Skocz do zawartości
Forum
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki które...
Znajdź wyniki...

gama

Użytkownik
  • Zawartość

    0
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

    nigdy

Odpowiedzi dodane przez gama


  1. Między wiernopoddaństwem a wojowaniem jest jeszcze sporo pomiędzy. Nie można dać sobą pomiatać ale wojować trzeba mądrze. Asertywność a nie kłapanie paszczą i stawianie się w każdym momencie bo ja nie będę słuchał/ła i koniec. Jeśli baba ma trochę oleju w głowie a nie z durnej potrzeby dominacji wydaje jakieś polecenia, zrozumie racjonalne argumenty, zacznie traktować jak równego sobie. Jeśli jednak dominacja jako wartość sama w sobie, poradzi tylko metoda siłowa. Jest niestety bardzo prawdopodobne, że wojna skończy się zwolnieniem. Jeśli babka ma podły charakter ale jest dobrym pracownikiem, prawdopodobnie szef pozbędzie się Ciebie


  2. Przez pół roku pracowałam ponad siły przez co nabawiłam się kontuzji zdiagnozowanej jako zespół przeciążeniowy rozcięgna podeszwowego. W pracy robiłam nieraz 15-20km + od czasu do czasu parę kilometrów powrót do domu (gdy spóżniłam się na ostatni autobus) + od czasu do czasu spacer z mężem 5-15km. Pod koniec mojej przygody z tą pracą nie byłam w stanie normalnie chodzić, bolała mnie podeszwa stopy, kulałam. Potem doszły problemy z kostką i kolanem - podobno przez zmiany w stylu chodzenia próbując zminimalizować ból jednak nie ma zmian chorobowych... Ortopeda zapisał mi zastrzyki (dwa razy dwuskładnikowy) i krioterapię. Ponadto miałam jeden zabieg manualny i kilka zabiegów BTL - TR therapy. Najbardziej jednak mi pomógł Diclofenac (na receptę) brany przez 10 dni. Stopa już nie boli i chcę wrócić do pracy z tym, że na innym stanowisku nie wymagającym zajeżdżania się. Leków nie biorę od dwóch miesięcy, nie chodzę na rehabilitację. Aktualnie jestem w stanie iść 10-15 km bez bólu, z racji zimy nie mam motywacji na dłuższe spacery... Jakie jest prawdopodobieństwo, że umiarkowany wysiłek fizyczny (sprzedawca-kasjer) spowoduje powrót dolegliwości?


  3. To bardzo przykre co przeszłaś, ja miałam swoje syfy ale wiedziałam, że rodzice się kochają i kochają nas. Ty miałaś o wiele gorzej. Ojciec alkoholik i matka która odcięła się emocjonalnie nie tylko od byłego męża ale i od swoich dzieci. Musisz wziąć wszystko pod uwagę, on może Cię znowu skrzywdzić emocjonalnie fizycznie i finansowo. Jest szansa, że wziął się za siebie, nie pije, żałuje swoich czynów i chce nawiązać z Tobą kontakt. Zanim jednak podejmiesz jakieś działania dowiedz się, jak możesz się zabezpieczyć przed ewentualnymi roszczeniami ojca. Dowiedz się u rodziny, jak wyglądał rozwód rodziców (orzeczenie o winie za rozpad), stosunek alimentacyjny na dzieci (czy miał zasądzone alimenty i czy się z nich wywiązywał). Jeśli rozwiedli się z orzeczeniem o winie ojca, miał zasądzone alimenty ale ich nie płacił, możesz uniknąć płacenia alimentów. Przeczytaj
    https://www.eporady24.pl/ojciec_z_wlasnej_winy_popadl_w_niedostatek_jest_alkoholikiem_czy_sad_zasadzi_alimenty_od_syna_i_bylej_zony,pytania,3,16,1826.html
    Jeśli zdecydujesz się z nim spotkać, nastaw się na najgorsze, bądź przygotowana na kolejnego" kopa". Niestety możesz go dostać. Spotkania najlepiej w miejscu publicznym, z dala od domu. Zabierz ze sobą bodygarda, chłopaka czy przyjaciela, który cię wesprze i obroni w razie potrzeby, wsadzi do taksówki i odeskortuje do domu. Postaraj się by nie poznał twojego adresu ani numeru telefonu. Jeśli będziesz się z nim kontaktować telefonicznie, to tylko jednostronnie (zastrzeż numer). Może się to wydawać paranoiczne ale lepiej dmuchać na zimne niż potem żałować.


