Forum Psychologia

Głośni sąsiedzi

~Bella1900

~Bella1900

Mam problem z sąsiadami z góry. Dzieci całymi dniami biegają po mieszkaniu. U mnie sufit się trzęsie. Nie można obejrzeć telewizji, w ciszy nie można posiedzieć bo jej nie ma. Nic do nich nie dociera. Moje nerwy są już na wyczerpaniu. Czy są na to jakieś sposoby? Ktoś miał podobny problem i go rozwiązał?

Odpowiedzi znajdują się poniżej

milenka357

milenka357 wpis edytowany

ja bym do dzielnicowego zadzwoniła.... jak uwagi nie pomagaja

208464 milenka357 Kobieta, 28 lat, wrocław
luukas

luukas

też się chętnie dołączę do pytania,a oprócz dzielnicowego nie ma innej opcji ? przecież są przepisy i wymogi nie przeszedł ktoś takiej sprawy sądownie ?

159601 luukas Mężczyzna, 32 lata, Zielona Góra
~onkaY

~onkaY

Nic z tym nie zrobisz. Gdyby sąsiedzi zakłócali ciszę nocną, urządzali głośne imprezy, lub awantury, to miałabyś jakiś konkretny argument.
Fakt, że dzieci biegają, cóż mają do tego prawo, są pewnie małe i we własnym domu.
Rozumiem, że jest to uciążliwe, ale w takim akustycznym domu mieszkasz. Możesz co najwyżej pomyśleć o zmianie mieszkania.

luukas

luukas

no i tu się właśnie mylisz.
Kilka lat temu przepisy prawne zostały zmienione, nie ma już w nich pojęcia "cisza nocna" bo to jest umowna pora którą spółdzielnia narzuca. Występuje natomiast pojęcie "uciążliwego hałasu" i rzekomo każdy taki uporczywy hałas który przeszkadza nam w normalnym funkcjonowaniu można pod to podciągnąć. Plus jeszcze do tego dochodzą przepisy budowlane która wymagają, że izolacja uderzeniowa powinna wynosić 58 db cokolwiek to znaczy.
Więc można sądownie się domagać swoich praw. Więcej szczegółów nie jestem w stanie zdradzić bo sam właśnie wgryzam się w ten problem i szukam kogoś bardziej obeznanego.

159601 luukas Mężczyzna, 32 lata, Zielona Góra
~onkaY

~onkaY

luukas
no i tu się właśnie mylisz.
Kilka lat temu przepisy prawne zostały zmienione, nie ma już w nich pojęcia "cisza nocna" bo to jest umowna pora którą spółdzielnia narzuca. Występuje natomiast pojęcie "uciążliwego hałasu" i rzekomo każdy taki uporczywy hałas który przeszkadza nam w normalnym funkcjonowaniu można pod to podciągnąć. Plus jeszcze do tego dochodzą przepisy budowlane która wymagają, że izolacja uderzeniowa powinna wynosić 58 db cokolwiek to znaczy.
Więc można sądownie się domagać swoich praw. Więcej szczegółów nie jestem w stanie zdradzić bo sam właśnie wgryzam się w ten problem i szukam kogoś bardziej obeznanego.

"Cisza nocna" owszem obowiązuje. Policja przyjedzie z interwencją, jeśli gdzieś w nocy będzie hałas, burda, głośna impreza, natomiast nie zareaguje, jesli ktoś zadzwoni np o 17.00 i powie, że nie może wypocząć, bo dzieci sąsiadów, piętro wyżej skaczą i biegają, albo np. głośno krzyczą na placu zabaw blisko okien.
Doradzasz sprawę sądzie - nie żartuj, nie ma szans. Sparwa zostanie umorzona, powódka obarczona kosztami.
Nikt, żaden sąd, policja, ani spółdzielnia nie nakaże rodzicom wyprowadzki z mieszkania, bo mają dzieci, nikt nie nakaże im wiązania dzieci, żeby nie biegały po domu, to absurd.

luukas

luukas

nie chciałbym się kłócić bo dopiero rozeznaje temat...ale...

