Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Zdrada w związku

Znaleziono 3 wyniki

  1. Witam, mam podobny problem jak większość tu osób. Ja przechodzę rozstanie po 2,5lata związku. To on mnie zostawil, nie bylo zdrady,tylko jakieś nieporozumienia i klutnie jak to bywa w związku. Mam syna z poprzedniego małzenstwa, który pokochal go jak ojca i mieli oboje dobre ze sobą relacje. Wszystko wydawało. Się byc dobrze kiedy pewnego dnia postanowił nas zostawic twierdząc, ze go to wszystko przeroslo :( cierpiałam ja i moj synek ktory ma 8lat. Wynajmowalismy razem mieszkanie, po tej sytuacji wrocilam do rodzicow i obecnie mieszkamy z nimi. Teraz byly po dwóch miesiącach zaczą się przypomimac, pisac nwet widzielismy się i wyjasnilismy wszystkie nieporozumienia i przestalismy się nawzajem obwiniac o rozstanie. Nadal go. Kocham tylko teraz on nie chce zwiazku zraził się i na chwilę obecną chce kontakt, ale narazie chce byc sam :( cierpię bo rozdrapal stare rany, nie umiem z tym poradzić nawet mu mowilam ze bylabym w stanie mu wybaczyc wszystko i zebysmy zaczeli od nowa bo uczucie nie wygasło, a kiedy wspominam o nas to prosi, zebym nie naciskała i nie wracała do tego. I co mam robić taki kontakt to dla mnie udręka, robi m nadzieję, a kiedy chce żeby wrócił zaraz zmienia temat, albo mowi, ze nie jest gotowy i po rozstaniu jest mu dobrze jak jest. Co robic jak do niego dotrzec? Czy naciskaniem zle robie powinnam zyc swoim zyciem chodz tak robie i zostawic to tak jak jest i moze wtedy on bardziej będzie zabiegac?
  2. Dobry wieczór, potrzebuję obiektywnego spojrzenia osoby trzeciej. Jestem w związku z człowiekiem,który można powiedzieć wydostał mnie z poprzedniej, toksycznej relacji (kłamstwa, zdrady, przemoc psychiczna). Bardzo długo się starał, był przy mnie, przedkładał moje dobro nad swoje sprawy. Jesteśmy obecnie razem kilka miesięcy. Jest między nami uczucie, jesteśmy zgodni co do wspólnego mieszkania, założenia rodziny, seksualnie również się układa. Natomiast wszystko inne nas różni. Ja jestem domatorką, lubię posiedzieć przy serialu, mam swoje przyzwyczajenia, nie przepadam za dłuższymi wyjazdami,nie chcę się wyprowadzać z domu (mieszkam z mamą, nie pracuję, przyznaję że w dużej mierze dlatego, że non stop mi coś nie pasuje w pracy - a to godzina, a to charakter itd). Jestem też osobą zorganizowaną, dla mnie godzina 12 to godzina 12, rzadko jestem spontaniczna. Tymczasem partner może w ciągu godziny podjąć decyzję o wyjeździe, umówić się że pojedziemy np.o 10, następnie przeciągnąć wyjazd do 13, bo przecież nie ma się co spieszyć. Doprowadza mnie to do furii, on oczywiście uważa, że to ja jestem nienormalna. Irytuje mnie jego rozlazłość, on uważa mnie za księżniczkę. Dom jest na mojej głowie, mamy też zwierzęta, mama niestety raczej jest typem bałaganiary. Partnera to złości, zarzuca mi brak asertywności. Ma znajomych, dość rozrywkowych często się umawia na wyjścia i uważa za normalne to, że ja także idę. Mnie z kolei irytuje to, że nie zapyta mnie najpierw, uważam, że razem powinniśmy planować. Zazwyczaj dochodzi do awantur na tym tle, on idzie a ja zostaje i płaczę z nerwów, bo ważniejsi są znajomi. Czasem mi się zdaje, że mówimy dwoma językami. Rozmawiamy, niby kompromis, a potem znowu to samo. Jedno za drugim skoczyłoby w przepaść, ale awantury między nami przechodzą ludzkie pojęcie.Boję się, że my po prostu nie pasujemy do siebie i uczucie tego nie uratuje. Zawsze emocje biorą górę, oboje jesteśmy impulsywni, ja zaborcza, on zapalczywy. Bardzo często słyszę nie tylko od niego, że to ja mam problem ze sobą, że ciężki charakter - zazdrosna, wiecznie smutna, niedojrzała. Zapewne niewiele można powiedzieć na podstawie mojej relacji, bo to jednak wypadałoby cały związek streścić, ale może jednak ktoś mógłby doradzić.
