Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

4paula90

Użytkownik
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Reputacja

0 Neutralna

Personal Information

  • Płeć
    Kobieta
  • Miasto
    Lublin
  1. Witam. Będzie długo, ale proszę o pomoc! Zacznę od podstawowych informacji. Od kilku lat mam strwiedzone PCOS, w związku z tym przez te lata brałam tabletki anty, z przerwami 4-6 miesięcznymi. Brałam je głównie po to, żeby mieć wkońcu regularne cykle, ale też dzięki nim podobno miały zmiejszać się moje torbiele (czego na usg nidgy nie zauważyłam). O zabezpieczenie przed ciąża nie dbałam, bo każdy lekarz twierdził, że prawdopodobnie w każdym cyklu nie mam owulacji. Dodatkowo praktycznie brak u mnie progesteronu, czasami dochodziło do 0. Ale do sedna... Kiedy w połowie czerwca, jakies 5-6tyg temu dostałam okresu, stwierdziłam, że nie kupuję już więcej tabletek anty i spróbujemy z mężem zajść w ciążę. Od razu po okresie poszłam do gin, p. dr powiedziała, że to świetny czas, że w tym cyklu lub następnym powinno się udać, bo odstawiłam leki i żeby próbować. Tak czy inaczej uświadomiła mnie, że jeśli się nie uda teraz, to może to trwać nawet rok. Przepisała mi metformax (który brałam też rok temu przez krótki czas), infolik - dla kobiet z PCOS i oczywiście luteinę. Miałam ją brać od 14 do 24 dnia cyklu, a potem wiadomo - okres, no chyba, że będzie ciąża. Dodam, że luteinę brałam wiele razy, żeby dostać normalnie okresu, zawsze kiedy odstawiałam tabletki anty. Wtedy okres pojawiał się po jakichś 4-5 dniach, zawsze! Niestety dziś mija 15 dnień od ostawienia luteiny, okresu nie ma. Jestem bardzo zaskoczona, bo nigdy nie byłam w takiej sytuacji. To nie wszystko... Po pierwszych kilku dniach zrobiłam test... wiadomo jedna kreska. Potem powtórzyłam - to samo. 1,5 tyg temu nagle dostałam starsznych skurczów brzucha, a dokładnie macicy i jajników, głównie lewego. Pojawiły się kilka razy w ciągu dnia. Myślałam, ze to przed okresem, ale ja nigdy nie miałam żadnego bólu przedmiesiączkowego, może jak byłam dużo młodsza to czasem zdażyło się, że bolał mnie trochę brzuch 2 dnia okresu, ale to tyle. Od tamtej pory te skurcze mam codziennie, kilka razy, trwają 5-10 sekund, są tak silne, że od razu odruchowo schylam si, albo kucam, nie mogę się wyprostować z bólu, zagryzam zęby i czekam aż się skończy. Do tego boli mnie też odcinek lędźwiowy - nie wiem czy to ma związek. Na początku pomysłałam, że może jestem w ciąży, dźwignęłam coś ciężkiego i stąd te skurcze. Tym bardziej, że był to czas kiedy bardzo bolały mnie sutki, były nadwrażliwe. Po 3 dniach poszłam na hcg, wynik 0,1 :( No i zaskoczenie. Troche rozczarowanie, wiadomo, ale jeszcze bardziej zaczęłam się martwić. Wiem, że u niektórych dziewczyn okres po luteinie pojawia się nawet 20 dni po odstawiniu, ale ja nigdy tak nie miałam, zawsze był po 4-5 dniach. Najbardziej chodzi mi o te skurcze... Przychodzą mi do głowy różne rzeczy, może ciąża pozamaciczna - choć wiem, że hcg by wykazało, może jakaś torbiel mi pękła czy zrobił mi się jakiś guz. Moja gin ma urlop, ja sama wyjeżdżam za 5 dni, więc narazie wizyta odpada. Proszę też nie pisać mi, że to bóle przedmiesiączkowe, bo ja naprawdę nigdy takich nie miałam, a tym bardziej nie wierzę, że pojawiają się 2 tyg przed okresem... Czy ktoś był w podobnej sytuacji? Może powtórzyć hcg? Choć wydaje mi się, że już wtedy by wykazało - robiłam w 34 dniu cyklu.