"Często jednak problematyczni są sąsiedzi hałasujący w dzień – co do zasady można hałasować do 68 dB w dzień i 60 dB w nocy (szum odkurzacza do około 60 decybeli). Jeśli sąsiedzi zakłócają ciszę nawet w dzień – wówczas warto wezwać Inspekcję Ochrony Środowiska."

"W przypadku, kiedy odwiedziny policji, upomnienia i mandaty nie przynoszą efektu, pozostaje odwołanie się do art. 144 kodeksu cywilnego. Mówi on o granicach korzystania ze swojego prawa własności w ramach współżycia społecznego. W skrócie oznacza to, że nie można narażać sąsiadów na szczególną uciążliwość. I nie ma tu znaczenia czy ktoś działa w oparciu o możliwe pozwolenia i zaświadczenia. Na jego podstawie można zawnioskować do sądu o nakaz zaniechania naruszeń."

i mamy jeszcze opcję, że np u kogoś przez te hałasy nastąpiło pogorszenie zdrowia z powodu uszczerbku na zdrowiu psychicznym.

ale jak mówiłem sam szukam odpowiedniej opcji zaczepienia.

159601 luukas Mężczyzna, 32 lata, Zielona Góra
~Bella1900

~Bella1900

luukas
nie chciałbym się kłócić bo dopiero rozeznaje temat...ale...

"Często jednak problematyczni są sąsiedzi hałasujący w dzień – co do zasady można hałasować do 68 dB w dzień i 60 dB w nocy (szum odkurzacza do około 60 decybeli). Jeśli sąsiedzi zakłócają ciszę nawet w dzień – wówczas warto wezwać Inspekcję Ochrony Środowiska."

"W przypadku, kiedy odwiedziny policji, upomnienia i mandaty nie przynoszą efektu, pozostaje odwołanie się do art. 144 kodeksu cywilnego. Mówi on o granicach korzystania ze swojego prawa własności w ramach współżycia społecznego. W skrócie oznacza to, że nie można narażać sąsiadów na szczególną uciążliwość. I nie ma tu znaczenia czy ktoś działa w oparciu o możliwe pozwolenia i zaświadczenia. Na jego podstawie można zawnioskować do sądu o nakaz zaniechania naruszeń."

i mamy jeszcze opcję, że np u kogoś przez te hałasy nastąpiło pogorszenie zdrowia z powodu uszczerbku na zdrowiu psychicznym.

ale jak mówiłem sam szukam odpowiedniej opcji zaczepienia.

Pogorszenie zdrowia psychicznego. Jak to udowodnić? Jakieś zaświadczenie od psychiatry czy wystarczy od psychologa?

~onkaY

~onkaY wpis edytowany

luukas
nie chciałbym się kłócić bo dopiero rozeznaje temat...ale...

"Często jednak problematyczni są sąsiedzi hałasujący w dzień – co do zasady można hałasować do 68 dB w dzień i 60 dB w nocy (szum odkurzacza do około 60 decybeli). Jeśli sąsiedzi zakłócają ciszę nawet w dzień – wówczas warto wezwać Inspekcję Ochrony Środowiska."

"W przypadku, kiedy odwiedziny policji, upomnienia i mandaty nie przynoszą efektu, pozostaje odwołanie się do art. 144 kodeksu cywilnego. Mówi on o granicach korzystania ze swojego prawa własności w ramach współżycia społecznego. W skrócie oznacza to, że nie można narażać sąsiadów na szczególną uciążliwość. I nie ma tu znaczenia czy ktoś działa w oparciu o możliwe pozwolenia i zaświadczenia. Na jego podstawie można zawnioskować do sądu o nakaz zaniechania naruszeń."

i mamy jeszcze opcję, że np u kogoś przez te hałasy nastąpiło pogorszenie zdrowia z powodu uszczerbku na zdrowiu psychicznym.

ale jak mówiłem sam szukam odpowiedniej opcji zaczepienia.


