Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Myśli samobójcze

Znaleziono 19 wyników

  1. Co zrobić jak moi rodzice nie akceptują mojej dziewczyny? Ja mam 19 lat ona rocznikowo tez Przez 3 lata byłem z dziewczyną moi rodzice bardzo ja lubili oraz rodziców od niej ale rozstaliśmy się. Nie powiem ze związek był super. Były wzloty i upadki ale często kłóciliśmy się ona miała myśli samobójcze ponieważ moja rodzina jest dość specyficzna zwłaszcza od strony mojego ojca często dogryzali jej, śmiali, komentowali oraz mówili niezbyt miłe rzeczy (np. Moja wtedy dziewczyna zafarbowała koncówki włosów na blond i jedna ciocia powiedziała ze super pasuje a strona od mojego taty ta z którą mieliśmy problemy powiedziała „O matko co ty sobie zrobiłaś z włosami jak ty tak możesz chodzi”). Ja wiedziałem ze oni mówili to do żartów i czasem przesadzali wiec nie brałem tego do siebie ale moja była dziewczyna brała wszystko na poważnie oraz byli to dla niej obce osoby i ważni bo moja bliższa rodzina. Ja nie dawałem sobie z tym rady wiec poprosiłem o poradę rodziców powiedziałem jak wyglada sytuacja mówiłem o próbach samobójczych no i wiadomo jak w złości człowiek pisze to nie panuje nad sobą no i powiedziałem ze ona obwinia o to mnie. Moi rodzice byli na nią źli o to ze mnie o wszystko obwinia i o nasze kłótnie które były dość często. Ona miała rownież ataki paniki jak mieliśmy jechać do nich ja często wykręcałem sie ze nie mogę jechac bo nauka bo sie umówiłem itd ale nie zawsze mogłem bo np na urodzinach jeszcze moja dziewczyna była ze mną nie gadaliśmy z nikim z rodziny zazwyczaj sami ze sobą oczywiście po wyjściu była kłótnia o cos co moja rodzina powiedziała na nią ale nie zawsze ona mogła ze mną jechac np w święta nie mogła wiec u niej i mnie święta kojarzyły sie z czymś smutnym ona miała święta zepsute bo ciagle myślała o mnie ze ja cos robie z nimi np obgaduję ją oraz podczas świat jak byłem u mojej rodziny od strony taty to ona u siebie w domu miała ataki. Wiec po rozmowie z moimi rodzicami oraz moimi przemyśleniami postanowiłem zerwać naszą relacje żeby jej żyło się lepiej i nie miała myśli i prób samobójczych. Po czasie odezwała się do mnie zaczęliśmy pisać ze sobą i uczucia coraz bardziej wzrastało. Wytłumaczyliśmy sobie pare spraw na spokojnie bez kłótni ona zaczęła chodzić do psychiatry, psychologa oraz psychoterapeuty o ile dobrze kojarzę. Została u niej stwierdzona depresja. Trochę spojrzeliśmy na nasz problem z innej strony no i zaczęliśmy czuć ze chcemy ten związek powtórzyć na nowo ona podczas wizyt nabrała poczucia pewności siebie i siły a ja zacząłem ją rozumieć. Wiec razem podjęliśmy decyzje ze chcemy do siebie za jakiś czas wrócić jak ona na pewno poczuje się silnie oby przezwyciężyć strach ale zaczął się nowy problem. Moi rodzice. No powiem szczerze nie lubią oraz nie akceptują jej uważają ze się nie zmieniła dalej jest tak jak kiedyś i ze będziemy siebie ranić i nawet nie chcą jej dać szansy spróbować. Pewnego wieczoru powiedziałem ze do niej jadę się spotkać to rodzice zabrali kluczy z auta i zabronili mi się z nią kontaktować, spotykać itp. Nie wiem co mam zrobić żeby oni ja zaczęli poznawać od nowa i dowiedzieć się jaka jest na nowo. Wiem ze moi rodzice chcą dla mnie dobrze żebym nie przechodził tego na nowo ale ja chce jej dać szanse się zmienić bo podczas rozmów było widać ze jest odważniejsza silniejsza i mniej przejmowała się zdaniem innych sam czasem specjalnie starałem się spowodować kłótnię to zamiast wyzwisk była kulturalna spokojna rozmowa. Raz pojechałem do mojej rodziny na obiad i napisałem jej to żeby zobaczyć czy na pewno się zmieniła i jak zareaguje. Bardzo mnie zadziwiła ponieważ w moim odczuciu nie była na mnie zła o to ze tam jestem tylko normalnie kazała pozdrowić wszystkim i normalnie pisaliśmy. Ale moi rodzice dalej jej nie akceptują a ja jak i ona bardzo chcemy być razem i kompletnie nie wiem co mam teraz zrobić jak im pokazać ze się zmieniła i jest nowa spokojna dziewczyna.
