Forum Zdrowie

Ze stresu nie jem już miesiąc.. jestem przerażony..

~Krzysztof 26 Lat.

~Krzysztof 26 Lat.

Witam!
Postanowiłem napisać do Was, ponieważ rozkładam już ręce i załamuję się powoli, odcinając od całego świata. Postaram się dość szczegółowo rozpisać, gdyż problem który mnie spotkał, jest na ten czas nie do przeskoczenia dla mnie i psychicznie i fizycznie.
Do końca sierpnia, byłem okazem zdrowia. Miałem lekkie nadciśnienie w wieku 18-20 lat i zespół jelita drażliwego, ale ciśnienie przeszło, a z jelitem uważałem co jeść by nie mieć z tym problemów.
Wszystko zaczęło się pod koniec sierpnia, gdzie pokazała się mała plamka na żołędziu penisa. Zlekceważyłem to, myślałem że to otarcie. Międzyczasie, zaczęły się niesamowite biegunki, nudności, wymioty, bóle głowy, mięśni, pełne obrzydzenie do jedzenia, ciągły stan podgorączkowy (wahający się między 37 a 37,5C), brak snu, zmęczenie, ciągłe uczucie niepokoju, ogromny stres, uczucie zimna w dłoniach i stopach, potliwość, trzęsące się dłonie, kaszel - który dodatkowo powoduje wymioty, kołatanie serca - ba! - mam wrażenie że zaraz umrę z ciśnienia w żyłach lub się załamie, albo będę mieć udar lub zawał - te i jeszcze kilka innych dolegliwości trwają do dziś, a najgorzej jest wieczorami i rano.
U Lekarza rodzinnego zjawiłem się już trzeciego dnia po wystąpieniu tych wszystkich objawów, z diagnozą grypy, a p. dermatolog przepisała Pimofucort. Niestety, antybiotyki w ogóle nie pomogły, a ja z każdym dniem czułem się coraz gorzej. Na dodatek pimofucort wywołam u mnie wielkie zapalenie pęcherza i obrzęk penisa - i mimo iż objawy bólowe przeszły, to dalej członek jest zaczerwieniony i wydaje się wysuszony, drażliwy..
Jakby tego wszystkiego było mało, problemy z pęcherzem nasiliły wcześniejsze moje dolegliwości związane ze strefą intymną. Czuję że nie sikam do końca, ciągle sprawdzam, nawet co kilkanaście minut, czy czasami coś nie wyciekło z cewki do spodni, bo już kilka razy się zdarzyło, bardzo lekko popuścić. Pod koniec mikcji, mam wrażenie że nie mam mięśni, lub że nie działają prawidłowo te, które blokują ujście moczu, mam wrażenie "kulki" stojącej gdzieś tam na dnie cewki moczowej. Nasilił się również ból lewego jądra, który - zawsze myślałem że jest spowodowany zakładaniem "nogi na nogę" lub efektem ubocznym, uprawiania seksu. obecnie ciężko mi jest wystać 6 godzin w pracy na nogach, bo ból promieniuje na pachwinę i podbrzusze. Prawdopodobnie są to żylaki powrózka nasiennego

Na tą chwilę, gdy tylko czuję się w miarę dobrze (bo to przychodzi falami: rano - koszmar, popołudnie - jakoś zniosę, wieczór koszmar do kwadratu), staram się uzupełnić płyny i "wcisnąć" w siebie jakieś jedzenie by to wszystko przeżyć, a od 1 września do dziś, zjadłem chyba tylko 4 porządne obiady - nie dla tego że nie mam bo jedzenie czasem się aż psuje w lodówce, a dla tego że pałam obrzydzeniem do jedzenia.

