodzinie nie wiem zastanawiam się dlaczego jeszcze tkwię w tym związku bez miłości współżycia bo tak jak napisałam brzydzi się mnie zawsze za plecami wyśmiewana jestem mój mąż trzyma z teściową moją i twierdzą że to mnie trzeba się bać a ja tyle lat pracowałam każdy grosz mu oddawałam i więcej czasu byłam w pracy ponieważ teraz to wiem że oni mnie mieli tylko do pracy nie szanują mnie mama to też widziała i serce jej pękało teraz po śmierci mamy jest wręcz aż zbyt dobry chce się starać ale ja się zmieniłam ponieważ wszystko robiłam dla jego rodziny i jego mamy a moja mamusia też była zła dla nich ponieważ  ja za mamą swoją byłam i oni byli zazdrości aż do tego stopnia że zawsze musieli coś na jej temat mówić moja teściowa była co chwilę u nas goszczona i zawsze byłam miła do niej za to jak moja mama przyjeżdżała to siedziała w pokoju głupie odżywki słyszała nie mogła w domu palić wyganiają była przez mojego męża na dwór poprostu traktowana jak śmieć potem już nie chciała jeździć do mnie bo mówiła gdybym miała innego męża to z przyjemnością by była u mnie tyle ile bym chciała dlatego ja jeździłam do niej spałam pomagałam dlatego wiem że jestem sama i ciągnie mnie tam do mamy mieszkania mówi się że czasem musi się coś skończyć by coś nowego się zaczęło niby się teraz stara no bo już nie ma mojej mamusi ale nie raz tak ubliżyć potrafi że mam dość tyle lat co poświęciłam dla niego i praca pieniądze bo nawet nic sobie nie kupowałam bo nie mogłam papierosy też rzucilam  5 lat temu bo tylko do swojej mamy wydzwaniał że nic nie robie rano tylko kawa i papierosy a ja po pracy jak byłam w domu chciałam odpocząć zawsze coś wymyślił pracowałam i tam i w domu nie mając wolnego nigdzie też przez tyle lat nie wyjechałam bo tylko on i jego potrzeby teraz już mi nie zależy na nim szkoda mi tylko tego co w ten dom włożyłam a wiem że nic nie będę mogła zabrać nawet swoich osobistych rzeczy bo mi na to nie pozwoli teraz siedzę w domu i nie pracuje on się wziął za pracę i napewno przyjdzie taki dzień że usłyszę tak jak kiedyś że dzięki niemu mam co jeść mówiąc grzecznie bo nie raz to usłyszałam a ja tyle lat dawałam bym miał dach nad głową miała bym tyle kasy odłożonej ale byłam białym murzynem miałam odejść dużo wcześniej ale wierzyłam że się zmieni pomogła bym bardziej mamie 

22 godziny temu, Gość ka-wa napisał:

Nic byś nie zrobiła, bo nie miałaś nawet argumentów, żeby ją przekonać. 

Przy pochp, 1 papieros to gwóźdź do trumny, można powiedzieć, że sama, sorry ale"zapracowała" na śmierć, a o tym na pewno wiedziała, są tacy chorzy co bardziej kochają papierosy niż zdrowie. Przy tlenie by przynajmniej miała argument, żeby nie palić, /choć też nie wiadomo/do domu dają koncentrator tlenu, który przetwarza z powietrza, nie trzeba mieć butli z tlenem. Ale sam tlen to by teraz i tak było za mało, musiałaby też mieć wspomaganie oddychania, żeby poprawić wymianę gazową w płucach. Wtedy też nie łapie się tak cięższych infekcji, na co niebagatelny wpływ ma też zaprzestanie palenia.

Pod tlenenem min. 16 godz trzeba być, do tego to wspomaganie oddychania, więc na pewno na początku, można pomyśleć, to ja już wolę nie żyć, znam taki przypadek. Bo dobrze to i tak nigdy nie będzie. 

Ale ona wolała postępować jak chciała, uważam, że nie przewidziała wcześniej, że to tak szybko się skończy, choć wolała żyć krócej, ale tak jak chciała, nie przedłużając takiego życia na siłę, trzeba też szanować takie wybory. Wybrała palenie. Dlatego nie rozkminiaj co by było gdyby... 

