Forum Psychologia

Historia pewnej miłości

~Joasia1991

~Joasia1991

Cześć,

chciałabym podzielić się z Wami moją historią. Taką z kategorii tych, które rozpoczyna wielki wybuch, a kończy zderzenie ze ścianą, które rozwala na milion drobnych kawałków, które teraz próbuję pozbierać. Być może to, co napiszę, będzie dla mnie autoterapią, być może potrzebuję Waszych doświadczeń, być może potrzebuję kogoś, kto mi powie, żebym przestała się łudzić.

Historia zaczęła się blisko dwa lata temu. Znajomi sprzed lat spotkali się na nowo po latach. I zupełnie nie spodziewali się, że tak wiele ich połączy. Tak, że nie zdążyli nawet zamknąć na dobre swojej przeszłości, a już powoli zanurzali się w pisanie nowych historii. To przysłoniło wszystko. Wcześniej rozmawiali wirtualnie i wydawało się, że tylko tak będą w stanie rozumieć się - tak w punkt. Okazało się, że w rzeczywistości też działa to tak, by czytać sobie w myślach, by mówić to samo, by rozumieć się jak nigdy dotąd. Nie wierzyłam, że mam taką osobę obok. Spędzaliśmy ze sobą dużo czasu, mimo mieszkania w miastach oddalonych o 100 km, pisaliśmy od rana do nocy. Piękno.

Po kilku miesiącach postanowiłam przeprowadzić się do jego miejscowości i codziennie dojeżdżać do pracy. Tak, byśmy mogli budować codzienność. Tu chyba popełniłam błąd nr jeden, bo zrobiłam to zbyt szybko. To zrozumiałam po czasie. On wtedy powiedział, że nie jest gotowy, by że mną zamieszkać, że czuję pustkę i chyba nie to samo, co dotąd. Rozwaliło mnie to na łopatki, bo zdążyłam już odwrócić życie do góry nogami. Patrzyłam jednak na niego i widziałam, że i chce, i boi się. Teraz myślę, że nie radził sobie z emocjami, może nie zamknął przeszłości (był w kilkuletnim związku - jak ja zresztą), nie był gotowy na odpowiedzialność. Pewnie było mu dobrze tak, jak było - spotkania weekendowe, wspólne wypady, odległość, brak zobowiązań.

Ja jednak zostałam i powiedziałam, zeby się nie spieszył. Że ja poczekam. Po kilku tygodniach się wprowadził. Nasze mieszkanie było oddalone o 10 minut od jego domu rodzinnego, więc zabrał tylko potrzebne rzeczy. Przez cały - blisko rok - naszego mieszkania wciąż wpadał do domu rodziców, gdy tylko go o to poprosili. Z czasem zauważyłam, że ma niezdrową relację z matką, od której jest niejako uzależniony. Jest na każde skinienie, na każde wezwanie, na każdą pomoc. Mama miała raka, a on ja wtedy ogarniał. Ponadto jest dzieckiem DDA - ojciec w dzieciństwie pił.

Nasza codzienność mimo wszystko była dobra. Nie chciałam go ograniczać, nie chciałam się narzucać, nie chciałam deklaracji. Choć powiedział, że mnie kocha po blisko roku od pierwszego spotkania. Niby wszystko było dobrze, ale ja czułam dystans - on miał swój świat, miał rodzinę i znajomych i miał mnie. Rozumiałam to i liczyłam, że z czasem to sobie poukłada. Mówił, że nigdy czegoś takiego nie czuł, mówił, że nie wyobraża sobie życia beze mnie, zastanawiał się, dlaczego tak długo zwlekaliśmy ze spotkaniem.

I mimo, że było dobrze - ja cały czas czułam niepewność - co będzie, co on czuje, czy nie kreci, że to zbyt piękne. Myślę, że w dużej mierze dlatego, że nie mieliśmy czasu na wykształcenie zaufania. Były sytuację, że o pewnych rzeczach mi nie mówił - na przykład o tym, że jego była ma raka. Że mnie to nie dotyczy i uznał, że tak będzie lepiej.