  2. Mam 15 lat i ostatnio (choć nie powiedziałabym że dzieje się to "tylko" ostatnio) mam dość sporo myśli dotyczących mojej przeszłości, albo innymi słowy - rzeczy które wiem że nigdy się nie wydarzą. Przybliżając dokładniej sytuację: mam problem z pogodzeniem się z 3 sytuacjami w moim życiu i zwykle to myślenie o nich jest powodem mojego smutnego samopoczucia. Pierwszym z nich jest moja niepełnosprawność. Mam mózgowe porażenie dziecięce i po operacji dokł. rizotomii. Umiem chodzić o kulach, choć prawdę powiedziawszy poruszam się zwykle na wózku inwalidzkim. Bardzo dołuje mnie myśl że nigdy nie będę mogła normalnie chodzić, biegać, jeździć na rowerze i moje życie zawsze będzie "pod górkę". Ale tak naprawdę tematem który częściej siedzi mi w głowie to tęsknota za moim ojcem, a właściwie to ojczymem. Otóż mojego ojca nigdy nie poznałam - po prostu zostawił mnie niedługo po tym jak się urodziłam. Jednak wychowywał mnie ktoś inny, nazwę go Mariusz. Kiedy miałam 3 lata ja i moja mama przeprowadziłyśmy się z nim do Warszawy. Mówiłam do niego "tato" wszak - dopiero jak miałam jakieś 6 lat dowiedziałam się że nim nie jest, jednak nic w mojej relacji z nim się nie zmieniło. Mam z nim i jego rodziną wiele pięknych wspomnień i mogę powiedzieć że to głównie on po operacji (miałam ją 7 lat temu gdy miałam 8 lat) mnie motywował do chodzenia, pływania, jazdy rowerze. Co prawda trójkołowym ale wtedy mnie to nie obchodziło. Jego rodzinę również od zawsze traktowałam jak własną, przez 2-3 lata mieszkałam u jego mamy do której mówiłam kiedyś "babciu" która zmarła kilka miesięcy temu. Jednak gdy miałam 9 lat postanowili się rozstać. Przez rok jeszcze z nami mieszkał a w nowy rok 2015 wyprowadził się. Jeszcze przez jakieś 8 miesięcy miałam kontakt z nim ale potem on go urwał i od tamtego czasu z nim nie rozmawiałam, zamieniłam z nim dosłownie jedno słowo podczas pogrzebu jego mamy. (Przepraszam za wyrażenie) Cholernie mi go brakuje. Szczerze to od tamtego czasu moja mama spotykała się z dwoma facetami, ale żadnego z nich nie akceptowałam. Pomijam już fakt że jeden z nich był chamski i wiele razy wyzywał mnie i moją rodzinę. Ale choćby nie wiem jakiego by moja mama spotkała na swojej drodze to i tak bym nie zaakceptowała żadnego. Niestety to nie jedyne rzeczy które mnie w życiu spotkały. Moja mama miała 4 braci z czego zostało tylko dwóch. Jeden z nich cierpiał na depresję i jak można się już domyślić - popełnił samobójstwo... w dzień mojej operacji. Operowali mnie i jego w tym samym czasie, jednak - przeżyłam tylko ja. Drugi odszedł 1.5 roku później c w hospicjum. Dokładnie nie wiem co mu było - bodajże wylew. Był alkoholikiem i miał bardzo wyniszczony organizm. Szczerze to bardzo często (zwykle wieczorami) przypominają mi się chwile z Mariuszem, operacja i cały pobyt w szpitalu czy inne wspomnienia. Ponoć nostalgia pomaga w walce z depresją (nie to że sama siebie diagnozuję) ale to właśnie wspomnienia powodują u mnie smutek. Bardzo często jest tak że pomyślę o tych chwilach i płaczę. Często siadam i oglądam stare zdjęcia, puszczam bajkę która kojarzy mi się z moją operacją (po której pobyt na oddziale wspominam miło nie licząc tego zdarzenia z moim śp. wujkiem) i... płaczę. Ostatnio zauważyłam że ten płacz coraz częściej występuje, nawet czasem i codziennie. Dodam tylko brak zaakceptowania mojej niepełnosprawności pojawiało się u mnie już wcześniej i z tego powodu miałam ciągły smutek który zwykle objawiał się w lato. Jednak ostatnio (dokł. od jakiegoś pół roku lub nawet i roku) doszły do tego te dwa inne powody. Dodam jeszczę że chodze do psychologa, pierwotnie od pogodzenia się z niepełnosprawnością ale ostatnio rozmawiałam z nią o braku ojca i ogółem o bardziej tych tematach. I szczerze mówiąc to nie czuję poprawy. Do innych symptomów poza smutkiem odczuwam niechęć do wykonywania obowiązków, takich jak szkoła, nauka, nawet prawdę mówiąc ostatnie dwa dni nie logowałam się na lekcje nie dlatego że jestem ciut przeziębiona a dlatego że nie miałam siły. Co prawda czasem rzeczywiście odczuwam radość i się śmieję, nawet żartuję jednak w środku nadal czuję źle i nie potrafię przestać myśleć o przeszłości.