  2. On ze wszystkiego świetnie sobie zdaje sprawę. A jego zachowanie myślę, że nie jest spowodowane tym, że boi się, że go zostawie, bo ja wiem, że on jest pewnien, że tak się nie stanie, bardziej chodzi tutaj o ogólną opinię o nim, gdyby "nie daj boże" ktoś się dowiedział... On jest takim typem człowieka, który lubi i chce zawsze być tym najlepszym, najfajnieszym, poprzez swoje zachowanie, ogólnie charakter, pracę, jakieś osiągnięcia, a nawet poprzez głupie żarty czy sposób prowadzenia rozmów w towarzystwie. To wszystko jest dla niego bardzo ważne. Napiszę na przykładzie pracy... pracuje w znanej wszystkim Polakom firmie, mającej jakiś prestiż, praca nie należy do najłatwiejszych, bo comiesięczna pensja zależy od prowizji czy premii za podpisane umowy. Średnio zarabia powiedzmy 2,5 tys, czasem jest tak, że nawet 4 tys, a np przez ostatnie 2 miesiące pensja wynosiła 400zł. Mimo tego na dniach właśnie został bardzo wyróżniony w pracy, zajął I miejsce w konkretnej dziedzinie na szczeblu oddziału wojewódzkiego.Wiadomo jest to dla niego wielka duma, dla mnie też wiadomo, ale wszyscy znajomi sądzili zawsze i sądzą zresztą nadal, że on zarabia duże pieniądze co miesiąc, a to nie prawda, do tego teraz to wyróżnienie... nikt nie wie jak jest teraz naprawde, a on za wszelką cenę robi wszystko, żeby wszyscy cały czas myśleli na jakim to on poziomie nie żyje i jaki jest świetny w tym co robi. Poprzez swoje zachowania, styl ubierania, a nawet wrodzoną arogancję, albo czasem aroganckie "teksty" chce wszystkich w ich domysłach utwierdzać. Jest takim typem człowieka, który nie znosi nawet najmniejszej krytyki, nie potrafi sobie z nią poradzić, np. kiedy w pracy był teraz słaby okres i mówiłam mu w trakcie rozmowy na ten temat, że to taki czas, może za 2 mies będzie lepiej, ale musimy zdawać sobie sprawę, że w sytuacji w jakiej teraz jesteśmy (kupiliśmy mieszkanie) nie możemy sobie pozwolić na takie zarobki, więc jeśli przez (powiedzmy) pół roku znacznie się nie poprawi to trzeba będzie szukać jakiegoś wyjścia, może innej albo dodatkowej pracy. Nie miałam nic złego na myśli, no ale jedyne co od niego usłyszałam to to, że w niego nie wierzę, nie wspieram go i rzucam mu tylko kłody pod nogi, a on jest beznadziejny. No rozumiem z jednej strony, że mógł przez to tak pomyśleć, że za mało go wspieram, ale przecież nie mogę mu ciągle mówić, nie martw się zarobiłeś w tym miesiącu 350zł, ale jakoś to będzie, może wkońcu się polepszy... przecież on nie ma 8 lat i to nie była "dwójka" z dyktanda! On po prostu nie radzi sobie chyba z jakimikolwiek negatywnymi słowami. Zawsze musi być tylko chwalony i doceniany. Ma trudny charakter, można nawet sądzić, że jest cholerykiem, a napewno ma coś z dyktatora czy despoty, bo zawsze musi być tak jak on chce, do tego stopnia, że kiedy w czymś mu się sprzeciwiam to robi takie miny i tak się zachowuje jakby miał zaraz skakać ze złości i tupać jak dziecko. Być może właśnie dlatego też przyjmuje taką, a nie inną postawę w stosunku do swojej choroby. Wcześniej nie chciał nawet o tym wspominać, później delikatnymi podchodami wyciągałam z niego po trochu co o tym sądzi, czy jest tego świadomy, czy zdaje sobie sprawę, że to może być niebezpieczne. Tak czy inaczej wiem, że jeśli ja tego nie załatwię, nie zainteresuję się tym jak trzeba i nie wezmę tego po prostu w swoje ręce, to on napewno nic z tym nie zrobi.
