Forum Psychologia

Lęk przed studiami

~sarsio98

~sarsio98

Witam!
Od października rozpoczynam studia. Czekałem na nie całe liceum, a gdy teraz zbliżają się co raz bardziej panikuje. Na początku obawiałem się tęsknoty za rodziną. Wprawdzie będę studiował tylko 30 km od domu, jednak wynajmuję mieszkanie z przyjaciółką, z którą chodziłem do klasy i jest z tego samego miasta. Ma ona samochód, więc będziemy wracać na weekendy do domów. Może i jestem trochę "mamimsynkiem", który nie chcę puścić spódnicy, ale nie mam jakichś wspaniałych z relacji z rodzicami, nie wiele z nimi rozmawiam. Do tej pory moje życie to było chodzenie do szkoły, a potem wracanie do domu i tak w koło. Jednak teraz liczę, że sobie poradzę. Teraz we wrześniu, gdy moje rodzeństwo wróciło po wakacjach do szkoły, panikuje jeszcze bardziej. Panikuję że po studiach (filologia rosyjska) nie znajdę pracy. Zamierzam iść na specjalizację nauczycielską z językiem angielskim, jednak boję się praktyk, bo nie znam żadnego nauczyciela rosyjskiego. Chciałbym zostać lektorem angielskiego w szkole językowej do której chodziłem wiele lat i dobrze mnie tam znają, ale boję się że mimo przygotowania pedagogicznego z języka angielskiego nie przyjmą mnie, bo ukończyłem filologię rosyjską. Jak widać jeszcze nie zacząłem studiów, a już panikuję przed wyborem specjalizacji (a wybiera się ją po 1 roku) i przed pracą. Na dodatek na mojej uczelni na II stopniu na specjalizacji nauczycielskiej nie ma angielskiego ani studiów zaocznych, więc nie mogę zrobić magistra i ewentualnie zacząć uczyć w tej szkole. Niedawno znalazłem informację o studiach online, zainteresowałem się nimi, bo by mi odpowiadały, bo jest to filologia angielska i mam szansę zrobić magistra i uczyć. Jednak przed tym też mam stracha i się boję, bo to nie są takie tradycyjne studia. Ogólnie przez ten cały stres budzę się o 3 nocy i przeglądam ogłoszenia pracy w okolicy mojego rodzinnego miasta. Po studiach chciałbym wrócić do domu i tam się ustatkować. Jednak może wyglądać to źle że 20-kilkuletni facet mieszka z rodzicami i rodzeństwem i pracuje. Nigdy nie miałem dziewczyny, ze względu na niską samoocenę i nieśmiałość. Przez tą całą panikę o mojej przyszłości na całej twarzy wyszły mi pryszcze i mam drgawki nóg i nie mogę ich powstrzymać. Nie wiem czy ktoś przeczytał ten mój długi wywód, ale musiałem się wyżalić ze wszystkiego co mi leży na duszy. Z góry dziękuje za odpowiedź.
Pozdrawiam

Odpowiedzi znajdują się poniżej

~mdndnfhjjcn

~mdndnfhjjcn

Niepotrzebnie się martwisz o pracę za kilka lat. Wtedy będzie przewrót światowy i system upadnie. Zamiast wracać do domu na koniec tygodnia, zostań i się ucz albo spotkaj z kolegami żeby porozmawiać, są wydarzenia kulturalne. Jak trochę ich poznasz, to się przekonasz że są fajniejsi niż rodzina.

~sarsio98

~sarsio98

Nawet gdybym chciał to jestem trochę uzależniony od wspólokatorki. Żeby trochę zaoszczędzić ona przywiezie do mieszkania swój internet mobilny, więc jeśli ona wyjedzie to ja zostanę bez internetu. Ja nie jestem typem osoby rozrywkowej. Owszem mam znajomych, oprócz współlokatorki będzie jeszcze dwóch innych znajomych, którzy będą mieszkać gdzie indziej. Nie chodzę na imprezy czy koncerty (przynajmniej na razie), ale i tak mnie nie ciągnie.

~trolololo232

~trolololo232

Oczekiwanie na coś niepewnego wywołuje o wiele większy stres niż to warte.Jak przyjdzie co do czego to po prostu będziesz "działał" i nie myslał czy to stresujące.Uwierz mi ze wszystkim tak jest.

