Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...
Gość mama gimnazjalisty

dlaczego nastolatki nie chcą się uczyć

Rekomendowane odpowiedzi

Gość mama gimnazjalisty

Proszę o radę dlaczego dziecko będące w pierwszej gimnazjum olewa szkołę niechce się uczyć pomimo tłumaczeń proszenia tak szczerze nie mam sił już do dziecka jak rozmawiać z takim dzieckiem ?????????Dziecko nie pije nie pali nie chodzi na wagary nie ma uwag w dżienniku tylko po prostu nie uczy się .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Yonka

Niestety, takich uczniów jest większość. Generalnie w szkole jest tak, że jest wąska grupa tych ambitnych z wysokimi wynikami, którzy biorą udział w różnych konkurach wiedzy, następnie jest cała reszta przeciętniaków, lub słabeuszy, a na końcu ogon w postaci uczniów którzy osiągają średnią ocen 2, lub poniżej.
Ciężkie jest życie rodzica mającego takiego leniwca w domu :)
Są jednak sposoby, żeby pociechę przymusić do pracy, jeśli nie można przemówić do zdrowego rozsądku.
I klasa gimnazjum, to ostatni moment, gdy jako rodzic możesz jeszcze wymusić systemem nagród i kar swoją wolę, ale do tego potrzeba ogromnej pracy (rodzica) i konsekwencji.
Przede wszystkim w domu przejąć komóreczkę i wyłączyć komputer. Udostępnić te dwie atrakcje w momencie, gdy sprawdzisz stan wiedzy i odrobionych lekcji.
Niestety, trzeba na bieżąco kontrolować zeszyty (masz tam wpisany temat lekcji z datą, jeśli nie zapisał, dzwonisz do znajomych rodziców i dopytujesz, myślę, że jak raz, czy dwa zrobisz mu taki obciach, to będzie już sam zapisywał). Musisz wiedzieć co aktualnie przerabiają i po prostu kazać mu nauczyć się z podręcznika, a następnie odpytujesz go.
W tym celu, niestety, trzeba samemu przeczytać temat :(, trzeba także pomóc dzieciakowi, gdy ma problemy i nie rozumie.
Jest to ciążka praca, zwłaszcza gdy rodzic wraca zmęczony z pracy, ale niestety, innej drogi nie ma jak intensywna kontrola.
W dzienniku elektronicznym także mogą być podane tematy lekcji, oraz inne informacje.
Trzeba przygotować się na stanowczy protest i bunt leniwca, ale przecież to wy, rodzice macie nad nim władzę, oraz środki przymusu.
Dziecko ma 13 lat, więc jest to ostatni dzwonek, żeby wyrobić w nim poczucie odpowiedzialności i nauczyć organizować sobie czas; najpierw praca, potem przyjemność.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Powodów braku motywacji do nauki u nastolatków może być wiele: brak przekonania u dziecka, że coś od niego zależy, brak pomysłu na siebie na przyszłość, lenistwo, bunt wieku dojrzewania, naśladowanie grupy rówieśniczej, która również olewa szkołę, problemy emocjonalne, np. depresja, problemy poznawcze (trudności z koncentracją uwagi, pamięcią id.). Jak widać, spektrum możliwości jest dość szerokie. Nie zawsze dziecko, które się nie uczy, jest leniwe. Czasem za tym "lenistwem" kryją się jakieś inne problemy, o których dziecko może nie chcieć mówić. Pozdrawiam!

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Zazwyczaj yonka brzmi jak dla mnie zbyt radykalnie, ale tutaj wyjątkowo się z nią zgadzam.

Dodam, że zbyt nudno może być synowi, to powinien uprawiać jakis sport. Sport to m-ce na rywalizację, na zwycięstwo chociażby nad samym sobą. Pokonałem swoją słabośc, to jeszcze coś potrafię. Sport uczy koncentracji, czyli w szybszym tempie mozna obleciec odrabianie lekcji i pomoc w domu lub zajęcia sportowe. Ja preferuję karate dla chłopaków, ale chyba dziedzina nie tak ważna, jak ważne aby chłopak wyszalał się na macie, boisku, plywalni- życie mu się będzie bardziej podobało. W szkole jak się nie uczy, to się przyzwyczaja być w ogonie klasowym, brak emocji związanych z sukcesem, tylko bycie takim miernotą.