  3. Tak też zrobię. Dzięki dziewczyny za rady. Napewno pójdę do psychiatry i porozmawiam z nim, opiszę mu całą sytuację, może na przykładzie moich opisów spróbuje postawić jakąś diagnozę. Zresztą ta diagnoza musiałaby opierać się i tak na moich opowiadaniach, bo sam chory pewnie nie opisałby tego tak jak trzeba, przecież twierdzi, że większość rzeczy, które "robi" to moje wyolbrzymianie. Niestety wizyty domowej raczej nie da się załatwić :)
  4. Wielkie dzięki. Wszystko jakoś mi się rozjaśniło. Już wiem, w którym kierunku iść. Napewno pójdę do psychologa albo do psychiatry, powiem mu kiedy umówie wizytę i sam już podejmie decyzję, czy pójdzie ze mną czy nie. Może wkońcu zrobi mu się głupio i da za wygraną. Gorzej będzie z terapią... Muszę wiedzieć z kim i "z czym" będę żyła całe życie.
  5. Właśnie wcześniej nie działo się nic podobnego. Jesteśmy ze sobą już 8 lat, nigdy nie miał problemów ze zdrowiem. U niego w rodzinie też nie ma żadnych chorób oprócz osteoporozy i innych problemów z kręgosłupem, nic bardzo poważnego. Od dziecka jego rodzice są w separacji, więc wychowywał się już w takiej sytuacji, jest to dla niego normalna sprawa i nie ma wpływu na jego zachowanie czy uczucia, bo zawsze to akceptował i nic ważnego nie wydarzyło się w jego życiu, a przynajmniej przez ostatnie 10 lat... na początku myślałam, że może to być spowodowane jakimś szokiem, ale też odpada. Ze wszelkich opisów nerwicy natręctw nic mi sie pasuje, te zachowania są inne i nie tyczą się konkretnych stałych rzeczy, tylko czego popadnie w danym momencie. Chyba naprawdę sama wybiorę się do jakiegoś psychologa. Moje prośby na nic się nie zdają. Próbowałam już na wiele sposobów. Mówiłam, że do dnia ślubu chce wiedzieć co mu dolega, mam do tego prawo, ale on za każdym razem mówi, że i tak do lekarza nie pójdzie i już :(
  6. Tak podejrzewałam. Czytałam trochę o tej nerwicy natręctw, ale wydaje mi się z opisów, że to nie to. Obstawiam jakiegoś guza. Uznałam, że powinien iść od razu do psychiatry, ale dla niego to jest jeszcze gorsze, wiadomo, jeszcze ktoś by go zobaczył... Nie potrafie go namówić, wyprosić u niego w żaden sposób, żeby poszedł do lekarza. Kiedy proszę mówi mi, że nie pójdzie i koniec.
  7. Witam. Mam poważny problem, tzn właściwie nie ja tylko mój mąż. Od jakichś 3 lat zauważam u niego dziwne zachowania. Ja sama nazywam je "tikami", ale to nie są tiki. Uczyłam się sporo psychologii na studiach, także klinicznej, dlatego sądziłam, że mogą to być stereotypie, ale teraz też zaczęłam to wykluczać. Zachowania te polegają na powtarzaniu jakichś, naprawde różnych czynności. Sęk w tym, że nie są to zawsze stałe ruchy. Na początku, jak to wszystko zaczęłam zauważać było to np. włączanie światła kilkając kilkakrotnie (4-5 razy włączając i wyłączając), zatrzymywanie się nagle np przy wieszaniu ręcznika na suszarkę na pranie potrafił powiesić i go stać przy nim trzymając za boki ręcznika nawet 3 minuty, normalnie zastygał. Były to też inne podobne czynności. Po jakimś czasie to zaczęło zanikać, i przez 2-3 miesiące w ogóle tego nie było. Później wróciło. Teraz, tzn od ostatniego roku bardzo się nasiliło, do tego stopnia, że ja już na codzień nie mogę z tym wytrzymać. W pewnym sensie bardzo mi to przeszkadza, a najbardziej chyba dlatego, że nie wiem co to jest, co się dzieje, boję się, że to może jakiś guz, który