  3. Dzień dobry, znalazłam się w trudnej sytuacji życiowej. Moja matka (z którą mam relacje odległą) wczoraj chciała popełnić samobójstwo. Zadzwoniła do mnie i powiedziała, że już ma dosyc życia, że napisała list pożegnalny, że juz szykowała linę. Dodam, że moja matka jest uzależniona od alkoholu i ma niezdiagnozowane zaburzenia psychiczne (skrajna nadopiekuńczość, nie wierzy w nic, chce kontrolowac , sprawdzać wszystko, wszystko musi byc tak jak ona chce, jak nie jest robi awantury, obsesyjnie sprząta, czepia się wszystko- że ktos gada przez telefon za glosno). Matka mieszka aktualnie ze swoimi braćmi, którzy nadużywają alkoholu, dochodzi tam do ciągłych awantur. Z rozmowy z moją ciocią, która od czasu do czasu ich odwiedza i interweniuje moja matka zarzuca wszystkim, że jest prześladowana i bita przez nich z kolei oni twierdzą, że tak nie jest. Nie bardzo wiem co w takiej sytuacji zrobić, czuje się bezsilna, pomimo, że mam rzadki kontakt z matką i mam jej wiele za złe, szkoda mi jej i chce jej w jakiś sposób pomóc
  4. Witam, Mam 25 lat i od dłuższego czasu choruję na depresję. Chodziłam na wizyty do psychiatrów (prywatnie), kilka razy byłam u psychologa, jednak zawsze przerwałam leczenie z powodu poprawy stanu zdrowia, która była krótkotrwała. Po ostatniej poprawie i zastosowanych lekach mimo poprawy po pewnym czasie zaczęły się pojawiać ponownie myśli samobójcze. Obecnie nie przyjmuję leków ani nie uczestniczę w psychoterapii. Często myślę o samobójstwie, nie mam na nic ochoty, do wszystkiego co robię muszę się zmuszać. Straciłam nadzieję, że kiedyś będzie już lepiej. Dodatkowo niecały miesiąc temu uległam poważnemu wypadkowi na rowerze (uraz kręgosłupa). W chwili obecnej nie jestem w pełni samodzielna, potrzebuję pomocy drugiej osoby przy codziennych czynnościach. W tym momencie nie jestem w stanie podjąć pracy. Przed wypadkiem nie pracowałam, byłam zarejestrowana jako bezrobotna. Czy jest możliwość uzyskania renty z powodu niezdolności do pracy? Proszę o odpowiedź.
  5. Nie wiem gdzie szukać pomocy... Mam 14 lat to stosunkowo mało jak na szukanie pomocy w internecie jednak nie wiem gdzie indziej miałabym to zrobić. Moi rodzice nigdy nie mieli ze mną problemu, zawsze miałam dobre oceny i żadnych problemów z zachowaniem czy też z używkami. Mam młodszego brata i starszą siostrę, brat młodszy więc potrzebuje dosyć dużo uwagi, moja siostra ma problemy więc też rodzice mają ją ciągle na oku. Ja jestem pośrodku wszystkiego. Sama... W ostatnim czasie zleciała na mnie pogarda wśród osób w moim wieku. Żaden z moich bliskich przyjaciół nie może mi doradzić w tej sytuacji w jakiej jestem. Lecz przecież nie podejdę do rodziców i nie powiem im, że mam poważny problem bo nigdy ich nie miałam prawda? Poza tym oni mają sporo na głowie. Mam problem z określeniem siebie, nie wiem kim jestem. Dla innych staram się być oparciem i zawsze ich wysłucham, ale w momencie gdy ja potrzebuje coś powiedzieć nikt magicznie nie słucha. Nie mam myśli samobójczych, nie chcę się ciąć, ale chce poczuć ulgę tylko w jaki sposób?
  6. Witam mam 21 lat. Nigdy nie byłam w związku i bardzo cierpię z tego powodu. Z jakiegos względu nie podobam sie mężczyzną. Cierpię na wahania nastroju które mam cały czas.w jednej chwili czuje się szczęśliwa aby za kilka minut płakać bez opamiętania. Mam tez problem z samooceną. W jednej sekundzie czuje się jak najpiękniejsza kobieta na ziemi a za chwilę mam wrażenie że jestem najbrzydsza, najgłupsza. Często też nachodzą mnie myśli samobójcze lub zastanawiam się co by było gdybym umarła. Niestety najbliższe osoby z mojego otoczenia nie potrafią tego zrozumieć. Twierdzą że przesadzam, że powinnam wziąć się w garść ale ja nie potrafię. Bardzo często myślę że wszystko zmiesię gdybym znalazła chłopaka. Ale pomimo kilku prób to się nie udaje. Bardzo proszę o radę co mogę zrobić aby chociaż trochę poczuć się lepiej, boję się że w końcu nie wytrzymam i odbiorę sobie życie
  7. Dobry wieczór. Mam na imię Piotrek, mam 16 lat (27.04), jestem z Siedlec. Od 3 lat mam zdjagnozowany autyzm atypowy. Wcześniej byłem diagnozowany pod kątem zespołu Aspargera, potem pod kątem zaburzeń SI (Integracji Sensorycznej), a w końcu ostatecznie zdiagnozowano u mnie w Mazowieckim Centrum Neuropsychiatrii przy ul. Koszykowej w Warszawie autyzm atypowy. Od jakiegoś czasu mam problemy z przeżywaniem śmierci osób, któej w ogóle nie znałem. Np dzisiaj przypadkiem usłyszałem o tym, że 15 latek popełnił samobójstwo wczoraj i nie wiem czemu alesię tym przejmowałem jakby On byłz mojej rodziny a ja w ogóle go nie znałem. Podobna sytuacja była 2 lata temu, kiedy przypadkowo zauważyłem przez szybę w kiosku, że zginęłą trójka rodzeństwa. Też ich w ogóle nie znałem a się tak przejąłem, że miałem stany depresyjne i lękowe - które pojawiają się do dzisiaj a depresyjne już są małe. Mam też czasami natrętne myśli (ciężko mi o tym mówić) np jak się rozkłada ich ciało albo jak wyglądała ich śmierć czy jak będzie moja wyglądała. Ale np jak umrze starsza wiekiem osoba, to jakoś to przyjmuję, a jak umrze młoda osoba to nie potrafię tego przyjąć i to dla mnie nie pojęte, i "dziwne". Brałęm już na to leki (Kwentiax, Asentra, Meravil) ale miałęm działąnia nieporządane a po Asentrze były myśli samobójcze, które starałem się "usuwać" i czułem się tak dziwnie poważniej. Proszę o dobrą poradę i bardzo dziękuję. Chodzę do psychologa, psychiatry i neurologa i pedagoga ale chciałem się tu poradzić bo wydaje mi się że teterapie tak średnio mi pomagają.
