Forum Psychologia

Depresja narcystyczna

Sinuhe

Sinuhe wpis edytowany

Od pewnego czasu stykam się z pojęciem depresji narcystycznej... Jakkolwiek stricte narcyzm nie do końca do mnie pasuje (chyba, że kompensacyjny), to jednak depresja narcystyczna, jak najbardziej. Szczególnie biorąc pod uwagę punkty, jakie znalazłem w jednym artykule:

uczucie wewnętrznej pustki - kiedyś przeraźliwie potężne, ale uspokojone i powracające teraz w nieco innej formie. Bez paniki a raczej z pełną rezygnacji akceptacją. Ale jestem tylko pustą skorupą, w której jest bardzo niewiele poza hipochondrycznym egotyzmem przyglądania się sobie i wałkowania tego.

niechęć do pracy - co jakiś czas mam ochotę wszystko rzucić, ale nie mam pomysłu na cokolwiek. Szczerze mówiąc dziś uważam, że nic nie potrafię, niczego nie umiem, że każdy jest lepszy, że u mnie to to tylko papier...

niesprecyzowane lęki - duloksetyna doskonale je zredukowała. Ale tak naprawdę lęki i stany depresyjne mam od może 25 lat...

zaburzenia w kontaktach z innymi ludźmi - uwielbiam samotność. Mam żonę i ukochane dzieci, ale najszęśliwszy byłem, gdy mieszkałem sam. Nie chce mi się rozmawiać, nie potrzebuję zwykle niczego ponad wymianę informacji. Mam przyjaźnie, ale wystarcza mi kontakt 2-3 razy w roku. Odczuwanie związków mam dziwne - nie znoszę bliskości, przypadkowego dotyku, rozmów o codzienności a zarazem jestem wierny, lojalny, choć emocjonalnie bardzo odległy. Czuję się, jakby na jakimś pograniczu przynależąc i nieprzynależąc zarazem.

trudności w poważnym traktowaniu własnych uczuć i potrzeb oraz nieumiejętność życia - od zawsze moje postępowanie wydaje mi się nie do końca ważne, jakbym grał w jakąś grę, nie czuję zaangażowania a moje postępowanie warunkowane jest konsekwencjami a nie zaangażowaniem.

marzenia o własnej wielkości przy osobowości cechującej się niepewnością, brakiem równowagi i poczucia własnej wartości - zatrzymałem się po studiach. Chciałem doktoratu, MBA a tylko patrzę, jak to realizują inni. Pomimo IQ około 150 czuję się głupszy, niewytrwały, nie podejmuje wyzwań, nie kończę, nic mnie dłużej nie bawi, nie pociąga.

Czuję się absolutnie niezrealizowany, choć nie mam pojęcia, czego chcę. Mam permanentne wrażenie, że niczego już nie zrobię, nie osiągnę a ból owego zakrywam nonszalancją - wobec samego siebie. Od dawna myślę, że się nie zacząłem a się skończyłem. I... zazdroszczę innym - sukcesów, osiągnięć, tytułów a nic nie robię, by samemu czemuś sprostać. Czuję się kompletnym drugo, trzecioligowcem, któremu wróżono kiedyś, że osiągnie wiele a jest szarym średniakiem.

Widzę, że potrzebuję uznania, że czekam na jakieś choćby "lajki" a jednak nie wiąże się to z jakąkolwiek bliskością.

Popadam w jakiś zakupoholizm - ale to tylko gromadzenie rzeczy. Moment wyboru i zakupu daje mi podnietę, ale posiadanie już wcale.

Tak - DDA, choć po terapii jakieś 15 lat temu. Ojciec popełnił samobójstwo, gdy miałem 8 lat.
Dodatkowo mam jakąś niezidentyfikowana chorobę związaną z uszkodzeniem mieliny. Nie wiadomo, czy to łagodne SM, czy infekcja, czy reumatyzm, czy coś innego.

