Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Myśli samobójcze

Znaleziono 14 wyników

  1. Witam mam 21 lat. Nigdy nie byłam w związku i bardzo cierpię z tego powodu. Z jakiegos względu nie podobam sie mężczyzną. Cierpię na wahania nastroju które mam cały czas.w jednej chwili czuje się szczęśliwa aby za kilka minut płakać bez opamiętania. Mam tez problem z samooceną. W jednej sekundzie czuje się jak najpiękniejsza kobieta na ziemi a za chwilę mam wrażenie że jestem najbrzydsza, najgłupsza. Często też nachodzą mnie myśli samobójcze lub zastanawiam się co by było gdybym umarła. Niestety najbliższe osoby z mojego otoczenia nie potrafią tego zrozumieć. Twierdzą że przesadzam, że powinnam wziąć się w garść ale ja nie potrafię. Bardzo często myślę że wszystko zmiesię gdybym znalazła chłopaka. Ale pomimo kilku prób to się nie udaje. Bardzo proszę o radę co mogę zrobić aby chociaż trochę poczuć się lepiej, boję się że w końcu nie wytrzymam i odbiorę sobie życie
  2. Dobry wieczór. Mam na imię Piotrek, mam 16 lat (27.04), jestem z Siedlec. Od 3 lat mam zdjagnozowany autyzm atypowy. Wcześniej byłem diagnozowany pod kątem zespołu Aspargera, potem pod kątem zaburzeń SI (Integracji Sensorycznej), a w końcu ostatecznie zdiagnozowano u mnie w Mazowieckim Centrum Neuropsychiatrii przy ul. Koszykowej w Warszawie autyzm atypowy. Od jakiegoś czasu mam problemy z przeżywaniem śmierci osób, któej w ogóle nie znałem. Np dzisiaj przypadkiem usłyszałem o tym, że 15 latek popełnił samobójstwo wczoraj i nie wiem czemu alesię tym przejmowałem jakby On byłz mojej rodziny a ja w ogóle go nie znałem. Podobna sytuacja była 2 lata temu, kiedy przypadkowo zauważyłem przez szybę w kiosku, że zginęłą trójka rodzeństwa. Też ich w ogóle nie znałem a się tak przejąłem, że miałem stany depresyjne i lękowe - które pojawiają się do dzisiaj a depresyjne już są małe. Mam też czasami natrętne myśli (ciężko mi o tym mówić) np jak się rozkłada ich ciało albo jak wyglądała ich śmierć czy jak będzie moja wyglądała. Ale np jak umrze starsza wiekiem osoba, to jakoś to przyjmuję, a jak umrze młoda osoba to nie potrafię tego przyjąć i to dla mnie nie pojęte, i "dziwne". Brałęm już na to leki (Kwentiax, Asentra, Meravil) ale miałęm działąnia nieporządane a po Asentrze były myśli samobójcze, które starałem się "usuwać" i czułem się tak dziwnie poważniej. Proszę o dobrą poradę i bardzo dziękuję. Chodzę do psychologa, psychiatry i neurologa i pedagoga ale chciałem się tu poradzić bo wydaje mi się że teterapie tak średnio mi pomagają.
  3. Dzień dobry. Mam problemy z sobą natury psychicznej. W szkole lub w społeczeństwie ludzi często mam jakieś dziwne "odruchy" bo myślę co o mnie myślą inni - np. brwi mi się same poruszają albo usta, a czasami tak jakby nos. Prawie cały czas jest we mnie przekonanie, że coś ktoś o mnie źle myśli. Miewam codziennie myśli samobójcze w różnych momentach dnia, w których wyobrażam sobie swoją śmierć, jak się tnę, krew, często swój pogrzeb i reakcję ludzi. Często (nie wiem czy to ode mnie pochodzi czy z zewnątrz) słyszę głosy innych ludzi żebym "to" zrobił, że ja nie powinienem żyć na tym świecie. Myśli wynikają głownie z tego, że boję się, że nie zdam matury, że nie będę się dobrze uczył, że zawiodłem/zawiodę innych ludzi, generalnie myśli dotyczące przyszłości, ale dotyczące błędów przeszłości również. Jeszcze nic nie robię w kierunku samobójstwa oraz się nie tnę, ale nie wiadomo co będzie dalej. Również mam problemy z panowaniem nad swoimi emocjami, dlatego miewam momenty codziennie, że śmieję się nie wiadomo z czego, a potem jest mi wstyd. Smutek i przygnębienie przeważają jeśli chodzi o moje samopoczucie.
