Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

czamelka

Użytkownik
  • Zawartość

    3
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutralna

Personal Information

  • Płeć
    Kobieta
  • Miasto
    Częstochowa
  1. Dzień dobry, po wczorajszym wyrwaniu szóstki na NFZ zaczęłam krwawić trzykrotnie, ostatecznie dentystka podjęła się zaszycia zębodołu, po powrocie do domu nadal bardzo krwawilam. Dostałam leki na zatamowanie krwawienia. Krwawienie trwało 6 godzin. Zęba najpierw złamała kleszczami, zeszlifowała, potem grzebała coś, a na koniec wyrwała częściowo korzenie - co to za metoda? Ząb nie był na tyle uszkodzony, aby się polamał sam. Drugie pytanie, czy na zdjęciu szwów mogą sobie zażyczyć jakiejś opłaty za usługę np. prywatną? Bo jest to gabinet na NFZ, ale świadczą także usługi prywatne. Czy szycie po komplikacji wchodzi w ramach usług NFZ?
  2. Szukam pomocy już wszędzie, więc uciekam się do ostatniego. Ważę 101 kg, będąc na poprzedniej diecie schudłam 22 kilogramy, ale zaczęłam mieć problemy ze świądem w trakcie wypróżniania. Zauważałam w kale niestrawione resztki pokarmu roślinnego, ziarna i włókna. Wcześniej jak to typowa Śląska rodzina na obiad miałam ziemniaki i mięso, głównie pojawiało się w diecie to mięso, rzadko kasze, ryże, makarony. Na diecie zaczęłam właśnie to jeść - dziennie, plus pieczywo pełnoziarniste i spore ilości warzyw, owoców. Świąd zaczął się dopiero wtedy. Przez niego odeszłam od diety i świąd się skończył, ale skończyłam jeść wszystkie te wyżej wymienione produkty. Byłam u lekarza już ponad 7 razy, CRP 20, OB 24, stan zapalny bez przeziębienia. Potem epizod z zapaleniem pęcherza stąd wyniki w moczu z bakteriami. Dopiero teraz zlecono mi badania kału, w którym wyszły mi POJEDYNCZE ziarna skrobii, a w innych obecne resztki roinne zawierające skrobia. Nie wiem już co może być mi, razem z skrobiami pojawiły się też spore ilości owoców. Przejechałam się na leakrzach, a problem trwa półtorej roku. Boje się chodzić do toalety, żadne maści nie pomagają. To nie są hemoroidy. Ja już mam dosyć tego, że nie jestem w stanie funkcjonować po wydaleniu. Czy tej świąd, splątanie, zmęczenie, rozdrażnienie może być celiakią? Są to jednak pojedyncze włókna, a nie liczne. Innych objawów oprócz zmęczenia, otyłości, napadów łaknienia najlepiej na puste węglowodany w postaci fast foodów, tłustych rzeczy. Pierwsze dni na diecie czułam się jak na Marsie. Dieta nierestrykyjna, od dietetyka. Nie mam żadnych innych objawów jak bóle brzucha, biegunki, zaparcia. Tylko świąd, czasem duże zmęczenie, bywało że spałam po 8 h a potem w drodze do pracy i z pracy. Mam wrażenie, że nigdy nie będę mogła zdrowo jeść bo po prostu chodzę wtedy po 5 razy do toalety, a po niej mam świąd na który nic nie pomaga.
  3. Wybory: miedzy tym, co znane i niekiedy zle, a nieznane, bo nigdy niewiadomo co wyniknie. Dodatkowo moj partner wyjezdza i bedzie wracal tylko na weekendy, watpie ze przy rozlace da sie cos naprawic. A wciaz bym chciala...
  4. Niestety jest. Nawet o tej chorej sytuacji rozmawialismy. Zainteresowany jest od dawna, ale nigdy nie wyibrazal sobie, ze moge na niego spojrzec. Jestem miedzy mlotem, a kowadlem.
  5. Życiowy dylemat. Jestem rozsypana. Nadszedł ten moment, kiedy nie wiem co zrobić. Jestem w związku od równych 9 miesięcy. Czułam się niedoceniana, nieszanowana, niekochana. Nawet posunęłam się do tego, że założyłam tutaj wątek, ponieważ mój partner nadużywał (i wciąż nadużywa) alkoholu kosztem naszych spotkań, mojego płaczu. Wybiera kolegów zamiast mnie. Potrafił umówić się, nie odwołać spotkania i mieć pretensje, że nie może się zobaczyć. Ostatnim razem pił od środy do niedzieli, efekt: izba wytrzeźwień. Jego ciągłe pretensje o to, że chcę rozmawiać, by coś naprawić. Mówię mu, że odejdę jeżeli się nie zmieni i nie zacznie mnie szanować. Właściwie sypie się to wszystko od grudnia. Zdarzyły się różne przykre rzeczy, a jednak trwałam w tym i trwam dalej. Nie wiem, czy to miłość, czy przyzwyczajenie. Dziś jestem w rozsypce. Jestem w związku, a zaczynam myśleć o innym. Nagle poczułam na nowo "motyle" w brzuchu, których bardzo dawno nie czułam. Nawet podczas seksu ze swoim partnerem nie czuję podniecenia. Nie zadowala mnie, zazwyczaj udaję, że jest mi dobrze. I wcześniej na początku związku też tak było, jednak starał się, aby było mi przyjemnie. Teraz to... powinność. I nagle bęc, czuję znowu nutkę podniecenia. Miłe uczucie, gdy o nim pomyślę - o tym trzecim. Znam go od wielu lat, ale dopiero teraz spojrzałam na niego inaczej. Mam 23 lata, on 20. Nie mam pojęcia co zrobić. Ciągnie mnie do niego, w głowie mam tylko to złe, co zrobił mój partner. Nie zdradziłam nigdy i nigdy nie zdradzę. Myśl o innym mnie przeraża, bo jak może mnie ktoś pociągać tak bardzo, do tego młodszy ode mnie? Czy ze mną jest coś nie tak, czy po prostu w związku, w którym jestem - jestem nieszczęśliwa? czy to znak, aby to wszystko zakończyć i przestać już walczyć? o uwagę, gest, uczucie, o głupie "kocham".
  6. czamelka