To wszystko jeśli chodzi o fizyczne objawy. Równie źle jest psychicznie. Zbiegło się to w czasie, gdy moi rodzice spełnili swoje marzenia i wyjechali do domku w górach na stałe. Od tamtej pory wszystko jest zupełnie inne, ja się czuję jakby to był zły sen, z którego bardzo chce a nie potrafię się obudzić. Jest mi źle, obwiniam się za to, że tak krzywdziłem rodziców, brata, że tak krzywdzę dziewczynę i że nie zasługuję na pomoc z ich strony. Przede wszystkim że ranię dziewczynę którą tak bardzo kocham. Wrzucam sobie nawet głupie zaczepiania koleżanek z pracy czy rozmowę z nimi. Rodziców nie chce martwić, więc jako że jestem dorosły, chciałbym sam unieść ten ciężar. Mam do siebie straszne, straszne wyrzuty, nawet z byle pierdoły, odsuwam się od stania w kolejkach, przestałem być asertywny, straciłem wiele, wiele z wiary w siebie w swoje możliwości, nawet nie chce mi się sprzątać mieszkania o którym marzyłem cały czas. Na początku byłem tak przerażony, że biegłem robić testy na choroby weneryczne - na szczęście wszystkie negatywne, z resztą nawet nie miałem gdzie się zarazić, bo mam dziewczynę - stałą i jedyną partnerkę. Nie mam siły walczyć w pracy - pracuję na niższych obrotach, byle by wytrzymać.
Pogorszyła się moja pamięć i koncentracja, otwieram drzwi złymi kluczami, robię literówki, boję się ośmieszenia i przede wszystkim przeżywam ten ogromny stres i nawet jeśli go nie ma, to napięcie, że znów będzie.
Pogorszyły się stosunki seksualne, przez stres i zmęczenie nie wychodzi mi to, czasem nawet podczas "prób" obwiniam się o to, myśląc bym skończył z tą farsą..
Jestem bardzo płaczliwy, nie kontroluje tego, po prostu złamie mi się głos i już ryczę jak mała dziewczynka, choć wiele ze stresu przechodzi gdy się tak wypłaczę...

To wszystko trwa 1 miesiąc 22 dni. Jeden miesiąc dwadzieścia dwa dni koszmaru.
Oczywiście chciałbym zapewnić, że nie mam żadnych i podkreślam żadnych myśli samobójczych, wręcz przeciwnie! Ja chce żyć i to pełnią życia! Cieszę się że dziewczyn mnie tak mocno wspiera i że mam wspaniały kontakt z bratem.

To prawie wszystko jeśli chodzi o obecne odczucia.

Na koniec, powiem, że zmobilizowałem się do kolejnej wizyty u lekarza, jutro odbieram wyniki badań krwi i moczu, oraz idę na konsultację do urologa, by sprawdził czy wszystko fizykalnie "gra". jeśli okaże się że wyniki badań w normie, wówczas poproszę o skierowanie do psycholog lub psychiatry bo ja tak nie chce żyć. Chce to, co mi odebrano 1 miesiąc i 22 dni temu.

Proszę o poradę ekspertów czy moje rozumowanie jest właściwe, czy obrałem dobrą drogę do wyleczenia się i ewentualne wskazówki dotyczące specjalistów do których mam się zgłosić.

Pozdrawiam Krzysztof

Odpowiedzi znajdują się poniżej

kwiatuszek2

kwiatuszek2

A nie masz ty nerwicy przypadkiem? Przydałaby Ci sie wizyta u psychologa, bo to co się dzieje z Twoją psychiką nie jest normalne.

88352 kwiatuszek2 Kobieta, 28 lat, Katowice
~Krzysztof 26 Lat.

~Krzysztof 26 Lat.

Dzień dobry!

Więc właśnie wróciłem od p. Doktor, okazało się, że wszystkie wyniki w normie. Omówiłem ponownie wszystkie moje dolegliwości i daliśmy sobie tydzień, na sprawdzenie działania lekkiego leku uspokajającego oraz leku na układ pokarmowy i perystaltykę jelit, tak - by zwiększyć apetyt i zniwelować wymioty które przez noc, stały się normą (poddałem się i zacząłem rzygać jak kot).
W przyszłym tygodniu idę do urologa, oraz robię badania w kierunku nadczynności/niedoczynności tarczycy (mój ojciec ma z tym spore problemy). Po wykluczeniu tego wszystkiego i po braku poprawy wówczas będziemy myśleć o nerwicy lub depresji i wdrożymy leczenie psychiatryczne.