  4. Samobójcy idą po śmierci... do piachu. Twoje ciało gnije rozpada się aż w końcu przestaje istnieć Nie ma duszy, dusza to osobowość, która umiera wraz z mózgiem. To jest mój pogląd, pogląd ateisty. Jeśli osobą wierzącą pojawia się problem. Zostaje pole do rozważań, co jest dla owego bóstwa ważniejsze, to jaki byłeś dla innych za życia, czy trzymanie się narzuconych zasad. Osobiście jestem zdania, że jeśli Bóg istnieje, nie jest taką (przepraszam za słownictwo) atencyjną ***** na jaką kreuje go kościół katolicki, nie potrzebuje rzeszy fanów i pokłonów, liczy się dla niego nasze dobro, moralność. Jeśli trzymałeś się zasad moralnych, twoja dusza jest bezpieczna tym bardziej, że samobójstwo jest przeważnie wynikiem cierpienia i choroby, nie chęci wyrządzenia innym bólu...


  5. Może rzeczywiście mogłabyś popracować nad wyglądem. Między dresami a seksownymi zwiewnymi sukienkami i szpilkami jest jeszcze wiele po środku. Lubisz jeansy masz długie szczupłe nogi? Bosko! Niech to one staną się podstawą twojego stroju. Bluzy dresowe zostaw na wypad do spożywczaka czy siłownię ale jeśli gdzieś wychodzisz z koleżankami załóż inną górę, jakąś dopasowaną bluzkę, jakiś ładny sweterek... Do wielu sukienek w różnych krojach i długościach można założyć adidasy, trampki lub glany do tego dzinsową lub skórzaną kurteczkę Jest duży wybór. Niekoniecznie musisz pokazywać cycki... Najładniej wyglądają naturalne, zadbane paznokcie lub pomalowane na jakiś delikatny kolor. Dużo w twarzy zmieniają zadbane ładnie wyrególowane brwi, może warto skoczyć do kosmetyczki jeśli sama ich nie regulujesz... Makijaż, na wyjścia też bym trochę podrasowała co nie znaczy, że musisz się ostro malować. Ja np do tej pory nie lubię malować ust, nawet jeśli dobrze mi wyjdzie i tak myślę tylko o tym by to zetrzeć. Nawet już nie próbuję. Możesz postawić na jeden element, malować mocniej usta lub oczy. Jeśli rzadko się malujesz i nie masz wprawy, lepiej pozostać przy barwach ziemii (odcienie brązu beżu i szarości) - najtrudniej jest coś zchrzanić. Teoretycznie rzęsy maluje się na końcu ja jednak zawsze maluję je na początku - tylko wtedy jestem w stanie ocenić efekt końcowy makijażu (jeśli przypruszysz je cieniem można przeciągnąć jeszcze raz tuszem). Cokolwiek postanowisz, życzę powodzenia


  6. Jak poprzednicy/poprzedniczki powiem, że on może być kimkolwiek. Może być żonaty, może mieć problemy osobiste, zmarł mu rodzic, może się znudził lub coś mu nie pasuje. Jeśli macie wspólnych znajomych, spróbuj się czegoś dowiedzieć. Możesz napisać sms w stylu co się dzieje? Możesz na mnie liczyć. Jeśli się nie odezwie, nie masz na co liczyć, postaraj się żyć swoim życiem i zapomnieć


