Forum Psychologia

Czy podjęłam słuszną decyzję?

zmęczona_02

zmęczona_02

Witajcie,
Długo walczyłam ze sobą, żeby o tym opowiedzieć, ale czuję, że powinnam, bo jestem już zmęczona tym wszystkim co siedzi w mojej głowie.
Niedawno zakończyłam burzliwą znajomość z mężczyzną na którym bardzo mi zależało i przez długi okres naiwnie wierzyłam, że jemu na mnie też.
Jestem osobą bardzo nieufną, stroniłam od znajomości z facetami, do czasu gdy poznałam jego. Od początku poruszył mnie swoją otwartością, szczerością, zrozumieniem no i bum, zakochałam się mimo że wcale tego nie chciałam. I na początku czułam, że on także mnie kocha i mu na mnie zależy. Przy nim czułam się w jakiś sposób dowartościowana, mieliśmy podobne doświadczenia, wierzyłam, że razem sobie jakoś poradzimy. Jednak z czasem zaczęły się problemy, które na początku ignorowałam, bo jak idiotka wierzyłam, że jak je oleję, to same z siebie znikną. Wiedziałam o tym, że on nie do końca radzi sobie sam ze sobą, ale chciałam przy nim być i mu pomóc, zależało mi na jego dobrym samopoczuciu, sama miałam problemy i wiedziałam, jaka jest ważna w takich momentach obecność drugiej osoby. Ale on z czułego i troskliwego faceta zmienił się nie do poznania w oschłą i agresywną wersję samego siebie. Odpychał mnie, krzyczał, mimo moich prób rozmowy z nim, ciągle powtarzał, że jestem głupia, niczego nie rozumiem, w ogóle nie znam życia, nie doceniam go i się nie staram. Bardzo mnie to bolało, ale w tamtej chwili byłam w stanie znieść wszystko, byleby się lepiej poczuł. I gdy faktycznie się mu polepszyło i przeprosił, ja machnęłam ręką i uznałam, że przecież każdy ma czasami gorszy czas. Jednak takie sytuacje zaczęły się powtarzać. W jednej chwili powtarzał, że jestem dla niego wszystkim i mnie kocha, za chwilę kazał mi się zamknąć, bo go drażnię i niczego nie kumam. Zaczynałam mieć dość tych huśtawek emocjonalnych, rollercoasterów. Ciągle się denerwowałam, zaczęłam mieć poważne problemy ze zdrowiem, a on niby się martwił i przepraszał, a za chwilę zaczynała się standardowa śpiewka, jaka to jestem egoistyczna. Byłam wyrozumiała, w końcu miał ciężkie dzieciństwo, ale zaczęłam czuć, że tracę energię do życia. Odsunęłam się od bliskich osób, cały czas poświęcałam jemu, nie miałam ochoty realizować swoich pasji. Był tylko on i jego problemy. Coraz bardziej zaczynało do mnie docierać, że jest chory psychicznie i on sam o tym wiedział, bo w chwilach "normalności" przepraszał, płakał i mówił mi, żebym dała sobie spokój, bo się przy nim wykończę. I właśnie ta jego skrucha tak mnie przy nim trzymała. Na moje prośby o pójście do specjalisty, reagował gniewem, uważał, że jest mądrzejszy i nikt mu nie pomoże. Grał mi na uczuciach, wyzywał, powtarzał, że sama jestem chora psychicznie, już nikt mnie nie zechce i nie da tego, co on, uderzał w moje słabości. W końcu postanowiłam, że muszę od niego odpocząć, zrobiliśmy sobie przerwę, którą przerwał on, twierdząc, że żałuje, że mnie kocha i potrzebuje, że ten czas beze mnie był dla niego jak wieczność, że był takim dupkiem, bo chciał, żebym dała sobie spokój, ale jednak nie umie sobie poradzić beze mnie. Po raz kolejny prawie dałam się nabrać, a wtedy znów zaczął swoje: jesteś nikim, głupia zdziro itp. Z pomocą przyjaciółek zerwałam kontakt ostatecznie i zajęłam się sobą. Jednak nie ukrywam, że ta znajomość dużo mnie kosztowała i jej skutki odczuwam do teraz. W najgorszych chwilach przypominam sobie jego podłe słowa, a jednocześnie czuję żal, bo miał w życiu ciężko i był samotny. I zastanawiam się, czy postąpiłam słusznie, że on może potrzebuje mojej pomocy teraz, a ja się zachowałam jak ostatnia egoistka i od niego odeszłam. Moi bliscy powtarzają, że postąpiłam należycie, dużo czytałam w internecie o tzw. wampirach emocjonalnych, psychopatach, toksycznych ludziach itd. i wszędzie radzą to samo: odciąć się. Mnie jednak przygniata poczucie winy, że może za mało dałam od siebie, że to ja zepsułam wszystko. Napisałam tutaj to wszystko, bo może któraś lub któryś z Was był w podobnej sytuacji i miałby jakieś rady, jak wyjść z tego stanu i iść dalej. Z góry dziękuję bardzo za wszelkie porady i za to, że mogłam się wygadać :D