Cały czas grał bohatera - pomagał wszystkim, którzy prosili go o pomoc, a wewnątrz miał mnóstwo - skumulowanych chyba jeszcze od dzieciństwa stanów, emocji i mechanizmów. Miesiąc temu znalazłam na tablecie, którego nie używał, jego stare zdjęcia - była tam ona. Zapytałam, dlaczego nie usunął, on że nawet nie wiedział, że tam je ma... I tak od słowa do słowa, powiedziałam, że skoro po takim czasie cały czas wraca przeszłość, to niech się wyprowadzi. Powiedziałam to w złości i za chwilę wytłumaczyłam, że czuję się bezsilna. Że chcę, żebyśmy pewne rzeczy zostawili za sobą i poszli dalej. Że to mnie boli. Po tym zdarzeniu on budził się codziennie i nie mógł spać, walczył ze sobą, czy się wyprowadzić, mówił, że czuję lęk, obojętność, ból, niepokój i sam już nie wie co. Jak ktoś, z kim planuje się życie mógł zrobić coś takiego. Pewnego dnia się spakował. Wróciłam z pracy i zobaczyłam spakowane torby. Próbowałam rozmawiać. Ustaliliśmy, że zostawi te rzeczy i złapie oddech na parę dni - tyle, ile potrzebuje. Wrócił do rodziców. Miotał się, cały czas dzwonił i pisał. Jeździł bezczynnie po mieście. Wylądował w Częstochowie. Powiedział, że nie wiedział, co ze sobą zrobić, więc pokonał 400 km, by się pomodlić. Powtarzał, że musi dogadać się ze sobą, że musi się odnaleźć. I ze mnie kocha. Wrócił w nocy, kochaliśmy się. Następnego dnia rano wyszedł i powiedział, że musi popracować nad sobą. Dał sobie termin, że do poniedziałku musi się ogarnąć. Żebyśmy obydwoje nie cierpi. Wrócił, a ja wciąż się bałam, bo nie wierzyłam, że się ogarnął. Niby wszystko normalnie, ale ja czułam że w środku wciąż to samo. I miałam rację. Kilka dni temu powiedział, że nie ma siły wracać do naszego mieszkania, do mnie, że to go boli. Że chce się spakować. Powiedział, że jeśli kiedyś mamy być dla siebie, to będziemy.

Czułam, że tak będzie. Postanowiłam wrócić do miasta, w którym mam pracę. Za dwa tygodnie się przeprowadzam. Poprosiłam, byśmy wyprowadzili się z tego mieszkania razem - ja w swoją stronę, on w swoją.

To cholernie boli. Jak nigdy dotąd nic. Choć wiem, że to, czego się bałam, w końcu mnie spotkało.

Najlepsze jest to, że mimo wszystko śpimy w jednym łóżku, on chce się do mnie przytulać, calowac, nawet kochac. Mówi, że czuję się dziwnie, bo z jednej strony wie, że to dobry krok, a z drugiej widzi mój ból.

Ja jestem już tak psychicznie skołowana, że nie wiem, jak mam iść dalej. Czuję, że on sam ze sobą się nie ogarnie - że nie pójdzie to w dobrą stronę. Jestem przekonana, że potrzebuje spacjalisty, który go poprowadzi. Tylko jak powiedziec mu to, co ja już wiem?

Z góry dziękuję za każdą podpowiedź i słowo

Odpowiedzi znajdują się poniżej

luukas

luukas

moim zdaniem wiesz już wszystko co trzeba i jak postąpić. Nie pozwól tylko aby wyrzuty sumienia przesłoniły zdrowy osąd :)

159601 luukas Mężczyzna, 33 lata, Zielona Góra
ka-wa

ka-wa

Po pierwsze, widzę, że chesz mieć idealnego partnera, a tacy nie istnieją.
Pewnie przydała by mu się terapia dda, pewnie za bardzo uzależniony od matki, ale przecież nie da go zmienić pod Twoje modełko.
Nie da się wymazać przeszłości, nic złego, że ma jakieś stare zdjęcia, tu zrobiłaś raban o nic...
Jeśli go kochasz, powinnaś zaakceptować jego osobowość, widać jest bardzo wrażliwym facetem.

