Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

Dajredos

Użytkownik
  • Zawartość

    16
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutralna

Ostatnie wizyty

Blok z ostatnimi odwiedzającymi dany profil jest wyłączony i nie jest wyświetlany użytkownikom.

  1. Tak. To po namyśle głównie mną kierowało. Takie pogubienie swojej tożsamości w tym wszystkim. Po przeczytaniu Twojej wypowiedzi zastanowiłem się nad tym wszystkim. Mnie to po prostu przygniotło i potrzebowałem wyrzucić z siebie wiele spraw, które mi ciążyły. Odnaleźć siebie wśród rzeczy, które trzymałem w sobie. Tutaj to dojrzewanie najbardziej przykuło moją uwagę. Racja w 100%, czuję się jak dzieciak taki 16 letni a wokół wszyscy zakładają rodziny i przez to się gubię. To jest środek tego wszystkiego, moje własne miejsce. Jeśli mam być zgodny z własnym ja to nie mam takiego miejsca. Nie czuję go przynajmniej. Dlatego pewnie też tutaj napisałem, szukałem gdzieś osadzenia, pewności. Terapia. Nie wiem. Na razie chcę iść żeby zasięgnąć porady u specjalisty. Szukam też takiego usprawiedliwienia że ze mną jest dobrze i że to co czuję jest naturalne. Nie chcę być niemiły jednak dla mnie różnicą jest usłyszeć to od ludzi obcych, o których nic nie wiem a od psychologa, który się zajmuje człowiekiem. To będzie taki pierwszy krok dla mnie w walce o swoje miejsce. Muszę nad tym wszystkim pomyśleć i zadziałać, tak by znaleźć siebie i swoje miejsce.
  2. Może. Dzisiaj umówiłem się do psychologa, niestety tylko na poradę bo na przyszłe parę miesięcy nie ma miejsc. Muszę potem zobaczyć innego, który będzie miał wolne terminy. To może mi już trochę pomóc. Kurcze, jestem potwornie tym zaskoczony. Tak jak piszesz, przecież to nie jest zwykły przedmiot. Rozumiem jednak o co chodzi i nie dziwi mnie to. U mnie na tyle to jest rozwinięte że posiadam rzeczy od znajomych, z którymi nie gadałem nawet od 11 lat. To są rzeczy wspaniałe takie jak kartka na urodziny, kawałek tapety z cytatem napisanym przez znajomą (przy remoncie wyciąłem ten kawałem i schowałem). Wiem że mało kto zwraca na takie rzeczy uwagę, jestem tego świadom jednak myślałem że każdy ma przedmioty dla niego bardzo ważne. Po zastanowieniu to naprawdę, są osoby dla których przedmioty to tylko rzeczy. Tak, tego jestem świadom i to udaje mi się zwalczać (nie w 100%) że związki dla mnie to coś zbyt wyidealizowanego. To wiem. Powiem szczerze że po napisaniu wiadomości odnośnie seksualności i przeczytaniu tego co napisaliście zacząłem nad tym pracować. To chyba mi idzie łatwiej bo są to potrzeby jednak, które wypierałem a mam. Człowiek jest mega skomplikowany, dlatego uwielbiam ludzi. Teraz tylko trzeba zacząć uwielbiać siebie.