Nie rozumiem mojego stosunku do żony - nienawidzę bliskości a jednak nie biorę pod uwagę odejścia. Mamy dzieci, kocham je - być może ze względu na to, że rodzic zawsze ma tą przewagę i łatwość. Byłem kiedyś chorobliwie nieśmiały. Nie zdradzam, jestem w pełni lojalny choć pociągają mnie inne kobiety i nie potrafię nazwać swoich uczuć do żony. W ogóle z jednej strony jestem konserwatywny a z drugiej wiem, że w duchu chciałbym prowadzić rozwiązłe życie. Byle bez rozmów, zobowiązań, planów i najlepiej bez minimum osobistego podejścia. W ogóle nie wyobrażam sobie, żeby mogła mnie pociągać jakaś kobieta na dłużej, niż kilka "razy". Wewnątrz siebie odczuwam konflikt pomiędzy wychowaniem i uznaniem zasad a popędami.
Gdzieś czytałem o niekonsekwencji rodziców wobec dziecka, które wyrasta na narcyza. Moja mama zawsze piała nad tym, że niby to inteligentny jestem, jak się uczę i wiecznie też poniżała mnie za to, iż byłem niejadkiem. Mały i chudy wiecznie słyszałem, że się będzie za mnie wstydzić, że się że mną nie pokaże, że się nikomu nie będę podobać. Po latach wiem, że była i jest zwyczajnie durna, jak but, ale to zaprocentowało. Pomagam, kocham - ale nie można jej dopuścić za blisko, bo zatruje. Swoją bezradnością, głupotą, ograniczeniem i zarazem przemądrzałością.

Kiedyś byłem nadwrażliwy i nadempatyczny, choć od zawsze przyciąga mnie makabra. Także realna. Horrory mnie nie ruszają a obyczajówki nie potrafię nieraz obejrzeć z nerwów...

Myślę, że moje odrętwienie, ucieczka od odczuwania, mechanizmy obronne. Zaś niezaangażowania, odrętwienia, bycia w "nothing boxie" nie rozumiem. Chciałbym poczuć się na fali a w to nie wierzę. Powoli zaczynam się starzeć, choć się ze mnie śmieją, że czterdzieści kilka to jeszcze młody wiek. Kiedyś wciąż miałem nadzieję, że COŚ się zdarzy - dziś wiem, że bez pracy i zaangażowania tego nie będzie. Ale nie wiem, co by to miało być. Popadam w coraz większe odrętwienie, niskie poczucie wartości oraz oswajam się i akceptuję to, że czuję się przegranym.

Co żałosne - przegranym bez walki...

146440 sinuhe Mężczyzna, 43 lata, Tychy

Odpowiedzi znajdują się poniżej

~Aleksandra_1992

~Aleksandra_1992

Twój post otworzył mi oczy. Dzięki temu wiem z czym mam problem. Mam podobnie jak Ty- ogromną pustka. Potrafię budzić się z tym uczuciem w nocy.
Też mój ojciec popełnił samobójstwo kiedy miałam 8 lat.
Teraz mam 27 i nie umiem nawet ułożyć sobie życia...

kikunia55

kikunia55

No cóz. Jak się może czuć człowiek, ktory duzo napisal o sobie, ale własciwie niewiele dobrego.A nawet to , że cos napisał o sobie dobrego to i to zaraz podważył.

Np, jestem wierny i lojalny, ale nie wynika wcale to z uczucia do żony tylko raczej bardziej z zasad wspólżycia, z wychowania. W duszy marze o tym aby być rozwiązłym, byc z jakąs kobietą na jeden raz lub parę razy.

To tak jakbys nigdy nie dokopał sie do własnych uczuć i potrzeb a juz założyl rodzinę. I najprawdopodobniej ciązy Ci odpowiedzialnośc za innych (dzieci, żona) stad stwierdzenia, ze bylem najszczęśliwszy w życiu gdy mieszkałem sam.

Masz wysoki iloraz inteligencji, byles zdolny i albo wbito Ci w głowę, albo sam nabrałes przekonanaia , ze daleko zajedziesz.
Nie było nikogo wokól Ciebie, kto zwracałby Ci uwagę, ze zwyczajne szaraczki, tyle, ze bardzo wytrwałe i pracowite i jeszcze czasem z łutem szczęscia odstawiają daleko w tyle niejednego " bardzo lotnego z dużym ilorazem inteligencji".

Największym chyba problemem jest Twoj tata, który uciekł od rzeczywistości poprzez odebranie sobie życia.

Ty ze swoją marudną naturą, widzenia wszystkiego w czarnych barwach, ciągłej konstatacji, ze to nie tak miało byc ,zaczynasz na czyn ojca popatrywać z nostalgia. I niby czemu Ty nie mialbyś w jakiejs stosownej dla Ciebie chwili uciec?

Jak odwrócić to widzenie w połowie szklanki napełnionej wodą jako tylko w połowie pełną ,na w polowie pelną ,to nie bardzo wiem- może psycholog, może jakieś terapie, a może zdrowe zwykłe myślenie.

