Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
gama

nierealne oczekiwania zawodowe męża w stosunku do żony

Rekomendowane odpowiedzi

Czego tu się nie da oszukac?
Umie spokojnie po angielsku powiedziec to o sobie co może wymagac pracodawca, tylko drętwieje jak to ma zaprezentowac fizycznie, praktycznie przed pracodawcą. Ale nawet z paralizu nie wie, czy plaszcz do rozmowy z pracodawcą zdjęła czy tez nie.

Najprostsza sprawa- autorka juz od dawna nie chodzila do pracy, jest niepewna siebie z natury, mąz ją pogania i jeszcze wybrzydza na rozne jej pomysły na pracę. Z tego rodzi się totalny paraliz i trzeba pracowac na tym jak to opanowac. A może duza ilosc rozmów o pracę rozbije ten strach.? Będzie szła na ktorąś następną rozmowę z poczuciem, ze pewnie nic z tego nie wyjdzie i pójdzie z obowiązku (przeciez musze szukac pracy) a wtedy może zaprezentuje na luzie po prostu siebie i juz?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Angellsza

Skad ja to znam !!zaklad o wszystko ze zdrada jest tylko kwestia czasu. Zdradzi Cie z jakas bankierka lub z jakas inna atrakcyja praca. Proponuje pozew o rozwod i znalezienie sobie kogos kto Ciebie zaakceptuje. Wierze ze np pan lekarz moze kochac pania sprzataczke. Zycze szacunku do siebie i szczescia. Pozdrawiam i bardzo Ci kibicuje bo mnie po kolei kazdy porzuca bo nie mam atrakcyjnej pracy. Niech chociaz Tobie sie powiedzie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość onkaY

ka-wa
Nam tak się wydaje, że można to wszystko przeskoczyć, bo najedzony nie zrozumie głodnego.
Nawet, żeby "skakać" trzeba mieć na to siłę, bynajmniej nie o fizyczną tu chodzi.

Co z tego, że ktoś mi powie, ucz się języka, a ja nie mam do tego żadnych
chęci, ani głowy, to na siłę mam się uczyć, nic z tego nie wyjdzie.

Dlatego my tu sobie możemy pogadać, gama najlepiej wie na co ją stać i powinna słuchać siebie.
Psychiki nie da się oszukać.


W tej kwestii, akurat nie zgodzę się z Tobą. Autorka nie jest chora, ani upośledzona, na trudny czas w życiu, bo aktualnie jest bez pracy, a do tego mąż ją stresuje, ale to nie oznacza, żeby nakryć się kołdrą i płakać.
Siedzi teraz w domu, zapewne posprząta, coś upichci, przejrzy oferty pracy, więc jaki problem zrobić coś dla siebie i zacząć np doskonalić j. obcy?
Właśnie teraz jest ku temu okazja.
Cóż to za argument, że nie stać mnie na to, czy nie mam do tego głowy?
Bez wysiłku nikt jeszcze niczego nie osiągnął, bez względu na demony przeszłości.
Najwygodniejsza jest postawa - "nie jestem w stanie nic zrobić". Zawsze można coś zrobić, postarać się zmienić na lepsze, trzeba mieć tylko motywację, a nie wyszukiwać miliona powodów na "nie".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Po pierwsze, rokowania w małżeństwie są bardzo nie pomyślne. Ono raczej prędzej niż później się rozpadnie. Po drugie brak pracy dodatkowo osłabia pewność siebie.
Moja rada to szkolenie języka oraz tak jak radzi kikunia55 ustawiczne poszukiwanie pracy. Po jakimś czasie i jedno i drugie stanie się niemal codziennością i za jakiś czas będzie tak postępować z nawyku.
Nie zgodzę się ze stwierdzeniem iż nic na siłę. Przeciwnie, z własnego doświadczenia uważam iż czasami warto się przymusić. Ja dopiero od niedawna uczę się angielskiego. Niekiedy się wręcz zmuszałam ale obecnie nie ma dnia abym przynajmniej kilka słów czy zdań dziennie nie powiedziała czy przeczytała. Nauka języka to zawsze dobra inwestycja.
Z poszukiwaniem pracy radzę szukać tam gdzie czujemy się dobrze. Rady, chociaż bywają pomocne, pochodzą od innych osób dlatego warto słuchać się samych siebie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Nie trzeba być upośledzonym, żeby nie radzić sobie w życiu.
Są widać jakieś zmiany w psychice, które paraliżują w sytuacjach stresowych i nie wiem czy to da się wyeliminować, chyba nie.
Nie chodzi tylko o rozmowę z pracodawcą, ale też z potencjalnym klientem, jestem spokojna jak wiem, że się nie zbłaźnię, jak mam braki, cały czas w pracy nerwy...