  4. Witam, mam 17 lat i nie radzę sobie w życiu. Od małego byłam nękana psychicznie przez nauczycieli i uczniów, jak i również była u mnie przemoc w rodzinie, ale teraz się skończyła i jest dobrze. Jednak nadal nie potrafię się ogarnąć. W wieku 12 lat miałam próbę samobójczą i to był dla mnie czas okropny. Ciągłe kontrolki, itp. Do teraz źle się czuję jak o tym myślę, chciałabym o tym zapomnieć, ale na nic. Tym bardziej, że na każdym kroku inni ludzie o tym mi przypominają. Drugi raz nie popełnię samobójstwa, bo do tego potrzeba dużo odwagi, a ja jestem tchórzem, więc nie dam rady.. Nie gadam z nikim, nie mam nikogo. W szkole się boję ludzi, nie rozmawiam zbytnio z nikim, bo się po prostu boję. Oczywiście, czasami się przemagam, ale i tak się boję, że ktoś mnie wyzwie, itp. Nie potrafię nikomu zaufać, myślę, że nikt mnie nie lubi i za moimi plecami wszyscy mnie obgadują. Mam wahania nastroju, czasami jestem mega szczęśliwy, ale już po chwili ogarnia mnie przygnębienie. Czasem się tnę, próbuję tego nie robić, ale to trudne. Pomimo że teraz jest w jakiś sposób lepiej, dobrze...Klasę mam spoko, w rodzinie też jest nawet dobrze, ale i tak ja nadal źle się czuję. Nic nie czuję, moja wrażliwość mega zmalała, jestem obojętny.. Staram się żyć, ale wciąż się staczam na dno. Nie wiem co robić, czuję się jakbym wyolbrzymiał swoje "problemy". Próbowałem komuś się wyżalić, ale nikogo to nie obchodziło. Wiem o tym, że świat jest piękny, warto żyć...ale i tak to trudne.
  5. Witam, mam na imię Kinga, chodzę do 8 klasy i mam 14 lat. Podejrzewam, że mogę mieć depresję. Wszystko zaczęło się jakoś w lutym. Od tamtego czasu jestem praktycznie ciągle smutna, mam tylu znajomych, a nie mam ochoty z nimi wychodzić, przebywać, o byle co bym płakała a nawet i bez powodu lub z bezsilności. Mam ostatno coraz częście myśli samobójcze i myśli czy nie zacząć się ciąć, ale nie zrobie tego bo się boje. Czuję się bezsilna, boje się, że testy ósmoklasisty źle mi pójdą, nie dostane się do rzadnej szkoły iyp. Nie mam ochoty na spotykanie się z luźmi, męczą mnie, nederwują swoją obecnością, nikomu o tym co czuję sie mówiłam. Ostatnio, od jakiegoś tygodnia totalnie nie mam apetytu, najlepiej to bym wcale nie jadła. Wszystko biorę bardzo do siebie. A nagorsze jest to, że praktycznie ciągle chce mi się płakać, takie jakby napady tego płaczu. Nic mi się nie chce, a zrobienie czegoś to dla mnie wyzwanie, problemów ze snem obecnie nie mam, ale kiedyś miałam, budziłam się w nocy zazwyczaj około 4 i przez godzinę nie mogłam zasnąć. Jeśli ma to jakieś znaczenie to też od bardzo długiego czasu gryzę, obgryzam zębami język. Próbowałam tyle razy tego nie robić, ale nie potrafie. Kontaktu z rodzicami i siostrami mam ok. Nie mam ochoty chodzić też do szkoły, patrzeć na tych wszystkich fałszywych ludzi. Myślę, że napisałam wszystko jeśli ktoś mi pomoże co to jest? Czy to depresja to bardzo dziękuję. (Nie byłam u psychologów ani innych lekarzy, a o tym wszystkim napisałam pierwszy raz dopiero tu).