  7. Życie to loteria. Rodzice raczej Cię nie porzucą tylko dlatego, że zamieszkałaś z chłopakiem. Moi rodzice też byli przeciw zamieszkaniu razem z chłopakiem ale mimo moich wyborów zawsze mnie wspierali. Mieszkanie razem jednak niewiele zmienia. Niby poznajesz człowieka, jego wady, dobre i złe nawyki. Ludzie się jednak zmieniają i to nie zawsze w pożądanym kierunku, za parę lat możesz się obudzić obok kompletnie innego człowieka bez względu na stan cywilny. Jeśli zależy ci na sformalizowaniu związku, powiedz o tym swojemu facetowi. Dla wielu kobiet ważny jest ślub kościelny, piękna suknia i wesele ale może nie to jest najważniejsze. Może ważniejszy jest stan prawny, zabezpieczenie siebie i przyszłych dzieci. Ja i mój mąż jesteśmy ateistami a ślub mieliśmy w kościele... Dopasowaliśmy się do rodziców. Nie było ważne gdzie i kto udziela nam ślubu tylko fakt, że papiery dotrą do Urzędu Stanu Cywilnego...


  8. Myślę, że jedyną metodą na natrętne wiadomości np w messengerze jest ograniczenie kontaktu - nie odpisuj na każdą wiadomość jaka się pojawi a jeśli czujesz, że powinieneś, używaj chłodnego formalnego języka. Babka wysyła Ci "dzióbaski" ty ogranicz się do dzień dobry Magdo (czy jaki jej tam) choćby inni nazywali ją Madzią, Kinią czy jakkolwiek. W kontakcie bezpośrednim podobnie, staraj się trzymać się na dystans, być grzeczny ale chłodny, unikaj podtekstów. Staraj się ignorować teksty kolegów na temat Twych poprzednich doświadczeń. Jeśli babka jeszcze nie zrozumiała, że nic z tego, przy następnej okazji poproś ją na rozmowę na boku. Jeśli nie chcesz by wyszły z tego nieprzyjemności, przemyśl co powiesz wcześniej. Powiedz szczerze ale delikatnie że pochlebia ci jej sympatia ale czujesz się skrępowany jej zachowaniem. O ile ma równo pod kopułą, nie rozszarpie Cię ale co byś nie zrobił i tak będzie niezręcznie.


  9. Twoja żona ewidentnie się nudzi i tęskni za Tobą gdy Cię nie ma. Zaproponuj jej powrót do pracy, zyska zajęcie, towarzystwo i pieniądze na zachcianki. Podzielenie finansów to całkiem dobry pomysł. Załóż sobie konto na "czarną godzinę" ale nie radzę Ci tego ukrywać przed żoną, najprawdopodobniej prędzej czy później się dowie i będzie miała do Ciebie żal, że jej nie ufasz. Ja przeważnie robię opłaty w pierwszej kolejności i dopiero potem zastanawiam się jak dysponować resztą. Praca na komputerze... Mówisz, że jesteś kierowcą... Słabo znam specyfikę zawodu, nie wiem jakie tabelki robisz, czy są związane z pracą kierowcy (zapisujesz zmiany/godziny w tabelkach?) czy jest to jakieś dodatkowe zajęcie. Jeśli nie bazujesz na danych wrażliwych, pokaż żonie co robisz, wytłumacz, że potrzebujesz skupienia. Ty ze swojej strony zastanów się, jak wkomponować pracę w domu w życie rodzinne. Może dobrze byłoby gdybyś pracował w godzinach porannych? Razem z żoną i dzieckiem razem jecie śniadanie, chwila na rozmowę, może lubicie rano obejrzeć wiadomości czy serial... Potem mówisz żonie że idziesz pracować, wyartykułuj że potrzebujesz ciszy i chwili skupienia by szybciej ogarnąć sprawę, niech cię zawoła dopiero na obiad. Może być to wieczór czy dowolny czas w zależności od charakteru pracy i "natchnienia" ale zawsze warto powiedzieć żonie, teraz jest czas na pracę, potem będzie czas na rodzinę.