Trzeba eliminować stres, więc jak idę na rozmowę o pracę w której wiem, że spokojnie sobie poradzę, nawet z naddatkiem, na pewno stres będzie mały i wypadnę dobrze.
Jak ja siebie widzę na kierowniczym stanowisku, to nie znaczy, że jak ktoś nie ma do tego głowy, pracą i nauką do tego dojdzie i się sprawdzi.

Ja po prostu staram się zrozumieć problemy autorki i nie przykładać swojej miary.

Gama musi słuchać siebie.


Szanuj zdanie innych...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość onkaY

TakaJakaś7
Po pierwsze, rokowania w małżeństwie są bardzo nie pomyślne. Ono raczej prędzej niż później się rozpadnie. Po drugie brak pracy dodatkowo osłabia pewność siebie.
Moja rada to szkolenie języka oraz tak jak radzi kikunia55 ustawiczne poszukiwanie pracy. Po jakimś czasie i jedno i drugie stanie się niemal codziennością i za jakiś czas będzie tak postępować z nawyku.
Nie zgodzę się ze stwierdzeniem iż nic na siłę. Przeciwnie, z własnego doświadczenia uważam iż czasami warto się przymusić. Ja dopiero od niedawna uczę się angielskiego. Niekiedy się wręcz zmuszałam ale obecnie nie ma dnia abym przynajmniej kilka słów czy zdań dziennie nie powiedziała czy przeczytała. Nauka języka to zawsze dobra inwestycja.
Z poszukiwaniem pracy radzę szukać tam gdzie czujemy się dobrze. Rady, chociaż bywają pomocne, pochodzą od innych osób dlatego warto słuchać się samych siebie.

Dokładnie, cały czas o tym piszę. Niestety problemy na ogól nie rozwiązują się same, trzeba chcieć z nimi walczyć, czasami małymi kroczkami.
Jeszcze raz; nic nie stoi na przeszkodzie, żeby doskonalić język obcy w domu.
Podobnie z pracą, wcześniej już pisałam, że warto poszukać tymczasem pracy odpowiedniej dla autorki (nie jej męża), takiej w której będzie czuła się bezpiecznie, ale jednocześnie wyjdzie z domu i zacznie zarabiać jakieś pieniądze za część których mogłaby podjąć się terapii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość onkaY

ka-wa
Nie trzeba być upośledzonym, żeby nie radzić sobie w życiu.

Oczywiście, że nie, ale żeby wyjść na prostą nie można zasklepiać się w swoim nieszczęściu i biernie czekać, aż łaska boska spłynie z nieba.
Bez chęci, wysiłku, jakiegoś planu działania, nic się nie zmieni.
ka-wa
Są widać jakieś zmiany w psychice, które paraliżują w sytuacjach stresowych i nie wiem czy to da się wyeliminować, chyba nie.

Nie wiesz, czy w przypadku autorki są to zmiany w psychice i czy nie da się ich wyeliminować?
Żeby cokolwiek stwierdzić, postawić diagnozę, trzeba ruszyć się z miejsca i pójść do specjalisty.
Jednak nie na wszystko jest lekarstwo, które bez większego wysiłku można połknąć i już jest lepiej. Jeśli autorka ma depresję, to leki faktycznie mogą pomóc, ale jeśli nie, a główny problem leży w niskim poczuciu własnej wartości i lękami z tym związanymi, to może pomóc długa terapia połączona z warsztatami n/t radzenia sobie ze stresem i lękami.
Tylko, że bez determinacji, chęci pracy nad sobą, nikt za autorkę nie rozwiąże jej problemów.
ka-wa
Ja po prostu staram się zrozumieć problemy autorki i nie przykładać swojej miary.

Poniekąd trochę przyłożyłaś.
Ja nie przykładam swojej miary, bo w żadnym poście nie odniosłam się do swojego życia.
Piszę o standardowych wręcz regułach jak przede wszystkim wsparcie specjalisty, gdy ktoś sam sobie nie radzi z problemami i po raz kolejny zwracam uwagę na to, że bezczynność, czy brak mobilizacji do działania i pracy nad sobą w niczym nie pomoże, a wręcz może problemy pogłębiać.
ka-wa
Gama musi słuchać siebie.