uciska mu nerw. Teraz powtarza prawie wszystko, zaczynając od włączania-wyłączania światła w pokoju - to jest już norma, włączania i wyłączania jakiejś strony w przeglądarce nawet po 10 razy, dotykania różnych rzeczy - kiedy niechcący przechodząc obok czy sięgając po coś obok dotknie szafki, albo otrze się ręką o brzeg czegoś czy o ścianę, on potrafi nawet wrócić się i kilka razy powtórzyć to otarcie. Jak idzie np do kuchni to potrafi wyjść z pokoju, zrobić 3 kroki, wrócić do pokoju, zapalić światło stanąć tam, a potem znów wyjść i pójść do kuchni - czyli powtarza całą sytuację. To jest nie do zniesienia momentami. W samochodzie nie potrafi już normalnie użyć kierunkowskazu - kiedy go włączą musi włączyć go kilka razy bardzo szybko. Ma też różne stałe dziwne zachowania, np. wchodząc do łazienki tylko po to, żeby "psiknąć" się perfumami zamyka za sobą drzwi na zamek, używa perfum i otwiera drzwi i wychodzi, czasem po tym jak wyjdzie robi krok do przodu, po czym wraca do łazienki, zamyka się spowrotem 2-3 razy i otwiera dopiero. Mogłabym tak długo przytaczać te różne sytuacje. Czasami zdaża mu się nawet powtarzać krótkie zwroty, np. pyta mnie "Co tam?" i powtarza to 2-3 razy, za każdym razem coraz ciszej, jakby udawał echo. Powtarzanie słów pojawiło się jakieś 6 mies temu, wcześniej tego nie miał. Wiele razy próbowałam z nim o tym rozmawiać, czasem delikatnie ale ostatnio już to jest nie dowytrzymania, robi to non stop, więc mówie mu wprost w trakcie jakiejś "jego czynności", żeby natychmiast przestał. Zawsze przerywam mu to, albo nawet krzycze w nerwach kiedy np przechodzi obok mnie i dotknie mnie niechcący ręką, potem wraca po sekundzie i potawrza, prosze go, żeby tylko nie robił "tego" na mnie. Prosiłam go, żeby poszedł do lekarza, do psychologa, psychiatry albo neurologa. Tłumacze mu, że to może być niebezpieczne, że boje się najnormalniej w świecie o niego, bo to jakaś choroba, ale on jest uparty. Zagroziłam mu wiele razy, np. tym, że odejde albo, że nie pójde więcej do swojego lekarza (mam problemy ginekologiczne od 2 lat się leczę), bo skoro on ma takie podejście to i ja. On cały czas wie co dzieje się ze mną, z moim zdrowiem, bo to naturalne, ale ja nie mam prawa wiedzieć co jest z nim. Rozumiem, że może się tego wstydzić, ale ja cały czas przy nim jestem i będę, pójdę z nim do lekarza, ale on twierdzi, że panuje nad tym co robi i, że jeśli będzie chciał to może tego nie robić, ale przecież to kłamstwo. W momencie kiedy to robi jest tak jakby nieobecny, zazwyczaj patrzy wtedy w podłogę, zastyga, jakby był myślami gdzieś daleko. Do tego kiedy jest zdenerwowany powtarza jakąś czynność więcej razy, a kiedy wypije alkohol powtarza prawie każdą czynność, cały czas. Proszę o radę co to może być za choroba, do jakiego lekarza się udać. Jestem już bezsilna i naprawde tym zmęczona. Piszę, że to mój mąż, bo tak jest łatwiej, ale ślub bierzemy dopiero za 5 miesięcy. Kupiliśmy własnie mieszkanie, do tego ślub, planujemy dziecko... boje się, że to coś poważnego, że jeśli nie zacznie terapii czy leczenia stracę go szybciej niż myślę... Zresztą wychodząc za niego za mąż mam prawo wiedzieć wszystko o jego chorobach, przecież będziemy mieć dzieci! Nie wiem jak wyprosić, żeby wkońcu poszedł do lekarza. Prosząc go, żeby zrobił to dla mnie, dla naszych dzieci na przyszłość to nie działa. Pomocy!