  3. Prawda, ogólnie widzę że czasami ludzie mnie po prostu wykorzystują, coraz lepiej idzie mi też dbanie o swoje dobro a nie innych. Nauczyłem się odmawiać, nie we wszystkich sytuacjach. Wydaje mi się że u mnie to jest trochę bardziej skomplikowane. Nie patrzę za dziewczynami nieporadnymi życiowo, właśnie najbardziej przyciągają mnie dziewczyny żywe, ciągle coś robiące jednak zarazem takie laickie w sprawach intymnych i rzeczy dla mnie znajomych. Moja była jeździła konno, nawet nie wyobrażacie sobie jak mi to imponowało, jak ja to kochałem. Była typowa zosia samosia, wszystko sama, wszędzie było ją pełno, zarazem pytała o wszystko, czy to tam lepiej zrobić czy może tak, tak samo w sprawach intymnych. Ja w wiek 27 lat mam tylko z nią jakiekolwiek interakcje intymne dodatkowo dalej jestem prawiczkiem. To też może wpływać na moje postrzeganie kobiet, otwarcie boję się tego niedoświadczenia u siebie. Tak, wiem to jest powód dlaczego takie a nie inne dziewczyny mnie przyciągają. Dobre pytanie. Nie wiem. Nie miałem okazji spotkać w moim otoczeniu nikogo nadwydajnego. Nawet jeśli przypominam sobie znajomych, którzy mogą być nieświadomi to nie odnajduje nikogo takiego. A samemu trudno mi wyobrazić jak związek wygląda inaczej niż ja myślę. Chociaż przekonałem się że moje podejście jest dziecinne jak to usłyszałem. Wręczenie misia w wieku 22-23 lat jest uznawane za dziecinne (kompletnie nie rozumiem dlaczego) tak mi przedstawiła to była. Ogólnie jestem do związku nastawiony zbyt idealistycznie i jestem świadom że ona mogłaby mnie uznać za wampira energetycznego. Powodem tego była moja nieznajomość siebie i takie ciągle nie wiadomo co, co siedziało we mnie. Teraz wiem że to po prostu nadwydajność tak dawała mi się we znaki. Od zawsze związki były dla mnie ważne a w życiu byłem w jednym związku (który i tak by się rozpadł z powodu nadwydajności mojej) także nie mam absolutnie żadnego potwierdzenia. Miałem epizody bliskości z innymi ale nigdy to nie przerodziło się w związek. Słyszałem że nie jestem opiekuńczy (w kwestii niemożności zapewnienia stabilności i bezpieczeństwa - chyba finansowo) lub po prostu że nie nadaję się na partnera. Dlatego nastawiony byłem na to że po prostu jestem zbyt miękki bo z jednej strony byłem taki jak dziewczyny zawsze opisują, kochający, słuchający, cierpliwy, troskliwy. Jednak z drugiej strony zawsze zostałem sprowadzony jako pomoc w problemach i finalnie w doradztwie jak dziewczyna może z kimś być. To było wtedy wykorzystywanie i jestem tego świadom bo o ile przyjaciółce, z którą sam wiem że nie byłbym bo nie chciałem to dziewczynom, do których otwarcie pokazywałem że mi zależy (a może nie pokazywałem?) potem pomagałem kosztem siebie. To na szczęście się zmieniło.
  4. Muszę się do tego przyzwyczaić i zaakceptować wszystko, na razie widzę że gdybym nie był nadwydajny to bym był w związku, miałbym spokój i mógł ułożyć sobie życie. Także w chwili obecnej muszę zrozumieć że jestem jaki jestem i jest to dobre. Ta nauka na błędach w moim przypadku dotyczy kontaktów międzyludzkich. Tego że ufam od samego początku bo dla mnie to jest naturalny odruch i nie potrafię komuś nie zaufać. A potem wiadomo co się dzieje. Za to uznaję że tego że pomagam innym i staram się być jak najlepszym (w moim rozumowaniu) przyjacielem nie powinienem eliminować (nie ważne jakie są tego konsekwencje czasami). To jest coś co mnie odróżnia i przez to czuję się silny. To tyczy się też późniejszej Twojej wypowiedzi: Ja staram się wykorzystywać to wszystko jednak z powodu braku pewności siebie a nawet świadomości że przecież nie znam się tak jak ktoś inny odpuszczam i daję zrobić to innym po swojemu. Czasami mnie krew zalewa. Jest jeden mankament w tym wszystkim, jeśli muszę to jestem liderem i czuję się dobrze będąc odpowiedzialnym za grupę (dlatego dobrze mi się pracuje na świetlicy z dziećmi). Na studiach zostałem - jak to określiłem sam - samozwańczym starostą roku i grupy. To było cudowne że byłem za kogoś odpowiedzialny, że miałem pracę. Może to też mi utrudnia zawarcie związku? Trochę czuję się jakbym chciał mieć nie do końca partnerkę tylko córkę, którą się mogę opiekować i ją prowadzić jednak wiem że to jest złe porównanie w momencie kiedy zaczynam mówić o strefach intymnych. Nie umiem tego tak określić i też przez to czuję się jakbym był tyranem bo przyciąga mnie niedoświadczenie kobiet. To bazuje właśnie na tej potrzebie pomocy, która u mnie jest mega rozwinięta. W szkole średniej pomagałem znajomym (tylko dziewczynom) wyjść z trudnych chwil, od samookaleczania się po rozstania z chłopakami. Tak nadmienię że w czasach szkoły średniej miałem 2 znajomych męskich i 10 żeńskich (znajomych tutaj pojmuje jako osoby regularnie pojawiające się w moich relacjach).