Mam jedno z moich dzieci daleko, jest po trudnych przeżyciach osobistych i boję się ze może maskuje mi w rozmowach jakąs depresję. Od wczoraj może się ciut mniej zamartwiam, bo opowiedziała mi że jej marudny a bliski kolega( nie jakis dawny partner, tylko bliski znajomy) napisal jej, ze własnie nie wie czy to juz starość, czy lenistwo, czy depresja, bo wlasnie jest jakiś rozbity i rozlazły. Na pytanie i co mu odpisałaś. Odrzekła, jak on mi może słać takie głupoty, mam dośc swoich zmartwień i takie jego nastroje nie sa mi potrzebne, bo po prostu i mnie dołują. Odpisałam mu "nic się nie martw, to na pewno lenistwo".
I ja jakoś się uspokoiłam, ze nie zamierza rozkminiać ani jego bóli ani swoich ,tylko iśc dalej przez życie i jemu tez to w tej ripoście radzi.

Może i Ty popatrz na to, ze masz swoje dzieci i kto jak nie Ty i Twoja żona nauczą je bliskości miedzy najbliższymi ludzmi, uporu w dązeniu do celu, odwagi w podejmowaniu decyzji i wytrwałosci. I wiesz doskonale, ze nie gadki działają najlepiej na dzieci tylko własny przykład, bo dzieci w kazdym wieku swietnie czytają informacje niewerbalne. Czyli wypada to co Ci sie w Tobie samym nie podoba zweryfikowac. Z pewnymi niedoskonałosciami swojej osoby zwyczajnie sie pogodzić, a nad innymi niedociągnięciami popracowac aby nie miec do siebie pretensji. Czyli konkluzja mojej córki jak najbardziej prawdziwa "to tylko lenistwo"- popraw się, bo póki  żyjesz to możesz to zrobić.

154416 kikunia55 Kobieta, 105 lat, wygwizdów
Sinuhe

Sinuhe wpis edytowany

Dziękuję kikunia...

Chyba tak to właśnie wygląda.
Co do pracowitości, to zgadzam się w 100%, bo od zawsze uważam, że mnie znieczulono wpajając mi przekonanie, że jestem niegłupi. Mój brat, który gorzej sobie radził w szkole jest przebojowy, osiągnął sukces dzięki pracowitości. Ale też zawsze słyszał, że ja się lepiej uczę. Zdaję sobie z tego sprawę. Pływałem i nie tonąłem, bo w ekstremalnych sytuacjach umiałem sobie poradzić - ale to wszystko była prowizorka, coś na szybko.

Generalnie trwam w odrętwieniu, z którego się wybudzam od czasu do czasu. Dryfuję z minimum aktywności.

Czytałem niedawno artykuł n/t sukcesu. Podstawą była praca, wytrwałość i konsekwencja niezależnie od tego, czy dotyczyło pasji, czy czegoś, co początkowo kompletnie nie interesowało, czy nawet odpychało. Znalazłem potwierdzenie tego, co mi się wydawało...

I tak, racja - moim sposobem jest ucieczka. W siebie. W emocjonalną odległość, w zapadnięcie się w sobie.

Około 15 lat temu przerobiłem sporo z DDA - ale to było o tyle łatwe, że byłem w olbrzymim dołku i chciałem się ratować. Aktualna sytuacja jest o tyle trudna, że nie aż tak bardzo dolegliwa. A przez to bywa pomijalna.

Aleksandro - niby jest we mnie jakieś pogodzenie się, ale nie tak do końca. Myślę, że będę szukał odpowiedniej literatury. Może też spróbujesz.

Już pewnie za stary jestem na te doktoraty, MBA i zwyczajnie nie czuję się człowiekiem, któremu na tym zależy w sposób inny, niż dla podziwu otoczenia.

Tylko ta pustka...

146440 sinuhe Mężczyzna, 43 lata, Tychy
~no tak

~no tak

Pustka emocjonolna jest objawem wielu chorób psychicznych, a także zaburzeń osobowosci.
Ja Ci radzę poszukać dobrego psychoterapeuty, bo samodzielnie szukanie w literaturze ,byc może da Ci jakaś wiedzę, ale problemów ze sobą nie rozwiąże. Jestes bardzo pogubiony życiowo i tylko przepracowanie przyczyn może ,choc gwarancji nie ma, że Ci pomoże poukładać sobie w głowie i w życiu.