Gdybyś mieszkała z mamą i interesowała się pochp, to jeszcze jakiś wpływ byś mogła mieć, ale to ona też musiałaby chcieć, bo wymuszanie zawsze powoduje oszukiwanie i nie przynosi rezultatu. 

Bała się tlenu bo wiedziała co będzie dalej napewno lekarz jej powiedział jak to będzie wyglądać a jeśli chodzi o to że nie spodziewała się że stan tak szybko się pogorszy masz rację była pewna że to jakiś czas potrwa mama nigdy też nie chciała od nikogo pomocy 3 dorosłych dzieci mówię tu o moim rodzeństwie które jest już w wieku 55 lat zostawili ją nie robili zakupów chodź mieli do niej 5 min wszystko ja robiłam nosiłam drobne zakupy takie jak chleb czy owoce to mama sobie robiła starała się sama wszystko ogarnąć stan się pogorszył w wakacje ale też mi o tym nie mówiła wiem że już nie cierpi chodź zostawiła tyle spraw niedokończonych  myślę cały czas o niej i co musiała sama przechodzić w szpitalu myślałam że wyjdzie chodź nie powiem że bałam się że nie poradzę sobie psychicznie z jej stanem bo słyszałam od wnuczki jak do niej przyjechała że mama jej powiedziala że ja denerwowałam ciągłym staniem nad głową i wciskaniem picia to usłyszała że chciałam dobrze że się martwiłam wiem teraz że gdybym była przy niejto by nie umiała odejść bo bym krzyczała płakała nie wiem co by się tam działo i też dlatego powiedziała jedz bo musisz się pakować do pracy sama nie wiem czy chciała żyć czy to już była męczarnia wydaje mi się że to od wakacji się zaczęło ona czekała na mnie by mi kilka rzeczy powiedzieć co do mieszkania i gdzie chce być pochowana i że jak będzie miejsce to mam jej nie palić wszystko zrobiłam jak chciała chodź moje rodzeństwo chciało ja pochować zupełnie gdzie indziej wszystko zrobiłam sama chodź nie należę do mocnych ludzi jestem panikara i sama nie daje sobie rady teraz musiałam i wiem że zrobiłam dobrze będę się starać być tak mocna jak mama i zrobić wszystko by dotrzymać to co jej obiecałam najgorsze że idą święta a ja nie wiem co mam robić nie mam nic na stole oprócz świeczki która nie gaśnie tylko jak muszę zmienić bo się skończyła nic nie robię w domu sąsiedzi postrojome mają ja tylko postroje mamie na grobie chyba te święta nie będą moje może kolejne albo już nigdy nie wiem mam ochotę wyprowadzić się do mamy do mieszkania tam czułam się dobrze i byłam rozumianą mój mąż nie chce a ja niczego więcej od życia nie potrzebuje tam bym miała też blisko na cmentarz tego mi bardzo brakuje 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa

Masz rację z tą naszą opieką lekarska, a właściwie jej brakiem, ale mamę głównie zniszczyło palenie. 

Co do męża to już sama musisz podjąć decyzję, masz teraz pole manewru, zawsze jak coś zmieniamy w życiu, to na lepsze. Może jak mąż się zmienił to mu wybaczysz, jeśli nie, to nie ma problemu, wyprowadzasz się z najważniejszymi rzeczami, możesz wywozić po trochu, wnosisz sprawę o rozwód i podział majątku, drobek w takcie trwania małżeństwa dzieli się na pół. 