Dziś rano miałem bardzo ciężki atak paniki, a to dla tego, że postanowiłem rozwiązać kilka spraw w swoim życiu. Między innymi, sen z powiek spędzało mi kilka myśli, które budziły ten niepokój i doprowadzały do aż tak wielkiej frustracji i nerwów.
Wyciągnąłem brudy sprzed wielu lat i mimo iż bolało, rozwiązałem je i nie muszę się już panicznie bać co niektórych miejsc i ludzi. Czuję się psychicznie o niebo lepiej, nawet zjadłem odrobinę śniadania.
Gdzieś siedzi we mnie jeszcze ten stres ale już mniejszy i ugłaskany.
Wypłakałem się dziś za wszystkie czasy..

Mam nadzieję, że nie będę przeszkadzał pisząc tutaj o swoich odczuciach i przypadłościach, ale wkurzają mnie "urwane wątki", w których ktoś dostaje odpowiedź i nawet nie napisze czy pomogło czy nie.. Pozdrawiam !

~Krzysztof 26 Lat.

~Krzysztof 26 Lat.

Nigdy nie pomyślałbym, że w ciągu jednego dnia człowiek może umrzeć i urodzić się na nowo, nie jeden a kilka razy.

godzina 6: kot drapie meble, dźwięk doprowadza mnie do szału, serce bije jakby miało wściekliznę - poddałem się i poszedłem wymiotować. Nie miałem czym więc wypiłem na chama pół litra wody i rzygałem bez opamiętania powtarzając tą czynność z wodą. Nie przyniosło to ulgi więc płakałem w toalecie. mam jeszcze chwilę do "budzika", więc postaram się zdrzemnąć. Chwyciłem różaniec w dłoń i klepałem "zdrowaśki", a przed oczami miałem tylko urwane fragmenty ze swojego życia zmieniające się, co wypowiedziane słowo. Śnił mi się mój wypadek samochodowy, samochód lekki był jak papier i każdy mój manewr wywracał go po ulicach miasta.

godzina 8: Budzik dzwoni. Bolesna pobudka z natrętną myślą, że znów wcisnę w siebie kajzerkę, zagryzę bananem, popiję "kubusiem" i może jeszcze tłuczkiem wcisnę w siebie mandarynkę - nic z tego.. nie mogłem zjeść, więc zwymiotowałem po raz piąty. Ten stres nigdy nie minie, a ja ponoszę karę, za bycie sobą.

godzina 9: Wyprasza mnie Urolog. "nie umiera pan, więc do wtorku może pan poczekać" - słyszę i ufam mu, bo jest ponoć bardzo dobry w swoim fachu. Po wyjściu mam ochotę zwymiotować na środek poczekalni, by ludzie mnie otaczający zrobili przejście, zamiast tego wypluwam "dowidzenia".

godzina 10: 10:01, 10:02, 10:03.. czas niemalże stoi w miejscu podczas gdy ja zwijam się w trzęsący się i spocony kłębek. Nie umiem tego dłużej wytrzymać, z przerażenia przykładam dłonie do ust, oddycham tak ciężko i tak mocno, że zaburzył mi się wzrok i wszystko zaczęło falować, chodzę po mieszkaniu podejmując jedną z najważniejszych decyzji w życiu i dzwonie do dziewczyny by przyszła tak jak stoi i że rozmowa będzie krótka i prawdopodobnie się źle skończy. Wymiotuję, już nawet nie patrzę gdzie, z resztą cała toaleta wiruje i bez względu jak bym się skupił i tak bym nie trafił.