Nie wiem o co chodzi z tym ogarnięciem się, on właśnie jest nieogarnięty, a Ty go zmuszasz do ogarnięcia, którego on do końca nie rozumie.
Ja uważam, że to Ty swoimi ambicjami narzucasz swoją wolę, powiedz czy on namawiał Cię do przeprowadzenia się do jego miejscowości, bo podejrzewam, że była to Twoja inicjatywa.
Tak to wygląda z boku, że z jego matką chcecie obydwie mieć nad nim kontrolę, czyli wpadł z deszczu pod rynnę:) Dlatego czuje się zagubiony.

Trudno zrozumieć drugiego człowieka, ale szkoda zniweczyć taką piękną miłość, tylko czy ona jeszcze jest...Nie znajdziesz miłości, w której zawsze będzie pięknie...

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 104 lata, Toruń
~Joasia1991

~Joasia1991

No właśnie nie szukam ideału, bo go nie ma. Szukałam tego, czego zawsze mi brakowało - kogoś, kto rozumie bez słów, kogoś kto będzie działał spontanicznie, kto będzie odważny - niezależnie od tego, co powiedzą inni. Przez kilka lat mieliśmy kontakt wirtualny - mimo tego, że obydwoje byliśmy w związkach. Dogadywaliśmy się ze sobą lepiej niż z partnerami. Chyba świadomie odwlekalismy spotkania, bo byliśmy się rewolucji. Wiem, że gdy przyszła, przeszłość nie była jeszcze zakończona - a na pewno nie odchorowana. Wydawało mi się, że znamy się na tyle, by ją zostawić za sobą i żyć dalej. Tylko chyba emocje nie nadążały tempa. Wiem, że ja też je podkręcałam, a on nigdy nie powiedział że nie jest gotowy na kolejny krok. Po czasie tylko wyznał, że bał się powiedzieć, bo nie chciał mnie stracić.

Kocham go. I kocham jego wrażliwość. Chciałabym pomóc mu poradzić sobie z jego emocjami, ale wiem, że nie jestem w roli terapeutki. Wiem, że on je skrywa, a często nie potrafi sobie z nimi poradzić.
I wiem, że doszliśmy do takiej ściany, w której każdy musi pójść w swoją stronę, nabrać dystansu i znaleźć siebie. Wtedy dopiero się okaże, czy to wszystko między nami jeszcze jest. Czy obydwoje tego chcemy, czy to wszystko nam się po prostu wydawało.

Na koniec mi powiedział: jeśli spytasz, czy kiedyś miałam taki cudowny rok - nigdy dotąd, jeśli spytasz, czy kiedyś czułem taki stan jak teraz - też nigdy.

ka-wa

ka-wa

Tylko jakby miał te cechy o których piszesz, to mógłby okazać się z czasem, po zamieszkaniu razem, bo zawsze wtedy dopiero wychodzą demony...,np. chamem, z zaburzeniami osobowości czy alkoholikiem itp.
Nigdy tak nie jest, żeby wszystko nam odpowiadało, nikt nie spełni wszystkich naszych oczekiwań.
A spotkać kogoś z kim rozumiemy się bez słów, to jak trafić 6 w totka.
Zrobisz jak zechcesz, tylko przemyśl dobrze swoją decyzję, bo ona nie będzie miała odwrotu, on się nie zmieni, terapia też za wiele nie zdziała.
Dlatego wypisz plusy i minusy tego związku, jeśli lepiej będziesz miała bez niego, to nie ma sensu męczyć się w tym związku, bo on Cię męczy, Ty męczysz partnera i tak razem się męczycie.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 104 lata, Toruń
~Joasia1991

~Joasia1991

No właśnie myślę, że ma jakieś zaburzenia, bo raz mówi, że kocha i planuje przyszłość, a po tygodniu sam nie wie, co czuje. To frustruje i mnie, i jego, bo nie wiem, na czym stoję. Cały czas rozmawiamy, tylko za każdym razem mówi coś innego. Teraz to on powiedział, że chce się wyprowadzić, nie wie, co czuje, nie wie, co dalej. Że nie lubi wracać do domu, bo źle się tu czuje. Więc powiedziałam, że jeśli on się wyprowadza, to ja też - do miasta, w którym mam pracę, bo nie będę dojeżdżać, jeśli go nie będzie.
Jesteśmy tu jeszcze kilka dni. Próbuje mnie pocieszyć, że jeśli mamy być razem w przyszłości, to będziemy, że jest pewien tej decyzji, ale nie może patrzeć na mój ból

luukas

luukas

"ale nie może patrzeć na mój ból"
jeżeli nie radzi sobie ze swoimi emocjami to prawdopodobnie na tym przykładzie śmiem wnioskować, że myli wyrzuty sumienia z uczuciem.