Dodam, że różnie bywa z tym wspólnym uczeniem się. Ja miałam pracę zmianową, więc nie kazdego dnia mogłam przysiąść do nauki. Na wysokości liceum ( bo mnie to spotkało, w liceum mego syna) okazywalo się, że chyba w niektórych przedmiotach i mnie wyparowała już wiedza. Czyli próby wspólnej nauki nie były spektakularne, sukcesy były słabe.
Usiadłam i się zastanowiłam czy w dzisiejszych czasach chłopak może nie mieć matury i da sobie radę. Ustalilam, ze to niemożliwe. Wspólna nauka nasza zaczynała rodzić między nami konflikty, że patrzyliśmy w sposób trwały na siebie z obrzydzeniem, niechęcia. Stwierdzilam, że w domu pieniądze są, a brak matury może być większym nieszczęściem niż głupio wydane pieniądze ( głupio, bo do pewnej wiedzy powinien dojść sam a nie za pomocą korków).Wysłałam z najważniejszych, kulejących przedmiotów na korki. Miałam świadomośc, ża placę za jego lenistwo i brak wyrobionych należytych przyzwyczajeń. Jakoś w gimnzjum wiedział,  że trzeba dostać sie do dobrego licem i się uczył. Potem osiadł na laurach i życie towarzysko szkolne się podobalo ale sama nauka już mniej. Przeszedł w końcu w nienajgorszym stylu przez ogólniak i dostał się na studia.
Na Polibudzie znów problem, ze na I szym roku duży odsiew z powodu matmy i geometrii wykreślnej. Matma ,bolączka całej uczelni, więc w tym czasie światły rektor zarządził na sam początek na wszystkich kierunkach kolokwia sprawdzające poziom wiedzy ze sredniej szkoły. Najsłabsi na rodzaj wyrównawczych zajęć oplaconych przez polibudę przez pierwszy semestr. My ze swej strony powiedzieliśmy, że nie chcemy żadnych dziekanek i jeśli będzie potrzebna pomoc z geometrii wykreślnej to pomożemy. Okazało się ,że z jakiegoś innego przedmiotu ze dwa razy odplatnie do starszych kolegów zawitał i o dziwo, uczelnia szła jak powinna iść. Teraz jest dorosły i samodzielny.

Czyli mimo mojej uwagi względem szkoly, próby osobistej pomocy na wysokości liceum przeszłam na korki. Rodzaj porażki, jednak per saldo oplacalnej.

Twój jest młodszy i jest szansa, że osobiście, przy ciąglej swojej pracy coś uzyskasz, ale jest to trudne i żmudne. Ponadto rodzic tez się zżyma, że swoje nauki już dawno pokończył i było mniej emocji niż uczenie się z dzieciakiem i ciągłe porażki.