~Mirka345

~Mirka345

Nie ma co martwić się na zapas, trzeba nauczyć się żyć tym co tu i teraz. Też miałam dużo obaw, lęków, brak wiary w siebie, wpadłam w czarną dziurę. Nowe środowisko, wszelkie zmiany powodują często ogólną frustrację, rezygnację i problemy. Często nie mamy wokół siebie takich osób, które by pomogły na starcie, młodzi ludzie są obciążeni psychicznie wieloma czynnikami i jest klapa. Teraz mamy takie czasy, że wszystko kuleje, dlatego psychoterapia Bydgoszcz stała się dla mnie czymś tak codziennym już, jak pójście np. do dentysty. Czasem trudno samemu dojść do ładu z sobą, wtedy polecam zajrzeć na psychoterapia.top , warto poszukać wsparcia u specjalisty, po wyjściu od psychologa czuje się jakby mi ktoś wyciszył głowę:-), jakby posprzątał w myślach. Super sprawa!

~sarsio98

~sarsio98

Może dlatego że teraz w moim życiu się nic nie dzieje mam takie myśli. Jednak naprawdę nie moge się na niczym skupić czy nawet jeść. Przegladam tylko fora w tym temacie i coraz bardziej uswiadamiam sobie ze te studia to błąd. Naprawdę ta szkoła to moja jedyna nadzieja, bo innej pracy w moim kierunku u siebie nie znajdę. Obsesyjnie przegladnalem wszystkie oferty w okolicy i jest praca dla techników czy związanych z finansami, a ja naprawdę nie chcę wyjeżdżać do np. Warszawy. Wolę zostać tu i ewentualnie dojeżdżać do pracy, ale ja nie mam w ogóle żadnego doświadczenia i innych wymagań. Zostaje pobliski McDonalds, ale do emerytury przecież tam nie przepracuję. W sumie w szkole językowej też nie zabawie kilkunastu lat (i tak powstaje kolejne zmartwienie). Oczywiście nie mam myśli samobójczych, bo szkoda by było mi moich bliskich, jednak najchętniej zostalbym w domu i nic nie robić do śmierci bez żadnych zmartwień.

mgr Kamila Krocz

mgr Kamila Krocz

Odpowiedź eksperta

Piętrzysz problemy, których de facto nie ma. Przynajmniej teraz. Idź na studia, korzystaj z życia studenckiego, zbieraj doświadczenie i przestań myśleć, co będzie za kilka lat. Fajnie, że już wstępnie masz jakieś plany dotyczące Twojej kariery zawodowej (nauczyciel angielskiego), ale pamiętaj, że życie czasem płata figle i możesz jeszcze się przebranżowić. Znam przypadek z własnego podwórka. Dziewczyna studiowała ze mną psychologię, wierzyła, że zostanie psychologiem, a pracuje jako pomoc dentystyczna i bardzo jest zadowolona ze swojej pracy. Ponadto nieźle zarabia. Zatem nie wiadomo, co życie przyniesie.

100945 mgr-kamila-krocz Kobieta, 31 lat, Lublin
~sarcio98

~sarcio98

Teraz tych problemów nie ma, ale w przyszłości będą. Jeżeli chodzi o pracę to zależy mi na okolicy bo nie chce mieszkać z dala od rodziny i w ogóle nie lubię wielkich miast. Wiem że istnieją kursy i studia podyplomowe, ale kosztują i nie chce żeby rodzice się kosztowali (im to nie przeszkadza, bo najważniejsza jest moja wiedza, ale ja po prostu jestem taki oszczędny). Nie muszę pracować w zawodzie, ale w tej konkretnej szkole wiedziałbym co robić, a bez doświadczenia zawodowego żadnej pracy nie dostanę.

ka-wa

ka-wa

Dlaczego wybrałeś filologie rosyjską? Skoro coraz bardziej przekonujesz się ,że to błąd ,to może jest szansa na zmianę kierunku, pewnie jeszcze są dodatkowe nabory.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 102 lata, Toruń
~sarcio98

