Forum Psychologia

Czy odwołać ślub ? Jak to zrobić ?? ....

~agnes12345

~agnes12345

Witajcie..
Może zacznę od początku.. spotykam się z chłopakiem ok 5 lat od dwóch prawie jesteśmy narzeczeństwem i za rok mamy ślub. Na początku bardzo tego chciałam, ale zaraz po zaręczynach coś zaczęło się psuć.. ciągłe kłotnie w ogóle ciężko nam się dogadać.. ja przyznaje szczerze to trochę też moja wina.. jakoś mniej zaczęło mi zależeć na chłopaku i pojawiły się wątpliwości co do ślubu.. jednak były one spowodowane kilkoma sytuacjami.. pierwsza z nich, która boli mnie do tej pory to to że będąc na imprezie on zaczął strasznie na mnie nadawać że nie chce z nim pójść do łóżka i w ogóle jak jest mu ze mną źle.. wtedy zrobiłam najgłupszą rzecz jaką mogłam mimo że strasznie było mi przykro to ja go przepraszałam a on nie widział absolutnie nic złego w tym co zrobił.. ostatnia sytuacja miała miejsce w sobotę tato do południa pojechał na pogotowie problemy ze zdrowiem a wieczorem babcie zabrało pogotowie jest w ciężkim stanie i w tym czasie przyjechał narzeczony i co ? robił mi wyrzuty od samego wejścia że związek jest beznadziejny że się nie dogadujemy, że może powinnam znaleźć sobie kogoś innego.. a ja z tego względu że miałam już dosyć psychicznie wszystkiego powiedziałam że może sobie jeszcze kogoś znajde w kim będę miała jakiekolwiek wsparcie na co on odrzekł że po za nim nikogo sobie nie znajde bo jestem tak beznadziejna.. nie wiem dlaczego tak się zachowuje.. kiedyś mogłam na niego liczyć a teraz ? o byle co ma jakieś ale.. o byle co się obraża.. nigdzie nie wychodzimy, bo to ja powinnam proponować każde wyjście nie on.. ogólnie jest mi z tym ciężko.. rodzice nic nie wiedzą.. a ja nie mogę już słuchać jak organizują spotkanie naszych rodziców i rozglądają się za alkoholem.. proszę bardzo Was.. pomóżcie.. bardzo potrzebuje jakiegoś wasparcia...

Odpowiedzi znajdują się poniżej

~Pogubiony

~Pogubiony

Hej,
Co prawda sam jestem na tym forum szukając "pomocy", jednak postaram się odpowiedzieć na miarę tego co napisałaś. Od razu zaznaczam - sam jestem tylko roztrzęsionym pyłem tego świata. Myślę że problem tkwi w tym że...za bardzo się starasz. Twój narzeczony jest tak pewny tego, że z nim będziesz do końca świata i dłużej, że przestał się starać. Jest zbyt pewny siebie w tej relacji, stąd takie jego zachowanie. Im bardziej będziesz się starać, przepraszać nie za swoje winy (skąd ja to znam :)), tym większą pewność siebie on będzie nabierał.
Ludzie w relacjach zapominają, że bycie z kimś i miłowanie kogoś to już wszystko, i wtedy przestają się starać, zapominają że o miłość trzeba walczyć każdego dnia, "podtrzymywać płomień".
Nie poradzę Ci jak to rozwiązać - bardzo nie lubię ingerować w czyjeś życie, tym bardziej nie chciałbym aby ktoś cierpiał z powodu mojej rady. Najlepiej chyba - w sumie banał - usiąść na spokojnie i wyjaśnić (chociaż to może nie zawsze poskutkować).
Przepraszam za radę, ale teraz jego ruch by pokazać, że jemu zależy. To może być bolesne, ale ... zacznij go unikać, zorganizuj sobie czas w jakiś sposób, poczytaj książkę, obejrzyj film (sama bądź ze znajomymi). Spraw, żeby zatęsknił, daj mu "niewiadomą", żeby zaczął myśleć o Tobie, bo póki co, myśli o sobie. Kiedy w końcu zapyta co jest grane, wyłóż (spokojnie i z wyczuciem) karty na stół.
I druga moja rada - nie słuchaj moich rad :) Jestem człowiekiem, mogę się mylić. Po prostu przeczytałem co napisałaś, i jakoś tak się złożyło że postanowiłem nie przechodzić obojętnie obok Twojego problemu. Powodzenia bez względu na to, jakie rozwiązanie wybierzesz.

kwiatuszek2

kwiatuszek2

Pogubiony ma absolutną rację ! Miałam pisać to samo.