159601 luukas Mężczyzna, 33 lata, Zielona Góra
ka-wa

ka-wa

W jego zachowaniu nie widzę zaburzeń osbowości, choć nie ma tych cech, które dla Ciebie są priorytetem, czuje to, widzi, że nie spełnia Twoich oczekiwań, wie, że nie jest w stanie ich spełnić, dlatego się wycofuje, jest za wrażliwy, jak na faceta. On oczekuje, żebyś go kochała jakim jest, a Ty tak nie potrafisz i tu się mijacie.
Tylko wiesz, my nigdy nie doceniamy partnera, jak już, to po jego stracie.

Ty masz takie wymagania, ich brak Cię stresuje, inna by miała większy problem, jakby za mało zarabiał, inna, że za dużo pracuje, trzecia, że za mało jej po święca czasu, czwarta by była w siódmym niebie jakby spokałata taką miłość jak Ty...

Jesteśmy tak różni, dlatego ciężko się dogadać we wszystkim, szczęście jednego bywa kosztem drugiego...

Z tego co mówi, ja wnioskuję, że rozstanie, jak już, ma Ciebie zmienić, zmienić Twoje priorytety.
Tylko tak Ty nie wiesz, że on się nie zmieni, tak on też nie wie, że Ty się nie zmienisz.
Bo nie da się zmienić osobowości, a robienie czegoś wbrew sobie mija się z celem, dlatego nie ma dla was przyszłości.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 104 lata, Toruń
~Joasia1991

~Joasia1991

No właśnie od początku mam wrażenie, że są w nim różne osoby. Taki lekkoduch - dusza towarzystwa, co nic nie planuje, żyję chwilą, bohater - który czuję odpowiedzialność za wszystkich - za matkę, za brata, za rodzinę, za byłą, za przyjaciół... I gdzieś tam też za mnie. Więc pewnie stąd ten ból.
A tym bardziej, że on nie wie, czego chce, co czuje. Potrafi powiedzieć, że kocha, a po tygodniu już nie wie.
Ma w sobie też wrażliwca, który tłumi emocje, choć dużo przeżył - alkoholizm ojca w dzieciństwie, chorobę nowotworową matki, śmierć ukochanego dziadka, rok temu zawał matki. I brał to zadaniowo - jak nie ma komu, to on to ogarnie. W nocy o północy. Czasami nie myśląc o sobie, o tym, co czuje.
Kiedyś powiedział, że nie umie wyrażać uczuć - że woli to pokazać. I ja widzę, jak wciąż na mnie patrzy, jak go pociągam - ale mam wrażenie, że jest za szybą. I tam mu najwygodniej.
Dlatego nie biorę tego wszystkiego za oczywiste. Wiem też, że pisaniem tutaj tego nie oddam.
Chciałabym coś zrobić, chciałabym pomóc, chciałabym naprawić. Tylko zupełnie nie wiem, jak.

~Joasia1991

~Joasia1991

Ka-wa, bardzo ładnie napisane.

I ja już chyba to wszystko wiem. Powiedziałam mu zresztą, że rozumiem, co zaszło. Że ja chciałam, przysuwalam się do niego, a on nie nadążał. Że każde z nas ma swoje priorytety. Że był czas, gdy ciągle coś, i ja byłam tym znaczona. Doszłam do momentu, w którym każda pocztówka z przeszłości była dla mnie ciosem. Każde z nas miało swoją perspektywę.
Ja chciałam po prostu szczerości. A on potrzebował swojej przestrzeni - tylko dla siebie. Tylko że mi się wydawało, że oczekuje zupełnie podstawowych rzeczy. Że chcę, by był obok, a nie dla wszystkich - często zmieniając nasze plany. Że chciałam wiedzieć, na czym stoję.
On też niewiele mówił o tym, czego potrzebuje. On działał. A potem wszystko się wylało.

luukas

luukas wpis edytowany

aj ka-wa...łatwo jest tak wszystkich usprawiedliwiać i to jeszcze zakładając, że mają tak szczytne intencje ? niestety tak pięknie to nie jest :)