Sinuhe

Sinuhe

Problem jest taki, że choruję na coś, czego nikt nie może zdiagnozować (niewielkie uszkodzenia mieliny, stan zapalny w płynie mózgowo-rdzeniowym, prążki oligoklonalne) - opcji jest kilka od łagodnego stwardnienia rozsianego, rzez infekcję po choroby reumatyczne. Nawet w Ośrodku Chorób Rzadkich nie zostałem zdiagnozowany. Ale pewnie spora część problemów jest z tym związana. Łącznie z obniżeniami nastroju.

Biorę antydepresanty, które dobrze działają przeciwlękowo, ale zgadza się, nie rozwiązują wszystkich spraw. Podjąłem kilka ważnych decyzji (skonsultowanych ze specjalistami), jak drugie dziecko, czy kupno domu - w razie eskalacji choroby mogę sobie wtedy nie poradzić z wychowywaniem, czy kredytem. To też powoduje takie lęki "z tyłu głowy".

Budzi to też moje pytania - na ile pomóc może psycholog a na ile lekarz od czysto fizycznych spraw? Niby nie jest źle, ale też nie jest tak, żebym mógł zapomnieć o problemach, bo ciało daje całą gamę różnych objawów.

Przy okazji widzę, jak w ciągu lat się zmieniłem.
Kiedyś dużo czytałem a od czasu, gdy zacząłem brać antydepresanty nie chce mi się. Nie potrafię od lat skoncentrować się na tekście, wniknąć, zaangażować się. Pływam po powierzchni, gdyż literatura przestała mnie poruszać. Z reguły na drugi dzień nie pamiętam za wiele z obejrzanego wieczorem filmu. Mam coraz mniej do powiedzenia, nie potrafię już poddawać się refleksji, nie potrafię zastanawiać się. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, jakie jest podłoże. Wynika z zaburzeń emocjonalnych, czy z uszkodzeń w układzie nerwowym? Jak tu podjąć owo leczenie?

Generalnie jestem tym typem tzw. wysoko funkcjonującym. Dyplom na politechnice, stanowisko kierownicze, rodzina, dom, w towarzystwie mnie widać, jestem lubiany, mam sporo znajomych. Ale w środku wiem, że mój stan jest taki sam od lat. Bez rozwoju. Jakbym miał się do czegoś porównać, to do ukwiału, który sobie w miejscu wyciąga czułki a chowa przy każdym dotknięciu, porusza się z falowaniem wody, ale sam nie wykonuje ruchu z własnej woli...

146440 sinuhe Mężczyzna, 43 lata, Tychy
kikunia55

kikunia55

"Ale w środku wiem, że mój stan jest taki sam od lat."- może po prostu masz pewną stabilnosc emocjonalna? Nie, wg Ciebie " Bez rozwoju."

Literatura nie porusza jak dawniej, film dzis obejrzysz, jutro nie pamiętasz o czym byl. A nie myslisz, ze w pewnym wieku ma się juz jakąs wiedzę o życiu i o świecie, przeżyło się wiele emocji w związku z własnym rozwojem, miłoscia do najbliższych, zawiedzionymi oczekiwaniami, ze dziela literackie czy filmowe mówiące o emocjach juz nas tak nie poruszają, bo nasze własne emocje kiedy je w swoim czasie przerabialismy, byly silniejsze, intensywniejsze i teraz opowiedziana na kartach ksiązki historia juz tak nas nie fascynuje i nie wciąga i dlatego lekko ją odkladamy?

"Mam coraz mniej do powiedzenia"- bo może juz od lat wiesz co móglbys powiedzieć, bo jako człowiek dojrzalszy masz juz ustabilizowane poglądy. Nie chcesz sie juz dzielic swoimi przemysleniami, bo wiesz ze możesz w spokoju życ ze swoimi poglądami a inny obok tez niezle sobie w życiu radzi ze wsoją teorią życia?
"nie potrafię już poddawać się refleksji, nie potrafię zastanawiać się. " Czytając Twój post nie mam takiego wrazenia. Mam za to nieodparte wrażenie, ze cos koniecznie bys w sobie zmienil, bo martwisz sie, ze w jakies stagnacji jestes i smuci Cię, ze to juz wszystko w życiu, co mi się przydarzyło i może jeszcze przydarzyć, to juz życie nie ma dla mnie jakis ważnych wyzwań? jakis zawrotnych ekscesów seksualnych? moje dokonania zawodowe są miałkie a inni idą sila rozpędu na MBA czy np robią karierę zawodową np za granicą i muszą przeorganizowac życie calej rodziny?