  3. Dzień dobry wszystkim! Może ktoś pomógłby mi wyjaśnić kilka rzeczy, ponieważ nie do końca je rozumiem. Na początku powiem troszkę o sobie. Powiedzmy,że moje imię utajnie,ale mam 17 lat za niedługo 18 . Chodzę do 2 technikum, raczej nie lubię swojej klasy ostatnio słabo idzie mi nauka, oczywiście zdam jednak stać mnie na lepsze oceny. Mam chłopaka, jestem z nim już prawie półtora roku, jest starszy o 3 lata. Praktycznie rzecz biorąc oboje sądzimy,że się naprawdę we wszystkim potrafimy dogadać zdarzają się kłótnie jak to zwykle w związkach bywa. Jednak po poprzednich związkach byłam bardzo uprzedzona. Bo nie minęła chwila i facet mnie zdradził. Tu było inaczej, non stop okey naparwde poczułam,że odżyłam po 2 letniej katordze. Mimo,że z tamtym byłam może 7 miesięcy męczył mnie i wiele dłużej.. Nie jestem typem osoby, która zmienia partnerów jak skarpetki. Od zawsze chciałam być dobrą partnerką, jestem bardzo wierna, niestety czasami zbyt zazdrosna przez poprzednie sytuacje. Jestem wrażliwa i pamiętliwa . Czasem zwykłe wyjście na pocztę, czy np . Do jakiegoś miejscach gdzie muszę się o coś spytać jak to zrobić sprawia mi ogromną trudność.. nawet na siłownię nie mogę pójść bo dostaje blokady po prostu choć bardzo chcę to nie potrafię. Od gimnazjum zaczął się problem ze stresem, chodziłam do pedagoga . Przez całe 3 lata i połowę 1 technikum prawie zawsze o poranku płakałam oczywiście żeby nikt nie widział. Miałam mdłości, trzęsłam się, obgryzałam paznokcie,aż w końcu potrafiłam popaść w taki umysłowy amok bo byłam zbyt bojaźliwa,żeby coś zrobić. Uprzedzam jakie kolwiek pytanie mój poprzedni związek wyrwał na mnie straszną presję.. chciałam być kochana lecz nie byłam, byłam zabawka, lecz nie chciałam być sama więc ja sama prosiłam żeby ta druga osoba została.. to był błąd.. bardzo duży.. zaczęłam palić i pić oczywiście tak,żeby nikt o tym nie wiedział nie chciałam nikogo martwić do teraz nie chcę,jednak wtedy moje myśli sprowadzały się już ku bardzo złemu, tak chodzi o samobójstwo . Przypominam, że nie jestem po prostu dzieciakiem. Mi zawsze zależy na ludziach, pomagam im . W wieku 12 lat byłam o wiele bardziej dojrzalsza niż reszta moich rówieśników i uważam,że jest tak dalej. Zastanawiam się nad przyszłością.. chcę mieć dom rodzinę pracę . I bardzo chce być dalej z moim chłopakiem i nic nie wskazuje na to że byśmy mieli się rozstać. Jednak jest pewne ale.. w sierpniu konkretniej sama końcówka, dowiedziałam się na szczęście od niego samego, że całował się z pewną Ukrainka która była na wymianie teatralnej. Nawet teraz gdy to piszę to się po prostu trzęsę. Nie wiem czy ze złości czy że smutku .. żalu.? Wybaczyłam mu to był ostatni raz kiedy wybaczam . Bo więcej nie zniosę. Do tej pory jest dobrze minęło sporo czasu od tamtego momentu jednak gdy się o tym dowiedziałam straciłam energię życiową, nie widziałam sensu bytu, wolałam się zamknąć i nie wychodzić z domu . Jedno słowo na ten temat nawet słowo "teatr" wywoływało u mnie odruchowy płacz, czułam się bezsilna.. znowu miałam mdłości i wymiotowałam, nie mogłam prawie jeść ani spać. Już nie mogłam później nawet płakać. Ale on się starał dalej.. pół roku późnej już jest lepiej ale ciągle gdy usłyszę tylko któreś te słowo lub przypomnę sobie o tym momentalnie robi mi się makabryczne zimno, nie trzęsą już mi się tylko ręce a całe ciało, aż mi nie pozwala chodzic. A gdzies w głębi tlumie płacz. Próbuje zapomnieć. Ale to wręcz nie możliwie. Nie wiem. Uczę się coraz gorzej, znowu łapie doła choć jest dobrze. Nie wiem czy coś mi jest czy to przejściowe.. powiedźcie co myślicie o tym. Pytajcie. Ja chętnie posłucham rad, bo sama z sobą nie daje już sobie rady. Przepraszamy za błędy jakiekolwiek ale już nawet nie mam siły tego poprawiać i nie nie szukam atencji chcę wiedzieć co mi jest... Albo co może być..
×
×
  • Dodaj nową pozycję...