godzina 11: Przychodzi dziewczyna, proszę by usiadła i przyznaje się do wszystkiego - absolutnie do wszystkiego. Mówię o tym, że dwa lata temu poznałem inną kobietę, zafascynowała mnie, że przyjaźniłem się z nią i w pewnym momencie poszło to za daleko. I gdyby nie fakt że z nerwów nie miałem erekcji, zdradziłbym ją - zdrada - jako akt cielesny, bo osobiście uważam, że zdrada to nie tylko seks. Przyznaję się do wszystkiego. Płaczę, jeszcze nigdy nie miałem tak wielkiego ataku paniki. Dłonie kapały potem, głowa bolała tak, jakby ktoś dokręcił na niej jakieś średniowieczne narzędzie tortur. A w środku głowy jeszcze gorzej: Strach, panika, rozdarcie, przerażający ból.
Dziewczyna przytula i przebacza. Nie mogę uwierzyć! Nie wiecie jakie to uczucie zrzucić z serca dwuletnią bliznę, skałę która gniotła i pogrążała w rozpaczy. Musimy się zbierać bo:

godzina 13: u p. Doktor rodzinnego dowiaduję się że wszystko w normie. Nie wiem czy płakać, czy się cieszyć. Dalej czuję stres, dalej jakieś przygnębienie.. nie wiem czy wychodząc od Pani Doktor zastanę dziewczynę - wpadam w lęk i panikę, czuję się tak fatalnie że proszę o L4 - moje pierwsze L4 w życiu. Myślałem że wezmę je jak stracę rękę lub głowę. Badania na tarczycę, ksero badania moczu.. jestem znużony szukaniem igły w stogu siana i mimo iż doceniam ciężką pracę lekarzy, to gardzę systemem w którym muszą walczyć. Wychodzę i oto: Jest! Najcudowniejsza i najwspanialsza kobieta świata wpadam w jej ramiona i opowiadam o wszystkim. A raczej jąkam się i składam myśli w głowie, by przekazać jej choć garść informacji, które usłyszałem od Pani Doktor.

godzina 14: Leki uspokajające mnie zmuliły że idę spać, snem słabym i męczącym, ale na jelita działają w końcu nie mam biegunki. Telefon do rodziców. Nigdy nie wiem jak się faktycznie czują, jakie mają samopoczucie, czy cieszą się zdrowiem. " aaa.. jest dobrze, pracy mamy mnóstwo, zabiegani jesteśmy" - mówią - "życie jest tylko życiem, i jakoś trzeba funkcjonować". proszę do telefonu tatę i wypytuję, jak się czuł przy chorobie tarczycy, opowiadał mi że po Czarnobylu, pracował w polu i chyba wtedy się nabawił.. Że teraz jest dobrze, ale wtedy - tuż po ślubie, też był smutniejszy i cały rozstrojony. Nie mogę sobie wybaczyć, że robiłem największe głupstwa i byłem najgorszym dzieckiem wtedy, kiedy tata chorował.. jestem przerażony że potrafiłem być takim bydlakiem wtedy, gdy zmagał się ze swoją chorobą i nawet wtedy gdy nie wiedział o jej istnieniu. Jeżeli choć trochę przechodził to tak - jak ja teraz i dodatkowo musiał się użerać z takim gnojkiem jakim byłem - to nigdy sobie tego nie wybaczę..

godzina 16: Spotykam się znów z dziewczyną. Oh najsłodsza, jesteś już obok mnie, już mi nic nie grozi, już nie mam przed nią absolutnie żadnych sekretów. Więc dlaczego wciąż mam tak wielki paraliżujący lęk w sobie? Pocą mi się dłonie, płaczę w jej ramionach, zaczynamy się całować, przeniosłem ją do pokoju, położyłem na łóżku i kolejny zawód... Ze stresu brak erekcji. Znam to uczucie bo kilka razy tak już miałem.. Dziewczyna była tak wyrozumiała, że bardzo mnie pocieszyła i pomogła mi się "poskładać do kupy" - udało się! Działa!
Wszystkie lęki odeszły.. Czuję się cudownie! Zupełnie tak jakbym nigdy nie zachorował na nic! Nawet nie boję się że znów jakieś lęki wrócą. Teraz rozkoszuję się herbatą toffi i błogim uczuciem spełnienia. Chce pracować, czyścić mebelki, bawić się z kotem, jeść !! Zjadłem dwa talerze rosołu z kluskami, banana, mandarynkę, bułkę i wszystko !