    Kryzys w związku

    Dzisiaj znowu się upił...
  7. czamelka

    Kryzys w związku

    Znowu się dzisiaj upił. Padł jak mucha, jego siostra mi dała znać, bo wiedziała, że będę się martwiła. Kłamał, że nie pił, że nie plącze mu się język, że zaraz zadzwoni (padł mu telefon z darmowymi minutami, więc musiał go podładować). Rezultat? Wszedł do domu, poszedł pod prysznic i walnął się na łóżku spać. Szlag mnie trafi. Co mnie u licha ciągnie do tego człowieka? Dlaczego sama myśl o odejściu tak boli? Że będę cierpiała jak od niego odejdę, że mogę pozałować, bo np. się zmieni, a ja przy nim nie trwałam. Że pozna jakąś dla której będzie ideałem. Dlaczego? Co zrobić żeby pozbyć się tych cholernych myśli? Wczoraj rozmawialiśmy... przez telefon. Powiedziałam mu co mi leży na sercu, płakał razem ze mną, obiecał poprawę, mówił, że otworzyłam mu oczy. A dziś? Dlaczego? Pomóżcie, proszę. Wczujcie się w moje uczucia i wtedy spróbujcie racjonalnie ocenić, proszę.
  8. czamelka

    Kryzys w związku

    To bardzo głębokie i przemawiające. Ja jednak chyba wciąż nie mam tyle odwagi, by cokolwiek na tę chwilę zmienić. Dziś powiedziałam mu, co leży mi na sercu. Płakał razem ze mną... Daje mu szansę, choć nie zasłużył, ale wiem, że jeżeli jeszcze raz się przejadę, to sama bez większych bóli zrezygnuję. W międzyczasie bawię się w artystkę. Wylewam swe żale. Gdybyś ktoś miał ochotę przyjrzeć się temu od strony twórczej, można mnie znaleźć na fb - śmieciowa artystka. Mam nadzieję, że kiedyś natrafi na te "twory", które wierszami bym nie nazwała.
  9. czamelka