Według mnie w tej sytuacji należy wstrzymać się ze ślubem, bo Wasz związek tak na prawdę wisi na włosku.
Zdaję sobie sprawę, że będzie to ciężki e, a konsekwencje mogą być nieodwracalne, ale zastanów się na spokojnie: czy takiej przyszłości chcesz?

88352 kwiatuszek2 Kobieta, 28 lat, Katowice
~agnes12345

~agnes12345

nie chce takiej przyszłości.. może to smutne ale mam trochę wypaczony obraz miłości wszedzie jest ona taka idealna.. w filmach ksiazkach.. nigdzie nie ma przedstawionej milosci jako tej ktora nie tylko jest szczesliwa ale niesie tez bol rozczarowanie watpliwosci.. kobiety zawsze marza o bialej sukni itp otd.. a ja marze tylko o jednym.. zeby ktos mnie zaakceptowal taka jaka jestem.. zeby pokochal mnie mimo wszystko i dal wsparcie.. nie chce byc w zwiazku w ktorym ja sama czuje sie samotna.. nie mam oparcia.. zostaje sama ze swoimi problemami.. a gdy juz o nich zaczne mowic to tym bardziej ktos mnie zaczyna dobijac ze i tak jestem beznadziejna.. owszem nie jestem bez wad kazdy je ma..lecz latwiej je zobaczyc u kogos niz u siebie.. w ciagu 5 letniego zwiazku po 2 latach marzylam zeby sie oswiadczyl a teraz ? jestem zalamana.. nie wiem kompletnie jak sobie z tym poradzic..

kwiatuszek2

kwiatuszek2

Tak jak napisaliśmy wyżej. Przestań ciągle dawać, zacznij brać.

Nie każda marzy o sukni, ja, np. nie :)
Ta prawdziwa miłość nie niesie wątpliwości.

88352 kwiatuszek2 Kobieta, 28 lat, Katowice
~agnes12345

~agnes12345

masz chyba w 100% racje.. zawsze to ja przepraszam.. mimo że nie moja wina.. ale wiesz nawet jak nie odzywałam się do niego po prostu dlatego że nie miałam najmniejszej ochoty z nim gadać to on na to że związek jest beznadziejny że nie umiemy ze sobą gadać.. więc chyba to staranie się.. nie nastąpi spowoduje jedynie że związek rozpadnie się dużo szybciej

~sssjjj

~sssjjj

Miałem podobną sytuację będąc w związku z pewną dziewczyną, jej na niczym nie zależało i ciagle wszystko mi wypominala..miałem tego dość bo to ja wiecznie się staralem i tylko mi zależało..radzę ci wstrzymać się ze ślubem bo skoro źle się czujesz z nim to nie warto..znajdź sobie osobę która cię doceni i będzie dla ciebie najlepszym wsparciem :)

~nie-specjalistka

~nie-specjalistka

Mam podobne doświadczenia, które zakończyły się rozwodem, bo zabrnęłam w to za daleko i nie potrafiłam powiedzieć STOP. Dla niego wesele było tylko inwestycją finansową (wyremontował sobie mieszkanie za pięniądze weselne oraz zakupił sprzęty, pomieszkałam z nim parę miesięcy i się wyprowadziłam zotawiając wszystko - zadbałam o swoje zdrowie psychiczne i spokój, nie chciałam się już dłużej użerać i słuchać tyrad na temat tego jaka jestem beznadziejna).
Traktował mnie podobnie - nie dawał wsparcia, pouczał, nie rozumiał, wymagał. Dla niego byłam zwykłą Panną Nikt...
Powiem tyle: jak mężyczna kocha, to się tak nie zachowuje.
Nie musisz się spieszyć, kiedy widzę pędzącego kierowcę to zadaję sobie zazwyczaj pytanie: "gdzie tak pędzi?". Odpowiedź jest prosta: do nieba. :)
Życie jest za krótkie na to by wikłać się w takie związki i marnować w nich swój czas...
Decyzję o ślubie zawsze możesz odsunąć, jeżeli jeszcze nie jesteś pewna tego czy on Cię kocha i czy chcesz znim być.
I uważaj na rozmowę z nim. Bo kiedy stwierdzisz, że to tylko Ty dajesz w tym związku, to wbrew pozorom możesz usłyszeć, że się mylisz i że to tylko on się stara, on daje a Ty żyjesz w błędzie. Po prostu winę zrzuci na Ciebie. 3maj się, pozdrawiam i życzę podjęcia decyzji najlepszej dla Ciebie i zgodnej z Twoim sumieniem