Z drugiej strony kredyty na dom, dzieci. Czy ja zdążę to spłacić, wychowac dzieci, bo mam jakąs nietypową chorobę, czy ona zagraża mi poważnie, czy grozi tylko lekkimi dysfunkcjami, czy ja stracę rozum, zdolnosc logicznego myslenia, rozumowania?

Pewnie tego nikt nie wie. Iles jestes pod opieką lekarzy. Iles abys mogł myslec, ze cos robisz dla swojego zdrowia zacznij studiowac sposoby na oczyszczanie ciała ziołami, dietą dr Dąbrowskiej i gleboko wierz, ze co Ci pisane spelni się i wcale nie będzie w najgorszym, najtrudniejszym możliwym wydaniu, tylko tym najlżejszym , łagodnym, nieupośledzającym.

A na teraz zyj bez podskórnego strachu, ze cos zaraz sie skończy, cos Ci życie ukróci. Tyle ile jeszcze Ci go zostało to dbaj o swoją pozycję zawodową (zawsze męzczyżni jakos widzą swoją wartosc poprzez dzialania czysto zawodowe) i zwróc się ku swoim dzieciom, bo teraz są najbardziej plastyczne, bo teraz jest bardzo ważne co wynoszą ze swojego domu. Zauwaz tez swoją zonę, bo chyba trudno jej życ z takim smutasem, który bardzo babrze sie w sobie ale nie czuje powodu zauważania jej zmartwien , jej rozterek, jej wątpliwosci a czasem po prostu zmęczenia codziennoscią.

Miej odwagę zyć po prostu najbardziej pełną piersią jak umiesz i dawaniu z siebie najbliższym najwięcej ile umiesz- mysle, ze to jest dla nich bardzo ważne ale i OGROMNIE ważne dla Ciebie a zdajesz sie tego nie dostrzegać.

154416 kikunia55 Kobieta, 105 lat, wygwizdów
Sinuhe

Sinuhe

W domu w ogóle nie poruszam tych tematów.
To, co tu napisałem nie jest poruszane nigdzie ani przed nikim w cztery oczy. Przyznam, że w sytuacjach, gdy usilnie staram się nie myśleć, nie rozdrabniać, nie zatruwać się niska samooceną, czy poczuciem klęski i udaje mi się to, czuję się zwyczajnie dobrze.

Dziś lubię zwykłe rzeczy - pochodzić z kosiarką, posadzić drzewka, pomajsterkować. Z dziećmi przebywam bardzo dużo - łącznie z usypianiem, kąpaniem, tuleniem, spacerami, czytaniem bajek itd.

Tylko, że czarne myśli, niska samoocena, rozczarowanie sobą to nie kwestia wyboru. To nadchodzi, nachodzi, męczy. Często doła mam w drodze do pracy a po przekroczeniu progu biura wszystko mija.

Znalazłem punkty styczne z tym, co piszą o depresji narcystycznej i chcę co nieco zagłębić temat. Jakieś 15 lat temu DDA było dla mnie szokującym odkryciem. Na dziś uważam, że bardzo mi wszystko pomogło, ale to nie koniec.

Zdrowie biorę pod uwagę, ale gdybym uznał, że przede mną tylko wózek, czy nawet gorzej, albo bardzo poważne obniżenie zdolności intelektualnych, to bym nie podjął decyzji o kupnie domu, czy o drugim dziecku. To kwestia lat, które niczego nie wyjaśniają i sygnałów od organizmu, że wciąż coś się dzieje.

Ale naprawdę w ciągu ostatnich 20 lat pod wieloma względami stanąłem w miejscu. Drugie studia olałem na ostatnim semestrze (ok, zrobiłem podyplomowe), zacząłem organizować doktorat, ale po wizytach u dwóch profesorów niczego nie rozpocząłem (przy okazji coraz więcej gapiłem się w ścianę i miałem problemy z pamięcią i koncentracją). Gdy zorientowałem się, że nie dopracowuję, nie dokańczam wielu rzeczy, to przestałem rozpoczynać kolejne. Męczy mnie to, ale nie czuję zaangażowania. Właściwie to odczuwam dolegliwy brak zaangażowania.

Nie wierzę, ale myślę od lat o wakacjach w klasztorze. Gdzie przez ileś dni nie muszę rozmawiać, nie mam telefonu, dostępu do internetu, gdzie co najwyżej mogę wziąć książkę, nie muszę przebywać z innymi ludźmi. Niesamowicie pragnę tego, żeby nikt przez jakiś czas ode mnie niczego nie chciał, nie wyrywał mnie z myśli (czy też bezmyślenia), nie mówił do mnie, nie pytał, żebym nie musiał w niczym uczestniczyć, niczego uzgadniać, przed nikim się nie tłumaczyć. Najlepiej, żeby przez jakiś czas nikogo nie było.