~sarcio98

Głównie dlatego, że chcę się go nauczyć (wiem że to nie kurs językowy). Inną opcją przy rektutacji była filologia angielska (tu miałbym praktycznie autostradę do bycia lektorem). Oczywiście rezygnacja jest możliwa, ale straciłbym rok (to aż mnie tak nie przejmuje), lecz także przepuściłbym pieniądze moich rodziców i bardzo było by mi tego szkoda. Np teraz za wrzesień za mieszkanie musiałem zapłacić całą kwotę, a nie umówioną połowę. Właścicielka zgodziła się żeby dopłacić w październiku, ale dam je ze swoich żeby nie robić dodatkowych obciążeń moim rodzicow. Nie zamierzam wiele wydawać, mieszkanie 670 zł na jedzenie nie wiem ile pójdzie ale zamierzam się wyrobić w 1000 zł, a nie wiem ile rodzice będą mi dawać, ale na pewno zaoszczędzę. Nie jestem typem osoby, która chce sobie przedłużyć dzieciństwo, zrobić byle jaki dyplom żeby był, imprezuje do świtu. Miałem na początku ambicje, byłbym pierwszy w rodzinie po studiach (moi rodzice nie studiowali i jestem najstarszy z rodzeństwa). Jeszcze nie dawno złościłem się na mamę że chwali się moimi wynikami matur na prawo i lewo, a teraz praktycznie jestem wypalony przed studiami. Jeszcze nie dawno byłem pewny swojego wyboru, a teraz kompletnie nie wiem co będzie z moim życiem. Moja bogatsza ciotka chciała mi zafundować studia na prywatnej uczelni (filologia angielska z chińskim - tłumaczeniowa), ale uparłem się na ten rosyjski i też trochę głupio by mi było brać od niej pieniądze. Jak teraz patrzę na młodszych braci to naprawdę im zazdroszczę, że oni pójdą sobie do szkoły, wrócą, odrobią lekcję i robią co chcą, a ja muszę zakuwać i nawet nie wiem czy coś z tego będzie (chodzi o pracę). Jak jeszcze nie dawno marzyłem o opuszczeniu liceum, to teraz chciałbym być dręczony tam jeszcze dobre kilka lat.

ka-wa

ka-wa

Ja pisałam, nie o rezygnacji ze studiów w tym roku ,tylko o przeniesieniu się na inny kierunek ,bo jeszcze pewnie gdzieś są miejsca.
Co do mieszkania,to zapłaciłeś połowę z góry za październik, a nie za wrzesień, przecież we wrześniu nie mieszkasz.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 102 lata, Toruń
~Sarcio98

~Sarcio98

Za sierpień i i za wrzesień miało być połowa ceny (325 zł), ale babka twierdzi że za wrzesień chce całość, bo będziemy się wprowadzać. Więc za październik zapłacę w sumie 975 zł. Dla moich rodziców to jest trochę obciążenie, biorąc pod uwagę, że muszą mi jeszcze kupić laptop (najprawdopodobniej w październiku będę musiał pracować z tabletem i telefonem, a jak wiadomo laptop jest na studiach niezbędny).

ka-wa

ka-wa

To ja tu czegoś nie rozumiem, studenci zawsze płacą za mieszkanie od października ,z jakiej racji macie płacić za wcześniejsze m-ce?
Wystarczy jak się wprowadzicie z końcem września.
Jakaś cwana ta babka i tak by wcześniej nikomu nie wynajęła , skoro wynajmuje studentom , mogła wziąć kaucję /do zwrotu/ ,ale na pewno nie wcześniejsze m-ce, tak się nie robi,
dałeś się nabrać.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 102 lata, Toruń
~Sarsio98

~Sarsio98

Kaucji nie placilem czynsz tez płaci wlascicielka a mieszkanie może nie jest nowoczesne ale są 2 spore pokoje 1 osobowe mówi się trudno prawie 400 zł w plecy ale w sumie aż tyle nie wydaje staram się mieć ta kasę w zapasie i użyć jej w ostateczności

kikunia55

kikunia55

Za przetrzymanie mieszkania dla studentów wlaściciele czasem biorą pieniądze (mniejsze np o połowe, niz caly m-c), bo to dany zainteresowany chce mieć to a nie inne mieszkanie. Na 5 min przed pażdziernikiem będą gorsze mieszkania , o gorszej lokalizacji, mniejsze itp. Jak ma kobieta przestronne mieszkanie blisko uczelni a nie bierze depozytu to takie są jej warunki i nie ma co tu dyskutować. Do tego pewnie jeszcze będzie im doliczać bieżace rki za energię, gaz czy wodę.