  10. Przeczytałam wątek dopiero dziś i sama zaczęłam zastanawiać się, co można w takiej sytuacji zrobić. Prawdopodobnie wielu nastolatków, którym narzuci się jakieś nakazy czy zakazy wykaże się postawą "na złość mamie odmrożę sobie uszy". Nie wymyśliłam nic mądrego poza rozmową... Poczytaj o języku żyrafy i szakala czyli takim kierowaniu rozmową by była ona czytelna dla odbiorcy. Nawet jeśli w tym momencie wszystko się ułożyło, na pewno nie zaszkodzi. Pozdrawiam


  11. Ja używałam maść Cepan jest tania jak barszcz. Działa ale trzeba być systematycznym i cierpliwym. Kupiłam sobie też bandaż elastyczny... Nakładasz maść na blizny potem folia by nie wsiąkło w materiał no i na koniec bandaż elastyczny. Trzymałam to tak długi i tak często jak tylko mogłam. Moje blizny były dość cienkie ale fioletowe. Stopniowo kolor się wyrównywał, z czasem były widoczne tylko w niskich temperaturach (to może dziwne ale zmieniały wtedy kolor). Teraz widać tylko delikatne nieco jaśniejsze linie które bardzo dobrze skamuflowały się z naturalnymi zmarszczkami na nadgarstku (wewnętrzna strona). Jeśli chcesz szybkich efektów pozostaje laser ale jest to rozwiązanie dość kosztowne.


  12. Mam wyniki egzaminów na piśmie jednak był to egzamin z wewnętrznych procedur, BHP i prawa pracy, nie ma większej wartości w innej firmie. Jedyna jego wartość jest taka, że w jakimś stopniu stanowi potwierdzenie, że mogę przyswoić jakąś wiedzę. Informacje zawarłam w liście motywacyjnym jednak wiele aplikacji nie zostało nawet otworzonych (na praca czy pracuj.pl można to sprawdzić). Mając do wyboru 20 kandydatów z wyższym wykształceniem szukałabyś pracownika w kategorii wykształcenie średnie? Spośród tych 20 zawsze znajdzie się jedna osoba, która spełnia wymagania. Nie mogę zaznaczyć, że mam licencjat bo mimo niezaliczenia tylko jednego przedmiotu (seminarium dyplomowe), nie mam żadnego papierka. Gdyby wystarczyło zaświadczenie z uniwerka o ocenach w poszczególnych latach, pewnie byłoby to wykonalne ale to nie wystarczy.