    Kryzys w związku

    Cały czas monitoruję ten związek, coraz częściej się zastanawiam, czy jest jakikolwiek sens. Sporo mi się nie podoba, sporo chciałabym naprawić. Wczoraj byliśmy umówieni, że po mnie przyjedzie i razem pojedziemy na remont, który robi u rodziny. Tak też się stało. Tylko, że przed jego przyjazdem mieliśmy małą awanturę, bo zakomunikował mi, że przyjedzie po mnie ktoś z jego rodziny. Nie spodobało mi się to, bo nie znałam tej osoby, sam fakt wejścia do kogoś nieznajomego do samochodu i głucha cisza? Miałam rozmawiać o pogodzie? Wejść do samochodu i się przedstawić? No, troszkę mi się to nie widziało, może wyolbrzymiam. W każdym razie zakomunikowałam mu, że wcale mi się to nie podoba, bo nie będę jechała z kimś, kogo nie znam. Że jeżeli obiecał, że po mnie przyjedzie, a w tej chwili nie ma dostępnego swojego samochodu, to niech wraz ze swoją kuzynką się zabierze - byłoby mi oczywiście raźniej. Wczorajsza sytuacja i jego niezadowolenie na moją negację jego pomysłu przyjazdu kuzynki znowu pokazały mi, że jest wybuchowy. Powiedział, że zawsze mi wszystko nie pasuje, że nie widzi problemu, żeby przyjechał po mnie ktoś kogo nie znam, bo jego kuzynka jest wygadana i nie będzie problemu. Ja próbowałam mu wytłumaczyć o co mi chodzi, a on się chamsko pożegnał "dobraa, nie mam czasu, pa". Potem tłumaczył mi, że już wychodzili z mieszkania (wraz z kuzynką) i że nie miał jak rozmawiać, bo znowu by debatował ze mną przez godzinę. Z trzy razy może się rozłączył, a ja oddzwaniałam wściekła, że zachowuje się jak palant, spławiając mnie. Kuzynka okazała się bardzo sympatyczna, później skoczyliśmy do nich do domu, posiedzieliśmy długo. Mój partner sprawdził sobie tramwaj do domu, po czym jakoś zakomunikował, że nie interesuje go mój transport, bo przecież jesteśmy u mnie na osiedlu (gdybym nie miała tramwaju, musiałabym iść 15 minut przez ciemny cmentarz, gdzie bardzo często napadane są kobiety). Jego kuzynka była w szoku, że zachował się jak palant, że jeżeli on mnie nie odprowadzi do najbliższego bezpiecznego miejsca, skąd będę mogła już sama dalej pójść, to ona wraz ze swoim chłopakiem pójdzie ze mną... Podali mi swój numer telefonu i kazali dzwonić w razie czego. Poszliśmy na przystanek, poczekał ze mną na tramwaj, abym mogła podjechać dwa przystanki, gdzie już jest bezpieczniej i skąd mogę sama iść. Potem zadzwonił i rozmawiał ze mną przez całą drogę do mojego domu. Dzisiaj stwierdził, że przecież nie pozwoliłby mi wracać przez cmentarz i i tak by ze mną poczekał na transport. Inna sprawa: niebawem wybieramy się na wesele w jego rodzinie. Stwierdził, że jedziemy dwa dni przed weselem, żeby się "zaprawić", a potem on planuje zostać jeszcze przez tydzień, a na moje "niestety nie będę mogła tyle, bo uczelnia, bo obrona", odpowiedział, że sobie sama wrócę, a on zostanie. Nie wiem, czy mówi poważnie, czy to tylko takie gadanie. Wydaje mi się, że zaślepienie mija, a ja widzę coraz to więcej problemów. Całymi dniami zastanawiam się nad tym, czy może ja wyolbrzymiam, i czy cierpiałabym, gdybym go zostawiła.
  10. czamelka

