Forum Psychologia

Brak komfortu co niedzielę

~amelia3232

~amelia3232

Jest pewien problem z bratem i bratową. A mianowicie: co każdą niedzielę (z małymi wyjątkami) przesiadują u moich rodziców po ładnych kilka godzin. My z mężem nie przepadamy za nimi, nie mamy wspólnych tematów, zainteresowań, mamy zupełnie inne poglądy, oni nas krytykują nieraz, ostatnio bratowa na mojego męża o jakąś błahostkę się wydarła... W tym towarzystwie się nudzimy, czujemy się niekomfortowo. Jedyną odskocznią jest ich 19-miesięczna córka ale gdy śpi to nie mamy co ze sobą zrobić. Mieszkamy z rodzicami w jednym domu: oni na górze a my na dole, brat z bratową o 2 km dalej. Dzieli np. różnica wykształcenia- jedno lekarz a drugie prawnik więc naukowcy wysoko głowę noszą, dla których my jesteśmy przeciętnymi człowieczkami. Rodzice każą nam na siłę z nimi siedzieć bo się wszyscy zjeżdżają bla bla bla... tych ludzi mogę spotkać byle kiedy przypadkiem w mieście nawet, nie mieszkają 600 km ode mnie żeby ich raz w roku widzieć a do ich domu nawet mogę dojść piechotą. I tak już trochę luźniej jest odkąd mała się pojawiła a my po obiedzie idziemy na dół do siebie i wracamy na deser a i tak średnia atmosfera. Ja mówiłam rodzicom co o tym myślę, że to nie jest towarzystwo do ciągłego wspólnego przesiadywania ale to nie dociera. Zastanawiam się co zrobić.

Odpowiedzi znajdują się poniżej

ka-wa

ka-wa

A kto Ci zabroni?
Chyba w tym wieku nie musisz słuchać rodziców, wpadaj sama czy z mężem, kiedy masz ochotę i na czas jaki Ci odpowiada.
Czy to tak trudno powiedzieć mamie, że nie czujesz się komfortowo w ich towarzystwie, zresztą nie musisz si~ tłumaczyć.
Po prostu planuj sobie niedzielę pod siebie, a nie pod ich wizyty.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 104 lata, Toruń
~plumberg

~plumberg

Czy rodzice nalegają, żebyście uczestniczyli w tych przyjęciach niedzielnych? Mama przekonuje, że będzie jej przykro, jeżeli nie przyjdziecie? U mnie tak było. Mieszkaliśmy razem w domu z ogródkiem; ze wspólnym wejściem i współdzielonymi łazienkami, choć każda rodzina na swoim piętrze.
Kiedy tylko planowani byli goście u moich rodziców, to byliśmy zapraszani, żeby przyjść, no bo przecież tak wypada. No i oczywiście przecież nie w ubraniach codziennych, tylko odszykowani. Przyjęcie trwało parę ładnych godzin, ale nie było mowy, żeby wyjść wcześniej. Bo gdzie - na inne piętro tego samego domu, gdzie nas nadal słychać i słychać też głosy z przyjęcia? Albo przed dom, gdzie bawią się dzieciaki, które przyszły z rodzicami w gości, a wuj z kuzynem wyskoczyli na papieroska? Wychodziło na to, że jedyne wyjście to uciekać z domu na ten czas. A jeśli już mieliśmy inne plany, to były rozmowy: no jak to, akurat kiedy przychodzą ... (brat z żoną, wuj z ciotką i ich dziećmi, kuzyni, przyjaciele rodziny, wszyscy razem, etc.), to wy akurat wtedy musicie gdzieś się umawiać? Na dokładkę ponieważ dla odmiany my nie byliśmy bardzo rozrywkowi i często chcieliśmy mieć weekend dla siebie, to rzadko mieliśmy kontrpropozycję, więc zawsze kończyło się na ciągłym organizowaniu nam czasu przez towarzyskich rodziców.
Coś z tego pasuje też do twojej sytuacji?