/Nie cytuj całych postów, nie ma takiej potrzeby/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość b...2
11 godzin temu, Gość ka-wa napisał:

 

/Nie cytuj całych postów, nie ma takiej potrzeby/ 

Ja dalej nie wierzę że nie było jakieś przyczyny z tym zastrzykiem czytałam o tym dużo i przy POChP nie wolno podawać na uspokojenie bo pęcherzyki płucne przestają działać i wtedy dochodzi do niewydolności wielonarządowej nikt ja nie kontrolował nawet chyba jej prowadząca to olała dzień później stwierdziła że śpi i to wszystko to jest moje zdanie na ten temat bo jak już przyjec po akt zgonu to 2 lekarka powiedziała mi że mamę przejęła popołudniu w piątek w ciężkim stanie i nie wie co się działo w czwartek coś mi tu nie pasuje ktoś zawalił a ja już nie chciałam may dawać na sekcje ponieważ wskrzesić by ją nie wskrzesili miałam być przy niej by czuła się bezpiecznie niby wiedziała jak jej mówiłam nie mogę być bo pandemia ale napewno źle jej tam samej było dzisiaj dopiero mi się przyśniła wcześniej piękna ubrana na jakiejś uroczystości potem w szpitalu jej śmierć w śnie byłam z nią i mówiłam do niej całowałam trzymałam za rękę i przepraszam dopiero dzisiaj mi się przyśniła   jest znieczulica z lekarzami ponieważ mogli mi powiedzieć niech pani przyjedzie pożegna się co kolwiek przecież rozmawiałam z lekarzem w niedzielę w poniedziałek z pielęgniarką i co jeden pan był tam tylko 3 dni i wezwali rodzinę a mnie nikt nie poinformował  wiem że dużo ludzi umiera bez rodziny tym bardziej w pandemii chory kraj teraz wiem po śnie że mama chyba chciała właśnie tak odejść bym była przy niej dlatego dzisiaj mi się przyśniła była taka bezradna spokojna na tej uroczystosci piękna uśmiechnięta taka jak zawsze to ona zawsze mi powtarzała uśmiechnij się już od lat uśmiech z mojej twarzy znikł śmiałam się tylko u niej jak byłam teraz jestem wrakiem człowieka nie potrafię się ogarnąć chodź minął ponad miesiąc nie chce mi się sprzątać mało co jem zmuszam się wiem że mama chciała by dla mnie jak najlepiej ale czasem mam wrażenie jak będę zachowywać się normalnie i żyć tak jak by się nic nie stało było by jej źle tam u góry 

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa

Czas leczy rany, co do zaniedbań lekarskich nie ma wątpliwości, może i masz rację, ale teraz się nie dowiesz. 

3 godziny temu, Gość Gość b...2 napisał:

czasem mam wrażenie jak będę zachowywać się normalnie i żyć tak jak by się nic nie stało było by jej źle tam u góry 

Wręcz odwrotnie, ponoć zaburzasz spokój jej duszy, tak mówią. 

4 godziny temu, Gość Gość b...2 napisał:

teraz jestem wrakiem człowieka nie potrafię się ogarnąć chodź minął ponad miesiąc nie chce mi się sprzątać mało co jem zmuszam się wiem że mama chciała by dla mnie jak najlepiej

No właśnie, a Ty niszczysz sobie zdrowie, najgorsze jest to, że nic dobrego z tego nie wynika. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość b...2
21 godzin temu, Gość ka-wa napisał:

No właśnie, a Ty niszczysz sobie zdrowie, najgorsze jest to, że nic dobrego z tego nie wynika. 

Łatwo jest mówić jak mam wrażenie że taka tragedia chyba cię nie spotkała może się mylę ale minął dopiero miesiąc ludzie latami cierpią po stracie kogoś bliskiego a tym bardziej mamy wiem że czasu nie cofnę ale bardzo mi jej brakuje idą święta i co mam zrobić robić je czy ten rok sobie odpuścić jutro jadę na cmentarz posprzątać szkoda że już nie mogę jej zobaczyć porozmawiać ucałować i przytulić zostało mi tylko się za nią modlić i czekać aż się kiedyś spotkamy 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa
13 godzin temu, Gość b...2 napisał:

Łatwo jest mówić jak mam wrażenie że taka tragedia chyba cię nie spotkała

Może większa, śmierć rodziców jest naturalną koleją rzeczy. Ty byłaś za bardzo emocjonalnie związana z mamą, sama jesteś nadwrażliwa, dlatego tak ciężko to przeżywasz. Co byś powiedziała jakby ktoś Ci bardzo bliski, zdrowy, zginął w wypadku. Całkiem inaczej byś patrzyła na naturalną śmierć schorowanej mamy, która nie jest taką tragedią jaka jest w Twojej głowie, tym bardziej, że nie miałaś wpływu na jej choroby.