To prawda, ale skoro tutaj napisała, to jednak oczekuje jakiś opinii.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ja też nie odnoszę się o swojego życia, pisząc ja, mam na myśli osobę, żeby podkreślić jak jesteśmy różni.

Ale my tak generalnie myślimy, jak ja
/żeby nie było, nie myślę o sobie/ mogłabym się samodzielnie uczyć języka w domu, to autorka też.

O to mi chodziło, że patrzymy ze swojej perspektywy, nie jesteśmy w skórze autorki,
a piszemy zrób tak czy tak, a ona nie jest w stanie i dotyczy to większości problemów poruszanych na forach, nie tylko tej.

Ale chociaż daje do myślenia, a to też jest coś..., bo decyzję tak czy tak trzeba podejmować samodzielnie.


Szanuj zdanie innych...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość onkaY

ka-wa, to prawda, co piszesz, jednak tak działa każde forum.
Jednak wiele osób piszących na forach społecznych (pomijam trolli, a tych tutaj nie brakuje), pisze chyba tylko po to, żeby wylać swoje żale, jednak nie chcą żadnych zmian w swoim życiu. Właściwie, to może by chcieli, ale bardziej oczekują cudu, bez własnego wkładu i wysiłku.
Jeżeli ktoś ma takie podejście, to niech nie oczekuje, że cokolwiek zmieni się w jego życiu na lepsze.
Być może niektórym osobom pomaga samo wylanie swoich trosk i bardziej oczekują współczucia, niż rad, to też jest jakaś metoda na przynajmniej chwilową ulgę.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość dammar

A interview na byc po polsku czy po angielsku? Jesli po angielsku to mozna sie przygotowac i je przejsc, ale problem moze pojawic sie w czasie pracy bo tu trzeba biegle operowac jezykiem. Chodzi o zwykle sytuacje, dzwoni klient i pyta np o towar, jesli nie znasz angielskiego to nawet mozesz nie zrozumiec o co pyta, a zanim w glowie sobie przetlumaczysz na angielski co masz odpowiedziec to minie pare minut.
Brakuje ci pewnosci z tym jezykiem bo nie wiesz jak jest poprawnie. Ja tez pare lat uczylam sie angielskiego w Polsce a po przyjezdzie do Irlandii nie rozumialam nic, o tym zeby rozmawiac to mowy nie bylo, ciagle mowilam nie tak. Teraz wiem dlaczego ale to sa lata osluchania sie i lata studiow, samo nie przyszlo.
Twoj maz ma racje jesli chodzi o wymagania do banku, zawsze tak pisza ale chca wiedziec co umiesz robic. Pytanie na interview typu opowiedz mi cos o sobie ma na celu rozluznienie cie. Odpowiada sie najczesciej jestem osoba entuzjastyczna, lubie robic to i to, interesuje mnie to i to. Czytalam o waszej firmie, swietnie sie rozwijacie i uwazam ze posiadam umiejetnosci ktore przysluza sie do rozwoju waszej firmy. I tyle. Posluchaj Carnegiego, on tez tak radzil a obecnie jego porady sa stosowane w firmach rekrutacyjnych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

dammar, zgadzam się ze wszyskim co piszesz, ale to sprawdzi się u osoby pewnej siebie, znającej swoją wartość, radzącej sobie ze stresem, itp.
Trzeba widzieć się na danym stanowisku.
Nie rozumiem męża autorki, który pcha ją na to stanowisko w banku, kiedy ja mając mniejszą wiedzę, widzę, podobnie jak autorka, że nie dość, że nie dostanie tej pracy, bo nie spełnia warunków, po drugie nie dałaby sobie rady, bo zżera ją stres.

gama, może nie mówisz tego wszystkiego mężowi, /bo się np. wstydzisz/, o czym piszesz na forum i on jest nieświadomy Twoich ograniczeń.

I właśnie od terapii, jak radzić sobie ze stresem trzeba by zacząć, tylko jaki będzie efekt, nie wiem.