~amelia3232

~amelia3232

Tak nawet sporo pasuje. Tyle, że my mamy osobne wejścia, łazienki, kuchnie... tylko ogród i podwórko wspólne. Tak,tak też musimy być niby odszykowani chociaż ostatnio przychodzimy normalnie ubrani i nic nie mówią. Brat z rodziną są co niedzielę, goście inni-rzadko ale inni typu ciocia wujek są akurat fajni mimo, że starsi. My akurat jesteśmy rozrywkowi i lubimy gdzieś jechać np na spacer do parku a oni i rodzice tacy sztywni i tylko by w domu siedzieli a my nie usiedzimy dlatego tez się dusimy w tym towarzystwie. I też zawsze jest "Bo tak wypada", jak dla mnie głupi argument i też się wkurzają jak uciekniemy, chyba, że wcześniej ustalimy bo np mamy roczek w męża rodzinie albo umówieni z przyjaciółmi itp. Nie można tak na siłę zmuszać, można czasem pogadać co słychać, jak w pracy itd, pogoda.. ale nikt nie ma obowiązku każdej niedzieli z nimi spędzać. No i jak to rozwiązaliście?

~plumberg

~plumberg

Wyprowadziliśmy się. Choć nie od razu.
Ja bym dążył do tego, żeby się jednak wyprowadzić. Nam przeszkadzały te przymusowe uczestnictwa i dopasowywanie się do życia moich rodziców. To twoja mama, więc zapewne odbierasz to łagodniej niż twój mąż. Młode małżeństwo jest kruchą konstrukcją, która cały czas się jeszcze kształtuje i niedobrze, kiedy pojawiają się takie "zewnętrzne naprężenia", tak jakby własnych, wewnętrznych było mało. Naradźcie się z mężem, czy ten krok jest w ogóle w waszym zasięgu i zróbcie sobie scenariusz (rozpisany zapewne na lata) oparty o wasze dochody oraz prawdzie koszty, kiedy moglibyście wreszcie zamieszkać tam, gdzie w pełni będzie panami własnego czasu i życia. Nie wiem jakie macie możliwości, więc nie chciałbym niczego sugerować. Razem na pewno coś wymyślicie. Niedobrze byłoby, żeby mąż zaczął uważać, że takie mieszkanie z twoimi rodzicami będzie trwało do "nie wiadomo kiedy". Nawet jeżeli teraz twierdzi, że jest OK i daje sobie z tym radę, to podejrzewam, że przyparty do muru przyzna się, że wolałby mieszkać skromniej, ale tak, żeby mama nie mogła zarządzać waszymi niedzielami. W naszym przypadku, kiedy na świat przyszło dziecko, zrobiło się jeszcze trudniej - mama zaczęła jeszcze śmielej mówić co myśli i przekonywać nas jak powinno być (często radziła dobrze, ale nie w tym rzecz - to samo można nieraz zrobić dobrze na kilka sposobów, a nie wolno młodym ludziom odbierać inicjatywy bo to niszczy radość życia). Ostatecznie zostały z tego różne niepotrzebne zadawnione żale i dziś trzeba z tym żyć.

Sytuacja mieszkania w domu rodziców nie jest czarno-biała. Są tego dobre i złe strony. Dzięki mieszkaniu z rodzicami nie płaciliśmy żadnego czynszu i mogliśmy więcej odkładać i szybciej stać nas było na rozpoczęcie inwestycji związanych z własnym kątem. Jednak ponieważ piszesz, że rodzice mogą skutecznie wywrzeć presję na was, żebyście uczestniczyli w spotkaniach z bratem i bratową, to znaczy że mogą za dużo. Trzeba się więc spieszyć, póki twój mąż (który jest, co by nie mówić, gościem na terytorium domowym twojej rodziny) nie doszedł już do takiego stanu, kiedy drażnią go drobiazgi i generalnie stał się nieobiektywny wobec teściów.

ka-wa

ka-wa

Myślę, że da się żyć, w przypadku autorki w jednym domu, ale nie ulegać tak rodzicom.
Ciekawe, że synowa tak chętnie i często odwiedza teściów, może gotowe obiadki tak ją pociągają, a dlaczego nie zaprasza teściów co drugą niedzielę do siebie na obiad?