~agnes12345

~agnes12345

Dziękuję Wam bardzo za odpowiedzi.. to jest budujące że są jeszcze ludzie potrafiący tak bezinteresowanie pomagać.. to głupie ale ostatnio poznałam pewnego chłopaka on ma dziewczyne itd.. ale mimo to wywiązała się mieszy nami fajna więź.. on potrafi mnie słuchać potrafi pomagać.. wczoraj przegadaliśmy pół nocy .. wspiera mnie i fajnie mieć kogoś takiego obok.. mój narzeczony od soboty napisał mi jednego smsa.. a więc w nim mam bardzo duże wsparcie..nie wiem do czego zmierza ten związek.. bo kiedyś myslalam ze to taka osoba na cale zycie.. teraz mysle ze moze jednak ja zasluguje na kogos lepszego.. moze mam prawo byc jeszcze szczesliwa..

~jonka

~jonka

Witaj, tak jak wszystkie wypowiadające się wcześniej osoby, potwierdzam - przede wszystkim rozmowa.
Wasze stosunki. jak widać, ostatnio są dość nabrzmiałe, dlatego chcąc z nim porozmawiać, przemyśl dokładnie jak taką rozmowę przeprowadzić.
Na pewno nie w emocjach. Z tego co napisałaś, dowalacie sobie nawzajem, słowo za słowo, złośliwość za złośliwość i...stoicie w miejscu niczego pozytywnego nie osiągając.
Przechodzicie kryzys i wdawanie się w tej sytuacji w bliższą znajomość/przyjaźń z innym facetem, nie jest dobrym pomysłem.
Zaproponuj narzeczonemu rozmowę, prosząc jednocześnie aby była ona spokojna i konstruktywna, tzn, nie oskarżajcie się nawzajem, nie miejcie do siebie pretensji, co się stało , już się nie odstanie,
Spróbujcie przeanalizować dlaczego źle się dzieje, czego od siebie oczekujecie, co i w jaki sposób można naprawić.
Rozmawiaj z narzeczonym, a nie z jakimś innym chłopakiem, nie powinnaś tamtemu zwierzać się z Waszych problemów.
Zdaj sobie sprawę z tego, że prędzej, czy później narzeczony może się o tym dowiedzieć i będzie poważny zgrzyt.

~Kapisio

~Kapisio

To oczywiste, że masz prawo do szczęścia i nie marnuj czasu na osobę która myśli tylko o sobie i ma wszystko gdzieś. Bądź szczęśliwa i korzystaj z życia :)

~Pogubiony

~Pogubiony

Napiszę coś jeszcze, bo chyba kobiety bardzo często o tym zapominają - nie ma idealnych, wiecznie szczęśliwych ludzi, a tym samym relacji. Bywają kłótnie, bywają doły, bywają konflikty. W książkach, filmach którymi się nas karmi (te mainstreamowe), szczęście to naturalny stan rzeczy. Naoglądamy się takich głupot, i gdy przychodzi gorszy moment, panikujemy, bo uważamy że coś musi być nie tak. Nie zawsze tak jest.