Studiując filologię rosyjską uczysz się powstawania tego języka, semantyki i historii literatury tego języka.
Chcialeś poznać jak rozumiem tylko j. rosyjski a bierzesz ślub z calą rosyjską cywilizacją. Tak jakby Twoja przezorność i oszczędność zafundowała Ci trochę może więcej niż oczekiwałeś. Od nadmiaru wiedzy pewnie glowa nie boli a nie poznasz tych elementów w j, angielskim za bardzo ,skoro taki miks sobie robisz.

Jak chodzi Ci o pieniądze to przecież w ramach "praktyk" prywatnych możesz w roku szkolnym wziąć pod opiekę w j. angielskim jakiegoś jednego lub dwoch uczniow z podstawówki lub szkoly średniej. Na korepetycjach zawsze sobie możesz trochę kasy uskubać.

Jeśli będziesz koleżance pól rków za przenośny internet płacil to nie powinna Ci ona go wywozić z mieszkania gdy Ty w nim zostajesz.

Możesz lużno myśleć, że po studiach będziesz mieszkal w domu, ale jak poznasz dziewczynę z innego końca kraju, to powiesz jej, że bardzo ją kochasz, ale albo idzie z Tobą do mamusi albo się rozstajemy? A mamusia się zdziwi, ze po latach znów do domu musi przyjąc nie tylko syna ale jeszcze jakąś przyszla synową.
Dobrze, że jesteś dojrzały i starasz się trochę planować do przodu, ale calego życia nie da się przewidzieć. Natomiast nerwicy można szybko się dorobić i to szybko. Czyli trochę odpuść z tym planowaniem dokladnym pracy po studiach, bo rynek pracy się ciągle zmienia, ale i w tym wieku marzenia też mają prawo się zmieniać.

Dobrze jest umieć tak planować swoje wyksztalcenie, żeby z niego umieć się utrzymać i być samodzielnym i nie obciązającym rodzicow.

Dokladne ustawianie się w jednym m-scu pracy jest śmieszne, bo nigdy tam mogą Cię nie przyjąc, bo mogą mieć zawsze innych, "swoich"- byłeś tam tylko uczniem a nie jesteś wspólwłaścicielem tej szkoly językowej.

Jak się nauczysz na korkach zarabiać swoje pieniądze to nie będziesz się bał w przyszłości tego, że na magisterkę trzeba pojechać jeszcze dalej do innego miasta a może i robić coś podyplomowego.
Studia on-line, ich dyplom może nie zachwycać zbyt wielu pracodawcow. Dyplom jakiej uczelni posiadamy jest czasem bardzo ważny przy zatrudnieniu. Teraz młodzież może robić szkoly dwustopniowo to i magisterka powinna być z "lepszej" uczelni niż gorszej. Ta zasada obowiązuje na wszystkich kierunkach a nie tylko filologicznych.

154416 kikunia55 Kobieta, 103 lata, wygwizdów
~Sarcio98

~Sarcio98

Filologię rosyjską wybrałem głównie ze względu na język, ale wiem że to nie kurs językowy. Wiadomo, że historia czy kulturoznawstwo mogą być nieciekawe, ale może akurat znajdę coś dla siebie ciekawego.

Nie wiem czy na korepetycje kogoś znajdę, jest duża konkurencja i niczym specjalnym się nie wyróżniam.

Co do internetu, to jest jej internet i ona go zabiera ze sobą z domu (ja będę płacił 20 zł, a ona 40 zł). Jak ona będzie wyjeżdżać to nie widzę większego sensu siedzenia samemu w mieszkaniu.

