Forum Psychologia

niezdecydowana

~mamucia

~mamucia

Mam ogromny problem ze soba. Jestem w zwiazku od kilku lat. Przez caly ten okres zdazalo mi sie byc niemila w stosunku do partnera,obrazalska wymagajaca itp. Na poczatku bylo super ale w pewnym momencie zauwazylam ze oboje mamy inne podejscia i plany na zycie.i od tego sie chyba zaczelo psuc. Ja bylam ciagle nie zadowolona on nerwowy.raz dobrzr raz zle i tak wkolko. .jak teraz na to patrze to nie wiem co zrobic. Chcialam sie z nim rozstac ale nie umiem podjac tej decyzji. Tyle lat wspolnych ..on chce zalozyc rodzine a ja jeszcze pokorzystac z zycia chociaz i tak wsumie nic nie robie. Nie mamy podobnych pogladow ale nie umiemy sie rozejsc. Ja raz mysle ze dam sobie rade sama i ze juz go nie kocham. A zaraz placze ze moge go stracic i juz takiego nie znajde. Rozsadek mowi zebysmy dali sobie spokoj bo meczymy sie oboje ale gdzies tam w srodku ja nie umiem mu zwrocic wolnosci. Wysiadam psychicznie z sama soba jest mi zle.i nie wiem jak sie dowiedziec czego chce i jak przekonac swoj glupi rozum do decyzji i trwac w niej do konca.to chore i meczace.

Odpowiedzi znajdują się poniżej

~Majeczkaka

~Majeczkaka

Rozumiem cię. Mam dokładnie tak samo. Z tym że my jesteśmy małżeństwem i mamy dziecko. Moj mąż jest dobrym czlowiekiem, wspaniałym ojcem. Szanuje mnie i rodzinę, wiem że nas kocha i zawsze można na nim polegać. Ale cóż z tego skoro ja zaczynam męczyć się w tym zwiazku, czegoś brakuje dochodzi czesto do kłótni, które oczywiscie ja wywołuje. Źle się do niego odzywam i boje się że dlugo tak nie pożyjemy albo ja odejdę albo on. Chciałabym się z nim rozstać a jednocześnie nie wyobrażam sobie życia bez niego co dopiero nasz syn, który ciągle pyta o której tata wróci z pracy.
Mam doła bo nie wiem co robić, mój mąż jest taki bierny nie widzę żeby jakoś się specjalnie starał uratować nas ale jestem pewna ze mnie kocha bo czesto to mówi.
albo jestem zołzą albo wypalamy się. :-((((

~jonka

~jonka

Łączą Was wspólnie spędzone lata, zapewne sporo wspomnień, także tych dobrych, a przede wszystkim przyzwyczajenie.
Dzielą, jak piszesz istotne różnice i to raczej Ty nie jesteś zadowolona.

"Rozsadek mowi zebysmy dali sobie spokoj bo meczymy sie oboje ale gdzies tam w srodku ja nie umiem mu zwrocic wolnosci. "
On mimo wszystko myśli o przyszłości z Tobą, więc uczciwie byłoby się rozstać, z szacunku do partnera i wspólnej przeszłości.

" Ja raz mysle ze dam sobie rade sama i ze juz go nie kocham. A zaraz placze ze moge go stracic i juz takiego nie znajde. "

Wybacz, ale to nieco wyrachowane podejście. Jeśli chcesz zmienić swoje życie, musisz odważyć się i zacząć działać.
Lepiej teraz, niż wtedy, gdy będziecie już po ślubie i z dziećmi, tak jak ~Majeczkaka .
Jeśli go nie kochasz, to przedłużając agonię Waszego związku, tylko krzywdzisz swojego chłopaka.
Odnoszę wrażenie, że on nie zdaje sobie sprawy z "powagi sytuacji". Trochę egoistycznie podchodzisz do problemu.

mgr Kamila Krocz

mgr Kamila Krocz

Odpowiedź eksperta

mamucia, nikt za Ciebie nie podejmie decyzji co do przyszłości (?) Waszego związku. Zdaję sobie sprawę, że z jednej strony są emocje, wspólnie spędzone chwile, wiele lat zaangażowania, wiele wspomnień, a z drugiej strony pamięć o wszystkich kłótniach, nieporozumieniach, poczucie, że nie pasujecie do siebie. Nikt za Ciebie jednak nie rozwiąże tego konfliktu motywacyjnego, co dalej. Jeżeli trudno Ci samej podjąć decyzję, możesz skorzystać z konsultacji u psychologa. Może rozmowa z nim pozwoli uporządkować Ci swoje emocje i określić swoje priorytety oraz określić, czy te priorytety chcesz realizować u boku partnera czy jednak sama. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

100945 mgr-kamila-krocz Kobieta, 33 lata, Lublin
franca

franca

Po to ludzie się ze sobą wiążą, żeby byli ze sobą szczęśliwi. Więc jeśli następuje sytuacja, w której choć jedna ze stron w związku jest nieszczęśliwa, i nie ma szans na to, żeby się to zmieniło, to taki związek nie ma sensu, czyli to, jaka była tego przyczyna, nie ta w tym momencie znaczenia.