Trudności nie zawsze oznaczają nagłego braku miłości. To naturalny etap. Przypomnę słowa piosenki Dżemu - "W życiu piękne są tylko CHWILE". Całe życie nie jest piękne. Ogólnie, życie to pasmo udręk, przeplecionych chwilami. Trzeba łapać te chwile, a z udrękami walczyć.
Tylko teraz ważna rzecz - kiedy tylko jedna osoba walczy, a druga ma gdzieś, to jest nieporozumienie. To nieporozumienie wytwarza kolejny konflikt, i tak mamy samonapędzające się koło. Ważne jest aby obie strony zdały sobie sprawę, że w trudnych chwilach trzeba walczyć z przeciwnościami. I nie karm się historiami o szczęściu, wiecznej miłości i ideałach, one nie istnieją. To jest uproszczenie świata. Coś jak walentynki dla samotnych które poglębiają ich samotność. Te filmy / książki zestresują Cię jeszcze bardziej. Kłótnia w związku nie oznacza nagle przesunięcia "statusu" z kocham na nienawidzę. Przynajmniej nie powinny, bo to nienormalne (moim zdaniem).
Jeśli jest inaczej, proszę o wskazanie mi człowieka, żyjącego, który jest od narodzin szczęśliwy, nie ma wątpliwości i wiecznie jest w dobrym humorze. Pamiętajcie o tym i nie idealizujcie za bardzo, bo kontakt z rzeczywistością i marzenia o pięknym ogrodzie mogą okazać się tak bolesne, że zrodzi to grunt na którym nie wyrosną żadne kwiaty.

Tak uważam.
Pozdrawiam

ka-wa

ka-wa

Pogubiony,tak pięknie i mądrze tu napisałeś ,że aż mi się nie chce wierzyć,że masz takie osobiste problemy.

--

Szanuj zdanie innych...

104146 ka-wa Kobieta, 104 lata, Toruń
~agnes12345

~agnes12345

to nie o to chodzi ze ja marze o idealnym zwiazku.. tylko bedac z kims te 5 lat znamy sie i wiemy juz jak jedna czy druga strona reaguje na roznego rodzaju przeciwnosci losu.. tu nie chodzi o idealizowanie zwiazku.. ale o nieodparta chec czucia bliskosci tej osoby.. ze wiem ze moge zadzwonic w kazdej chwili i ona mi pomoze.. wesprze mnie.. zrozumie wyslucha.. a u mnie tego nie ma od soboty.. wczoraj dostalam jednego smsa: dobranoc ... i to jest wsparcie ? interesowanie sie ta druga osoba?

mgr Kamila Krocz

mgr Kamila Krocz

Odpowiedź eksperta

agnes, podejrzewam, że kryzys w Waszym związku rodził się już od jakiegoś czasu. Nie dam złotej recepty na udany związek, bo takiej nie ma. Jak ktoś słusznie napisał - poszukiwanie ukojenia u innego chłopaka to nie jest dobry pomysł. Jeśli masz problemy w związku, rozwiązuj je ze swoim partnerem. Ale nie poprzez kłótnie i żale. Rozmowa powinna być przeprowadzona na neutralnym gruncie, spokojnie, bez krzyków, pretensji i oskarżycielskiego tonu, bo to tylko napędza spiralę nieporozumień. Jeśli masz wątpliwości co do ślubu, lepiej go odłożyć w czasie. Pozdrawiam i życzę powodzenia!

100945 mgr-kamila-krocz Kobieta, 33 lata, Lublin
franca

franca wpis edytowany

Nie-specjalistka i Kapisio bardzo mądrze napisały, choć zupełnie inaczej, pierwsza zawarła wiele ciekawych spostrzeżeń, druga w paru słowach ujęła to co najistotniejsze.
Nie wiem co mielibyście sobie jeszcze wyjaśniać, chyba wszystko jest jasne. Najpierw Twojego tatę zabrało pogotowie, potem okazało się, że babcia ma poważne problemy ze zdrowiem, więc kochający partner w tym momencie przede wszystkim by się zmartwił, a także dał wsparcie, pocieszał itd. A on się na Ciebie wypiął, mało tego, jeszcze miał do Ciebie pretensje, i zwalił na Ciebie winę za to, że związek jest beznadziejny. Masakra. Najwyraźniej on w ogóle o Tobie nie myśli, co to za związek bez postawy miłości z jednej ze stron? To żaden związek, tylko wykorzystywanie tej drugiej strony.
Nie wiem jaki sens mają tu rozmowy, oczekujesz szczerości ze strony egoisty? Co ma Ci powiedzieć, to i tamto miałem w tyłku, dlatego się tak i tak zachowałem, potem też z tego powodu, potem również, ale teraz widzę że powinienem się zmienić o 180 stopni i tak właśnie zrobię? Myślę że było by raczej tak jak Nie-specjalistka napisała, że wykręcał by kota ogonem, próbował zrzucać jak najwięcej winy na Ciebie, generalnie-naciągać ocenę sytuacji tak, aby wyszła jak najbardziej na jego korzyść, żeby ciągle unikać odpowiedzialności i żebyś to ciągle Ty była od starania się.
Jesteś nieszczęśliwa i masz bardzo poważny powód ku temu, nie wymyśliłaś sobie go. Po co się tak dłużej męczyć? Żeby nie urazić rodziny? Jak nie możesz już znieść tego jak rozmawiają o organizacji ślubu to powiedz to wprost, może nawet wykrzycz, wyrzuć z siebie to co myślisz i czujesz, odczujesz ulgę, i sytuacja się wyjaśni. Bez sensu sobie marnować życie na tkwienie w nieszczęśliwym związku.