  13. Aktualnie mieszkam w Wawie, to w Olsztynie zostawiłam swoje życie a wychowałam się na wsi robotniczej. Mąż przed ślubem znał mnie prawie 8lat, mieszkaliśmy ze sobą 6lat. Miał czas by mnie poznać. Jeśli mąż pójdzie w tango bo chce ważną panią z banku, krzyżyk mu na drogę. Owszem będę zraniona i wściekła, ale po tym etapie przyjdzie ulga i spokój. Był etap w naszym życiu gdy to on był bez pracy, w dupie. Utrzymywałam go wtedy, podnosiłam na duchu i wspierałam w poszukiwaniu pracy. Nie terroryzowałam, że musi iść do pracy ani tym bardziej nie dyktowałam mu, gdzie ma pracować. Dałam mu wolność wyboru, ja tego nie mam z jego strony. Utrzymuje mnie i tyle. Wkurwiam się, gdy mówi o obowiązkach, dorosłych decyzjach i odpowiedzialności. Wkurwiają mnie jego priorytety pomijając pracę, za co go cenię i cieszę się, że w końcu znalazł swoje miejsce. Długie lata mieszkaliśmy w akademikach, potem wynajmowaliśmy mieszkanie ale zawsze prowadziliśmy takie trochę studenckie życie. Zdarzyło się, że przeprowadzaliśmy się trzy razy w roku bo właściciel zdecydował sprzedać mieszkanie lub musiał do niego wrócić przez problemy małżeńskie. Nigdy nie mieliśmy choćby swojej mikrofalówki czy miksera bo mieszkaliśmy na walizkach. Nie przeszkadzało mu za to taszczyć za sobą czterech czy pięć atlasów świata (nie rozumiem po co komuś aż tyle) czy dwóch zepsutych komputerów wraz z nadprogramowym monitorem typu dupa. Sześć lat prosiłam go o to, by się ich pozbył, sprzedał, wyrzucił, przechował w domu u babci (w tym samam mieście). Dopiero przeprowadzka (trochę na głupa) do Warszawy zmusiła go do porzucenia swoich "skarbów". Do tego absolutnie niezbędna była wiatrówka, łuk, nowy komputer, choć stary działał dobrze... Nadal pamiętam jak z tym całym majdanem przeprowadzaliśmy się z mieszkania na czwartym piętrze bez windy do drugiego mieszkania... na czwartym piętrze bez windy i cały ten złom musieliśmy targać. Mam chorobę lokomocyjną, zwymiotowałam po drodze, ledwo trzymałam się na nogach przez zawroty głowy a ten dziad kazał mi ruszyć dupę i pomóc nosić. Załatwiłam nam darmowy transport i osoby do pomocy, spakowałam nas sama, nosiłam te pierdolone graty ale potrzebowałam złapać oddech. Mąż pomagał swojemu koledze w przeprowadzce, skręcał meble drugiemu a jak przyszło do odwzajemnienia przysługi, pomogła nam tylko moja rodzina jadąc do nas z przyczepką przeszło 100km. Ale odbiegłam od tematu... Rozumiem, że gość ma swoje pasje i nie oczekuję, że wszystko rzuci i będzie siedział ze mną w domu. Trochę dlatego się w nim zakochałam, chodził kiedyś na karate, fechtunek (walki mieczem), był ciekawy. Jego zapał niestety bardzo szybko się skończył poza tym niewiele jest miejsc gdzie można strzelać. Wiatrówka leży na dnie szafy razem z łukiem. Komputer jest oczywiście cały czas w użyciu ale ja w wieku 32 lat dalej nie mam chrzanionego miksera. Owszem mogłam sobie go kupić setki razy podobnie wiele innych sprzętów. Dlaczego jednak to ja po raz kolejny mam dbać o potrzeby domu podczas gdy mąż inwestuje w nowe zabawki czy żywność dla burżuazji? Ja się wychowałam biednie i nauczyłam się gospodarować pieniędzmi tak, by starczyło do wypłaty. Dzięki temu przetrwaliśmy okres, gdy tylko ja pracowałam. Teraz mąż daje mi na zakupy 200 i co chwile pyta co kupiłam i ile mi zostało. Byłoby to do zniesienia, gdyby załatwiał to w domu a nie publicznie. Zamiast tego ciągnie mnie za język i się sieka gdy nie odpowiadam w momencie, czuję się przez to jak żebrak w dodatku dzieciak. Chyba udowodniłam, że potrafię gospodarować pieniędzmi i nie trzeba mnie kontrolować. Na zakupach to ja jestem tą rozsądniejszą, nie ładuję do wózka co na czym mi się oko zawiesi. Od porzucenia pracy nie kupiłam sobie nic, ani ubrania ani kosmetyków, korzystam z tego co mam.