Mówimy tutaj o dzieciach!
Nie, żebym twierdziła, że "wszystkie dzieci są nasze" :)
Ale tu nie chodzi o włączanie odkurzacza, czy przybijanie gwoździ w nocy.
Sąsiedzi autorki mają dzieci, mieszkają w swoim mieszkaniu, dzieci zapewne są małe, więc ekspresyjne, może nawet mają ADHD, choć niekoniecznie. Tak, jak dorośli ludzie, każde dziecko ma inne usposobienie, jedno bywa flegmatyczne, a inne dynamiczne (niestety większość dzieci jest ekspresyjna i głośna, to naturalne).
Proszę przyjrzeć się kiedyś grupie idących ulicą, czy jadacych MPK młodszym dzieciom, klasie pod opieką n-la.
To jest jeden wielki hałas, gwar, popychanie, trącanie, wzajemne skargi, niczym w ulu. TO NATURALNE.
Nie wierzę, żeby sąsiedzi autorki namawiali swoje dzieci do celowego biegania i skakania, żeby sąsiadce z dołu zrobić na złość, oni sami pewnie są tym zmęczeni.
Tylko, że posiadanie dzieci jest naturalne, tak jak naturalne są pewne zachowania charakterystyczne dla dzieci w pewnym wieku. Np. nastolatek (normalny) nie będzie już biegal po domu.
Trudno oczekiwać żeby wszystkich rodziców z małymi dziećmi zamknąć w gettcie.
Rozumiem, że dzieci sąsiadów mogą być dla autorki uciążliwe, ale jeszcze raz: ona nie ma najmniejszej szansy na wygranie sprawy.
Co najwyżej doprowadzi do konfliktu sąsiedzkiego, zostanie posądzona o pieniactwo, mało tego, może stać się obiektem celowej złośliwości, zależy na kogo trafi.
Żadne zaświadczenia lekarskie tutaj niczego nie zmienią.
Ten problem jest nie do rozwiązania.

luukas

luukas

możliwe, że to co mówisz jest prawdą :)

nie wiem nie wnikam, nie chcę tutaj kłótni rozpoczynać.

Tylko rzucę na koniec swoje przemyślenie.
Ja jako mało dziecko jeżeli się tłukłem w domu rzucałem czymś o podłogę, hałasowałem, dokazywałem czy zbiegałem głośno po klatce od razu dostawałem od rodziców reprymendę, że mam się uspokoić.

więc proszę mi tu nie mówić, że to wina dzieci. To wina rodziców i ich podejścia do świata "mi wszystko wolno"

159601 luukas Mężczyzna, 32 lata, Zielona Góra
VRC

VRC

Też mam takie bydło u siebie.
Mieszkanko oczywiście nie ich tylko ktoś z rodziny im wynajął i to za frre bo po co kupować.
Stali klijencii pomocy społecznej wiecznie żerują na społeczeństwie .
Wiecznie libacje wrzaski jak by byli na bezludnej wyspie.
Za to praca w łapki parzy.
Co najwyżej ukraść coś bo już wyrok też na koncie.
Dzieciak a własciwie 500+ zeby było za co chlać.

Jak się na takich pasożytów patrzy to powinni wprowadzić programy przymusowej sterylizacji tak jak kiedyś w Szwecji było i nie tylko tam.

207214 vrc Mężczyzna, 47 lat, Łódź
ka-wa

ka-wa

Żeby nie kopać się z koniem..., ja bym wyłożyła sufit w pokoju, w którym się najdłużej przebywa, grubymi płytami dźwiękoszczelnymi.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 103 lata, Toruń
April90

April90

Zawsze mozna wezwac kogos do pomiaru glosnosci i sprawdzic czy aby autorzy budynku nie oszczedzali na izolacji dzwieków.