85177 franca Kobieta, 15 lat, Wrocław
~agnes12345

~agnes12345

chyba masz rację.. tym bardziej że on jest chyba tak naprawde dwulicowy.. raz przyjezdza jest do rany przyloz pozniej obrot o 180 stopni.. zlosci sie obraza.. a ja jestem sie pogubilam nie moge podjac jednoznacznej decyzji czy go kocham czy nie.. tak na prawde zostalam ze wszystkim sama nawet nie mam z kim pogadac.. mam 2 tyg czasu zeby podjac decyzje.. jesli tego nie zrobie tak czy tak to bedzie koniec.. boje sie tego ze ludzie zaczna gadac juz gadaja ze za rok slub ale ja nie chce zmarnowac sobie zycia choc sama przyznaje ze w milosc juz nie wierze zawsze zostaje zraniona a szczesliwa jestem przez chwile moze to prawda ze zwiazek to nie dla mnie jednak bedac sama wcale nie jestem szczesliwsza

~ola42

~ola42

Witaj
Jakies 16 lat temu bylam w podobnej sytuacji. Wydawalo mi sie zyc nie moge bez niego ze ja potrafie kochac nas za 2-je. Dzisaj jestem samotna matka od 10 lat z synem i problememi. Czasmi pukam sie wglowe po co mi tobylo. Nie umielismy rozwiazywac problemow ani rozmawiac z soba klocilismy sie o rodzicow tez chcialam odwolac slub ale rodzina nalegala a trzeba bylo to zrobic. Jesli macie problem z rozmowa moze bedzie wam latwiej napisac do siebie.
Pamietaj to twoje zycie i to ty o nim decydujesz. Ale mysl analizuj czytaj znaki . Powodzenia

~agnes12345

~agnes12345

właśnie kolezanka wczoraj mi powiedziala ze na slubie gdy ja poklocilam sie z narzeczonym on poszedl z nia porozmawiac i poweidzial ze wszystko mamy juz zalatwione ze zaplanowal mi slub i zycie.. ze bede miec jak w bajce.. do tej pory tego nie rozumiem nie wiem co przez to rozumiec . najgorsze jest to ze strasznie pogubilam sie w tym co czuje i nie wiem jak dojsc do tego.. boje sie ze popelniam blad i bede tego kiedys zalowac .. a z drugiej strony boje sie ze nie spotkam takiej osoby ktora pokocham ..

~ola42

~ola42

Odpocznijcie chwile od siebie. Pobadz sama ze soba posluchaj siebie i zdecyduj co dalej. Nabierz dystansu, emocje to zly doradca.
To powazna decyzja.
Ale powiem ci jedno nie jestes jego wlasnoscia malzenstwo to gra zespolowa a nie dyktatura przemysl to

franca

franca

A jakie znaczenie co ludzie gadają? Daj spokój, chyba się tym nie przejmujesz.

To co sądzę na ten temat już napisałam. Co do przykładu Oli to dodatkowo obrazuje to że nie warto brnąć w związek w którym
źle się dzieje i nie jest się szczęśliwym.

~agnes12345
choc sama przyznaje ze w milosc juz nie wierze zawsze zostaje zraniona a szczesliwa jestem przez chwile

To smutne że tak piszesz. Ale na szczęście nie jest to prawdą, jesteś w ogromnym błędzie.

85177 franca Kobieta, 15 lat, Wrocław