  14. Uczę się angielskiego online przez darmowe strony internetowe i oglądając filmy i programy w języku angielskim. Na profesjonalny kurs nie mam kasy. Rozumiem większość potocznej gadki, uzupełniam, tłumaczę, uzupełniam luki w zdaniach. Potem sprawdzam i niby jest ok. rozwiązuje wszystkie z prawie 100% zgodnością ale w dalszym ciągu budowanie zdań na bieżąco mi nie wychodzi. Nie mam z kim trenować - mąż niby zna język i użytkuje go w pracy codziennie ale gdyby przyszło mu rozmawiać ze mną, chyba doszłoby do rękoczynów - nie ma zdolności pedagogicznych, jest chaotyczny i nie ma ani grama cierpliwości. Warczy na mnie nawet gdy odpowiadam na pytanie o godzinę. Moja cierpliwość i zdolność znoszenia krytyki jest teraz silnie ograniczona. Co do plastyczności mózgu... Wiem, że wiele rzeczy da się wypracować, ale w znacznej mierze potrzebna jest osoba z zewnątrz, która wie jak pokierować procesem. Na NFZ kolejka do specjalisty to ok 4-5miesięcy zaś koszt jednej prywatnej wizyty to koszt od 150 wzwyż a w takim wypadku potrzebne jest ok 10. Do tego czasem trzeba dorzucić leki przeciw lękowe lub/i antydepresyjne. Tak jak jeden/jedna z osób, która się wypowiedziała wcześniej moja zachowanie i pewność siebie zależy od sytuacji. Jeśli wiem, że się nadaję, że się dostosuję, wszystko idzie jak z płatka, potrafię być pewna siebie, powiedzieć co mam do powiedzenia. W pracy mam duże poczucie obowiązku, jestem punktualna i zaangażowana. Najpierw jednak ktoś musi mi dać szansę, chociażby wezwać na rozmowę ale jest cisza w eterze. W poprzedniej pracy musiałam walczyć o to by dostać materiały do nauki, nie mogłabym tego nigdzie wypożyczyć ani kupić. Ciągle odsyłali mnie z kwitkiem podczas gdy termin egzaminu był już ustalony i bliski. W końcu wyszło, że jest dostępny w formie elektronicznej w systemie sklepu, wydrukowałam sobie. W sumie prawie pół ryzy papieru, aż drukarka zaczęła dymić... Egzamin był trzyetapowy, podczas pierwszego okazało się, że nie dostałam wszystkich materiałów (aktualizacje przepisów z podręcznika oraz nowe wpisy). Przyłożyłam się i zdałam prawie na 100% Wkurza mnie jednak i jest dla mnie niepojęte by z taką olewczością podchodzić do obowiązków. To nie ja się pchałam na stanowisko, to oni mnie wytypowali. Fajnie, że mnie docenili i dali szansę ale sama wszystkiego nie zrobię, nie mam dostępu do programów i danych pod hasłem... Jako opiekun szkolenia ma się pewne obowiązki, chociażby umożliwić zdobycie wymaganej wiedzy. Nie ważne, nie powinnam tego roztrząsać.


  15. Dziękuję za propozycję. Nie mam jednak zaufania do osób poznanych przez internet, pewnie przedawkowanie kryminałów i horrorów wpędziło mnie w lekką paranoję. Też myślę, że to grzybica zastanawiam się tylko dlaczego staranne trzymanie się zaleceń lekarza nie przyniosło oczekiwanych skutków. Nie chodzę na basen, korzystam z płynu antybakteryjnego w publicznej toalecie. Nie bzykam się po kontach, utrzymuję higienę (prysznic dwa razy dziennie), gdyby to była sprawka męża, chyba objawy nie wróciłyby momentalnie po zakończeniu kuracji... Chyba w przypadku każdej choroby jest jakiś okres inkubacji gdzie nie ma objawów. Czy się mylę? Czy możliwe, że stosowanie chusteczek nawilżanych dla niemowląt mi szkodzi? Kiedyś miałam głupie pomysły jak np. używanie mydła antybakteryjnego ale nie robię tego od lat. Może to porównanie zbyt daleko idące ale... mój kot miał infekcję ucha bakteryjno-grzybiczą zaś był uparcie leczony na chorobę pasożytniczą (świerzb uszny)dopiero gdy rozwalił sobie jakąś żyłkę w uchu (ucho napęczniało krwią jak balon), wybraliśmy się do innego weta, który sprawdził pod mikroskopem z czym się mierzy. Kot wyleczony choć został kłapouszkiem. Może trzeba przycisnąć lekarza by pobrał wymaz i zobaczył co mi tak żyje? Jest szansa na takie rozwiązanie tematu?