  8. 4paula90

    Puchnące stopy

    No właśnie babcia, mama i brat również mają chore nerki. Jak tylko dowiedziałam się o bracie, robiłam dokładne prześwietlenie nerek, 2-3 lata temu, wszystko było w najlepszym porządku. Siostra (20 lat młodsza :) ) też miała robione podobne badanie niedawno i też jest zdrowa. 14.02 idę do mojej p. ginekolog i przy okazji powiem jej o tym... może przy okazji badań zleci jakieś dodatkowe, albo jakoś sprawdzi czy to może moje tabletki tak na mnie wpływają, ewentualnie skieruje mnie do innego lekarza. Już na jesieni, kiedy właśnie te nogi tak najbardziej puchły i mogłam chodzic tylko w balerinach, wydawało mi się, że to może jakieś problemy z krążeniem, bo przy tym zawsze słabo się czuje i ogólnie na codzień mam bardzo bardzo zimne dłonie i stopy, a przy zmianie pogody czy nagłej zmianie temperatury głowa mi pęka i prawie mdleje tak mi słabo. Dzięki! :)
  9. 4paula90

    Puchnące stopy

    Witam. Od mniej więcej 2 lat mam poważne problemy z puchnącymi stopami. Od niedawna zaczynam zastanawiac się czy nie mają na to wpływu tabletki antykoncepcyjne... Od początku... Od zawsze miałam problem z puchnącymi dłońmi i stopami, ale było to znośne i w miarę normalne, tym bardziej, że pojawiało się w wakacje - mam problem ze znoszeniem wyższych temperatur, siedzę w domu do późnego popołudnia, bo na dworze źle się czuje no i "puchnę". 2 lata temu, dokładnie w lutym, na balu zdjęłam buty, wysokie, pełne szpilki, żeby wygodniej było tańczyc, niestety nie mogłam ich już założyc. Po kilku minutach "mocowania" się z nimi jakoś je wcisnęłam, ledwo doszłam do taksówki, a potem "jak na szczudłach" weszłam do mieszkania. Przy zdjemowaniu butów płakałam z bólu. W tym czasie brałam od ok. pół roku tabletki antyk. 2 mies później przerwałam. Niestety od tamtej pory już na stałe pozostał problem z zakładaniem pełnych butów. Najgorzej jest na wiosnę i jesień, kiedy wiadomo, że zakłada się pełne pantofle, szpilki itp. Ja niestety mogę wytrzymac jedynie w balerinach, choc i te czasem obcierają. Problem polega na tym, że kiedy założe pantofle chociaż na lekkiej koturnie wytrzymuje w nich max godzinę, a potem zaczyna sie kryzys... noga nie mieści mi się w bucie, a w związku z tym, że wiem, że później go nie dam rady włożyc, nie mogę go zdjąc. Noga zaczyna mi drętwiec cała, wkońcu nie mogę nawet iśc, ponieśc nogi. Po prostu stopa rośnie o kilka rozmiarów. Zawsze muszę nosic baleriny w torebce, żeby w takim krytycznym momencie jakoś się wyratowac. Tylko, że wiadomo, że chciałabym też jakoś wyglądac, nie po to kupuję pantofle, żeby leżały w szafie. Od 2 lat kupuje już tylko skórzane buty, licząc, że w takich momentach trochę sie "rozejdą" i dopasują do stopy - nic z tego. Za każdym razem to samo. Najgorsze są wesela i tego typu imprezy, kiedy wiadomo, że trzeba założyc szpilki. Ostatnio wytrzymałam do połowy ślubu, potem musiałam siedziec ze zdjętymi butami, żeby trochę odpoczęły, a potem znów walczyc. Na szczęście nauczona doświadczeniami kupiłam buty z odkrytą piętą i regulowanym paskiem z tyłu, który na bierząco "przesuwałam" o jedno oczko, w miarę jak stopa puchła. Nie na długo jednak wystarczyło... Niedługo zacznie się wiosna, pantofle... chciałabym normalnie je założyc, wyglądac ładnie i wyjśc z domu do pracy, czy na miasto tak jak każda kobieta. Acha... od roku biorę znów tabletki antyk., prawdopodobnie w przyszłym tygodniu zacznę przerwę. Dodam jeszcze, że w zimie nie mam takich problemów, chyba z tego względu, że buty choc są pełne, nie przylegają całkowicie do stopy, więc kiedy puchnie, ma jeszcze trochę "zapasu" w bucie. Czy to puchnięcie może byc spowodowane tabletkami antyk.? Jakie ewentualnie badania powinnam wykonac? Za 2 tygodnie ide na badania hormonów i krwi - mam zespół policystycznych jajników, leczę się od roku, badania teraz mają wykazac czy zaszła jakaś poprawa. Czy z tych badań mogę dowiedziec się tez czegoś co mogłoby łączyc sie z tymi opuchliznami? Moja mama i brat cierpią na nadciśnienie, czy i ja mogę "to miec" - nigdy nie badałam się pod tym kątem. Proszę o jakąkolwiek pomoc, poradę. Będę bardzo wdzięczna.