Dziś umierałem i rodziłem się na nowo wielokrotnie, ale chyba odkryłem czego się lękam najbardziej.. Samotności. Wystarczyło kilka godzin z dziewczyną i jej wsparcie, bym wyszedł z tego całkowicie. Szkoda że musiałem ją odprowadzić do domu i znów zostać całkowicie sam. Teraz tylko czekać aż znów umrę i znów się narodzę.

~Krzysztof 26 Lat.

~Krzysztof 26 Lat.

I znów wstałem i znów wszystko się zaczęło.. o Boże nie mam siły z tym walczyć, zaraz zwymiotuje..

kwiatuszek2

kwiatuszek2

Możesz pewnego dnia iść do psychologa i wtedy na prawdę żyć od nowa, lepiej.
W czym problem?

88352 kwiatuszek2 Kobieta, 28 lat, Katowice
~datoya

~datoya

Dzień dobry
Krzysztof- spodobało mi sie Twoje zdanie o tych urwanych watkach-zgadzam sie z tym:)

Co od objawów- mam wrażenie jakbyś być może mógł był zatruty metalami ciężkimi-może to powodować zagrzybienie organizmu, nerwice płaczliwość i wszystko to co opisujesz.
Może zainteresuj se chelatacją?
A może zrób też badania krwi pod kątem choroby
od kleszczowej lub wenerycznej?

~Krzysztof 26 Lat.

~Krzysztof 26 Lat.

Witam serdecznie !

Dziękuję wszystkim odpisującym i motywującym do zamieszczania kolejnych postów.

Postaram się krótko i treściwie opisać kilka poprzednich dni:
24.10 - nie potrafiłem wstać z łóżka, palpitacje serca były tak ogromne, że bałem się wstać żeby nie upaść, zwłaszcza że kręciło mi się w głowie i miałem plamki przed oczami. Postanowiłem przeleżeć i poczekać do południa - na moment w którym będę mógł wstać i pojechać do brata, bo bałem się spać samemu w mieszkaniu.
Wieczorem tego dnia zabawiliśmy się w dr. Housa i chyba rozwikłaliśmy zagadkę. Okazało się że w miesiącu październiku, przechodziłem grypę (prawdopodobnie), antybiotyki + maść z antybiotykiem na plamkę na żołędziu penisa wywołały lub dużo dodały do wywołania zapalenia pęcherza. Ale to wszystko to był tylko początek do tego, czym zatrułem się od końca września i regularnie to robiłem do 24.10.

Zbiegło się to wszystko z czasem gdy kupiłem sobie liquid do e-papierosów - najmocniejszy jaki jest na rynku, bo o mocy 36mg nikotyny. Dla porównania, zawsze paliłem 18'tkę lub lżejszy. Tę 36mg nikotyny dostałem przez przypadek, ponieważ zamawiałem inny, no ale paliłem. Paliłem cały dzień, całe nieprzespane noce, paliłem kiedy nie mogłem jeść, paliłem po jedzeniu, podczas filmu, w pracy, rano po przebudzeniu, wieczorem przed zaśnięciem i im gorzej się czułem, tym więcej paliłem - żeby się uspokoić. I Najprawdopodobniej zatruwałem, swój organizm tak niebotycznymi ilościami nikotyny, że zbuntował się i przestał działać poprawnie.
Nie da się przeliczyć dokładnie ilości e-liquidu na papierosy, ale pewne wzory - dostępne na forach e-paczy, które zastosowaliśmy, dały wynik przerażający, że niemalże codziennie obciążałem swój organizm równowartością 6-8 PACZEK bardzo, bardzo mocnych papierosów!!!!!
Od razu to rzuciłem i liquid wylałem, nie wiedząc nawet czy to nasze rozumowanie jest trafne, ale po tym jak zrobiliśmy obliczenia, organizm w moment się ucieszył. Już po czterech godzinach było mi lepiej (okres półtrwania nikotyny w organiźmie trwa 4 godziny). Następnego dnia rano, Było wspaniale! Nawet w Wigilię tyle nie zjadłem ile 25.10. Do tej pory czuję się świetnie, jednak codziennie rano muszę pić sok z aronii, bo chyba wróciło do mnie nadciśnienie ze zdwojoną siłą:
24.10: 148/108
25.10: 157/102
26.10: 129/92
27.10: 165/112 i 146/100
Codziennie rano lekko mi niedobrze, mam lekki niepokój ale to sprawa już tylko tabletek na nadciśnienie, zmiany diety, oraz rzucenie całkowite palenia.

