Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Gocha

Użytkownik
  • Zawartość

    5
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutralna

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Gocha

    Odeszłam od męża

    To prawda w dzieciństwie byłam Nie kochana, wiecznie do niczego się nie nadawałam praca na stanowiskach też słyszałam że jestem do niczego od własnej matki do tej pory ona ma prawie 80 lat wysłuchuje czy powiedziałam dzień dobry wujkowi itd. To chore wiem, ale nwm ile moja mama jeszcze pożyje nie mogę zerwać z nią kontaktu. Ale fakt faktem zawsze żyłami pod ludzi i dlatego ciężko mi zerwać z nim kontakt dalej się poniżam i próbuje mu tłumaczyć że to nie moja wina. Jestem chora na głowę bo powinnam mieć spokój po co mi to było mogłam dalej siedzieć z nim w tym domu a tymczasem próbuje go zmienić na odległość i się tłumaczyć. A przecież z jakiegoś powodu dosłownie uciekłam po tylu latach a dalej żyje jego życiem
  2. Gocha

    Odeszłam od męża

    Kochani wiem że nie podejmiecie, za mnie decyzji. Myślałam że będzie mi łatwiej, ale widocznie potrzebuje czasu i tak zrobiłam duży krok i sama w to nie wierzę że jestem w tym punkcie. Wiem że to chore tęsknić za toksyną, wczoraj dzwonił ja jak zwykle odebrałam to dostało mi się że nie witam go z uśmiechem bo trupa to już miał w domu. Powoli dochodzi do mnie ze on nigdy się nie zmieni. A pomimo to robię takie błędy za to siebie nienawidzę a robię to dalej. Dziwi mnie fakt czemu się dalej tak poniżam. Z psychologiem przerabiam traumy, gdzie jak wychodzę z gabinetu to jestem podbudowana, Wielka gotowa iść w świat a za chwilę znowu gasne
  3. Kochani jakiś czas temu pisałam że chce odejść od toksyka. Udało mi się od miesiąca jestem na wynajmowanym mieszkaniu. Myślałam że będzie mi lepiej a jest gorzej psychicznie chodzę na terapię przepracować traumy do końca. To co mi zrobił z psychika nie da się opisać takie pranie mózgu, poniżanie itd. Nie było przemocy fizycznej tylko psychiczna. Zrobiłam to po 30 latach ale jestem uzależniona od niego, i to muszę przepracować. On nie rozumie dlaczego to zrobiłam i uciekłam jak złodziej tak właśnie zrobiłam po 30 latach bo nie dało się z nim rozmawiać. Wiem że to chore ale nadal próbuje mu tłumaczyć dlaczego on nic nie rozumie, pocieszam go ze musze odpocząć od niego on mnie straszy samobójstwem, na początku mu to pasowało bo robił co chciał, a teraz znowu uderza w moja stronę nie potrafię mu postawić granic ani go zablokować stąd też kontynuuje terapię, dalej jestem miła dla niego i traktuje jakby miał zaraz wrócić z pracy, proszę pomóżcie mi bo jeszcze wrócę do niego. Kobiety które przeszły to z toksykiem, narcyzem, psychopata wiedzą o czym pisze i wiem że są takie co żałują powrotu. Tacy ludzie sie nie zmieniaja ale bardzo mnie ciągnie do niego, pomóżcie
  4. Witam serdecznie, mam szczerze dosyć zakłamanej teściowej. To manipulantka a ja nie mam siły już się wszystkim tłumaczyć. Przeszłam z nią wiele, znam ją kupę lat. Jakieś parę lat temu zaczęłam się odsuwać od niej, ale nie da się. Byłam dla niej dobrą synową ale weszła do rodziny nowa synowa i się zaczęło. Obie znalazły główny temat czyli ja. Plotki straszne na mój temat za dużo by pisać. Przestałam ją odwiedzać, moja córka również która ma już 18 lat widziała traktowanie mnie i jej samej i nie chce tam jeździć. Córka była potrzebna jej do sprzątania dwa razy w roku przed świętami. Wszystko obróciło się przeciw mnie, że ją nastawiłam itd. Po urodzeniu dziecka przez druga synową nagle przypomniała sobie o mnie bo tamtą już nie ma dla niej tyle czasu no i się zaczęło, że jestem niewdzięczna, sieje zawiść w rodzinie nwm dlaczego skoro tam nie jeżdżę, że ona mi dzieci wychowała, z przedszkola odbierała a ja jej nie odwiedzam nie sprzątam nie robię zakupów. Zrobiła z siebie ofiarę, że jest stara sama i że gdyby nie ta druga to by przy mnie zdechła. Nigdy mi nie odbierała dzieci z przedszkola ani mi nie pomagała nawet upoważnienie nie miała w przedszkolu. Zawsze moje dzieci to były bachory itd zrobiła że mnie nie wiadomo co chodzi po ludziach i kłamie. Zadzwoniłam do niej dlaczego tak robi. Jezu ona jest jak psychicznie chora na moim punkcie nie da się rozmawiać z nią przeklina i wyje i wierzy w to co mówi. Ona ma dopiero 65 lat. Ludzie którzy ją dobrze znają to wiedzą jaka ona jest nie da się z nią rozmawiać bo przerywa