Co do naszych rad, to wiele osób nawet jakby chciało coś zmienić w swoim życiu, niewiele skorzysta z podpowiedzi, bo ogranicza je lęk, brak pewności siebie, obawa przed nieznanym, itp.
Nie da się zmienić swojej osobowości, charakteru, pewnych ograniczeń psychicznych czy fizycznych, czyli nie da się zmienić siebie,
można jedynie pracować nad sobą, pewnie też z różnym efektem, chociaż nie każdemu się chce i nie każdy potrafi, każdy ma wybór.


Szanuj zdanie innych...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Wybacz ka-wa iż często wyskakuje z frontalnego ataku, nie taki mój zamiar ale w dużej mierze nie zgodzę się z Tobą.
Po pierwsze psychikę da się niejako ,, oszukać", poprzez ustawiczną pracę nad sobą.
Natomiast popieram iż warto zgłosić się na terapię, chociaż osobiście wolę pracować sama nad sobą ale to dyskusja względna. Również zgodzę się iż nie da się wyeliminować dotychczasowych przeżyć, one są i pozostaną już do końca, ale można nad tym trochę popracować. Słabość można przemienić w siłę.
Całe nasze życie to nieustająca praca, praca nad samym sobą. Większość osób rezygnuje z rozwoju ponieważ to wymaga coraz większego i większego wkładu. Większość osób rezygnuje już na początku bo po co mam się rozwijać skoro widzę przeszkody, znacznie mniej osób jednak pokona opór i pójdzie trochę dalej ale i tak po drodze większość się wykruszy ponieważ coraz cięższe kłody są im rzucane pod nogi. Tylko nieliczni pokonają wszystkie przeszkody i dojdą naprawdę wysoko. Ale to ciągła i ciągła i ciągła praca nad sobą...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Czytając odpowiedzi autorki na inne posty widac, ze dziewczyna niegłupia, tylko chwilowo ma pod górkę.

Rady dammar są złote. Mowią, ze ona odważyła się przeskoczyc granicę państw, języka, innej mentalnosci,
zdecydowała się na porzucenie znajomych, przyjaciól. Czyli autorka ktora odważyla się porzucic swoją rodzinę i przyjaciól i pojśc z męzem do dużego miasta zrobiła dobrze. Tylko poprzez utratę pracy i czasową chorobę nogi się zawiesiła i wydaje jej się, ze wszystko co do tej pory zrobiła juz ją zmęczylo i dlaczego jest jej tak żle jak ona z siebie dała tak dużo.
Rady dmmar są tez złote gdy chodzi o rozmowę o pracy. Tak teraz na rozmowach trzeba umiec się znalesc. Trzeba wiedziec cos wiecej o firmie niz tylko w ogłoszeniu o pracę napisano. Jak poczytamy o firmie w internecie, lub zaciągniemy języka u znajomych, którzy tam pracują, to dajemy pracodawcy informację, ze myslimy samodzielnie i samodzielnie umiemy szukac wiedzy. Jak jeszcze nawiązemy , ze w poprzedniej pracy wykazywalismy się umiejętnosciami, które i tutaj wydaje się ze będa nam przydatne to tez może byc niezle.

Język dzis szczególnie trzeba rozwijac, bo jednak nasze granice są juz tak otwarte, ze praktycznie na kazdym stanowisku moze byc potrzeba zrozumienia, co mówią do nas i co powinnismy odpowiedziec my- czyli aby w wolnej chwili nie zaplakiwac się, nie wkręcac się, ze mi się na pewno nic nie uloży, to trzeba mysli zając nauką chociażby na róznych poziomach dostępnych filmików na YT- wybitnie zgadzam się z onkąy.

A męzowi to i owszem trzeba mówić, ze przy aktualnym swoim wykształceniu, to chyba będzie mi lepiej w takiej czy innej pracy. I zaznaczyć, ze tę pracę to będe codziennie wykonywała ja a nie on. I tak jak ja mu nie smiem nic narzucac to i on mógłby pojąc, ze ja jestem bardziej wladna okreslic rodzaj pracy do moich własnych możliwosci. Nie wiem czy takie totalne odslanianie się w swoich lękach i słabosciach przed przebojowym facetem to jest to dobra polityka malżeńska. Może zacząc postrzegac swoją zonę jako nie dosc wykształconą ( jego koleżanki są bardziej wyksztalcone i może mu i imponują) i niestety bojazliwą i ciapowatą,. Tylko dlatego, ze w przypływie nadmiernej słabosci się totalnie odsłonila. Zacznie patrzec, ze nie poznał jej dobrze, zacznie powątpiewac w jej sile psychiczną nie tylko do podjęcia pracy ale moze i do wychowywania dzieci. W małżenstwie tak jak nie idziemy pokazywac męzowi podpaski, nie staramy się afiszowac rozmemłane w poplamionym szlafroku to i tez nie musimy dokładnie opisywac naszej traumy, bo akurat idziemy na rozmowę o pracę. Jak juz będziemy miały sukces, to wtedy cos więcej możemy napomknąc.

