Forum Psychologia

Jak zmienić swoje życie i wyjść z depresji?

~blackboy1

~blackboy1

Witam.
Od pewnego czasu nie potrafię sobie poradzić ze swoim własnym życiem... Właściwie nie potrafię żyć, nie potrafię nic zrobić, każda czynność, którą zaczynam mnie męczy.. Czuję się jak wyrzutek, który nie powinien się urodzić, bo po prostu nie pasuję do tego świata.
Jako dziecko pamiętam byłem bardzo uzdolniony , mając 5 lat umiałem czytać, a nieco później zacząłem pisać swoje opowiadania i liczyć. Teraz nie radzę sobie z nauką, gdyż nie potrafię się do niej zabrać.. W szkole pamiętam już szybko zostałem odrzucony przez rówieśników. Byłem nieśmiały, ale był to czas kiedy zachowywałem się strasznie infantylnie i wg. mnie wtenczas byłem sam sobie winny. Ale podstawówka podstawówką.. Do gimnazjum poszedłem z nastawieniem, że nie będę dawał powodów, żeby się ze mnie śmiali i chciałem za wszelką cenę być kimś kim nie jestem.. Oczywiście wszyscy szybko wyczuli moją "inność"i stałem się oczywiście kozłem ofiarnym. Nikt praktycznie mnie nie szanował.. bardzo dużo ludzi mi nieustannie próbowało dokuczyć, przez pierwsze 3/4 roku do szkoły chodził ze mną chłopak, który mnie uderzał za każdym razem jak koło niego przechodziłem. Albo w głowę, albo po twarzy, w plecy, w wargę... W końcu jak komuś połamał rękę trafił do poprawczaka i na tym się skończyło. Odsapnąłem, ale nadal nieustannie słyszałem docinki na mój widok.. w klasie zawsze byłem nielubiany i wyizolowany. Skutkowało to tym, że pojawiły się u mnie stany depresyjne. Dodam, że mam bardzo konserwatywnych i rygorystycznych dość rodziców, ojciec próbował mnie wychować po wojskowemu, a matka zawsze była zbyt zajęta, żeby poświęcić mi odrobinę czasu. Raz robiłem sobie testy na koncentrację i przy tym miałem testy na depresję (3 gimnazjum wtenczas) i już wtedy wyszła u mnie depresja i miałem zalecane chodzenie na terapie. Rodzice gdy to usłyszeli, wzięli papiery i nawrzeszczeli na mnie że mi się coś w głowie uroiło, a psycholożce powiedzieli, że na pewno nakłamałem w tych testach i że więcej nie przyjdziemy. Do mnie tylko żebym się wziął w garść, bo oni są w końcu dla mnie tacy "dobrzy"... Nic, życie toczyło się nadal.. Żyłem ciągle nadzieją, że za chwilę kończę gimnazjum, że pójdę do szkoły (gdzie mnie nikt nie zna), że tam będą dojrzalsi już ludzie.. Marzyłem, że może poznam ludzi, z którymi się zaprzyjaźnię, bo takowych przyjaciół nie posiadałem. W sumie przyjaciół szukałem wszędzie. Jak ktoś ze mną już wychodził, to myślałem, że to mój przyjaciel, a dziewczyna "niby wielka przyjaciółka", zawsze mogła liczyć na moje wsparcie, na słowa pocieszenia, towarzystwo jak się nudziła.. A tak naprawdę wykorzystywała mnie na wszelkie sposoby, wyzywała mnie przy kłótniach, które co rusz to urządzała, traktowała mnie jako jej zabawkę, która musi wykonywać jej polecenia. A ja głupi się dawałem.. bo nie miałem nikogo innego na wyjścia.. Później poznałem innych, których też już nazywałem przyjaciółmi... Jedna z nich - koleżanka jest naprawdę wspaniałą osobą, aczkolwiek jej życie jest bezstresowe i cieszy się z tego co ma i tym żyje.. Więc nie zrozumie moich problemów i nie ma takiego doświadczenia żeby o takich rzeczach ze mną rozmawiać.
Przyszedł długo oczekiwany przeze mnie czas liceum.. Zaczął się wtedy największy mój koszmar. Popadłem w doła, z którego nie wyszedłem już. Przed 1 liceum zachorowałem na okropne dolegliwości żołądkowe.. Bóle żołądka i pokarm cofający się do przełyku odbierał mi chęci i motywacje do życia, bo nie było dnia bym czuł się normalnie... Trzymałem się z boku klasy, bo szybko zostałem odrzucony i zignorowany pod każdym względem przez nią. Zaczęli mnie obgadywać. A nie wiem, co jest we mnie takiego śmiesznego.. Z wyglądu jestem typowym chłopakiem, wysokim, także dbam o swój wygląd zewnętrzny, a jednak mimo to czuję się gorszy od całego świata.. Zawsze osoby, które zachowują się najbardziej specyficznie jak się da i wyróżniają się ewidentnie to i one są bardziej o wiele akceptowane niż ja, a mnie ludzie wręcz nie trawią. Mam wrażenie, że gdziekolwiek jestem się ze mnie śmieją.. Na wyjazdach, obozie, w szkole - wszędzie dotknęły mnie sytuacje, w których się ze mnie śmiano. wracając do pierwszej liceum, to chłopaki się ze mnie śmiali, bo jestem słaby z w-fu i odstawałem w grach i we wszystkim. Raz cała sala gimnastyczna się ze mnie śmiała jak stałem na bramce, mimo że w klasie i mam kolegę, który jest słabszy jeszcze niż ja i jakoś z niego się tak nie śmieją... Raz nie wytrzymałem psychicznie i rzuciłem się w szkole na jednego chłopaka co kompromitował mnie. Tym, że się rzuciłem na niego jeszcze bardziej wystawiłem się na śmieszność, gdyż mnie wszyscy mają za takiego grzecznego, słabego i beznadziejnego... W skrajnych momentach zaczynałem już popalać papierosy w ukryciu, bo nie wiedziałem jak się mam uspokoić. Później pod koniec roku, dostałem