  8. Dzień dobry. Mam problemy z sobą natury psychicznej. W szkole lub w społeczeństwie ludzi często mam jakieś dziwne "odruchy" bo myślę co o mnie myślą inni - np. brwi mi się same poruszają albo usta, a czasami tak jakby nos. Prawie cały czas jest we mnie przekonanie, że coś ktoś o mnie źle myśli. Miewam codziennie myśli samobójcze w różnych momentach dnia, w których wyobrażam sobie swoją śmierć, jak się tnę, krew, często swój pogrzeb i reakcję ludzi. Często (nie wiem czy to ode mnie pochodzi czy z zewnątrz) słyszę głosy innych ludzi żebym "to" zrobił, że ja nie powinienem żyć na tym świecie. Myśli wynikają głownie z tego, że boję się, że nie zdam matury, że nie będę się dobrze uczył, że zawiodłem/zawiodę innych ludzi, generalnie myśli dotyczące przyszłości, ale dotyczące błędów przeszłości również. Jeszcze nic nie robię w kierunku samobójstwa oraz się nie tnę, ale nie wiadomo co będzie dalej. Również mam problemy z panowaniem nad swoimi emocjami, dlatego miewam momenty codziennie, że śmieję się nie wiadomo z czego, a potem jest mi wstyd. Smutek i przygnębienie przeważają jeśli chodzi o moje samopoczucie.
  9. Witam, mam 17 lat i nie radzę sobie w życiu. Od małego byłam nękana psychicznie przez nauczycieli i uczniów, jak i również była u mnie przemoc w rodzinie, ale teraz się skończyła i jest dobrze. Jednak nadal nie potrafię się ogarnąć. W wieku 12 lat miałam próbę samobójczą i to był dla mnie czas okropny. Ciągłe kontrolki, itp. Do teraz źle się czuję jak o tym myślę, chciałabym o tym zapomnieć, ale na nic. Tym bardziej, że na każdym kroku inni ludzie o tym mi przypominają. Drugi raz nie popełnię samobójstwa, bo do tego potrzeba dużo odwagi, a ja jestem tchórzem, więc nie dam rady.. Nie gadam z nikim, nie mam nikogo. W szkole się boję ludzi, nie rozmawiam zbytnio z nikim, bo się po prostu boję. Oczywiście, czasami się przemagam, ale i tak się boję, że ktoś mnie wyzwie, itp. Nie potrafię nikomu zaufać, myślę, że nikt mnie nie lubi i za moimi plecami wszyscy mnie obgadują. Mam wahania nastroju, czasami jestem mega szczęśliwy, ale już po chwili ogarnia mnie przygnębienie. Czasem się tnę, próbuję tego nie robić, ale to trudne. Pomimo że teraz jest w jakiś sposób lepiej, dobrze...Klasę mam spoko, w rodzinie też jest nawet dobrze, ale i tak ja nadal źle się czuję. Nic nie czuję, moja wrażliwość mega zmalała, jestem obojętny.. Staram się żyć, ale wciąż się staczam na dno. Nie wiem co robić, czuję się jakbym wyolbrzymiał swoje "problemy". Próbowałem komuś się wyżalić, ale nikogo to nie obchodziło. Wiem o tym, że świat jest piękny, warto żyć...ale i tak to trudne.
  10. Witam, mam na imię Kinga, chodzę do 8 klasy i mam 14 lat. Podejrzewam, że mogę mieć depresję. Wszystko zaczęło się jakoś w lutym. Od tamtego czasu jestem praktycznie ciągle smutna, mam tylu znajomych, a nie mam ochoty z nimi wychodzić, przebywać, o byle co bym płakała a nawet i bez powodu lub z bezsilności. Mam ostatno coraz częście myśli samobójcze i myśli czy nie zacząć się ciąć, ale nie zrobie tego bo się boje. Czuję się bezsilna, boje się, że testy ósmoklasisty źle mi pójdą, nie dostane się do rzadnej szkoły iyp. Nie mam ochoty na spotykanie się z luźmi, męczą mnie, nederwują swoją obecnością, nikomu o tym co czuję sie mówiłam. Ostatnio, od jakiegoś tygodnia totalnie nie mam apetytu, najlepiej to bym wcale nie jadła. Wszystko biorę bardzo do siebie. A nagorsze jest to, że praktycznie ciągle chce mi się płakać, takie jakby napady tego płaczu. Nic mi się nie chce, a zrobienie czegoś to dla mnie wyzwanie, problemów ze snem obecnie nie mam, ale kiedyś miałam, budziłam się w nocy zazwyczaj około 4 i przez godzinę nie mogłam zasnąć. Jeśli ma to jakieś znaczenie to też od bardzo długiego czasu gryzę, obgryzam zębami język. Próbowałam tyle razy tego nie robić, ale nie potrafie. Kontaktu z rodzicami i siostrami mam ok. Nie mam ochoty chodzić też do szkoły, patrzeć na tych wszystkich fałszywych ludzi. Myślę, że napisałam wszystko jeśli ktoś mi pomoże co to jest? Czy to depresja to bardzo dziękuję. (Nie byłam u psychologów ani innych lekarzy, a o tym wszystkim napisałam pierwszy raz dopiero tu).