85177 franca Kobieta, 15 lat, Wrocław
~mamucia

~mamucia

Rozumiem. Ja wiem ze powinnam zwrocic mu wolnosc to by bylo najbardziej fair z mojej strony. Tylko ze chodzi tez o to ze zaczelam miec depresje i stany lekowe.. Placze nad zepsutym zwiazkiem placze nad tym ze sama nie chce go stracic ale chce go stracic placze nad tym ze chyba sie zabije jak bede sama placze bo marnuje tez jego psychike i jego lata.placze bo nikogo nie mam i nie bede miala a on mi dawal cieplo poczucie bezpieczensstwa tylko ze w pewnym momencie klotni i nieporozumien zaczelam czuc ze nie pasujemy do siebie..raz mysle boze czego ty chcesz slonce za oknem nic tylko usmiechac siie i zyc.a ja odbebniam prace marze by sie wyplakac w domu on to widzi szukam ratunku w jego ramionach a zaraz od niego uciekam..najgosze ze pojawily sie leki.i nie wiem czemu. Jak on popije to ja zaczynam panikowac tez bo wiem ze on zbytnio mi nie pomoze.duzo jest rzeczy mowiacych rozejdzie sie ale brak poczucia wlasnej wartosci sprawia ze potrzebuje go.wiem ze to egoistyczne Ze nie odejde ale ja sie boje ze jak odejde to niewytrzymam z soba.albo bede do niego wydzwaniac albo prosic o bycie przy mnie.a jak jestem z nim nie potrafiw z nim ani rozmawiac ani nawet sie smiac...a psycholog szczerze nie sttac mnie..a nie ma mozliwosci bym szla za darmo..

franca

franca

No to szkoda, że nie możesz pójść do psychologa, bo tak mocno przeżywasz te sprawy, że akurat Tobie by się bardzo przydał. W ogóle to bardzo utrudnia Twoją sytuację to, że oprócz niego nikogo nie masz. A może jednak znalazł by się ktoś z rodziny, komu mogłabyś się wygadać i by zrozumiał? Albo może jakiś przyjaciel/ciółka, czy choćby koleżanka, z którą masz dobry kontakt?

85177 franca Kobieta, 15 lat, Wrocław
~mamucia

~mamucia

Wiesz mam tylko siostre z ktora gadam przez telefon.bo jestem w innym kraju.ona raz rozumie raz wymusza bym podjela decyzje i nie dokonca rozumie moich fanaberii. Dla niej jest proste albo sie chce albo sie nie chce..a przyjaciol nie mam.ten kraj raczej nie sprzyja nawiazywaniu wiezi .mam tylko jedna zaufana osobe ale ona wierzy ze dalabym sobie rade sama a jak bedzie mi smutno to mam po nia zadzwonic zeby mnie pocieszyla..tylko ze nikt nie zdaje sobie sprawy z tego co siedzi w mojej glowie z tego ze to tak mnie przytlacza ze boje sie zasypiac i wstawac ..usmiecham sie w grupach chodze do pracy chce jeszcze cos zrobic osiagnac ale nie mam juz na to sily i checi..budze sie smutna..mam jeden dzien wolnego od pracy i patrze na partnera myslac sobie pokolei jak bedzie wygladal nasz wspolny dzien czyli tak samo!! Kawa kupa jedzenie,lozko telewizor.potem spacer do sklepu piwko w parku powrot do domu i hmn telewizor..?! Albo on swoje ja swoje.doszlo do tego ze kochalam wyjezdzac chodzic do kina lub restauracji lub basen rower a teraz sie zmuszam.oczywiacie sama to robie.a teraz sie jakby boje ze on wkoncu blysnie jakim pomyslem extra np wyjazd na jeden dzien gdzies( to raczej sie nigdy nie zdazylo) ale np kino a ja juz czune strach jakis taki dziwny ze nie chve ze sie boje ze bede czuc lek i ogolnie zle samopoczucie wezmie gore..w takich wypadkach dzwonie do zaufanej osoby i idziemy na dlugi spacer moge plakac smiac sie miec leki a ona mnie cierpliwie wyslucha pocieszy ogolnie wtedy czuje pozytyw..ale to tylko na chwile potem wracam do domu i znowu taki bezsens albo staram sie zajmowac soba..probowalam isc na terapie ale wiadomo ze trzeba za to placic a to niemale pieniadze bylo wiec tak czekam albo na koniec zycia albo na jakies swiatlo w tunelu..