Jeślibyś kiedykolwiek zdecydowala się na jakieś korki (myśle, że w średniej szkole, bo teraz to może jeszcze sama dasz radę) to są dwie teorie. Biorę za psie pieniądze starszą o rok czy dwa koleżankę czy kolegę syna. lub jakiegoś studenta i niech się razem uczą. To może przejść z przedmiotami, które zaliczyć trzeba, ale nie będa one najprawdopodobniej potrzebne niezbędnie w przyszłości. Jednak taka np. matma to już powinien być nauczyciel, który dobrze zna program, zna wymagania szkól na wysokości danej klasy i umie tłumaczyć i jest konsekwentny. Ponieważ nauczyciele też potrafią brać dodatkowe pieniądze za swój stracony czas, ale jakoś efekty ich pracy są mierne. Porządny nauczyciel, nawet jak dostanie "tłuka" za ucznia i wie , że niewiele z takiego wydobędzie, to gdzieś po miesiącu mówi, że percepcja ucznia w tym przedmiocie jest bardzo słaba i on wie, że przy wspólnej ich pracy będzie uczeń tylko zaliczał, ale sukcesów w postaci wyższych ocen trudno się spodziewać. I to jest nasza sprawa czy chcemy wydawać na niego dalsze pieniądze (zazwyczaj zauważalne, bo dobry nauczyciel się ceni) czy sobie i dziecku odpuszczamy.Ale też od korepetytorów dowiedzialam się, że jak mój syn chce, to ma bardzo wysoki poziom koncentracji, świetną pamięć i bardzo dobrze przyswaja materiał. Twierdził, że tej koncentracji nauczył się właśnie na karate. Czyli niestety moje podejrzenie ze placę za jego lenistwo stało się prawie udokumentowanym faktem.

Walczyć musisz, bo dzieci nie wierzą że wiedza i przechodzenie bezproblemowe do dalszych klas, że to jakaś szansa na przepustkę do pewnej stabilizacji póżniej.Samo nasze gadanie jakoś nie uruchamia ich wyobrażni, bo sa u nas w domu i nasz chleb jedzą

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Yonka

kikunia55, ja ciebie podziwiam, że znalazłaś w sobie siły i uczyłaś się z synem jeszcze w liceum :)
Zwróciłaś jednak uwagę na pewną istotną sprawę, mianowicie tę, że bywa, że leniwiec budzi się ze snu i dojrzewa.
Jednak pewne nawyki trzeba w dziecku wyrobić, poczucie odpowiedzialności, świadomość konsekwencji, ale także satysfakcję z odniesionego sukcesu.
Ja, w przeciwieństwie do ciebie, gdy moje dzieci były w liceum miałam już spokój. Ogólnie moje dzieci uczyły się dobrze, jednak bywało, że na pół gwizdka, więc przez okres podstawówki (syn kończył jeszcze 8-mio klasową) i gimnazjum córki, trzymałam rękę na pulsie.
Syn był typowym "ścisłowcem" i w liceum miał korki z matmy, ale nie "ratunkowe" tylko "rozwijające".
Teraz jest programistą (po politechnice) i zarabia konkretne pieniądze (bardzo dużo też nauczył się sam).
Córka wręcz przeciwnie, ma problemy ze ścisłymi przedmiotami, ale chce zdawać z nich maturę! (o la boga!!! jak ja to przeżyję? :( ), więc wydaję majątek na korepetycje z matematyki i fizyki, do tego rysunek architektoniczny, po za tym uczy się sama i ma dobre oceny.
Powracając do problemu autorki wątku, myślę, że gimnazjum to ostatni dzwonek, żeby ogarnąć dzieciaka i przykręcić mu śrubę. Jak teraz nie zaskoczy, to obawiam się, że będzie się tak ślizgał także w szkole średniej, chociaż kto wie, ale lepiej nie ryzykować.
Ważna jest też atmosfera w klasie. Wiadomo, jak ktoś chce, to nawet wśród matołków będzie się uczył, ale jeżeli uczniowi brakuje chęci i ambicji, to gdy znajdzie się w słabej klasie na ogół równa w dół.
Leniwcowi, nawet korepetytor nie pomoże (czasami rodzice, którym nie chce się walczyć z dzieckiem, myślą, że korepetycjami rozwiążą problem). Tymczasem nauczanie i uczenie się, to sprzężenie zwrotne, najlepszy n-el nie dokona cudu, jeśli uczeń nie chce otworzyć mózgownicy.
Amen :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość mama gimnazjalisty

Tu chodzi o córkę nie ma telefonu komórkowego bo nie dorosła do tego laptop jest sporadycznie. Uczymy się razem i odrabiamy zadania też razem kontroluję dziennik elektroniczny lecz czasem braknie mi czasu i siły jak przyjeżdżam wieczorem doszłam do wniosku robić notatki na kartce i uczyć się do klasówek dzięki za porady i podpisanie