  6. Nazywam się Martyna, mam 16 lat. Nie wiem co się dzieje! Mam myśli samobójcze, nie widzę sensu życia i czuje się samotna. Moi rodzice prawie w ogóle ze mną nie rozmawiają. Każda rozmowa z moją mamą kończy się kłótnią, a mój tata pracuje albo pije prawie nigdy nie ma go w domu. Czuje się nie potrzebna ! Nie mam żadnych przyjaciół, a jak już mam to z czasem okazuje się że są oni fałszywi i wredni wobec mnie z każdej strony. Moja jedyna przyjaciółka z którą przyjaźniłam się o dziecka po rozwodzie swoich rodziców wyprowadziła się i od tego czasu nie mamy żadnego kontaktu. A każda próba kończy się niepowodzeniem. Straciłam zamiłowanie do muzyki i śpiewania co jest moją pasją , nauka też mi idzie gorzej. Proszę o pomoc nie daje sobie rady. Nie mam żadnej zaufanej osoby w życiu. Nawet sobie już nie ufam.
  7. Witam. Piszę z prośbą o pomoc. Od kilku miesięcy często jest mi smutno nie mam na nic siły. Wydaje mi się, że jestem najgorszy. Często też jestem zdenerwowany z byle powodu ale próbuje trzymac wszystko w sobie aby nikomu nie sprawiać problemów. Przez jakiś czas jakos sobie z tym radzilem poprzez wyladowanie tego kopaniem i uderzaniem w poduszki itp. Kiedy bylem pod 2 tygodniowa kwarantanna przez 3 dni sie samookoleczalem i wydawalo mi sie, ze to pomoga lecz przestalem. Nie wiem jak wytlumaczyc do końca to, co się ze mna dzieje po prostu wszyatko jest mroczne i ma najciemniejsze barwy. Ogolnie w tym roku mam 15 lat i dwoch przyjaciol ktorych wydaje mi sie ze tylko denerwuje. Ciagle staram sie byc jak najlepszy dla wszystkich ale chyba cos mi nie wychodzi. Chcialbym zniknac z tego swiata i zeby kazdy o mnie zapomnial. Myslalem kilkukrotnie o samobojstwie ale konczylo sie na tym ze nie chcialem sprawiac nikomu przykrosci. Nie chce wygadywac sie bliskim osobom aby o mnie nie myslaly, nie przejmowaly sie. Raz jedynie powiedzialem o tym dla mamy i powiedzialem ze chcialbym sie widziec z psychologiem ale wydarla sie na mnie ze gdyby mnie zagonila na pole to by depresje poprzechodzily. Kiedys to nie bylo depresji (nic o depresji nie wspominalem). Wydaje mi sie ze zycie ani nic nie ma sensu, ze nie ma po co sie starac. Kazdy czlowiek to robot. Kazdy jest pusty i taki sam w moich oczach. Oprocz mojej kuzynki ktora jest dla mnie najwazniejsza. Po prostu wszystko mbie przytlacza i nie moge tego zniesc. Nie wiem czy jest to powazny problem ale ja nie moge sobie juz z tym radzic sam.
  8. Mój szwagier był lunatykiem w wieku dorosłym.Prcowal jako mechanik samochodowy.W nocy wstawał i naprawial samochód(we śnie)w sypialni ni.Wygladalo to tak: zdejmowal pierzynę z tesciow,kładł na podłodze,brał klucz francuski,wchodził.pod lozko i naprawial.Nastepnie wychodził,przykrywał ich i szedł spać.Rano nic nie pamiętał. Robił to.czesto.Tescie to zlekcewazyli i zamiast go leczyć załatwili mu inną pracę i śmiali się.z niego.Komisja woiskowa podeszła do tego.powaznie i skierowała go do szpitala psychiatrycznego na obserwację.Nastepnie dano mu kat.D czyli niezdolny do służby wojskowej.Na tym woisko sprawę zamklo.A on i teście też.Wszyscy byli zadowoleni ale do czasu.Poszedl do pracy,w czasie przerwy śniadaniowej w szatni popełnił samobójstwo przez powiedzenie Chłop 2m wzrostu powiesił się na.klamce szafki.ubraniowej na wys.110cm na pasku założona na szyje.Opisałem to wg.wiadomosci,które posiadam.Tescie i on mogli mi wszystkiego nie mówić.Moje pytania są takie: 1)czy on mógł to zrobić lunatkujac?(usnął w szatni i nie wiedział co czyni).2)ponieważ jest to choroba dziedziczna to cży mogą coś takiego zrobić moją żona(jego siostra)lub wnuki(jej dzieci?Czy istnieje takie prawdopodobieństwo?