Nie wiem jakim cudem miałbym kogoś poznać z drugiego końca Polski. Nie podróżuję, bo nie lubię i wcale się nie nastawiam na związek. Może po prostu jest mi pisane bycie samotnym, ale możliwe że kogoś poznam. Wiadomo nie musi zamieszkać u mnie w domu, nie zmuszam jej, można wynająć mieszkanie.

Chcę przewidzieć pracę, bo nie chcę być wiecznie na utrzymaniu rodziców. Studia szybko miną, a ja będę taką "sierotką". Do pracy fizycznej za bardzo się nie nadaję (jestem szczupły). Rynek pracy się zmienia, ale wątpie żeby było coś się zmieniło w mojej branży. Moje miasto mimo że jest małe (15 tys) to jednak jest wiele zakładów przemysłowych (w pobliskich miastach też). Tylko że oni chcą tam pracowników inżynierów i innych takich. Do magazynu raczej nie przyjmują magistrów.

Ta szkoła jest pewnie jedyną opcją pracy w zawodzie. Nie nastawiam się żeby szukać pracy w szkole publicznej. Byłem uczniem wiele lat i właścicielka zna mnie praktycznie od dziecka. Uczyła mnie rok w liceum i miałem u niej 5 (a była bardzo wymagająca, profil rozszerzony a większość miała ledwo 3). Tak samo sekretarka, która teraz jest wicedyrektorem zna mnie dobrze. Nawet ostatnio mojej mamie doradzała, żebym poszukał stypendium. Szkoła jest prestiżowa w mojej okolicy (pracują w niej lektorzy nawet z miasta wojewódzkiego gdzie będę studiować), pół liceum chodzi na kursy maturalne, a pół podstawówek też chodzi na kursy, mają drugą siedzibę w sąsiednim mieście, właścicielka prowadzi również przedszkole i restaurację, wszyscy ją sobie dobrze chwalą i rodzice chętnie zapisują na kursy. Myślę, że odnalazłbym się w tym zawodzie, bo chciałbym przekazywać innym swoją wiedzę. Znam tą szkołę, mniej więcej jak funkcjonuje i jak wygląda praca lektora. Oczywiście nie daję mi to gwarancji zatrudnienia (chociaż moja koleżanka jest przekonana, że dostanę tam pracę). Przynajmniej mam nakreślony plan i wiem gdzie mogę zapytać o pracę w pierwszej kolejności. Wiadomo nie pójdę tam pewny swego z CV i będę żądać zatrudnienia.

Studia online to jedno z wyjść. Właśnie dostałem informację że musiałbym zapłacić za różnice programowe (280 zł za przedmiot). Inną opcją jest ciągnięcie mgr na dziennych. Z jednej strony nauczycielski mgr (ale jest tylko rosyjski, możliwe że dołożą angielski) uprawni do uczenia w szkole średniej, gdzie rosyjski jest nauczany, jest też tłumaczeniowa co da mi drugi zawód (chociaż słyszałem że do pracy tłumacza niekoniecznie trzeba wykszałcenia kierunkowego wystarczy sama znajomość). Jest też podyplomówka z metodyki nauczania angielskiego (wymagana jest znajomość angielskiego na C1, nie wiem jaki poziom będę miał w dyplomie z angielskiego, niestety nie mam certyfikatu, mam zaświadczenie ukończenia kursu właśnie na C1, może go uznają), jednak musiałbym zrobić mgr (wtedy jest możliwość uczenia angielskiego w średniej) bo po licencjacie nic by mi to w kwalifikacjach nie zmieniło. Ten tłumacz w sumie też jest opcją, są w okolicy biura tłumaczeń, a rosyjski nie jest aż tak znany. Nie wiem czy można współpracować na odlegość z biurami z innych miast. Jednak tłumacz raczej ma umowy na zlecenia.