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ridge

Moim zdaniem winny jest brak świadomości swojego celu oraz brak odpowiedzialności za swoje życie. Moim zdaniem gnanie do nauki gimnazjalisty to coś nie tak. Mnie Nigdy rodzice nie gnali do nauki. Uczulam się poprostu bo miałam motywację no i...lubialam się uczyć, poprostu nauka jest piękna.
Fakt, ze masz dziennik elektroniczny wywiera na dziecku wiadomość że to Tobie zależy na jego nauce a nie jemu samemu. Ponadto jest to wyraz braku zaufania do dziecka. Nie rób z niego ciamajdy, kup mu fajny telefon i osobisty laptop.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Yonka

~ridge
Moim zdaniem winny jest brak świadomości swojego celu oraz brak odpowiedzialności za swoje życie. Moim zdaniem gnanie do nauki gimnazjalisty to coś nie tak. Mnie Nigdy rodzice nie gnali do nauki. Uczulam się poprostu bo miałam motywację no i...lubialam się uczyć, poprostu nauka jest piękna.
Fakt, ze masz dziennik elektroniczny wywiera na dziecku wiadomość że to Tobie zależy na jego nauce a nie jemu samemu. Ponadto jest to wyraz braku zaufania do dziecka. Nie rób z niego ciamajdy, kup mu fajny telefon i osobisty laptop.

ridge, nie wierzę w to co czytam. Dziewczyna nie uczy się, okazuje się, że mama jednak kontroluje, pomaga, ale jak wcześniej napisałam, siłą nikomu nikt do głowy nie wtłoczy.
Tym czasem ty proponujesz jeszcze nagrody w postaci komóreczki i laptopa?
Chyba, że był to sarkazm, którego nie wyłapałam.
Ty uczyłaś się chętnie i czerpałaś z tego przyjemność - super, tyle, że takich uczniów w gimnazjach (zwykłych, rejonowych) jest coraz mniej.
Dominuje lenistwo, bylejakość, brak odpowiedzialności, ambicji, zainteresowań (po za wirtualnym życiem towarzyskim), roszczeniowość i niestety, brak wyobraźni.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość mama gimnazjalisty

Ją nie mam nic przeciwko telefonom komórkowym ale wiem że jak to zrobie to wogule będzie kicha ,odlewanie wszystkiego laptop leży nie bronie jej chodzić na niego ona nie czuje takiej potrzeby by godzinami na nim siedzieć idzie kiedy chce i sama z niego schodzi a jeżeli chodzi o zaufanie przekonałam się że nie warto jej ufać bo zaufałam jej na początku roku i olał naukę i teraz ma zaległości.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dziecko w tym wieku powinno mieć zajęcia dodatkowe, aby chwycila bakcyla, czy sportowego, czy w tańcu, czy w jakiś ciekawych zajęciach plastycznych, czy w kólku informatycznym, czy na zbiórkach harcerskich. Preferuję w stosunku do siedzenia w szkole, wszystko co jest w ruchu, co sprawia radośc, wyzwala emocje i poczucie panowania nad swoim cialem. Będac tam gdzie się spełnia, nauczy się organizacji czasu, tego że szkole trzeba oddać co szkolne a wolny czas temu co się podoba, co budzi emocje. Na tych zajęcia mogą zdarzyć się nieglupie przyjaciólki, które ogarniają i szkolę i np. koszykówkę. Trener też trąbi, że nie będzie wyjazdu na zgrupowanie, jak nie będzie dobrego stanu stopni.
Z czasem my, mamusie mamy coraz mniejszy wplyw na nasze dzieci dlatego ważne jest, wsród jakich ludzi nasze dzieci się obracają. Jak chcesz, żeby dzieciak poszedł do dobrego liceum to dlatego, że uważasz, że po tej szkole bedzie się mógł dostać tam gdzie pragnie. Niemniej w dobrym liceum też jest względnie dobra atmosfera, dzieciaki między sobą rozmawiają na jakie studia chcą pojść- czyli to rówieśnicy trochę za mamę czy tatę motywują, że trzeba się uczyć jeśli coś się chce więcej. A chce się, bo kolega czy koleżanką mówią, że chcą- oni sobie sprzedają te swoje ambicje i jest szansa, że nasz dzieciak też kupi te ambicje.