"Tylko wiesz, my nigdy nie doceniamy partnera, jak już, to po jego stracie."
dawno temu też jedną w moich lubych tak usprawiedliwiałem dokładnie jak Ty tego jegomościa. Prawda okazała się właśnie taka, że ona nie radziła sobie ze swoimi emocjami, jak zawiało to tak było. I po tej stracie to ja doceniłem dopiero stabilność emocjonalną, moją ;]

159601 luukas Mężczyzna, 33 lata, Zielona Góra
ka-wa

ka-wa

Różnie to bywa, ja nikogo nie usprawiedliwiam, tylko podchodzę z empatią.

[Chciałabym coś zrobić, chciałabym pomóc, chciałabym naprawić. Tylko zupełnie nie wiem, jak]

Otóż się nie da, naprawić można rzecz, tutaj byś musiała zacząć zmiany od siebie, ale nie widzisz nawet takiej potrzeby, bo widzisz, że z Tobą jest wszystko ok i dobrze.
Okazało się, że do siebie kompletnie nie pasujecie.
Ja nie mówię, że on jest bez wad, tylko dla Ciebie są one nieakceptowalne, jeszcze Ci się wydaje, że możesz go zmienić, ale niestety, nie da się.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 104 lata, Toruń
~Joasia1991

~Joasia1991

Widzisz, nie myślę o tym tak, że wina leży po którejś ze stron. Mam wrażenie, że jest pośrodku. Jeśli nie mówiliśmy sobie otwarcie i na bieżąco o naszych potrzebach, a potem dochodzimy do punktu, w którym żadne z nas nie wie, jak się nazywa, to znaczy, że komunikacja była nie ta. Ponadto, patrząc na to z boku, mam wrażenie, że ja za bardzo chciałam i proponowałam tempo, za którym on nie nadążał, choć zapewniał, że wszystko jest okej.
Z jednej strony więc szaleństwo, spontaniczność i działanie, a z drugiej lęk i wycofanie.

ka-wa

ka-wa

Tak bywa, ciężko się we wszystkim zgrać, dlatego często strona tego nie arykułuje, bo liczy, że jakoś to się ułoży.
Byłaś już w związku, pewnie też nie za bardzo szczęśliwa, skoro zdecydowałaś się odejść. To wiesz, że związek to nie bułka z masłem.

Jest pytanie czy spotkasz takiego faceta, w którym się zakochasz i będzie miał takie same priorytety jak Ty, być może tak, być może nie, z wiekiem i doświadczeniem, priorytety też się zmieniają, ale jak komuś ciężko dogodzić, to się raczej nie zmienia, wiem coś o tym:D

W każdym razie nic na siłę, sami najlepiej wiecie, czy chcecie być razem czy się nie da.
Miłość to nie wszystko w związku.
W każdym razie jak się rozstaniecie, to nie licz na cud, że on się zmieni i wrócicie do siebie na Twoich warunkach.
Jeśli chcecie zakończyć ten związek to definitywnie, jeśli nawet wrócicie do siebie, to nie na stałe, więc szkoda czasu na liczenie, że może się ułoży po rozstaniu.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 104 lata, Toruń
~OnkaY

~OnkaY

Myślę, że problem jest znacznie mniej skomplikowany, niż ten, który przedstawiła autorka.
Facet jej nie kocha. W przeciwnym razie nie wycofywalby się tak łatwo.
Tak nie zachowuje się ktoś, komu zależy.
Myślę, że Joasia powinna odpuścić. Nie wydawać się w dyskusje, które do niczego nie prowadzą, nie dawać bezustannie szans, nie pokazywać jakby bardzo zależy jej na tym związku.
DYSTANS!
Może facet się ogarnie? Jeśli nie, to po prostu trzeba odpuścić

ka-wa

ka-wa

Ja bym nie powiedziała, że jej nie kocha, tylko do końca jej nie odpowiada i wzajemnie.
Nie da się go zmienić na siłę i dobrze, bo wtedy nie byłby sobą.
Sama miłość wszystkiego nie załatwi, bo nie jest nigdy bezinteresowna między partnerami, zawsze jest warunkowana, bo można kochać, a nie da się wspólnie żyć, nie da się wszystkiego zaakceptować.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 104 lata, Toruń