146440 sinuhe Mężczyzna, 43 lata, Tychy
~Maja1984

~Maja1984

Dużo szukałam na forum o naszych objawach. Bardzo często były to objawy nerwicy. Mam też jak ty pod względem psychiki. Niby żyje i robię swoje ale łapie doła. Dziś np. Odczuwam jakiś dziwny lęk i robię wszystko by znaleźć sobie zajęcie ale nie sięgać po lek na uspokojenie. Niechce ich brać. Chce sobie sama z tym radzić. U mnie o tyle gorzej ze czesto skutki uboczne są w oczach. Pi niektórych lekach gorzej widze. Więc tłumacze sobie ze musze dawać radę bez leków.
Moje dolegliwości są od marca. I siadlo to na głowę. Neurolog nastraszyla mnie sm po czym robią badania wyszło że nie.
Czuje się też gorsza od innych. Nie mam Energi do życia jak kiedyś. Czasem mam chęć iść spać i nie wstać. Ale staram się odpychac złe myśli.

Sinuhe

Sinuhe

Dla mnie na doła najlepsza jest praca.

Ale nie zawodowa a jakieś majsterkowanie, albo ogród. Byle się zmęczyć. Zająć głowę czysto technicznymi tematami, jak lutownica, łopata, plewienie, koszenie, malowanie, czy cokolwiek.

Przynajmniej można się zatracić bez uwag, że robię cos nie tak - bo mam ogromne skłonności do izolowania się. Kiedyś czytanie, muzyka. We wczesnej dorosłości zaś był to alkohol, internet. Dziś chyba pozostaje mi, albo klasyczna ucieczka w majsterkowanie, albo odległość emocjonalna...

Latami moje nastroje po prostu skakały - po duloksetynie zaś te doły są o wiele mniejsze. Chyba tyle...

146440 sinuhe Mężczyzna, 43 lata, Tychy
TakaJakaś7

TakaJakaś7

Sinuhe
Nie wierzę, ale myślę od lat o wakacjach w klasztorze. Gdzie przez ileś dni nie muszę rozmawiać, nie mam telefonu, dostępu do internetu, gdzie co najwyżej mogę wziąć książkę, nie muszę przebywać z innymi ludźmi. Niesamowicie pragnę tego, żeby nikt przez jakiś czas ode mnie niczego nie chciał, nie wyrywał mnie z myśli (czy też bezmyślenia), nie mówił do mnie, nie pytał, żebym nie musiał w niczym uczestniczyć, niczego uzgadniać, przed nikim się nie tłumaczyć. Najlepiej, żeby przez jakiś czas nikogo nie było.

Każdy potrzebuje samotności, wewnętrznego wyciszenia, nic dziwnego że tak Cię ciągnie w odosobnione miejsce. Tylko w samotności jesteśmy w stanie się określić czego tak naprawdę chcemy.
Pomysł z klasztorem jest ciekawy aczkolwiek sama na pewno bym się nie wybrała. Nie w miejsce związane z chrześcijaństwem. Uważam iż panuje tam takie zakłamanie że nie da się tam przebywać dłuższy czas, ale to mój punkt widzenia.
Gdybym miała natomiast doradzić przebywanie w samotności to gdzieś w klasztorze mnichów Buddyjskich, Budda jako jeden z niewielu w dużej mierze pojął istotę tzw. Boga więc wyciszenie w takim miejscu jak najbardziej ma rację bytu.
Sinuhe, Maja1984 może warto zacząć rozwijać swoje jakieś pasje?. Ja np. mam wspinaczkę, górskie wędrówki. Już zapisałam się na kurs wspinaczkowy w panelu, jeszcze tylko zdać egzamin i śmiało mogę się wspinać i asekurować. A teraz planując urlop już zaczynam myśleć o kursie skałkowym. Takie pasje naprawdę pomagają odżyć.
Natomiast ucieczka od problemów w niczym nie pomoże a wręcz odwrotnie. Gdy problem się pojawia to idzie się naprzeciw niemu. Tylko w ten sposób można wyjść z tego stanu.