Tak samo jest w zajęciach sportowych. To inni uczą dziecko, że trzeba pogodzić szkole i naukę, to nie mama czy tata wciąz nadają nad uchem, tylko rowieśnicy pokazują, że można. Ulubiony trener czy trenerka ( najczęściej jak zajęcia się podobają to i trener jest dla nich ważny) też przypominają, aby dbać o szkołę.

Naprawdę uważam  że coś dodatkowego, interesującego jest w stanie motywować do nauki i do pewnego zorganizowania.

Z czasem wyplynie sprawa telefonu i mimo pogrywania z naszej strony, tak ale jak podciągniesz się z np matmy, pewnie dojdziemy do tego, że i telefon jest dziecku potrzebny. Oczywiście jeśli samo nie naciska, to nie ma co się jeszcze narzucać- ale to aż dziwne, że jeszcze sama na ten tel. nie naciska.

Powodzenia w trudach wychowywania.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość mama gimnazjalisty

Naciska na telefon chce mieć bardzo swój telefon dotykowy ale ja jej nie kupie bo by wogule już wszystko olała i mogło by być jeszcze gorzej jak poszła do gimnazjum to taka się zrobiła olewa wszystko

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Radek3211

Dlaczego dzisiejsza młodzież nie chce się uczyć? Dlatego, że dzisiejszy postęp technologiczny odrywa ich od tej nauki. Smartfony, tablety, komputery, konsole do gier, itd. To wszystko ich zajmuje totalnie. Dla nich granie z ludźmi przez sieć jest 10000 razy bardziej ciekawsze niż rozwiązywanie równań czy czytanie o tej czy innej pani Dulskiej i jej zmartwieniach. Za moich czasów jedyną rozrywką był sport i czasami obejrzenie czegoś w TV. Poza tym tylko nauka, bo co innego było do robienia?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Yonka

~mama gimnazjalisty
Naciska na telefon chce mieć bardzo swój telefon dotykowy ale ja jej nie kupie bo by wogule już wszystko olała i mogło by być jeszcze gorzej jak poszła do gimnazjum to taka się zrobiła olewa wszystko

Jeśli ona nie jest przywiązana do laptopa, a jednocześnie nie uczy się, to co ona robi w wolnym czasie?
Dodatkowe zajęcia, sport, rekreacja, czy inne formy, są jak najbardziej przydatne, po to żeby "zarazić" dziecko jakąś pasją, ale jak ktoś nie lubi się uczyć, to tego typu zajęcia w niczym nie pomogą.
Co nie znaczy, żeby z nich rezygnować.
mama gimnazjalisty, a może masz za duże wymagania, może twoja córka uczy się, co prawda niezbyt ambitnie, ale jednak.
Czy ona jest zagrożona 1 z jakiegoś przedmiotu, czy większość jej ocen to 2?
Jeśli nie, to nie wpadaj w panikę, jednak trzymaj rękę na pulsie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość mama gimnazjalisty

Jest zagrożona z przedmiotów i dostaje ze sprawdzianów 2 lub 1 zdarzy się lepsza ocena boli mnie to że nie przykłada się do nauki a potem jest rozpacz bo trzeba poprawki pisać z synem nie mam problemu wiem że stać ją na 3, 4 ,5 dostać ze sprawdzianu ja nie mam czasu dla siebie bo cały czas poświęcam córce i przez to zaniedbuje innych ,tak szczerze męczy mnie ta sytuacja i mam już tego dosyć ale musze walczyć oto aby otworzyła oczy i zaczęła się uczyć niechce aby została jeszcze rok w tej samej klasie ! Cały czas proszę Boga aby jej pomógł.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Yonka