  5. Witaj TakaJakaś7. Kompleksów mam bardzo dużo, nie potrafię nawet na luźno przypomnieć sobie dobrych chwil tylko przychodzą mi na myśl te złe. Masz rację w tym że czekam aż ktoś mnie wyciągnie, ciągle czuję potrzebę by ktoś mnie zrozumiał, jestem tego świadom jednak trudno mi nad tym zapanować. Na szczęście tą potrzebę zaspokajam rozmowami z innymi co przy regularnej możliwości rozmów pozwala mi się skupić na sobie, jednak nie jest to długotrwałe. Teraz wiem że to nie jest normalne, że powinienem sam być sobie partnerem jednak trudno od tak wszystko co dotychczas siedziało w głowie uciszyć i wyjść na prostkę. Staram się korzystać, ciągle wykorzystuje te metody. Nie wszystkie jestem w stanie bo np. nie potrafię sobie wyobrazić żadnej sytuacji w życiu, która byłaby dla mnie szczęśliwa (bez negatywnego wydźwięku obecnie) i mógłbym nią kanalizować emocje. Najtrudniej mi pokochać siebie, czasami wydaje mi się to nie osiągalne jednak chcę zawalczyć o siebie. Dziękuję że to przeczytałaś i podzieliłaś się tym co zauważyłaś. Dużo to dla mnie znaczy.
  6. Widzę, napisałem w przypływie chwili a potem patrzyłem co 5 minut na to i myślałem "po co to napisałem?" jednak pozwoliło mi to przekonać się że umiem. Taki mały krok naprzód. Jeśli rozmowa jest zaczęta to jest mi już łatwiej ale zacząć rozmowę muszę natchnieniem chwili, że tak to ujmę. Jestem na etapie wyboru psychologa. Zachęciła mnie jedna psycholog, blisko, cenowo na moją kieszeń i także z twarzy jest dla mnie w porządku. Teraz zrobić kolejny krok, zadzwonić w poniedziałek. Umówić się i przemóc strach przed tym co usłyszę po tym jak powiem o co mi chodzi. Tylko mam mega obawy bo tak naprawdę nie wiem od czego zacząć, o czym mówić. Myślę że dam radę. Najzabawniejsze jest to że jestem pedagogiem, pracuję na świetlicy, jestem mega komunikacyjny (jeśli ktoś ze mną zaczyna rozmowę) i potrafię z dzieciakami pracować a sam na sam czuję się jak małe dziecko nie wiedzące co w ogóle robi. Ważne że zaczynam dostrzegać swoje sukcesy, czy to ukończenie studiów czy też mały sukces w tresurze psa brata. Podnosi mnie to na duchu i czuję że idę w dobrą stronę.
  7. Na szczęście wiem. Interesuje się poniekąd tym jak funkcjonuje ludzki mózg, myślę o studiach psychologicznych dlatego znam niektóre mechanizmy jednak to często ogranicza bo widzę w sobie coś co mnie powstrzymuje i potem to tłumię. No tak, tutaj się zgodzę. Ja im książkę wysłałem nie w celu obarczania problemami tylko z powodu tego jaki jestem. Teraz widzę że tak naprawdę to może by interpretowane tak jak piszesz. Cóż, najwyżej będę musiał wysłuchać ich zdania krytycznego i to przetrawić (tak, boję się). I bardzo za to dziękuję że podejmujesz ze mną rozmowę. Tutaj plusem jest że potrafię mówić o wszystkim bo nie wiem czym miałbym się wstydzić. Tak naprawdę wstyd mi jest że w ogóle myślę że ktoś to czyta niż to co jest w tym zawarte. Z dnia na dzień tak naprawdę opanowuje powoli moje myśli. Szczęście w nieszczęściu że nieświadomie przepracowałem na studiach niektóre rzeczy, które teraz by też mnie przytłoczyły. Czasami mam wrażenie że sam to wszystko sobie wymyślam że jestem nadwydajny. Trochę opanowuje mnie strach że naśladuje coś co przeczytałem. Jednak po namyśle zbyt dużo rzeczy z przeszłości pasuje do tego co przeczytałem, a wtedy nie miałem pojęcia o istnieniu tego. Ciekawym jest to że już analizowanie otoczenia wykorzystuję od dłuższego czasu, bywa to przydatne jeśli się to kontroluje. Dla mnie priorytetem jest teraz podniesienie swojej własnej samooceny bo z tym mam problem od technikum. Kiedyś miałem wysoką samoocenę wprost zakrawającą na narcystyczną, trochę było to kłamstwem, które stało się rzeczywistością. Jednak działało. Zbyt dużo uwagi poświęcam swojej posturze, tym że mam nadwagę to mnie wprost paraliżuje przed podjęciem poważnych kroków choćby w stronę ćwiczeń i diety. Z tym muszę zawalczyć najaktywniej.