  9. Dzień dobry, bliska mi osoba (niepełnoletnia) od kilku lat zmaga się z różnymi problemami psychicznymi. Znamy się półtora roku. Przyjmuje leki antydepresyjne i przeciwstresowe oraz nasenne przepisane u psychiatry od około 3 tygodni. Ostatnio jej stan się pogarsza i występują odmienne stany emocjonalne, które potrafią zmieniać się kilka razy dziennie. Pomiędzy stanem przybicia i niechęci do życia (nawet myśli samobójczych i samookaleczania), a stanem euforii osoba zachowuje się "normalnie". Występują głosy- męski, który namawia do samookaleczania i damski, który jest przeciwny. Oprócz tego krzyki, które nie chcą się uciszyć. Kontakt z tą osobą jest bardzo utrudniony, ponieważ zazwyczaj nie pamięta, co się działo w poprzednim stanie. Ma urojenia np. mówi o padającym deszczu, gdy niebo jest czyste. Potrafi zgasić światło i dosłownie sekundę później spytać, kto to światło zgasił. Wczoraj zadzwoniłem na 112, przyjechała policja i zespół ratowniczy, który z nią rozmawiał. Przez 2 godziny (potem poszliśmy spać) był spokój i nie występowały żadne objawy. Najbardziej martwią mnie te stany, które zmieniają się bardzo szybko i głosy namawiające do złych rzeczy oraz to, że nie pamięta wydarzeń z poprzedniego stanu (np. powiedziała mi, że okaleczyła się i pokazała rękę, a potem mówiła że nic nie zrobiła i że to NIE ONA. Proszę o pomoc, bo już nie wiem co robić. W tym tygodniu ta osoba powinna mieć kolejną wizytę u psychiatry. Boję się zostawiać ją samą, ale mieszkamy daleko od siebie i nie mamy możliwości spotkania się. Co robić?
  10. Może zacznę od początku. Cóż... ale jaki jest początek tego wszystkiego? W mojej szkole (kiedyś uczęszczałam do innej, teraz jestem w tej, o której opowiem) nie byłam zbyt lubiana. Byłam przezywana orką, kimś po prostu grubym i brzydkim. Na wf mówili mi, bym biegała, że może wtedy schudnę (te słowa były dla mnie jak cios w twarz). Nie byłam kimś lubianym. Byłam odrzucona. Ale sytuacja później się odmieniła - osoby, które wyrządziły mi taką krzywdę zmieniły szkołę, co było czymś dobrym. Wtedy moja (obecna) klasa zaakceptowała mnie. Może nawet polubili? Nie wiem, czy to wszystko było początkiem. Wiem tylko, że było kolejną cegiełką muru rozpaczy. Rodzice wspierali mnie na codzień. Ale rodzice wolą udawać, że z ich dziećmi jest w porządku. Nawet, gdy tak nie jest. Gdy opowiadałam im o wyśmiewaniu mnie w szkole nie reagowali jakoś szczególnie (dalej jestem często pośmiewiskiem, nie przez moją klasę. Raczej przez innych. Ale dalej jest ze mną w porządku *w oczach rodziców zapewne*). Wiem, że chyba zawsze czułam się jak dziwadło. Nie lubiłam siebie. Dalej siebie nienawidzę. Chciałabym kiedyś spojrzeć w lustro i zobaczyć coś mniej ohydnego. W tym świecie nie mam nikogo. Nikogo poza moją internetową przyjaciółką. I rodziną. Ale oni chyba nie zauważą mojego odejścia. Mam napisane dwa listy pożegnalne. Wątpię w swe samobójstwo. Jestem cholernym tchórzem. Chciałabym poczuć się chciana. Wiecie, samobójcy chyba nie chcą umrzeć. Chcą po prostu żyć w innym świecie. W świecie gdzie ich zaakceptują, pokochają i otoczą ich wsparciem. Nie będą mówić jak bardzo są beznadziejni, że przesadzają. Będą potraktowani poważnie. Wydaje mi się, że samobójstwo to temat tabu. Na tym kończę mój wywód. Nie wiem co dodać. Piszę prosto z serca (zapewne coś pominęłam, ale po prostu mam to w głowie jak rozmyty obraz).