Oczywiście nie wiem co mi życie przyniesie, ale lepiej mieć swoje zarysowanie plany. Niestety wpadłem przez nie w paranoje. Wolałbym pracować w okolicy, ewentualnie dojeżdżać. Jakoś nie kręci mnie kariera w wielkich miastach. Dobrze mi tu gdzie jestem. Dla przykładu dwie koleżanki z klasy już w marcu szukały mieszkań w Krakowie. Planowały huczne studenckie życie. A tu słaba matura (wiem że obie miały 31% z polskiego, z matmy nie wiele więcej) i na nic się nie dostały nawet na zaoczne. Z tego co wiem jedna już jest w Belgii. Ja nie chcę dla siebie takiego losu. Mimo znajomości języków nie chciałbym pracować za granicą (w sumie co niby bym tam miał robić, to samo co w Polsce w byle jakiej pracy). Akurat widzę że niektóre nauczycielki robiły magisterki w takich szkołach: Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi czy Wyższa Szkoła Lingwistyczna w Częstochowie (oczywiście nie wiem czy przez internet, no ale co weekend jechać na zaoczne to też kawałek).

~Sarcio98

~Sarcio98

Jeszcze tak dodając, ogólnie byłem pewien studiów, że chcę to robić. Bo z drugiej strony lepiej studiować to co się lubi, niż męczyć się ze studiami żeby mieć lepszą pracę (przynajmniej ja tak uważam). Od maja prowadziłem normalne życie, nie przejmowałem się niczym, po złożeniu papierów miałem kilka dni zamartwiania się, ale mi przeszło. Dopiero teraz gdy rodzeństwo poszło do szkoły zrozumiałem że moje życie już nie będzie takie wygodne. Wkrótce się przeprowadzam, z jednej strony cieszę się na niezależnosć i będzie to taka szkoła życia, ale z drugiej strony mógłbym dojeżdżać (tylko 30 km z busami co 15-30 minut), jednak musiałbym wstawać 5-6 żeby być na 8, potem powrót, więc praktycznie bym w domu tylko nocował. Niektórzy znajomi się przenoszą, niektórzy będą dojeżdżać. Mi najbardziej jest szkoda, że rodzice będą na moje mieszkanie wydawać i mnie tam utrzymywać (mam takie uczucie jakbym miał focha na mieszkanie, jak mógłbym dojeżdżać), ale mama mówi że moja wiedza jest najważniejsza. Wiem, że jak te studia się zaczną, będę miał zajęcie i nie będę histeryzował o przyszłości. Jednak studia też kiedyś skończę i będę musiał wyjść na rynek pracy. Może to tylko nerwy bo czeka mnie największa do tej pory zmiana w życiu. Dlatego zależy mi, żeby spędzać weekendy w domu, bo to tak trochę namiastka życia rodzinnego, niż bycie samotnym w innym mieście.

kikunia55

kikunia55

Trudno doradzać, ale jeśli z domu wychodząc a do szkoły wchodząc traciłbyś do 1,5 godziny to ludzie mieszkający w wielkich aglomeracjach miejskich i mieszkając u mamusi muszą czasem tracić tyle czasu na dojazd na uczelnię, na której jest się praktycznie caly Boży dzień- Wasze wybory.

Kiedyś a i zapewne dziś było tak, że na zaoczne dojeżdza się co najwyżej co drugi weekend a nie co weekend

154416 kikunia55 Kobieta, 103 lata, wygwizdów
~Sarcio98

~Sarcio98

Jeśli miałbym studiować w rodzinnym mieście, to wiadomo że mieszkałbym w domu, nawet jeśli długo się dojeżdża. Wynajmowanie w takim przypadku to wyrzucanie pieniędzy, no chyba że ludzie z kasą nie mają co zrobić. Przecież podczas dojazdu można coś powtórzyć, przecież nikt zabroni.

Jeżdżenie co 2 tygodnie przez pół Polski też jest trochę męczące. Ale magisterki robiły w takich szkołach i jakoś nikomu to nieprzeszkadza. Jedna już tam nie pracuje bo ma 3 dzieci, ale druga uczy tam od kiedy pamiętam (czyli jakieś 10+ lat) i jakoś nikt jej nie wyrzuca. Niektózy są nawet po licencjatach w NKJO (nawet w moim mieście było jedno) czy PSWZ, więc raczej nie robią problemu co się ukończyło.

~msmsnbdjd

~msmsnbdjd

Masz dwie możliwości.
1) Jedziesz na zmywak do Niemiec
2) studiujesz i potem albo
a) jedziesz na zmywak do Niemiec
b) zmienia się sytuacja w kraju i dostajesz pracę

W przypadku 2 jednak jest szansa że coś się zmieni.