    Kryzys w związku

    Niestety mam niską samoocenę, jeszcze niedawno ważyłam +15 kg więcej. Całe swoje życie słuchałam, jaka to ze mnie tłusta krowa. Dopiero 4 lata temu udało mi się schudnąć, ale przez całe swoje dzieciństwo i okres młodzieńczy słuchałam różnych rzeczy w moim kierunku. Dlatego teraz, jako wiele chudsza chciałabym się czuć doceniona i atrakcyjna... Wciaż mam troszkę kg za dużo, jakieś 7, ale to już zdecydowanie mniej niż wcześniej. Właśnie byłam umówiona z moim o 19:00. Przed 19 zadzwoniłam żeby się upewnić, powiedział, że będzie gdzieś 19:10. Jest 19:30, bez odzewu z jego strony więc zadzwoniłam - wielki bulwers w moją stronę, że dzwonię, że "bo co, bo minął czas w jakim miałem być?" i oprócz irytacji usłyszałam, że będzie za 20 minut. Znowu coś źle zrobiłam, czy znowu to on wyolbrzymia i mógłby chociażby zadzwonić dać mi znać, że się spóźni? Przecież równie dobrze mogłabym już stać i czekać na niego na dworze... Rozumiem, że jest na jakiejś fuszerce i czasem rzeczy się przedłużają, bo trzeba jechać to kupić, tu wrócić, tam podjechać, ale mógłby przecież chociaż dać znać...?
  11. czamelka

    Kryzys w związku

    Właśnie problem w tym, że sama nie wiem. Tzn. wiem, że go kocham. Rozumiem też, że w danym momencie nie mamy innych sposobów na spędzanie wolnego czasu. Jest zima, na dworze zimno. Dziennie nie można wychodzić do kawiarni, więc lepszym sposobem jest posiedzenie w cieple, nawet kosztem oglądania TV. Długo zajęło Ci, aby tak zacząć myśleć? Że to dla siebie? Ja chyba zbyt dużo z siebie daje, oczekuje tego samego, taaa - samarytanka, ale nie każdy ma taki wylewny charakter. Może faktycznie, jeżeli będę sama się doceniała, to przestanę szukać aprobat i pochwał w jego oczach? Tylko, że ja bardzo się poświęcam. Gdyby np. zadzwonił do mnie o godzinie 2 rano, że mam przyjechać, bo ma problem i musi pogadać - pędziłabym, a wiem, że on nie zrobiłby tego samego dla mnie, bo nawet jak mam jakiś problem w ciągu dnia i muszę porozmawiać, a on ma inne plany, to i tak ich nie zmieni... Co prawda zadzwoni, posłucha, ale to tyle. Nie wiem, czy mam powód do narzekania, czy problem tkwi we mnie...
  12. czamelka