za nic praktycznie groźby od kolegi z klasy, który sam zaczął mnie hejtować praktycznie za nic.. Że się postawiłem mu, wyzwał mnie jak popadnie i próbował mnie postraszyć pisząc na fb, więc zrobiłem scereena i zaniosłem do szkoły.. Chłopak się wystraszył wtedy i bynajmniej dał mi spokój, poza szturchaniem mnie przechodząc koło mnie. Każda pierwsza lepsza osoba stwierdza, że jestem "dziwny". Dlatego może bo tak bardzo się staram, żeby nie dać kompromitacji? Nie staram się, staram się i tak jest źle.. Myślę, że depresja też jest głównym powodem.. bo wszędzie siedzę zgaszony, a wśród rówieśników, zazwyczaj nie mam nic do powiedzenia i tylko słucham, a jak się odezwę dostanę olany, albo zgaszony jakimś tekstem na który nie potrafię odpowiedzieć... często się zająknę.. nie potrafię wyrażać ustnie uczuć, które leżą na dnie mojego serca , a pisząc np. jestem zadowolony z tego co mówię.. Problemy z żołądkiem, refluks, leczenie farmakologiczne nic nie dawały. Udałem się w końcu do gastrologa, mimo że rodzice za każdym razem wmawiali mi, że jestem hipochondryk, żebym się wziął w garść i nie marudził.. To co, że nocami nie spałem, bo zwijałem się z bólu brzucha.. Brałem z 6 tabletek dziennie, jednak wszystko wskazuje na to, że to wszystko dzieje się na tle nerwowym. Zmieniłem liceum. Miałem dosyć tamtejszych ludzi i jednego nauczyciela co uczył mnie w-f i pp, robił wszystko żeby mnie zgnębić, na w-f kazał wykonywać przy wszystkich ćwiczenia, których nie potrafiłem, a na pp pytał mnie co lekcje. Moja nowa szkoła ma bardzo bardzo wysoki poziom i problemem jest to, że mam wielki problem z geografią, mimo że zawsze miałem 5 i był to jeden z moich ulubionych przedmiotów. Oprócz tego czuje się bardzo samotny. W tamtym roku 2 miesiące nie chodziłem do szkoły prawie, bo nie miałem siły. Wcześniej świat swój skupiłem na internetowym życiu. Zacząłem pisać bloga, poznawać ludzi przez internet. NIe mogłem spać, siedziałem nocami.. Raz rodzice mnie przyłąpali i odizolowali od komputera na parę miesięcy. Ojciec zablokował mi fb, jednak ja później sobie go odblokowałem, jak trochę pobawiłem się.. Chciałem pójść na imprezę, lecz również na nią mi iść nie pozwolili, bo stwierdzili, że 17 lat to nie wiek na imprezowanie (to co, że 14 letnie dziewczyny już chodzą na całą noc na imprezy, ale ja jestem za młody nawet, żeby posiedzieć do północy...). Siedziałem w pokoju, głupio mi się przyznać jako facetowi, ale leżałem zamknięty wśród czterech ścian, a łzy płynęły mi wtedy jak krople deszczu po szybie w czasie burzy.. Ale rodzina, znajomi myślą, że takir radosny człowiek ze mnie, że tyle dziewczyn mam wokół siebie... ja tylko uśmiecham się do nich i kiwam głową... Bo na fb zdjęcia z dziewczynami jakimiś itp.. A w życiu wg. wszystkich jestem dziwny.. Nieustannie jestem spięty.. Gdy zdenerwuję się, doznaję takiego spięcia żołądka, że momentami czuję że wyląduję z tym w szpitalu, bo się wykończę... Mam jedynego przyjaciela, którego poznałem przez neta i spotkałem się z nim w wakacje (oczywiście rodzice nie wiedzieli, bo nie pozwalają mi się spotykać z ludźmi co nie wiedzą o nich)... Mieszka daleko... poza nim tutaj nie mam nikogo, kto by mnie tak do końca zrozumiał..
Ogólnie jestem homoseksualny i to też mój sekrecik, o którym wiedzą tylko osoby o tej samej orientacji i chronię bardzo, żeby nie wyszło to dalej na jaw, a przy znajomych udaję, że podrywam dziewczyny, żeby budzić podejrzeń.. Ale kwestię zaakceptowania faktu, myślę że już przeszedłem.
Każda czynność mnie męczy.. W tej nowej szkole, myślałem, że zmusi mnie do nauki, przez co nie będę miał czasu, na leżenie i zamartwianie się, jednak moje dni wyglądają na tym, że leżę, szwendam się po domu, słucham dołującej muzyki, marzę żeby to wszystko się skończyło, a kompletnie nie mam siły na nic.. Nikt póki co nie ma do mnie wątów (szkoła jest na wysokim poziomie i ludzie raczej tolerancyjni), ale siedzę sam na lekcjach, chodzę sam na przerwach, nieraz dołączam się do znajomych z innych klas.. Wstyd mi, bo robię wrażenie aspołecznego człowieka, jednak sam jestem zgaszony, gdyż nie mam w sobie tej młodej energii.. nie mam radości w sobie.. Pożera mnie stres.. Ze zmiany szkoły generalnie i tak jestem bardziej zadowolony niż nie, z tym, że strasznie głupio mi, że jestem najsłabszy w klasie, ale może to początki.. Nie mam siły na nic... W tamtym roku bywały dni, w których nie wstawałem do szkoły.. Czuję, że jak tak dalej pójdzie nie zdam matury.. Mam prawie 18 lat i wszystkie nerwy, stresy myślę odbiły na psychice. Przestałem lubić (zacząłem nienawidzić) ludzi, bo ja zawsze z życzliwością i grzecznością, a oni pluli mi w zamian w twarz...
Ostatnio szukam jakiegoś psychiatry/psychologa... Czy uważacie, że wgl. jest sens iść do psychologa, skoro on nic nie zmieni? Myślę, że chyba od razu powinienem iść do psychiatry i zacząć się leczyć, bo czuję że psychicznie pukam o dno..