Dlatego jeśli po pół roku nie dojdziesz do normalności, skorzystaj z pomocy terapeuty. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość b...2
W dniu 12.12.2020 o 10:46, Gość ka-wa napisał:

 

Dlatego jeśli po pół roku nie dojdziesz do normalności, skorzystaj z pomocy terapeuty. 

Przepraszam sama wiem że zachowuje się samolubnie i widzę tylko swoje cierpienie .

Po przeanalizowaniu mamy wypisu że szpitala nie rozumiem dlaczego nie dostała antybiotyku jak zapalenie było już całego organizmu nie tylko oskrzeli ale płuc po wynikach widać że gazy w płucach już były .

Przecież to grozi śpiączce lub utracie przytomności jaka mama była silna nie chciała pokazywać mi że jest aż tak źle widziałam tak jak już pisałam że jest słaba ale tak naprawdę nie wiem dlaczego nie zauważałam tych rzeczy .

Mam poczucie winy ze pojechałam zostawiłam ją samą chciałam ją sprawdzić 2 dni później ale nie potrzebnie jej powiedziałam o tym bo mi powiedziała że nie trzeba że wszystko jest dobrze raz był taki moment że powiedziała myślisz że zdążysz zaraz dzwoniłam kazałam jej powiedzieć co się dzieje niech mi powie ale nie dostałam odpowiedzi rozmowa była normalna taka jak zawsze nic nie słyszałam po głosie że jej stan jest bardzo zły mam w głowie cały czas jej słowa i proszenie mnie bym ją zabrała ze szpitala do domu .

Tak bardzo mi jej brakuje moja mama odeszła tak nagle to działo się tak szybko wiem że miała dużo chorób ale jakoś to leciało sama się teraz zastanawiam jak od pierwszej wizyty w szpitalu już były gazy w płucach to była szansa jej uratowania przecież minęły kolejne dwa tygodnie w domu bez tlenu bo go nie chciała bym załatwiała go już i teraz była nie do końca doinformowana ale tak jak mówię jeden warunek był rzucenie palenia .

Nie rozumiem dlaczego lekarz w szpitalu z takimi wynikami puścił ja do domu ja nie znam się na wynikach dopiero teraz wszystko przeanalizowałam i wiem co tam jest napisane w domu jak byłam z mamą nic nie rozumiałam byłam u lekarza pulmunologa  i też mi nic konkretnego nie powiedziała wypisała wniosek o tlen ale powiedział że do pół roku czekanie jest bo ma kilka osób przed mamą moją nie zapytała się co dostała podane czy antybiotyk ma że tu są gazy i trzeba uważać lub szybko jeszcze raz się udać do szpitala nic mi nie powiedziała a mama chyba tak jak mówię nie zadawała sobie sprawy że to tak szybko się skończy .

Pytanie czy ja bym umiała patrzeć na jej cierpienie jakbym zajęła się mamą i opiekowała się nią przecież po tlenie zaraz by przyszedł respirator który by potrzymał jej   tylko życie na długo nie wiem jak długo był by tlen a może jak były gazy to kwestia miesiąca może kilku jak bym wtedy się czuła gdyby była roślinką i cierpiała by bardziej a może by było lepiej z tym tlenem nic już nie wiem jestem teraz zła że nie chciała tego tlenu bo wiedziała że tyle godz będzie podłączona a zawsze mówiła że jest sama że musi wychodzić czy do lekarza czy do sklepu nie chciała mnie prosić o pomoc może czekała aż sama podejmę ta decyzje już się tego nie dowiem nigdy zostało mi tylko myśleć co by było gdyby .

Jeszcze ten czas pandemii tak bardzo chciała bym przy niej była a ja nie mogłam siedzieć przy jej łóżku w szpitalu .

Czy to normalne że myślę że mama jest w domu .