  11. Może zacznę od początku. Cóż... ale jaki jest początek tego wszystkiego? W mojej szkole (kiedyś uczęszczałam do innej, teraz jestem w tej, o której opowiem) nie byłam zbyt lubiana. Byłam przezywana orką, kimś po prostu grubym i brzydkim. Na wf mówili mi, bym biegała, że może wtedy schudnę (te słowa były dla mnie jak cios w twarz). Nie byłam kimś lubianym. Byłam odrzucona. Ale sytuacja później się odmieniła - osoby, które wyrządziły mi taką krzywdę zmieniły szkołę, co było czymś dobrym. Wtedy moja (obecna) klasa zaakceptowała mnie. Może nawet polubili? Nie wiem, czy to wszystko było początkiem. Wiem tylko, że było kolejną cegiełką muru rozpaczy. Rodzice wspierali mnie na codzień. Ale rodzice wolą udawać, że z ich dziećmi jest w porządku. Nawet, gdy tak nie jest. Gdy opowiadałam im o wyśmiewaniu mnie w szkole nie reagowali jakoś szczególnie (dalej jestem często pośmiewiskiem, nie przez moją klasę. Raczej przez innych. Ale dalej jest ze mną w porządku *w oczach rodziców zapewne*). Wiem, że chyba zawsze czułam się jak dziwadło. Nie lubiłam siebie. Dalej siebie nienawidzę. Chciałabym kiedyś spojrzeć w lustro i zobaczyć coś mniej ohydnego. W tym świecie nie mam nikogo. Nikogo poza moją internetową przyjaciółką. I rodziną. Ale oni chyba nie zauważą mojego odejścia. Mam napisane dwa listy pożegnalne. Wątpię w swe samobójstwo. Jestem cholernym tchórzem. Chciałabym poczuć się chciana. Wiecie, samobójcy chyba nie chcą umrzeć. Chcą po prostu żyć w innym świecie. W świecie gdzie ich zaakceptują, pokochają i otoczą ich wsparciem. Nie będą mówić jak bardzo są beznadziejni, że przesadzają. Będą potraktowani poważnie. Wydaje mi się, że samobójstwo to temat tabu. Na tym kończę mój wywód. Nie wiem co dodać. Piszę prosto z serca (zapewne coś pominęłam, ale po prostu mam to w głowie jak rozmyty obraz).
  12. Witam. Piszę z prośbą o pomoc. Od kilku miesięcy często jest mi smutno nie mam na nic siły. Wydaje mi się, że jestem najgorszy. Często też jestem zdenerwowany z byle powodu ale próbuje trzymac wszystko w sobie aby nikomu nie sprawiać problemów. Przez jakiś czas jakos sobie z tym radzilem poprzez wyladowanie tego kopaniem i uderzaniem w poduszki itp. Kiedy bylem pod 2 tygodniowa kwarantanna przez 3 dni sie samookoleczalem i wydawalo mi sie, ze to pomoga lecz przestalem. Nie wiem jak wytlumaczyc do końca to, co się ze mna dzieje po prostu wszyatko jest mroczne i ma najciemniejsze barwy. Ogolnie w tym roku mam 15 lat i dwoch przyjaciol ktorych wydaje mi sie ze tylko denerwuje. Ciagle staram sie byc jak najlepszy dla wszystkich ale chyba cos mi nie wychodzi. Chcialbym zniknac z tego swiata i zeby kazdy o mnie zapomnial. Myslalem kilkukrotnie o samobojstwie ale konczylo sie na tym ze nie chcialem sprawiac nikomu przykrosci. Nie chce wygadywac sie bliskim osobom aby o mnie nie myslaly, nie przejmowaly sie. Raz jedynie powiedzialem o tym dla mamy i powiedzialem ze chcialbym sie widziec z psychologiem ale wydarla sie na mnie ze gdyby mnie zagonila na pole to by depresje poprzechodzily. Kiedys to nie bylo depresji (nic o depresji nie wspominalem). Wydaje mi sie ze zycie ani nic nie ma sensu, ze nie ma po co sie starac. Kazdy czlowiek to robot. Kazdy jest pusty i taki sam w moich oczach. Oprocz mojej kuzynki ktora jest dla mnie najwazniejsza. Po prostu wszystko mbie przytlacza i nie moge tego zniesc. Nie wiem czy jest to powazny problem ale ja nie moge sobie juz z tym radzic sam.