A autorka wywodzi się ze wsi. W moim mniemaniu, mimo dokuczania jej przez rodzeństwo (wspomina to dramatycznie) to na wsi rodzą się ludzie odporniejsi na stresy, mający pewną zyciową pewnosc życia i swojego miejsca w życiu, umiejący walczyć o swoje.
Wystarczy, ze autorka spojrzy w siebie a znajdzie sposób na przetrwanie trudniejszego okresu bez pracy, na opanowanie nerwów , na spojrzenie na męza jako na człowieka, który moze nie najlepszymi sposobami ( bo swoimi- zawsze krzyczę, ze umiem więcej, wiem wiecej niz naprawdę wiem- a jak juz zdobęde pracę to się douczę, dowiem o co chodziło)- jako na faceta, ktory trzyma jej stronę i tez chce aby ona się znalazła dobrze w tej olsztyńskiej rzeczywistości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Teraz to musi się odnaleźć w warszawskiej rzeczywistości, gdzie nawet łatwiej o pracę.
Też jestem za tym , że nie powinno się mówić wszystkiego mężowi, co mu do wiadomości nie jest potrzebne.

Ale jak brak tej przebojowości, żeby tupnąć nogą i powiedzieć mężowi to co piszesz kikunia, to pozostaje całe życie być pod pregierzem ambicji męża?

Wtedy chyba lepiej powiedzieć o tym paraliżującym strachu, nie tylko przed rozmową kwalifiacyjną ale przed samą pracą w której się nie widzi, w której wie, że nie da rady.

Bo tu by się przydało, żeby mąż pomagał przezwyciężać te trudności, a nie tylko wymagać.

Gama już miała próbkę jego wygórowanych ambicji, którym się poddała i wyszło jak wyszło.

Reasumując, wszystkie rady są dobre, tylko problem tkwi w możliwości ich wykorzystania, bo nie ma prostego przełożenia.


Szanuj zdanie innych...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Uczę się angielskiego online przez darmowe strony internetowe i oglądając filmy i programy w języku angielskim. Na profesjonalny kurs nie mam kasy. Rozumiem większość potocznej gadki, uzupełniam, tłumaczę, uzupełniam luki w zdaniach. Potem sprawdzam i niby jest ok. rozwiązuje wszystkie z prawie 100% zgodnością ale w dalszym ciągu budowanie zdań na bieżąco mi nie wychodzi. Nie mam z kim trenować - mąż niby zna język i użytkuje go w pracy codziennie ale gdyby przyszło mu rozmawiać ze mną, chyba doszłoby do rękoczynów - nie ma zdolności pedagogicznych, jest chaotyczny i nie ma ani grama cierpliwości. Warczy na mnie nawet gdy odpowiadam na pytanie o godzinę. Moja cierpliwość i zdolność znoszenia krytyki jest teraz silnie ograniczona. Co do plastyczności mózgu... Wiem, że wiele rzeczy da się wypracować, ale w znacznej mierze potrzebna jest osoba z zewnątrz, która wie jak pokierować procesem. Na NFZ kolejka do specjalisty to ok 4-5miesięcy zaś koszt jednej prywatnej wizyty to koszt od 150 wzwyż a w takim wypadku potrzebne jest ok 10. Do tego czasem trzeba dorzucić leki przeciw lękowe lub/i antydepresyjne. Tak jak jeden/jedna z osób, która się wypowiedziała wcześniej moja zachowanie i pewność siebie zależy od sytuacji. Jeśli wiem, że się nadaję, że się dostosuję, wszystko idzie jak z płatka, potrafię być pewna siebie, powiedzieć co mam do powiedzenia. W pracy mam duże poczucie obowiązku, jestem punktualna i zaangażowana. Najpierw jednak ktoś musi mi dać szansę, chociażby wezwać na rozmowę ale jest cisza w eterze. W poprzedniej pracy musiałam walczyć o to by dostać materiały do nauki, nie mogłabym tego nigdzie wypożyczyć ani kupić. Ciągle odsyłali mnie z kwitkiem podczas gdy termin egzaminu był już ustalony i bliski. W końcu wyszło, że jest dostępny w formie elektronicznej w systemie sklepu, wydrukowałam sobie. W sumie prawie pół ryzy papieru, aż drukarka zaczęła dymić... Egzamin był trzyetapowy, podczas pierwszego okazało się, że nie dostałam wszystkich materiałów (aktualizacje przepisów z podręcznika oraz nowe wpisy). Przyłożyłam się i zdałam prawie na 100% Wkurza mnie jednak i jest dla mnie niepojęte by z taką olewczością podchodzić do obowiązków. To nie ja się pchałam na stanowisko, to oni mnie wytypowali. Fajnie, że mnie docenili i dali szansę ale sama wszystkiego nie zrobię, nie mam dostępu do programów i danych pod hasłem... Jako opiekun szkolenia ma się pewne obowiązki, chociażby umożliwić zdobycie wymaganej wiedzy. Nie ważne, nie powinnam tego roztrząsać.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość onkaY