  8. Gdybym miał wszystko opisywać to nie wystarczyłoby mi miejsca. Staram się wyłuskać najważniejsze rzeczy oraz żeby nie było to zbyt przytłaczające. Powstrzymuje mnie też wrażenie że się żalę a nie powinienem, że marudzę i obarczam kogoś czymś urojonym. Wiem że pewnie to jest przerysowane jednak przez lata musiałem się do tego stosować i tak zostało. Kiedyś przez to że opowiadałem o sobie, szukałem w znajomych pomocy do wygadania się miałem problemy. Wprost jedna osoba powiedziała że mam przestać. Od tamtego czasu zmieniłem to w sobie i się zamknąłem jednak czuję się jak w klatce przez to. To może być powód, przez który jestem w złej kondycji psychicznej. Mam jedną przyjaciółkę, której mówię o wiele więcej niż innym jednak mam z nią kontakt tylko parę razy w miesiącu (taka relacja, która mnie uszczęśliwia tak naprawdę). Większość rzeczy tłumię i mam raz na jakiś czas parę dni totalnego odizolowania się emocjonalnego, huśtawka emocji i poczucie dogłębnego opuszczenia. Nie życzę nikomu takiego uczucia, wtedy wszystko co jest we mnie wychodzi i nie widzę żadnego światełka w tunelu. Takie odsłonięcie wszystkiego co we mnie jest to dla mnie ciężka sprawa. Ciągłe poczucie że pisząc to tak naprawdę pokazuję jak głupi jestem, że odbiorca po prostu się z tego śmieje twierdząc "wariat", a jeśli ktoś mówi że "nie, nie myślę tak" od razu zaprzeczenie że pewnie chce być tylko miły. Tym że zacząłem ten temat i już opisałem siebie to dla mnie krok milowy. Na razie muszę jakiś czas popracować ze sobą i znajomą, która siebie też w tym odnajduje i również jest pogubiona.
  9. Kiedyś mi to pomogło, prawda bo opisuje to jak działam, zresztą wszystkie testy jakie robiłem określały to samo. Tego nie ukrywam i z tego jestem dumny. Starałem się zawsze to wypełniać bo to też czyniło mnie szczęśliwszym jednak wszystko się zmienia, ludzie którzy zawsze byli obok zaczęli tworzyć rodziny a ja zostałem sam. Ciągle się to dzieje dlatego nie kieruje się już takimi testami, nie są dla mnie już żadną pomocą. Przepraszam, trochę trudno mi się skupić bo też jedna osoba powoli znika z mojego życia, a raczej sama układa sobie życie. A ja po prostu nie mogę za nią iść dalej. Czasami mam wrażenie że odbiegam od tematu i niepotrzebnie to piszę jednak daje mi to swoiste oczyszczenie.
  10. Kiedyś robiłem ale nie pamiętam co tam było. Zrobiłem teraz żeby sobie to odświeżyć wyskoczył Pośrednik, jestem pewien że to jest to co kiedyś wyszło bo widzę tutaj J. R. R. Tolkiena.