Ja nie widzę problemu, to już nie są goście, skoro bywają tak często i każdy powinien się robić w tym czasie co chce.
Ucz się asertywności, bo bardzo przydaje się w życiu, chyba, że jesteś zależna od rodziców, bo mieszkasz nie na swoim i boisz się skrzywić palec..., wtedy faktycznie, lepiej się
wyprowadzić.
A jak Twój mąż odnajduje się w tej sytuacji?
Bo tak się Ciebie czyta, jakbyś była dzieckiem i musisz się słuchać mamy.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 104 lata, Toruń
Javiolla

Javiolla

Jeśli mieszkacie na innym pietrze to śmiało można rzec, że macie osobne gospodarstwo. Tym samym nie musicie wchodzić na górę i przebywać z gości, którzy nie przyszli do Was. Mimo, ze mieszkacie w jednym domu to jesteście oddzielną rodziną, macie teraz siebie wzajemnie. Macie też prawo mieć swoją prywatność.
Niedziela jest dniem rodzinnym i dlatego chcecie spędzić go w swoim towarzystwie, to naturalne. Może zaaranżujcie czasem jakiś wypad, aby nie siedzieć z nimi. Mamie tłumaczcie i podawajcie argumenty i róbcie swoje.
To nie wypada nie siedzieć z nimi? Nie wiem czy wypada w każdą niedzielę nawiedzać Was, czy wypada oczekiwać, aby wszyscy poświęcali im uwagę. To nie jest ani taktowne ani grzeczne.
Czy jeśli goście przychodzą do Was, to mama tez się wprasza i siedzi z Wami na dole?

--

"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

214141 javiolla Kobieta, 44 lata, Kaszuby
~amelia3232

~amelia3232

Nie, nie siedzi z nami chyba, że sami zawołamy ale my generalnie z racji braku czasu rzadko u siebie kogoś gościmy. A Ty ka-wa takie durne uwagi zostaw dla siebie bo wyciągasz pochopne wnioski.

Javiolla

Javiolla wpis edytowany

Amelia> nie dziw się ka-wie, bo mogła odnieść takie wrażenie.
Faktycznie wygląda, że słuchasz się mamy jak nastolatka, której rodzice wszystko fundują i oczekują w zamian bezwzględnego posłuszeństwa. Nie znamy prawdy, ale wyciągamy wnioski z tego co napisane, a zauważ, że każdy ma inny punkt widzenia. Zamiast się oburzać możesz to sprostować i rozwiać wątpliwości.
To jest argument dla Twojej mamy, że skoro ona nie ma obowiązku przesiadywać u Was, to Wy też nie musicie u niej. To nic, że rzadko do Was ktoś przychodzi, ale może Wy do kogoś jeździcie częściej i to jej tez nie powinno obchodzić. Macie prawo do prywatności, bo jesteście osobną rodziną, to są jej goście i Wam nic do tego. Tej wersji się trzymajcie. To mamy problem, że nie umie tego zrozumieć.

--

"Twoją rzeczywistą i ostateczną prawdą jest sposób, w jaki przeżywasz swoje życie, a nie idee, w które wierzysz"

214141 javiolla Kobieta, 44 lata, Kaszuby
ka-wa

ka-wa

Sorry, może trochę przegiełam, ale Ty "pojechałaś", nie argumentując.
Takie jest moje odczucie, chciałam też trochę Tobą wstrząsnąć, bo z reguły ważę słowa, ale wiem też, że rodzice bywają tak apodyktyczni, że dzieci wychowane w takiej rodzinie, mimo, że źle się z tym czują, nie potrafią się przeciwstawić.
W takiej sytuacji, najlepiej, jak ktoś pisał wyprowadzić się, niż całe życie żyć pod pręgierzem, tylko przeważnie na to siły też nie mają.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 104 lata, Toruń