  13. Mój szwagier był lunatykiem w wieku dorosłym.Prcowal jako mechanik samochodowy.W nocy wstawał i naprawial samochód(we śnie)w sypialni ni.Wygladalo to tak: zdejmowal pierzynę z tesciow,kładł na podłodze,brał klucz francuski,wchodził.pod lozko i naprawial.Nastepnie wychodził,przykrywał ich i szedł spać.Rano nic nie pamiętał. Robił to.czesto.Tescie to zlekcewazyli i zamiast go leczyć załatwili mu inną pracę i śmiali się.z niego.Komisja woiskowa podeszła do tego.powaznie i skierowała go do szpitala psychiatrycznego na obserwację.Nastepnie dano mu kat.D czyli niezdolny do służby wojskowej.Na tym woisko sprawę zamklo.A on i teście też.Wszyscy byli zadowoleni ale do czasu.Poszedl do pracy,w czasie przerwy śniadaniowej w szatni popełnił samobójstwo przez powiedzenie Chłop 2m wzrostu powiesił się na.klamce szafki.ubraniowej na wys.110cm na pasku założona na szyje.Opisałem to wg.wiadomosci,które posiadam.Tescie i on mogli mi wszystkiego nie mówić.Moje pytania są takie: 1)czy on mógł to zrobić lunatkujac?(usnął w szatni i nie wiedział co czyni).2)ponieważ jest to choroba dziedziczna to cży mogą coś takiego zrobić moją żona(jego siostra)lub wnuki(jej dzieci?Czy istnieje takie prawdopodobieństwo?
  14. Mój problem wydaje się być taki żałosny. Jestem nastolatką, która w tym roku skończy 18 lat. Mogłoby się wydawać, że mam wszystko, co w życiu przynosi szczęście; kochających rodziców, rodzeństwo, które zawsze stara się żebym czuła się jak najlepiej, wspaniałych przyjaciół, z którymi dużo się śmieje. Nie brakuje mi tez pieniędzy, gdyż w dłuższe wolne od szkoły jeździłam za granicę do pracy i kupiłam sobie wszystko, co sobie zażyczyłam. Jeszcze dwa lata temu, kiedy uważałam, że jak kupię sobie wymarzony komputer to moje przygnębienie zniknie. Teraz chociaż wiem, iż pieniądze szczęścia nie dają, ale nie jestem w stanie odkryć, co sprawiłoby, że czułabym się lepiej. Nie potrafię się niczym zainteresować. Mam dosyć pesymistyczne podejście do życia. Uważam, że wszystko jest takie marne. Wychodzę z domu do szkoły o godzinie szóstej rano, a wracam o ok. czwartej po południu. Lubie chodzić do szkoły, bo wtedy jestem czymś zajęta. Przebywanie w gronie innych ludzi sprawia, że jestem inną osobą. Lubie ich słuchać, zwłaszcza nauczycieli i przyjaciół. Generalnie wydaje mi się, ze jestem dosyć lubiana osoba. Mam dobre wyniki w nauce, mimo ze nie poświęcam na nią jakoś dużo czasu. Kiedy wracam do domu, czuje się jak zupełnie inna osoba, tak jakbym siebie nie znała. Nienawidzę wolnego czasu, staram się chodzić spac bardzo wcześnie, żeby tylko przyspieszyć czas. Jeszcze kilka lat temu nie lubiłam wychodzić z domu, tylko przykładowo grać w gry komputerowe, rysować itd. Teraz te wszystkie czynności są dla mnie takie męczące i w ogóle nieciekawe. Teraz jak wracam do domu, to głównie leżę, próbuje zająć się czymś na siłę, słychać muzyki i rozmyślać o jakiś wydarzeniach z przeszłości, bądź zamartwiać się moim stanem. Gdybym miała wymienić uczucia, które non stop mi towarzysza to jest to głównie bardzo duża obojętność, przygnębienie, przekonanie o tym, ze nigdy nie uda mi się z tego wyjść. Jestem niemal przekonana, iż moje życie zakończy się samobójstwem. Każdy dzień jest taki sam. Mówiąc w przenośni, ludzie mogą zmierzać w dół albo ku gorze, a ja.. czuje jakby miała jedynie przed sobą prostą linię. To tak jakby moje życie było grą, w której przeszłam główna fabułę i osiągnęłam prawie wszystko, ale wciąż muszę w nią grać, aż w pewnym momencie mam ochotę ją skasować. Obojętność, o której wcześniej wspomniałam sprawia, że jestem w dużym stopniu nieczuła. Nigdy się nie zakochałam, moje zdrowie fizyczne nie jest wystarczająco dobrym argumentem żeby przykładowo zrezygnować z elektrycznego papierosa. Ostatnio również sporo schudłam, bo dużo się ruszam, a mało jem, głównie z powodu, iż nie mam apetytu. Z perspektywy innych ludzi, którzy mnie otaczają, jestem jedyną osobą, którą można podejrzewać o jakieś zaburzenia psychiczne. Kilkukrotnie próbowałam komuś opowiedzieć o swoim stanie, ale jak tylko zaczynałam to odrazu rezygnowałam z myślą, ze przecież co może mi pomoc taki człowiek. Na okrągło wszędzie te same rady typu „zainteresuj się czymś! Życie jest piękne!”. Byłam raz u psychologa, jakiś rok temu, ale sporo naściemniałam, gdyż kiedy jestem w społeczeństwie nie potrafię opisać tego, co tak na prawdę mnie dołuje. Coraz bardziej godzę się z myślą, że mogłabym przetrwać z tym stanem, po prostu musiałabym tylko dalej żyć, a to kim zostanę, gdzie pójdę, to raczej obojetne, gdyż raczej nie będę miała problemu z załatwieniem sobie zawodu. W końcu ludzie nie muszą lubić swojej pracy, prawda? Wydaje mi się, ze grozi mi jedynie samobójstwo, bądź narkotyki, które przez chwile potrafią sprawić, iż wszystko staje się takie oddalone. Mam silną wolę, więc nie powinnam, jak to inni określają, zniszczyć sobie życie, dopóki mam wystarczająco dobry powód żeby tego nie robić. Tym powodem są chociażby rodzice, którzy załamaliby sie, gdyby stała mi się krzywda. Chciałabym po prostu, żeby bardziej mi zależało na życiu, pozbyć się tej przeklętej obojętności, a co za tym idzie, pragnę mieć lepsze powody, aby żyć dalej.
