Forum Nerwica

Terapia, która nie pomogła

~Asperger

~Asperger

Mam 30 lat, od dziecka cierpię na nerwicę. Nie mam znajomych, dziewczyny, prawie w ogóle nie wychodzę z domu, tylko po zakupy i na spacer z psem (a i to wychodzę w jakieś ustronne miejsce gdzie nie ma ludzi...). Mam bardzo silne lęki, nie rozumiem ludzi, boję się ich reakcji na moją osobę i w ogóle mnie denerwują nawet bez jakiejś konkretnej przyczyny.

Od kilku lat nie leczę się farmakologicznie, byłem na terapii grupowej, a następnie na indywidualnej, która trwała 7 lat i zakończyła się ponieważ terapeuta nie widział szans na to bym się zmienił, tj. jestem w tym samym miejscu co przed terapią, czyli nadal nie wychodzę z domu, nie mam przyjaciół, pracy, przyszłości... Powiedział, że wszystko zależy tylko ode mnie, w takim razie do czego on mi był potrzebny? Tak jakby to było takie proste...

Przyznam, że spodziewałem się czegoś więcej, że terapeuta mi pomoże, ale niestety tak się nie stało i teraz zostawił mnie samemu sobie... Nie wiem co mam teraz ze sobą począć. Podjąć jakieś leczenie, czy nie? A jeśli tak to jakie?

Odpowiedzi znajdują się poniżej

mgr Kamila Krocz

mgr Kamila Krocz

Odpowiedź eksperta

Czasami ludzie idą na terapię z przeświadczeniem, że terapeuta jest cudotwórcą i "zrobi" za nich wszystko, odmieni ich życie, rozwiąż wszystkie problemy. Owszem, terapeuta jest po to, by pomagać, ale nie zrobi niczego za pacjenta, np. nie przestanie pić za alkoholika. To alkoholik idący na terapię ma chcieć abstynencji i w niej wytrwać. To zadanie dla pacjenta. Terapeuta pokazuje jedynie metody, środki, wspiera, kontroluje... Rozumiem, że może być Pan rozczarowany terapią, ale proszę się tak uczciwie zastanowić i odpowiedzieć na pytanie, czy zrobił Pan wszystko, żeby rzeczywiście zmienić swoje życie? Proszę nie rezygnować z terapii. Jeśli nie jest Pan zadowolony z dotychczasowego leczenia, warto poszukać innego specjalisty. Pozdrawiam i powodzenia!

100945 mgr-kamila-krocz Kobieta, 31 lat, Lublin
crossover

crossover

Opis, który podałeś przypomina bliską mi osobę.
Jest od Ciebie młodsza, i nikt z rodziny nie widział ratunku na to by coś się zmieniło. Przez te lata terapii pewnie dowiedziałeś się co było źródłem... ja wiem co było u bliskiej mi osoby. Wszystko zaczęło się w momencie "wejścia w społeczeństwo "w wieku 7 lat. Chcieliśmy wysłać na terapię, nawet leczenie farmakologiczne, ale nie chciał. Nie mogliśmy go zmuszać. To była wina wszystkich dookoła i jego samego. Świadomy tego był cały czas, jednak dopiero w pewnym momencie swojego życia zorientował się, że może jakąś wybrnąć że nie może siedzieć całymi dniami w pokoju. Nic nie mogło się zmienić gdy go zmuszaliśmy. Sam zaczął się zmuszać. Ma motywacje do tego żeby być wsród ludzi, idzie mu ciężko ale widzę, że się przełamuje... Jednak wciąż brakuje mu bratniej duszy, jest zakompleksiony.

Wie że zmiana łatwiejsza będzie dzięki pasjom... tylko w taki sposób naturalnie nabędzie znajomości... Mówi też o psu. Wie że to zmuszałoby go do wyjścia z domu codziennie ;) siła wyższa.

Nie wiem czy to w ogóle pomoże... ale czuje, że powinnam to napisać. Nie jesteś jedyną osobą w takim stanie, a wiem że tak możesz myśleć. On myśli tak samo.
Trzeba po prostu samemu zmuszać się do podejmowania pewnych kroków. Nie będzie stuprocentowej ulgi ale zobaczysz różnice. Jak widzisz to proces długofalowy.
Może pozostawiłeś swój problem terapeucie... i nie czułeś powinności żeby coś zadziałać ? Może dlatego nie wyszło?

Życie trzeba brać w swoje ręce bo cudze nie zdziałają cudów.

190141 crossover Kobieta, 27 lat, Wrocław