W kwestii doskonalenia języka, jest coś takiego, jak Native Speaker, gdzie można kontaktować się z ludźmi z krajów w tym wypadku anglojęzycznych i po prostu rozmawiać. Kontaktu można poszukać w internecie.
Ten egzamin o którym tyle piszesz, zdałaś go dobrze, czy pomimo, że już tam nie pracujesz nie możesz go wykorzystać, tzn tej wiedzy i zaświadczenia, że ją posiadasz, oraz w związku z tym wyższych kwalifikacji, szukając kolejnej pracy?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Aktualnie mieszkam w Wawie, to w Olsztynie zostawiłam swoje życie a wychowałam się na wsi robotniczej. Mąż przed ślubem znał mnie prawie 8lat, mieszkaliśmy ze sobą 6lat. Miał czas by mnie poznać. Jeśli mąż pójdzie w tango bo chce ważną panią z banku, krzyżyk mu na drogę. Owszem będę zraniona i wściekła, ale po tym etapie przyjdzie ulga i spokój. Był etap w naszym życiu gdy to on był bez pracy, w dupie. Utrzymywałam go wtedy, podnosiłam na duchu i wspierałam w poszukiwaniu pracy. Nie terroryzowałam, że musi iść do pracy ani tym bardziej nie dyktowałam mu, gdzie ma pracować. Dałam mu wolność wyboru, ja tego nie mam z jego strony. Utrzymuje mnie i tyle. Wkurwiam się, gdy mówi o obowiązkach, dorosłych decyzjach i odpowiedzialności. Wkurwiają mnie jego priorytety pomijając pracę, za co go cenię i cieszę się, że w końcu znalazł swoje miejsce. Długie lata mieszkaliśmy w akademikach, potem wynajmowaliśmy mieszkanie ale zawsze prowadziliśmy takie trochę studenckie życie. Zdarzyło się, że przeprowadzaliśmy się trzy razy w roku bo właściciel zdecydował sprzedać mieszkanie lub musiał do niego wrócić przez problemy małżeńskie. Nigdy nie mieliśmy choćby swojej mikrofalówki czy miksera bo mieszkaliśmy na walizkach. Nie przeszkadzało mu za to taszczyć za sobą czterech czy pięć atlasów świata (nie rozumiem po co komuś aż tyle) czy dwóch zepsutych komputerów wraz z nadprogramowym monitorem typu dupa. Sześć lat prosiłam go o to, by się ich pozbył, sprzedał, wyrzucił, przechował w domu u babci (w tym samam mieście). Dopiero przeprowadzka (trochę na głupa) do Warszawy zmusiła go do porzucenia swoich "skarbów". Do tego absolutnie niezbędna była wiatrówka, łuk, nowy komputer, choć stary działał dobrze... Nadal pamiętam jak z tym całym majdanem przeprowadzaliśmy się z mieszkania na czwartym piętrze bez windy do drugiego mieszkania... na czwartym piętrze bez windy i cały ten złom musieliśmy targać. Mam chorobę lokomocyjną, zwymiotowałam po drodze, ledwo trzymałam się na nogach przez zawroty głowy a ten dziad kazał mi ruszyć dupę i pomóc nosić. Załatwiłam nam darmowy transport i osoby do pomocy, spakowałam nas sama, nosiłam te pierdolone graty ale potrzebowałam złapać oddech. Mąż pomagał swojemu koledze w przeprowadzce, skręcał meble drugiemu a jak przyszło do odwzajemnienia przysługi, pomogła nam tylko moja rodzina jadąc do nas z przyczepką przeszło 100km. Ale odbiegłam od tematu... Rozumiem, że