208423 april90 Kobieta, 28 lat, Wrocław
luukas

luukas

oczywiście, koszt takich pomiarów to okolice 1800 PLN.
Budynek powojenny, więc wiadomo, że oszczędzili nawet sam prezes spółdzielni przy rozmowie powiedział, że prawdopodobnie zagospodarowano ten strych bez przygotowywania podłogi.

Ale co mi da, że będę miał prawomocną ekspertyzę ?
gdzie dalej się z tym udać ? do sądu czy jak ?
zmierzam do tego, że wg mojego projektu wygłuszenie tej podłogi nie przekroczy 2500 PLN, więc wszystkie inne rozwiązania wydają się bezsensu...ale jak tu im wytłumaczyć, że to jest konieczne ?

159601 luukas Mężczyzna, 32 lata, Zielona Góra
ka-wa

ka-wa

Drogą prawną, niczego nie zdziałasz, poza stratą pieniędzy, nikt ich nie zmusi do wygłuszenia podłogi, jeśliby nawet na to poszedł administrator i zakładam, że nawet pokrył by koszty, to oni mogą się nie zgodzić, bo to nie leży w ich interesie.
Dlatego pisałam o wygłuszeniu swojego sufitu, przed tym można uzgodnić dopłatę do kosztów od administratora, jeśli oczywiście on uzna, że to wina niewygłuszonej podłogi sąsiadów wyżej i zgodzi się parcytypować w kosztach.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 103 lata, Toruń
luukas

luukas

sufit mam wygłuszony, jednak jak wiadomo hałas jest falą który przenosi się w postaci drgań więc to nic nie da dopóty dopóki ich podłoga nie zostanie wygłuszona.

"bo to nie leży w ich interesie."
i właśnie szukam ciągle sposobów na tą zawiść ludzką, żeby pominąć ten czynnik.

ale jeśli by udowodnić, że budynek nie jest dostosowany do wymogów budowlanych to co dalej nic? naprawdę na tą kwestią nie ma normalnego ludzkiego podejścia i polskie prawo ma tu czarną dziurę ?

159601 luukas Mężczyzna, 32 lata, Zielona Góra
ka-wa

ka-wa

Musiałbyś dopytać prawnika i to takiego, który zna się na prawie budowlanym.
Samo udowodnienie, że budynek nie jest dostosowany do wymogów budowlanych, kosztuje sporo, można by na to pójść, ale przy braku zgody tych sąsiadów, musiałbyś iść do sądu, następne koszty, a orzeczenie niepewne.
Dlatego prawnik musi Ci powiedzieć, jaka jest szansa na uzyskanie korzystnego orzeczenia i to taki co spotkał się z takimi problemami i wie z autopsji jakie są orzeczenia w podobnych przypadkach.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 103 lata, Toruń
ka-wa

ka-wa

Albo, zanim wydasz jakiekolwiek pieniądze, napisz do rzecznika praw obywatelskich.
Biuro rzecznika wg mnie najlepiej Cię pokieruje, żeby na próżno nie wydawać kasy.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 103 lata, Toruń
~onkaY

~onkaY

ka-wa
Albo, zanim wydasz jakiekolwiek pieniądze, napisz do rzecznika praw obywatelskich.
Biuro rzecznika wg mnie najlepiej Cię pokieruje, żeby na próżno nie wydawać kasy.

No tak, ale problem opisała Bella i dotyczy on zachowania dzieci (jak się domyślam małych) we własnym mieszkaniu.
Nie wiem, jaki dokładnie problem ma Luukas, ale w jednym i drugim przypadku nie twierdzę, że problemu nie ma - owszem jest, jeśli ktoś cierpi z powodu zakłócania spokoju we własnym mieszkaniu.
Kłopot w tym, że jeśli nie mówimy o drastycznych sytuacjach, takich jak nocne balangi, awantury, remont w środku nocy itp to sprawa jest nie do wygrania.
Można tak, jak radzi ka-wa poszukać półśrodków, w postaci wyciszania, jednak pisanie do rzecznika praw obywatelskich nie przyniesie efektów, podobnie jak oficjalne skargi składane na policji, czy wniesienie sprawy do sądu.