  11. Jak żyć skoro nic nie ma sensu? Mam 15 lat. Nie mam rodziców mama nie żyje a tata mnie zostawił jak byłam mała. Mieszkam z dziadkiem który ma już swoje lata. Nie jest to idealne życie ale jakoś daje radę a bardziej dawałam radę ostatnimi czasy nie mam ochoty na nic wszystko mnie męczy nie mam siły i nic mnie nie uszczęśliwia. Obwiniam się że to moja wina że moja mama nie żyje ale jednak to wątroba jej wysiadła ale obwiniam że jej nie pomogłam jeszcze bardziej. Czuję że to również moja wina że mnie tata zostawił bo nie chciał się takim bachorem niewychowanym jak ja opiekować bo kto by chciał. Mam ostatnimi czasy bardzo zaniżoną samoocenę, krytykuję się na każdym momencie. Miałam kilka myśl samobójczych i dwa razy chciałam to zrobić. Kiedyś się okaleczałam bo twierdziłam że będę czuła ból tych co ich zraniłam. Coraz częściej jestem smutna nawet bez powodu po prostu potrafię siedzieć słuchać muzyki czy coś robić i nagle jestem smutna czasami płacze całe noce bo nie wiem co jest ze mną nie tak. Udaje często kogoś kim nie jestem i mnie to chyba najbardziej wykańcza. Chcę pomóc innym ale sobie już nie potrafię. Inni są często ważniejsi dla mnie niż sama ja. Czuję się bardzo nie kochana i często nie umiem tego uczucia okazać bo czuję że nikt mnie tego nie nauczył jak kochać jak kochać samego siebie jak kochać innych. Jest mi bardzo źle wiem że to pewnie nic poważnego że sobie zmyślam ale z dnia na dzień mam wrażenie że jest coraz gorzej coraz częściej łapie te gorsze dni te dni w których mi się nic nie chce najchętniej bym leżała w łóżko i płakała. Proszę mi pomóc nie wiem co się ze mną dzieje
  12. Zacznijmy od tego ze mam 15 lat, i zupełnie nie wiem co mam robić. Moi rówieśnicy po szkole lub w weekendy cały czas sie ze sobą spotkają, a ja zupelnie nie mam na to ochoty, przychodze do domu zamykam sie w pokoju i zaczynam płakać, nie mam siły sie uczyć, nie mogę sie skupić, nie mam ochoty z nikim gadac ani pisać, czuje sie totalnie bezużyteczna i bezwartosciowa, miewam myśli samobójcze. Nie wiem czym jest to spowodowane bo z rodzicami stosunki mam bardzo dobre. W najbliższym czasie nie stało sie nic co mogło sie przyczynić do tego stanu. Moze powinnam isc do psychologa, nie wiem?