  15. Dzień dobry wszystkim! Może ktoś pomógłby mi wyjaśnić kilka rzeczy, ponieważ nie do końca je rozumiem. Na początku powiem troszkę o sobie. Powiedzmy,że moje imię utajnie,ale mam 17 lat za niedługo 18 . Chodzę do 2 technikum, raczej nie lubię swojej klasy ostatnio słabo idzie mi nauka, oczywiście zdam jednak stać mnie na lepsze oceny. Mam chłopaka, jestem z nim już prawie półtora roku, jest starszy o 3 lata. Praktycznie rzecz biorąc oboje sądzimy,że się naprawdę we wszystkim potrafimy dogadać zdarzają się kłótnie jak to zwykle w związkach bywa. Jednak po poprzednich związkach byłam bardzo uprzedzona. Bo nie minęła chwila i facet mnie zdradził. Tu było inaczej, non stop okey naparwde poczułam,że odżyłam po 2 letniej katordze. Mimo,że z tamtym byłam może 7 miesięcy męczył mnie i wiele dłużej.. Nie jestem typem osoby, która zmienia partnerów jak skarpetki. Od zawsze chciałam być dobrą partnerką, jestem bardzo wierna, niestety czasami zbyt zazdrosna przez poprzednie sytuacje. Jestem wrażliwa i pamiętliwa . Czasem zwykłe wyjście na pocztę, czy np . Do jakiegoś miejscach gdzie muszę się o coś spytać jak to zrobić sprawia mi ogromną trudność.. nawet na siłownię nie mogę pójść bo dostaje blokady po prostu choć bardzo chcę to nie potrafię. Od gimnazjum zaczął się problem ze stresem, chodziłam do pedagoga . Przez całe 3 lata i połowę 1 technikum prawie zawsze o poranku płakałam oczywiście żeby nikt nie widział. Miałam mdłości, trzęsłam się, obgryzałam paznokcie,aż w końcu potrafiłam popaść w taki umysłowy amok bo byłam zbyt bojaźliwa,żeby coś zrobić. Uprzedzam jakie kolwiek pytanie mój poprzedni związek wyrwał na mnie straszną presję.. chciałam być kochana lecz nie byłam, byłam zabawka, lecz nie chciałam być sama więc ja sama prosiłam żeby ta druga osoba została.. to był błąd.. bardzo duży.. zaczęłam palić i pić oczywiście tak,żeby nikt o tym nie wiedział nie chciałam nikogo martwić do teraz nie chcę,jednak wtedy moje myśli sprowadzały się już ku bardzo złemu, tak chodzi o samobójstwo . Przypominam, że nie jestem po prostu dzieciakiem. Mi zawsze zależy na ludziach, pomagam im . W wieku 12 lat byłam o wiele bardziej dojrzalsza niż reszta moich rówieśników i uważam,że jest tak dalej. Zastanawiam się nad przyszłością.. chcę mieć dom rodzinę pracę . I bardzo chce być dalej z moim chłopakiem i nic nie wskazuje na to że byśmy mieli się rozstać. Jednak jest pewne ale.. w sierpniu konkretniej sama końcówka, dowiedziałam się na szczęście od niego samego, że całował się z pewną Ukrainka która była na wymianie teatralnej. Nawet teraz gdy to piszę to się po prostu trzęsę. Nie wiem czy ze złości czy że smutku .. żalu.? Wybaczyłam mu to był ostatni raz kiedy wybaczam . Bo więcej nie zniosę. Do tej pory jest dobrze minęło sporo czasu od tamtego momentu jednak gdy się o tym dowiedziałam straciłam energię życiową, nie widziałam sensu bytu, wolałam się zamknąć i nie wychodzić z domu . Jedno słowo na ten temat nawet słowo "teatr" wywoływało u mnie odruchowy płacz, czułam się bezsilna.. znowu miałam mdłości i wymiotowałam, nie mogłam prawie jeść ani spać. Już nie mogłam później nawet płakać. Ale on się starał dalej.. pół roku późnej już jest lepiej ale ciągle gdy usłyszę tylko któreś te słowo lub przypomnę sobie o tym momentalnie robi mi się makabryczne zimno, nie trzęsą już mi się tylko ręce a całe ciało, aż mi nie pozwala chodzic. A gdzies w głębi tlumie płacz. Próbuje zapomnieć. Ale to wręcz nie możliwie. Nie wiem. Uczę się coraz gorzej, znowu łapie doła choć jest dobrze. Nie wiem czy coś mi jest czy to przejściowe.. powiedźcie co myślicie o tym. Pytajcie. Ja chętnie posłucham rad, bo sama z sobą nie daje już sobie rady. Przepraszamy za błędy jakiekolwiek ale już nawet nie mam siły tego poprawiać i nie nie szukam atencji chcę wiedzieć co mi jest... Albo co może być..