~jonka

~jonka

Jesteś na zakręcie, musisz w końcu podjąć jakąś decyzję, bo się wykończysz.
Z tego co piszesz, Twoje życie w tej chwili to wegetacja.
Czy pracujesz? bo z Twojego planu dnia wynika, że nie.
Zacznij może od znalezienia pracy, gdy się usamodzielnisz inaczej spojrzysz na rzeczywistość.
Napisałaś, że Twój partner chciałby założyć rodzinę, a Ty chciałabyś jeszcze "pokorzystać z życia".
Jedno drugiego nie wyklucza, chyba, że pojawiłoby się dziecko, w takiej sytuacji faktycznie trzeba przewartościować wiele spraw, ale głównym problemem jest to, że przestałaś go kochać.
Idź do pracy, stań na własnych nogach i zacznij żyć tak, jak sobie wymarzyłaś, szkoda czasu i życia.
W końcu musisz zrobić jakiś krok do przodu.

~mamucia

~mamucia

Ale ja pracuje! Ja pracuje caly czas odkad z nim jestem. I chodze do szkoly bo ciagle mam nadzieje ze kiedys zmienie prace..tylko ze wlasnie sie zagubilam.nawet jak widze w czyms sens to moje cialo zaraz reaguje albo wymiotami albo placzem albo skokami ciepla albo lekem..i to mnie meczy tez i nie umiem stanac na nogi..

~mamucia

~mamucia

A co do tego ze jedno drugiego nie wyklucza czyli zalozenie rodziny a korzystanie z zycia.to w tym zwiazku raczej nie korzystamy z zycia mimo ze nie mamy dzieci ani obowiazkow. Mowie nasze dni wygladaja w zasadzie tak samo...ja bylam spontaniczna bardziej cieszylam sie z zycia ale zwiazek z nim sprawil ze sie wypalilam.bo caly tydzien sie mijamy pracujac na inne zmiany a jak mamy wolne to to wyglada tak samo..pobudka kawa sniadanie zpowrotem polezec (on nie ja) potem zakupy obiad i zpowrotem polezec(on nie ja) a potem hmn telewizor.lub piwko,lub kazde robi swoje, siedzenie w domu, tyle lat.kiedys w sumie cos tam chcialo nam sie robic..ale faktycznie on najchetniej siedzialby w domu ..wiec stracilam swoj zapal marzenia i chec do zycia. . Wiem powinnam odejsc sama zaczac zyc jak chce ale nie potrafie radzic sobie sama ..

~jonka

~jonka

~mamucia
Ale ja pracuje! Ja pracuje caly czas odkad z nim jestem. I chodze do szkoly bo ciagle mam nadzieje ze kiedys zmienie prace..tylko ze wlasnie sie zagubilam.nawet jak widze w czyms sens to moje cialo zaraz reaguje albo wymiotami albo placzem albo skokami ciepla albo lekem..i to mnie meczy tez i nie umiem stanac na nogi..

Czy uważasz, że objawy które opisałaś mogą być efektem tylko stresu jaki przeżywasz w związku z z życiem osobistym?
Są dość niepokojące, może idź do lekarza i zrób podstawowe badania.
A tymczasem postaraj się trochę wyluzować, przestań analizować ciągle Wasze życie, przeżywać itd, bo przecież nie musisz podjąć decyzji jutro.
Świetnie, że uczysz się, rozwijasz, do tego pracujesz, inwestujesz w przyszłość. skoncentruj się na tym.
Dlaczego nie możesz wyjść gdziekolwiek ze znajomymi, jeśli Twój chłopak nie ma na to ochoty.
Do niczego go nie zmusisz, skoro nie lubi, albo mu się nie chce.
Zacznij wystawiać nos po za Wasz związek, nie mam na myśli zdrady oczywiście, ale zacznij sama organizować sobie czas wolny.
Może otworzą się przed Tobą nowe perspektywy, może nabierzesz wiatru w żagle i rozstanie nie będzie taką traumą.