gość ma swoje pasje i nie oczekuję, że wszystko rzuci i będzie siedział ze mną w domu. Trochę dlatego się w nim zakochałam, chodził kiedyś na karate, fechtunek (walki mieczem), był ciekawy. Jego zapał niestety bardzo szybko się skończył poza tym niewiele jest miejsc gdzie można strzelać. Wiatrówka leży na dnie szafy razem z łukiem. Komputer jest oczywiście cały czas w użyciu ale ja w wieku 32 lat dalej nie mam chrzanionego miksera. Owszem mogłam sobie go kupić setki razy podobnie wiele innych sprzętów. Dlaczego jednak to ja po raz kolejny mam dbać o potrzeby domu podczas gdy mąż inwestuje w nowe zabawki czy żywność dla burżuazji? Ja się wychowałam biednie i nauczyłam się gospodarować pieniędzmi tak, by starczyło do wypłaty. Dzięki temu przetrwaliśmy okres, gdy tylko ja pracowałam. Teraz mąż daje mi na zakupy 200 i co chwile pyta co kupiłam i ile mi zostało. Byłoby to do zniesienia, gdyby załatwiał to w domu a nie publicznie. Zamiast tego ciągnie mnie za język i się sieka gdy nie odpowiadam w momencie, czuję się przez to jak żebrak w dodatku dzieciak. Chyba udowodniłam, że potrafię gospodarować pieniędzmi i nie trzeba mnie kontrolować. Na zakupach to ja jestem tą rozsądniejszą, nie ładuję do wózka co na czym mi się oko zawiesi. Od porzucenia pracy nie kupiłam sobie nic, ani ubrania ani kosmetyków, korzystam z tego co mam.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam wyniki egzaminów na piśmie jednak był to egzamin z wewnętrznych procedur, BHP i prawa pracy, nie ma większej wartości w innej firmie. Jedyna jego wartość jest taka, że w jakimś stopniu stanowi potwierdzenie, że mogę przyswoić jakąś wiedzę. Informacje zawarłam w liście motywacyjnym jednak wiele aplikacji nie zostało nawet otworzonych (na praca czy pracuj.pl można to sprawdzić). Mając do wyboru 20 kandydatów z wyższym wykształceniem szukałabyś pracownika w kategorii wykształcenie średnie? Spośród tych 20 zawsze znajdzie się jedna osoba, która spełnia wymagania. Nie mogę zaznaczyć, że mam licencjat bo mimo niezaliczenia tylko jednego przedmiotu (seminarium dyplomowe), nie mam żadnego papierka. Gdyby wystarczyło zaświadczenie z uniwerka o ocenach w poszczególnych latach, pewnie byłoby to wykonalne ale to nie wystarczy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ale spokojnie mozesz swoj dawny dziekanat poprosic o zaswiadczenie o ilosci ukonczonych semestrow na Twojej uczelni. I kopię tego poswiadczenia zalączać do podan o pracę.
W dawnych latach jak studia byly jednolite tzn dyplom i jego obrona na dziennych studiach równoczesnie po 4,5 roku studiów dostawalo się jako tytul zawodowy- inżynier i jako tytuł naukowy- magister. Osoba bez dyplomu ,widzialam, ze miala poswiadczenie, ze X odbyl w latach x-y 9 semestrow a caly program studio obejmuje 9 semestrow. Czyli dla pracodawcy byla to informacja, ze przez studia delikwent jakos się przeturlał, ale nie podszedl do dyplomu.