  16. Powiedziałam na tej rozmowie, że mój język skostniał przez brak praktyki. Dostałam w rękę książkę i miałam dogadać się z kontrahentem (w tej roli rekruterka). I sztachetą w łeb, pustka ledwie widziałam co mam w ręce. Zatkało mnie na dłuższy kawałek czasu. Mogę być jedynie wdzięczna tej kobiecie, że nie zmieszała mnie z błotem, gdyby coś powiedziała pewnie wybuchłabym płaczem i jeszcze bardziej się skompromitowała. Babka mi wręcz pomogła, zaproponowała bym najpierw powiedziała po polsku a dopiero potem przetłumaczyła to na angielski. Było znacznie łatwiej ale wiadomo jaki był wynik tej rozmowy. Nie powinno się coś takiego zdarzać, powinnam mieć umiejętność zapanowania nad emocjami a nie być przez nie obezwładniana. Mąż mówi bym spróbowała w jego banku z tym, że w jednostce obsługującej rynek polski (podobno mają taki oddział). Na ogłoszeniu jednak jak wół napisane, że licencjat najlepiej z ekonomii, język i parę innych pod którymi też nie mogłabym się podpisać. Warczy na mnie, że zawsze tak piszą ale nijak ma się to do rzeczywistości... Być może nie zdyskwalifikowali by mnie ze względu na wykształcenie ale język... co miałabym powiedzieć? Bo wicie rozumicie angielski rozumiem sporo ale nie rozmawiam? Część rzeczy potrafię powiedzieć ale nie wiem jak się pisze i na odwrót? No i te testy psychologiczne na początku (mąż przez nie przechodził). Przeraża mnie to wszystko. Zacina mnie też przy pytaniu/poleceniu Opowiedz nam coś o sobie... pierwsze i jedyne co mi wtedy do głowy przychodzi to fakt, że jestem nudna i nie ma o czym opowiadać. Gdyby ktoś spytał jakie są moje wady czy zalety, potrafiłabym powiedzieć ale mój mózg w stresie jakoś tego nie łączy. Jadąc na rozmowę w myślach opowiedziałam o sobie po angielsku a jak przychodzi co do czego... tabula rasa kurwa!!! Przed jakąś szkoła powstrzymuje mnie również strach, że żadna szkoła choćbym poszła na UJ czy SGH nie zmieni to nic w tym psychicznym aspekcie i wyrzucę kasę do kosza. Chciałam iść na konsultacje psychiatryczną, pomyślałam, że porozmawiam może jakaś terapia jakieś leki pomogą. Zebrałam całą swoją odwagę, schowałam wstyd do szuflady a tu kolejka do lekarza 5 miesięcy :/ Ile procent społeczeństwa musi być chorych skoro kilku lekarzy w jednej z wielu placówek nie może poradzić sobie z obsłużeniem pacjentów... Aż dziw, że przy takiej opiece medycznej tak mało osób popełnia samobójstwo czy morduje kogoś przez głosy w głowie... Podczas studiów na zajęciach przewinął się temat rozwoju mózgu dziecka w niesprzyjających warunkach. Wtedy nie zgłębiałam tematu, było tyle nauki, egzaminów... wróciłam do tematu w sumie niedawno. Podobno mózg dziecka poddanego przewlekłemu stresowi inaczej się rozwija, jego hipokamp jest mniejszy niż przeciętna i przypomina raczej ten u ludzi w wieku podeszłym. Skutkiem tego są nieprawidłowości przejawiające się w sferze neurobiologicznej, psychologicznej i społecznej. Niska samoocena, problemy z koncentracją, kontrolowaniem emocji i reakcji, beznadziejna orientacja przestrzenna, to wszystko z czym walczę nie jest urojeniem, nie jest też wyborem mój mózg jest inny. To jest jak pewnego rodzaju zespół stresu pourazowego. Nie trzeba oberwać kulkę w Iraku wystarczy notorycznie dostawać wpierdol psychiczny, fizyczny czy w duecie... Tak jak u żołnierza jakiś dźwięk, chrzaniona petarda rozstraja nerwowo tak ja w niektórych sytuacja dla innych neutralnych dostaję pierdolca. Mogę całymi miesiącami i latami dobrze funkcjonować dopóki ktoś czy coś nie przestawi mi pstryczka w głowie.