  13. Dzień dobry wszystkim! Może ktoś pomógłby mi wyjaśnić kilka rzeczy, ponieważ nie do końca je rozumiem. Na początku powiem troszkę o sobie. Powiedzmy,że moje imię utajnie,ale mam 17 lat za niedługo 18 . Chodzę do 2 technikum, raczej nie lubię swojej klasy ostatnio słabo idzie mi nauka, oczywiście zdam jednak stać mnie na lepsze oceny. Mam chłopaka, jestem z nim już prawie półtora roku, jest starszy o 3 lata. Praktycznie rzecz biorąc oboje sądzimy,że się naprawdę we wszystkim potrafimy dogadać zdarzają się kłótnie jak to zwykle w związkach bywa. Jednak po poprzednich związkach byłam bardzo uprzedzona. Bo nie minęła chwila i facet mnie zdradził. Tu było inaczej, non stop okey naparwde poczułam,że odżyłam po 2 letniej katordze. Mimo,że z tamtym byłam może 7 miesięcy męczył mnie i wiele dłużej.. Nie jestem typem osoby, która zmienia partnerów jak skarpetki. Od zawsze chciałam być dobrą partnerką, jestem bardzo wierna, niestety czasami zbyt zazdrosna przez poprzednie sytuacje. Jestem wrażliwa i pamiętliwa . Czasem zwykłe wyjście na pocztę, czy np . Do jakiegoś miejscach gdzie muszę się o coś spytać jak to zrobić sprawia mi ogromną trudność.. nawet na siłownię nie mogę pójść bo dostaje blokady po prostu choć bardzo chcę to nie potrafię. Od gimnazjum zaczął się problem ze stresem, chodziłam do pedagoga . Przez całe 3 lata i połowę 1 technikum prawie zawsze o poranku płakałam oczywiście żeby nikt nie widział. Miałam mdłości, trzęsłam się, obgryzałam paznokcie,aż w końcu potrafiłam popaść w taki umysłowy amok bo byłam zbyt bojaźliwa,żeby coś zrobić. Uprzedzam jakie kolwiek pytanie mój poprzedni związek wyrwał na mnie straszną presję.. chciałam być kochana lecz nie byłam, byłam zabawka, lecz nie chciałam być sama więc ja sama prosiłam żeby ta druga osoba została.. to był błąd.. bardzo duży.. zaczęłam palić i pić oczywiście tak,żeby nikt o tym nie wiedział nie chciałam nikogo martwić do teraz nie chcę,jednak wtedy moje myśli sprowadzały się już ku bardzo złemu, tak chodzi o samobójstwo . Przypominam, że nie jestem po prostu dzieciakiem. Mi zawsze zależy na ludziach, pomagam im . W wieku 12 lat byłam o wiele bardziej dojrzalsza niż reszta moich rówieśników i uważam,że jest tak dalej. Zastanawiam się nad przyszłością.. chcę mieć dom rodzinę pracę . I bardzo chce być dalej z moim chłopakiem i nic nie wskazuje na to że byśmy mieli się rozstać. Jednak jest pewne ale.. w sierpniu konkretniej sama końcówka, dowiedziałam się na szczęście od niego samego, że całował się z pewną Ukrainka która była na wymianie teatralnej. Nawet teraz gdy to piszę to się po prostu trzęsę. Nie wiem czy ze złości czy że smutku .. żalu.? Wybaczyłam mu to był ostatni raz kiedy wybaczam . Bo więcej nie zniosę. Do tej pory jest dobrze minęło sporo czasu od tamtego momentu jednak gdy się o tym dowiedziałam straciłam energię życiową, nie widziałam sensu bytu, wolałam się zamknąć i nie wychodzić z domu . Jedno słowo na ten temat nawet słowo "teatr" wywoływało u mnie odruchowy płacz, czułam się bezsilna.. znowu miałam mdłości i wymiotowałam, nie mogłam prawie jeść ani spać. Już nie mogłam później nawet płakać. Ale on się starał dalej.. pół roku późnej już jest lepiej ale ciągle gdy usłyszę tylko któreś te słowo lub przypomnę sobie o tym momentalnie robi mi się makabryczne zimno, nie trzęsą już mi się tylko ręce a całe ciało, aż mi nie pozwala chodzic. A gdzies w głębi tlumie płacz. Próbuje zapomnieć. Ale to wręcz nie możliwie. Nie wiem. Uczę się coraz gorzej, znowu łapie doła choć jest dobrze. Nie wiem czy coś mi jest czy to przejściowe.. powiedźcie co myślicie o tym. Pytajcie. Ja chętnie posłucham rad, bo sama z sobą nie daje już sobie rady. Przepraszamy za błędy jakiekolwiek ale już nawet nie mam siły tego poprawiać i nie nie szukam atencji chcę wiedzieć co mi jest... Albo co może być..