187477 takajakas7 Kobieta, 35 lat, Sokołów Podlaski
Sinuhe

Sinuhe

Mnie nie interesuje żadna duchowość - ani chrześcijańska, ani buddyjska. W ogóle nie wierzę, że ktoś ma lepszy patent na nazywanie "tego czegoś". Nie jestem antyklerykalny, nie mam nic do innych wiar - lubię stare kościoły ze względu na ciszę, klimat, poczucie obcowania z czymś starym i ze względu na wychowanie, dzieciństwo bliższy dla mnie będzie klasztor zakonu katolickiego, niż pustelnia buddyjska. Nie przewiduję tematyki religijnej, żadnego szukania Boga w jakiejkolwiek postaci - ale pewne otoczenie jest dla mnie bardziej swojskie a inne bardziej egzotyczne. To swojskie daje mniej bodźców i to wszystko. Pojęcie istoty Boga lepsze, czy gorsze kompletnie do mnie nie przejawia - nie wierzę ani w Niego, ani w to, że ktoś pojmuje Jego istotę.

W Kościele jest wiele złego i sam potępiam wiele rzeczy, ale widzisz - znam rodzeństwo - siostra zakonna i gej. Kochają się, wzajemnie akceptują, ich ojca nie znam, mama religijna i przyjmuje z pełną miłością wybory obojga. Instytucja instytucją, ludzie ludźmi. To złe jest zawsze bardziej widoczne.

Chodzi mi o ciszę, pewien rytm, odcięcie od bodźców nowoczesności.

Z pasjami jest u mnie tak, że cos mnie porywa, szybko się nasycam i potem popadam w obojętność. Aktualnie mam sporo tematów remontowych, bo kupiłem do i od początku lipca w nim mieszkamy. Akurat to lubię. Wymienić lampę, podłączyć gniazdko, skręcić szafę, zamontować kran, wykosić ogród ( a jest 30 arów) i multum innych zadań...
Dziś nie męczy mnie psyche, toteż nie potrafię nic powiedzieć o swoich dołach. Co dziwne - gdy ich nie mam, to stają się odległe, nierealne i nawet za bardzo ich treści nie pamiętam. I chyba generalnie jakaś zadaniowość najlepiej na obniżenia nastroju wpływa.

Jak się odrobię z remontami, to poskładam sobie warsztacik do dłubania z tym, co lubię. No i wrócę w góry. Wspinaczka nie dla mnie, ale szwendanie się po Beskidach i Bieszczadach to jest To.

146440 sinuhe Mężczyzna, 43 lata, Tychy
~Maja1984

~Maja1984

Staram się dużo robić by nie myśleć. Tłumacze sobie ze to wszystko minie ale trzeba nad sobą pracować. Jak mam doła staram się wychodzić na dwór. To mi pomaga.

TakaJakaś7

TakaJakaś7

Widzę masz dużo do przerobienia, łatwo nie będzie. Musisz/musiałeś/ mieć dość egoistyczną matkę która wpoiła Ci dużo niezdrowych nawyków.
Ja dość głęboko zagłębiłam się w duchowość, wiem kim/czym/ jest tzw. Bóg, dlatego odradziłam klasztor. I dlatego doradziłam Buddyzm, ponieważ pomimo iż nawet on ma swoje ograniczenia, to jednak jest najbliższy istoty tzw. Boga. Kk kieruje ludzi w przeciwnym kierunku, dlatego nawet gdy ktoś postępuje empatycznie, może nawet jest empatą, to i tak ma w sobie również tą ,,niewłaściwą" energię. Wybierając katolicyzm wybieramy drogę przez mękę dlatego odradzam tą drogę.
Jeśli zaś są osoby, które będąc katolikami podążają właściwą drogą to szacunek dla takich osób. Ja póki co nie jestem w stanie przyjąć że tak faktycznie jest.
Góry i wspinaczka to moja wielka pasja którą mam zamiar dalej rozwijać. To jest coś co naprawdę kocham i daje mi poczucie szczęścia. Jeśli ktoś chce podążać tą drogą to proszę bardzo, jeśli nie to nie, każdy decyduje sam za siebie.
Z Twoich wypowiedzi wyraźnie widzę iż uciekasz od siebie, również od Boga. Nie będę namawiać usilnie abyś Ty czy ktoś inny zgłębił ten temat. Napiszę jedynie że w Jego istocie zawarta jest cała prawda, prawda istnienia, prawda szczęścia. Ale żeby to pojąć wpierw trzeba się na to otworzyć. W innym przypadku nie ma sensu się w to wgłębiać.