klnie ponieważ nie ma argumentów zagłusza krzykiem prawdę. Jej syna lek jest za nią i swoją rodziną nawet mnie w święta z córką zostawił i tam pojechał, ale to już nieważne ponieważ odchodzę od niego i to odrębny temam. Ale nie mogę zrozumieć dlaczego tak, dlaczego ona tak kłamie w żywe oczy i wierzy w to co mówi mało tego życzy mi źle i mnie przeklina dlaczego co mam zrobić ludzie wiadomo ci którzy mnie nie znają to jej wierzą natomiast ci co jaą i mnie znają to tylko mi współczują. Jak ja mam się zachować. Mówiłam jej że ja już nie muszę nic udowadniać a ona ze ja się wywyższam i pokazuje kim jestem. Ona to toksyk nie da się z nią. Stosuje normalnie wobec mnie odwrócona psychologię, manipuluje placze, że umiera itd a za chwilę idzie do pracy bo jeszcze pracuje. Ja naprawdę mam dosyć boję się że jak odejdę od jej syna który jest jeszcze gorzej chory niż ona wykorzysta to przeciw mnie w sądzie. Syn jej a mój mąż wykańcza nie psychicznie chodzę do psychologa ale ten kazał mi uciekać jak najdalej ponieważ w sądzie psychiczne gnębienie jest ciężko do udowodnienia bez świadków. Córka by zeznała ale tam jest cała rodzina z nią na czele przeciw mnie co robić....
  5. Witam serdecznie. Mam problem ze sobą jestem w związku od 25 lat. Zaznaczę na początku że chodzę na terapię, mam stwierdzone silne współuzależnienie tzw syndrom Sztokholmski. Na codzień skrywam się pod maską, ale jestem psychicznym wrakiem człowieka. Mój mąż typowy narcyz i toksyk. Dowiedziałam się kilka lat temu. Przez wiele lat zylam jako poddana mu i myślałam że tak trzeba. Moje życie można by było opisać w tomach i to nwm czy by starczyło. Poniżanie mnie, robienie pranie mózgu, wmawianie mi różnych rzeczy np umyłam podłogę a on twierdzi że to on wiele innych nie do uwierzenia rzeczy. Jestem jak zaprogramowany pilot pod każdą cyfrą robię coś innego. Kanapki mu do pracy, obiad, itd nie mam swojego życia ani znajomych. Wszystko jest na mojej głowie, nawet palenie w piecu. Oczywiście opał przyniesie i zostawi. Nie ma mnie w tym życiu wogole. Pochodzę z domu bez miłości dlatego przełożyło się to na moje życie. Mam jedno prawie dorosłe dziecko, które też po czasie otworzyło mi oczy że z nim jest coś nie tak. Jeszcze kiedyś wydzwanialam za nim gdzie się podziewa z kolegami bo oni najważniejsi.Kończyło się to zawsze awanturą i wyzwiska i. On ma 50 lat i zachowuje się jak nastolatek nawet na obiad po niego dzwonię. Obarcza mnie i się usprawiedliwia ze to wszystko moja wina. Przestałam go wypytywać gdzie wychodzi nie ma kochanki bo wiecznie brudny z piwnicy i wypity po to żeby mieć spokój i bez awantur. Zrobiłam się jak szara myszka bez własnego zdania. Ponieważ nie idzie z nim rozmawiać bo znowu awantura. Postanowiłam to zmienić znalazłam tanie mieszkanie do którego chce uciec i nauczyć się na nowo żyć. Byłam już je oglądać mam się przeprowadzić za miesiąc i tu pojawił się lęk. Strasznie się boję ja też mam 50 lat mogłabym go wyrzucić założyć niebieską kartę ponieważ dochodzi jeszcze przemoc psychiczna ale wiadomo ciężko to udowodnić bo dla wszystkich jest cudowny nawet nie mam wsparcia w nikim ani w rodzinie bo twierdzą że on taki pomocny i dobry i mnie oskarżają. Nie chcę tu zostać ponieważ i w budynku i obok jestem otoczona jego kolegami a i on żyć by mi nie dał tylko skomlał pod drzwiami a mam też super wrażliwą nastolatkę. Mam już swoje lata i nie mam siły walczyć kolejne lata na udowadnianie czegoś co jest dla mnie oczywiste. Natomiast chodzi o mój lęk że zostawiam cały dorobek zycia, że idę do gorszych warunków, na inne mnie nie stać i tu najgorsze że może on nie jest taki zły bo oddaje wypłatę, czasami poczęstuje mnie dobrym słowem i da kwiata. A później wiadomo wszystko wraca do normy. Boję się że go skrzywdzę, że on sobie nie poradzi albo że ja wrócę. Córce rzuci pieniędzmi i ona też ma taki dylemat ale później go nienawidzi ponieważ ani to mąż ani ojciec. Wiem że to chore co pisze ale chodzę na terapię psycholog mówi że skrylam się w skorupie i nadszedł czas żeby wyjść do normalnego życia i dlatego jest ten strach. Mam 50 lat nie 30 czy 40 i muszę zacząć od nowa. Proszę pomóżcie mi wyrwać się żebym nie zrezygnowała z tego mieszkania to moja szansa a ja jestem tchórz który boi się wyjść z tzw swojej strefy komforu. Znam go będzie mnie nachodzil w pracy, płakał przysyłał kwiaty a jak zmięknę. Pomocy
×
×
  • Dodaj nową pozycję...