Żyje i wszystko jest dobrze przychodzą chwilę gdzie płacze i wiem że jej już nie zobaczę a czasem tak jak już pisałam myślę że jest w domu , to nie prawda że odeszła , też mam myśli kiedy ja zobaczę kiedy ten czas mój się skończy czasem bym chciała żeby to się stało już ponieważ tak bardzo mi jej brakuje nie ma rozmów telefon milczy nie mówię dzień dobry mamusiu od niej nie słyszę dzień dobry córuś i tak ciągle brak jej głosu troski miłości a ja mam wrażenie że ja zawiodłam że ja zostawiłam ją naprawdę nie wiedziałam co lekarze jej powiedzieli nic naprawdę nic nie wiedziałam że jest stan jest ciężki . Czy bym jej pomogła jak długo bym ją jeszcze miała czy to za chwilę i tak by się wydarzyło nic nie wiem jeśli mama nawet będąc w szpitalu nie rozumiała dlaczego jej zabierają tlen czy by mnie się słuchała przecież nie może go mieć 24 na dobę musi być przerwa czy bym jej uległa i pozwalała mieć cały czas go podłączony napewno tak bo bym nie umiała jej odmówić tak samo jak widziałam po wyjściu ze od rana do wieczora wypalała paczkę papierosów mówiłam nie pal tyle ale czy jej zabrałam nie bo to ja byłam córka a ona moją mamą jak mogła bym jej rozkazywać . Czasem myślę że już nie cierpi że tam gdzie jest nie ma chorób bólu i cierpienia tu się męczyła chodź nie pokazywała do końca tego a czasem przychodzi moment że dlaczego tak wszystko się potoczyło dlaczego tak szybko odeszła przecież mogła jeszcze żyć .    

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa
1 godzinę temu, Gość Gość b...2 napisał:

myślę że jest w domu , to nie prawda że odeszła 

Ja uważam, że przez wypieranie organizm się broni, lepiej chyba myśleć, że jest, bez konkretnej lokalizacji. 

2 godziny temu, Gość Gość b...2 napisał:

Czasem myślę że już nie cierpi że tam gdzie jest nie ma chorób bólu i cierpienia tu się męczyła 

I tego się trzymaj. 

Ja myślę, że mama w ogóle nie chciała  iść do szpitala, tylko umrzeć spokojnie w domu. My na siłę wypychamy starszych schorowanych rodziców do szpitala, choć oni nie chcą, nie liczymy się z ich zdaniem, a tak właściwie nie myślimy o tym, że oni już chcą umrzeć, bo myślimy tylko sobie, tym samym przedłużamy ich cierpienie i paradoksalnie swoje, patrząc na nich. 

Mama już miała zatrucie całego organizmu CO2, więc zamartwiasz się, że nie przedłużyłaś jej cierpienia. Żaden antybiotyk by tu nie pomógł, bo to nie było zapalenie bakteryjne. 

Dla Ciebie nie jest istotne, kiedy by mama umarła, bo zawsze byś tak przeżywała i rozkminiała, jak teraz. 

Myślę, że to dlatego, bo za bardzo uzależniłaś się od mamy, nie rozłożyłaś miłości na rodzeństwo, męża, tylko mama i mama, bo u pozostałych coś Ci wadziło. Zdawałaś sobie sprawę, że mama kiedyś umrze i zostaniesz bardzo osamotniona. 

Próbuj nawiazywać bliższe relacje z mężem i rodzeństwem, wybacz wszystko sobie i im dla siebie, łatwiej Ci będzie w życiu, zacznij jak gdyby wszystko od nowa. 

Może pomyśl adopcji dziecka, jak nie możesz mieć swoich dzieci, czy o dokształcaniu się, musisz zająć czymś umysł, bo wpadniesz w depresję.

Teraz masz pewnie na głowie sprawę spadkową, więc ją się zajmij, żeby tyle nie myśleć, co by było gdyby... Musisz odsuwać te myśli, żeby nie zwariować, kolokwialnie mówiąc. 