213979 zmeczona-02 Kobieta, 22 lata, Daleko

Odpowiedzi znajdują się poniżej

~Fffv bnnkj

~Fffv bnnkj

Ogromna ilość kobiet była w takiej samej sytuacji. Bardzo dobrze zrobiłaś. Czytałaś dużo o wampirach emocjonalnych, toksykach itd to teraz do kompletu poczytaj o syndromie Matki Teresy. To ci wyjaśni, skąd w tobie poczucie winy. Psychopaci i narcyzi lgną do takich kobiet. To taki duet zaburzeniowy

zmęczona_02

zmęczona_02

Zapomniałam dodać o jego poprzedniej "miłości", do której często mnie porównywał. Tamta dziewczyna nic do niego nie czuła, olewała go, gdy chciał mi dogryźć, często o niej opowiadał, a potem uznawał, że jestem jeszcze gorsza od niej i oczywiście, głupsza. Interesował się psychologią i nieraz się zastanawiałam, czy nie stosuje na mnie jakichś sztuczek, ale gdy dzieliłam się z nim tymi obawami, wpadał w szał, mówił, że tak o mnie walczy, a ja podejrzewam go o najgorsze. Moje przyjaciółki zauważyły, że przy nim gasnę, więc zaczął je atakować, a mi próbował wbić do głowy, że nie zależy im na mnie tak jak jemu.

213979 zmeczona-02 Kobieta, 22 lata, Daleko
~kjhgdtyik

~kjhgdtyik

Twój błąd polega na tym, że unikałaś kontaktu z mężczyznami. Czyli po prostu nawet nie chciałaś z nimi spacerować i rozmawiać. To jest jedyny sposób żeby poznać ludzi i nauczyć się rozpoznawać kto jest dobry a kto nie. W tej sytuacji dałaś się nabrać na socjopatę. Tą samą głupotę zrobiła moja koleżanka. Była trzy i pół roku z chłopakiem który ciągle się z nią kłócił a ze mną bała się spacerować po centrum miasta. Nasza spokojna serdeczna znajomość trwała głównie korespondencyjnie przez dziewięć miesięcy. Potem ją zerwała bez żadnego powodu twierdząc że nie może opanować lęków że ją skrzywdzę na spacerach.

Mówiła też coś ważnego, że nie potrafi rozpoznawać uczuć.

Jej problem to była samotność, izolacja od ludzi. Dlatego nie rozpoznała uczuć tamtego chłopaka jako złego i moich jako dobrego. Ja nawet nie chciałem mieć z nią związku tylko od czasu do czasu pospacerować po muzeum - taka przyjaźń.

Nie popełnij tego samego błędu.