Wiesz, ze teraz musisz polowac na pracę, gdzie to Twoje niedokonczone wyksztalcenie wystarczy. Jak juz pracę znajdziesz to powinnas sobie jednak studia albo stare konczyć (dokladnie wybadaj co w tym kierunku bedziesz musiala robić na swoich dawnej uczelni) albo podjąc inne studia zaocznie. Przeciez jestes mloda, a dzis prawie kazdy ma jakis papierek studiow, bo przeciez jak dzieciaki koncza mature, to tyle jest prywatnych uczelni, ze za pieniądze rodzicow uzyskują papierek, ze są po studiach. Oczywiście rózne są te poziomy uczelni, ale do aktu zatrudnienia czsem jest potrzebny dyplom konkretnej uczelni a czasem tylko jakiejkolwiek. Na teraz masz pecha, bo w Wwie część uczelni jest droższa niz w reszcie kraju.

Doskonale wiesz, ze jak między Wami trudno, to nikt nie bedzie milo i uwaznie popatrywal na siebie . Tak jak Ty wkurzona na męza, udowadniasz, ze tylko jego pragnienia się liczyly, tak i on będzie malo mily. Musisz znalesc taki tryb pracy (przy zmianowej może się okazac, ze przeszkadza w zaocznych studiach) abys mogla zacząć oplacac semestry studiow ,nawet jak trzeba będzie sięgną do pieniędzy męza czasem.I traktuj to jako inwestycję w siebie o wiele ważniejszą niż blender czy mikser.I niestety tez wazniejszą niz zbiórka pieniędzy na Wasze mieszkanie. Nie macie jeszcze dzieci to jak trzeba będzie dalej się przeturlacie gdzies indziej.

Niepłatne bywają technika zaoczne zawodowe dwuletnie typu Cosinus, Żak - ale to chyba raczej nie poprawi Twojej sytuacji na warszawskim rynku pracy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość onkaY

Nie wiem, jak wygląda komunikacja między Wami, ale myślę, że możesz spokojnie zwrócić mu uwagę, że wypominanie Ci każdego grosza upokarza Cię i przypomnieć mu, że on także kiedyś był na Twoim utrzymaniu, a jednak nie traktowałaś go w taki sposób.
Twoje bezrobocie jest tymczasowe i niech nie wywiera na Ciebie presji, bo cały czas szukasz pracy, jednak takiej, w jakiej Ty będziesz się dobrze czuła, a nie takiej, z jakiej on byłby zadowolony.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość dammar

Juz wiem w czym tkwi problem, zrezygnowalas z wlasnych potrzeb a to najwiekszy blad jaki kobieta moze zrobic. Pieniadze ktore on zarabia sa wspolne i ty nie masz sie prosic i udowadniac, ty mozesz je sobie po prostu wziac i wydac na swoje potrzeby. Pozwolilas sie zdominowac, ograniczyc. Najgorsze jest to ze maz wyczul twoj gorszy okres i zwyczajnie to wykorzystuje dla wlasnej wygody.
Masz w sobie duzo sily i odwagi by zawalczyc o swoje szczescie, nadszedl czas by zawalczyc o siebie ze wsparciem meza lub bez niego.
Brakuje ci papierka z uczelni? To chyba mozesz powtorzyc ten rok ktorego nie zaliczylas teraz. Sama wiesz ze ten papierek moze zmienic twoje zycie na lepsze.
Nie zaluj sobie niczego, masz takie samo prawo wydawac pieniadze jak twoj maz. Jesli braknie to moze maz sie postara o awans i podwyzke. I tyle.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zakładając, że tak czy tak chcesz spędzić życie przy boku męża, trzeba powiedzieć sobie jest jaki jest, mam co chciałam, ideałów nie ma...,ale myśleć o sobie.
Dlatego ja bym poszła do pracy takiej która mi w miarę odpowiada i jest w moim zasięgu, w najbliższym czasie zaplanowała dziecko, a studia jeśli bym była w stanie, zaplanowała po 40-ce, bo teraz rozpoczynanie studiów, gdy czas na dzieci, mija się z celem.
A na kredyty mieszkaniowe niech mąż zarabia.

Co do pracy, ciężko Ci będzie rywalizować na cv, dlatego ja bym radziła, patrzeć na witryny sklepowe, często np. są wywieszki, przyjmę sprzedawcę, w sklepie z ciuchami, butami czy w drogerii, nie byłaby ciężka, a najważniejsze teraz, żebyś miała pracę.


Szanuj zdanie innych...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeszcze co do pracy w banku, moglabyś mieć pracę na tzw. słuchawce, po jakimś czasie miałabyś szansę, dostać już coś bardziej ambitnego.
I tu mąż mógłby Ci "załatwić" taką pracę, bo bez znajomości nie masz raczej szans na pracę biurową.


Szanuj zdanie innych...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...