 

/Nie wiem dlaczego cytuje Ci się cały wpis. Nie klikaj w tę ramkę na dole "cytuj". A jak już chcesz zacytować fragment, to musisz zaznaczyć wybrany tekst, tak, żeby poniżej tego tekstu pokazała się pogrubiona ramka "cytuj tekst" jak dobrze pamiętam, często trzeba powtarzać, bo u góry pojawia się, kopiuj itp. /, a nie zawsze ta ramka. /

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa

1422105713_1qyyqd_600.jpg

 

Ktoś to dobrze zauważył, warto sobie powtarzać, wkleiłam Ci w kontekście stosunków z mężem i rodzeństwem. Im też warto to przekazać. 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Gość b...2
W dniu 12.12.2020 o 10:46, Gość ka-wa napisał:

Nie wiem dlaczego wszystko się cytuje zaznaczam mały twój fragment na który chce konkretnie odpowiedzieć pierwszy raz jestem na forum i pisze o swoim bólu jeśli znowu coś wyjdzie nie tak to już nie wiem co robię źle .

Mówisz że nic bym już nie zrobiła jak były już gazy dlaczego nikt nawet lekarz od mamy nie powiedział prawdy z czym mam się liczyć .

Ja myślałam że mama będzie żyć nie myślałam że chce już teraz umrzeć w domu i bym przy niej była .

To co napisałaś wydaje mi się prawdą na szczescie jej  męka nie trwała długo chodź nie wiem jak długo się już tak czuła .

Nie umiała bym patrzec na jej męczenie się latami czy może przez rok i tak mi było ciężko w szpitalu jak miałam możliwość wejść do niej na chwilę pierwszy raz ja przytulałam całowałam a już za drugim razem byłam dziwna bo była inna zmieniła się i to że kazała dzwonić do mojego rodzeństwa to mnie jakoś przerosło bałam się też ją zarazić bo miałam nie świerza maske to wszystko było dziwne teraz wiem że nie cierpi i tam gdzie jest tam nie ma bólu ale ona chciała żyć chciała zawsze mówiła gdyby nie ta choroba ona by tyle jeszcze zrobiła brakuje i będzie mi jej brakować .

Powiem tak jedna siostra ma ze mną kontakt chodzi dziennie na cmentarz łączy się przez kamerkę bym też się mogła pomodlić kiedyś zawsze miałam z nią dobry kontakt w sumie potem tylko widywaliśmy się na jakiś tam urodzinach ale tylko ona mnie wspiera nic nie chce z mieszkania wszystko przekazuje mnie ale brat i druga siostra nie popuszcza co do sprawy mam jeszcze czas po nowym roku się zajmę .

 Co do dziecka i adopcji to mój mąż nigdy się nie zgodzi nie będzie wychowywać nie swoje dziecko to wiem już od dobrych 5 lat więc niestety albo się dogadamy ze sobą chodź próbuje i się stara albo się przestaniemy dogadywać i się rozstaniemy

 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ka-wa
39 minut temu, Gość Gość b...2 napisał:

Powiem tak jedna siostra ma ze mną kontakt (...) przez kamerkę (...) kiedyś zawsze miałam z nią dobry kontakt w sumie potem tylko widywaliśmy się na jakiś tam urodzinach ale tylko ona mnie wspiera

Pielęgnujcie te kontakty, bo często nie doceniamy rodzeństwa, a jak ktoś jest jedynakiem, to mu się często  krzywda dzieje. 

39 minut temu, Gość Gość b...2 napisał:

ale brat i druga siostra nie popuszcza co do sprawy mam jeszcze czas po nowym roku się zajmę .

Nie powinnaś mieć im tego za złe, nawet jak masz testament to rodzeństwu należy się zachowek, dlatego lepiej jabyście się dogadali i żyli w zgodzie niż wyrywali sobie po kawałku, również zdrowie. Dużo powinna Ci dać szczera rozmowa z siostrą jej zdanie powinno być dla Ciebie ważne bo Ty patrzysz na nich przez pryzmat pretensji, a oni też mają swoje... 

53 minuty temu, Gość Gość b...2 napisał:

albo się dogadamy ze sobą chodź próbuje i się stara albo się przestaniemy dogadywać i się rozstaniemy

Innej drogi nie ma. 

54 minuty temu, Gość Gość b...2 napisał:

Co do dziecka i adopcji to mój mąż nigdy się nie zgodzi nie będzie wychowywać nie swoje dziecko 

Nie myśleliście o in vitro? 

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...