~dammar

~dammar

Zerwalas bliska relacje a to boli. Gorzej gdyby nie bolalo, to by raczej znaczylo ze relacja az tak bliska nie byla.
To czy dobrze zrobilas, mozesz sama ocenic patrzac na skutki tego zwiazku. Czy on byl wsparciem dla ciebie w kazdej sytuacji? Czy jestes lepsza osoba?
Czlowiek nie moze budowac zwiazku na problemach, bo w zyciu jest tak duzo problemow ktore trzeba rozwiazac ze skupianie sie tylko na nich niczego nie daje oprocz wrazenia beznadziei. Moze to i romantyczne, ale romantyczni bohaterowie dosc mlodo umierali.
Dla mnie najgorsze jest to ze stracilas do niego zaufanie, to bardzo zla wrozba dla jakiegokolwiek zwiazku bo zwiazek na zaufaniu sie opiera.
Nie wiem jak cie pocieszyc, bo wiem ze boli, ale przejdzie. Z kazdym dniem bedzie lepiej az w koncu nabierze kolorow.

zmęczona_02

zmęczona_02

Poczytałam troszkę o tym syndromie Matki Teresy i z niepokojem muszę przyznać, że niektóre objawy idealnie opisują mnie w czasie trwania relacji.
Dla mnie ta relacja była bardzo ważna, oczarował mnie, przed nim pierwszym się tak bardzo otworzyłam, a potem on te słabości wykorzystał przeciw mnie.
Owszem, często mnie wspierał, ale czasami bywało tak, że uważał moje problemy za błahostki, że moje cierpienie to nic w porównaniu z jego. Martwiły mnie jego ciągle zmiany zdania, męczyły, po prostu. Czasami zastanawiałam się czy kocham jego czy jego wyobrażenie, które stworzyłam w swojej głowie, a przy nim trwam tylko z przyzwyczajenia i przywiązania, pamięci tych lepszych czasów. Nie stałam się dzięki niemu lepsza, raczej bardziej wybuchowa i przygnębiona, chwiejna. Przez długi czas jednak nie patrzyłam na siebie, lecz na niego, próbowałam go dowartościować, mimo że sama czułam się wykończona. Moim błędem jest to, że co złego, to szybko zapominam.

213979 zmeczona-02 Kobieta, 22 lata, Daleko
~Piotr Rybak

~Piotr Rybak

Osobowość borderline, to kocha i wielbi, to odrzuca i nienawidzi. Poniżanie i upokarzanie, następnie przepraszanie i skrucha. Książkowy przykład.
Bardzo dobrze zrobiłaś, że się odseparowałaś. Zniszczyłabyś sobie psychikę żyjąc z człowiekiem z borderline.

~onkaY

~onkaY

zmęczona_02, przede wszystkim współczuję, że pozwoliłaś się tak wmanewrować i wykorzystać.
Na szczęście to już za Tobą.
Zgadza się, stałaś się ofiarą przemocy, ale postaraj się wzbudzić w sobie trochę złości na niego, nie bądź taką dobrą duszą, chyba nie wierzysz w to, co o Tobie mówił, to pomoże Ci pozbyć się resztek winy w jaką Cię wpędził.
Wyciągnij wnioski z tej przykrej dla Ciebie historii.
Nie wchodź w bliskie relacje z popapranymi facetami, uciekaj od pijaków, babiarzy, wszelkich ofiar losu, typu dda, trudne dzieciństwo, odrzuconych przez wszystkich itd.
Szukaj normalnego faceta z pełnej rodziny i nigdy nie dawaj więcej niż sama otrzymujesz.
Oczywiście, nigdy nie ma gwarancji, że nie zawiedziesz się na partnerze, nawet najlepsze małżeństwa się rozpadają, bo komuś może w pewnym momencie odbić i niszczy dotychczasowe życie.
Jednak nie lekceważ pierwszych sygnałów. W pewnych okolicznościach można dać komuś szansę, ale tylko jedną, więc nie angażuj się zbyt szybko, obserwuj, a jak facet daje plamę drugi raz, uciekaj i szukaj następnego.
Jesteś młoda, ciągle masz wybór, nie trać czasu na psycholi.