  11. Tak, mamy odmienne zrozumienie tego słowa. Dla mnie ma wydźwięk negatywny (nie potrafię dokładnie określić czemu) a Ty widzisz go w bardzo dojrzały i rozbudowany sposób. Szanuję, ja nigdy tak na to nie patrzyłem. Z tym słowem jest u mnie pewien problem. Od zawsze mówiono mi że mam być twardy jednak nikt nie był w stanie powiedzieć co to znaczy a na moje pytania odpowiedzi padały w stylu "nie bądź miękkim chujem robiony" stąd mój problem by to jakkolwiek określić. Prawdopodobnie przez nieodpowiednie przedstawienie tego słowa wydźwięk dla mnie stał się negatywny nawet mogę określić że to jest takie twarde, ostre i nieprzyjemne słowo dla mnie. System wartości mam poukładany jednak nie tak jak normalnie by się go widziało. Mimo to dostrzegam teraz że muszę go zmienić. Przykładowo dla mnie zawsze inny był wyżej ode mnie, moje dobro niżej od czyjegoś. Do tego stopnia u mnie to jest zakorzenione że potrafię siebie poświęcić dla osoby ledwo co poznanej. Tutaj problem polega też na poszukiwaniu osób podobnych, którym mogę zaufać (niestety ufam wszystkim a potem cierpię). Ogólnie jestem słaby w kontaktach z innymi (nie rozumiem jak można gadać o niczym) dla mnie zawsze to jest stres do tego stopnia że mam odruch ucieczki. Tutaj łączy się to z poświęceniem dla innych. Ja teraz uświadomiwszy sobie nadwydajność i fałszywe self ja nie wiem kim jestem. Mam 27 lat, jestem mężczyzną, pedagogiem i tyle. Nie potrafię nic więcej powiedzieć bez wątpliwości. Od tego muszę zacząć żeby wiedzieć, w którą stronę iść. Jest to wszystko bardzo trudne zważywszy na to że uzależnienie od innych jest u mnie bardzo silne. Nie czuję się na siłach by sam działać z sobą. Wiem że muszę i zmuszam się do tego żeby to robić, czasami jest to potrzebne. Jestem na etapie wynajdywania swojego zainteresowani i skłaniam się do kynologii jednak muszę to jeszcze poważnie ogarnąć. To będzie mój początek samego siebie. Ogólnie dziwie się czuję w tym wieku zaczynać określać siebie.
  12. Tutaj trudno mi zrozumieć tą logikę. Mam z tym problem z tego powodu że dla mnie logika to coś innego. Jednak muszę to przemyśleć bo jest to dla mnie coś nowego co napisałeś/aś. Tego jestem świadom, ciągle sobie to tłumaczę i przekonuję do tego. Jest to na razie trudne bo tkwi to w moim systemie wartości. Myślę że z czasem zrozumiem to na tyle by po prostu to akceptować. Systematyzacja to jest to co bym chciał. Ogarnąć to wszystko jedynie brak mi narzędzia. Musiałbym to spisywać, opracowywać. Nie czuję się na tyle silny by robić to sam w swoim umyślę, potrzebuję werbalizacji lub ilustracji tego co myślę a niestety nigdy nie potrafiłem posługiwać się mapą myśli czy innymi metodami systematyzującymi. Pracuję nad tym i mam dużo nadzieję że z czasem będę to coraz lepiej rozumiał. Noc u mnie wygląda tak samo, weszło mi w nawyk siedzenie dopóki mój organizm nie będzie zmęczony na tyle by po prostu padł i zasnął. Daję radę na szczęście bo praca mi na to pozwala. Akceptacja siebie to jest dla mnie najpoważniejszy problem, nie mówię o formie w jakiej myślę, o tym wszystkim co zauważam tylko głównie zaakceptowanie tego że jestem tu i teraz, nie ważne jak wyglądam i nie ważne co kiedyś było. Chcę nauczyć się skupiać na sobie w teraźniejszości, przynajmniej w stopniu dającym mi spokój ducha.