  17. Wychowałam się na wsi. Na studia wyjechałam do Olsztyna i tam mieszkałam przez dekadę. To Olsztyn miałby być moją ucieczką. Nie liczę, że mąż rzuci wszystko i za mną ruszy. Do rodzinnej miejscowości nie mam po co wracać. Rodzinne problemy są już jakby nieaktualne (rodzeństwo dorosło, w głowie własne życie) ale nadal nie widzę tam swojej przyszłości. Za mąż wyszłam po akcji ze studiami, moim zdaniem wiedział na co się pisze. Po przeprowadzce i awansie męża planowaliśmy założyć rodzinę, myślałam, że w czasie ciąży zacznę jakieś studium (nie zdecydowałam jeszcze jakie) i w trakcie wychowawczego poszukam innej pracy. Mój awans i wszystkie jego konsekwencje puściły te plany z dymem. Teraz jestem rozdarta, nie wiem w którą stronę ruszyć. Wiem, że mam słabą psychę, ciągle ktoś mnie wgniatał w ziemię. Nie wiem jak miałabym przemodelować swój mózg swoje reakcje. Pomijając brak odpowiedzi na CV stres mnie paraliżuje, mogę się przygotować do rozmowy a gdy przychodzi co do czego, lepiej nie mówić. Przez znajomą moje CV zostało przekazane do księgarni, praca została mi przedstawiona zupełnie inaczej niż miała być w rzeczywistości. Dopiero na rozmowie dowiedziałam się, że wymagany jest zaawansowany angielski i tak z zaskoczenia miałam egzamin. Dla mnie było to jak uderzenie sztachetą. Niby uczyłam się angielskiego chyba od czwartej czy piątej klasy podstawówki, dobrze zdałam maturę, na studiach też był ale nie używałam go przez prawie dekadę. Rozumiem prosty tekst pisany i mowę, oglądam filmy i programy po angielsku ale z wydobyciem z siebie zdania mam problem. Ostatnio jedynymi zdaniami jakie wypowiedziałam to: Do you collect stickers? i It is vege pizza. There is no meat at all.


  18. Moje koty były, są i będą wychodzące. Zawsze zdarzają się wypadki i choroby nawet w zamkniętym środowisku. Kocham je, karmię i leczę jak jest to p0trzebne. Dziecka nie zamykasz na cztery spusty w domu bo nie daj boże samochód potrąci czy cokolwiek innego, kota też nie będę. Wszystkie koty jakie miałam (od kiedy pamiętam zawsze były w domu) dożyły lat kilkunastu więc jak na kota wiek już starczy. Oczywiście mogłam kota nie brać od sąsiada wsiocha i skazać je na sztachetę lub zakopanie żywcem wtedy pewnie byłabym miłosierna i odpowiedzialna. A ja je skazałam na stresującą starość w ciepłym domu z pełną miską i opieką weta.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...