    Kryzys w związku

    Witam, od pewnego czasu gryzie mnie to, co dzieje się w moim związku. Jesteśmy razem od pół roku, od jakiegoś czasu pojawiają się rzeczy, które niekoniecznie mi odpowiadają. Nie czuję się kobieca, doceniana i kochana. Mój partner nie potrafi powiedzieć mi żadnego komplementu, wręcz przeciwnie - potrafi negować. Nieistotne jest to, że stroję się przez 4 godziny, aby mieć piękny makijaż i idealnie ułożone włosy. Dla niego istotniejszy jest fakt, że mimo pięknej kiecki, mam np. oczko w rajstopie, albo cicika na swetrze. Raz podczas całego związku powiedział "masz ładny pasek", a gdy rozmawiam z nim otwarcie słyszę "przecież zawsze ładnie wyglądasz, mam Ci to mówić dziennie?" No cóż... Nie potrafi okazywać uczuć, a może nie chce? Co prawda mówi "kochanie, mycho", ale nie jest to zbyt wylewne, nic innego, nic pięknego. Nic, co chciałaby usłyszeć kobieta. Czasem sama daję mu powody do skomplementowania mnie, nie wykorzystuje takich sytuacji, co potem sprawia mi jeszcze większą przykrość. Ja niestety jestem taką osobą, która komplementuje swojego partnera. Która daje z siebie wszystko, a oczekuje tylko tego samego. Sama nie wiem, czy jestem źle traktowana, czy po prostu wyolbrzymiam. Nie wiem, czy jest sens to kontynuować, bo problemów jest coraz to więcej. Ma problem z alkoholem, co prawda nie pije dziennie, a np. 2 razy w miesiącu, ale nie ma podczas tego picia umiaru. Mogę dzwonić i prosić, aby wrócił do domu, a on i tak będzie siedział i chlał, do upadłego. Na jednej z imprez upił się tak, jako jedyny z całego towarzystwa, że całą impreze przespał, a ja siedziałam jak idiotka obok "bo może się obudzi i będzie mnie szukał". No sama pluję sobie w twarz, że tak się zachowałam, zamiast dobrze się bawić... Raz był umówiony ze mną, wcześnie rano wpadł do niego kolega, oczywiście alkohol, dużo alkoholu. Po głosie słyszałam, że jest już pijany. Miałam pretensje, że odwołuje spotkanie ze mną, kosztem spotkania z kolegą. Przyjechałam... okryłam go pijanego kołdrą i zrobiłam kanapki do pracy... Mam na swojej głowie sporo rzeczy do zrobienia, muszę godzić i uczelnię i spotykanie się ze swoim partnerem. Bardzo istotny jest dla mnie fakt, aby wiedzieć wcześniej, czy się widzimy i jeżeli tak, to o której godzinie, abym mogła zaplanować resztę dnia. Niestety, mój luby za każdym razem, gdy zapytam o spotkanie od razu się bulwersuje, że muszę znać dzień i godzinę, datę... Że on nie wie, że jest dopiero 16, że sam by sie odezwał za 2 godziny, że np. przyjedzie. Bywały momenty, że przy kłótni przez telefon po prostu się rozłączyłam, aby zobaczyć, czy będzie zabiegał i czy oddzwoni, można się domyśleć, że tak nie było... Raz niestety pokłóciliśmy się przez Internet, po każdej kłótni nie mogę spać, a wtedy usłyszałam "to poczytaj gazetę". Bardzo często odgryza się, gdy mówię mu o problemach, które mnie trapią, o tym, że chciałabym pewnych zmian w jego zachowaniu. O tym, że powinien być bardziej czuły, zaangażowany, że nie powinien się tak cały czas denerwować, że nie powinien na mnie krzyczeć. Gdy miałam zły dzień, czułam się jak ostatnia wywłoka, nikomu niepotrzebna - on śmiał się, że gdyby miał takie problemy jak ja, to był by szczęśliwszy... A ja wtedy potrzebowałam miłych słów, że mnie kocha, że mu zależy, że nawet jeżeli byłabym komuś niepotrzebna, to dla niego jestem najbardziej potrzebna. Stara się od czasu do czasu, ale tylko od święta. Nasze spotykanie też jest niezbyt ciekawe, zero intymności. Ja mieszkam wciąż z rodzicami, on powrócił do rodziców i siostry z dzieckiem. Gdy przychodzę do nich, on siedzi na fb, albo chrząta się po mieszkaniu, nie zwraca na mnie uwagi, a gdy już usiądzie, oglądamy TV. Cały czas ta sama historia, zero spontaniczności. Ja już naprawdę nie mam sił, by walczyć, ale cholernie mi na nim zależy. Na walentynki spędziliśmy miło dzień, SAMI. Tak, wreszcie sami. Ale ja już nie miałam nawet ochoty po przebudzeniu się dalej siedzieć, chciałam wrócić do domu... Nasz dzień ograniczył się do tego, że on drinkował, ja leżałam, a potem oglądaliśmy TV.
  13. Wizytę u ginekologa mam 29 sierpnia. Martwię się, bo myślę, że jakby to był węzeł chłonny to nie mogłabym go normalnie złapać, a tego guzka jak złapie to za palcami już mam normalnie skórę, a on jest pod skórą, co prawda głębiej, ale za palcami już się kończy. Mam nadzieję, że to jakiś tłuszczak albo kaszak, a nie najgorsze...
  14. Witam, od dwóch miesięcy mam guza w okolicy głównej tętnicy udowej. Między pachwiną a narządami rozrodczymi. Guzek nie boli, nie powiększa się. Myślałam na początku, że jest to wrzód bądź jakaś inna krostka, jednak guzek nie znika. Próbowałam złapać go i sprawdzić, tak też zauważyłam, że nie jest on ulokowany i zamocowany w czymś, jest pod skórą, jednak nie można go przemieścić. Jest wielkości ziarenka groch i nie boli. Skóra na nim jest bardzo delikatnie różowa. Wybieram się do lekarza, ale zanim doczekam się wizyty chyba umrę na zawał. Boję się, że to nowotwór. Miał ktoś podobn przypadek? Bardzo proszę o rady i pomoc.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...