  13. Staram się to traktować jako część siebie, jest to trudne, jest to dziwne bo tego nie znam. Najgorsze jest zaakceptowanie tego że jestem inny. Nie wiem czemu ale czuję się źle z tym określeniem, jest dla mnie takie negatywne, przesiąknięte samotnością i odrzuceniem. A ja intuicyjnie uciekam od takich rzeczy. I właśnie tutaj bym mógł się podpisać pod tą głupotę bo nie uczę się na błędach. Ciągle popełniam ten sam błąd i darze zaufaniem wszystkich. Do tego stopnia czasami się to rozwija że potrafię powiedzieć o sobie takie rzeczy, które normalnie by się mówiło tylko partnerce/żonie. Mimo to jestem inteligentny i też mimo to że ta inteligencja we mnie jest (chciałem napisać podobno jednak muszę zaakceptować ten fakt) to moje zachowanie głupie przysłania te pokłady pozytywne. Teraz widzę że słowo "opanowanie" mi tutaj nie pasuje. Posłużę się akceptacją (opanowany dla mnie to ktoś, kto potrafi utrzymać powagę w wielu sytuacjach) bo to chcę zrobić i dążę do tego. Czym więcej o tym myślę tym bardziej mam ochotę wykorzystać to jaki jestem. To mój cel, który - jeśli się uda - da mi również pewną ilość pewności siebie. Dla mnie jest to trudne z uwagi na to że od zawsze byłem tym grubym, tym obrzydliwym (to mnie mega trzyma - 6 klasa podstawówki i dziewczyna, z którą miałem tańczyć walca czy coś otwarcie do mnie powiedziała "nie zatańczę z tobą bo jesteś obrzydliwy") czy też po prostu dziwny. Nie wiem czy mi się tak wydaje ale zwłaszcza będąc facetem jest trudno zaakceptować fakt że dla mnie płacz czy emocjonalność zewnętrzna jest czymś normalnym. Ileż to razy usłyszałem że dziewczyny potrzebują kogoś kto się nimi zajmie a nie że one muszą się nim zajmować, ile razy usłyszałem że "Jesteś jak starszy brat ale na chłopaka się nie nadajesz". Ciągle nie wiem o co chodzi w tym wszystkim. Przepraszam, kobiety są po prostu dziwne. Mimo to wolę kobiety za ich subtelność, emocjonalność i podejście do życia niż facetów, którzy we mnie wzbudzają negatywne odczucia. Nie rozumiem twardości charakteru, przecież to jest takie płaskie, nijakie, bez smaku i zapachu. Tutaj też jest mój osobisty problem a mianowicie seksualność. Ganię się za to że mam potrzeby seksualne bo to jest dla mnie obrzydliwe że zaczynam myśleć kategoriami że kobieta jest mi po to potrzebna. Wiem że to jest natura jednak to jest w rodzaju robaków. Wiecie że to coś normalnego, żyjącego ale nie zmusilibyście się żeby je zjeść. Chyba w miarę to opisuje to co czuję. Kurcze, znowu się rozpisałem bardzo.
  14. Taki już tego urok że uważam się za gorszego od innych bo inni wiedzą więcej niż ja na tematy, w których oni są mocni. A sam też nie czuję żebym miał zainteresowanie bo przecież wszystko za co się biorę jest tak szerokie że czuję się tym przytłoczony. A jeśli chodzi o kreatywność to ... kiedyś pisałem opowiadania, wiersze, bajki, rysowałem, robiłem zdjęcia wszystko z potrzeby pokazania świata moimi oczami ale nic nie pokazywało tego jak oczekiwałem. To mi się wydaje że mnie odróżnia bo nie potrafię jednego zainteresowania znaleźć, wszystko mnie odrzuca ogromem informacji i dążeniem do tego że chcę być w tym dobry ale nie mam cierpliwości do nauki tego. Właśnie to życie w zgodzie z tym na razie sprawia mi problem, ciągle wynajdują się problemy, które wiem że w wielu przypadkach są wydumane ale nie można tego zablokować. Dodatkowo ta towarzysząca mi pustka, wrażenie że brakuje kogoś obok mnie, pokrewnej duszy, kogoś kto by był i mógłbym z nim konie kraść. Sam nie jestem tak naprawdę ale to mi nie wystarcza. Może też dlatego szukam osób, które mnie wysłuchają, szukam kogoś z kim mógłbym dzielić się dobrem i złem tego co czuję. Jeszcze dużo pracy przede mną, bardzo dużo wprost. Największym problemem jest moja samoocena, która jest obecnie gdzieś na dnie Rowu Mariackiego. Uświadamiam sobie że wiele rzeczy przecież potrafię jednak porównując się z innymi (tak wiem, błąd - powinienem się nie porównywać) to nic nie potrafię. Największy szok, odkrycie fałszywego selfie i to nie jednego. Co grupa znajomych to ja jestem inny. Trochę nawet nie wiem, który ja to ten prawdziwy. Chyba muszę od tego zacząć, odnaleźć tego, który jest. Tutaj niestety wpadam w schematy. Jestem czuły i to bardzo przez to ranią mnie słowa, które normalnie są zwykłym przekomarzaniem się. Powstrzymuje też swoje emocje, staram się w 200% żeby być "normalnym", nie wiem jak to zmienić. Stąd też decyzja o psychologu, raz mi pomógł to drugi raz nie zaszkodzi. A wiesz że tak nie pomyślałem? Nie wziąłem tego pod uwagę że mogą być zaszczuci tym że chcę im przedstawić siebie - tak jak to ujęłaś - od podszewki. No cóż, zobaczę jak oni to przyjmą. Trochę liczę na to że jednak wiedzą ile ja im pomogłem i chociaż spojrzą na to (pewnie tylko marzenia).