Nie rozumiem, skoro jej pomagasz i kontrolujesz (rozumiem, że nie możesz ogarnąć wszystkiego), to jak to się dzieje, że jednak ona dostaje 1 np. ze sprawdzianów?
Gdy ja pilnowałam, żeby córka przygotowała się solidnie do sprawdzianu, czy jakiejś lekcji, kazałam jej czytać temat w podręczniku i notatki z zeszytu, po czym odpytywałam ją i jeśli nie wiedziała wszystkiego, kazałam douczać się, tak długo aż nie ogarnęła całości.
Oczywiście denerwowała się, protestowała, bo uważała, że piąte przez dziesiąte wystarczy.
Tyle, że ja nie odpuszczałam.
Muszę przyznać, że nie miałam takich problemów zawsze, bo ona generalnie uczyła się, ale nie zawsze solidnie.
Można dziecko przycisnąć, żeby przynajmniej były te 3 lub 4.
Nie wiem, czy jesteś w związku, ale może jej ojciec także się zaangażuje, bo faktycznie samej jest ci z pewnością ciężko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość mama nastolatka

Jestem po wizycie u psychologa chwalić i dawać nagrody za każdy postęp motywować itak dalej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość ridge

Mi sie spodobała wypowiedź Kikuni.
Ogólnie Kikunia daje dobre rady.
I widać że dobrze zna życie i to od różnych stron.
Tak to prawda, że zajęcia dodatkowe nie przeszkadzają w nauce lecz wręcz pomagają. Najlepiej niech zapisze się na zajęcia w cenie 200zl/miesiąc wzwyż. Cena to sito, by poznać na takich zajęciach porządnych ludzi. Takie są realia.
I jeszcze jedno: Dobrze, że reagujesz na źle oceny. Bo na tym polega wychowanie. I powinnaś do 18r.z kazać jej się uczyć. Jednak zastanów się nad przyczyną nieuctwa. Czy to są problemy, typu myśli samobójcze, czy może rozpieszczenie i myśli ona że będzie utrzymywana do końca życia?
Ps: Dotykowy tel. ma wiele przydatnych aplikacji mogących pomóc dziecku nawet w nauce. Kup telefon po 300-400zl. Ja taki mam jako studentka i jest git

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość mama gimnazjalisty

W sobotę kupiłam jej telefon tak jak poradzono ale jeżeli chodzi o zainteresowania mieszkam na wsi totalne zadupie mam prawko i auto ale ma tyle nauki teraz że jest trudno gdzieś wyskoczyć a może mi ktoś poradzi pani psycholog która z nią pracowała wcześniej mówiła że córke interesuje kierunek prawniczy ona też mi to mówiła widzę że faktycznie interesuje się prawem kodeksem i wogule może kupić jej jakąś książkę w tym kierunku

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli zawód prawnika się podoba to bingo.

Popytaj jak sobie wyobraża, jakie szkoły i w jakim stylu kończyli nasi znani prawnicy (można i z pólki polityków brać).
Słuchaj jakie ma zdanie. Potem spokojnie ustalcie, że najpierw gimnazjum potem liceum a potem studia prawnicze a potem aplikacja czyli ukierunkowania zawodowe.