  14. Mój problem wydaje się być taki żałosny. Jestem nastolatką, która w tym roku skończy 18 lat. Mogłoby się wydawać, że mam wszystko, co w życiu przynosi szczęście; kochających rodziców, rodzeństwo, które zawsze stara się żebym czuła się jak najlepiej, wspaniałych przyjaciół, z którymi dużo się śmieje. Nie brakuje mi tez pieniędzy, gdyż w dłuższe wolne od szkoły jeździłam za granicę do pracy i kupiłam sobie wszystko, co sobie zażyczyłam. Jeszcze dwa lata temu, kiedy uważałam, że jak kupię sobie wymarzony komputer to moje przygnębienie zniknie. Teraz chociaż wiem, iż pieniądze szczęścia nie dają, ale nie jestem w stanie odkryć, co sprawiłoby, że czułabym się lepiej. Nie potrafię się niczym zainteresować. Mam dosyć pesymistyczne podejście do życia. Uważam, że wszystko jest takie marne. Wychodzę z domu do szkoły o godzinie szóstej rano, a wracam o ok. czwartej po południu. Lubie chodzić do szkoły, bo wtedy jestem czymś zajęta. Przebywanie w gronie innych ludzi sprawia, że jestem inną osobą. Lubie ich słuchać, zwłaszcza nauczycieli i przyjaciół. Generalnie wydaje mi się, ze jestem dosyć lubiana osoba. Mam dobre wyniki w nauce, mimo ze nie poświęcam na nią jakoś dużo czasu. Kiedy wracam do domu, czuje się jak zupełnie inna osoba, tak jakbym siebie nie znała. Nienawidzę wolnego czasu, staram się chodzić spac bardzo wcześnie, żeby tylko przyspieszyć czas. Jeszcze kilka lat temu nie lubiłam wychodzić z domu, tylko przykładowo grać w gry komputerowe, rysować itd. Teraz te wszystkie czynności są dla mnie takie męczące i w ogóle nieciekawe. Teraz jak wracam do domu, to głównie leżę, próbuje zająć się czymś na siłę, słychać muzyki i rozmyślać o jakiś wydarzeniach z przeszłości, bądź zamartwiać się moim stanem. Gdybym miała wymienić uczucia, które non stop mi towarzysza to jest to głównie bardzo duża obojętność, przygnębienie, przekonanie o tym, ze nigdy nie uda mi się z tego wyjść. Jestem niemal przekonana, iż moje życie zakończy się samobójstwem. Każdy dzień jest taki sam. Mówiąc w przenośni, ludzie mogą zmierzać w dół albo ku gorze, a ja.. czuje jakby miała jedynie przed sobą prostą linię. To tak jakby moje życie było grą, w której przeszłam główna fabułę i osiągnęłam prawie wszystko, ale wciąż muszę w nią grać, aż w pewnym momencie mam ochotę ją skasować. Obojętność, o której wcześniej wspomniałam sprawia, że jestem w dużym stopniu nieczuła. Nigdy się nie zakochałam, moje zdrowie fizyczne nie jest wystarczająco dobrym argumentem żeby przykładowo zrezygnować z elektrycznego papierosa. Ostatnio również sporo schudłam, bo dużo się ruszam, a mało jem, głównie z powodu, iż nie mam apetytu. Z perspektywy innych ludzi, którzy mnie otaczają, jestem jedyną osobą, którą można podejrzewać o jakieś zaburzenia psychiczne. Kilkukrotnie próbowałam komuś opowiedzieć o swoim stanie, ale jak tylko zaczynałam to odrazu rezygnowałam z myślą, ze przecież co może mi pomoc taki człowiek. Na okrągło wszędzie te same rady typu „zainteresuj się czymś! Życie jest piękne!”. Byłam raz u psychologa, jakiś rok temu, ale sporo naściemniałam, gdyż kiedy jestem w społeczeństwie nie potrafię opisać tego, co tak na prawdę mnie dołuje. Coraz bardziej godzę się z myślą, że mogłabym przetrwać z tym stanem, po prostu musiałabym tylko dalej żyć, a to kim zostanę, gdzie pójdę, to raczej obojetne, gdyż raczej nie będę miała problemu z załatwieniem sobie zawodu. W końcu ludzie nie muszą lubić swojej pracy, prawda? Wydaje mi się, ze grozi mi jedynie samobójstwo, bądź narkotyki, które przez chwile potrafią sprawić, iż wszystko staje się takie oddalone. Mam silną wolę, więc nie powinnam, jak to inni określają, zniszczyć sobie życie, dopóki mam wystarczająco dobry powód żeby tego nie robić. Tym powodem są chociażby rodzice, którzy załamaliby sie, gdyby stała mi się krzywda. Chciałabym po prostu, żeby bardziej mi zależało na życiu, pozbyć się tej przeklętej obojętności, a co za tym idzie, pragnę mieć lepsze powody, aby żyć dalej.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...