Odpowiedzi znajdują się poniżej

~zielony kapturek777

~zielony kapturek777

Wbrew wszystkim, wbrew wszystkiemu, nawet wbrew sobie! Skoro już wiesz, że ci co CIę szykanowali, obrażali, poniżali- byli kłamcami ( w każdej szkole jest kto komu wypadnie byc kozłem)to przestań żyć jakby to była prawda. Jeśli ktoś źle Cię traktuje, nie chciej z nim relacji, po co zadawać się z ludźmi bez klasy. Jesteś widocznie bardzo wrażliwy i delikatny a podrostki w szkołach często demonstrują swoją agresję na osobach, które wydają się bezbronne, żeby poczuć się lepiej (nie wiedząc, że to świadczy w gruncie o ich własnej słabości)
Ty wiesz jaki jesteś. Nie zmieniaj się, bądź sobą, tylko sobie zaufaj. Na pewno spotkasz jeszcze przyjaciół, którym warto ufać. Przydałaby Ci się psychoterapia- pomogłaby myślę.

CiociaKlocia

CiociaKlocia

Dobry psycholog z pewnością może pomóc i sam zaleci Ci wizytę u psychiatry, jeżeli oczywiście będzie taka konieczność, żebyś przyjmował leki.
Czytając Twój post, zastanowiło mnie jedno a mianowicie jak reagujesz na wyśmiewanie się z Twojej, osoby, na szykany? Spodobała mi się Twoja reakcja z wyciągnięciem sprawy z fb i przyniesieniem dowodu do szkoły. Jest coś takiego w Twoim zachowaniu, co powoduje, że inni tak reagują jak reagują... Moim zdaniem Twoja siła może tkwić w tym, żebyś odpowiednio reagował na pewne zachowania i żebyś znalazł choć jedną osobę z otoczenia, która da Ci wsparcie. Już sam psycholog może Ci je dać. Pozdrawiam

126075 ciociaklocia Kobieta, 42 lata, w Polsce
~DlaCiebie

~DlaCiebie

Terapia behavioralna. Czy zachowań - pomocne w życiu dla każdego.

~naera

~naera

U mnie wyjście z depresji oznaczało terapię i chodzenie do psychiatry, ale każdy człowiek jest inny. Mówiono mi, że muszę znaleźć jakieś pasje i czas na nie. W końcu znalazłam, motocykle. Razem z mężem kochamy te maszyny, ale dopiero jak zaczęłam jeździć to poczułam się wolna, miałam czysty umysł. Jeździmy razem, ale nie stać nas na własny motor, więc jak chcemy oczyszczenia, to wypożyczamy – na dzień, dwa z firmy ABACUS https://www.abacusbikes.pl/.