  10. Bardzo dziękuję za odpowiedź. Jestem już trochę spokojniejsza:) Mam wrażenie, że przez ten "świąteczny weekend" to co pojawiło mi się przy wejściu do pochwy trochę zmalało. Po lewej stronie są jest już tak jakby lekko wyczuwalna wysypka a po prawej "małe kuleczki". Cytologię robiłam w lutym ostatnio, p. doktor powiedziała, że jest wszystko w porządku. Tylko przy ostatnim USG (31.10) p. doktor stwierdził, że coś jest nie tak z szyjką (widzi dziwną plamkę, która ma jakby inny kolor wg niego - ja nie za bardzo rozumiem o co chodzi) i mam się zgłosic jeszcze pod koniec listopada. Chciałabym jeszcze w takim razie zapytac jak będzie wyglądało leczenie, jeśli okaże się, że mam to mniej poważne stadium? I w jaki sposób (jakie badanie) może przebadac się mój narzeczony, żeby sprawdzic czy też nie jest zakażony? Wcześniej (od kilku dni już nie) skarżył się na swędzenie na górze członka (na końcu napletka), wydawało mi się, że ma drobną białą wysypkę, ale twierdził, że to normalna skóra. Wydaje mi się, że jest tam zaczerwieniony, tak jakby obtarty. Tak czy inaczej, chociażby "w razie czego" chciałabym, żeby zrobił jakieś badanie. Wiem, że istnieje jedno, w mojej przychodzi kosztuje 180 zł, dlatego chciałabym wiedziec, czy można zbadac się jakoś inaczej (wiadomo - taniej). Z góry dziękuję za pomoc. Paulina
  11. Od ok. miesiąca mam "dziwną" wysypkę/krostki przy samym wejściu do pochwy (po bokach i na dole). Na początku były też bardziej na wierzchu, myślałam, że to opryszczki, stosowałam Pimafucort, bo akurat miałam w domu i po niedługim czasie te na wierzchu znikły, niestety te głębiej już nie. Tydzień temu byłam u mojej p. ginekolog (rok temu zdiagnozowała u mnie policystyczne jajniki oraz brak progesteronu - od tamtej pory biore hormony, od dłużego czasu antykoncepcję), która na początku sama nie wiedziała, co to może byc. Wykluczyła opryszkę. Na początku to mnie bardzo bolało przy stosunku, ogólnie bardzo piekło i często swędziało. Pani doktor zapisała mi globulki, nie pamiętam nazwy (bardzo duże kulki lekko owalne, kolor ciemnożółty) oraz antybiotyk (po konsulatcji z moim lekarzem od USG, który jeszcze wtedy przy badaniu zrobił mi USG skupiając się tylko na szyjce macicy i stwierdził, że coś jest nie tak - mam zgłosic się na USG jeszcze raz, teraz po okresie). Do tego nadal miałam stosowac Pimafucort. Brałam to 5 dni, i jeśli by nie przeszło miałam się zgłosic (po 6 dniach) spowrotem. I tak też zrobiłam. Niestety te "kroski" zostały. W tą środę byłam u p. doktor kolejny raz, zbadała mnie oraz pan doktor od USG (małżeństwo, przyjmują w tych samych godzinach), stwierdzili, że prawdopodobnie są to kłykciny kończyste, ale słyszałam jak mówili między sobą, że to chyba HPV. Zlecili mi badanie o nazwie "vulvoskopia" u innej p. doktor, która się w tym specjalizuje i robi takie badania na codzień. Niestety mam problem, bo z tego co sama się dowiedziałam, ta p. doktor robi jedynie kolposkopię (tak jest napisane przy rejestracji internetowej, przy wyborze badań). Dzwoniłam dziś do recepcji po poradę, pani powiedziała mi to samo. Tak czy inaczej, zwolniło się miejsce na za tydzień (tj. 7.11), następne było 28.11, więc się zapisałam. Nie wiem czy dobrze zrobiłam. Czytała sporo na ten temat przez te 3 dni, wiem, że vulvoskopia to odmiana kolposkopii, tylko, że skupia się na badaniu odbytu pod kątem HPV. Proszę o radę, czy dobrze zrobiłam zapisując się na kolposkopię. Niestety nie mam kontaktu do mojej p. doktor więc nie mogę się jeszcze raz skonsultowac, a ona przyjmuje dopiero 8.11, więc już będzie po fakcie... Nie chce też, żeby okazało się, że poszłam na to badanie bez sensu, bo kosztuje razem z konsultacją 180zł, a jestem jeszcze studentką, w tej chwili nie pracuję, więc jest to dla mnie i tak spory problem. Czy jeśli mam HPV, to jest duże prawdopodobieństwo, że w moim przypadku to może byc rak...? Czy jest jakiś rodzaj badań, który mógłby wykonac mój narzeczony, żebyśmy mogli sprawdzic, czy nie jest zarażony? Bardzo się o niego martwię. Proszę o szybką pomoc.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...