Wszystko chyba dobrze się skończyło, za chwilę jadę do urologa by sprawdził czy wszystko okej z bolącym jądrem i "niewysikiwaniem się do końca", a w przyszłym tygodniu odbieram badania na tarczycę i poważnie porozmawiam nt. mojego nadciśnienia - miałem je w wieku 19 lat i rzuciłem tabletki bo mnie zamulały.. teraz chyba będą niezbędne.

Czy to "happy end"? - okaże się za tydzień, również napiszę kilka słów.

Pozdrawiam! Dobrze się czujący Krzysztof

Ps. Uważajcie na olejki do e-papierosów. To jest super urządzenie, ale trzeba to robić umiejętnie z głową i wiedzą..

~Krzysztof 26 lat

~Krzysztof 26 lat

Witam !
Kilka postów wyżej pisałem, że nie lubię gdy ktoś nie dokańcza swych tematów, więc streszczę ostatnie tygodnie tak, by inni posiadający podobny problem, wiedzieli gdzie się udać po pomoc.
Jak się spodziewacie, wszystkie badania w normie. Usg tarczycy, pęcherza, prostaty i nerek prawidłowe. Badania krwi, moczu i choroby zakaźne i weneryczne - wszystko ok.
Męczyłem się z tym ogromnym uczuciem lęku i stresu przez bardzo długi czas, wciąż nie jedząc, ledwo śpiąc..
Sytuacja wymknęła się spod kontroli gdy po trzech dniach całkowitego braku snu, jedzenia i jakiegokolwiek odpoczynku wezwałem do siebie pogotowie, bo myślałem że mam zawał. Opowiedziałem sanitariuszom o wszystkim więc zawieźli mnie do szpitala psychiatrycznego, na rozmowę z psychiatrą, która stwierdziła że to lęk wolnopłynący w nerwicy i dała Lorafen, po którym poczułem się jakby nigdy nic mi się nie przydarzyło. Dostałem wypis i zalecenie do lekarza rodzinnego by przypisała mi leki przeciwlękowe, dzięki którym mógłbym dotrwać do 14 grudnia - bo wtedy miałem iść prywatnie do psychiatry.
Obecnie jestem świeżo po wizycie i po wspaniałej, troskliwej i miłej rozmowie, stwierdziła że jest to nerwica lękowa z tendencją do natrętnych, wręcz obsesyjnych myśli.
Dobrała mi odpowiednie leki, które nie uzależniają a dadzą szansę na przeprowadzenie psychoterapii na którą już jestem zapisany.
Więc wszystko powoli wraca do normy, a przynajmniej na tyle że śpię normalnie, jem normalnie i cieszę się wspaniałym mieszkaniem na tyle na ile nerwica mi pozwala się cieszyć.
Do samego końca broniłem się przed jakimkolwiek zaburzeniem emocjonalnym i żałuję że zapisałem się do psychiatry tak późno.
Dziękuję za wypowiedzi i życzcie mi powrotu do zdrowia, bo nerwica to bardzo trudne zaburzenie :( Ale jestem pozytywnie nastawiony i pod dobrą opieką, więc oby do przodu :D
Pozdrawiam !

~wandzia81

~wandzia81

Krzysiu, zacznij pisać bloga i trzymaj się dzielnie!