  15. Dziękuję bardzo za odpowiedzi. Dobrze wiedzieć że jest ktoś z kim mogę to omówić. Co o tym myślę? Że jest to szalone, dziwne i inne. Nie wierzę w to że jestem teoretycznie bardziej inteligentny, nawet tego nie dostrzegam (ah ... jakże ja lubię mówić że jestem głupi). Dało mi to wyjaśnienie na moje dziwactwa i dodatkowo rozumiem czemu nie potrafię stworzyć zdrowej relacji, z której ja coś biorę a nie tylko daję. Jest to upierdliwe, męczące i chciało by się od tego często odciąć jednak zarazem dostrzegam więcej co pozwala mi inaczej podchodzić do pewnych rzeczy. Pracuję nad tym, staram się to opanować i nie, nie chcę tego się wyrzec, tylko żyć z tym. Laurette chodziłem kiedyś do psychologa z zupełnie innego powodu. Pomogło mi to bo nawet wtedy będąc nieświadomym Pani psycholog potrafiła mi ułożyć te puzzle w głowie. Jestem ogólnie pedagogiem, interesuję się psychologią i staram się (naprawdę próbuję) nie pomagać sobie sam jednak z nadwydajnością nie jest to proste bo sam umysł w losowych miejscach podrzuca mi pomysły dlaczego się zachowuję tak a nie inaczej. Jednak dzięki odkryciu nadwydajności mam już większy spokój psychiczny jeśli chodzi o to co się w moim umyśle dzieje. Tak naprawdę gdzieś to się u mnie zapisało i nie wyszukuję problemów takich jak depresja, rozdwojenie jaźni lub po prostu schizofrenie (potworny był czas kiedy sam myślałem że zaliczam się do tego wszystkiego). Chcę skierować się do psychologa znowu, jednak teraz czas i finanse mnie ograniczają, dlatego na razie układam to co mogę sam (spokojnie, nie robię sobie terapii, po prostu układam swoje myśli i zachowanie). Temat jest dla mnie mega interesujący, na tyle że postanowiłem ostatnimi czasy przesłać audiobooka do przyjaciół. Boję się jak zareagują jednak chcę także żeby wiedzieli jak się czuję. Może błąd, może nie chciałem to zrobić i myślę że to jest dobra decyzja. Poszukuję po prostu wsparcia w tym wszystkim ale też odczuwam potrzebę by móc z kimś pogadać o tym. Wczoraj też dorwałem się do drugiej książki "Jak myśleć lepiej. Dla analizujących bez końca i wysoko wrażliwych." także jestem w toku kolejnego kroku, który wczoraj wycisnął mi łzy gdy słuchałem kolejnych zdań osoby z innego kraju, której nie znam a mówiła jakby widziała moje wnętrze. Jeśli chodzi o temat tutaj trochę nie wiem co dokładnie pisać, trudno mi samemu znaleźć temat przewodni. Wolę chyba odpowiadać niż pisać od siebie. Jeszcze raz dziękuję za odpowiedzi!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...