Popytaj jak sobie wyobraża przejście przez gimnazjum i liceum aby do tych prawniczych studiów dojść. Na co powinna zwrócić uwagę
Potem wspólnie ustalcie, że jednak w nie najgorszym stylu szkoły przejść trzeba. A jakie przedmioty z gimnazjum czy ogólniaka sa kluczowe dla przyszlego tego zawodu, jak uważa?I znów wspólnie ustalcie przedmioty, ktore trzeba wręcz pieścić: historia, j.polski i obce języki a trochę i matma, bo uczy logiki i przejrzystośći i chyba jest taki przedmiot wiedza o świecie wspólczesnym.
Dlaczego wlaśnie te przedmioty jak ona to uważa. Potem ustalcie, że j. polski, bo prawnik to mistrz oracji, ładnego gładkiego słowa, umiejętności wyslawiania się poprawną polszczyzną.
Historia, bo ćwiczy pamięć, bo prawo to przepisy, które ludzkość, dane państwa ustalały w czasie, bo ksztaltowala się państwowość poszczególnych spoleczeństw i tak dochodzono do praw wspólczesnych i żeby łatwiej się było po nich poruszać, to dobrze jest znać historię.
Języki, bo dziś każdy wyksztalcony czlowiek bez problemu w Unii porozumiewa się angielskim, niemieckim czy hiszpańskim.
Zadaj jej zadanie jakie przedmioty obowiązują jako przedmioty maturalne przy skladaniu podania na studia prawnicze, niech sama to sprawdzi w internecie, lub razem z Tobą.Pewnie spora częśc sie pokryje. Najpierw zapytaj ją czy myslala kiedyś gdzie w najblizszej odleglości sa takie studia prawnicze. Pobawcie sie szukaniem w internecie uczelni państwoych.

Zwroc uwage,że zawsze jak rzucasz hasło np. jakie przedmioty sa do holubienia przy przygotowywaniu sie na prawo to Ty ją prosisz o wypowiedz, podpowiadasz jednym zdaniem i czekasz co ona dalej wyglowkuje. To co glowkuje w dobrym kierunku, podbijasz, wzmacniasz. Potem zawsze sie do tego odnosisz,że przecież to Ty moja córeczko sama tak mądrze mówilas i to wcześniej niz ja sama zauważylam to Ty to dostrzeglaś. Chodzi jakby o to,że to co napisalam powyżej to są rozmowy do motywowania jej w sposób dalekosięzny do nauki, rozlożone na wiele odcinków, ale najpierw ona ma wymyśleć coś mądrego i sie wypowiedzieć, to co wazne i dobre powiedziala wzmocnic,co nieistotne pominąc a powoli dodac cos swojego i tak prowadzić jej myśli. Po prostu jak sama dojdzie po co człowiekowi nauka to jest w stanie podjąc trud nauki. Jak Ty jako rodzic wyglosisz prelekcje, to pusci mimo uszu jak juz wczesniej to robila.

Może częściej w domu mężczyzna polityką się interesujący jest mądrzejszy, ale przy tzw. dzienniku telewizyjnym rozmawiać o organizacji państwa ,o obu izbach parlamentarnych sejm, senat. Co to jest wladza ustawodawcza a co to jest wladza wykonawcza. Kto to premier a kto prezydent

Akurat nie moje zainteresowania, to słaba jestem w podpowiedziach. Ale na Gwiazdkę jakoś przystępnie opisana historia Cycerona? W księgarni podpytaj panie- one wiedzą co mają.

Oczywiście trzeba miec świadomosc, że z czasem może zmienić zainteresowania, ale zawsze prowadzic rozmowy tak aby to on głowkowala, zapamietać co madrego mówila i to podbijać i rozwijac...i jak potrzeba to przypominac jej wlasne przecież slowa. Nie nabijać się z dziecinnego spojrzenia na temat ,z jej naiwności.

A na tej wsi to nie ma harcerstwa, kólek sportowych? A jakieś inne dzieci do miasteczka nie jeżdza na ciekawe zajecia i wozić z innym rodzicem na zmianę?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość mama gimnazjalisty

Bardzo ładnie pani kunia napisała,napewno to wykorzystać, wczoraj usłyszałam słowa które mnie bardzo ucieszyły wypowiedziała je córka ,,podoba mi się nawet nauka,, widzę że coś do niej dociera ja jej mówiłm o tych przedmiotach bo to samo mi mówiła pani psychologększe problemy ma z j.polskim nie wiem czemu .