  16. Zacznijmy od tego ze mam 15 lat, i zupełnie nie wiem co mam robić. Moi rówieśnicy po szkole lub w weekendy cały czas sie ze sobą spotkają, a ja zupelnie nie mam na to ochoty, przychodze do domu zamykam sie w pokoju i zaczynam płakać, nie mam siły sie uczyć, nie mogę sie skupić, nie mam ochoty z nikim gadac ani pisać, czuje sie totalnie bezużyteczna i bezwartosciowa, miewam myśli samobójcze. Nie wiem czym jest to spowodowane bo z rodzicami stosunki mam bardzo dobre. W najbliższym czasie nie stało sie nic co mogło sie przyczynić do tego stanu. Moze powinnam isc do psychologa, nie wiem?
  17. Jak żyć skoro nic nie ma sensu? Mam 15 lat. Nie mam rodziców mama nie żyje a tata mnie zostawił jak byłam mała. Mieszkam z dziadkiem który ma już swoje lata. Nie jest to idealne życie ale jakoś daje radę a bardziej dawałam radę ostatnimi czasy nie mam ochoty na nic wszystko mnie męczy nie mam siły i nic mnie nie uszczęśliwia. Obwiniam się że to moja wina że moja mama nie żyje ale jednak to wątroba jej wysiadła ale obwiniam że jej nie pomogłam jeszcze bardziej. Czuję że to również moja wina że mnie tata zostawił bo nie chciał się takim bachorem niewychowanym jak ja opiekować bo kto by chciał. Mam ostatnimi czasy bardzo zaniżoną samoocenę, krytykuję się na każdym momencie. Miałam kilka myśl samobójczych i dwa razy chciałam to zrobić. Kiedyś się okaleczałam bo twierdziłam że będę czuła ból tych co ich zraniłam. Coraz częściej jestem smutna nawet bez powodu po prostu potrafię siedzieć słuchać muzyki czy coś robić i nagle jestem smutna czasami płacze całe noce bo nie wiem co jest ze mną nie tak. Udaje często kogoś kim nie jestem i mnie to chyba najbardziej wykańcza. Chcę pomóc innym ale sobie już nie potrafię. Inni są często ważniejsi dla mnie niż sama ja. Czuję się bardzo nie kochana i często nie umiem tego uczucia okazać bo czuję że nikt mnie tego nie nauczył jak kochać jak kochać samego siebie jak kochać innych. Jest mi bardzo źle wiem że to pewnie nic poważnego że sobie zmyślam ale z dnia na dzień mam wrażenie że jest coraz gorzej coraz częściej łapie te gorsze dni te dni w których mi się nic nie chce najchętniej bym leżała w łóżko i płakała. Proszę mi pomóc nie wiem co się ze mną dzieje
  18. Nazywam się Martyna, mam 16 lat. Nie wiem co się dzieje! Mam myśli samobójcze, nie widzę sensu życia i czuje się samotna. Moi rodzice prawie w ogóle ze mną nie rozmawiają. Każda rozmowa z moją mamą kończy się kłótnią, a mój tata pracuje albo pije prawie nigdy nie ma go w domu. Czuje się nie potrzebna ! Nie mam żadnych przyjaciół, a jak już mam to z czasem okazuje się że są oni fałszywi i wredni wobec mnie z każdej strony. Moja jedyna przyjaciółka z którą przyjaźniłam się o dziecka po rozwodzie swoich rodziców wyprowadziła się i od tego czasu nie mamy żadnego kontaktu. A każda próba kończy się niepowodzeniem. Straciłam zamiłowanie do muzyki i śpiewania co jest moją pasją , nauka też mi idzie gorzej. Proszę o pomoc nie daje sobie rady. Nie mam żadnej zaufanej osoby w życiu. Nawet sobie już nie ufam.
  19. Dzień dobry, bliska mi osoba (niepełnoletnia) od kilku lat zmaga się z różnymi problemami psychicznymi. Znamy się półtora roku. Przyjmuje leki antydepresyjne i przeciwstresowe oraz nasenne przepisane u psychiatry od około 3 tygodni. Ostatnio jej stan się pogarsza i występują odmienne stany emocjonalne, które potrafią zmieniać się kilka razy dziennie. Pomiędzy stanem przybicia i niechęci do życia (nawet myśli samobójczych i samookaleczania), a stanem euforii osoba zachowuje się "normalnie". Występują głosy- męski, który namawia do samookaleczania i damski, który jest przeciwny. Oprócz tego krzyki, które nie chcą się uciszyć. Kontakt z tą osobą jest bardzo utrudniony, ponieważ zazwyczaj nie pamięta, co się działo w poprzednim stanie. Ma urojenia np. mówi o padającym deszczu, gdy niebo jest czyste. Potrafi zgasić światło i dosłownie sekundę później spytać, kto to światło zgasił. Wczoraj zadzwoniłem na 112, przyjechała policja i zespół ratowniczy, który z nią rozmawiał. Przez 2 godziny (potem poszliśmy spać) był spokój i nie występowały żadne objawy. Najbardziej martwią mnie te stany, które zmieniają się bardzo szybko i głosy namawiające do złych rzeczy oraz to, że nie pamięta wydarzeń z poprzedniego stanu (np. powiedziała mi, że okaleczyła się i pokazała rękę, a potem mówiła że nic nie zrobiła i że to NIE ONA. Proszę o pomoc, bo już nie wiem co robić. W tym tygodniu ta osoba powinna mieć kolejną wizytę u psychiatry. Boję się zostawiać ją samą, ale mieszkamy daleko od siebie i nie mamy możliwości spotkania się. Co robić?
×
×
  • Dodaj nową pozycję...