187477 takajakas7 Kobieta, 35 lat, Sokołów Podlaski
Sinuhe

Sinuhe wpis edytowany

Wierzę w przyczynę i skutek, następstwo wydarzeń, obieg materii i umysł, jako efekt stopnia jej zorganizowania.
Wierzę w prawa fizyki, wierzę w zasady oparte na liczbach i tym, że wszystko zależy/wpływa/oddziałuje na wszystko.

Nie wierzę w to, że jakaś religia jest gorsza/lepsza, nie wierzę w to, że ktoś mówiąc o pojmowaniu istoty Boga rzeczywiście ją pojmuje. Są działania, których efektem jest albo konstrukcja, albo destrukcja. Dzieje się to, co może się dziać i nie dzieje się to, co dziać się nie może.

Rzeczywistość się dzieje, ja się dzieję. Słońce, skała, rzeka, wiewiórka - wszystko się dzieje.

I tak samo umysł, wrażenie wolności wyboru, woli - one też się dzieją. Są efektami, wynikami i niczym innym.

Jeżeli ktoś uważa, że za/w tym jest Bóg - ok, byle było mu z tym dobrze. Z wszystkich sposobów widzenia świata przez innych pasują mi te, które nie wpływają na mnie i nie muszę się na nie składać.

146440 sinuhe Mężczyzna, 43 lata, Tychy
TakaJakaś7

TakaJakaś7

Sinuhe
Jeżeli ktoś uważa, że za/w tym jest Bóg - ok, byle było mu z tym dobrze. Z wszystkich sposobów widzenia świata przez innych pasują mi te, które nie wpływają na mnie i nie muszę się na nie składać.

Czyli próbujesz się odłączyć od innych, nie czujesz się elementarną cząstką całości?

187477 takajakas7 Kobieta, 35 lat, Sokołów Podlaski
Sinuhe

Sinuhe

Właśnie się czuję częścią jedności. Ze świadomością, że są różne sposoby na życie i niekoniecznie muszę oraz niekoniecznie chcę uczestniczyć w cudzych na nie pomysłach.
Czuję się cząstką całości, bo jestem zbudowany z cząstek całości - nie da się inaczej. Każdy atom we mnie był już wcześniej w czymś. Moja autonomia to autonomia czegoś chwilowo wyodrębnionego. Po śmierci się rozłożę i będę potem w robakach, co mnie zjedzą, roślinach, co mnie wchłoną i w kolejnych istotach łańcucha pokarmowego, glebie, powietrzu, wodzie itd. Nie osobowo, tylko cegiełkami, z których się składam. Każy atom we mnie już w czymś/kimś był.

146440 sinuhe Mężczyzna, 43 lata, Tychy
TakaJakaś7

TakaJakaś7

Nie musisz jeśli nie chcesz, przyjmujesz choćby nawet ode mnie do siebie tyle ile uważasz za słuszne. Też tak robię i nie uważam to za coś niewłaściwego. Wzajemnie wymieniany się doświadczeniami i jak dla mnie to jest fajne, ponieważ dzięki Tobie uzyskałam szerszy zakres informacji.
My doradzamy wedle własnego doświadczenia, coś co sprawia że czujemy się szcześliwi. Natomiast Ty działasz tak że nie czujesz się z tym dobrze. Ty decydujesz za siebie w konsekwencji czując się tak jak czujesz.

187477 takajakas7 Kobieta, 35 lat, Sokołów Podlaski
TakaJakaś7

TakaJakaś7

Dobra, ja stopuję, wciągnęłam się w dyskusję z której coraz bardziej się uwidacznia to jakobym ja miała rację a Ty nie. A jak to potocznie zwykło się mówić: prawda jest jak dupa, każdy ma swoją. Nie w mojej inwencji było przekonywanie do mojej racji a o rozwiązanie Twojej sytuacji. Dziękuję za konstruktywną wymianę poglądów i życzę powodzenia.

187477 takajakas7 Kobieta, 35 lat, Sokołów Podlaski
Sinuhe

Sinuhe

W porządku.
Każdy widzi świat po swojemu - póki sobie ludzie krzywdy z tego powodu nie robią, to jest to dobre.

146440 sinuhe Mężczyzna, 43 lata, Tychy
TakaJakaś7

TakaJakaś7

Miałam zaprzestać lecz potwierdziłeś moje przypuszczenie: jesteś empatą. Na tym poprzestanę, Ty zdecydujesz co dalej.

187477 takajakas7 Kobieta, 35 lat, Sokołów Podlaski