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość Katarzynaaaaaaa

Może dziecku brakuje odpowiedniej motywacji ? Na moją Natalkę zawsze działa system nagród, ale oczywiście nie pieniężny. w nagrodę za zebranie ilus tam dobrych ocen wykupuję jej wycieczkę :) A za dobre oceny na semestr jedzie z nimi na obóz :) U mnie taki system sprawdza się rewelacyjnie ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość pizzicanto

Bo obecny system ksztalcenia jest nastawiony na robienie z ludzi robotow a dzieci maja wysoka inteligencje emocjonalna, niezniszczona jeszcze przez tzw. doroslosc w wydaniu obecnym. Daj swoja pocieche na indywidualny tok nauczania, niech rozwija swoje pasje, przyda sie znajomosc dobra jakiegos obcego jezyka i bedzie git. Olej system bo zniszczysz dziecku zycie. Mowi to ktos, kto rzucil w cholere szkole srednia i poszedl wlasnym torem. Nie zaluje do dzis dnia :).

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość HansHans1

Technologia, znajomi, media i reklamy... które wręcz krzyczą do młodych: "Ej, trzeba się bawić! a nie ślęczeć nad książkami!".- To odciąga młodych od nauki. Poza tym młodzi jeszcze nie wiedzą jak wygląda szara i brutalna rzeczywistość dorosłego życia, nie posmakowali ciężkiej pracy.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Mam ten sam problem. Corka w 2 klasie gimnazjum. Przestała się uczyć od 2-giego półrocza 1 klasy. Może nie przestała, ale opóściła się znacznie z niektórych przedmiotów. Szkoła podstawowa średnia pow. 5,0. W ubiegłym roku jeszcze udało się zdobyć czerwony pasek, no ale teraz matematyka to tragedia. Mimo korepetycji - średnia ocen z tego przedmiotu 2,0. Nie chce mojej pomocy, przyjmuje ją z łaską jakby to było w moim interesie. Chodzi do psychologa. Zabrany ma internet (który właczamy tylko na weekendy, pod warunkiem braku spóźnień oraz złych ocen (1,2) Ostatnio powiedziałam, ze nie dostanie internetu dopóki nie poprawi 1 i 2 z matematyki. Ona na to bezczelnie, że ciekawe co pani psycholog powiedziałaby na to, że łamiemy określone zasady. W stosunku do mnie jest bezczelna i podnosi głos. zdarzyło mi się już też nie wytrzymać i wydrzeć się na nią. Mam wrażenie, że zaczynam mieć jej dosyć. Czuję wyraźnie jak oddalamy się od siebie. Chciałam jeszcze wspomnieć, ze do pierwszego półrocza poprzedniego roku, sprawdzałam jej wiedzę, jeśli było trzeba wytłumaczyłam. niestety teraz nie chce już tej pomocy twierdząc, że nie ma 5 lat i sobie sama poradzi.
Muszę stwierdzić, że nastolatki w tym wieku potrafią być wredne i niewdzięczne. Chcwilami mam dosyć, zaczynam mieć problemy z zasypianiem, jestem poddenerwowana. Mam tylko nadzieję, ze przejdzie jej to durne zachowanie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Rodzice a czasami nawet starsze rodzeństwo umawiają nastolatków na wizyty do psychiatrów czy psychoterapeutów, ale mało kiedy psychiatria czy psychoterapia ma wobec nich zastosowanie.
Potrzebni są do nich odpowiednio wyszkoleni pedagodzy, którzy będą stawiać im w szkołach granice i którzy przekażą wiedzę na ten temat rodzicom. Rodzice bowiem mają problem z granicami, przejmują się i pozwalają się wpędzać w poczucie winy oraz dają się manipulować tym małoletnim, egoistycznym, bierno-agresywnym, czasem okaleczającym się tyranom, przed którymi udają oni takich biednych i skrzywdzonych... Aż mi łezka kręci w oczku... Żartowałem! Mam Was potworki!


PSALM 91

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Maksymalnie dozwolone są tylko 75 emotikony.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...